Jump to content
Dogomania

WiosnaA

Members
  • Posts

    10410
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    44

Everything posted by WiosnaA

  1. Rozpacza w kojcu :(...ucisza się jak jestem na podwórku,albo choć na tarasie stoję:( Poza tym oswajamy się,poznajemy.
  2. Dobrze,że pytasz, w finansach też lubię przejrzystość. Wcześniej tylko wzmiankę napisałam,że obecnie na kojec funduszy nie mogę przeznaczyć,ale musi być jasność sytuacji związanej z kojcem...tylko ten czas,znaczy brak jego.. Przed podjęciem decyzji o zakupie,powiedziałam ZagrodowyPP i Livce,że kojec będzie służyć Marcelkowi dokąd będzie potrzeba. Jeśli nie uda się mi oswoić,to poszukamy miejsca u osoby doświadczonej.Jeżeli kompletnie nic się nie da z maluchem zrobić,to Marcel będzie mógł zostać u mnie dożywotnio.(Tylko co to za życie by miał bez wychodzenia:(:( Natomiast jeżeli Marcelka udało by się ucywilizować i znaleźć domek,to kojec by służył awaryjnie dla jakiegoś bezdomniaczka jako bdt - nie zarobkowo oczywiście.Taki miałam zamysł po osiedleniu tutaj,żeby jednego pieska móc tymczasować,z tym,że chciałam kupić za swoje,bo źle się z tym czuję,że pieniążki miałyby być tu zbierane:(...nie takie miałam plany:(..,.jednak Marcel i dziewczyny mnie przekonały zdanie zmienić. (Biorę jednak ewentualność pod uwagę,że kiedyś może spłacę i wartość kojca wpłacę na pieska z dogo) Jeżeli z jakichś powodów tymczasowanie u mnie nie byłoby możliwe,to wówczas kojec przekazałabym dla kogoś ,kto również tymczasowałby pieski nieodpłatnie. Taka była umowa między Zagrodowy PP ,Livką i mną,bo czasu nie było na ustalanie na wątku...mam nadzieję,że dziewczyny to potwierdzą. ps. później sprawdzę konto i ew. wpływy potwierdzę.
  3. Żywe :(....doba mija i krople zaczęły działać....po Promyczku mam straszny uraz do tego paskudztwa i jak zobaczyłam skórę Marcela,to ręka mi już odskoczyła ..do wieczora nie dotykałam:( Gramoli resztkami sił...brrr....ostrości tylko nie bardzo dałam radę wyłapać, kurcze,no ciężko mi teraz go drapać,dotykać:(...a muszę:(:(...mam przed oczami wannę Po Promyku:(..brrr
  4. Proszę...tylko nie zwracajcie uwagi na mój cały bałagan dookoła na filmach :(.....próbuję dopiero tu się urządzać ,pracy fuul, krety przeorały,.. robić nie ma komu:(
  5. Aj, Sowo,Ty to byś już dziś go ogarnęła i ubrała żebyś tu była:(....ja teorię mam niby obcykaną i wiem jak za to się zabrać, gorzej z wprowadzeniem w życie mając z tyłu głowy,że on panicznie się boi zakładania czegoś na szyję :(,że gryzie... .,chociaż mnie korci spóbować założyć,ale zostawię osobie z praktyką,bo gram nie tak zrobię i "spalę" ...,na razie ćwiczymy,poznajemy się.... druga sprawa,nie chcę go zrazić do siebie ,bo dużo mamy jeszcze do zrobienia i musi być ktoś "ten gorszy" do tej roboty .. nie chce to być" ja" :) Obróżkę mam czerwoną,szelki muszę kupić,nie wiem,czy nie dwie pary od razu,bo pewnie pogryzie:( Taki maluch,a taki duży ból głowy robi ... Jeszcze wstawię kilka filmików, w tygodniu gorzej z czasem będzie. Terapeuta,
  6. Na dzień dzisiejszy,tak tę Twoją piątkę odbieram+ nie jest dzikuskiem na pewno. Końcówkę - wprowadziliśmy w życie jak tylko klatka z Marcelem w domu stanęła i od pierwszych chwil jak pojawił się w kojcu....plus inne cuda uskuteczniamy,psy towarzyszą...z jego oswojeniem powinnam sobie poradzić,tak myślę.... gorzej z lękiem,założeniem smyczy :(
  7. Poker,nie chcę kłamać...zobaczyłam odchody i poleciałam po krople,..nie przyglądałam później czy tam coś skacze,czy tylko sam łupież sypie,bo sporo sypie...jutro sprawdzę znów w okularach i cofnę słowa jeżeli tylko odchody. Morisa nigdy nie zapomnę..każdy zrobiony kroczek pamiętam jak wyglądał. Zdecydowanie się na wzięcie Morisa po odłowieniu do siebie,to było jedną z najmądrzejszych decyzji jakie w życiu podjęłam.
  8. Anulko,te nieaktualne...psiaków to były,ale zamknęłam.Skarbnik wyśle właściwe. Bardzo,bardzo dziękujemy Wam Kochane Ciocie za pomoc Marcelkowi!
  9. Pojadę jutro po melatoninę skoro tak...słyszałam o niej,ale wyleciało mi z głowy wczoraj:( W środku mówisz przesłonić?...jeśli tak,to wiem,że porwie,boki szarpie w tej co z tyłu wisi. Kojec chcę z tyłu płytą obić i kawałek boku...na razie ma róg plandeką zakryty żeby nie wiało.....Z czasem zrobię solidnie,a teraz wszystko na wariata przygotowywane było:(
  10. Tak:) ....oj,to mądra bestia:) Marcelek trochę speszony przy pierwszym spotkaniu w środku,a i ja z boku stałam. Przez siatkę ciągle się widują. Szczerze mówiąc,to nie wiem z czym mam wkraczać,żeby wyluzował się....rozumu mi brakuje:(..Obróżkę pewnie pogryzie,do gniazda tu odpada,...chyba kalmaid póki co zobaczę jak zadziała...kiedyś na Amiczku[*] przetestowany miałam ,wyciszał nakręcone szczekanie. Wiesz jak pierwszy dzień w kojcu to wyglądało ? :(:(....łapało za serce jak diabli :( :( Do żucia dostaje żwacz,ucho po trochę zjadł całe,mam kolejne,. kości tu nie mam (i zapomniałam wczoraj kupić)...za dużo wszystkiego boję,żeby nie dostał sra...:( Do psów ok,przez siatkę widują się często,latają po stronie domu. Kiyoshi,oby i tu Twoje słowa zadziałały,..tak jak przy Bonie.
  11. Wyglada spokojnie,siedzi spokojnie przy mnie jak nic go nie zaniepokoi...ale np. jak koc,posłanie poprawiam ,to już Marcel wstaje,albo się kręci i patrzy zaniepokojony co będę z tym robić. Bardzo :(:(,..a ja nie wiem jak temu zaradzić jak on poza domem :(
  12. I teraz trochę dłużej,ale dziś czas luźniejszy... Wczoraj pojechałam kupić coś Marcelkowi na uspokojenie,jakieś tabletki,cokolwiek:(:(... Kalm Aid syrop kupiłam. Ostatnie dwa dni w ciągu w dnia było w miarę .. ludzie dookoła,ja się ciągle kręciłam po działce,szczekania już tak się nie bał,czasami chciał się wydostać,leżał,chodził,wydawało się lepiej...natomiast tylko wieczór nastaje Marcel zaczyna rozpaczać,szczeka,wyje,piszczy,próbuje wydostać,wyładowuje się na rwaniu posłanek... zachodzę posiedzieć, jest ok,wtedy cichnie,ale nie dlatego,że mnie lubi,bardziej że boi. Wczoraj majstrów brak,cisza,ja w domu co nieco chciałam ogarnąć i zniknęłam w dzień z oczu na trochę,zachowanie nocne włączyło się:(..pal sześć szmaty,zabraknie moich,to któraś ciocia dośle,..ale psychika mu siada totalnie od samotności w zamknięciu :(..lęk separacyjny zapewne dojdzie do pracy tak czuję:( Jest wystraszony,sfrustrowany,i nie wiem co więcej w nim siedzi:(... jak dotąd nie próbował mnie ugryźć w żadnej ze stresujących mu sytuacji.Nie to,że się mnie nie boi, raczej boi ,bo nie wie do końca czego się może spodziewać:(,..jak zbliżam do kojca gdy on chodzi,to zaraz idzie i siada na posłanie. Marcel źle znosi zamknięcie,bardzo źle:( Głowiłam się jak mogłabym ulokować go w domu,ale tu niewykonalne,bo mi zwieje:( Wczoraj,dziś na zmianę przypinam na trochę psy przy jego siatce...niewiele pomaga :(....być razem w kojcu żaden się nie nadaje:( Siedzę teraz w domu,a on znów płacze...:( Co robić radźcie,bo osiwieję:( Marcel tragicznie wręcz boi się mopa:(:( ..Leżał na sofie jak pierwszy raz wybrałam się myć podłogę.. i tylko wyszłam z tarasu a on od razu widzę się zerwał i biega,nie skojarzyłam w pierwszej chwili co się stało,bo zawsze na mój widok idzie siadać..kawałek mam dojścia do niego,..jak tylko skręciłam na prawo do kojca,to Marcel był pod sufitem,dosłownie:(:( Nawet nie doszłam do kojca:(,skakał,wspinał na kraty,wariował jak oszalały:(..od razu wycofałam się z powrotem..normalnie szkoda mi go stresować,żeby Wam nagrać filmik jak to strasznie wygląda:(:(...nagrałam dziś,że samo mycie szmatą jego stresuje i się boi:(...gdy wchodzę zwyczajnie,to siedzi grzecznie,nigdzie nie ucieka,nie ma żadnej paniki,pozwala się głaskać,nie czuje się przy tym komfortowo,ale pozwala,nie ucieka.Szkoda,że nie ma kto nagrać z lekkiej odległości ,żebyście całość zobaczyli różne sytuacje, jak idę ,co robię przy nim i jego zachowanie,w szerszym kontekście więcej moglibyście wyczytać . Boję się już o to,jak duży może mieć uraz do zakładania obroży,szelek od tych łapanek chwytakiem , linkami:( Dlatego bardzo mi jest potrzebna behawiorystka,żeby jak najszybciej mógł zacząć wychodzić na wolność. Głowiłam się w jaki sposób mogłabym go ulokować w domu,ale tu niewykonalne,bo mi zwieje:( Marcel jest zapchlony:(...dopiero dziś zobaczyłam w okularach jak siedziałam czytałam u niego.Nie doczekam do środy po simparicę i zaryzykowałam nałożyć krople,mokre po skórze,ale mus spróbować,najwyżej ucieknie,albo ugryzie pomyślałam.Rozdzieliłam w strzykawkę jego porcję i w trakcie głaskania udało się,aż zbyt gładko poszło:)..uff Także wybaczcie Kochani,że niewygodny,niemiły temat akurat takim czasie wypłynął, Święta niektórym zepsułam...przy Marcelu pękłam :(:(...ja dwa lata temu Boże Narodzenie też miałam zwalone,chciałam spędzić je pierwszy raz u dzieci,bo zawsze oni do mnie przyjeżdżają...dziś też "inaczej" świętuję...trudno. Serce mi rozrywa patrząc na stan psychiczny tego malucha :( musiałam napisać. ..nie mogłam zamknąć Marcela na tydzień,pozasłaniać, w uszy napchać waty ,pojechać do brata na obiad i poczekać na dogodniejszy okres z pisaniem...piąty dzień jest u mnie i śniadanie jem wieczorem...Święta w/przy kojcu...na szykowanie obiadu szkoda czasu, sama jestem ...kanapki mamy. Wiem,że te 2 m-ce w "hotelu" Marcelkowi zaszkodziły:(..poza gryzieniem,nie bardzo wiadomo co on tam robił w ciągu całej doby zamknięty. Może jednak innego podobnego pieska uchroni długie siedzenie....żałuję jedynie,że czasami siebie nie słucham:( Marcela stan psychiczny jest zły,...pokładam ogromną nadzieję w swojej behawiorystce,podoba mi się jej podejście do psiaków...ale jeszcze calutkie kolejne aż 5 dni czekania:(:(
  13. Dla pewności powtórzę,w tym schronie psiaki chyba różne historie "nosiły". Od kleszczy Simparicę dopiero we środę będę mogła kupić.Mam tu krople ze sobą,ale Marcel wystraszy się zapuszczania. Tak :(...ale nie drgało dziś ciałko....dla mnie to znak,że był kiedyś głaskany,dotykany. Przestraszony jest bardzo,boi się:( Nie mało:(....w Białymstoku 100zł za Majkę płaciłam (też chciałam skonsultować jak siedziała bez ruchu), teraz na działce jesteśmy. Dzwoniłam ,pytałam, przyjedzie...z dojazdem na wieś 150zł ...szkoda,że dopiero może w piątek,ale nie da rady wcześniej tu dojechać:(
  14. Powtórzę,badanie nie jest drogie. W dzień wydaje mi się ,że powolutku zaczyna schodzić z niego powietrze..odnoszę wrażenie,że z lekkim zainteresowaniem wygląda czy idę w jego stronę.Ma apetyt i zjada chętnie,to mi pomaga. W nocy natomiast ewidentnie jest źle samemu :( , płacze, zawodzi, gryzie posłanko( widać z nerwów) Dziewczyny,potrzebuję pomocy behawiorystki.Chcę szybciej wyciągnąć Marcela z kojca na spacery,bo zamknięcie mu nie służy. Dziś sporo i delikatnie się głaszczemy i powoli wkroczyłam z masażem,jest spięty,ale nie odsuwa,nie ucieka przy dotyku,nie straszy.Zanim jednak sama dotarłabym do etapu zakładania szelek,to raczej by trwało,a i nic zepsuć w podejściu do Marcelka przy zakładaniu szelek bym nie chciała:( Dlatego chciałabym mieć kilka spotkań z behawiorystką (jeśli się zgodzi na wieś do nas przyjechać) ,która zakładała szeleczki Moriskowi,żeby pomogła tu też pierwsze kroki zrobić.
  15. Jeszcze Ewie odpiszę i głosu nie będę zabierać. Powtórzę,ja też m.in. po zdjęciach wiozłam tam swoje psy. Ewo,proszę,nikt tu nie napisał o głodzeniu. Rudy piesek był chudy i źle wyglądał,faktem jest,że niedługo po mojej wizycie zmarł-z jakich powodów była jego chudość nic nie pisałam,bo nie wiem. Uważałam,że potrzebował weta choćby na widoczny zły stan oczek,co sugerowałam Anecik i wiem,że po mojej wizycie pojechała. Abi mógł zjadać stres od siedzenia w małym pomieszczeniu,stracić mogła apetyt..można różnie tłumaczyć...faktem jest,że była chuda... ZPP nie napisała,że była głodzona Dowody może robić osoba uprawniona,ja byłam prywatnie i nie mam prawa czyjejś prywatności ani dokumentować,ani upubliczniać. Hotel powinien sam warunki pokazywać....też ja tak uważam,inni mogą myśleć inaczej. Dlaczego,teraz?...dlatego,że tak jak mówiłam między innymi Tobie.Nie zależało mi żeby robić burzę,dyskredytować Anecik,bo miejsce na krótkie przechowanie psa jest potrzebne,ale na dłuższy pobyt warunki nie są odpowiednie.To moje zdanie,z którym możesz się nie zgadzać,chociaż jak piszesz tam nie byłaś. Nie wiem,czy wtedy na potwierdzenie moich słów,któraś z poinformowanych osób (m.in. Ty) zwróciła się do Anety,żeby pokazała na filmie całe wnętrze budynku i wybiegu.Miałabyś dowód. Również dlatego,że osoby,które nawet widziały to co ja, mówiły,że potrzebne jest miejsce,że nie ma innego hotelu,że nie ma gdzie psów umieszczać i lepiej nie pisać,posłuchałam. Też mówiłaś,że masz wspierające osoby,ale nie masz hotelu gdzie psiaki umieścić. Dlatego teraz,że nieraz widziałam na wątkach wpisy,zwłaszcza ostatnio,że Anecik została wybłagana o miejsce i na te prośby ulegała.Być może nie umiała odmawiać,nie wiem. Ale tam jest zbyt ciasno. Dla Abi,Tigry,Marcela takie warunki zaszkodziły wyraźnie i uznałam,że trzeba w końcu napisać,to może komuś się lampka zapali i bardziej przemyślane będzie ratowanie.
  16. Tak,zgadza się,to moja opinia. Innym warunki mogą odpowiadać, nawet jak widział....każdy ma prawo uważać po swojemu i robić wedle własnego uznania. Ja byłam,widziałam na własne oczy i piszę,że mi to miejsce może być najwyżej przechowalnią dla psów,a nie hotelem. Według mnie było więcej jak byłam, ale w żadnym razie upierać nie będę,bo te boksy są tak przemyślanie zrobione,że w kilka minut wyjmuje się ściany i można zrobić ich np. 5 Poker,nie zaprzeczę,mnie też bardzo fajnie z Anecik się rozmawiało,miło,pełna ciepła osoba w rozmowie i właśnie na podstawie zdjęć z wątków,relacji,opisów,rozmów , żadnych wątpliwości nie miałam,żeby taki szmat drogi wieźć psy,nawet do głowy mi nie przyszło,że mogę zastać coś innego. Na temat domowych piesków,czy były,czy nie w moim czasie ,jakie jej osobiste,nic nie wiem,nie przygladałam się tym co biegały,nie dopytywałam.Nic w tym temacie nie zabieram głosu,bo nie wiem,byłam zbyt przejęta boksami i całą sytuacją.
  17. Elu,jak włączysz grzejnik na wychłodzony budynek ,to na płytkach pojawia się rosa i spływa.Byłam w końcu listopada i było wszędzie mokro,latem pewnie nie jest. Na działce dom mam nieocieplony ,tylko sam bal i jak rozpalę po zimie w piecu,to łazienka w płytkach mi pływa zanim ściany się nagrzeją.
  18. Sowo,ja napisałam co widziałam,że mnie ten "hotel" nie jest hotelem i żadnego pieska bym nie umieściła. Po prostu szkoda mi psiaków.Natomiast wiem,że są osoby,które "hotel" i warunki widziały i im chyba odpowiada ,bo umieszczają.Pieski fundacyjne również tam były. Każdy zrobi jak uważa,wg.siebie.Najlepiej pojechać i zobaczyć samemu.
  19. Prawda jest taka,że Marcelek i jego los mnie skłonił do ujawnienia na forum.Wiedziałam w jakich warunkach on siedzi:(:(,ale sądziłam,że choć troszkę będą pracować,że może coś zmienili w "hotelu" ,ale jak zobaczyłam na jego zdjęciu tę mokrą ścianę,to gotów byłam jechać po niego:(., tylko przeszkodą brak miejsca na działce :(...aż do soboty. Nikt z Marcelkiem tam nic nie robił, po dwóch dniach u mnie widzę,że żadnej pracy nie było:(...nic!...przyjechał tak strasznie śmierdzący,że wysiedzieć nie można było,a o spaniu mowy nie było,...miałam psy smierdzące ze schronu,nawet bardzo...ale zapach Marcelka jest nie do zniesienia po prostu. Żeby złapać Marcelka,było mnóstwo zamieszania,pisku innych psów,były gonitwy Marcelka i jego przerażenie sięgające pewnie zenitu:(..,skakał po ścianach,aż przeskoczył do sąsiedniego boksu na innego psa :( ...harmider straszny zanim został złapany. Jestem zwykłą kobietą ze wsi,bez psich szkół jak obchodzić z psami, ale wiem,że tak nie wolno krzywdzić raz już wcześniej skrzywdzonych zwierząt:(...dla żadnych pieniędzy! Nie twierdziłam i nie twierdzę,że poradzę z Marcelkiem,że wyprawadzę na normalnego pieska,ale pracować z nim będę na tyle, na ile umiem,poproszę o pomoc swoją behawiorystkę,a jak się nie uda,to innego miejsca poszukamy,bo choć powiedziałam Livce,że jeśli faktycznie agresji nie uda się opanować,nic z nim zrobić,to będzie mógł u mnie zostać w tym kojcu,ale co to za życie by było:(:(
  20. Odwiedzających i kibicujących Marcelkowi zapraszam na wątek Morisa. Chciałam przekazać ważne info,ale nie chcę tu pisać,bo Marcelek potrzebuje pomocy i spokoju:(
  21. Przyszedł niestety chyba już czas,żebym poruszyła głośno pewną niemiłą sprawę,która mnie dręczy od dawna.Trochę z własnej naiwności,że może zajdą zmiany na lepsze,a trochę za namową niektórych osób ,że będzie burza na dogo powstrzymywałam się wcześniej napisać. Z pewnością będzie,bo jestem już trochę lat na dogomanii i wiem,że w każdej podobnej sytuacji byli/są/będą obrońcy. Ale mnie to już nie obchodzi. Robię to,dla dobra psów! Nie mam w tym żadnego interesu dla siebie! Mam tylko ogromną nadzieję,że pomimo wszystkiego co się zadzieje nie zostanę sama z Marcelkiem:( Wybrałam wątek Moriska,żeby tam nie robić bałaganu,bo Marcel w ogromnej potrzebie. Będzie długo... wątek osobisty muszę włączyć,żebyście zrozumieli,.. krótko nie umiem opisać:( A mianowicie ...sprawa dotyczy "hotelu" u Anecik. Ponad dwa lata temu bardzo usilnie szukałam domowego hotelu dla trójki swoich osobistych psów.Córka była w ciąży,chorowała i chciałam na miesiąc wyjechać do Anglii,żeby jej pomóc przy wnuczce.Objeździłam w swojej okolicy hotele i ze względu na Moriska z różnych powodów nie mogłam w żadnym zostawić,chociąż i jeden odmówił przyjęcia Amiczka [*],że niby agresor. Szukałam więc w dalszej odlegości,ale już chciałam żeby był tylko z polecenia.Morisek był problemem dla hotelików:( Zarezerwowałam miejsce u Jamora,że jak nie znajdę to obiecał,że psiaki przyjmie w ostatniej chwili,ale to był listopad i kojcowe warunki były skrajnością,której próbowałam uniknąć za wszelką cenę. Pomyślałam o nowym(wtedy) hoteliku u Anecik.Hotelik ogrzewany,klimatyzacja,tereny na zdjęciach super,zna historię Moriska,znamy się z dogo.Dzwonię i pytam,czy zgodzi się przyjąć moje psy,wypytuję o szczegóły dotyczące miesca pobytu psów,wysokośc płotu,jakiej wielkości są pomieszczenia dla psiaków,że Moris luzem nie może..itd.Nie otrzymałam konkretnej odpowiedzi co do powierzchni boksów,a jedynie,że będzie ok,że wyjmą ściankę i dwa boksy połączą dla mojej trójki,poza tym wszystko było cacy.Dogadujemy cenę i zaklepuję w przekonaniu,że psy nie zmarzną,że tu Moriska z pewnością mi nie zgubią,bo o niego najbardziej martwiłam szukając miejsca. I co z tego ,że odległość do hotelu dzieli 500km.Kupuję bilet do Anglii z Katowic,wynajmuję obcego kierowcę,żeby nas zawiózł i sam wracał,a po miesiącu przyjechał nas odebrać.Pakuję ogromną wyprawkę z jedzeniem,posłaniami i resztą i jedziemy. Pierwsze wrażenie, domek i obejście b.ładnie,ale oczu nie zawieszam i od razu proszę o wskazanie miejsca gdzie będą mieszkały pieski,bo tylko to mnie interesowało.Idziemy na koniec posesji po pięknej trawce,mijamy śliczne drzewka,kamyczki....dochodzimy do siatki przegrodzonej w poprzek zasłoniętej matami....wchodzimy na teren wybiegu i już doznaję szoku jak mikrej jest wielkości,wizualnie bardzo malutki jak do hotelowania psów w takiej ilości (10 było jeśli dobrze pamiętam),stoi niewielki budyneczek ze 30m,z zewnątrz całkiem przyzwoity.Po otwarciu i wejściu do budynku jakby mnie ktoś młotem walnął..jestem w jeszcze większym szokujak małe jest całe wnętrze..jak małe i wąziutkie są boksy,może 70cm,może 80cm,większy psiak (był taki) musi zginać się wpół,żeby móc obrócić,długości z 1,50cm jak nie mniej-piszę na oko wymiary, bo wizualnie okropnie wszystko małe i patrzyłam po psach,..psów pełno, w tych klatkach niektórych siedziało po 2 psy...w niektórych boksach były plastikowe posłania,ale w wielu nic,żadnej szmaty,goła podłoga ...(,boksów pewnie z 10-12,korytarzyk mikry,na środku włączony grzejnik,przed przyjazdem pewnie włączony,bo po scianach się lało,...z boku stolik,na nim i pod nim jedzenie psów....Żadnej szafki na podręczne psie rzeczy,bo ciasnota...jest ciemno,bo okno malutkie,zaduch i smród niesamowity....Dla moich psów trzech psów jest przygotowany największy boks -o długości na szerokość całego domku,na oko 3,5- 4m- wąski na szerokość posłanka Tinulka (10kg)...została wyjeta ściana i zrobiony z dwóch boksów....Inne boksy nie mają takiej długości,bo wzdłuż ściany idą boksy,jest korytarzyk na dojście do boksów i z boku inny boks idzie po długości budynku.(musiałabym chyba rozrysować,bo tłumacz żaden)... Nie czepię się ,że brudne podłogi,że mokre strasznie,bo jesień i psy mogą nanieść,...ale ten nasz "apartament" z mokrą i brudną podłogą niesprzątnięty,strach było położyć posłanie które idąc jedno wzięłam ze sobą,..położyłam,..sprawdzić szerokość...kolejne dwa gdybym położyła+miski postawić i koniec wolnej podłogi psiak kroku na podłodze nie miał by gdzie postawić:).Ogarnia mnie przerażenie,gdzie ja psy przywiozłam:(...bo,że ich nie zostawię ,to już wiedziałam....Patrzę na biedaki w klitkach i serce rozrywa:(...mówię,że ciasno jest,dlaczego tak wąskie boksy zrobiliście...Wsadzam (dureń!) swoje psy,żeby pokazać,że jedno posłanie,psy stoją,a jak następne położę,to już psiaki ruchu nie mają.Pada propozycja,że jeszcze jeden boks dołączą (zabiorą jakiemuś pieskowi,a jego dokoptują do innego)...nie zgadzam się...w tym całym szoku zostawiam swoje psy w ciemnym syfie,bo mi się ręce trzęsą i boję,że zgubię Morisa...a muszę iść złapać oddech i zadzwonić do córki,że nie przylecę...mówię Anecie,że idę do auta zadzwonić...idę i ryczę...kierowca zdążył już wypakować prawie wszystkie klamoty z samochodu...mówię,żeby z powrotem nosił,bo psy nie zostają...co robić myślę,..samolot niedługo.. pal sześć,że pieniądze przepadną,ale mi szkoda córki i wnuczki,bo tak strasznie czekali:(:(...myśli kotłują i szukam wyjścia...pojadę na parę dni tylko zobaczyć i wrócę pomyslałam,jeśli moja opiekunka coś wykombinuje żeby zaopiekować,jak nie to ubłagam Molly,żeby codziennie kilka razy przyjeżdżała (żeby nie było,do dziś nie wie!! o tej sytuacji z hotelikiem i że plan taki jej szykowałam).Udało się mojej Asi zorganizować opiekę na kilka dni,zapakowałam samego kierowcę z psami z powrotem do domu,sto razy powtarzając,żeby drzwi otwierając na cpn pilnował i Rudego nie dotykał.Zawiózł szczęśliwie pod blok Asi,dał kluczyk od samochodu i już wiedziałam,że dalej będzie ok,że Asia zajmie.Poleciałam do tej Anglii i szybko wróciłam do domku. Aneta widziała mnie zapłakaną,bo beczałam...starali się mnie zatrzymać,że boks powiększą,że Moris fajnie z Panem chodzi na smyczy (przejął ode mnie),... a ja nie miałam śmiałości powiedzieć w oczy dobitnie,że mają karcer dla psów a nie "hotel"....mówiłam okrężnie,że zbyt małe boksy zrobili,że będzie za ciasno i że ogrodzenie wcale nie wysokie i Moris zwieje,na Moriska trochę zrzuciłam,choć nie o to mi chodziło...a prawda taka,że nie wyobrażałam żadnego psa tam zostawić w tej ciasnocie i smrodzie. Nie czytałam za bardzo wtedy wątków na dogo,nie wiedziałam,czy jakieś psy są,ale na jednego pieska zwróciłam uwagę,bo był po operacji bioderka,łapki?..i skojarzyłam,że jest z dogo...rudy, mały,staruszek...Aneta potwierdziła,że z dogomanii,że ,zalegają z opłatami...zwróciłam też uwagę na niego,bo był bardzo,bardzo chudziutki,a pamiętałam go jako całkiem normalnego ze zdjęcia na wątku...miał ogromne wiszące kule ropy w obu oczkach,naprawdę duże,jak mała fasola....poczęstowałam go ciasteczkami,a on rzucił się na rękę..,wspomniałam,że jego trzeba do weta z oczkami....bardzo,bardzo pamiętam tego pieska:(:(...zostawiłam mu wtedy swoich sporo puszek,prosiłam,żeby podkarmiła lepiej staruszka.Po moim wyjeździe wiem,że pojechała do weta,ale zaraz szybciutko piesek zmarł....wstawiała takie piękne zdjęcie przy choince jak piesek leży w ciepłym posłanku (moim zresztą) w domu:( on ze zmęczenia zasnął,ledwie się trzymał na wybiegu jak byłam:( ..do dzis pamiętam jego. I na sunię leżącą na tarasie zwróciłam uwagę,leżała w plastikowym koszu,w nocy też spała na tarsie...żal mi się jej zrobiło,że zimno i zostawiłam jej chociaż ciepłe posłanie...później widziałam je w domu na zdjęciu...ten rudy piesek leżał... sunia z jakieś fundacji chyba była. Byłam zbyt przerażona tym co zastałam i nie przyjrzałam się innym pieskom.Poznałam wtedy Abi, siedziała w kąciku w domu przed wyjazdem do DS...na moje pytanie ile masz piesków w domu,powiedziała,że tylko Abi i jej osobiste. Zdjęcia Aneta robi w części reprezantacyjnej domu,ta zielona trawka,gdzie pieski na filmikach chodzą na smyczy,to w żadnym razie nie psi wybieg,tu tylko domowe wychodzą i inne do zdjęć,czasem do filmu któryś puszczony. Zwróćcie uwagę na równiutki nie rozsypany żwirek,drzewa nie są żółte z dołu od samców,trawka byłaby wypalona sii,świeży śnieg po dobie byłby udeptany na maxa,a tylko dróżka jest wydeptana w stonę psów,gdzieniegdzie ślady po bokach. Raczej nigdzie nie znajdziecie filmu z wnętrza "hotelu" jak faktycznie jest,nie zobaczycie psa i jego całego boksu (co najwyżej samą głowę)...nie zobaczycie filmu i zdjęć z całego wybiegu...zdjęcia są zawsze tak okrojone żeby nie było nic widać,no czasami kawałeczek tej zasłoniętej siatki widoczne za którą faktycznie przebywają psy.Cała działka ma 700m ,na której stoi dom,część ładna przed domem,z tyłu od tarasu reprezentacyjny ogród (na zdjęciach) i skrawek dla piesków zasłonięty na końcu....pieski wyjeżdżające, odbierane do ds, pokazywane na spotkaniach,są wyprowadzane przed dom albo w ogrodzie przy tarasie....obcy nie wejdzie zobaczyć "hotelik",bo pieski się zdenerwują,rozszczekają....wiem,bo trochę ludzi związanych z psami znam i rozpytałam. W dzisiejszych czasach nie jest problemem robić filmiki i pokazać wszystko,nie obcina się zdjęć,żeby chociaż za dużo nie było pokazane:( "Hotelik" u Anecik odbierałam na dogo jako b.dobry,były zdjęcia i z opisów wyglądało,że pieski super fajnie tam mają,biegają po trawce,czysto,ludzie z sercem,mili,rozmowa przez telefon super,nie było sie czego przyczepić.Zdecydowałam się:( Wiedziałam,że moje pieski nie będą w domu,a w budynku z ogrzewaniem. Nie liczyłam się z kosztami i że 2000km zrobimy,jednak widząc te warunki na własne oczy,to uważam,że żaden pies nie powinien przebywać w tak ciasnych klatkach!,to nie są boksy,tylko klatki....i nie chodzi,że swoich domowych nie zostawiłam....takie coś może służyć na chwilowe przechowanie psa,jako miejsce awaryjne na tydzień, dwa,ale nie dłużej.Psy tam dostają frustracji z pewnością i uważam,że niektóre w schronie lepiej mają:( Po powrocie do domu,biłam z myślami co zrobić z tym co zobaczyłam .Postanowiłam przejrzeć wątki i zadzwonić do niektórych osób,które trzymają w tym "hoteliku" pieski...Co z tym zrobią,to już ich sprawa...Radziłam pojechać,zobaczyć na własne oczy,samemu ocenić. Dla mnie takie miejsce jest nie do zaakceptowania dla psa na dłużej. Kłóci się to z moim podejsciem pomocy zwierzętom. Uważam,że jeśli pomagać,to trzeba ogólny byt zwierzaka zmieniać się na lepsze...inaczej trzeba pomagać ze schronu.Zamiast płacić deklaracje,wybrać schron,jeździć wyprowadzać,robić zdjęcia i tak szukać domu. Nie warto liczyć ilu "sztukom" się "pomogło",bo to bez sensu. Nie warto dawać zarabiać takim "hotelom" i dalej nakręcać spiralę zysków kosztem zwierząt. Dawna Bona też siedziała w hotelu 9m u behawiorysty,a ludzie płacili ...bo dzika,bo pracowali i nic się nie dało zrobić...po tygodniu widziałam zmiany, i smycz i reszta niedługo poszła, po miesiącu temperować musiałam rozbrykaną. Hotele,to nie moja bajka... o dobre jest mega trudno...wiem od ludzi,którzy transportują psiaki. Ale to wszystko ja tak uważam,..nikt nie musi się ze mną zgadzać.Do nikogo nie piję nie mam pretensji w jaki sposób pomaga. Z tym co przekazuję zrobicie ,co każdy uważa. Po ostatnich historiach z hotelikami,coś chyba pękło we mnie i czułam potrzebę głos zabrać:(,..Każdy z nas jest inny i każdy ma inne podejście do życia i tego co nas otacza. Wiem jedno ,że dziś chęć zysku pieniądza przesłania ludziom inne wartości...:( ps.Przepraszam,za chaotyczny opis,ale nie mam czasu żeby składnie,ładnie opisać.
×
×
  • Create New...