Jump to content
Dogomania

WiosnaA

Members
  • Posts

    10410
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    44

Everything posted by WiosnaA

  1. Wybaczcie,że nie cytuję wszystkich Waszych postów, czytam wszystko,ale czasowo nie ogarniam...zaległości ,w tym rachunkowe powoli nadrobię. Najpierw jednak posilę i wgram dzisiejsze filmy,bo ważny moment udało mi się uchwycić.
  2. Pomyślałam też,że odgryzł No nie bardzo przypadła, nie panikował,ale był strasznie spięty:(...i już wiem nawet dlaczego...Moris mu powiedział, "mały uważaj,to wróg". Z ZagrodowyPP dziś analizowałam i Mika roszyfrowała....Marcelek na szczekanie ostatnio już nie reagował i ja nie skojarzyłam faktów.Pani nie specjalnie mogła skojarzyć,bo nie bardzo wiedziała jak Moris na co dzień zachowuje. Jak wspomniałam Moris cały czas ujadał od kiedy Pani się pojawiła i nie mogłam go uspokoić,co było mi nawet dziwne.A On zapamiętał Panią. I choć krzywdy nie zrobiła,to w tamtym czasie była mu kimś strasznym,sam dźwięk sprzączek jego przerażał,a ona gmerała przy nim,na ręce brała i wynosiła.Poddawał się,znosił dzielnie,ale wiem ile strachu go to kosztowało.Wychodząc z posesji częstowała psiaki i po zachowaniu Moriska poznałam,że musiał Ją zapamiętać. Także Marcel dobrze odczytał Morisa :( Głowie się już jak i gdzie następnym razem wyeksmitować Moriska:(
  3. Ciuchy może i miała zmienione,ale o kurtce Pani wspomniała,że w samochodzie psy jeżdżą,psie rzeczy wozi,swoje psy ma i schron może mu się "włączyć". Pod brodą jak najbardziej,nie na skulonej,a na wyprostowanej szyjce kilka razy było. Obroży w ogóle nie próbowałam nakładać.Ciągle wydaje mi się,że jest za wcześnie patrząc na jego reakcję na sam widok przyborów. Inaczej by było gdyby Marcel nie miał do tego urazu,nie miał złych skojarzeń,a tylko mnie bał się,albo innego typu był problem. Widzisz,z dzikusem było łatwiej,bo on nie wiedział co to są szelki ,smycz,nie gryzł bo przez miesiąc troszkę mnie zdążył poznać.Z dobrą godzinę mu Pani zakładała:)...i wiesz,że on wczoraj poznał "złą" Panią? :):)..smaczka nawet nie wziął od Niej,uspokoić nie mogłam jak przez ponad półtorej godziny szczekał widząc ją w kojcu.Był jak nie Moris przy innych ludziach. Natomiast tak jak Marcel zachowywał się we środę,to mnie aż korciło spróbować,ale powstrzymałam się.Kładłam obróżkę na nim,na szyi,pod nosem,na uchu,ciagałam po nim,zapinałam przed noskiem...b.dobrze reagował,ale nie ryzykowałam bo zepsułabym jakieś nasze relacje,które powolutku budujemy.To był pierwszy i jak dotąd jedyny pozytywny odbiór przez niego. Wczoraj rano gorzej znosił moje ćwiczenia z obróżką,smyczą i niektóre odpuściłam w ogóle. Na kawkę tylko wpadłam...wieczorem postaram się...faktura wystawiona na 150zł. Noc ok,nad ranem dziś trochę szczekał,popiskiwał,nie wył,posłanek nie ruszył z rwaniem, natomiast pogryzł smycz i obróżkę,której wcześniej nie ruszał chociaż leżały ostatnie dni,leżała też przy spotkaniu z behawiorystką,brała je,patrzył zezem co robiła. Poza tym boję się chwalić,ale na razie jest dobrze.
  4. Nie, nic....po powrocie koc zastałam tak samo zaścielony jak zostawiłam..jakiś kawałek kokosa leżał na podłodze,ale to pewnie jak łaził ,to się wysunął ze spodu. Pytałam majstra czy był jakiś lament,powiedział,że nie słyszał,że raczej spokojnie było. Dziś też dobrze...ani razu nie było wariacji Nie, jeszcze w żadnym razie nie cieszyć....tylko kciuki trzymać. Dziewczyny, piszcie do Poker...może i dla mężów jakieś kulki wynajdzie:):) My po spotkaniu z behawiorystką.Wszyscy żyjemy. Marcelek był bardzo zestresowany na spotkaniu,ale paniki nie było.Jak tylko we dwie weszłyśmy do kojca,to na kocyk poszła kupka i siii :( Nie uciekał,nie próbował wspinać po prętach...siedział w kąciku i mierzył wzrokiem Panią. Bał się. Behawiorystka powiedziała,że Jej zapachy od różnych psów kojarzą mu się ze schronem i gorzej może znosić Jej obecność niż będąc tylko ze mną.I tak było,widziałam,że jest mocno spięty,jedzonka nie brał. Pozwolił jednak Pani dotykać i króciuteńki masażyk zrobić,ale był bardzo czujny. Agresja,na pewno była na tle lękowym.Pani powiedziała,że da się z nim pracować,jednak to potrwa,.. potrzebne jest odbudowanie relacji z człowiekiem i że mi szybciej to pójdzie niż dla Niej,..tak samo z założeniem obroży,jednak dobrze by było,żeby do mnie się nie zraził,bo później będę musiała nadrabiać wcześniej wypracowane jakieś tam już zdobyte jego zaufanie .Z założeniem obroży tylko lekkie próby,ale był zbyt spięty i w dużym stresie. Powiedziałam jak ćwiczymy z Marcelkiem i mam wszystko robić tak dalej,że dobrze. Najgorzej z kolejnym spotkaniem,bo termin odległy :(...przez wirusa Pani musi być w domu z dziećmi ,a popołudnia ma wszystkie na długo zajęte:(..najwcześniej 19.04. o ile przedszkola ruszą. Nagrałam jakieś filmiki,ale pewnie w nocy albo już jutro wstawię.
  5. Oj,ważne sprawy miałam rano opisać o Marcelinku, ale tyle ciągle się dzieje,że pewnie farbę na siwiznę u Was niedługo poproszę:( Moris mi dziś urządził samowolną wycieczkę po okolicy:(:( i Maszka za nim....długich spacerów mu teraz brakuje:(i raczej dlatego,bo niczego się nie wystraszył. W skrócie chociaż.. Jak pisałam Marcel w kojcu wariacji dostawał:(,w sobotę nie mogłam juz patrzeć na jego zachowanie,w nocy szczekanie i wycie,gryzienie,skakanie, w końcu rwanie rzeczy z nerwów,mało spał.Trzeba było coś kupić na uspokojenie,bo pies zwariuje pomyslałam.Podany Kalmaid nie działał,melatoninę p.Ela od Abi kupiła i w drodze była. Nie wiedziałam,czy te rzeczy pomogą,a wszystko źle wyglądało:( Nasza Poker,wiedziałam,że czasem pieskom pomaga. Napisałam do Niej,ratuj!.,bo nie wyrobię,a i Marcel się wykończy..Może jakieś dobierzesz leki dla Marcelka,... Poker migiem wysłała i we środę raniutko przyszły małe kuleczki.Jednorazowo 5szt - z opisem... więc od razu ze śniadaniem Marcelkowi podałam.Nie dałam już Kalmu,chciałam sprawdzić konkretnie czy coś będzie się działo. Po śniadaniu,Marcel z reguły troszkę kładł się podrzemać,poleżeć,ale to trwało góra do pół godzinki...ogólnie b. mało spał odkąd był u mnie. We środe było inaczej. Marcel śpi,leży-mija godzina i druga...zaglądam,czy pies mi chociaż żyje ,cały dzień mam go na oku....leży i się rozgląda,przechodzi się po kojcu,siedzi na klatce i obserwuje.Wszystko robi bardzo spokojnie.Zachodzę do niego ze smakami,idę z Morisem na ćwiczenia,widok smyczy Marcela nie przeraża,nawet się schyla po jedzonko leżące na szelkach Morisowych leżących przy nim!....ja jestem w szoku i nie wiem czy to aby tego samego psa mam co wczoraj...pech,że nie mam telefonu,żeby nagrać...Marcel jest spokojny,wyluzowany,co najwyżej z lekką obawą,niepewnością co do mnie. Mija cały dzień Marcel głosu nie daje,leży,siedzi,chodzi po kojcu o rwaniu rzeczy, mowy nie ma.Wieczór i noc mija w ciszy niesamowitej. Pies odmieniony o 170' ..melduję Poker jak wszystko wygląda i pytam co to za magiczne kulki nam dała?..,mówi obserwuj,czekamy..rano czwartek Livce dzwonię,że coś takiego się u nas dzieje ...że raczej nie śnię o tym, co widzę.Też jest w szoku. Mija kolejna doba spokojnie,noc bez płaczu,bez zawodzenia,bez rwania trawy.Marcel robi gimnastykę przeciągającą,tarza się na swojej sofie....a mi oczy wyłażą jak to oglądam. Dzisiejsza noc cisza,rano jakieś lekkie szczeknięcia ,ale bez szału,wraca i siedzi,chodzi spokojnie,dzień kolejny na razie mija dobrze,by nie powiedzieć bardzo.Bylismy z Moriskiem na ćwiczeniach,na widok smyczy nie biegał, nie szalał jak wcześniej,...dziś nagrywałam wszystko jak wyglądało...trochę bardziej się bał niż we środę,bo jedzonko mu nie szło i w kąciku chciał schować,ale i tak przepaść z tym co było przedtem.Nie jest nerwowy,nie widzę frustracji,nie ma przerażenia na widok smyczy,..odpoczywa jak normalny pies! Jeszcze się nie cieszę,a obserwuję...bardzo trzymajcie kciuki!! O 17 mamy spotkanie z behawiorystką. Idę chociaż kojec posprzątać,bo dzień mi uciekł przez ancymonka rudego.
  6. Livko,dużo kupiłaś wszystkiego...było kupić na razie tylko puszki ,a suchą później tak jak mówiłam.Mokre lepsze przy oswajaniu,a na samą suchą później przejdziemy.Marcelek apetyt ma b.dobry,.z czym nie zajdę,to ładnie zjada,-to mi pomaga!..suchą podjada kiedy ma ochotę,najwięcej w nocy,a że jest szczypiorkiem i troszkę przytyć powinien,to na razie nie ograniczam mu żadnych porcji. To ładne zdjęcie co siedzi na klatce,to właśnie na widok pachnącego jedzonka oczka się cieszą :) Do jedzonka potrafi się podnieść jak siedzi,wychylić,zrobić kroczek na sofie przy mnie...nie siedzi jak skała.Na podłogę jednak nie zejdzie jeść w mojej obecności,a schodzi jedynie wtedy jak czegoś się boi. Za smaczki bardzo dziękuję,bo lekko nie wyrabiam :),przy Marcelku i moje łasuchy wykorzystują okazję na maxa:):)
  7. Chcę jeszcze dwa słowa napisać w sprawie kojca. Wcześniej pisałam,że nie czas mi teraz na zakup,bo swoich wydatków mam masę.I bardzo,bardzo doceniam chęć Waszej pomocy,jestem ogromnie wdzięczna i dziękuję!,wiem,że serca płynie! Nie to,że gardzę,że nie potrzebuję,ale troszkę ostatnie dni sytuacja się skomplikowała,niepotrzebne nerwy doszły i dla swojej spokojności w sercu po rozmowie z rodziną chcę te koszty wziąć na siebie w całości. Lepiej będę się czuła i teraz i w przyszłości. "Zdrowsza" będzie sytuacja dla nas wszystkich. Proszę gorąco o zrozumienie i zamknijmy temat kojca.
  8. Na dobranoc poranną dzisiejszą Nianię chociaż pokażę, stwierdziłam,że posłanie tu przyniosę:)
  9. W domu na szczęście nie mam tfu,tfu. Marcel zalulany, idę i ja odpocząć.Jutro napiszę co kupiłam,koo zawiozłam zbadać.
  10. Poker,przepraszam najmocniej :( i Wszystkich kto poczuł się urażony:( Czasem trzeba mnie tak obuchem w głowę...jak w nocy przeczytałam ,to otrzeźwiałam migiem:( ...ale w natłoku wszystkiego co się spiętrzyło... pękłam:( Będę na wątku.....przez szacunek dla Ludzi wpłacających każdą złotówkę,wspierających na inne sposoby, należy się info w miarę na bieżąco o ważnych czy mniej ważnych sprawach, żeby było wiadomo co dzieje się z psiakiem i na co każda złotówka zostaje wydana. Zawsze uważałam,że tak trzeba ....dlatego dużo piszę:(,robię filmy... Kiedyś sporo bazarkowałam,wybierałam tylko te wątki piesków,gdzie były bardzo czytelne rozliczenia (kiedyś,to nie było regułą jak teraz,a raczej rzadkość), żeby kupujący wiedzieli,że pieniążki faktycznie zostaną wydane na psiaka. A tu chciałam zawieść:( :( Co tam jakieś pw,czy inne sprawy....teraz ważny jest Marcel! Wszyscy macie rację, jesteśmy tu dla tych co rozmawiać nie umieją , a razem można więcej. Choć mnie przypisywane są zasługi z Morisem ,to guzik bym sama zrobiła, gdyby po tej wyboistej drodze nie było z nami "sznurka" dobrych ludzi.Taka jest prawda. Marcelek jest u mnie i zachowałam się nie fer wobec Wszystkich którzy mu kibicują, łożą fundusze. Złamałam swoje zasady i bardzo Was gorąco przepraszam!, Proszę o wybaczenie:( Za całe zamieszanie również:( Ale przyznaję bez bicia,stres zrobił swoje i ogon wolałam podwinąć:( Dziękuję Wam Kochani za ogromne wsparcie. Będę zdawać relacje z życia Marcelka. Marcelek dziś długo był sam :(,robotnicy jedynie jemu migali:( ,ja jeździłam do Białego i późno wróciłam. Dostał ciepłe wieczorne jedzonko,ale jeszcze muszę chrupki zanieść. Później tu zajrzę.
  11. Poker, on wchodzi najnormalniej w świecie sam....nic w tej kwestii nie robiłam,..zaczynam zbierać poduszki,biorę ponton i Marcel schodzi na podłogę,patrzy co będę robić i wchodzi do klatki...boi się koca jak biorę do ręki.
  12. Kochani,odwiedzajcie Marcelka na wątku i zapraszamy do nas w realu. Muszę jednak przeprosić Wszystkich przyjaciół Marcelka,bardzo gorąco przeprosić, ale nie będę mogła już na bieżąco Was informować co u Niego. Mam dużo własnych spraw na głowie i muszę maksymalnie wykorzystać każdą chwilę na zajęcie się Marcelkiem. Emocjonalnie jestem wypruta,zbyt dużo mnie wszystko kosztuje i chcę odpocząć od dogo ...może kiedyś wrócę. Poza tym moje wycofanie się może wyjdzie z korzyścią dla Marcelka,bo on w tym wszystkim jest najbardziej poszkodowany. Będę przesyłać Livce systematycznie info o Marcelku,o wszystkim informować.Będę z Marcelkiem pracować.Czy mi się uda dziś nie umiem powiedzieć,ale mam ogromną nadzieję,że ten kundelek resztę życia nie spędzi w zamknięciu. Za zakup kojca proszę nie zbierać pieniążków i mi nie zwracać.Pokrywam w całości sama. Proszę o pomoc w opłaceniu chociaż kilku zajęć z behawiorystką, ew. weta,czy karmy trochę. Bardzo dziękuję za wsparcie, za każdą pomoc. Przepraszam Kochani.
  13. Z całego serca dziękuję Przyjaciołom Moriska za każdy dzień, który byliście przy Nim przez te lata, zwłaszcza w tych najtrudniejszych dla Niego/dla nas chwilach. Gdzieś pisałam,ale powtórzę,..że zabranie dzikiego Moriska z Tomaszowa było jedną z najmądrzejszych decyzji w moim życiu.Nie żałuję ani jednej chwili mu poświęconej.Jest przecudownym i wyjątkowym pieskiem! Zapraszamy do nas. Wybaczcie Kochani,ale muszę opuścić dogo.Wyłączam się na dłużej....nie mówię na zawsze,...może kiedyś wrócę.
  14. U Anecik nie pisałam nic o psach domowych,tylko słowem wspomniałam o tym,co mi zostało powiedziane,..nie umniejszałam Anecik zasług,...nie pisałam,że Anecik psy głodzi, katuje czy na sznurkach wiesza.. Napisałam jakie warunki wtedy zastałam, gdzie mieści się "hotel" i o dwóch pieskach (na 10szt),które przykuły moją uwagę. Gdybym przed wyjazdem dostała info o wielkości boksów (prosiłam o to) lub chociaż z grubsza naświetlone zostały realne warunki,z pewnością nie wiozłabym psiaków,a przynajmniej na pewno zastanowiła i nie miałabym prawa być zaskoczona. A byłam...Bo zabrakło prawdy. Okazało się,że zlinczowałam Anecik....niech i tak będzie. Los kundelków,które nie miały szczęścia zamieszkać w domu...widać niewiele osób boli. Mnie bardzo zabolał i boli.....
  15. Konfirm31,bardzo dziękuję za namiary,zapisałam,z pewnością mi się przydadzą. Czytałam post wcześniej,ale dopiero odniosę. Zgadzam się w 100%....chociaż u Murki nie byłam. A wiesz dlaczego?...za Jej szczerość, za prawdę!...cechy,które bardzo cenię u ludzi,nawet jeśli ta prawda niesie złą wiadomość. Przez Jej hotel przewinęło się już pewnie tysiące psów i od lat na wątkach,aż biją po oczach te powyższe cechy. Śledziłam je od swoich początków dogo, wykorzystywałam niektóre opisy przy oswajaniu Morisa. Moris miał wstępnie trafić do Murki.Pomogła mi podjąć decyzję przy moich rozterkach,czy mam brać do siebie. Dla mnie Murka jest prawdziwym Wzorem Dogomaniaka! Bardzo Ją cenię za całokształt tego co i jak robi.
  16. Wczoraj u Marcelka było trochę przemeblowania,tzn. Panowie kupili 2 płyty i róg kojca został obity,resztę tyłu syn jak przyjedzie dokończy ( na razie folią zasłoniłam).Rozliczyłam się z Panami za składanie,obijanie. Kojec zabezpieczony również od dołu betonowymi słupkami dookoła. Marcelek musiał do klateczki powędrować na czas prac.
  17. Niestety Morisek tego nie umie:(...przy zbliżeniu z obrożą Marcel mocno zaniepokojony, ale widok smyczy jest mu straszny...nosimy się do kojca, wymieniając smycze psów,kładę w oddali (blisko póki co zbyt straszna),zostawiam ...z Morisem w środku odpinamy się i ćwiczymy tak jak pisałaś,za siatką z Maszką ćwiczymy żeby widział. edit.nie dopisałam,że na razie nie ma mowy o wzięciu najlepszego jedzonka na widok tych rzeczy, nawet jak są w znacznej odległości od niego,wystarczy,że widzi jak je kładę i jedzonko nie interesuje zupełnie.
  18. Jasne,że szelki mieć musi,.siłowanie jednak,to nie droga do Marcela :(...wychodzę z założenia,że po dobroci więcej można wskórać...przymus,to totalna ostateczność będzie:(:(
  19. W książeczce jest wpis - o kwarantannie,szczepieniu,kastracji z 08.2017r , i oceniony był na 2 lata- wpis daty ur.2015r...mix,rudy,samiec Jeżeli,to nie Marcelka książeczka jest u mnie, to i tak po zachowaniu widzę,że młodość musiał spędzić z człowiekiem.
  20. Żeby móc Marcela postawić na łapy, próbuję i muszę najpierw dojść sedna jego problemu :( Wstawiam filmiki,staram się opisywać różne sytuacje i piszcie proszę o swoich spostrzeżeniach,a ja będę składać sobie do kupy,żeby wiecznie w kojcu nie musiał siedzieć:( Pokuszę się o swoją wstępną teorię,..zaznaczam,teorię na razie. O dzikości pisałam zaraz po przyjeździe,że z pewnością nie jest. Według mnie mieszkał na wsi,biegał luzem. Nie znał obroży,nie był uczony chodzenia na smyczy i tu klucz problemów widzę. Miał właściciela,ale nie był przez niego krzywdzony - przynajmniej dotychczas nie widzę takich oznak. Może złapał kurę i został wyrzucony,a może się zgubił lub inny powód,że trafił do schronu. Nie oswojony zupełnie z obrożą i smyczą,Marcelka przeraziła pierwsza sytuacja z chwytakiem. Doznał mocnego urazu,a kolejne sytuacje tylko potęgowały strach przed czymś na szyi. Były następne łapanki i złe skojarzenia również z obcym człowiekiem,przez co unikał kontaktu z ludźmi w schronie. Obcy nie kojarzył mu się dobrze przy szczekaniu psów,psy szczekające również (tu Sowa wytłumaczyła wcześniej) Bardziej niż ludzi (tak odbieram), Marcel boi się określonych sytuacji i rzeczy ,które człowiek trzyma i chce przy nim tego użyć,typu miotła,mop,koc,smycz -ucieka na sam widok,chce z tymi rzeczami uniknąć bliższego kontaktu (mógł być przeganiany lub kiedyś dostać po łapach)...wszystko to przywołuje mu złe skojarzenia i wywołuje strach. Po swoich przejściach nie wie też czego się może spodziewać po człowieku. Boi się ludzi,ale bardziej dlatego,że nie wie jakie mają zamiary wobec niego. Wydaje mi się,że trzeba tylko lub aż, odbudować w nim zaufanie do człowieka i pokazać,że np. miotła zła nie jest...tu moje psy myślę,że w tym pomogą. Czy był kiedyś gryzoniem nie wiem,ale na pewno sytuacje, gdy był postawiony "pod ścianą",a nie miał możliwości uniku lub ucieczki, wymuszały na nim gryzienie jako ostateczną obronę. Jeżeli w schronie pracują sami faceci,to towarzystwo mężczyzny zapewne gorzej będzie odbierać w przyszłości niż kobiety. Przyjazny piesek razem w kojcu myślę,że znacznie ułatwił by Marcelkowi pobyt :(, ale moje psy nie nadają się do kojca :(..nie,że domowe,że zmarzną. Zobaczymy co powie behawiorystka,...choć już wiem,że potrzebny będzie czas i że ze smyczą będzie niestety ciężko.
  21. Nie wiem jeszcze czy mu o człowieka chodzi,..zmyka na posłanko jak idę do kojca,nie chodzi po kojcu przy mnie, nie wstaje ,ale zmienia pozycję jak któryś ruch go zaniepokoi,chodzi,biega jak z wiaderkiem jestem,ale wyciąga głowę,podstawi łapkę by podsunąć się do jedzonka,wtedy nie siedzi jak skała. Może chce się się wydostać,bo też próbuje :(
×
×
  • Create New...