-
Posts
10410 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
44
Everything posted by WiosnaA
-
Mam nadzieję,że więcej nie powtórzy się to przy Marcelku ,zestresował się biedak mocno :( ...klatkę co rusz dziś dotykałam :):) Dwa dni wyłączył się zupełnie, głodem nic nie pomagało:(,dopiero dziś rano schylił główkę żeby przy mnie podnieść z koca, później z miseczki,około południa delikatnie z ręki...uff...on na prawdę przeżywał,co też mu zrobiłam, bo jedzonko dotychczas pochłaniał. Dziś nie nalegałam zbytnio z karmieniem z ręki, ale nachodziłam się często na krótko z pychotką i już raczej jest zgoda:),. wstawał przy mnie do miseczki,na klatkę sięgał wstawał,oczka inne. Nadrabiał dziś z jedzeniem za tamte dwa dni :),apetyt wrócił z przed niedzieli i zachowanie podobnie :) U nas deszcz cały dzień i 2 na plusie,zimno .
-
Z tym prądem najgorzej,że znienacka to trzepie,nie wiadomo kiedy się spodziewać:( W trakcie rozdzielania wśród psiaków było,siedziałam na podłodze,Marcelek brał kilka razy wcześniej,a nagle bum ...i akurat jemu:( Zapomniałam potwierdzić wpływy:150zł, 108zł i 57,22zł dotarło.Ślicznie dziękuję. Wczoraj przyjechało również jedzonka zapas i pyszne smaki ciocia Livka kupiła,na razie Marcelek nie chciał,bo zagniewany siedzi,ale z pewnością mu posmakują później. Bardzo dziękujemy za wszystko.
-
Wy piszcie swoje spostrzeżenia,rady,pomysły,...a ja będę wybierać co nam pasuje:)... kolejny raz dam szansę i posłucham swojej intuicji,tak jak było przy burzy mózgów u Morisa z jakim podejściem się zabrać do dzikusa.Krytykujcie mnie jak coś zauważycie na filmie,bo to mi jest też potrzebne trzeźwiej czasem spojrzeć i przeanalizować,w żadnym razie nie gniewam. Wrócę do swojego pierwotnego założenia jakie miałam w podejściu do Marcelka,bo trochę zboczyłam:) Jemu za szybko i za dużo wszystkiego na początek,w główce musi poukładać sobie ,a priorytetem chcę zaufanie budować. Sprawdzałam reakcję na różne rzeczy i wstępny był zamiar,że później z tym praca,a nr.1 nasze stosunki.Trochę odbiegłam od zamierzonej wersji pracy...Zachęta i tylko wyłącznie zachęta..z dosłownie leciuteńkim naciskiem w niektórych sytuacjach,tak go widziałam/widzę....muszę spróbować w którą stronę iść będzie. Piernaty wrócą na miejsce jak były.Z niego król jeszcze żaden:(,nawet paziem nie jest:( ( broń Boże bez ironii to piszę )...nie ten etap u Marcelka...to jego jedyna ochrona przed każdym strachem,tam choć odrobinę czuje bezpieczniej i ma możliwość wyluzowania,to jego Azyl przede mną i niebezpiecznym mu światem- nie odbiorę mu tego. Behawiorystkę na razie odwołam,wrócimy z tym później. Potrzebuję jednak dać coś jeszcze na rozluźnienie Marcela dla jego lepszego zdrowia i samopoczucia, bo widać,że ten pies żył bardzo długo w nieustannym stresie i tak w nim to trwa.Inaczej w końcu na prawdę zbzikuje:( Rękę odpracuję,ale obroży "spalić" za wcześnie bym nie chciała,bo wtedy będzie u mnie pozamiatane:( Piszę z Wami szczerze co do swoich zamiarów,mam nadzieję że nie poczujecie się urażeni:( Dziś też o wzięciu z ręki mowy nie ma,zostawiam i muszę wychodzić..siedzi skulony,boi się mnie na samo wchodzenie:(...dam czas niech odsapnie.
-
Smaki zawsze dostają razem ,ale konga dwa nie mam ,tak wcześniej robiłam z psami i chciałam reakcję Marcela zobaczyć,.. pewnie macie tu rację:( Filmik z niedzieli,.....nie mogę wgrać wczorajszych,(bo limit dobowy na youtubie przekroczyłam,wysyłałam behawiorystce filmy), ale zachowanie coś jak z piątku na spotkaniu, tak było,
-
W nocy tamten post pisałam i dogo wcięło,... Napisałam,że cofki nie było i migiem się zjawiła:( W niedzielę był fajny dzień z Marcelkiem, spisywał się super,większość dnia wspólnie spędziliśmy i za każdym moim przyjściem robił postępy. Był dzień bez sznurków.W mojej obecności chodził po kojcu dosyć spokojnie,siedział na podłodze obserwował podwórko,podchodził do jedzenia....pod wieczór zepsuło się:(...przez to kopnięcie naelektryzowanej prądem ręki jego pyszczka:( Wieczorem bał się już schylić do ręki,nie męczyłam,postawiłam w miseczce ciepłe jedzonko i sądziłam,że do rana mu przejdzie. Ale niestety,dziś jestem jego największym wrogiem:(...zestresowany przy mnie tak jak drugiego dnia po przyjeździe:(,patrzy zezem,o wzięciu jedzenia nie tylko z ręki,ale w ogóle przy mnie mowy nie było przez cały dzień:(:(. Pierwszy raz jego przegłodziłam i wieczorem zezując na mnie, schylił pyszczek tylko po 2 kawałeczki kurczaka z koca,reszty nie tknął,choć wiem,że głodny,..żeby wstać przy mnie do pachnącej miseczki stojącej na jego kocu mowy nie było:( No masakra co za maluch:(:(...od zera trzeba zaczynać,tylko teraz na gorszej pozycji jestem:( Poczytałam o melatoninie i ona bardziej nasennie działa,a ja nie chcę żeby Marcelek spał,tylko żeby strach zmniejszyć,nerwy wyciszyć. Poker, kulki z pewnością działają,nie ma szczekania,wycia i wariacji jak pierwszy tydzień,bo to przecież był jeden wielki koszmar.Z tym się wyciszył,ale jest mocno podszyty strachem ,ciągle pełen niepokoju.Niebezpieczeństwa tylko wygląda i to mu w głowie,ciągle w obawie czy cegła na niego nie spadnie. Potrzebuję coś na rozluźnienie:( Przyślij coś proszę,albo Kalmaid dołączę , tylko nie wiem,czy mogę? Może już "zbił" największy apetyt,ale żeby cały dzień ani razu do kurczaka nie schylił się ,to już zupełnie jak nie Marcel :( ...pamiętliwy widać jest bardzo. Myślimy z behawiorystką o przełożeniu z nią spotkań na później,bo niewiele teraz da się z nim zrobić...poczekać aż wyluzuje i poczuje bezpieczniej przy mnie. Jest strasznie zalękniony :(:(.. nic z nim nie zrobię ,jeśli chociaż na jakiś czas nerwy nie przystopują,jak się nie odpręży:(:(
-
Co do zdjęcia,to kilka razy tak siedział bardziej swobodnie...to chyba ujęcie gdy próbowałam lekko przetestować Marcela w związku z sytuacją gdy burknął na Moriska.Nie podejrzewam,że mogło mu o mnie chodzić,bo nie jesteśmy jeszcze w takich relacjach,żeby mu zależało. Albo lekko odsapnął i niedługo pokaże (tfu,tfu),że z pieskami za bardzo się nie kumpluje,albo o jedzenie mu chodziło.U schroniskowych psiaków często zostaje nawyk obrony jedzenia,brania i odchodzenia na bok. Nie wiem jak będzie dalej,ale do wczoraj Marcelkowi jedzenie było bardzo ważne i jadł na prawdę dużo,,czasem aż myślę gdzie u tego maluszka to wszystko się mieści.Apetyt ma b.dobry i na razie obstawiam jedzenie. Dawałam mu kong z pychotką dla zabicia czasu i ten właśnie kong,wzięłam z kojca,wypchałam i dałam nie jemu,a Moriskowi,żeby na oczach Marcela jadł :).Tak robię na początku nowego,dając do zrozumienia pieskom,że tu nie walczymy a dzielimy się,że ma być zgoda.Marcelek alarmu nie wszczął żadnego,ale bacznie Morisa obserwował.Postawa i oczka miał inne,zaniepokojenie widziałam ...bo od kilku dni to był jego kong przecież:) Reakcja może być jeszcze nie adekwatna do tej faktycznej,ja z boku,a i on nie jest póki co "ten prawdziwy". Schroniskowe zdjęcia z opuszczonym ogonkiem ,albo schowanego za pieskami też może być tylko ujętym kadrem,bo stronił od ludzi.
-
Ja nie fachowo,a trochę intuicyjnie i po wielu drobnych szczegółach odróżniam,wycofanego,krzywdzonego,czy lękliwego...po zachowaniu oczek,główki,jak siedzi,jaka pozycja, reakcja przy bliższym kontakcie,na samą obecność człowieka,rekcja z jedzonkiem (nieważne czy syty czy głodny),reakcja na otoczenie,takie drobne sygnały ale mi dużo mówią. U Marcelka po samych oczkach widziałam,że tylko się mnie boi,później,że pewnych rzeczy boi,a nie że wycofany,..raczej nie był przez właściciela na rękach noszony ani specjalnie na kanapie tulony,ale wg.mnie nie był bity, bardziej stawiam jako podwórkowy "burek". U Marcelka za tym strachem (na samym początku pamiętasz Livko co Ci mówiłam? ) w oczach gdzieś dalej widziałam/ widzę nawet malutkie "diabliki". Zobaczymy z czasem co tam w nim siedzi.
-
Po środzie w ogóle inaczej się pracuje, cisza w kojcu :)....dziś był dzień bez smyczy i szło Marcelkowi superowo...tylko pod wieczór prąd kopnął Marcelka od mojej ręki (czasem elektryzuję ) akurat gdy brał smaczka, no i bał się później dotykać . Długo rozmyślał,co z tą smyczą jutro ma zrobić:)...ja w środku
-
Faktura za spotkanie z behawiorystką, Paragon za badanie kału na lamblie+inne robactwo - wynik jest ujemny. Wetka jednak zaznaczyła,że z robactwem badanie kału nie zawsze jest wiarygodne i zaleciła ,że jeśli Marcel to piesek po schroniskowy,żeby odrobaczyć. Simparica od kleszczy, Kupiłam w hurtowni Cestal,taniej niż u weta. Zrobiłam zapas gryzaków Marcelkowi , bo uszka bardzo polubił. Na paragonie są szelki,ale to nie Marcelkowi,bo nie było jego rozmiaru i już Pitmana nie będą mieli:(...wzięłam sobie w zapasie bo akurat je wyprzedają ...dla normalnych piesków ludzie ich nie kupują,a one są super dla uciekinierów. - 30zł szelki
-
Nie,nie z dzisiaj,wcześniejszy....mam zaległości w filmikach , jeśli nie było to dodam ze smyczą w środku kojca. Poker,nie wiem czy chlebek Marcelkowi byłby przysmakiem,może,nie próbowałam,..ale wnikliwie chyba nie patrzyłaś na film wstawiony z 5.04. ,tam właśnie tak robię z suszonym mięskiem:) Cofnięcia póki co nie było. Dziś też zachowuje poprawnie,noc spokojna była.
-
Przed chwilą poszłam nagrać filmik...nie o wszystkim piszę,bo i nie sposób tego robić,a skupiam tu bardziej na najważniejszych problemach i z obrożą i smyczą. Ćwiczymy w przeróżnych kombinacjach,z psami i bez psów,kotami i bez,za kojcem i w kojcu,żeby zachęcić do swobodnego podchodzenia do mnie.Tu było całe towarzystwo dookoła. Chodzi jeszcze nie pewnie i w zależności jak smaczny mam kąsek ,ale podchodzi, (tu zwykłe smaki wzięłam,bo lepsze się piecze),liże rękę,mnie wącha.Przez 2 tygodnie zrobił i robi w tym postępy,wstanie przy mnie,chodzi w miarę spokojnie. Z nieufnością,z jakąś obawą,ale jest bez tragedii.To ogarniemy i się nie martwię. Na filmiku "złapała" się nowa sytuacja,gdzie podejrzenie mi padło na Moriska,a to Marcelkowi coś nie spodobało,choć mnóstwo razy już się widzieli z bliska,wąchali.Ciągle się poznajemy. Piernaty często odkładałam na bok przy niektórych ćwiczeniach,a jest sam koc,tak jak to było na filmie przy behawiorystce,ale teraz część poduch wyrzucę wcale i tylko na noc będę przynosić skoro tak uważacie. Przy oswajaniu z dotykiem musi leżeć i jest mi wygodniej a i on raczej czuje bezpieczniej jak ma poduchę. Kochani,z pewnością brakuje mi doświadczenia,bo z takim problemem psa nigdy nie miałam:( . I dlatego ja nie widzę u mnie innego sposobu niż budowanie zaufania do siebie i odwrażliwianie na smycze. Co nie znaczy ,i w żadnym razie nie twierdzę,że ktoś z innym podejściem nie dałby rady zrobić to sprawniej i szybciej.
-
I jeszcze co do piernatów... Nie upieram,że to jest dobre czy złe,bo psim specjalistą nie jestem, Zrobiłam to jednak po coś, tak mi wyczucie mówiło,nie żeby fajnie na zdjęciu wyglądało. Raz,że u nas jeszcze jest zimno i w nocy przymrozki. W razie strachu może nos wsunąć pod poduszkę i poczuć bezpiecznie..nie musi wspinać po kratach. Mam wygodne dojście,żeby poznawał mój dotyk,robić masaże Nie leżę na deskach jak kładę się przy nim,poznaje bliskość,może mnie wąchać.
-
Marcelka ani grama się nie boję,w żadnym razie,..on mnie się boi. Adoptowana w lutym Bona siedziała w hotelu z behawiorystą przez 9m na fotelu w kojcu,że nie chce kontaktu z człowiekiem,że nie chce do psów,nie nauczyli chodzenia na smyczy,bo półdzika.Gdy przyjechała stan był faktycznie nieciekawy. Po dwóch dniach jednak ubrałam szelki i było pierwsze "wyjście",po dwóch tygodniach pies jeździł samochodem na spacery. Miałam inne po przejściach psy z nauką smyczy,gdzie zdecydowane podejście załatwiało sprawę,ale nie z takim problemem jak ma Marcel. Z Marcelem siłowe podejście było już przerabiane i efekt był taki,że człowiek nie mógł wejść do boksu,bo się rzucał z gryzieniem,gryzł rękę a nie jedzenie. Musiałabym i ja go łapać pętlami i ganiać za nim. Przy moim wejściu do kojca Marcel nie wspinał się po prętach,nie skakał jak szalony,a robił to,gdy pierwszy raz podeszłam w ręku ze smyczą do kojca.Przerażenie sięgało zenitu. Powolne odwrażliwianie przynosi efekty chociaż to idzie powoli,ale sama behawiorystka mówiła,że tu z wyjściem przeciągnie się sprawa,z powodu jego urazu i widząc jak reagował na samo zbliżenie. Trzeba by było zobaczyć na żywo u mnie jego pierwsze reakcje na widok smyczy:( Pierwszy raz żałuję,że pies jest już wykastrowany,bo na obecnym etapie tylko w narkozie można by było go "ubrać":( Z jedzeniem jest/był inny problem,ale pisać nie będę.Rzecz jasna,że jest zachęcany do schodzenia,ale na filmach nie pokazuję,a tylko jak skupiamy z oswajaniem obroży. Moli,zapraszam do siebie tak jak Ci mówiłam.Jak masz czas,to nawet dziś,serio.Zaraz zadzwonię do Ciebie. Bardzo mi zależy ,żeby Marcela szybciej uwolnić,ale ja siłowo prób nie podejmę się,nie ,że się boję pogryzienia,ale że zrażę do siebie totalnie i wieki trwać będzie później jakakolwiek z nim praca.
-
Dziś Marcelek miał dobry dzień i fajnie nam szło.Myślę pójdę nagram Wam co z obróżką nauczyliśmy się. Ćwicząc nigdy się nie śpieszę i jestem bardzo skoncentrowana na tym co sama robię i co on "odpowiada", a tu wpadłam na trochę i chciałam szybko...w ułamku sekundy załapałam swoją gafę.Pierwszy raz zamieniliśmy się z Marcelkiem rolami:) Kontynuację odpuściłam oczywiście, choć tylko troszkę się na mnie obraził. w jednym czasie te 3 filmy nagrywałam,