-
Posts
11052 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Everything posted by Istar19
-
hmm swoją drogą w jakim wieku jest Misia? orientacyjnie oczywiście? Nie żeby miało to coś zmienić, ale lubię wiedzieć ;) i jeszcze jedna prośba, choć to może być oczywiste - jakbym mogła wraz z Misią poprosić o jej kartę leczenia/książeczkę zdrowia jeśli ma założoną - co by mój wet wiedział co i jak w razie potrzeby:)
-
dobrze, że Misia wraca do zdrowia ! Niestety na tą chwilę z kasą na transport nie pomogę :( ...do wypłaty mam BARDZO ograniczone wydatki... Justynko kochana, Ty się nie martw o nas - jak pisałam w PW, karma jak się znajdzie (czy pieniądz na nią) to dobrze, jak nie to sobie damy radę (akurat karmy mam zapas na 5 tyg, więc nawet z kolejną mordką do wykarmienia i tak zapas zostaje) ;) a na sterylkę i czipowanie to zrobię w październiku bazarek na fb...to będzie mój pierwszy tam bazarek, ale może coś się uzbiera :) może jeszcze jakiś grosz na Misię od kogoś wpłynie i tak ziarnko do ziarnka...ważne, że Misia nie musi wracać na ulicę ani do schroniska.
-
ja sobie wątki zapisuje w zakładkach przeglądarki...wtedy nie muszę szukać, tylko sprawdzam, czy ktoś coś napisał... dziewczyny...nie pomogę finansowo..ale jak się DT dla suni nie znajdzie gdzieś bliżej, a znajdzie się transport... to ja sunie, mogę zabrać na BDT ,,,tylko są dwa ALE...odległość (mieszkam w Katowicach i nie jestem zbyt mobilna - samochodu brak jeszcze) no i suczka musiałaby się dogadać z moim psio - kocim stadem...mam trzy sunie i dwa koty (i szczury, ale chłopcy ogoniaści biegają wieczorami, głównie po łóżku, więc przed psem mogę ich bronić ;) ) mieszkamy w małym, acz przytulnym (jak dla mnie) mieszkanku, pracujemy zmianowo po 8 h - więc kilka godzin psy są same( zazwyczaj 6-7 h), szczekanie/załatwianie się/lekkie zniszczenia nie są nam straszne. Przerabialiśmy już to nie raz.... Mamy niewielki ogródek na którym psy mogę pobiegać i załatwić na szybko swe potrzeby, plus codziennie jeden długi spacer po okolicznych polach i lasach ( 3.7 km - 15 km zależy od dnia) ogólnie warunki średnie, jeśli suczka np nie lubi innych zwierzaków, albo ma silny lęk separacyjny...no bo te 6-7 h to może być wtedy już za duzo dla malutkiej od siebie możemy dać jej pełną michę suchego jedzenia i wiele miłości...spacery,, zabawy itp. No i oczywiście szukalibyśmy jej DS Jedynie na sterylizację suczki potrzebowalibyśmy pomocy finansowej. Więc jak cos awaryjne wyjście macie - tylko odległość spora od Was. a to moje psiaki - tak źle z nami mają ;)
-
dogo nie kasuje postów z okienka "odpowiedź" trza sobie przy nowej odpowiedzi najpierw skasować starą w okienku ;) plus jak pisze, że nie mogło dodać postu - znaczy, że i tak dodało, to samo się dzieje, jak się chce post edytować...czyli na spokojnie można to połapać, ignorując komunikaty ^^ -> piszesz post, dajesz "dodaj odpowiedź" i nie zważając na to co Ci się wyświetli piszesz se już drugi post -> kasując z okienka poprzednio napisaną wiadomość, która rzekomo się nie dodała...ot chora filozofia dogo, która próbuje stanąć na nogi :) dzwoń, ale pod wieczór - 18-19 ;) (nie później niż 21 proszę -> mam teraz 9 dni pracy pod rząd, więc z aktualizacją strony, proszę o cierpliwość) na jesienną stronę też wkrótce zamienię, ale nie wyrobiłam dziś. Dobrej nocy ! :)
-
dzięki ;) wiesz...to nie jest tak wesoło, ale przywykliśmy do naszego trybu życia i jesteśmy szczęśliwi ;) Oczywiście fajnie byłoby mieć więcej czasu na wędrówki ( jeju np taki miesiąc na to by tylko chodzić i chodzić, coraz dalej) i dalsze wyjazdy...ale tak jak jest, jest dobrze :) pracujemy po 5 dni w tygodniu...w sklepach - tj człowiek pada na twarz po pracy :D, ale zawsze zostają dwa dni w tyg na dłuższe spacery i wyjazdy - o ile z Patrykiem mamy w te same dni wolne ;) faktem jest, że z psami w tym roku przeszłam już prawie 1600 km (moje łydki są twarde jak głaz! serio...takich mięśni w łydach to ja nigdy nie miałam :D ) w tym, z Patrykiem mniej, najczęściej chodzę sama, z uporem maniaka - w okolicach domu (+/- do 10 km od domu) a wyjazdy mamy wtedy kiedy czas i finanse pozwolą, czasem częściej, czasem rzadziej, czasem wybieramy się gdzieś w okolice nasze, ale dalsze - tak, że np spacer trwa 7 h ;) Tak więc pomimo tego, że mam ogródek moje psiaki mają codziennie spacer przynajmniej 3.5 km szybkim marszem, czasem połączonym z bieganiem (znaczy one biegają zawsze...ja czasem, jak mam siły)...spacer jest albo z rana przed pracą (jak mam na drugą zmianę) albo zaraz po pracy (jak na pierwszą)... tak, że najczęściej mój dzień wygląda tak: na 6 rano do pracy, więc pobudka o 4 rano, ok 15 wracam do domu, idę z psami na spacer dłuższy bądź krótszy (pomiędzy 3.5 a 7 km) a dopiero po spacerze ogarniam szybko w domu...tak, że do obiadu/kolacji siadam około 18 i wtedy to już nie wstaje aż do prysznica i pójścia spać :P czyli jakoś do 21.30... W między czasie gdzieś pomiędzy kolacją, a szykowaniem się do snu, mam czas "dla siebie" tzn, często wtedy szczurki biegają w okolicach klatki, koty się łaszą, a ja zajmuje się albo stroną schroniska w Lisowie, albo bazarkiem, albo...o zgrozo mam chwilę by poczytać książkę :D najczęściej książkę też czytam pomiędzy 4.20 rano a 5.00 kiedy jem śniadanie :P Jak mam na 13 do pracy, to wstajemy około 7, zjadam śniadanie, ogarniam w domu, około 10 wychodzę z psami na spacer - zazwyczaj 3.75 km, połączony najczęściej z zabawą, wracam do domu około 11, jem ...lunch, mam chwilę dla siebie a o 12.30 wychodzę do pracy ;) wracam po 22, jem małą kolację, piję herbatę...i ogarniam internetowe sprawy, głaszczę koty domagające się uwagi i idę spać... jakbym była sama, bez Patryka, to bym zwierzyńca nie ogarnęła, no doba byłaby za krótka i już! ^^ a tak to On często kociskom i szczurom organizuje czas ;) i no ogarnia w domu, to czego ja nie zdarzę... A jak mam dzień wolny...czy to z Patrykiem, czy sama, to wtedy jest laba...tzn lenimy się aktywnie ;) o ile pogoda pozwala (czyt. nie leje, ani nie ma upałów) to idziemy na dłuuugi spacer (10-15 i więcej km, choć to rzadko) zazwyczaj zaraz po śniadaniu, a popołudniu, po szybkim obiedzie i ogarnięciu domu mamy czas dla siebie i reszty zwierzyńca :) w dni wolne też często siedzę w ogródku i z uporem godnym osła, pielę chwasty w ogródku i sadzę, co rusz jakieś nowe roślinki ;) a jak pada...wtedy po spacerze siadam z kotami na kolanach (znaczy jeden na kolanach, drugi na zagłówku fotela) z psami u boku i czytam książki...albo spędzam czas przed monitorem bawiąc się stroną Przytuliska z Lisowa, bazarkami itp...albo przeglądam z NUDÓW FB...tak...czasem tak mi się nic nie chce, że aż oddaje się nudzie ...to dziwne :D I jak tak piszę, jak wygląda 90% mojego życia, to trochę przeraża to...ale jakoś z dnia na dzień człowiek wstaje i daje radę ;) I tylko czasem są takie dni, w których chciałoby się przeleżeć się cały dzień..i tak jak Rupert mieć fajrant całe życie ;) po takim standardowym naszym dniu psiaki są po prostu padnięte tak samo jak my ;) co dziwne...bo one przez pół dnia najczęściej śpią, albo czuwają :D
-
ZAPRASZAM NA BAZAREK :) a na nim ciuszki, bibeloty i jeszcze raz ciuszki :) Wiele nowych markowych rzeczy i wiele nowości na dogo !
-
i świat nagle zrobił się taki piękny ! Lepiej późno niż w cale - stwierdziła Holi I Maszy od razu się humor poprawił I nic to, że byliśmy już blisko Łazów i dworca...w końcu było nam ciepło ! a gdzieś na 20 km , zatrzymawszy się, oby ściągnąć z siebie swetry, Licho stwierdziła, że uliczka też jest dobrym miejscem na odpoczynek Kiedy 24 km były już za nami, doszliśmy z powrotem do miejsca od którego zaczęliśmy, do starej ciuchci stojącej niedaleko dworca pkp
-
Kiedy ... lunch... został pochłonięty trza było wyruszyć w powrotną drogę. Gdzieś hen daleko przed nami, widać już było rozpogodzenie A wszędzie rosła ta roślinka, całe żółte poletka aż tu nagle o godzinie 15, kiedy wracając już przez Dziurę w Ziemi wyszło słońce.. I mina Patryka mówi wszystko...teraz to byś sobie Słońce mogło darować już!
-
Tu Maszka pokazuje nam, co sądzi o nas, pogodzie, wycieczce i o tym, że jest jej zimno a to...to kryptoreklama - mój super-wygodny i super-wyglądający plecak z kieszenią na lustrzankę :) Ale jak to teraz mamy taki kawał świata wracać ? Powiedz, że ona żartuje ! Nie żartuje? To ja sobie jeszcze odpocznę
-
Chwila wystarczyła by Holusi powróciły siły I tak doszliśmy do Ciemnolasu Gdzie niestraszne były nam mroki I tak szliśmy przez kas, to tu, to tam, szukając odpowiednich ścieżek, skazani na własne poczucie przestrzeni i kierunku - bo sygnał był niemrawy i ciężko nawet gps chodził...Aż w końcu, o godzinie 13.02 naszym oczom ukazał się On Samotny Ostaniec na Wzgórzu Kromołowiec. I było by pięknie, jakby ktoś Samotnika nie oszpecił farbą... i znów widoki, których nie ma ;)
-
Kiedy przeszliśmy przez Niegowonice i polami kierowaliśmy się ku wzgórzu przeznaczenia, nie wiedzieliśmy, że ulicą doszlibyśmy tam w 10 minut...Ale nie było chodnika, a droga była kręta i baliśmy się dość szybko jeżdżących aut. Więc idąc ścieżkami przez pola, pnąc się ku górze widzieliśmy za sobą, dopiero co opuszczone miasto. Licho na ściernisku, czy jakoś tak ;) A tutaj na jakimś 12/14 km wędrówki Holi odmówiła dalszej drogi... Więc przez chwilę kontemplowaliśmy ładne widoki... które by były ...jakby nie mgła w oddali...
-
Nawet robaczek, przygnębiony pogodą, nie chciał opuścić kwiatka... W drodze na wzgórze przeznaczenia naszego, weszliśmy w jakieś zagłębienie terenu, kanion, dziurę...zwał jak zwał ! Było tam super! Szliśmy nieświadomi niczego, zapatrzeni w piękno przyrody aż spostrzegliśmy tabliczkę Dobrze, że wrześniowe, wtorkowe poranki najczęściej spędza się w pracy/szkole a nie na zabawach ASG ;) o 10.15 wyszliśmy z dołka na równinę, mgła wciąż zasłaniała nam te super widoki, a mokra trawa moczyła już nie tylko moje byty, ale i skarpetki...ale już nie było nam tak zimno ! Choć temperatura powietrza niewiele się zmieniłam to człowiek się jakoś rozgrzał wędrówką.
-
godz. 9.05 Wędrówkę czas kontynuować. Napisać jeszcze by należało, że nas strój niekoniecznie odpowiedni do otaczającej nas aury, wynikał z prognoz pogody, które jak jeden mąż, mówiły o tym, że ok 10.00 pogoda ma ulec znacznej poprawie i ma zrobić się ciepło ! Ha! ha ha...nie zrobiło się aż do 14.... Kuzynka D. z Lichotką Mgła...ładna była mgła ;) Dzielny TŻ Patryk brnie przed siebie, mrucząc pod nosem o tym, że z chęcią by jeszcze spał....no cóż ;) A oto ja z moim dzielnym druhem Holi. Znaczy fragment mojej nogi i przemoczony but ! A co. Idąc tak przed siebie, rozglądając się dookoła i wyobrażając sobie, jakie to piękne musi być miejsce w słoneczku, z humorem ciętym na ustach dążyliśmy powoli do celu ...by dość na wzgórze Kromołowiec. Powoli? oj baaaardzo powoli jak się później okazało...