Jump to content
Dogomania

kajtek

Members
  • Posts

    557
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by kajtek

  1. Edytko bardzo Ci współczuję :bigcry:, jestem z Tobą myślami, przytulam i trzymaj się - On już nie cierpi - to jedyne pocieszenie
  2. [quote name='(:Buńka:)']Biedny pieseczek:-( Taki przytulaczek kochany...trzymam kciuki za poprawę![/QUOTE] I my też :buzi: - trzymajcie się!
  3. A jak Tycinka mogłaby nie rządzić;)? Często oglądam "Policję dla zwierząt" i bywają tam też takie tyciopodobne małe psiaki, które Amerykanie określają "jak leci" - chihuahua :cool3:.Bardzo trafnie scharakteryzowali owe cziłaly: wielki pies uwięziony w małym ciałku; przywiązuje się i broni swojego terenu, przedmiotów, itp; silnie związuje się z jedną - dwiema osobami, inne toleruje ale nie zawsze. No wypisz-wymaluj Tyćka! Oczka zakrapiam sztucznymi łzami, operacja podcięcia brzegów powiek na razie nie jest niezbędna. Te zdjęcia w plenerze to nad naszymi miejskimi gliniankami, latem są tu tłumy, a teraz głównie tylko psiarze i rowerzyści i właśnie na pierwszym zdjęciu jechał ktoś, więc Tycia schowała się pod brzuchem Flory, czasem wyglądają jak Fafik i Spagetka ze starej Dobranocki ;-). Świnek morskich nie skrzywdziła choć bardzo się nimi interesuje, a z kotami to tak różnie: kiedyś się zastanawiałam dlaczego jednooka Fila /ta, z którą leżą na drugim zdjęciu/ jest cała mokra - a to Tycia ją tak tarmosiła i obśliniła! Ale ogólnie to wkomponowała się w stado, jednak bernardynki nie polubiła i jak ją widzi to ma ochotę wyeliminować, benia nadal się kurdupelka boi. A i jeszcze smarkula ubzdurała sobie żeby ją do domu wnosić, mąż ją te 2,5 metra przenosi, a ja nie, a co to ja lektykarz? Zauważyłaś jaki się z niej zrobił wilk grzywiasty i nóżki ma takie długie, a na pleckach czarny X - wygląda jakby miała szelki! Wrzucę jeszcze kiedyś parę zdjęć - jeśli oczywiście pozwolisz. Pozdrawiam cieplutko!
  4. :lol: Tycia ma się dobrze i mam nadzieję, że jest szczęśliwa, a ja nadal nie mogę się nacieszyć tym, że jest u nas - dziękuję za nią :calus:
  5. [IMG][URL="http://imageshack.us/photo/my-images/24/vpy8.jpg/"][IMG]http://img24.imageshack.us/img24/3680/vpy8.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL="http://imageshack.us"]ImageShack.us[/URL][/IMG] [IMG][URL="http://imageshack.us/photo/my-images/24/hla8.jpg/"][IMG]http://img24.imageshack.us/img24/5598/hla8.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL="http://imageshack.us"]ImageShack.us[/URL][/IMG] [IMG][URL="http://imageshack.us/photo/my-images/28/3mi0.jpg/"][IMG]http://img28.imageshack.us/img28/7555/3mi0.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL="http://imageshack.us"]ImageShack.us[/URL][/IMG] [IMG][URL="http://imageshack.us/photo/my-images/716/4qna.jpg/"][IMG]http://img716.imageshack.us/img716/9441/4qna.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL="http://imageshack.us"]ImageShack.us[/URL][/IMG] Witaj Edytko - wczorajsze zdjęcia Tyci i Florki. Pozdrawiamy serdecznie :lol: oj nie wgrały się fotki :roll:
  6. Aż mnie zmroziło :-(, podczytujemy wątek zza węgła już od dawna. Takiego zakończenia nikt się nie spodziewał. Co do ucieczki - kilka lat temu mąż podjechał do wetki z naszą dziką Florką, była w ubranku pooperacyjnym,na smyczy, a wystarczyła sekunda po uchyleniu drzwi i nad kolanami męża przeskoczyła i zwiała. Mąż gonił ją ponad 1,5km i dopiero przed wyjątkowo ruchliwą trasą jakiś pan z refleksem,widząc i słysząc męża, nadepnął na smycz - od niechybnej śmierci dzieliły ją metry. Nowi - niedoszli opiekunowie Atoska przedtem mieli pewnie psa, którego reakcje znali "na wylot", tym razem też postąpili rutynowo, niestety :shake:
  7. Agnieszka ma rację - badane moczu z posiewem i antybiogramem przed kuracją.Jeśli w moczu są też minerały to może karma specjalistyczna, która leczy i zapobiega. Moje półdzikie stworzenie miało wycięte trzy wielkie kamienie, jadło Royal Canin Urinary, teraz Trovet Urinary, który m.in. cytuję:" Dieta Trovet ASD powoduje obniżenie pH moczu, co prowadzi do zapobiegania i rozpuszczania kamieni w drogach moczowych oraz hamuje rozwój patogennej flory bakteryjnej". A może Twoje psidło tym razem tylko przechłodziło pęcherz, były przecież mrozy?
  8. Oto kamienie usunięte Florce - dla oceny przy małym pudełeczku zapałek. Nie relacjonowałam, bo bałam się uwierzyć, że to już koniec problemów. U nas nastała wytęskniona pora suszy - suche legowisko i nic nie wypływa nawet gdy rozluźniona śpi - zwieracze wreszcie funkcjonują. Psidło odzyskało apetyt i widać, że zadowolone z życia. Pozdrawiamy :lol:
  9. [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/600/zdjecie0303.jpg/][IMG]http://img600.imageshack.us/img600/1612/zdjecie0303.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL=http://imageshack.us]ImageShack.us[/URL]
  10. Dziękuję wszystkim :-). Moja radość trwała krótko w 14 dobie znów zaczęła moczyć, po prostu tam, gdzie leży jest mokra plama - różnej wielkości. Znów parę razy dziennie wymieniam gazety, zmieniam polar. O żadnych pieluchach nie ma mowy, bo to jest zwierzak z problemami i jak się przestraszy to za nic jej spod łózka nie wywabię. Mam chyba takie zezowate szczęście: dwa lata temu seniorka Aza miała zapalenie błony żołądka i jelit - nie trzymała wodnistego kału.Wyschła, a gdy stan zapalny ustąpił to w ciągu 2 tygodni skosiła ją białaczka.Skróciliśmy jej cierpienia /odmówiła karmienia i pojenia/ może o 1 - 2 doby. Na wiosnę odeszła Miętówka - nowotwór żołądka, a wcześniej zdiagnozowano i leczono jej wątrobę, och znawcy... Teraz Flądra - no cóż mocz to zawsze jakaś odmiana po kale i wymiocinach tamtych nieszczęśniczek /zrozumie to tylko ten, kto przez to przechodził/ :-(
  11. Nie doczekałam się odpowiedzi, cóż, takie przypadki to rzadkość. Postanowiłam opisać rozwój wypadków - może komuś się to kiedyś przyda: Najgorsza była [B]10 doba po operacji[/B] - zwierz lał gdzie się tylko ruszył i nie było to związane z wysiłkiem typu głośne szczekanie. Do ogródka dała się wywabić tylko dwa razy - tam kucała i też sikała,starała się opróżnić pęcherz, a ja w tym czasie myłam, wymieniałam legowisko i gazety w okolicy legowiska i pod łóżkiem. Po powrocie przeważnie wpełzała pod łóżko /w międzyczasie podlewając swoje leże/ i wychodziła tylko do miski, bo nabrała apetytu. Noc jak wiele poprzednich - mokre legowisko,podłoga i otrzepywanie się z moczu na meble itp. [B]11 doba [/B]- niemalże cud - w dzień Flądra wyszła spod łóżka i na komendę "ogródek" pobiegła jak dawniej. I tak parę razy do wieczora. Dzień zakończył się tylko małymi plamami moczu i jedną zmianą polarowego kocyka. [B]12 doba [/B]/dziś/ - po nocy niewiarygodne - wszystko suche - wytrzymała do rana i nie na korytarzu lecz na trawie spompowała kałużę :-). Po powrocie zdjęłam jej kołnierz i był slalom radości. Do tej chwili ani jednej kałuży czy plamy w domu! Pierwsze wyjście to około 6 -7 rano, ostatnie około 12,30 - 1 w nocy. Legowiska były na zmianę trzy - dwa miękkie - były prane naprzemian, aż się wkurzyłam i dałam zaszczańcowi trzecie - sklejka z grubą warstwą gąbki obitej nieprzemakałnym skajem, a na to polary. Łatwozmywalne, nieprzeciekające,polarowe kocyki zmieniane po kilka razy dziennie. Co dalej? Boję się zapeszyć... Wyraźnie jednak widać, że ten rozkrojony, pocharatany i wyskrobany pęcherz zaczyna się rozciągać, kurczyć i opróżniać w sposób kontrolowany. Życzcie nam szczęścia ;-)
  12. Witam Proszę o pomoc osoby, których psy przeszły operację usunięcia kamieni z pęcherza moczowego. Suczka po sterylizacji nieco "draśnięta" cewka moczowa, posikująca od czasu, do czasu lub, gdy się przestraszyła, zaczęła sikać kolorowym śmierdzącym moczem. Najpierw antybiotykoterapia, USG - wykazało 3 duże kamienie w pęcherzu, moczowody i nerki bez zmian. Karma Royal Canin Urinary. 20 września operacja. Cewnik już usunięty. Wszystko się zasklepia, drapała się więc pryskamy Neomycinum. Suczka znów się wycofała, chowa się pod łóżkiem i leje :angryy:, na podłogę, na legowisko, na łóżko /wskakuje, gdy nikogo akurat nie ma/. Smród, muchy mimo dyfuzora, mycie i dezynfekcja,ciągłe pranie, wszystko spryskane moczem, bo się otrzepuje. Mycie zwierzaka 1 - 2 razy dziennie. Moje pokłady cierpliwości się kończą, nie mam już siły. Zwierzak z odmianą agorafobii - każde wyjście poza teren posesji to horror.Obawiałam się, że wożenie do wetów, stres związany z zabiegami może spowodować wycofanie - ale nie aż takie. Pęcherz funkcjonuje, bo kałuże są duże. Pomóżcie - jak długo Wasze psy sikały i czy u nas jest jakiś cień szansy na normalność? [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/106015-Florcia-maleńka-sunieczka-z-Palucha-ma-już-swój-własny-domek-!/page2[/url]
  13. I tak sobie mijał rok za rokiem - to już prawie 4 i pół! Florcia żyje sobie z nami, a właściwie obok nas, bo kolejnych barier nie przełamała. Nie wychodzi na spacery - biega w ogródku. Każde wymuszone wyjście w jej pozaprzestrzeń to silny stres. Szczepienia? Zapraszamy weta albo częściowo niesiemy, częściowo doprowadzamy w obroży i w szelkach jednocześnie. Czy coś z pobytu poza domem do niej dociera - nie wiem, chyba tak, bo chce ugryźć weta, a ostatnie 100 - 200 metrów drogi powrotnej pokonuje galopem. Pogodziliśmy się z tą jej odmienną półdzikością, z manewrowaniem, by znajdować się za człowiekiem, który kiedyś musiał boleśnie kopać, a wspomnienie nigdy nie przestało boleć, bo co, mieliśmy ją zwrócić jako niespełniającą oczekiwań? Florcia jest chora - ma w pęcherzu moczowym 3 duże kamienie. Złapanie moczu i USG to był dla niej horror, a dla nas ekstremalne doznania, z kilkukrotnym praniem całej odzieży. Teraz zjada RC Urinary ale raczej nie uniknie operacji...
  14. Witajcie! Przypadkiem znalazłam ten wątek. Prosiak lub Świniak to jego prawdziwe imię, ma 3 lata. Troje ludzi /mężczyzna i 2 kobiety/ wynajmowało mieszkanie po sąsiedzku /w Zielonce/, wraz z nimi Prosiak, wyprowadzili się około roku temu podobno na osiedle wojskowe. Gdy mieszkali tu , psiak był zadbany, noszony przez pana na rękach, na ramieniu, a zimą pod kurtką. Tak, tak, dlatego "pcha się" na ręce! Co się stało, że w ramach interwencji odebrano go zwyrodnialcom od pogrzebanej żywcem suczki? To nie ci sami ludzie, tyle, że mieszkają na tym samym osiedlu! Czy ktoś wie coś bliższego? Prosiak czasem biegał po naszej uliczce - przeciskał się pomiędzy metalowymi prętami ogrodzenia, zwiedził okolicę i wracał sam lub domniemani zwyrodnialcy szukali go. Był atrakcją i ulubieńcem nie tylko dzieciaków ale i uczniów z zespołu szkół -stare konie nieraz wyciągały szynkę z kanapek i rozpieszczały go "bo on taki biedny paskudny, ohydny". Prosiak zbierał hołdy i był bardziej pulchny niż na zdjęciach :cool3:. Raz tylko widziałam jak nieprzyjaźnie obszczekał kilka dziewcząt, agresji do ludzi i zwierząt nie przejawiał, chętnie pozwalał się głaskać, poklepywać. Co się z nim przez ten czas stało? ------------------------------------------------------------------------- Od czasu modernizacji Dogo nie mam dostępu do konta [B]kajtek[/B] - nie zjawiam się więc znikąd to nadal ja: cztery suczki, kotka, kot i 11 świnek morskich /głównie z "drugiej ręki"/.
  15. Gratuluję! A jak się ułożył z nowymi:wolfie::kociak:?
  16. Jak jedyne oczko? Doszło do całkowitej sprawności? Lęk przed gośćmi jak widzę już pokonany! A jak kociamber rośnie i przybiera na wadze? Cieszę się bardzo, że kiciulkę pokochaliście :iloveyou:!
  17. Dziewczęta jesteście wspaniałe! Gdyby nie wasz upór, empatia i czułe serduszka to lada moment po Lesiu zostałoby tylko wspomnienie - miał przecież wstępny wyrok... Cieszę się :multi:, Lesiu w Nowym Roku czeka cię lepszy los i z pewnością znajdziesz własnego, kochającego człowieka:painting:.
  18. [B]lolko[/B] w Warszawie na Paluchu są dwa psy poruszające się na wózkach, podałam Ci link, jeśli chcesz się dowiedzieć kto i gdzie wykonał wózki - skontaktuj się z nimi! Jaki był koszt wykonania wózków nie wiem, może niższy od 500zł za sztukę.
  19. [B][I][FONT=Comic Sans MS][SIZE=2]cytat ze strony [url=http://www.psy.warszawa.pl]Strona o bezdomych zwierzakach...[/url] Dobra wiadomość od Ani i apel o wsparcie finansowe dla Rudka. [COLOR=#993333] Serdeczne podziękowania dla Darczyńców !!! Dzięki Wam życie Rudka nabierze nowego blasku.[/COLOR][/SIZE][/FONT][/I][/B][FONT=Arial][FONT=Comic Sans MS][SIZE=2]Witajcie, [/SIZE][/FONT][/FONT] [FONT=Arial][FONT=Comic Sans MS][SIZE=2]wczoraj otrzymałam bardzo dobrą wiadomość od Pani Dyrektor.[/SIZE][/FONT][/FONT] [FONT=Arial][FONT=Comic Sans MS][SIZE=2]Nasz Rudek został wymierzony i oczekuje już na wózeczek, który będzie gotowy na wtorek lub środę. [/SIZE][/FONT][/FONT] [FONT=Arial][FONT=Comic Sans MS][SIZE=2]Ponieważ w geriatrium jest jeszcze jeden taki kaleki piesek poprosiłam Panią Dyrektor, aby i on dostał szansę na swoje "nowe nóżki". [/SIZE][/FONT][/FONT] [FONT=Arial][FONT=Comic Sans MS][SIZE=2][B]Agatka wraz ze swoją Mamą zebrały już pewną kwotę na wózeczek dla Rudka. W zeszłym tygodniu miały już 250 zł. [/B]Dobrze by było gdyby udało się nam zebrać jeszcze trochę pieniędzy. Wózek taki kosztuje ok 500 zł. Nie wiem jeszcze ile zapłaci za niego schronisko. Dlatego jeśli ktoś będzie chciał się dorzucić na ten cel to zapraszamy w sobotę do naszej "skarbonki" :)[/SIZE][/FONT][/FONT] [FONT=Arial][FONT=Comic Sans MS][SIZE=2] Pozdrawiam serdecznie[/SIZE][/FONT][/FONT] [FONT=Arial][FONT=Comic Sans MS][SIZE=2]Ania[/SIZE][/FONT][/FONT]
  20. Nie trafiłam wcześniej na ten wątek :oops:. Ja mam kotencję po kk, jej "Pani" nie żałowała kasy na leczenie lecz po amputacji oczka brzydziła się na nią patrzeć, a o dotknięciu "takiego" kota kiedykolwiek nie było mowy. Córka dostała prikaz - kotka ma zniknąć w ciągu paru dni, bo inaczej wraca skąd przyszła - t.zn. na strych praskiej kamienicy/. Kocik trafił do nas na tymczas ale mąż tylko na nią spojrzał i zawyrokował [B]zostaje ![/B] Było to ciut ponad dwa lata temu, wtedy ważyła niecałe 0,5 kg, teraz prawie 2kg. Jest chuda i drobna, je tylko RC Exigent, wszystko inne służy jej do zabawy /np. surowe żółtko chlapu, chlapu na ścianę, okno, przynajmniej łapinkę sobie wyliże/. Filiteńka ma zamknięty oczodołek, drugim oczkiem miała widzieć tylko zarysy lecz po kilkunastu dniach zauważyłam, że dostrzega muchę na tle drzwi. Chyba widzi nim normalnie, w każdym razie nie przeszkadza jej to w polowaniu na muszki owocówki, wchodzeniu na drzewo przed domem czy panowaniu nad naszymi psami. Jak się robi zimno pobyt na dworze nie stanowi dla niej atrakcji, wygląda co najwyżej przez uchylone okno, aby do wiosny! Fila jest już wysterylizowana lecz mąż stale przypomina jak podczas pierwszej rujki wiernie na niego czekała i przynosiła mu upolowane muchy, cwaniara - przez żołądek do serca ;). Jednooki kocik nie różni się od innych kotów, no chyba tym, że ją mocniej kochamy i czasami serce się jeszcze ściska, gdy przekrzywia łepetynkę, by dokładniej się czemuś przyjrzeć jedynym oczkiem. W ciągu dwóch wspólnych lat raz tylko przytrafiła się nieciekawa sytuacja - siadałam na taborecie, a Fileńka zwrócona akurat niewidzącą stroną nie zarejestrowała tego i w tej samej chwili też wskoczyła, nie jestem przecież Jagienką z "Krzyżaków", a Fila nie orzech, więc wolałam wylądować na ścianie, aby tylko jej nie rozklapciać. Co jeszcze? Jednooki kot nie jest gorszy od innych, nadrabia z pewnością poprzez wyostrzone inne zmysły i przynajmniej nasza, obdarza domowników przeogromnym przywiązaniem i kocią miłością, zna swoją wartość lecz wobec innych zwierzaków nie jest agresywna ani mściwa - jeśli już z nudów gania psy to nie używa pazurków, a później i tak śpią wtulone w siebie. Czyżby jeszcze nie zjawił się nikt chętny do pokochania przez kolejną maleńką kociulkę z jednym oczkiem?
  21. Karilko! Zobaczysz niedługo zatęsknisz za szczeciniasto-łuskowanym ogonkiem! Nasze dwa szczurki odeszły na nowotwory, jeden miał przerzuty - wet zdecydował o uśpieniu /to było bardziej humanitarne :-(/. Trzeci szczurek kupiony ze świerzbem, wyleczony lecz po kuracji nigdy nie odzyskał do nas zaufania. Za każdym razem przy wyjmowaniu z klatki dosłownie krzyczał i wypracował metodę na możliwie krótki pobyt na rękach - załatwiał się na człowieka, a mimo to kochaliśmy go. Zmarł w nocy w swoim domku bez żadnych wcześniejszych objawów - lekka ale niezrozumiała dla nas śmierć /jego nie poddaliśmy sekcji, uszanowaliśmy strach i niechęć, jaką prezentował za życia wobec ludzi/. Mijają już trzy lata bez szczurów i mąż coraz częściej mówi, wspomina, tęskni za ogonkami. Wkrótce wybiorę Mu jakieś ogonki - ja mam swoje morskie wieprzki, ale ich nie można nosić pod sercem na spacery! Pewnie i Ty tak jak mój mąż nie wytrzymasz, swoją małą zatrzymasz w "pamięci kuferku", a każde zwierzę kocha się inaczej choć wcale nie mniej. Trzymaj się ciepło!
  22. To nie będzie Twój pierwszy przegrany zakład. Na razie muszę wyprowadzić Azorę-Potworę i potowarzyszyć w ogródku Florce. Jeśli mnie uszczęśliwisz nowym świniem to Cię zamknę z nim w klatce niech w tradycyjny świnkowy sposób ustali hierarchię :eviltong:. Nowy wieprzek ma na imię Bobek i dalej w klatce z Pulpetem jest spokój, szok /żebym tylko nie zapeszyła/.
  23. Oświadczam wszem i wobec, że świnki Czupiradła nie przyjmę Anno córko moja! Wystarczy mi moja szóstka wieprzków. Veto!
×
×
  • Create New...