Jump to content
Dogomania

Teutonka

Members
  • Posts

    298
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Teutonka

  1. Taaaa..... myśliwi nie są moją ulubioną grupą społeczną. Mam niektórym ich "przedstawicielom" sporo do zarzucenia. Tak na przyszłość [B]Oso[/B]: myśliwi, którzy polują w danym rewirze mają obowiązek "zapisywać" się u leśniczego lub łowczego koła. Wpisują imię i nazwisko, godzinę i datę polowania, rewir w którym polują. Łatwo jest namierzyć takiego deliktwenta i zgłosić fakt bezpośrednio do prokuratury. Wtedy mają obowiązek rozpocząć śledztwo w sprawie. Ten drań powinien za celowanie do człowieka stracić broń i mieć spore problemy.
  2. W rodzinnym domu były: [B]Dar I[/B] (moja ukochana niania i rówieśnik), [B]Dar II [/B]- mieszaniec kaukaza z owczarkiem - chodząca łagodność wielkości niedźwiedzia, [B]Mopsio[/B] - moja kudłata znajdka, [B]Sara [/B]- długoryjkowa ruda dama, która sama sobie nas wybrała, [B]Kajtek [/B]- dwa kilo czarnego psa na krótkich nóżkach - też sam przyszedł :), [B]Tobi[/B] - mój prezent na 8 urodziny - ogar polski zastrzelony przez myśliwego na wspólnym ze mną spacerze... wszystkie są już za TM. Poza Tobim, każde zmarło ze starości.... Teraz u mojej Mamusi jest [B]Kłopot[/B] - osobiście przytargałam tego psiego obywatela i osobiście go tak nazwałam ze względu na zarzygany na amen samochód :):) Zachowuje się stosownie do imienia i jak mówi Rodzicielka nie zamieni go na żadnego innego! No i moje dwa, dobrze Wam znane psie potwory: [B]Lusia[/B] (Lusinda, Lucyna, Pasztet, Biała Dama, Blondi ....) i [B]Albin[/B] (Rude, Zakapior, Albinioni, Alcapone, Leniwa Bestia....)
  3. Imię psa winno być dźwięczne, najlepiej dwusylabowe i powinno się unikać imion ludzkich.... tak mówią różne poradniki. A życie? - no cóż, opowiem Wam dwie historyjki. Jedna, która przytrafiła mi się osobiście, druga - opowiedziana. Historyjka I Całkiem niedawno temu, kiedy Lusia była maciupim, bialutkim szczeniątkiem chodziłyśmy sobie na spacerki po osiedlu. Puchata kulka budziła powszechną sympatię i dzięki niej poznałam mnóstwo miłych ludzi. Któregoś razu zatrzymałyśmy się przy domku w którym mieszka psiak w rodzaju yorka( znacznie większy i wyższy niż dorosłe shiz!). Psiaki wymieniały uprzejmości przez ogrodzenie, kiedy właściciele yorka podjechali pod swój dom. Standardowe uprzejmości i pytanie: a jak ma na imię to maleństwo? Odpowiedziałam: Lusia. Pani lekko wybałuszyła oczy. A mąż pani śmiejąc się w głos mówi do żony: widzisz Lusiu jaką śliczną masz imienniczkę! Strzeliłam przepisowego buraka i zaczęłam coś bąkać. Na moje nędzne próby uratowania sytuacji pan przedstawił mi okoliczne psy: nasz (czyli yorkopodobny) to Czesiu, po drugiej stronie ulicy jest Karolek (jamnior - cudo podpalane) a dalej jest Grześ (biszkoptowy labek staruszek)... Historia II - zasłyszana. Był sobie w pewnym mieście długoryjek wielorasowy zwany Tadkiem. Sympatyczne psisko miało jeden feler: uwielbiał grzebać w śmieciach i zajadać się znalezionymi "smakołykami". Korzystał z każdej, możliwej sytuacji by nawiać z domu. Któregoś dnia wykorzystał wizytę nosilista i uciekł swojej pani. Ta pogoniła za nim wrzeszcząc: Tadek, ty palancie natychmiast wracaj do domu!!! Bo ci nogi z tyłka powyrywam!!!.... Przed klatką schodową pewnemu panu wyleciały dokumenty z rąk i zamarł wyraźnie spłoszony.... Okazało się, że był to nowy administrator domu i miał na imię.... Tadeusz....
  4. [quote name='PapryczkaChili']hahah :D czyli nieźle Cię psiaki wytresowały ;) :D[/QUOTE] [B]Papryczko[/B] ciiiii..... nie tak głośno..... bo moje PR ucierpi!!!!
  5. To koniec..... zapuszczanie koczka to kilka miesięcy....:placz::placz::placz: Kabanosy dostawały za.... hmmmm.... urok osobisty???
  6. Poległam:-(:-(:-( Jako początkujący treser jestem do kitu. A było tak: Obejrzałam sobie kolejny odcinek "ja albo mój pies". Powspółczułam właścicielom psich bandytów. Pozachwycałam się swoimi psiakami, że takie grzeczne i w w ogóle. Dumna byłam z nich dopóki nie zobaczyłam jak kudłaczek w ciągu kilku chwil nauczył się komendy.... tu spojrzałam na swoje stado: jeden leżał brzuchem do góry w pozycji "długiego psa" a druga wisiała na brzegu kanapy na trzech poduszkach. Myślę sobie o nie! Wstawać lenie!!! Uczyć się! Przecież podanie łapy na komendę nie jest trudne. Przyniosłam psie kabanoski , wyciągnęłam podręcznik tresury psów i zwaliłam lenie z kanapy. Na pierwszy ogień poszła Lusia. Robiła wszystko: kładła się, robiła surykatkę, "gadała", podawała dwie łapy jednocześnie lub podgryzała mnie gdy ją chwytałam za łapkę. Po dłuższej chwili i trzech kabanosach odpuściłam i zabrałam się za Albina. Efekt: mniej więcej taki jak powyżej tyle, że pożarł 5 kabanosów.... I tak się zastanawiam: kto jest mniej zdolny.... I boję się, że to ja jestem totalne beztalencie. Może powinnam zacząć się czesać w koczek.... jak ta pani z programu....
  7. Sposoby na spanie moich psiaków to zupełnie inna bajka ;) Co powiecie np. na to: Drzemię sobie spokojnie na kanapie (tzn. oficjalnie "oglądam film"), Albin wlazł z głową pod kocyk, ukokosił się pod moim bokiem i też "ogląda". Nagle budzi mnie śmiech TZ. Albin śpiąc zsunął się głową z kanapy i wylądował w 1/2 na półce stolika. I spał nadal wisząc między kanapą a stołem. Oczywiście był skutecznie owinięty w kocyk, który ściągnął ze mnie! Luśka zmęczona żebraniem w kuchni zasnęła pod ławą na wadze - takiej do ważenia TZ:evil_lol::evil_lol::evil_lol: Popularne są też koszyki wilklinowe w garderobie, półka na buty w schowku, kosz na brudną bieliznę, plecak szkolny Małoletniego, pojemnik na szmatki TZ, dywaniki w łazience.... jednak najbardziej pożądany jest burdelik ciuchowy mojego dziecka zebrany na środku jego pokoju w skład którego wchodzą np. stroje treningowe do piłki nożnej (te "zużyte" oczywiście:diabloti:). Reasumując: śpią wszędzie gdzie się da! W naszym domu nie znasz dnia ani godziny. Aktualnego miejsca noclegowego psów też nie znasz!!!
  8. W Maju????? Dopiero???? To już wolę globalne ocieplenie i zimy bez śniegu :) w związku z powyższym przestaję dbać o ekologię!!! Zmieniłam nieco sposób karmienia psiaków. Mieszam suchą karmę z gotowanym mięsem i warzywami. I pasztetki nabrały apetytu. Luśka wrzeszczy jak tylko wyciągam miski. Awanturuje się dopóki nie dostanie swojego przydziału. Albin przychodzi dostojnie na trzecie zawołanie. Staje w progu kuchni i patrzy. Czeka na indywidualne zaproszenie do koryta. Jak pogadamy to zaczyna jeść. I kończy pierwszy: ). Wtedy pańcia - cerber pilnuje Luśki (bo panienka jest dobrze wychowana i je powolutku). Albin krąży, Luśka warczy a mnie kończy się cierpliwość i wywalam Albina do koszyka. Bardzo nieszczęśliwego z powodu nieudanej kradzieży:evil_lol: Skutkiem zmiany diety jest zmniejszony popyt na ciasteczka. Mało przytomnie dostały wczoraj po jednym z godzinkę po śniadaniu. Albin schował swoje w garderobie między skarpetkami Małoletniego. Luśka przez cały ranek strzegła swojego w koszyku warcząc na każdego, kto przechodził. Spać się jej chciało, oczka zamykała ze zmęczenia i w końcu wykombinowała: ciacho w mordkę i w objęcia Morfeusza!!! Przemymłała te oślinione coś dopiero po drzemce.
  9. Rano miałam propozycję nie do odrzucenia. TZ postanowił robić zdjęcia o wschodzie słońca. Czyli: łap się kobieto za kierownicę i to biegusiem! Bo światło "ucieknie". Pomiędzy kanapką a łykiem herbaty stwierdziłam, że nie zdążę wyprowadzić psiaków. Zabrałam je więc ze sobą. Opakowane jak należy, w kocyku itp. Pomysł miałam genialny. Mąż robi pejzaże, a ja wyprowadzę psiaki na chwilkę nad Wisłę. Pojechaliśmy zatem całą hordą. Widoki cudne. Słońce krwiście wstaje. Tu i ówdzie mgiełki pary nad wodą (co za marnotrawstwo energii!!!). W autku cieplutko, TZ wywalamy co kilka kilometrów i powolusiu zbliżamy się do celu. Nad Wisłą jeszcze piękniej. Wypięłam psiątka by je na chwilkę wypuścić w wiadomym celu. Nawet chętnie wyskoczyły z auta.... I zamarły....Albin usiłował stać na jednej łapie... Luśka na dwóch (z tej samej strony :) . Po sekundzie miałam obydwa potwory przy drzwiach samochodu drące się w niebogłosy. O "wiadomej sprawie" mogę zapomnieć - mam je wpuścić do auta i to natychmiast! Nawet same wsiądą, byle szybko. Potulnie wpuściłam je do samochodu, gdzie bez niczyjej pomocy wlazły pod kocyk. Nawet ogonów nie było widać :) :) Natomiast ja popatrzyłam na termometr..... - 22 stopnie!!!! Niech mi ktoś powie: [B]KIEDY WIOSNA????[/B]
  10. [quote name='Osa']A ja miałam na kolędzie tymczasowiczkę w kennelówce Troszkę śmierdziała bo nie wolno mi było jej kąpać...I "troszkę" szczekała i "troszkę"wyła... TZ wpadł umorusany bo wyciągali z sąsiadem samochód z rowu a ten w podzięce zrobił mu prysznic z pod kół, błotem i brudnym śniegem... . Ksiądz też szybko wyszedł ... A ja poszłam po proszek od bólu głowy ...[/QUOTE] :evil_lol::evil_lol::evil_lol:
  11. :megagrin::megagrin::megagrin: Jamniole!!! Bojowe!!!! Samopakujące!!!! Niech Jadą!!! To dołączymy do nich shiz. Mundury zakupię - słowo daję.
  12. Kolęda to zazwyczaj pewne przeżycie dla polskiej rodziny. U nas w tym roku było tak: O tym, że we wtorek jest na mojej ulicy kolęda przypomniałam sobie na piętnaście minut przed jej rozpoczęciem (dom ma nr 1!!!) Biegusiem do domu, wypuścić psiaki na sikuuu - bo rytuał to rytuał a tu ksiądz już na horyzoncie. Przez chwilę musiałam się zastanowić, czy ksiądz lubi psy czy nie (doszłam do wniosku, że jednak nie). Tak więc: psy do łazienki (wyją - bo do takiego traktowania nie są przyzwyczajone), TZ wyciągnąć z pracowni (wylazł z pędzlem w garści i niekompletnie ubrany), zestaw kolędowy na stół ( jak zwykle gonitwa za zapałkami) i zdjęłam kurtkę (kozaków nie zdążyłam).... Modlitwa i błogosławieństwo na kolejny rok odbywało się przy akompaniamencie: - piszczenia/szczekania/jęczenia/burczenia obrażonych pasztetków zamkniętych w łazience (przytomnie zapaliłam im światło) - dzwoniącego samoistnie dzwonka do drzwi co kilka minut. Tytułem wyjaśnienia - wpadłam na "genialny" pomysł zakupienia dzwonka bezprzewodowego. Sąsiad niestety dokonał podobnego zakupu i efekt jest taki, że jak dzwonią do niego to u mnie też się odzywa i odwrotnie.... Starałam się dzielnie nie patrzeć na męża, który się dławi ze śmiechu. Dużo energii straciłam starając się nie dostać "głupawki śmiechowej. Ksiądz chyba miał dość i szybko wyszedł... a my... no cóż: wypuściliśmy psy (obrażone były do samego wieczora), TZ poszedł wyjąć baterie z dzwonka a ja poszłam po nalewkę. Należała się nam!!!
  13. Czyli do Polski psiaki przywędrowały z Anglii? A Lhasa apo też? Popatrzcie trochę ponad dwadzieścia lat i shiz stały się niesamowicie popularną rasą w Polsce. Tybetańscy mnisi mieli rację - ku swojemu nieszczęściu. Ten artykuł o górskich karawanach też czytałam:) i o teorii, że są to masywne pieski predysponowane do dużego wysiłku też. Taaa.... a moje Państwo po niecałym kilometrze stosuje "klappupkę" i dalszy spacer odbywa się metodą "jazdy na ludziu". A duzy wysiłek przejawiają głównie na kanapie pochrapując na dwa głosy w pozie "węzła gordyjskiego".
  14. Żurawinę dostaniesz w każdej aptece. Suszonej nie daję, bo to zazwyczaj kandyzowane owoce. Nie dajemy zwierzakom nic słodkiego - wydaje mi się że słodycze mogłyby psom zaszkodzić.
  15. Wymiana doświadczeń - bezcenne :)! A Twoje baby są takie cudne[B] Papryczko.[/B] U Lusi pierwszym objawem infekcji jest częste siusianie. I to, że zaczyna posikiwać w domu. Pierwszą infekcję zauważyłam dopiero kiedy pojawiła się krew w moczu. Teraz jestem już wyczulona, bo to niestety nawrotowe. Dobrze co jakiś czas zrobić posiew. Profilaktycznie też daję małej zimą żurawinę w kapsułce.
  16. [quote name='a.piurek']Żebyś się Teutonko nie zdziwiła. Jak wygląda zadowolony pies, to akurat wiem, bo ma dwa. Natomiast jak wygląda i co ma w zębach zadowolony jamnik i to jeszcze w STEREO to chyba nawet nie chcę wiedzieć[/QUOTE] Ciekawe.... co mają? Jamniole??? W zębach....
  17. [quote name='PapryczkaChili']kurcze, a ja sobie myślę, że jak to tybetańskie i tak się ze śniegu cieszy, to niech ma radochę ;) i latają nieokutane, tylko poduszeczki smarujemy kremem, żeby się kulki nie robiły :) ale zdrowe, nie chorują, wigor mają i ze spacerów nie chcą wracać (zwłaszcza Mimi ....!) ale naprawdę nie wiedziałam, że nie ogrzewają prawidłowo powietrza...[/QUOTE] [B]Papryczko![/B] Poza nieogrzewaniem powietrza, trzeba jeszcze zwrócić uwagę na układ moczowy. Zwłaszcza suczki często się przeziębiają. I co gorsza, można przegapić wczesne objawy infekcji nerek czy pęcherza. Poza tym shiz w Tybecie były do kochania - po śniegu raczej nie biegały (wiedza nabyta w trakcie pewnej rozmowy - co nie [B]Oso:)[/B]).
  18. [B]Oso![/B] Wcale się nie wymądrzasz! pisz dużo, bo może jakiś początujący shizmaniak poczyta i będzie mądrzejszy. Chciałabym mieć chociaż 1/3 Twojej wiedzy. Wcześniej miałam kudłaczka (takiego jak ten wpisany ostatnio do pekinczyków), zwał się Mopsio. Znalazłam go sobie wiele lat temu i parę dobrych lat spędził z nami. Zupełnie inaczej się o niego dbało. Wszelką wiedzę potoczną o psach w przypadku shiz można odłożyć na półkę. One są po prostu inne i koniec.
  19. Oooo.... właśnie! Trzeba pokazać a.piurek jak wygląda ZADOWOLONY pies:loveu::loveu: Dawaj jamniole [B]Isadoro!!![/B]
  20. Jakby co, to mogę wkleić:diabloti:..... zdjęcie Kiki:evil_lol::evil_lol::evil_lol:
  21. Kwestia spacerów dotyczy TZ! On też się zważył:diabloti:. [B]Oso[/B] psiaki wychodzą na absolutne minimum okutane jak rosyjskie babuszki i tak pozostanie. Mają dużo miejsca w domu na "wyszalenie się":lol:
  22. Powiem tak: zazwyczaj jestem w stanie chwycić na ręce oba psiaki jednocześnie. Wczoraj z racji kolędy okazało się, że niekoniecznie jest to możliwe :) Więc wieczorkiem obmacałam swoje psiaki. Kręgosłupa ani śladu, wcięcia w talii też brak. Za to fałd sloninkowy na grzbiecie rozwinięty wzorcowo u jednego i drugiego paszteta!!! Kubraczek przesądził sprawę: skrytożercom ciasteczkowym mówimy dość!!!
  23. Albiś dostał wczoraj przesyłkę z Kociego Świata. Kubraczek kraciasty i cieplutki. Śliczny. Jednak z powodu "rozrośnięcia karczycha" ciuszek przejęła Luśka. I pięknie jej w czerwonym:). A Albin.... no cóż ma depresję.... Po kontrolnym ważeniu stada ( Albin 6kg i Lusia 5kg - TZ też został zważony :evil_lol::evil_lol::evil_lol:) Odbyliśmy "poważną rozmowę" na temat kradzieży ciastek i podjadania z cudzej miski. Poruszony został temat zdrowego stylu życia i konieczności dłuższych niż 10 minut spacerów. Żebractwo przy stole też doczekało się komentarzy. Efekt: Albin odmówił dziś zjedzenia śniadania. I nie odstawiał surykatki przy stole. Nie ma to jak "poważna rozmowa" z delikwentem.
  24. Czuwam, czuwam :evil_lol::evil_lol::evil_lol: - tylko strach dziś o herbatkę w biurze poprosić:diabloti:
  25. TZ mój pozdrawia Cię czule:loveu: Możemy też Kicię .....
×
×
  • Create New...