Jump to content
Dogomania

Teutonka

Members
  • Posts

    298
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Teutonka

  1. [IMG]http://img521.imageshack.us/img521/9254/pekinas.jpg[/IMG] Wrzaskoń w całej okazałości!!!
  2. [quote name='a.piurek'][URL="http://img689.imageshack.us/my.php?image=szalestwo1.jpg"][IMG]http://img689.imageshack.us/img689/2289/szalestwo1.jpg[/IMG][/URL] To naprawdę było istne szaleństwo, cudne zresztą[/QUOTE] Rannny!!!! Śnieżne potwory!!!! CUDO!
  3. Drogie Cioteczki to nie Zakapiorek nr 2 tylko.... [B]WRZASKOŃ[/B]!!!! (po drodze zatrzymałam się w jakieś wiejskiej aptece w celu nabycia stoperów do uszu - darł się facet równo 1,5 godziny modulując głosik na rozmaite sposoby) A tak naprawdę ten psi gentelmen to pekińczyk, płowy z ciemnymi uszkami, raczej w średnim wieku (lekka siwizna jak wiadomo dodaje gentelmenom uroku). Dane mi było widzieć swoisty cud. Bo zobaczyć na własne oczy jak pies trafia na swego ludzia to duża rzecz. Po otworzeniu kontenera usłyszałam tylko radosne: FELUŚ!!! i wrzaskoń znalazł się jednym skokiem przed nową Panią. Oczywiście przystąpił do opowiadania jakt o został przeze mnie okrutnie potraktowany (kontener), zlekceważony (ogłuchła baba gdy tłumaczył to i owo) i podał łapkę na przywitanie. No i tuptał za Panią wszędzie: do kuchni po miseczkę wody, herbatkę z Panią podał (ciacho też niestety...) Trzymajmy kciuki za ten nowy domek. Oby wszystko poszło dobrze :)
  4. Poranek rozpoczął mi się marzycielsko. Spojrzałam za oknem piękne świerki ośnieżone, bielusieńki śnieg w ogrodzie, sikorka na słonince.... Pięknie tak... sielsko.... A po godzinie wyszłam na poranny spacer. Najpierw odkryłam oooogromną hałdę śniegu na podjeździe - zjechało to dziadostwo z dachu. Hmm... myślałam że to senny koszmar o lawinie a tu proszę.... rzeczywistość. Psiaki przeniosłam, sama też jakoś przebrnęłam i ruszyliśmy dalej. Luśka uparła się 'pływać" w śniegu. Albin dreptał po nieco chwilami odśnieżonych chodnikach. Oczywiście każdy facet z łopatą został obszczekany. Zakapiorek nie lubi widoku kijopodobnego w rękach mężczyzn. Zwyczajnie się boi. W pewnym momencie Luśka podniosła wrzask - utopiła się w śniegu po kokardę ( tę na czubku głowy!). Poszłam po nieszczęsną i postawiłam na chodnik. 5 minut później znowu wrzask . Sytuacja jak powyżej - czyli kokarda (dobrze, że dziś czerwona - widać gdzie trzeba łapki w śnieg włożyć. Po trzecim wrzasku zapięłam Małej szelki - przynajmniej ewakuacja ze śniegu będzie się odbywać drogą powietrzną. Albin po "poważnej sprawie" postanowił dowody zakopać. No i zakopał. Siebie też. Znowu ewakuacja (droga powietrzna) Umordowana, cała w śniegu (zdążyłam się przed spacerem wystroić do pracy:angryy:) postanowiłam przetransportować psy na rękach do domu. Gwiżdżę na taki poranny fitnes! [B]Po południu biorę sanki i pasztety pojadą na płozach!!!![/B]
  5. hi hi hi.... zęboodporne mebelki :) z granitu!!! To ja mam Szanowne Cioteczki jedno pytanie: gdzie jest najbliższy psi stomatolog - własciwie protetyk? I proponuję rozpocząć zbiórkę na protezę dla Emisia:loveu::loveu::loveu: [B]a.piurek [/B]mogę ci trochę odstąpić frontów kuchennych. Wprawdzie miałam je zwęglić.... no ale skoro Emiś głoduje.... to oddam... co będę psu żałować....
  6. [B] A.piurek[/B]: Proszszsz... jak to mówi mój ulubiony agent PRL Albo Albin się "socjalizuje" albo zima odpuszcza. W każdym razie od dobrych kilku dni mamy zmianę nawyków psiaka. Do niedawna poranny spacer zaczynał się awanturą. Albin dekował się w psim koszyku z miną: "nigdzie nie idę!!! I co mi zrobisz???" - tu następował sławetny "uśmieszek". Na co ja wyciągałam rękawiczki TZ (są za duże, skórzane i moje palce są w nich bezpieczne:diabloti:) i stanowczym, spokojnym ruchem wyciągałam go z koszyka. Na początku gryzł skubaniec, potem widząc rękawiczki uznawał, że nie ma co tracić energii. A tak dziś np. wciągamy z Lusią śniadanko. Tzn. Luśka royalka z wątróbką i marchewą (bez rosołu :)) ja rogalika z domowym dżemkiem (wywaliłam Małoletniego bladym świtem do sklepu:evil_lol::evil_lol::evil_lol:), Albin najpierw udaje że go nie ma, a po chwili słyszę tupot małych stóp. Odmeldował się pod drzwiami i czeka (omal się nie udławiłam z wrażenia!!!) Biegusiem się zerwałam i zapakowałam gada w kubrak i smycze. Gołymi rękami!!! TZ będzie szczęśliwy - ostatnio się irytował z powodu dziurek w skórze...
  7. Goscinność Albina jest pod psem!!! W weekend zjechali się do nas znajomi na dłuższy pobyt. No i mieliśmy w domu "alternatywę 4". Gospodarz domu (czyli Albin) zlustrował przyjezdnych. Jednego Pana zdecydowanie nie zaakceptował i usiłował szczekaniem i zastawianiem wejścia wyrzucić intruza z domu. Po pół godzinie zaprzestał szczekania. Obserwacja intruza trwała jednak nadal:) Po drugiej w nocy wróciliśmy stadem z balu i zaczęło się układanie do snu. Wszelkie kanapy i łózka w domu zostały zajęte. Ku rozpaczy Albina wszystkie jego ulubione miejsca zostały okupione przez ludzkie stado. Kiedy zorientował się, że do dyspozycji pozostały mu tylko psie koszyki podreptał do kanapy na której ułożył się do snu jego nieulubiony gość i oparłszy się łapkami zaczął szczekać facetowi prosto w ucho. ( bez efektu - facet spał jak zabity!) TZ dostał ataku śmiechu i powędrował po zakapiorka. Po chwili namysłu postanowiliśmy wpuścić go do pokoju Maloletniego (też zazwyczaj śpi jak zabity), bo tam został wolny fotel. Nastała cisza (przerywana chrapaniem co poniektórych) i tak do rana. Wstałam rankiem o 6 (Lusia - budzik jest niezawodna) i chciałam delikatnie i cicho wywołać Albina z pokoju Dziecka. Psa niet!!! Wlazłam, bo czasem Albin jest selektywnie głuchy. Zdecydowanie psa niet! Zgłupiałam i zaczęłam go szukać. No i znalazłam.... śpiącego kolektywnie z nielubianym panem na kanapie:evil_lol::evil_lol::evil_lol:
  8. Cioteczko Oso[IMG]http://www.dogomania.pl/images/smilies/bussi.gif[/IMG], to od Albinka ! Ugotowałam psią zupkę z udka bez skóry, bez masełka z marcheweczką i selerem i ryżem. Dołożyłam trochę royalka i psiaki były przeszczęśliwe. Albinowi nic nie jest - po prostu karmię je w trzech porcjach i się nie przejada. Karmienie samą suchą też mi się nie podoba. Usłyszałam wprawdzie, że karmienie gotowanym to niepotrzebna fanaberia i narażam psiaki na kłopoty. I ciekawostka: Albin zasmakował w jabłuszkach. Do tej pory tylko Lusia się dopominała o cząsteczkę. Wczoraj chrupię sobie ogromniaste jabłuszko i słyszę jęk. Patrzę, a tu Albin udaje surykatkę. Dałam gryzka bez skórki i zjadł. Normalnie byłam w szoku. Druga "owocówka" mi się w domu pokazała. To już normalnie plaga!!!
  9. Hmmm.... po dzisiejszym poranku nie wiem co myśleć. Bo jak patrzę przez okno to zima w pełni. Śnieg, mróz i takie tam "przyjemności". Natomiast dziś rano Albin "wyczyścił" magazyn smakołyków za kanapą. Czyżby wiosna się zbliżała??? Było tak: na wizycie u Asi vet zostałam "zburczana" za modyfikację diety psiaków i dostałam polecenie ścisłego trzymania się diety psiej (suche i koniec - bez dodatków). Psom się to nie spodobało, zwłaszcza Albinowi, który ogłosił strajk jedzeniowy i michy nie rusza. Rankiem jem sobie śniadanko i popatruję w TV jak Miriam szaleje na zachodzie, a Albin wciska się za kanapę i po chwili wychodzi z kabanosem i zasuwa na górę w celu konsumpcji. Po chwili znowu wciska się na kanapę i wyłazi z ciasteczkiem i biegusiem do góry. Trzecim razem było ciasteczko. Czwartym kawałek dentarisku. Piątym nędzne szczątki czegoś jadalnego. Ciekawe, ile jeszcze mam skrytek w chałupie? Trochę mam do przeszukania niestety :) :)
  10. Albin nadaje się na szpiega. Ewentualnie może przystąpić do Cichociemnych. Pierwszą, prawie udaną akcję ma za sobą. Zwierzaczki są ogólnie rozbestwione do granic możliwości, ale paru rzeczy im nie wolno. Np. wchodzić do naszej sypialni i spać razem z nami. W weekend "walczyłam z grypą". Za dnia okupywałam kanapę pieczołowicie 'pilnowana" przez Albina i Lusię. Wieczorem popełzłam do sypialni i zasnęłam. Małżonek po jakimś czasie dołączył do mnie. Położył się i usłyszał "mlaszczenie". TZ zdębiał i w pierwszej chwili ja biedna zostałam posądzona o dziwne dźwięki. Po chwili źródło dziwnych odgłosów zostało ustalone... mianowicie był to Albiś ukryty pod kołdrą w moich nogach. Biedny, poczuł się już bezpieczny i zasypiał. Niestety "mlaszczenie na dobranoc' go zdradziło i TZ wyprosił zwierzątko z łóżka.
  11. Luśka "dorobiła" się baaardzo długiej fryzury i udaliśmy się do P. Oli. Gromadnie: Luśka, TZ, Albin no i ja - sprawczyni całego zamętu. Wpadłam bowiem na "cudowny" pomysł socjalizowania Albina. Zakapiorek do samochodu udał się ochoczo i samodzielnie (Lusia - Dama zażyczyła sobie ludzia do noszenia) i stado teutońskie udało się na drugi koniec miasta. Tytułem wyjaśnienia: salon gromerski mieści się tam gdzie urzęduje Asia vet. Dojechaliśmy: Albin się rozejrzał i postanowił się schować w samochodzie. Po krótkiej przepychance udało się kundla wywabić z auta. Wywabiony, "strzelił osiołka", pokazał zęby i skutkiem tego "pojechał na TZ". Przy wejściu tradycyjnie zwierzaki zostały zważone: Albin 6,35 a Lusia 5,2 (przed strzyżeniem hi hi hi). Potem tradycyjnie Albin został popodziwiany przez Asię vet (schował się przezornie za TZ - w końcu to największy członek stada i obroni jakby co). Po drodze do fryzjera Albin pogonił kotkę rezydentkę (też tradycja). Lusia trafiła wreszcie w ulubione fachowe ręce Oli, wylizała Panią od fryzur (też tradycja)i dziewczyny przystąpiły do dzieła. Albin rozebrany z kubraka najpierw wlazł w kąt koło szafy, podtem nabrał odwagi i wlazł pod stół gromerski a na koniec załapał, że to nie o niego chodzi i rozłożył się na całą długość na środku gabinetu kołami do góry. Od czasu do czasu wstawał, obwąchiwał spadające kłaki i sprawdzał czy Luśki nie trzeba ratować. Miło nam minęły 3 godzinki i teraz Luśka wygląda jak skrzyżowanie "szalonej wiewiórki" z biszonem. No i w końcu "zmieściła się" w kombinezonik z Kociego świata. Zdjęcia będą drogie Cioteczki jak małżonek "znajdzie" ładowarki do aparatów:evil_lol::evil_lol::evil_lol:. Jak znam życie (i TZ ) to trochę to potrwa:diabloti:
  12. I Albin rozpłaszczony na szybie okiennej - bo ostatnio tam zwiewa jak narozrabia:evil_lol::evil_lol::evil_lol:
  13. Balony!!!! Już to widzę: pękający balon i Luśka zwiewająca na strych! W tempie francuskiego ekspresu!:evil_lol::evil_lol::evil_lol:
  14. Jeden piłkarz w rodzinie to przypadłość. Wiąże się z tym sporo dolegliwości: oblegany telewizor z notorycznie włączonym kanałem sportowym, pałętające się po całej chałupie akcesoria piłkarskie (koszulki, spodenki i getry zazwyczaj zużyte), wrzask poranny: Mamooooo gdzie są....(tu proszę wstawić odpowiednie braki w akcesoriach), stęk popołudniowy: Mamoooo zrób kisiel bo mam zakwasy!!! No i ciągłe pytania typu: a wiesz kto to był..... a ile bramek..... Odpowiedź jest zazwyczaj jedna: nie wiem, nie chcę wiedzieć (+ morderczy wzrok bazyliszka) Generalnie: życie matki potencjalnego, sławnego piłkarza (jeszcze nie zdecydował Chelsa czy coś hiszpańskiego) jest ciekawe, nieprzewidywalne i cokolwiek męczące. Trudno, taka przypadłość ale można przywyknąć. Ale dwóch piłkarzy to już nie na moje nerwy!!! Protestuję! O! Albin wykazał się wczoraj umiejętnościami piłkarskimi. W salonie (złamał zakaz używania pilki w salonie dotyczący WSZYSTKICH!!!). Turla futbolówkę łapami jak stary piłkarz, łapie ją pyszczorem (dziurka w piłce i wrzask Małoletniego:evil_lol::evil_lol::evil_lol:) i jest zachwycony nową formą zabawy. Muszę mu kupić futbolówkę, bo domowe zostały skrzętnie pochowane (:diabloti::diabloti::diabloti:wyciągnęłam wniosek: należy wytresować psiska w aspekcie dziurkowania pozostałych rzeczy leżących notorycznie w pokoju Małoletniego na podłodze!) Ciekawe czy można nauczyć psa turlania piłki do minibramki??? Chyba to dziś sprawdzę:cool3:
  15. U mnie wena trzyma się resztką sił. TZ wieczorem potuptał do sklepu na osiedlu i po chwili przyszedł z informacją że jakaś bieda psia zamarza. Wyrwałam z domu i szukaliśmy go przez dobre 40 minut - niestety bez efektu. Do czterech liter ta zima!!!
  16. No dobra...... GDZIE SĄ ZDJĘCIA???? Psiaki na wczasach a zdjęć ni ma....
  17. Ja też! Ja też! Czekam na krokusiki, pierwiosnki i tulipaniki. Posadziłam 4 kg cebulek jesienią. Niestety nie pamiętam jakie ani gdzie je posadziłam:) :)
  18. A u mnie ciągnie od piwnicy! Mamy jakieś 18-19 stopni a piec buzuje na maksa. Niestety obejrzałam sobie prognozę pogody - wg tvn luty ma być nie lepszy. Trochę to dziwne bo w necie piszą na długoterminówce o ciepłym lutym i w miarę wczesnej wiośnie, Ciekawe kto ma rację :)
  19. Byłam przed chwilką sprawdzić, czy u sąsiadów wszystko ok. To starsze małżeństwo i zaniepokoiły mnie zamarznięte szyby w oknach. Na szczęście wszystko w porządku - oszczędzają na opale i ogrzewają tylko dwa pokoje. Reszta domu zimna jak licho stąd te zamarznięte okna. Z psiakami wychodzę tylko na kilka minut i ubieram po dwa kubraki na raz. Buty zakładam obojgu - mam w nosie śmiechy ludzi. Wczoraj było -24 o 19-stej.
  20. Smutno mi się wczoraj zrobiło jak pałętałam się autkiem po okolicy. Spadł mi na maskę martwy jastrząbek. Chyba zamarzł na drzewie. Zatrzymałam się ale biedak był już zimny. Dzisiaj rozmawiałam z dziewczynami i stwierdziłyśmy że jest bardzo mało ptaków. Nasze miasto jest raczej rozświelkolone. Pełno było w okolicy sikorek i kosów. Teraz jest pustka. Słoninki wiszą i nie ma chętnych na tłuste. Mam tylko nadzieję, że pochowały się w okolicznych lasach i wrócą na wiosnę. Ciężka ta zima. Dla wszystkich: ludzi i zwierząt.
  21. Dzięki Bogu moja Mama była i jest znacznie rozsądniejsza ode mnie. Mogłam przez głupotę zrobić człowiekowi krzywdę. O ile pamiętam , to w te same żniwa Sara 'postarała" się i zeżarła kilkanaście kotletów mielonych w kilka minut i "udawała" że to nie ona! I prawie jej się udało, bo ciężko było sobie wyobrazić 25 kg psa pożerającego 2 kg mięcha. Najpierw się zastanawiałam gdzie je postawiłam i przeszukałam pół chałupy. Potem obmacałam psa. Pracownicy dostali mielone z jajek a Sarunia nie chciała jeść przez dwa dni.
  22. Kiedyś, gdy byłam jeszcze młodą dziewczyną był u mojej Mamy pracownik najęty do prac przy żniwach. Chudy chłopina jak trzcinka. Moim zadaniem było nakarmić całą pracującą ekipę. Pierwszego dnia nałożyłam mu solidną porcję jedzenia. Pozostali panowie trochę pozostawiali a on zjadł wszystko. Nastepnego dnia "włączył mi się instynkt badacza" i nałożyłam więcej. Zjadł. Trzeciego dnia wyjęłam większy talerz i porządnie go wypełniłam. Też zjadł. To czwartego dnia wyjęłam ogromny talerz do zakąsek i "załadowałam" na maksa. Facet jadł, sapał, popuścił pasek.... i zjadł do końca. Rodzicielce mojej włączył się sygnał alarmowy jak zobaczyła ten wielki talerz. Spiorunowała mnie wzrokiem. A po obiedzie zapowiedziała mi szereg klęsk, które na mnie spadną jak nie przestanę się wygłupiać.... i tak moja "dusza badacza" poległa!
  23. Daj je do mnie "na wieś" - po dwóch tygodniach będą chodzić z wdziękiem japońskiej gejszy i wybrzydzać na jedzenie :) :)
  24. Zgrabiałymi z zimna palcami (ogrzewanie w salonie powiedziało: mam dość - nie grzeję) opowiem Wam o sposobie na "znikanie psów". Mianowicie: karmi się rano psy nadzwyczajnym smakołykiem (gotowany kurczak + roztopiona łyżka smaluszku + dobra garść royalka dla shiz - mieszasz i podajesz ). Następnie: Lusi daje się ciasteczko pasztetowe którego nie lubi ale pracowicie "pilnuje". w koszyku na parterze :) Albinowi daje się psiego kabanoska którego nie jest w stanie zmieścić w żołądku z powodu przejedzenia (wyjadł swoją miskę i resztkę tego czego nie zjadła Lusia. Psies "umiejscawia" się w sypialni Małoletniego i też "pilnuje". I psy znikają z pola widzenia na jakąś godzinkę/ dwie.... Przez przypadek odkryłam to wczoraj.... ku śmiechowi całej rodziny!
  25. [B]Papryczko[/B]: Fana i Lusia są niemal rówieśnicami :) O ile dobrze policzyłam to Fanaberia urodziła się w październiku. Lusia też - 3-go.
×
×
  • Create New...