-
Posts
851 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Paulix
-
Czy to jest złe - rozmnazanie suki bez rodowodu????
Paulix replied to Yuveza's topic in Pseudohodowle
[quote name='"westie_justa"']Np: karmi je mama i zawsze gdy coś im gotuje ja pytam się co, czasem powiem "tego nie mogą jeść psy" a wiecie jak to rodzice "nie zaszkodzi im" i wtedy to co ja mam zrobić.[/QUOTE] Najlepiej będzie, jak powiesz "no dobrze mamo...". Ja mam dość trudnych rodziców, upartych - ale tłumaczyłam ojcu tak długo, że pies nie może dostawać "soli do smaku" aż zrozumiał. Pokazywałam ojcu różne choroby - łącznie z kosztami ich leczenia :evil_lol: [quote name='"westie_justa"']często na spacerze ktoś mówi "jaki ładny, to west?" to co mam powiedzieć- "nie, to kundel"[/QUOTE] Tak. Ja zamiast mówić, że mam psa w typie, mówię, że mam z miejskiego schroniska. Dorzucam, że kundelki są najmądrzejsze, najszybciej się uczą itp. :cool3: [quote name='"Gosia9712P"']Ja też mam 13 lat. I jasne, dziecko w tym wieku nie decyduje o psie, rodzice zrobią, co będą chcieli. Ale np. częstość spacerów, zabawa - o tym chyba już może dziecko decydować?[/QUOTE] Też nie rozumiem - jest tyle specjalnych szelek, obroży, halti, wystarczy trochę pracy na własnym podwórku i pies się spokojnie nauczy wychodzić :roll: [quote name='"Martens"']Dokładnie i naukowo rzecz biorac pies w typie NIE jest kundelkiem. Kundelek to pies wielorasowy, u którego podobieństwa do zadnej rasy nie widać. Mieszaniec to pies po jednym rasowym rodzicu albo krzyżówka dwóch ras.[/QUOTE] A czy psy w typie, mają rodziców rodowodowych, albo jednego z rodziców? Jeżeli zmieszam Amstaffa z Pudlem, to będzie pies w typie, chociaż nie przypomina rasy? Co do zależności od rodziców: ja mam 16 lat i jestem od rodziców zależna - rodzice są "posiadaczami" dwóch kundelków. Ja im daję rady, ale to oni decydują. Nie mogę im nic narzucić, bo to nie są moje psy. Natomiast teraz kupuję psa własnego - ja będę wpisana w rodowodzie jako właściciel. Czekałam cztery lata, żeby mieć pewność, że pies będzie miał takie warunki, jakie ja chcę żeby miał - owszem, rodzice pokrywają koszty weterynarza, żywienia i szkolenia, ale kilka tysięcy na psa, wyprawkę, koszty rejestracji itp. zbierałam sama i zbieram nadal - pracuję w piątki, weekendy, ferie. Rodzice wiedzą, że to jest moje hobby, pewnego rodzaju sposób na życie, z którym wiąże przyszłość i ponoszą tego koszty - wg. mnie jest to normalne - inni rodzice płacą za czesne w szkole muzycznej, inni za lekcje angielskiego i tenisa, moi płacą za psa. Razem z decyzją kupna psa, miałam pewność, że będę miała czas na tego psa, że będzie miał kto łożyć na jego utrzymanie, i że będę miała co zrobić z nim na studiach, nawet jeśli wyjadę do innego miasta. Miałam wielokrotnie szanse na kupno psa z pseudo. Ale poczekałam sobie te cztery lata. Więc nie rozumiem, o jakiej zależności mowa, bo z rodzicami można wszystko ustalić PRZED kupnem psa. -
Pracuje z psem sportowo. Ci właściciele nie żałują. Pies warczy i kłapie zębami, a właściciel idzie dalej albo mówi, że on się tak bawi... Albo właściciela w ogóle nie ma. Nie wiem jak ty pracujesz, ale ja bym nie mogła pracować, kiedy obok czai się jakiś pies, podbiega, powarkuje i szturcha mojego. Mam wybaczać ludziom głupotę? Mam krzyczeć do nich, nic nie szkodzi, że pana pies rzucił się na mojego, a pan nie reaguje?
-
Pies i owszem - nauczy się zostawać w domu. Ale po co w takiej sytuacji pies? Wyjdą z domu o ósmej, wrócą o osiemnastej, nie samą pracą się żyje, na pewno to do mamusi na obiadek, to do restauracji, to na piwo ze znajomymi - i robi się piętnaście godzin. Ja mam raczej wizję, że pies będzie przeszkadzał - bo nasika, i trzeba wrócić po dziesięciu godzinach i sprzątać, do tego trzeba wyjść, trzeba psa czesać, karmić itp. Co innego jeżeli ktoś brał psa i zdarza się, że pies zostaje sam na dziesięć godzin - bo i mi się zdarza sporadycznie - ale w sytuacji, w której ciągle pracuję, planuję rodzinę, dopiero układam sobie życie, nie widzę sensu brania psa na drugi plan. Może Carea się wypowie, po co jej tak naprawdę pies? Shiny, polecasz Cavaliera, który jest żywym psem potrzebującym kontaktu z ludźmi? Czy buldoga, który jest psem typowo rodzinnym? Co w tych rasach jest takiego, że nadają się do zostawania samotnie na 10 godzin?
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
[quote name='daguerrotype']PS. Czy spaniele i labradory mają dominujące charaktery? Jakoś inaczej te rasy kojarzę...[/QUOTE] Może próbowały właścicielkę zdominować :diabloti:
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
[QUOTE]Spokojnie, carea pisała, ze miała juz nie raz psa, i radziła sobie z nimi wyśmienicie....[/QUOTE] Zapewne przed mężem, przed pracą ;)
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
[quote name='carea']Cześć Mam na imię Roksana, mam 23 lata, i razem z mężem zastanawiamy się nad kupnem psa. Tyle, że nie mam pojęcia, jaka rasa będzie dla nas/mnie najlepsza. Otóż pracujemy, czyli psiak musiałby w tygodniu zostawać w domu sam na max. 10 godzin sam w domu. Mamy małe mieszkanie - 42metry, ogródeczek ok 50 metrowy. Bardziej zależy nam na małym piesku "domowym", który nie potrzebuje bardzo długich spacerów. Aby sierść nie wychodziła mu w przerażających ilościach, i nie szczekał za dużo pod naszą nieobecność (ze względu na wrednych sąsiadów). I taki, który będzie tolerował dzieci, gdy w przyszłości się jakieś pojawiły Jeśli chodzi o doświadczenie z psami, to miałam wcześniej spaniela, labradora, i podhalana, więc doskonale radzę sobie z psami o dominującym charakterze . Proszę o pomoc i z góry dziękuję Pozdrawiam[/QUOTE] Średnio rozumiem, po co ci pies? Żeby był? Nie chcesz po nim sprzątać, nie chcesz go za dużo wyprowadzać, dużo pracujesz, zapewne po pracy gdzieś wychodzisz, niedługo pojawią się dzieci. Gdzie tu miejsce na psa?
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
No widzisz, więc nie mów, że ja mam się dostosować.
-
Czyli rozumiem, że jak pracujesz z psem, i na twojego psa z zębami rzuca się inny, to się dostosowujesz, i odchodzisz na bok?
-
Podnoszę i podłączam się pod pytanie... Ja na najbliższej wystawie będę dopiero w maju, a piłka by się przydała :P
-
Psiarze ode mnie nie uciekają póki co, mój pies jak biega luzem, to "wita" się z innymi psami, ale wtedy kiedy nie widzę, że przeszkadza to właścicielowi. Ja mam taki problem, że aktualnie pracuję z ośmiokilogramowym psem z agresją na tle lękowym, który nie zawsze może odgonić kilku dziesięciokilogramowego wilczura. Ja nie mam zamiaru czekać, aż łaskawie - po dwudziestu minutach pies przestanie warczeć na mojego psa - po prostu krzyczę na właściciela, że ma go natychmiast zabrać. Nie sądzę, że psiarze będą mieli z tym jakiś problem. Raczej sami zrozumieją. Nie chodzi tutaj o to, czy mój pies to śmieć dla nich, czy inne psy też, czy o cokolwiek innego - chodzi o to, że ja sama się boję, jak biegnie na mnie warczący kawał mięcha i nie zamierzam się dostosowywać. Jeżeli jakiś pies do mnie podbiega, i właściciel nie reaguje, to ja odchodzę w drugą stronę. Pies zazwyczaj idzie za mną i właściciel musi się nabiegać, żeby go złapać. Wspaniała lekcja i daje szybkie efekty.
-
[quote name='grandit']nie całe,tylko jedna osoba z która miałem zatarg, nie wydzwaniam po SM gdy widzę spuszczonego psa ze smyczy, tylko gdy ten pies jest agresywny a co gorsza atakuje ludzi/inne psy Co do tego jak reaguje SM, ludzi w niej pracujących jest wielu.Jeden służbista a drugi czeka aż mu się dniówka skończy. Trzeba było zwrócić uwagę ponowną dlaczego nie reagują, a potem poprosić o wylegitymowanie się. Ale nie, przecież lepiej podkulić ogonek i uciekać.[/QUOTE] Aha, czyli z tych wszystkich ludzi, na których nasłałeś SM tylko jedna zapina teraz psa? Ja naprawdę chce Cię zobaczyć w akcji... U nas, w Łodzi, wygląda to tak mniej więcej: [QUOTE] Sześć bezpańskich psów od tygodni terroryzuje ludzi na Widzewie. Co zrobiły służby odpowiedzialne za ich odłowienie? Dały karmę ze środkiem usypiającym. Psy pojadły, pospały i poszły, bo nikt nie przyjechał, by je zabrać Rejon ulic Dąbrowskiego i Puszkina. Nie ma tu domów ani bloków. Są zakłady pracy, w których pracują ludzie. To im zagraża zgraja dużych psów. Terenu jednego z zakładów strzeże firma Solid Security. Sprawą zajął się jej przedstawiciel Jarosław Tokarski: - Psy są agresywne. Jeden ma mordę rottweilera. Musieliśmy zawiesić obchody strzeżonego terenu, żeby nie pogryzły naszych pracowników. Zagrożeni są też ludzie na przystanku autobusowym na ul. Puszkina, przyjeżdżający do pracy. Ponad miesiąc interweniujemy u różnych służb, żeby pomogły rozwiązać problem. I nic. Z zapisków ochroniarzy 26 stycznia. Psy ulokowały się w pobliżu firmy. Rzucają się na ludzi i samochody. Dwa razy dzwonimy do schroniska dla zwierząt. Pracownik przyjeżdża następnego dnia. - Jak ich nie złapiecie, to ich nie zabierzemy - mówi i odjeżdża. Kolejne telefony w następnych dniach też nie dają nic poza obietnicami, że spróbują pomóc. 5 lutego. Dzwonimy do straży miejskiej. Z jej inicjatywy o godz. 14.20 spotykamy się z trzema strażnikami i pracownikiem schroniska. Jeden strażnik opowiada, że wie, o które psy chodzi. Poprzedniej nocy miał interwencję na ul. Puszkina. Psy tak obsiadły radiowóz, że strażnicy bali się wysiąść. Na naszym terenie rozpoznają dwa z tych psów. Nie próbują ich łapać. Pracownik schroniska zostawia nam karmę i środki usypiające, byśmy sami podłożyli je psom. Uprzedza, że tabletki działają 40 minut. Godz. 16. Dwa psy śpią. Natychmiast dzwonimy do schroniska. Przyjeżdżają po dwóch godzinach. Wyspane i najedzone psy zdążyły uciec. Umawiamy się, że ponowimy próbę rano. 6 lutego, 8 rano. Sześć psów zjada karmę z tabletkami i zasypia. Pracownik schroniska przyjeżdża... po trzech godzinach. Tłumaczy się interwencją w Pabianicach. Znów dzwonimy do schroniska i do straży. Tłumaczą się brakiem środków i sprzętu. Policjanci przyjmują zgłoszenie i oddzwaniają, że... zawiadomili schronisko i straż. Po naszych protestach dają jeszcze telefon do inżyniera miasta. Ten pyta, czego od niego oczekujemy. 8 lutego. Dzwonimy do straży. Słyszymy: „Podjęliśmy działania razem ze schroniskiem”. 9 lutego. Informujemy strażników, że psy mogą należeć do właściciela jednego z pobliskich zakładów. Ci ustalają, że są tam jedynie dokarmiane. Pracownik tego zakładu zobowiązuje się zamknąć bramę podczas dokarmiania psów i powiadomić schronisko. 13 lutego. Psy atakują pracownicę jednej z firm. Ucieka do samochodu. Jeden z psów wskakuje jej na auto. Powiadamiamy straż i schronisko. Nikt się nie zjawia. Nie pomagają telefony na policję i do inżyniera miasta. 15 lutego. Enty raz dzwonimy do schroniska. Pracownica chwali się, że jeden pies został złapany. Jest zadowolona. My nie, bo zostało jeszcze pięć. 17 lutego. Psy biegają. Kolejny telefon do straży i obietnica, że wkrótce przyjadą pracownicy schroniska, by je wyłapać. Nie przyjeżdżają. Pojawia się za to siedmiu strażników. Obchodzą teren i odjeżdżają. Z raportów służb W policyjnych sprawozdaniach jest zgłoszenie z 6 lutego. - Dotyczyło sześciu bezpańskich psów biegających po okolicy, rzucających się na samochody i atakujących ludzi - relacjonuje aspirant Radosław Gwis z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. - Dyżurny powiadomił inżyniera miasta i straż miejską. Dyżurny straży zapewnił, że "sprawę znają i prowadzą w tym kierunku działania". Uznaliśmy interwencję za zakończoną. Straż miejska twierdzi, że choć łapanie psów do niej nie należy, w sprawę się zaangażowała. - Bardziej niż to wynika z naszych możliwości i uprawnień - przekonuje Leszek Wojtas ze straży. - Ustaliliśmy, gdzie psy przebywają najczęściej, doprowadziliśmy do spotkania strażników, ochroniarzy i przedstawiciela schroniska. Ochroniarze mieli podać środek usypiający w karmie, a schronisko - odebrać psy. Zwierzęta zasnęły, ale ze schroniska nikt nie zdążył przyjechać. Dzień później sytuacja się powtórzyła. Ochroniarze wykazali dużo dobrej woli. My też chcieliśmy, ale przecież sami tych psów nie będziemy do schroniska wozić. O interwencję przy ul. Dąbrowskiego pytamy w schronisku. - Złapaliśmy jedną suczkę, taką najbardziej naiwną. To i tak sukces. Człowiekowi na dwóch nogach trudno dogonić czworonoga - opowiada jedna z pracownic. Co z pozostałymi psami? Dyrektorka schroniska Bogumiła Skowrońska: - Próbowaliśmy stosować karmę ze środkiem usypiającym. Panowie ochroniarze nie wywiązali się z umowy. Za wcześnie ją podali. Kierowca nie zdążył przyjechać. Mamy tylko jednego, a zgłoszeń o bezpańskich zwierzętach jest mnóstwo. To my ustalamy procedury i ochroniarze powinni się do nich zastosować. Zapytana o inne metody odławiania bezpańskich psów odpowiada: - Mamy strzelbę i naboje usypiające. Ale nie możemy ich użyć, bo nie mamy do tego osoby z uprawnieniami. Nikt w kraju nie organizuje szkoleń z wyłapywania psów. Trzeba by znaleźć snajpera - policjanta, myśliwego, może strażnika. Ja i kierowca strzelać nie umiemy. Skowrońska narzeka, że problem bezpańskich zwierząt w Łodzi jest ogromny - w jej placówce jest aż 750 psów, a tylko 250 miejsc. I nie ukrywa irytacji: - Wszystkim wydaje się, że schronisko to taka miejska oczyszczalnia z rzeczy niechcianych. Miasto zrzuca na nas obowiązek usuwania z ulic bezpańskich psów, a tak naprawdę jesteśmy po to, żeby tym niechcianym i porzucanym dawać schronienie i jedzenie, a nie żeby je ganiać. Od redakcji: 23 lutego. Psy nadal grasują. Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź [/QUOTE] :angryy::mad::shake:
-
[quote name='grandit']trudność zrozumienia napisanego tekstu się kłania, bądź w ogóle nie czytasz poprzednich postów wyskakując jak filip z konopi,mam specjalnie na PW przesłać ci pogrubione fragmenty? Jak cię napadną na ulicy to rozumiem też nie wzywasz SM/policji bo :[/QUOTE] Czytam, baa! Nawet odnoszę się do cytatu :lol: Napisałeś, że całe osiedle ze strachu zapina swoje psy na smycz, więc napisz może jakieś wersje dla sytuacji, którą ja Ci podałam? :razz: Ano, jak mnie ktoś napadnie to i owszem wezwę - być może znajdą jakieś ślady. Ale co z robią z psem? Zbadają DNA na podstawie sierści? :roll: Napisałam Ci, jak u mnie reaguje SM. No chyba, że... [quote name='grandit']trudność zrozumienia napisanego tekstu się kłania, bądź w ogóle nie czytasz poprzednich postów wyskakując jak filip z konopi,mam specjalnie na PW przesłać ci pogrubione fragmenty? [/QUOTE] :diabloti::diabloti::diabloti:
-
[quote name='Karilka']yamayka a nie lepiej zaczac pracowac w rozproszeniach? Grupa innych psów to dobre tło do szkolenia, tak żebyś TY była ważniejsza od tych innych psów. Większość ludzi ma psy DLA PRZYJEMNOŚCI i żyją ich życiem, zabawą itp, itd. 90% ludzi nawet nie wie, że istnieje coś takiego jak psi sport czy zawody... Jestem jedyną osobą na prawdopodobnie całym osiedlu, która robi cokolwiek z psem w kierunku sportu.. to my musimy sie dostosować do ogółu a nie oni do nas. My jesteśmy inni, nie oni.[/QUOTE] Nie zawsze się da pracować w rozproszeniach, kiedy inny pies siedzi twojemu na ogonie, i to dosłownie. Kiedy włazi na ciebie, szczeka, podgryza psa, chce się bawić, gryźć czy robi cokolwiek innego. Owszem, jestem w stanie zostawić psa i pies nie wstanie, kiedy inny do niego podejdzie, ale wielokrotnie mi się zdarza, że rzucam psu frisbee czy tam piłkę, a za nim biegnie całe stado, szczeka, podgryza i trąca łapami. W takich warunkach pies po prostu nie może pracować, nawet jak chce. Myślę, że 99% uważa nas za "innych". Ale 50% z nich powie jaki mądry piesek, a 50% będzie próbowało Ci wmówić, że znęcasz się nad psem. My mamy się DOSTOSOWAĆ? :crazyeye: Poczułam się w tym momencie jakbym była jakimś odmieńcem... Czy ja łamię prawo, że mam się dostosować? To ludzie powinni szanować czyjąś pracę i nauczyć się, że nie każdy sobie życzy tego co oni, i każdy ma inne poglądy. Nie rozumiem, czy jak podbiega do mnie pies, to mam mówić, że fajnie się bawi, bo tak uważa właściciel? :mad: Ok, gdybym była graficiarzem, to bym się musiała dostosować do prawa i nie malować na murach. Ale co ja takiego robię, że mam się dostosować?
-
W mieście pies się męczy. Na wsi są warunki na psa...
Paulix replied to zebra12's topic in Wszystko o psach
Evel, powiedz to psom :razz: U nas przynajmniej, nawet jak się sukę pokrywa jakimś ładnym kundelkiem to i tak ją dokrywa pierwszy lepszy :shake: -
[quote name='Arwilla']Chyba wszędzie, oprócz mojego miasta ta SM jest tak opieszała i nieskora do pomocy....:lol: U mnie wystarczy zadzwonić i poczekać 10 minut.... nie raz i nie dwa miałam okazję wzywać SM - najczęściej z przyczyn innych niż psie, ale raz też miałam okazję... w ubiegłą zimę znalazłam psa - pies miał obrożę, numerek... błąkał się drugi dzień... zadzwoniłam, nie chcieli przyjechać, bo nasze miasto umowę ze schroniskiem podpisuje co roku w okolicach marca, kwietnia... :angryy: a to był luty... Jednak oprócz uroku osobistego, posiadam również siłę perswazji... :diabloti: W ciągu 30 minut pies był już w domu... wystarczyło sprawdzić po numerze, do kogo należy... [/QUOTE] Ja też kiedyś znalazłam psa, i zadzwoniłam do SM - rozłączyli się natychmiast, stwierdzili, że nie mają umowy ze schroniskiem i nie mają obowiązku zgarniania bezpańskich psów (co się oczywiście mijało się z prawdą). Psa odwiozła siostra sama.:shake: Kiedyś spotkałam SM w parku - mój pies był luzem, więc odwołałam i zapięłam na smycz, żeby nie mogli się do niego przyczepić. Po parku biegały psy, bezpańskie czy też nie - pan "strażnik" wzruszył ramionami, na warczącego psa, twierdząc, że co on niby ma z tym psem zrobić... :angryy: :mad: Śmiać mi się chciało, jedyne co usłyszałam, to "burek do budy" i odniosłam wrażenie, że tego pieska i SM się boi :diabloti: Pijacy siedzą i chleją u nas pod pomnikiem - SM w drodze do dzielnicy, która z dobrej sławy nie słynie mijają ich chyba z dwadzieścia razy dziennie, ale jakoś im to wisi :shake: [quote name='"grandit"']Swojego psa mam już 12 lat i spotkało mnie wiele sytuacji.Każdy przypadek jest na swój sposób różny, przy jednych wystarczyła stanowcza rozmowa z właścicielem, w innych wzywana straż miejska,wielokrotnie.Przez co delikwent już widząc mnie z daleka zapinał smycz,nie chcąc mieć kolejnej utarczki.[/QUOTE] Widzisz, może spacerujesz w miejscach, gdzie ludzie stają i czekają na SM. Ja w takich miejscach nie spaceruje. Nie znam tych ludzi - często chodzę w różne miejsca, w różne kąty miasta jak coś ćwiczę i spotykam różne psy, ludzie i psy mnie nie pamiętają. Zanim wezwę SM bezpański pies, czy nawet i właściciel psa wejdą do pierwszej lepszej bramy. Co im podam? Rysopis? To ten pan i ten pies? A dowód podam jaki? Przepraszam bardzo, ale gdzie ty żyjesz, w Krainie Elfów? Ludzie potulnie przepraszają, są przerażeni że krzyczysz i ze strachem czekają na SM? U mnie zazwyczaj rzucają chamskie odpowiedzi i idą w swoją stronę. Ja jestem dość drobna, mam się na nich rzucić? :roll: [quote name='"evel"']owszem, można sprawę pchnąć do sądu jeśli się ma ochotę, ale samodzielnie, z powództwa cywilnego i jeśli nic naprawdę poważnego się nie stało to się można cmoknąć w pompkę co najwyżej.[/QUOTE] Dokładnie. Pójdziesz do obdukcji z psem, zdejmiesz mu odcisk zębów i porównasz z ranami? Jaki masz dowód? Nie zawsze SM patrzy, nie zawsze inni ludzie patrzą - albo patrzą i bronią sąsiada. Chyba, że zamierzasz chodzić z kamerą :diabloti:
-
[quote name='smerfetka123']i co takiemu nabywcy doradzi?[/QUOTE] Jak to co? Da link do dogomanii :P
-
SM nie reaguje w większości - to po pierwsze, a po drugie, wielokrotnie idąc parkiem kiedy podbiega do nas jakiś pies właściciel unosi oczy w górę i chowa smycz, niby że nie jego... Ja mieszkam na wsi - jedna ósma domów w ogóle nie posiada bram, u jednej czwartej są wiecznie otwarte. Kundle biegają samopas, w swojej budzie bywają rzadko, polują na okoliczne koty... Kiedy byłam mała, jakieś dziesięć lat temu, miałam kota... Miałam go zawsze, po prostu zawsze... Łaziłam z nim wszędzie, kot zawsze za mną... Odszedł kiedy miał około roku - rzucił się na mnie jamnik i musiałam wybrać pomiędzy kotem a mną. Kot się wyszarpał - nie zdążył uciec. Te psy nawet właścicielom nie pozwalają się dotknąć - warczą na przechodni, gonią za samochodami i rzucają się na psy. Właścicielom to wisi... Czy SM będzie się szarpać z agresywnym psem, żeby zabrać go do przepełnionego schroniska?
-
[quote name='Pies Pustyni']Fakt, nie wiadomo. Moze sie bal, moze po prostu nie lubi. Ale tak samo nie wiadomo, ze nie zycze sobie zblizania sie innych psow kiedy prowadze swojego na smyczy.[/QUOTE] Ja też sobie nie życzę, czy to mój pies jest na smyczy czy nie. Ale pies się nie zbliżał, tylko oddalał.
-
[quote name='corrida']Jasne, 'extra' pomysł...[/QUOTE] Ale skuteczny - sąsiad też kiedyś się darł, że wytłucze wszystkie bezdomne psy i rzucał czym popadnie. Do czasu, aż się jeden z nich rzucił w jego kierunku z zębami. Siedzi cicho.
-
Chciał polowania, dostał polowanie. Hmm... Bywa?
-
[quote name='kasia_owczarzak']Czina stała od niego dość daleko, w dodatku nie szła w jego stronę. Mało tego w momencie kiedy podnosił z ziemi ten kawał zmrożonego lodu, by w nią rzucić, Czina już szła w przeciwną stronę od miejsca, w którym on stał. Rozumiem, ze ludzie mogą się bać, ale skoro ja stałam tuż obok i ją wołam, a ona reagowała na moją komendę, to dlaczego to zrobił??? Nie szła w jego stronę, szła do mnie [url]www.czina.pl[/url][/QUOTE] Ja bym zostawiła psa i poszła "drzeć mordę" na faceta. Tudzież psem poszczuła. Może powinien się zacząć bać! Jak ktoś się czegoś boi, to nie rzuca się pierwszy do ataku. Skoro się rzuca, to bać się powinien - jak nie psa, to właściciela.
-
Wielokrotnie wyżej pojawiał się śmieszny argument w stylu "nie ma pieniędzy". Natychmiast skojarzyła mi się bardzo popularne sytuacje: "Żyjemy z zasiłku, w jednym pokoju, zimą nie ma czym ogrzewać mieszkania... ale mamy ośmioro dzieci" "Nie mamy na chleb, nie mamy na ubrania... ale na wódkę mamy" Chyba każdy wie, jak można to odnieść do psów i ich właścicieli... Patologia?
-
I ile wody... Jak ktoś weźmie granulkę Pedigree to są wręcz wilgotne, aż za.
-
Agnes, czytaj dalej :D "o ile to mięsem można w ogóle nazwać.". Gośka, to nie jest normalne, że pies na surowe mięso reaguje rewelacjami żołądkowymi. Może gwałtownie zmieniasz dietę, coś nie tak jest z mięsem? Jakoś sobie nie mogę wyobrazić, że psu szkodzi mięso w czystej postaci, no, bo... bo... bo to pies? lol
-
Mi wystarczy fakt, że w Pedigree jest 4% mięsa, o ile to mięsem można w ogóle nazwać. Pies to mięsożerca - ja jestem zwolennikiem BARFu. Jeżeli już karma, to przynajmniej z optymalnymi proporcjami składników! Piesek robi zdrową kupkę, to znaczy, że karma ma wysoki poziom?