-
Posts
22228 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Jasza
-
Sunia Chińskiego Grzywacza. Dejzi-nasze słoneczko już za TM
Jasza replied to Kana's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
No właśnie ;-) -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Nawet nie siedzi, tylko leży plackiem ;-) Dzisiaj bylismy w lesie ponad pięć godzin, teraz ogony śpią, ja jestem trochę nietomna, mam sałatkę z tuńczykiem i zimne piwo. Słuchamy Trigger Finger ( "I follow river"...mhm..) -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Aaaa, mam urlop i zepsuty komputer. A w ten ostatni piątek w pracy urwanie głowy i nie dokończyłam nawet co chciałam napisać. Nawte nie ten link wkleiłam. Zakochałam sie w tej piosence.... [url]http://www.youtube.com/watch?v=fzWQV5OiQQQ[/url] A ogony uwielbiają początek ;-) Magdo - widzialam bazarek Magdoli, ale kompletnie nie mam weny. Leniuchujemy, odpoczywamy, trochę na Hugobergu, troche na działce. Kończymy odświeżać balkon, na malowanie jest za ciepło, więc ściany na razie straszą. Do lęków Miśki dołączył strach przed osami. Na działce najchętniej siedzi w altance a w domu - w lazience. Zajadamy sie pestkami z dyni, próbuję rysować, wysypiam się do oporu, zbieram kwaśne jabłka. Tuz przed zachodem słońca podziwiam z okna krzyczące w locie, szybkie jak pociski jerzyki, czasami mam wrażenie, że któryś za chwilę nie zdąży sie poderwac i wpadnie wprost na mnie. Pozdrawiamy wakacyjnie :-) -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
[url]http://www.youtube.com/watch?v=vZYbEL06lEU&feature=player_embedded[/url] -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
:diabloti: Aaa, do takiego to ja grzecznie, proszę panią ;-) -
Dwa kilometry to sporo... Myślałam, że może gdzieś bliziutko...fakt, zbocze Wam wynieśli...ciężko.... Za to dzisiaj fajnie i rześko :-)
-
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Jaki to jest nos w kształcie litery L?? ;-) Ekoterrorystka...:eviltong::diabloti: -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Reagować, to wiadomo, tylko czy jakikolwiek skutek ma takie pyszczenie jak moje? Czy raczej ąęą? I taka niby nić porozumienia, że ja rozumiem, że wiem, ale..? Chociaż jak parę razy takiego grubasa ktoś opierniczy, to pomyśli? Przywiąże psa w cieniu i nie zostawi w samochodzie tylko wejdzie z nim do sklepu albo zostawi w cieniu, albo pójdzie na zakupy bez niego? Nie wiem. P.S. Nie mam absolutnie NIC do grubasów. Tak jakoś. -
[quote name='Alicja']Jeśli masz klimatyzator wolno stojący to nie musisz mieć zezwolenia , a odprowadzenie wody może być do jakiegoś zbiornika , na takie montowane w ścianie musisz mieć zezwolenie.[/QUOTE] Dokładnie. Maciaszku, ja też dzisiaj nie mam wody...nie tylko ciepłej, w ogóle nie leci... (Ale za to upał mniejszy). I jeszcze o jedno chciałam Cię zapytać. Czy nie macie gdzieś blisko takiego miejsca gdzie mogłabyś w cieniu , na kocu, z książką razem z Bazylem przeczekać popołudniowy upał? Ja się tak ratuję i wracamy dopiero wieczorem, chyba, że nas grzmienie burzy wygoni.
-
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Reagujecie grzecznie? Warto? -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Cały czas mu przypominam. I oczywiście zaraz się oburza, że gdyby tylko ktoś chciał grubasa, to on by ja oddał z pocałowaniem ręki. A zaraz potem wzdycha spoglądając na nią i dodaje: "Tylko kto by chciał takiego szczekacza..":eviltong: Za to wczoraj.. Jedziemy z pracy do domu. W samochodzie "nieziemski gorąc", stoimy w korku na światłach, od kilku dni nie zaświeca się strzałka do skręcających w prawo i czekamy średnio pięć zmian świateł. Jestem na granicy nerwowego oszalenia, ogony spoglądają ( widzę to oczami wyobraźni!) na zegarek i przebierają nogami, wachluję się rachunkiem za telefon. Stoimy. Tuż obok warzywny sklepik. Przed nim, na chodniku zalanym słońcem, do znaku drogowego przywiązana kopia Miśki. Język do ziemi, oczy wychodzące z orbit, smycz krótka..Oczywiście z dwóch stron ocienione trawniki, ale po co... Zagotowałam się, wysiadłam, wskakuję do sklepu. Stoi ekspedientka i jeden klient-grubas. Ładuje do siatki kalarepy czy kalafiory, biorę oddech i pytam czy to jego pies, nie potrafię grzecznie, od razu słychać histerię w moim głosie. Na jego twierdzącą odpowiedź wybucham. Złość na upał i korki pomieszana ze złością na wyjątkową głupotę tego pacana powodują, że sama siebie nie poznaję. Mogłam grzecznie i z uśmiechem, wiem, w ten sposób się więcej " załatwi".. Grubas w pąsach tłumaczy, że on na chwileczkę, że na minutkę, że... Prycham. Wychodzę. Wsiadam do samochodu, który nadal tkwi w tym samym miejscu. Pies kręci tyłeczkiem , jego ukochany pan wyłazi obładowany siatami, odpina smycz i zabiera małą do cienia, rozgląda się szukając mnie wzrokiem, wychylam się przez okno i coś tam mu jeszcze dogaduję, nie pamiętam co. On kręci dłonią młynka przy czole i dumnie odchodzi trzęsąc dupą. Ktoś staje i patrzy. Damian chce się zapaść pod ziemię.Czemu??!? Ruszamy. Kilka metrów do przodu. Jestem spocona i trzęsą mi się ręce. Chcę do domu. -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Poranny spacer. Wracamy do domu. Piąta rano. Cudnie. Cicho i rześko. Miśka ulatnia się w pobliżu śmietnika, i po trzech sekundach wychodzi z kością większą niż ona sama. Reks jest na smyczy, moja koordynacja ruchowa o tak wczesnej porze jest upośledzona, krzyczę coś, przydeptuję nogą kość, Misia nie puszcza, biorę ją nieporadnie na ręce, bo nie mogę jej tak odciągnąć od znaleziska, żeby w tym czasie Reks go nie dorwał. Kiedy próbuję ją wziąć pod pachę ( o nie, nie tak łatwo, to klocek, a nie cieniutki wywijasek jak Reksio) Kulka popiskuje, skarży się, ajajaj, ten biedny, mięciutki, delikatny brzuszek. Przepraszam ją i dostaję buziaka. (Aaa, poznaję, kość jest podwędzana.) Po powrocie do domu opowiadam Damianowi zajście pod śmietnikiem. On dopiero co wstaje, spogląda na Misię zaspanym wzrokiem. Zrozumiał chyba tylko: Misia, żebra, piszczała. Odwraca się do mnie i oburza się śpiącym jeszcze głosem: „Połamałaś jej żebra!” Misia czując sojusznika przytula się do niego i robi minę [I]biedny, oj biedny pies.[/I] Damian się rozczula: „Chodź do pana, chodź” i idą sobie razem do drugiego pokoju. Taa, mógł jej jeszcze przynieść tego gnata ze śmietnika. -
Ten tydzień ma być już znośniejszy. Maciaszku, za klimatyzacją to chyba będziesz się rozglądać zimą, wiosna, przed sezonem, tak? Daj znać, jeśli coś wymyslisz, ja muszę Damiana namówić, bo też już nie daję rady.
-
Sunia Chińskiego Grzywacza. Dejzi-nasze słoneczko już za TM
Jasza replied to Kana's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Cieszę się :loveu: -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Niedaleko ogródka moich rodziców mają swoją działkę "ludzie Myszki" ;-) no i sama Myszka oczywiście. Myszka ma kolor kawy z mlekiem, królicze uszy i waży jakieś zero, zero nic. Niestety, moje ogony ( z wzajemnością zresztą) nie pałają do niej przyjaznymi uczuciami. Oczywiście wszystkiemu winna siatka - zza ogrodzenia każdy ważny, wiadomo. Kiedy mijamy ową strefę zero, jest zawsze kupa wrzasku z obu stron i moje próby wcześniejszego odwrócenia ich uwagi nie przynoszą żadnego efektu. Ostatnio zdarzyło się, że Myszki nie było. I Misia i Reks stanęły zdziwione. Obwąchały dokładnie furtkę i pozaglądały wyciągając szyje, czy aby na pewno okruszka nie chowa się gdzieś w trawie. Jak już się upewniły, że Myszy nie ma...o matko. Reks wyprostowany jak struna zostawił wiadomość na prawym słupku furtki: "Byłem tu!" Misia nie chcąc być gorsza dodała ociekający ( nomen omen) jadem liścik ;" I ja TEŻ!" Reks już chciał iść dalej, ale cała sytuacja nie dała mu spokoju, wrócił dwa kroczki i dopisał kilka słów o tchórzliwych, rudych i tak dalej. Pozamiatał nogami dumny i blady i już, już chciał się oddalić, kiedy zauważył, że lewy słupek okupuje Miśka, wyciskając z trudem ostatnie krople, tfu, literki...jej chwiejne pismo odczytałam z trudem, ale wyglądało to jak:" Róda małpa" ...w ostatniej chwili Reksio podpowiedział jej, że ruda, to chyba przez u otwarte, ale, że Kula już nie miała czym poprawić, z dobrego serca jeszcze raz akrobatycznie dźwignął nóżkę i błąd naprawił. Z wysoko uniesionymi główkami oddaliły się w kierunku naszego ogródka, a Misia nawet z tej uciechy dała Reksowi całusa w ucho. Patrzcie, jak zgrana para. Jakiś czas później Myszka wróciła. Nie wiem, czy wszystko przeczytała, ale kiedy wracając przechodziliśmy obok, wrzeszczała coś o podstępnych obszczymurach :p Ogony niestety nie przeszły obojętnie... Wszystko wróciło do normy. -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Zawiązuję :-) Reksio rozpracowuje, a Misia wygryza dziurki, stąd częsta wymiana skarpetek ;-) -
Sunia Chińskiego Grzywacza. Dejzi-nasze słoneczko już za TM
Jasza replied to Kana's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Co u Was słychać? -
Ja też jak wychodzę do pracy to muszę wyłączyć wiatrak. Na szczęście do nas słońce zagląda około 13.00 i przedpołudnie i poranek jest "w miarę". A o 15.20 to już zabieram ogony i nie wracamy przed wieczorem. Co do klimatyzacji. Sąsiad z klatki obok, właściciel takiego samego mieszkania ja my, czyli małego, na 4 piętrze i z oknami wychodzącymi na zachód, kupił kiedyś klimatyzator Ravanson, nie pamiętam jaki model. Klimatyzator, nie klimator i nie klimatyzer! Najczęściej zamykał wtedy drzwi do przedpokoju, żeby ograniczyć przestrzeń jaką klimatyzator miał ochłodzić. Byłam w czasie upałów, potwierdzam, kilka stopni mniej, całkiem znośnie, oczywiście rolety spuszczone, zamiast 30 - 23 lub 24 stopnie. Tylko klimatyzator, choć przenośny, miał oczywiści odprowadzacz skroplonej wody i wilgoci w postaci takiej rurki jak do odkurzacza, ( większe fi). Sąsiad wykuł dziurkę w ścianie pokoju i przebił się na balkon. Ja balkonu zewnętrznego nie mam, więc musiałabym się przebić na ścianie budynku, nie wiem co na to spółdzielnia ;-) Ale zastanawiam się, zastanawiam i chyba w przyszłym roku, wiosną, sie zdecydujemy. Bo żyć nie idzie. P.S. Piszę o tym klimatyzatorze R. nie, żeby reklamować, tylko dlatego, że on ma jak na "prawdaiwy" klimatyzator a nie klimatyzer dość niski koszt. W tamtym czasie kosztował około 900 PLN. Aaa, sąsiad miał czarną labradorkę i zostawiał go załączony nawet jak go nie było, tzn. włączał czasowe sterowanie i całe to ustrojstwo załączało się np. ok. 12.
-
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
[quote name='Alexandra20']a co oznacza "skarpeta ze smakami"??:D może dobre rozwiązanie dla mojego Puciastego :D bo nie lubi zostawać samw domu, ale lubi jeść:D[/QUOTE] Skarpeta ze smakami to nic innego jak skarpeta ( może być używana tylko wyprana ;-) ) z zawiniętymi w środku kawałeczkami żółtego sera, wędzonego boczku, frankfuterka, psich czekoladek itp. Ogony uwielbiają ten moment kiedy wychodzę i rzucam skarpetki :-) Maciaszku - o 3.47 to ja już prawie, prawie mam jedno oko otwarte. Ale potwierdzam, spacer o 4 jest teraz tym najprzyjemniejszym w ciągu dnia...uff. -
Muszę poczytać o Sweetie.:crazyeye:
-
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Witaj Patmol :-) My nie mamy rzeki, ale siedzimy w lesie. P.S. Ja też lubię jak jest ciepło, ale nie gorąco i upalnie.... -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
O 2.58 na pewno. Mogłabym teraz się zamienić w jeża i prowadzić nocne życie...;-) -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Ciepło. Ja już ledwo daję radę. Czy organizm może się przyzwyczaić do taikch temperatur? Wątpię. Ogony wykazują kompletny brak instynktu samozachowawczego... Boją się wentylatora, nawet delikatnie puszczonego i zamiast leżeć na chłodnej ( w miarę oczywiście) podłodze w miejscu w którym docierają podmuch, dekują się w łazience albo okupują wersalki i przedpokój. Nie mam mowy o zimnych okładach, moczeniu w chłodnej wodzie - krzyk i obraza. Na dodatek wczoraj zaczęło grzmieć jak sobie leżeliśmy w cieniu pod drzewem i dopiero zaczynałam odżywać...futrzaki zaraz zarządziły odwrót i potuptały w przyspieszonym tempie w stronę domu. Ja - spocona i zgrzana, plecak pełen wody, jedzenia kocyków i książek ( bo przecież zamierzałam wrócić wieczorem, jak słońce przygaśnie) w rękach smycze rozciągnięte do maksymalnej, pięciometrowej długości i ciągnące przez łąkę fuczące , toczące pianę z pysków psy. Pięknie. Mieszkanie klaustrofobicznie zaciemnione, wentylator na full, ogony do łazienki, ja do łazienki. Prysznic ( ja). Woda z lodem ( ja i ogony). Gorąco. Odkurzam. Ścieram kurze. Kładę się z książką na podłodze. Nie potrafię się skupić na tym co czytam.Ogony dalej w łazience. Reks fuczy i oczy prawie wychodzą mu z orbit. Misia o tyle lepiej, że jak już jest w domu - trochę się uspokaja. Wylatuje drobiąc nóżkami co jakieś piętnaście minut, prowadzi mnie na balkon, każe się brać na ręce, zagląda przez chwilę przez okno , minka w ciup i już się odchyla, na ziemię, na ziemię szybko, kładź mnie. No to kładę i Kula hyc do łazienki z powrotem. Czasami wylatuje tylko, wygląda zza wersalki, sprawdza, że jestem i wraca prędziutko do kryjówki. Reksio nie potrafi się opanować. I ja nie potrafię mu pomóc. Wreszcie wieczorem, kiedy już leje i grzmi od prawie dwóch godzin a Reks dyszy od ponad czterech (!) i leci przez ręce, daję mu ciutkę sedalinu ( wiem!). Ścielę łóżko, daję czystą pościel, mały wskakuje na swoje ulubione miejsce, przy poduszce, jeszcze troszkę dyszy, kładę się obok, głaszczę go za uszkiem, uspokaja się, wstaje, wciska nos gdzieś w mój brzuch, wzdycha, zasypia. Boję się poruszyć. Za pół godziny przybiega Kula. Leżymy. Zasypiamy. Nie wiem kiedy. -
Jak tam? Dajecie radę? Bazyl nie protestuje przeciwko zimnym okładom? Wentylatorowi?