-
Posts
22228 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Jasza
-
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
........... -
No, fajne czasy, namiotowo-ogniskowe.
-
My na działce robiliśmy zawsze ognisko, potem grill indiański, czyli taka okrągła metalowa kratka zawieszona na trójnogu nad ogniskiem, a teraz rodzice sobie sprawili grilla wypaśnego, jak kuchnia szefa kuchni :diabloti:. Natomiast smak potraw ogniskowych jest najlepszy. Tak myślę.
-
I tak ja zostawiliście samą daleko? Nie bała się że kolejny raz ja ktoś przywiązuje i zostawia? Moje grilla uwielbiają. Asystują cały czas, choć się boją dymu i ognia. Układają się w odległości dwóch metrów i obserwują. ( choć na początku próbowały sprawdzić z bliska) Najbardziej są zdziwione jak szeleści opakowanie po podpałce i maja zamiar je porwać, a tu zawartość niesmaczna ;-)
-
Caillou jest jak księżniczka, taka smukła i elegancka. A Sweetie jest pocieszna i śmieszna. Ma śmieszne miny i nawet siedzi śmiesznie ;-)
-
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Była, bardzo! A moja mama wrzasnęła jak kulomiot i wcisnęła pięść w niebo, do góry! :p -
Poważnie. W sytuacji kiedy np. na szlaku idzie z naprzeciwka wielka grupa głośnej młodzieży i się musimy przeciskać miedzy nimi, to go zgarniam pod pachę jedna ręką a druga trzymam Miśkę na smyczy. Albo jak musimy minąć dużego psa którego nie znam a jest luzem i właściciel daleko..a pies koniecznie chce poznać Reksa. Wtedy zgarniam go pod pachę i idę.
-
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Chyba tak :-) Ja kiedyś też miałam samiczkę Kosa :-) Nazwałam ją Toto. Bardzo lubię ptaki. -
Biorę go pod pachę ;-)
-
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Moja mama dzisiaj w pracy zauważyła z okna leżącego na ziemi dzięcioła. Pobiegłyśmy na dół. Leżał na boku z podkulonymi łapkami ale dyszał, mrugał, oddychał. Wzięłam go do ręki, nie mogłyśmy go tam zostawić - koty. Kucnęłam na trawie, starając się trzymać go delikatnie i w cieniu. Mama poleciała po pudełko. Przyniosła kartonik , podziurawiła wieczko, wymościła miękkim papierem, ligniną i włożyłyśmy go do środka. Leżał. Postawiałyśmy kartonik na parapecie w spokojnym miejscu, ja poleciałam dzwonić gdziekolwiek. Po pięciu minutach dzięcioł zaczął skrobać pudełko. Wyniosłyśmy go za firmę, na trawę, pod drzewo, w takim ustronnym miejscu za garażem. Pomyślałam, że położę go na ziemi i zobaczymy jak się zachowa. Nie był pokrwawiony, skrzydełka miał całe, nie wiedziałyśmy tylko czy nie uszkodził sobie czegoś wewnątrz przy upadku. Wyjęłam go z pudełka, chwycił łapkami mój palec, podniósł się, zaskrzeczał, potuptał i ...odleciał na pobliską gałąź.!!! Ale się cieszę!!!!! Tak wyglądal, miał czerwony berecik i czerwone piórka pod ogonkiem: [IMG]http://www.itzmigrod.pl/wp-content/uploads/2012/01/dz.sredni.jpg[/IMG] [URL]http://www.google.pl/imgres?num=10&hl=pl&client=firefox-a&hs=uhs&rls=org.mozilla:pl:official&channel=np&biw=1024&bih=625&tbm=isch&tbnid=WpMFnCyM6JSaFM:&imgrefurl=http://www.itzmigrod.pl/2012/01/lesny-zespol-perkusyjny/&imgurl=http://www.itzmigrod.pl/wp-content/uploads/2012/01/dz.sredni.jpg&w=543&h=750&ei=CehFUKjkM-rS4QSxw4GABg&zoom=1&iact=hc&vpx=640&vpy=146&dur=838&hovh=264&hovw=191&tx=122&ty=166&sig=110408202939562545342&sqi=2&page=1&tbnh=126&tbnw=97&start=0&ndsp=23&ved=1t:429,r:5,s:0,i:150[/URL] -
[FONT="]Staram się mieć oczy dookoła głowy i reagować WCZEŚNIEJ. Kiedy widzę nadchodzącą osobę, przekładam psa, żeby szedł po zewnętrznej, daję mu znać lekko pociągając za smycz i zaraz ją luzując i cmokając. Mówię "grzecznie", idę równym krokiem tak, żeby moje nogi "były pierwsze" a nie Reks. Jeżeli mijamy idącego spokojnie - chwalę. W najlepszym razie Reks idzie spięty ale równo i spokojnie. W najgorszym rzuca się z wrzaskiem w kulminacyjnym momencie. Staram się go obserwować. Zdarza się (rzadko), że ktoś idzie a on nie strzyże uszami, węszy sobie, nie spina się, jest w ogóle nie zainteresowany nadchodzącym, wtedy tylko obserwuję i najczęściej nic się nie dzieje. W większości przypadków dostrzega człowieka wtedy kiedy ja i to od razu widzę, bo zaczyna się "czaić". [B]Reasumując - daję mu znać, że : "hej ty, wiem co chcesz zrobić, ja patrzę i mi się to nie podoba" i jest w miarę ok. [/B]To znaczy Reks sapie, stęka, nabiera powietrza w płuca żeby choć warknąć, ale wie, że nie może i jest względny spokój. Najgorzej jest kiedy ja nie reaguję, albo nie zauważę, albo nie zdążę, albo to jest biegacz, wtedy jest wrzask i miotanie się [IMG]file:///C:\DOCUME~1\ampero1\USTAWI~1\Temp\msohtml1\01\clip_image001.gif[/IMG][/FONT]
-
Miśka szczeka tylko w wyjątkowych sytuacjach, jak idzie ktoś pijany i bardzo krzyczący. (No i poluje na rowery, ale to inna inkszość). Potrafię zrozumieć. Ale Reks reaguje tak na wszystko. No, najmniej na powoli idące babcie. te jakoś lubi, ale rzadko spotykamy w lesie babcie ;-) Ćwiczeń nie znam. Napisałam o ćwiczeniach, w sensie - ćwiczenie komend, wybieganie go, jak jest wybawiony, zmęczony i szczęśliwy, to czasami mniej reaguje. No i ćwiczenia w sensie - tych moich zachowań które już wypracowałam z nim kiedy idziemy i ktoś nadchodzi.
-
U nas tak się zaczęło, potem ja tego nie skorygowałam tylko robiłam coś, co wszystko pogorszyło, nie wiem co, no i mam klops. Z takim psem jak Reks to ja muszę teraz ćwiczyć, pracować i mieć oczy dookoła głowy. Ach jak zazdroszczę niektórym właścicielom naszych osiedlowych psów. Biegają, tuptają ( psy oczywiście) węszą za swoimi sprawami w trawie, małe kluski, parówki, spokojne, dzieci wrzeszczą rowery jeżdżą a one NIC. Pan stoi pod sklepem pije piwko, potem idzie, na psa nie spojrzy a ten grzecznie leci za nim i sam pilnuje, żeby się nie zgubić.
-
Na gości szczeka ale po chwili się uspokaja. Behawiorysta kiedyś był, dał worek rad i tyle. Wiesz, my go zabieramy wszędzie gdzie idziemy, ja po prostu muszę zawsze i wszędzie pamiętać, że idzie ON. Męczące, fakt. No nic. Życie z psem.
-
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Reksia też nie. Jego sierść jest za krótka i z gładka. -
Miłe i nieduże suczki znamy i czasami spotykamy. Urwiska, Zuzia, Tosia, Kaśka, Duża Tosia, Majka.. Reksio się ładnie przywita, troszkę pogadają i koniec. Zresztą ta agresja skierowana w stronę psów mi aż tak nie przeszkadza. Reks był pogryziony dwa razy jako szczeniak przez duże psy, za każdym razem miałam go na smyczy, raz miał "tylko" rankę przy ogonie (Owczarek Niemiecki) a drugi raz zdartą skórę z pyszczka.(Mieszaniec w typie anatoliana). Obydwa te psy zaatakowały go kiedy jeszcze nie miał pół roku i pojawił się na "ich terenie" jako nowy. Teraz ON-ek spotyka Reksa prawie codziennie, mój się wścieka a ona go kompletnie ignoruje. Anatolian też. Stąd wnioskuje, że to była nie tyle próba zagryzienia ile reprymenda, pokazanie nowemu kto rządzi. Choć było groźnie, bo rozmiary tych psów sa imponujące. Pisze to po to, żeby stwierdzić, że Reks ma uraz i powody żeby nie lubić, bać się - dużych psów. Do tego doszło to, że ja jestem odludkiem i spacery z nim to były takie nasze leśne wyprawy i miał niewielki kontakt z "wielkim miastem" obcymi ludźmi, dziećmi... Wyrósł na introwertycznego odludka, strachliwego, reagującego agresja na to, czego sie boi, uwielbiającego swoich ludzi, zapatrzonego we mnie. W domu nigdy nie warczy, pozwala na wszystko, jest cudownym przylepą, nie ma w nim w stosunku do nas żadnej agresji, nigdy. Odpuszczam więc jego zachowanie w stosunku do innych psów. Oczywiście reaguję, omijam, uspokajam, odwracam uwagę...ale go rozumiem. Jedyne czego nie przyjmuję do wiadomości i czego nie potrafię naprawić, to jego atakowanie ludzi :-(
-
U nas sporo dużych psów puszczonych. Są łagodne i chcą się tylko przywitać, ale Reks czy to ze strachu, nieważne zresztą dlaczego, warczy, wścieka się, a na moje prośby, żeby odwołać psa, to najczęściej słyszę, że ich pies nic nie zrobi... Reks jest malutki, więc nikt się nie przejmuje tym, że może capnąć, a wtedy nie wiem jak ten drugi pies zareaguje. I mi jest głupio, że idę z taką wszą miotającą się na smyczy... Bez smyczy jest ciut lepiej, wiem to stąd, że czasami jak podbiega niewielki pies, wzrostem równy Reksowi i nie widzę własciciela, to wtedy Reksia odpinam i powarkuje, ale jest spokojniejszy, obchodzą się zjeżone jak dwa koguty.
-
Reks - zależy od dnia - czasami jest troszeczkę lepiej. Na co dzień akceptuje tylko suczki niewielkiego wzrostu, mniejsze od siebie i spokojne. Szczeniaki, które próbują go zaczepiać i skaczą - warczy albo atakuje od razu. Większe psy, o ile podbiegają - próbuje do nich doskakiwać i capnąć( ja go mam zapiętego, ale czasami się zdarzy jakiś podbiegacz..), a z daleka obwarkuje. Warczy też lub rzuca się ze szczekaniem na mijających nas ludzi, praktycznie na każdego. Jak z nim idę, to muszę korygować i reagować wczesniej cały czas. :shake: Odwracać jego uwagę, przekladać po drugiej stronie idącego, robić łuk, itd.
-
Misia taka jest, za to Reks coraz gorszy... I w stosunku do ludzi i zwierząt. :oops: Jak wychodzę z samą Misią, to oddycham inaczej. Spacer z Reksem to wojna. Musze być skupiona i uważna.
-
Cudne zdjęcie te ostatnie!! I zazdroszczę tak kontaktowych psów. Bardzo.
-
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Znacie rzepki? Nie te duże, kolczaste, haczykowate, ostowe, tylko te malutkie, trzy, czteromilimetrowe, szorstkie, małe szare kuleczki? Biegaliśmy wczoraj w wysokiej trawie .. [IMG]https://encrypted-tbn3.google.com/images?q=tbn:ANd9GcQvZJQHeyObr7G0dMLK-gtyplxJLeSNH71k8tM0H8bW9635U5mk[/IMG] ... Miśka nałapała rzepków co niemiara. Większość powyciągałam przed powrotem do domu, ale jej sierść ma tyle zakamarków, pod pachami, na portkach, że wszystkiego nie wyrzepiłam. Wracamy. Misia wita się z Damianem. Ten przerażony woła: " Ty, szybko, Misia pełno kleszczy na k l a c i e !!!" :diabloti: -
Dogadują się z każdym psem?
-
Mała, delikatna dropiata - LIZA odeszła za TM [']
Jasza replied to Murka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Zapisuję sobie wątek Lizy. -
Postaram się po wypłacie coś wpłacić dla pięknej. Dobrze, że bezpieczna. I to u Kasi.:loveu:
-
Sweetie jak tapir :diabloti: