jhet
Members-
Posts
357 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by jhet
-
Maluch na górę hop! :) Wciąż potrzebne wsparcie na utrzymanie skrzata - jeszcze tylko 150zł i będzie cała kwota za leczenie + utrzymanie za pierwszy miesiąc : ))) Pamiętajmy też, że "Pies na Zakrecie" ma pod opieką jeszcze kilkadziesiat innych psow, jest pod kreską, i nawet najdrobniejsza kwota bardzo sie przyda i da szanse pomocy kolejnym psiakom! Wszystkie dane, jak mozna pomóc, na pierwszej stronie :)
-
Zdjęcia Gandalfa :) [IMG]http://img85.imageshack.us/img85/121/gandalfq.jpg[/IMG] [IMG]http://img40.imageshack.us/img40/4629/97467792.jpg[/IMG] [IMG]http://img804.imageshack.us/img804/8551/37185389.jpg[/IMG] [IMG]http://img6.imageshack.us/img6/2071/24686686.jpg[/IMG] [IMG]http://img845.imageshack.us/img845/9169/60415587.jpg[/IMG] FILMIK jak się znęcam nad psiakiem: [video=youtube;pQVghPusk-w]http://www.youtube.com/watch?v=pQVghPusk-w&feature=youtu.be[/video]
-
Jestem jestem! Ze zbiórki wśród pań karmicielek i działkowców mamy jeszcze 240zł dla Gandalfika :) Dziękuję!!! Aldrumka - jesteś kochana, baaardzo ci dziękuję za pomoc i zbiórkę dla skrzata :calus:Jak znajdę chwilkę to przetrzepię moje graty i też spróbuję wygrzebać coś na bazarek dla psiaka :) Gosia7 - :iloveyou: dziękuję za chęć pomocy! :) Maluch został już odrobaczony, czuje się bardzo dobrze :) Co do szczepień, to opiekuje się nim pani weterynarz więc będziemy prawdopodobnie mieć je po kosztach ;) Jak będę znała szczegóły to dam znać. A więc, byłam wczoraj o malucha, wszystko u niego ok :) Jak przyszłam to w pierwszej chwili mnie nie poznał i trząsł się ze strachu jak galareta.. Ale po chwili, jak już mnie obwąchał i zobaczył kto zacz, zaczął się bardzo cieszyć, merdać ogonem, trącać nosem i łapami, skakać i zachęcać do zabawy :lol: Jest absolutnie kochany i przecudowny :) Podobno łazi sobie po całym domu gdzie chce, nawet po schodach na piętro, a przy obiedzie nauczył się już żebrać :roll: W hoteliku zadomowił się na tyle, że ponadgryzał już wszystkie nogi od stołu i krzeseł, i łazi gdzie chce bez skrępowania. Nadal sie socjalizuje - gdy ktoś przychodzi do domu (nawet opiekunowie wracają np. z pracy) Gandalf jest przestraszony i się boi, i dopiero po chwili zaczyna się cieszyć. Również kiedy usłyszy podniesiony głos kuli się w sobie.. Wszystko wskazuje, że ma bardzo przykre doświadczenia z ludźmi i musiał mieszkać w pijackiej melinie.. Nie jest jeszcze zbyt wylewny w uczuciach, ale podobno zaczyna już sam podchodzić do opiekunów i egzekwować pieszczoty merdając ogonkiem :) Do tej pory pozwalał wszystko ze sobą robić bez zbytniego zadowolenia. Największy problem jest ze smyczą - w obroży Gandalf bez problemu chodzi, ale przypięcie smyczy kończy się szaleńczą próbą ściągnięcia jej z siebie :roll: Nigdy nie spotkałam psa, który tak bardzo bałby się smyczy.. Dlatego też psiak nadal nie wychodzi z domu, ale też specjalnie mu to nie przeszkadza - wygląda na to, że go na dwór jakoś bardzo nie ciągnie, nawet nie próbuje wyjść gdy ktoś otwiera na chwilę drzwi balkonowe od tarasu. Ponieważ problem ze smyczą jest dość poważny, najpewniej niedługo zacznie do psiaka dojeżdżać behawiorystka :) To chyba tyle na razie... Aha, zaraz wrzucę fotki i filmik :cool3:
-
wiesz Luna, innego wyjścia teraz po prostu nie ma - Gandalf nie potrafi chodzić na smyczy, a sam do ogrodu tez nie może być wypuszczony bo... no właśnie, nie wiadomo co się stanie. A po tym, co spotkało Maję, wolałabym nie eksperymentować... Myślę, że sikanie i koopkanie na podłogę jednak jakoś Gandalfa bardzo nie zdemoralizuje ;) :lol: i psiak wyjdzie na prostą. To mądry pies, nauczy się :) Z nowych wieści jeszcze tyle, że jego przyjaźć z Paproszkiem trwa i maluchy wszystko razem robią, wspólnie śpią i się "kitłaszą" :)
-
[quote name='Luna007']to gdzie sirka i koopy robi??[/QUOTE] no jak gdzie, do kuwety 8-) Gandalf podobnie jak i inne psiaki z zakazem opuszczania domu robi wszystko na podłogę - jest specjalnie dostosowana do wszelkich rzeczy, co pieski mogą wyprodukować, i bardzo łatwo i ładnie się zmywa. Gdy przyjechaliśmy z Gandalfem, to nie minęło 5 minut jak psiak ostentacyjnie podniósł nogę do góry i obsikał nogę od stołu, więc raczej nie ma z tym problemu...
-
Jeszcze musi "maluch" zostać wykastrowany i nauczony chodzenia na smyczy - teraz w ogóle jeszcze na dwór nie wychodzi, nawet do ogrodu, bo nie wiadomo jak się zachowa (a na smycz reaguje alergicznie :roll:) Musi się nauczyć, że warto zaufać człowiekowi, bo tak to wyjdzie do ogrodu, rozwali płot i sobie pójdzie nawet się nie oglądając za siebie... Trochę pracy jeszcze przed nim.
-
Luna prosisz masz :lol: Zdjęcia nie moje, ale pani Małgosi z hoteliku. Jak widać psiak wiele się nie zmienił, wciąż jest misiowatym śpiochem ;) Na działkach też większość czasu przesypiał i rozwalony na kanapie patrzył tylko spode łba gdy ktoś śmiał mu spokój zakłócać.. Jak się uda to wpadnę do niego za jakiś czas w odwiedziny. [IMG]http://img576.imageshack.us/img576/694/jeff2z.jpg[/IMG] [IMG]http://img441.imageshack.us/img441/7948/jeff1y.jpg[/IMG]
-
Gandalf zwany w hoteliku Jeffem czuje się już dobrze, problemy z układem pokarmowym (zatkanie kośćmi i chrząstkami, zgazowane jelita) najpewniej minęły :) Nadal jest trochę nieufny i nie wychodzi jeszcze na dwór na spacery, ale miejmy nadzieję w końcu się przełamie i załapie, że człowiek nie jest taki zły i warto mu zaufać ;) Dzięki Waszemu wsparciu mamy już pełną kwotę na leczenie i część za hotelik :multi:Potrzeba: 500zł (hotel) + 460zł (wet, leki) = 960zł Mamy 550zł deklaracji, więc brakuje jeszcze 410zł.... :( Ziarnko do ziarnka i uzbieramy, za każde chociaż 10zł będziemy bardzo wdzięczni :Rose: Jeśli ktoś chciałby pomóc to wszelkie potrzebne dane są w pierwszym poście, i prosiłabym o info do mnie co kto i ile aby się nie pogubić :)
-
Dziękuję Luna :) Wieści od Gandalfa: czuje się dobrze, trochę się stresuje ilością psiaków i tym, że niektóre koniecznie chcą go poznać bliżej ;), zaprzyjaźnił się z małym Paproszkiem i jak na razie śpi w bezpiecznym kąciku pod stołem.. Czyli jak na psiaka, który całe życie spędził na dworze, jest według mnie bardzo, bardzo dobrze :)
-
Gandalf jest w hoteliku w Halinowie, mieszka w domu, jak go zostawiałam to wlasnie sie zaprzyjaznial z malym psiaczkiem i wygladal na calkiem zadowolonego ;) Kochani, jesli mozecie wspomoc "Psa na Zakrecie", to bede bardzo wdzieczna za chociaz malutkie wplaty (w pierwszym poscie sa wszystkie dane) :Rose: Juz tyle mieli problemow i smutkow związanych z psiakami, że chcialabym chociaz pod wzgledem finansowym juz im ulżyć.. :roll: I prosilabym o napisanie w watku co kto i ile, to bedziemy wiedziec jak duzo jeszcze brakuje by oplacic hotelik na miesiac..
-
nie wiem, co napisać.. znalazłam sunię zaraz po tym, jak przyjechałam rano jej szukać... Wczoraj uciekła z kojca, ale nie wiem, czy dlatego że był on źle zabezpieczony czy że sunia była po prostu wyjatkowo sprytna.. Nie będę nikogo obwiniała, choć to co się stało na pewno nie powinno się stać.. Równie dobrze mogła też uciec z ogrodu w hoteliku, w którym jest teraz Gandalf, przeskoczyć przez płot i wpaść pod pociąg, który tam też przejeżdża tuż obok domu.. Nie wiem.. Mam tylko nadzieję, że z Gandalfem będzie wszystko dobrze, w hoteliku znalazł psiego przyjaciela i wyraźnie odżył..
-
ja już nie mogę, najpierw pół dnia siedziałam jak na szpilkach w oczekiwaniu na wieści czy Gandalf w ogóle żyje, a kiedy się okazało że jest już wszystko ok, to dostałam telefon, że sunia zwiała... Mam naprawdę dość, jestem załamana. Zawieźliśmy Gandalfa do hoteliku, z trudem ale udało się go namówić do wyjścia z klatki i przejścia do "domku" w kojcu. Jest strasznie smutny i przestraszony, ale mam nadzieję, że dojdzie do siebie. Zjadł smaczki, więc chyba nie jest najgorzej.. Może jeszcze odreaguje te wszystkie stresy i jutro będzie lepiej jak w ciągu dnia sobie po wybiegu kojcowym pobiega... Natomiast sunia parę godzin przed naszym przyjazdem wyszła z kojca górą, wspieła się po ogrodzeniu, rozerwała siatkę zabezpieczającą kojec od góry i zwiała... Panie z hoteliku przez prawie dwie godziny potem próbowały ją złapać i namówić, by poszła z nimi spowrotem do hotelu, ale ona choć zjadała smaczki z ręki i bawiła się z ich wziętym na przynętę psiakiem to niestety nie bardzo miała ochote wracać.. Najadła się strasznie dużo smakołyków i w pewnym momencie po prostu się ponoć odwróciła i poszła sobie (nie pobiegła, tylko poszła) w stronę pobliskich krzaczorów..... Byłam tam, szukałam jej i wołałam, wydawało mi się w pewnym momencie że usłyszałam jakiś szelest pare metrów dalej w krzakach, ale sunia nie wyszła. Krzaki niestety były tak gęste że choćbym nie wiem jak chciała nie wcisnęłabym się w nie :( Mimo dość długich nawoływań sunia nie pojawiła się, może najadła się i po prostu poszła spać w krzakach w suchych trawach i jutro wyjdzie jak zgłodnieje... Nie wiem już, co robić.... Może ktoś jest z tamtych okolic i mógłby pomóc szukać jutro małej i próbować ją złapać? Jutro nie mam tam transportu nawet i nie wiem, jak się tam dostać... Wszystkiego się odechciewa już...
-
Chciałabym oficjalnie otworzyć [B]ZBIÓRKĘ DLA PSIAKÓW[/B] - grosz do grosza i uzbieramy na ich utrzymanie i leczenie! :thumbs: Jesli ktoś może wspomóc maluchy choć kilkoma złotymi to będziemy baaaardzo wdzięczni ;) Szczegóły w pierwszym poście :) A to Gandalf z wczoraj :( [IMG]http://a6.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc7/s320x320/406499_246323418781095_129322507147854_542807_1969408654_n.jpg[/IMG]
-
[B]Psiaki złapane!!! [/B] :lol: :multi: :thumbs: Udało się to tylko dzięki Pawłowi i jego ekipie, bez których pomocy za Chiny nie dałabym rady tego zrobić - Wielkie, wielkie dzięki! :beerchug: Sunia już siedzi w hoteliku, wczoraj od razu po przywiezieniu wpakowała się na kanapę i poszła spać, a psiak niestety miał poważne problemy ze zdrowiem i trafił do szpitalika w lecznicy :( Było z nim bardzo nieciekawie, ale dziś już jest w miare ok i możemy go zabrać do hotelu :) Oba psy w skutek jedzenia różnych śmieci, które ludzie bez sensu im dawali, jakichś kości, chrząstek, mają jelita w strasznym stanie, potwornie zgazowane, i cierpią przez to dość mocno :-( Sunia nie jest w ciąży, jak podejrzewałam, ale ma pękaty brzuszek właśnie przez te zgazowane jelita. Na razie oba psiaki dostają leki, za jakiś czas czeka je usg, bo na rtg wyszły problemy ze śledzioną... Niestety oprócz kosztów hotelika i wyżywienia doszły nam teraz też niemałe koszty związane z leczeniem beżowego psiaka, który dostał robocze imię Gandalf ;) oraz koszt leków dla niego i suni ochrzczonej Mają, więc będziemy prosili o wsparcie finansowe :oops: "Pies na Zakręcie", który nam pomaga, jest pod kreską i każdy grosz bardzo się przyda! [U]Na tę chwilę koszt leczenia, pobytu w szpitalu i leków wyniósł ok. 490zł[/U] :roll: Do tego dojdzie hotelik i karma ok. 900-1000zł miesięcznie, ale w tej chwili chociaż weta chcielibyśmy spłacić... Dziś wieczorem jak pojadę po Gandalfa będę miała fakturę i będę mogła podać dokładnie jakie są koszty. Generalnie psiaki mają się nienajgorzej, ale jeszcze dochodzą do siebie po sedalinie (niestety musiały go mieć wczoraj podany, bo po złapaniu nie chciały się uspokoić) i wyraźnie bolą je napęczniałe brzuszki :sad: Maja z racji tego że nie potrafi jeszcze chodzić na smyczy została przeniesiona do kojca i będzie tam przez pewien czas razem z Gandalfem. Jak się nauczą na smyczy chodzić to przeniosą się do domu :) Dziękuję Wam za wsparcie, pomoc i rady :iloveyou: Luna, Aldrumka, Beat, Gosia, mtf zalesie :beerchug::Rose:
-
łapanie najpewniej będzie w sobotę. A sunia najwyraźniej jest w ciąży! :angryy: Brzuszek ma wyraźnie pękaty, a jak ją niedawno po nim głaskałam gdy leżała na pleckach, to wydawał się tak samo wypukły jak żebra, tzn. nie było tego jakby "wcięcia w talii"... Jak balonik ;/ Jak długo powinno się czekać ze sterylką w przypadku takiej bezdomnej suni? Trzeba wcześniej odrobaczyć ją czy coś w tym stylu..? Pewnie nie, ale nie mam pewności.. W każdym razie pewnie w ciągu paru dni od złapania będzie musiała być ciachnięta, łe.
-
dziś wieczorem będę wiedziała na 100%, ale wydaje się, że tak :lol: A psiaki zrobiły się niemożliwe, wyjść z ogródków działkowych nie mogę bo mnie śledzą, przeczołgują się pod ogrodzeniem i chcą iść ze mną do domu :roll: Dziś prawie godzinę robiłam ósemki między ogródkami by je zgubić, a te cholery i tak mnie w końcu znalazły nim zdążyłam uciec :wallbash: Żeby tak ładnie chciały też za mną do samochodu wsiąść... :roll:
-
obróżkę boję się założyć, bo psiaki przez różne krzaki, pod płotami się podkopują/przeczołgują - już widzę, jak np. na drut z siatki się obroża zaczepia.. Szelki nie wiem, czy udałoby mi się suni założyć, zresztą ona wszystko gryzie i rozrywa, takim szelkom pewnie by nie darowała zanim by ich z siebie nie ściągnęła ;/ Narazie z obrożą wolałabym spróbować. Myślicie, że bez założenia obrozy i zostawienia na suniowej szyjce "samopas" nie da się suni do niej jakoś przekonać..? [QUOTE]czy w związku z tym jest nadzieja, że dadzą sie złapac bez klatki (obroża i za kilka dni smycz) ? [/QUOTE] Póki klatki nie ma probuję tej metody, ale szczerze mówiąc nie wiem, co dalej, jakby już psiaki jakimś cudem nauczyły się na smyczy chodzić - jak je wpakować do samochodu?? Same na bank by nie weszły, strasznie boją się wszelkich nowych rzeczy i zadaszonym miejsc :shake:
-
beżowy psiak też już zsocjalizowany, chętnie się przytula, natomiast nauka chodzenia suni na smyczy to niestety jak na razie porażka... [B][U]Czy ktoś wie, jak nauczyć wolnożyjącego psa chodzenia na smyczy??[/U][/B] W domu jak uczyć to wiem, raz dwa by pewnie załapała, ale na dworze pojęcia nie mam.. Boję się założyć jej obrożę i zostawić, by się przyzwyczajała, bo się może gdzieś zaczepić biegając po krzakach itp. Jak zakładam ze smyczą, to od razu sunia robi wtył zwrot i się z niej próbuje wyczołgać :roll: