jhet
Members-
Posts
357 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by jhet
-
Grubiutka, nieśmiała Sunia - niestety :((((((( [']
jhet replied to jhet's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
podrzucę Sunię, może jej domek ją wypatrzy...? Choć tutaj to chyba marne szanse na znalezienie DS :roll: -
Grubiutka, nieśmiała Sunia - niestety :((((((( [']
jhet replied to jhet's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
ze szczepieniem trzeba poczekać z tydzień po odrobaczeniu, więc akurat tuż przed ewentualnym wyjazdem bym ją zaszczepiła (albo najlepiej w dniu wyjazdu). -
Grubiutka, nieśmiała Sunia - niestety :((((((( [']
jhet replied to jhet's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
jasne :) Jak coś będę więcej wiedziała to dam znać, ale jak na razie trzymam się wersji, że w pierwszych dniach października Sunia jedzie do Ulaa na DT :) Może zdarzy się cud i znajdzie do tego czasu domek stały, cudownie by było... -
Grubiutka, nieśmiała Sunia - niestety :((((((( [']
jhet replied to jhet's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
nie powinno byc problemu z wujkiem, a nawet jak zabraknie paru dni to najwyżej ja tam pojade na te 2-3 dni, uzbroje się w swojego psa, gaz i patelnię i jakoś przetrwam na tym odludziu :lol: No jakoś to będzie, ale to naprawdę do początku października tylko. Więcej się dowiem od wujka co do jego planów jak tam pojadę, może uda mi się w poniedziałek, to bym wtedy też od razu zawiozła tabletki na robaki dla Suni. -
Grubiutka, nieśmiała Sunia - niestety :((((((( [']
jhet replied to jhet's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Paulina78, Ulaa :iloveyou: Aha, zapomniałam napisać o transporcie - a więc nie wiem, co z transportem 8) Ale jakiś się na pewno znajdzie, a w razie czego sama pociągiem/autobusem Suńkę odwiozę. Będzie dobrze :lol: -
Grubiutka, nieśmiała Sunia - niestety :((((((( [']
jhet replied to jhet's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Sunia nie chadza sobie luzem, jest w takiej jakby zagrodzie, skąd sama nie może wyjść (zresztą wcale nie chce...). Cała wyprawa do Suni, czyli dojazd z Warszawy i powrót, zajmuje niestety ok. 4 godzin jak nie więcej - korki, korki i jeszcze raz korki.... Do października więc jakoś doczekamy, oby tylko wszystko się udało, bo inaczej to nie wiem co będzie :shake: -
Grubiutka, nieśmiała Sunia - niestety :((((((( [']
jhet replied to jhet's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
myślę, że do października spokojnie, tzn. albo uda się wujka tam zatrzymać pare dni dłużej albo najwyżej my pojedziemy do Suni raz na 2 dni dać jej jeść itd. Z dojazdem jest ciężko, 4 godziny minimum w dwie strony zajmuje, więc częściej się nie da - i to tylko dosłownie przez parę dni, ale do października dotrwamy :) Jeszcze raz wielkie dzięki wszystkim, co ja bym bez was zrobiła :) -
Grubiutka, nieśmiała Sunia - niestety :((((((( [']
jhet replied to jhet's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
hej, dzięki wszystkim za chęć pomocy :) Sunia, jak napisałam w pierwszym poście ;) jest na wsi pod Warszawą (ok. 30km od Wawy, ale możemy ją dowieźć gdziekolwiek w Warszawie bądź okolicach). O Suni mogę tylko jeszcze napisać tyle, że jak dziś robiłam jej zdjęcia a wujek ją trzymał na smyczy, to suńka bała się mi spojrzeć w oczy i cały czas odwracała się do mnie tyłem, ale nie uciekała - podeszłam do niej na jakies pół metra i było ok, tzn. wyglądała jakby chciała czym prędzej zwiać, ale nie zwiała i spokojnie sobie stała... Widać było, że czuje mega dyskomfort, ale jednak stała jak ten słup soli i mogłam ją spokojnie obfotografować. Mam jeszcze jej filmiki (mało ciekawe, ale zawsze coś ;) i postaram się je niedługo wrzucić. -
SUNIA prosi o szansę... Kilka lat temu do mojego wujka ze wsi przypałętała się smutna, zagubiona sunia. Nie wiadomo, skąd się wzięła, ale wykopała sobie norę pod ciągnikiem i tam mieszkała jakiś czas, nim mój wujek ją odkrył. Bał się jej, bo jest ona dość dużym psem, i próbował ją odgonić, by sobie poszła skąd przyszła. Ona jednak nie miała zamiaru się nigdzie ruszać, wyglądała tak, jakby spotkało ją coś złego i nie miała już dokąd iść... Dostała więc prowizoryczny wybieg przylegający do rozsypującej się stodoły i budę, codziennie pełną miskę mięsa z makronem, i tyle. Nie mogła zamieszkać z wujkiem, gdyż ma on już jednego psa nietolerującego innych, zresztą jeden pies w małej chatce już mu w zupełności wystarczał. Sunia została w tej zagrodzie do dziś, boi się wszystkich oprócz wujka, na widok człowieka odwraca się i nawet nie ma dość odwagi, by spojrzeć mu w oczy. Stoi tylko na trzęsących się łapkach z podkulonym ogonkiem i marzy o tym, by jak najszybciej schować się gdzieś, gdzie jej nikt nie zobaczy... Duża, grubiutka Sunia (wujek nieźle ją utuczył, jak do niego przyszła była podobno chuda jak szczapa) o smutnym, przestraszonym spojrzeniu, bardzo łagodna, z pięknymi, ciemnymi oczami... Jej dotychczasowe życie na pewno nie było zbyt kolorowe, a warunki, które ofiarował jej wujek, do idealnych też nie należą. Jakoś tam sobie jednak wspólnie żyli, choć wujek wcale nie chciał tej pieski, próbował ją "upchnąć" po sąsiadach, na początku ją wyganiał, ale niestety, został na nią niejako skazany. Teraz jednak musi się z pewnych względów wyprowadzić ze swojej chatki na wsi i przenieść do miasta, i najpóźniej za kilka dni się przeniesie. Zabierze ze sobą swojego małego pieska, ale Suni niestety nie może zabrać. Dlatego PILNIE potrzebny dom stały bądź tymczasowy dla tej biednej psiuńki, ona nie może tam sama zostać. Jest skołtunionym kłębkiem nerwów, wszystkiego się boi, ktoś musiał ją kiedyś bardzo skrzywdzić... Jest jednak bardzo łagodna, spokojna, w ogóle nie szczeka (!!!), nauczona jedzenia mięsa z makaronem, które dostaje raz dziennie. Nie jest zaszczepiona, prawdopodobnie też nie jest wysterylizowana, jej wiek jest nieznany, według mnie jest w średnim wieku (u wujka jest jakieś 3 lata, przyszła do niego już dorosła, ale nie wygląda na starą) - może ma ok. 5-6 lat...? Ale nie dam sobie głowy uciąć. Bardzo więc proszę o pomoc, pilnie potrzebny domek choćby tymczasowy na czas szukania domu stałego, sunia może spokojnie zamieszkać w budzie w czyimś ogrodzie, ma gęste futro i jest przyzwyczajona do spania na dworze. Jest bardzo grzeczna i spokojna, jakby zamyślona, i najbardziej lubi święty spokój - w ogóle też, jak już wspomniałam, nie szczeka, co jak dla mnie jest ewenementem. Może mógłby jej ktoś ofiarować choć ogródek...? I troskliwą opiekę, której nigdy nie miała? Ona tak smutno patrzy, jakby myślała, że jej się już nic nie należy... ;( Czy ktoś jej pokaże, jak to jest mieć dom...? Ona już chyba zrezygnowała i nie ma nadziei, że ktoś ją pokocha... Taką brzydką, grubiutką, skołtunioną Sunię... Poniżej zdjęcia Suni. Aha, Sunia jest na wsi pod Warszawą, ale w razie czego możemy ją dowieźć gdziekolwiek w Warszawie i okolicach. Prosimy o pomoc! ;( Kontakt do mnie: 600 279 666
-
Kicia uratowana, została u mojej cioci :-).
jhet replied to Salo's topic in Kotki już w nowych domach
Wątek na miau - [url]http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=13&t=105601[/url] -
Kicia uratowana, została u mojej cioci :-).
jhet replied to Salo's topic in Kotki już w nowych domach
Jak chcesz, to moge koteczce założyc wątek na miau, tylko powiedz co tam umieścić - to, co w pierwszym poscie, czy cos chcesz zmienic/dopisac...? -
Brzydalek FIV+ prosi o dom na święta... UMIERA ZE SMUTKU! :(
jhet replied to jhet's topic in Kotki już w nowych domach
Kocurek jest w domku tymczasowym (w Toruniu), ale mieszka razem z wieloma innymi chorymi kotami na niewielkiej przestrzeni, i cudownie by było gdyby jednak znalazł ten swój własny, wymarzony Dom, który będzie już tylko jego... Dlatego ciągle szukamy i czekamy... -
[SIZE=5][B][COLOR=#bf0000]Smutny Brzydalek czeka na wigilijny CUD![/COLOR][/B][/SIZE] [B]W ciężkim stanie, z depresją, chory na FIV, PILNIE potrzebuje domu stałego lub tymczasowego!!!!! Kocurek ma depresję, dawno stracił już nadzieję na własny, wymarzony dom... Do tego jest ciężko chory - ma FIV (atakujący tylko koty), i całymi dniami siedzi samotnie w małej klatce, wpatrzony w ziemię... Czy już naprawdę nie ma dla niego nadziei? Czy nie zdarzy się malutki, wigilijny cud...? Prosimy... Maluszek jest w bardzo złym stanie, cierpi na depresję i już nie walczy z chorobą... Mógłby wygrać, ale on już się poddał... Jeśli szybko nie trafi do ciepłego, troskliwego domu pod opiekę, to boję się, że nie uda się go uratować [IMG]http://www.dogomania.pl/./images/smilies/icon_sad.gif[/IMG][/B] [SIZE=4][COLOR=#008000]PILNIE!!! Potrzebny dom tymczasowy lub stały![/COLOR][/SIZE] Kocurka najczęściej widać, jak siedzi wpatrzony w podłogę z przymkniętymi oczami. Jest mu wszystko jedno, już stracił nadzieję na dom, którego tak bardzo potrzebuje... Już mu nie zależy, czeka tylko na śmierć, która może niedługo nadejdzie. Bo choć w ciepłym domu koty z FIV mogą żyć długie lata w dobrym zdrowiu, on nie ma dla kogo żyć, nikt go nie kocha, nikt na niego nie czeka... [B]Był dla niego domek, lada dzień maluch miał jechać do swojego własnego, wymarzonego domu[/B], ale ze względu na chorobę stało się to niemożliwe. Szansa na dom, na życie, była tuż tuż, ale niestety przeszła obok... Jak zawsze... Kocurek już się nie stara nikogo oczarować swym mruczeniem albo blaskiem oczu. Jakby się poddał i wiedział, że nie ma po co, że zostanie tu na zawsze... Ma koci katar, ale jako tako opanowany, i świerzba, czyli schroniskowy standard. Jest bardzo smutny, ale garnie się do człowieka, wyraźnie potrzebuje jego bliskości, i kiedy się go przytuli, zaczyna mruczeć - myślę, że wielki miziak z niego będzie. ALE nie ma dla niego domu i jest skazany na ciasną, schroniskową klatkę do końca życia... [SIZE=4][COLOR=#bf0080]Czekamy na wigilijny cud! Niech odmieni się smutny los samotnego kota![/COLOR][/SIZE] Czy zdarzy się jednak cud, i ktoś przygarnie do serca tego niewielkiego, starającego się zniknąć, kocurka...? Czy tylko dlatego, że jest brzydki, brudny i chory nikt nie chce go przygarnąć do serca? Przecież tak na prawdę on jest rozmruczanym miziakiem, który za chwilę uwagi i dotknięcie ciepłej dłoni odwdzięcza się najpiękniejszym mruczeniem pod słońcem. A [B]pod odpowiednią opieką zamieni się z brzydkiego kaczątka w pięknego Pana Kota[/B]. Ale niestety nikt się nie przekona, jaki z niego piękny kot, choć w nieco zniszczonym futerku, i jak potrafi się przytulać i ugniatać kluseczki na kolanach, nikt nie usłyszy jego mruczenia ani nie zobaczy, jakie ma piękne, niestety niemal zawsze przymknięte oczy... Nikt go nie chce, nikt go nie kocha, bo nie ma lśniącego, czystego futerka, ani wielkich, radosnych oczu... Nikt go nie chce, bo nie jest już małym kociakiem, tylko ciężko doświadczonym przez los kocurkiem. Nikt go nie che, bo nie łasi się do nóg jak inne koty, tylko siedzi w kącie pogrążony w swoim smutku... Czy jednak komuś drgnie serce na widok tego bezgranicznie smutnego, zrezygnowanego pysia, i sprawi, aby kocie futerko znów lśniło a w oczach zagościły iskierki szczęścia...? [SIZE=4][COLOR=#bf0080]Koty z FIV żyją nieraz długie lata, ale potrzebują ciepłego domu i dużo serca...[/COLOR][/SIZE] To koty, które będąc bezdomnymi są skazane na szybką śmierć - wykańcza je depresja, zimno, choroby, na które są o wiele mniej odporne niż zdrowe koty. Koty z FIV to koty wyjątkowe, które moga żyć tylko dzięki opiece człowieka - bez niego zginą... [B]Czy pojawi się Ten wyjątkowy człowiek, który ofiaruje Brzydalkowi jeszcze conajmniej kilka szczęśliwych lat w swoim własnym domu? On wiele nie potrzebuje... Ciepły kąt, delikatne ręce do głaskania, pełna miseczka... Czy to tak wiele? Dla niego to szansa na życie, ratunek, który od dawna nie nadchodzi. [/B] Kocurek nie może mieszkać w domu z innymi kotami ze względu na możliwość (małą, ale jednak) zarażenia ich FIVem. Dlatego szukamy domu bez kotów albo z kotami też chorymi na FIV. Choroba ta nie jest groźna dla innych zwierząt, ludzie czy psy nie mogą na nią zachorować. Wiem, że znalezienie domu maluchowi graniczy z cudem, bo jest chory, już nie młody (ma 8 latek) i urodą delikatnie mówiąc nie grzeszy... Ale jest tak miziasty!!! że hej! Jak do niego przychodzę to wstaje, wita się głośnym mrauu, i przychodzi na porcję głasków :) Pięknie mruczy, ociera się, podstawia główkę pod dłoń, byle go jeszcze chociaż troszkę pomiziać. Uroczy stwór z niego :) [COLOR=#bf0000][B]Czy ktoś da smutnemu kocurkowi ciepły dom...? On tak bardzo tego potrzebuje. BEZ DOMU NAJPEWNIEJ WKRÓTCE UMRZE![/B][/COLOR] [U][B]UWAGA!!![/B] Jeśli znalazłby się dobry domek, to mogę zorganizować transport kota w dowolne miejsce w Polsce!!![/U] [B]Filmiki z kociem z chwilowego pobytu w nieco lepszych warunkach:[/B] [URL]http://www.youtube.com/watch?v=jAfOSnkGCyM[/URL] [URL]http://www.youtube.com/watch?v=7b4kSCMVnCc[/URL] [IMG]http://daro.tox.pl/koty/brzydalekl.jpg[/IMG][IMG]http://daro.tox.pl/koty/brzydalek.jpg[/IMG] [IMG]http://daro.tox.pl/koty/brzydalek00.jpg[/IMG] [IMG]http://daro.tox.pl/koty/brzydalek0.jpg[/IMG]
-
Popatrzcie na zdjęcie malucha :lol: Podpowiem - to nie schronisko :cool3: [IMG]http://daro.tox.pl/zwierzaki/maluch05.jpg[/IMG]
-
no to jak sie nikt inny nie zgłosi do pomocy, to pojedziemy w weekend :)
-
Jak się bardzo postarasz, to ci dadzą chorego zwierzaka - ale trzeba być bardzo przekonywującym, obiecac że sie bedzie dalej psa leczyło w domu, i w razie czego tez porozmawiac z dyrektorką. Więc sie da, ale ciezko jest... Łatwiej, jak ktos znajomy z wewnątrz sie wstawi za nas i pomoze... A maluch ma zwykłe przeziebienie, i na dodatek w kiepskich warunkach anty zdrowieniowych przebywa, wiec myślę że możnaby przekonac schronisko, by pieska wydało do domu. Ale ja tego nie moge zrobic - jak chcesz Awit, to mozemy tam razem w środe pojechac, i spróbujesz cos zdzialac :) A z doswiadczenia własnego wiem, ze "leczenie" zwierząt w schronisku prawie nie istnieje - ledwo sie jakis podkuruje to zaraz znów jest chory, ech. Akurat tobie sie udało i trafilas na szczesciarza, co dał radę sie w tym syfie wykurować.
-
To to ja wiem doskonale :roll: Ja osobiście nie mogę odegrać roli zakochanej w tym piesku, moze ktoś znajomy da sie namówic... A moze ktos z forum? Awit...? :cool3:
-
Podobno (tak powiedział pan z biura adopcji) psiak nadal jest w kliperku, mimo że jest chory... Jesli chodzi o zabranie malucha, to ja bym mogla z kimś po niego pojechać (w sensie, ze mój znajomy by go "adoptował", bo ja już nie moge) w tym tygodniu, tak do 14:00, i go wziąć i przewieźć gdzieś w granicach rozsądku (przypomnę - nie mam auta). Co do późniejszego oglaszania psiaka, to mogę to wziąć całkowicie na siebie. I chyba tyle... Lamia oferuje DT, i tylko wyciągnąć malca teraz trzeba. A swoją drogą, to nieźle go tam leczą... Już 10 dni, i nadal go trzymają na podwórku :angryy: Mój pies się pare dni temu rozchorował (zapalenie krtani itp), i już jest prawie zdrowy, a tamten maluch co? Ciągle chory :shake:
-
Wczoraj lamia mi napisała, że psiaczek w zależności od zachowania byłby albo u niej w domu (ma 3 psy u siebie już) albo w przytulisku fundacyjnym w Siestrzeni, gdzie psiaki mają ładne budy i zagrody i stałą opiekę dwóch opiekunów. Tylko, że właśnie rozmawiałam ze schroniskiem, i maluszek chwilowo NIE JEST do adopcji, bo się przeziębił i jest leczony!!! Od 28 listopada leki dostaje :shake: I jest dość młody, ma ok. 1-2 latek tylko... Biedny maluch... To ja nie wiem, co teraz robić - ma ktoś dojscia, żeby go wuciągnąć stamtąd mimo choroby...? I czy w ogóle ma sens zabieranie go, skoro podobno ma tam duże szanse na adopcję?? :roll:
-
Lada dzień (chyba nawet już jutro, 2 grudnia) nastąpi koniec kwarantanny malucha - czy ktoś mógłby albo zna kogoś, kto może, wziąć go na tymczas?? Psiaczek jest malutki i uroczy, ma długie zgrabne łapki i całkiem ładną, lekko srebrzystą sierść. Jest łagodny ale ucieka/odskakuje przy szybszym ruchu jakby się bał... Jak go ostatnio widziałam miał wielkie, przerażone oczy i starał się zniknąć, skurczyć by być tak malutkim by nikt go nie widział... Więcej o nim nic nie wiem niestety :roll: Jesli ktoś by zaofiarował dom tymczasowy, aby psiak nie musiał trafić do klatki z innymi psami i pewnie utknąć w schronisku na zawsze, to mogę go zabrać ze schroniska i zawieźć do DT a potem pomagac w ogłoszeniach itp. Szkoda malucha no :shake:
-
[quote name='Awit']Piesek jest na paluchu na kwarantannie, w kojcu z małymi psami. Jego numer 2850/09. To fajny psiaczek. Niech ktoś chce takiego maleńkiego śliczniusiego chlopczyka....[/QUOTE] To nie ten, ten piesek ma numer 2915/09. Ale fakt, ten z nr 2850 nawet trochę podobny ;)
-
[quote name='obraczus87']Szkoda, że Go nie złapałaś. Kombinowalibyśmy dome tymczasowy a teraz to którko mówiąc doopa[/QUOTE] Jakbym mogła go złapać, przetrzymać i co tam jeszcze wymyślicie, to bym to zrobiła, tak? To czepianie się nie jest miłe, więc sobie darujcie z łaski swojej. Psiak jest uroczy i ma duże szanse na domek, jak skończy kwarantannę (albo nawet wcześniej) można zacząć działać, robić ogłoszenia itp. Jeszcze kilka zdjęć mam, więc mogę udostępnić jeśli ktoś się podejmie ogłaszania malucha.
-
[quote name='Awit']Oj, dobrze, że przeżył. A jak tam trafił?[/QUOTE] Został zawieziony do lecznicy weterynaryjnej, a stamtąd zabrała go do schroniska straż miejska. Maluch jest uroczy, mocno zdezorientowany, i fajnie by było jakby znalazł domek. Teraz pewnie będzie przechodził kwarantannę i nie będzie go można adoptować, ale potem... Szkoda malca, dobrze by go było wyciągnąć zanim zupełnie wsiąknie w schronisko i złapie jakiegoś syfa czy coś... Wyglądał na zdrowego, ale miał trochę jakby... zrogowaciałą krawędź jednego ucha...? Nie wiem jak to opisać. Poza tym wyglądał nieźle, miał dużo energii, ale nie wiem w jakim jest wieku. Generalnie psiak jest cudny, łagodny, bardzo przyjaźnie nastawiony do wszystkich, i naprawdę malutki, choć na stosunkowo długich łapkach. Przydałby się domek dla niego...:roll:
-
Maluch jest w schronisku na Paluchu, cały i zdrowy, choć smutny i przestraszony
-
[quote name='AGA35']Możesz zawsze zadzwonić do strazy miejskiem i oni powinni zareagować !!! Nie czekaj tylko zrób coś ztym bo psina wpadnie pod samochód i dopiero będzie cierpiał.[/QUOTE] Zgłoszone do straży miejskiej, ale kiedy oni tam pojadą... Jeśli ktoś mieszka blisko i ma możliwość przetrzymania pieska u siebie, to byłoby dobrze... Psiak albo zgubił wlaścicieli, albo został wyrzucony, co jakoś mi tu bardziej pasuje - skąd by się taki maluch wziął w lesie, gdzie poza drzewami nic nie ma... Duzo jest bezpanskich psów, ale ten sobie ewidentnie nie radzi i jest strasznie zagubiony.