Jump to content
Dogomania

LACRIMA

Members
  • Posts

    903
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by LACRIMA

  1. Bernardyn przyjechał do nas z Wołomina, z tzw "punktu przejściowego dla bezdomnych zwierząt". Znajdował się tam pod opieką weterynaryjną lekarza weterynarii Marka Klamczyńskiego. W tej chwili w akcję pomocy temu psu i wyciągnięciu konsekwencji w stosunku do osób za niego odpowiedzialnych są zaangażowane osoby również spoza dogo. Nie wiemy, czy przeżyje. Na chwilę obecną nie nadaje się do żadnego transportu do szpitala czy lecznicy. Lekarz będzie nadal przyjeżdżał do niego. Krytyczne są trzy pierwsze doby. Szczerze mówiąc ma marne szanse.
  2. Bernardyn jest u mosii. Jeszcze żyje. Na ten moment jest bardzo źle.
  3. i zapraszam do kolejnego bernardyna: http://www.dogomania.pl/forum/f28/bernardyn-umiera-pomocy-drastyczne-146603/ Jeśli nie przeżyje tej nocy to wątek będzie krótki
  4. Faktura z Kliniki za operację, szpital, zastosowane leki 1350. Minus wpłacona zaliczka 3.09 1000zł. Dopłaciłam 350 zł
  5. konto jeśli pies przeżyje noc
  6. Odechciało mi się pisać. Informacje, które przekazałam dzisiaj w południe otrzymałam telefonicznie z kliniki. Jesteśmy już w domu. Wszystko w porządku. Lunka śpi. Jest przeziębiona i kaszle (nie kaszel kenelowy). Mam kontynuację leczenia, jutro przyjeżdża lekarz. Będzie przyjeżdżał co drugi dzień. Lunka będzie jeszcze kilka dni dostawała zastrzyki (głównie z powodu przeziębienia) Cefalexim i Metacam. Oprócz tego lekarstwa podnoszące odporność Scanomune. Uszy (jest grzyb) nadal leczone Aurizonem. Należy zwracać uwagę na ranę po operacji, przemywać i ewetualnie gdyby lizała zakryć opatrunkiem. Karma weterynaryjna Hils j/d lub Royal Mobility. Za trzy miesiące prześwietlenie płuc. Gdy będą wyniki histo zostanę powiadomiona. Jutro napiszę więcej, dzisiaj jestem porządnie zmęczona. Pozdrawiam.
  7. Czekam na męża. Jedziemy razem. Z dzisiejszych informacji: Luna dostaje antybiotyk, kaszel kenelowy.
  8. Poczekaj Asia, bo jestem zdenerwowana. Przed chwilą rozmawiałam z Kliniką. Nie uda mi się tak po prostu spokojnie odebrać Luny. Magda straszy w Klinice sądem, nie wiem czy mnie czy Niedzielskiego, mówi, że ma świetne warunki i jest zdenerwowana. Wydaje mi się, że pilnuje momentu przekazania psa. Jadę zaraz do Wrocławia. Nie wiem jak to wszystko się skończy. Jeśli trzeba będzie poproszę o pomoc policję i zawiadomię wrocławski toz. Magda, jeśli mnie czytasz (a wiem, że tak) opamiętaj się. Posiadam wszystkie wymagane prawem dokumenty potwierdzające prawo do bernardynki.
  9. Potencjalny dom odpowiedział na sms. Są na tak. Chcą się spotkać. Może być szybko.
  10. Nie. Ostatnia wpłata była od Małgosi 20 zł.
  11. Puściłam teraz sms do małżeństwa (pan jest weterynarzem), którzy wczoraj dzwonili do mnie. Są z Włocławka i chcieli przygarnąć bernardynkę.W rozmowie b. pozytywnie, warunki wzorcowe, drugi pies onek. Myślałam o innej, ale może ta bardziej potrzebuje. Zobaczymy.
  12. Konto, które zostało udostępnione na darowizny dla Luny jest jedynym przeznaczonym do wpłat. Wpływają one na jeden z rachunków, który jest tylko dla bernardynki. Ponieważ nie prowadzę zbiórek pieniędzy na psy to bez względu na to, z jakim dopiskiem zostanie zaksięgowana wpłata, zostaną one przeznaczone na leczenie Luny i wykazane na wątku. W razie jakichkolwiek niejasności i dla uwiarygodnienia historia rachunku od dnia pojawienia się wątku jest do wzglądu dla osób zaangażowanych.
  13. Dziękuję za zaufanie.
  14. Trudno tak na odległość. Ona jest luzem w ogrodzie i nie ma się gdzie schronić, czy też jest dla niej jakiś kojec? Jest po prostu śmiertelnie przerażona i nie ma to nic wspólnego z agresją. Warczeniem sygnalizuje granice, których na dzień dzisiejszy nie wolno przekraczać. Nie podchodzić, jeśli nie sygnalizuje radości. Nawiązywać kontakt wzrokowy, mówić łagodnym głosem z odległości, bez wyciągania rąk w jej stronę. Stawiać w bezpiecznym dla niej miejscu jedzenie i picie wtedy, kiedy widzi, że to robimy, żeby kojarzyła pozytywnie. Dużo mówić do psa i dać jej spokój. Dużo spokoju i możliwości zaznajomienia się z otoczeniem. Tak długo jak wodzi za nami uważnym wzrokiem jest to dla nas sygnał, że nie czuje się pewnie. Przyjdzie moment, że zacznie sygnalizować wyciszenie (machanie ogonem, spokojnie zaśnie w naszej obecności, przestanie zwracać na nas uwagę), wtedy możemy zacząć przywoływać ją do siebie. Ja wtedy kucam, ale są różne szkoły. Jeśli jest dobrze zsocjalizowany pies na dt to można spróbować puścić je razem. Domowy psiak wprowadzi bernardynkę w nowy dom i wszystko jej pokaże. Jeśli jest kojec to łatwiej. Pierwsze dni są zawsze trudne i jej zachowanie jest typowe dla przestraszonego psa. Spokojnie i w zachowaniu i w myśleniu. Ona wyczuwa wasze zdenerwowanie i sama się denerwuje. Wasz ewentualny strach też. Pomagam jak mogę, na odległość i jedynie na podstawie własnego doświadczenia. Jeśli jest taka możliwość to dajcie jej spokój i odizolujcie. Sami zobaczycie kiedy będzie potrzebowała kontaktu. Jeśli podacie jakiekolwiek uspokajacze to was walnę :mad:
  15. Tomek miał być łagodnym bernardynem. Po takiego jechałam. A to wielkie rozbrykane diable. Przytył, zmężniał, broi i pilnuje. Jak znajdzie się dla niego fajny dom to niech sobie idzie. Pewnie, że zżyłam się z łobuzem. Gdy pojechałyśmy go złapać to tak mnie pogonił, że ledwo zdążyłam wskoczyć do samochodu i zatrzasnąć drzwi. A ten szalał wokół. Z przytupem. Z tymi przekrwionymi oczami wyglądał naprawdę groźnie. Dlatego pojechałyśmy prosto na kastrację. I takiego po zabiegu zabrałam od razu do siebie. Miał spać dobrych kilka godzin a stał na prostych w aucie już po jakiś 20 minutach. Miałam obawy w domu czy zdjąć mu kaganiec. Ale zaczął wymiotować po narkozie i musiałam. I przełamałam się. I jakoś powoli poszło. Teraz jest kochany i przylepny, ale tylko do swoich. Może jeszcze trochę się wyciszy po kastracji. Są ludzie, którzy lubią trudne psy i doskonale się z nimi dogadują. Na takich czekam. A kaukaz Kaszmir ? Też wydawało się, że nie da rady go wyadoptować, taki ostry. I przyjechał Pan i od razu kumple i brzuszek do głaskania. I buzi. Znajdzie Tomek swojego. Niech idzie i zwolni miejsce.
  16. Patrzę sobie na Bartłomieja i myślę, że on na stare lata jest chyba szczęśliwy. Przesypia większość dnia, ostatnio najchętniej w kuchni przy lodówce (tak na wszelki wypadek), ma święty spokój, pełny brzuch i głaskanko. Wszyscy go kochają, jest szefem. Zdrowie dopisuje. Czego chcieć więcej?
  17. Ze względu na bernardynkę Lunę, która dojdzie do stada musiałam "iść na żywioł" i przetestować Tomasza na swoje suki tak z ryzykiem. Bernardynka Lusia zwiała, ale zostawiłam je same i jakoś żyją. Tomek oszalał z radości. Jeszcze nie widziałam, żeby pies tak się popisywał przed suką. Dzisiaj trzeci dzień były razem i jest dobrze. Luśka cała ośliniona i ubłocona, Tomek szczęśliwy. Zastanawiam się, czy nie dać ich razem na zewnątrz. Luśka ma w sobie gronkowca i podniesienie odporności dobrze by jej zrobiło. My w domu za bardzo ją chronimy i ona robi się "taka mala". Z Sonią (suka, sterylizowana, o. niemiecki) od razu się szczepiły. Sonia go ustawiła i spokój. Mijają się, ale nie atakują. Tomek trzyma sztamę z Luśką i udaje, że Sońki nie widzi. Bartek z domu wychodzi rzadko, tylko na siku i resztę, bo mu się nie chce i wtedy Tomka zamykam. Z Bartłomiejem to ja jednak nie będę ryzykowała. Drugiego chłopa moze jednak nie tolerować (oba bez jajek).
  18. Po wypisaniu ze szpitala Luna jedzie do mnie. Nie znalazłam dla niej domu, w którym mogłabym ją ze spokojem sumienia zostawić. Jeśli w trakcie pobytu u mnie taki się znajdzie to bernardynka do niego pojedzie. Będę wtedy brała pod uwagę również jej psychikę. Oferuję Lunie: - odpowiednie warunki bytowe, - doświadczenie w opiece nad chorymi bernardynami, także po traumatycznych przejściach, - towarzystwo innych zwierząt; zsocjalizowane: 2 letnia bernardynka Lusia (delikatna i płocha, doskonale dogaduje się ze zwierzętami, "możesz rządzić bo mnie nie zależy", pierwszy rok w hodowli, odebrana interwencyjnie), 7-8 letni niewidomy bernardyn Bartek (kastrat,wątek na dogo), 7 letnia Sonia, o. niemiecki (jej już nic nie zdziwi), 1,5-2 letni Tomasz, mix benka lub moskiewski (kastrat,do samców ostry, za sukami przepada, popisuje się przed nimi, do adopcji, wątek na dogo) i 13 letni kastrat kot Zygmunt. Szefem jest Bartłomiej i doskonale się do tego nadaje. -oprócz Tomka, który mieszka na dworze (olbrzymi kojec, w połowie zadaszony z wybiegiem w podwójne ogrodzenie, ocieplana buda budowana trzy miesiące przez mojego męża, z okienkami i firankami, zamykany na czas spacerów Bartka) psy mieszkają w domu. Tak wybrały. Latem idą sobie spać na taras lub gdzie tam chcą. Dostęp do ogrodu (aż boję się użyć tego słowa) w szerokim znaczeniu: trawa, las, łąka, staw bez ograniczeń. Oprócz zimy tylne drzwi w domu są zawsze otwarte. Złodziej i tak nie zaryzykuje wejścia, - 24 godzinny kontakt z dobrą lecznicą weterynaryjną ( uratowali Lunę), odległość 20-30 minut samochodem (Łask - Zd. Wola). Wizyty domowe wg życzenia całą dobę. Są to lekarze pierwszego kontaktu wszystkich moich psów, -możliwość dowozu Luny w razie potrzeby do każdej kliniki w kraju, bez ograniczeń czasowych, samochodem odpowiednim do przewozu zwierząt, -współpracę i pomoc w opiece mojego męża i syna (mizianie). Mój mąż ma doświadczenie w opiece nad psami po przejściach. Zastrzyki, wenflon, kroplówki, opatrunki, pierwsza pomoc itp. Byliśmy z psami podczas ostatnich chwil ich życia; eutanazja, -możliwość odizolowania Luny, jeśli będzie taka potrzeba. Pies może potrzebować spokoju, wyciszenia, może być zmęczony i rozdrażniony. Może sobie mieszkać u mnie w pokoju (byłoby mi miło) lub wybrać inne miejsce, - zaplecze finansowe. Każdą pomoc finansową ze strony innych osób traktuję jako chęć pomocy danemu psu i współudział w jego ratowaniu. Podobnie rozumiem swój finansowy udział, gdy sama przekazuję darowiznę na innego psa. Niedopuszczalne wg mnie jest uzależnianie standardu życia psa od bieżących darów przekazywanych przez innych - i oczywiście miłość, czułość, poczucie bezpieczeństwa, zaangazowanie, czyli wszystko to, na to tutaj zwraca się bardzo uwagę, a dla mnie jest oczywiste. Jednocześnie mam nadzieję, że Wasza troska o przyszłość Luny spowoduje również odciążenie mnie w sferze finansowej. Inna pomoc również mile widziana. Ale o tym niebawem sama się przekonam. I oczywiście, jak wszystkie inne informacje dotyczące bernardynki, podam na wątku. Jeśli macie dla Luny lepszy dom to, bez wgłębiania się we własne uczucia, przekażę psa. Pomogę również finansowo. Bowiem ogrom odpowiedzialności za dalsze jej życie spędza mi sen z powiek. Ale nie oddam jej, jeśli nie będę mogła zrobić tego z czystym sumieniem. I wcale się nie upieram, ale jestem jej to winna. Pozdrawiam serdecznie, bo mimo wszystko chodzi nam o to samo. Ewa
  19. Nowotwory kości z natury są złośliwe. Nowotwory łagodne (chrzęstniaki i kostniaki) stanowią rzadkość. Najczęstszym nowotworem kości jest kostniakomięsak (osteosarcoma). Stanowi on 80% wszystkich nowotworów kości u psów. 10% stanowią chrzęstniaki. Reszta to włókniakomięsaki, naczyniakomięsaki, tłuszczakomięsaki. Potwierdzenie, jaki to dokładnie nowotwór uzyskuje się tylko w badaniu histopatologicznym, na które czekamy. O prawdopodobieństwie wystąpienia nowotworu wnioskuje się na podstawie objawów. Typowym jest ból. Później pojawia się opuchlizna, która jest b. bolesna i ciepła w dotyku. Prawie 75% atakuje kości długie nóg. W kończynie przedniej - okolice barku i nadgarstka. Osteosarcoma jest jednym z najbolesniejszych typów nowotworu. Wiele psów poddawanych jest eutanazji z powodu bólu. Jest to wysoce złośliwy nowotwór ze 100% śmiertelnością u nieleczonych psów. Przerzuty występują w płucach i nieraz również w innych organach. Mikroprzerzuty są obecne w 90% już na etapie zdjagnozowania choroby. Są wówczas naczęściej niedostępne diagnostycznie. Podobnie jak przy innych nowotworach złośliwych lekarze nie umieją wyleczyć o. Stosowana jest jedynie terapia paliatywna: walka z bólem i ograniczenie nowotworu pierwotnego i jego przerzutów. Dlatego amputacja łapy u Luny (prawdopodobnie najskuteczniejszy sposób walki z bólem i ograniczenie nowotworu pierwotnego). Jeśli u bernardynki zostanie zdiagnozowany nowotwór złośliwy ograniczenie jego przerzutów polega na chemioterapii i napromieniowaniach. Amputacja bez chemioterapii: 10% szans na przeżycie 1 roku. Amputacja z chemioterapią: 20-40% na przeżycie 1 roku, 7-20% na przeżycie 2 lat. Chemioterapia i napromienienie: do 50% szans na przeżycie 1 roku. Po chemii pies czuje się źle i bardzo źle. I nie ma świadomości, że walczy z rakiem. Czekam na wyniki badań histopatologicznych i do czasu ich otrzymania wolę być przygotowana na najgorsze. Mam nadzieję i wierzę, że nie jest tak źle. To tylko statystyki.
  20. Margol, na pewno RC, ale dokładnie nie pytałam się. Ceny też nie znam, pewnie coś ok. 250 jak zawsze. Wszystko będzie wiadome na miejscu. Wiesz, tak przez telefon, gdy oni mają tam ciągle tylu pacjentów to ja tylko najważniejsze. Ale Ty żadnych pieniędzy nie wysyłaj. Będzie karma, wiadomo jaka i za ile, będę miała rachunek za leczenie, będą dalsze zalecenia to wtedy będziemy myślały. I podziękuj proszę osobiście Zuzi za pomoc.
  21. to jest ładne allegro, chwyta za serce
  22. Ok. 21 dowiadywałam się o Lunę. Rozmawiałam z jedną z lekarek, dr Niedzielski przeprowadzał zabieg. Dokładnie internistycznie to jedynie On, ale wg Pani Doktor nie ma powodów do niepokoju. Mała ma dobry humor, jest bardzo przyjacielska do ludzi i zwierząt. Wg słów Pani Doktor aż za bardzo. Domaga się stałej uwagi i pieszczot; kładzie głowę na kolanach i wpycha pod pachę. Chodzi sobie tu i tam, apetyty dopisuje. Przytyła i trzeba później uważać, żeby jednak nie za dużo i nie za szybko. Potrzebuje sporo nieforsującego ruchu, ma sobie ćwiczyć nowy sposób poruszania się i budować mięśnie, a nie obrastać w tłuszcz. Wyników histopatologicznych jeszcze nie ma. Ponieważ służy jej karma dobrana przez lekarzy to po wyjściu ze szpitala nie powinno zmieniać się jej diety. Zamówiłam od razu worek do odbioru na miejscu.
  23. Moje wiadomości o Lunie z powodu odległości są na razie ograniczone. Dzwonię codziennie i dowiaduję się przede wszystkim czy nie dzieje się nic niepokojącego. Jestem umówiona na telefon o każdej porze, gdyby było coś nie tak. Gdy będę we Wrocławiu dowiem się szczegółów odnośnie dalszego postępowania i oczywiście ewentualnej protezy. Czekam z dużym niepokojem na wyniki histopatologiczne, bo od nich właściwie zależy dalsze działanie.
  24. Dzisiaj na konto Luny wpłynęło: 1. MARGOL - 20 zł Bardzo Gosiu dziękuję w imieniu Luny
×
×
  • Create New...