Jump to content
Dogomania

Florentynka

Members
  • Posts

    7536
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by Florentynka

  1. [quote name='Charly']Króliczek kochany:loveu: dobrze, ze go jenot nie zjadł...:) a co do Lucka- Lucek to też bylo przeciez imie Łucji...przynajmniej była taka propozycja. Teraz oczywiscie widzę, ze jednak lepiej zostac przy Łucji, bo zamieszanie faktycznie straszne. i jak ocena na wystawie? co się za taki występ dostaje?[/quote] Jakimś cudem udało się cholernikowi przekonać panią sędzię, że jest gruby i ma krzywe nogi przednie i tylne, oraz że porusza się ciężko i niechętnie. Ponieważ nie zdołał udać, że ma krzywy zgryz i brak jąder to dostał ocenę bardzo dobrą. Ku mojemu zdumieniu kobita napisała w karcie oceny, że Gjalpo ma piękną szatę - cóż, jak ktoś gustuje w wyliniałych resztkach, dobrze zmoczonych i utaplanych w błocie...(wyliniałe, bo to najgorszy moment, on teraz zmienia całkiem sierść, ogon ma jak szczotka do butelek, obrzydliwość). A po wystawie poszliśmy na spacer z Sonią - lekki wytworny trucht, dumnie uniesiona głowa i łapki stawiane prosto i z gracją. Wreda i tyle. Widac nie chce zostać reproduktorem - nie wie głupek co traci.
  2. Majuska, nie lubisz króliczków? Króliczek ten, nawiasem mówiąc ma szlaban na wyjścia luzem, odkąd przez 2 godziny bawił się w ciuciubabkę z trzema osobami próbującymi go odłowić. Podejrzewam, że stado psów też by wykończył. Wczoraj rano natomiast stado brało udział w odławianiu kaczki. Kaczka przelazła od sąsiadów, zostaliśmy poproszeni o odłowienie i zwrot. Psy naganiały kaczkę na Adama, sąsiedzi za siatką wyli zgodnym chórem "zabije ją, zabije" my uspokajaliśmy, że nie zabije sąsiedzi na to że "to umęczy"...W końcu dzięki manewrowi oskrzydlającemu w wykonaniu Gjalpa kaczka została zagnana prosto w ramiona Adama i zwrócona prawowitym właścicielom. Nie wiem, skąd wszystkie nasze psy to wiedzą, ale wiedzą - drobiu się nie tyka ( póki żywy i nieprzetworzony) - wszelkie zbiegłe z sąsiedztwa drobie mogą się u nas czuć bezpiecznie. Bażanty też są zaliczane do drobiu i bezkarnie snują się nam po ogrodzie. Ach, jakie ja mam mądre pieski!
  3. Ajaj. Charly, jak jeszcze Ty się włączysz w to wielkie mieszanie w zwierzętach to dopiero będzie...Nie Lucek sterczał przy króliku, tylko Łucja. Lucka przy tym nie było. Pokazuję i objaśniam: Łucja = dawniej Lucia Lucek = Lucyfer, pies Doroty, u nas bywa służbowo Luśka = Lukrecja - królik. Sonieczka = wiadomo. Buba = prawdopodobnie trzymana w szafie lub zjedzona... To teraz będzie o Lukrecji (króliku). Kiedyś Lukrecja kicała sobie luzem po ogrodzie. Pod wieczór poszłam ją zgarnąć, ale nie mogłam cholery znaleźć. Powoli się ściemniało. Czołgałam się, rozgarniałam chaszcze cmokałam i wydawałam inne idiotyczne odgłosy. Nic. Wypuściłam psy ( wtedy były tylko 2 - Sonia I i Florence) i kazałam im szukać króliczka - nie znalazły. Szukałam z latarką, bo się już ściemniło - bezskutecznie. W końcu niby poszłam spać, ale nie spałam, zamiast tego przeżywałam ponure wizje biednego królika który zszedł pewnie na zawał, zjadła go sowa i nietoperz i jeż i lis i jenot... I myślałam, że może jak chociaż skórka została, to znajdę i wypcham i będę podsyłać mojej siostrze zdjęcia, że niby wszystko z Lukrecją ok ( bo Lukrecja to jest podrzutek mojej siostrzyczki) i jakoś powoli ją przygotuję psychicznie na stratę króliczka. Jakoś o 4 rano zaczęło się robić jasno, więc wstałam i pobiegłam do ogrodu i znalazłam w żywopłocie króliczka - całego, zdrowego i niezwykle zadowolonego z siebie!
  4. Po pierwsze - skoro znów ukradł wątek to możecie zobaczyć co z niego za paskuda [url=http://www.youtube.com/watch?v=mfqmAT_GeGM]YouTube - mój wstrętny pies[/url] Po drugie - pocałowany królik prawdopodobnie uległby utopieniu - mastifki się ślinią, niestety. Po trzecie czy naprawdę nikt nie dostrzegł pięknej euforycznej Sonieczki na tych zdjęciach?
  5. [quote name='Charly']no tak- teraz jak to mówisz tez to widzę- lenistwo intelektualne to coś strasznego. chyba muszę zacząc rozwiązywac krzyzówki:evil_lol:;) agility- jak najbardziej dla Łucji:lol: wspólne tarzanie w kupie jest suuuper hehehehhe[/quote] ależ ja to po prostu "wygooglałam"...w krzyżówkach tego i tak nie będzie przez umlauty. A agility spróbujemy, a co - dziś było pakowanie się do torby, czołganie pod krzakiem i skoki z jednej kanapy na drugą. A wieczorem rolowanie się w łóżku. Co do tarzania - uważam z jednej strony dzielenie się zdobyczą za dobry objaw, a z drugiej - mam lepsze pomysły na spędzenie weekendu niż pranie psów.
  6. nazwa oznacza "psa zachodnich gotów". Heh, ale mi się skarb trafił! Swoją drogą rozważałam ostatnio jakieś małe agility albo co, bo Łucja ma niespożyte pokłady energii i dużą wolę współpracy. A bawi się jak młody pies - takie szaleństwa odstawia - dzikie gonitwy, podskoki. Dziś zachowała się paskudnie albo kurtuazyjnie - zależy z której strony na to patrzeć - odwiedziła nas Sonieczka i Łucja zaprosiła gościa na wspólne tarzanie w kupie (jakiś jeż chyba miał biegunkę) no i miałam dwie sucze do prania - wiadomo, w niedzielę to sobie człowiek odpocznie...
  7. Odniosłam raczej wrażenie, że wszyscy chcieli się z królikiem bawić, ale na wszelki wypadek jak Gjalpo zabrał się za podnoszenie klatki ewakuowaliśmy królika. Królik, wbrew powszechnej opinii na temat wrażliwości królików, jest kawał francy i nie boi się absolutnie niczego. Więcej zdjęć z dnia dzisiejszego jest tu: [url=http://picasaweb.google.pl/karmatsetenlhamo/RozneFazyPsiejEkstazyICzyzbyNaObiadByKrolik#]Picasa Web Albums - Aśka - różne fazy ps...[/url] A Łucja dostała od mojej mamy w prezencie identyfikatorek i jest z niego bardzo dumna: [IMG]http://img218.imageshack.us/img218/7619/identyfikator.jpg[/IMG]
  8. Sonia już zupełnie naprawiona i szaleje: [url=http://picasaweb.google.pl/karmatsetenlhamo/RozneFazyPsiejEkstazyICzyzbyNaObiadByKrolik#]Picasa Web Albums - Aśka - różne fazy ps...[/url]
  9. A tak było dziś: Łucja i Lukrecja [IMG]http://img268.imageshack.us/img268/6314/ucjailukrecja.jpg[/IMG] zbiorowe prześladowanie królika: [IMG]http://img65.imageshack.us/img65/466/przeladujkrliczka.jpg[/IMG]
  10. [quote name='Miśka84']Z nikim:evil_lol::evil_lol::evil_lol::evil_lol::evil_lol:[/quote] Wręcz przeciwnie, Łucja wygrywa i rządzi!
  11. małe sprostowanie - ewentualny medalista. Jak będzie się tak dalej zachowywał to nici z tego. A suk, obawiam się nie przemycę - na wystawach panuje odrażająca dyskryminacja kundelków...
  12. O tak, historii o psiskach byłoby co niemiara do opowiedzenia... Żałuję szczerze, że nie miał kto sfotografować moich dzisiejszych ćwiczeń z psem... Spróbuję opisać - wyobraźnia musi wam wystarczyć. Truchtam w kółko po trawniku, w prawej ręce kawałek suszonego płucka, w lewej smycz. Na smyczy Gjalpo - albo próbuje się opierać i przysiadać na zadzie, albo radośnie szczypie mnie w tyłek. Pod nogami kłębią się Łucja i Flo, usiłując wyrwać mi suszone płucko - podskakują i opadają jednocześnie biegnąc w kółko, Gjalpo potyka się na nich i depcze biedactwa. U ogona wisi mu służbowy Lucek, który dziś został u nas podrzutkiem na godziny. Truchtam, wlokę, motywuję słownie wykrzykując na przemian "biegniemy" i "ślicznie" z przerwami na "won cholero", potykam się o kłąb suk, padam zadem w mokrą trawę, zostaję rozłożona na łopatki. Przepotwornie zapluty ( widok jedzenia nie powoduje współpracy,ale powoduje obfite ślinienie) mastif ląduje na mnie, ktoś depcze mi głowę, ktoś drapie mnie w brzuch - zostaję wypatroszona - to znaczy psom udaje się dobrać do torebki z nagrodami w wewnętrznej kieszeni mojej kurtki - ktoś porywa torebkę, wysypują się na mnie suszone płucka, zwycięska Łucja oddala sie z pustą torebką, reszta nad moimi zwłokami walczy o to co się z torebki wysypało...Obawiam sie że mam szansę na specjalną nagrodę za sposób prezentacji psa...
  13. Albiemu - padłam trupem.:lol: Majtek szyć nie będę - próbuję jednocześnie pracować, ogarnąć chałupę, dostarczyć rozrywki stadu - śmiertelnie ukiszone są, bo deszcz leje ( a jak wiadomo w czasie deszczu pieski się nudzą) i poćwiczyć z Jego Wyskością, żeby raczył na ringu pokazać sędziemu co innego niż podwozie... Pies z prezerwatywą to absolutnie cudna historia, to już niech Łucja je sobie te majtki, przynajmniej wiem że moje. A wierszyk przepiękny! I, paradoksalnie, przypomniał mi dawne czasy, bo już mi się zdarzyło kiedyś za psem gonić bez odzienia. To był schroniskowy ON, miałam go dwa tygodnie zaledwie jak pojechaliśmy w góry. O piątej nad ranem psisko wyskoczyło oknem (parter) i poszło w wieś na kury - na szczęście łomotu narobił wyskakując, obudził mnie no i ja za nim przez to okno,w majtkach jedynie i boso goniłam drania po mokrych zaroślach i łopianach po pas. Ech, to były czasy...
  14. hej, a byłyście tu? [url]http://www.dogomania.pl/forum/f99/piekna-bizuteria-made-koss-dodane-nowe-na-bonusa-dwie-sunie-do-25-06-a-140186/[/url] a byłam dziś u Soni - chodzi w głupim kubraczku dalej, ale skacze jak kangur i szaleje straszliwie - znaczy że wszystko pięknie i w porządku. W czwartek wyciągamy szwy.
  15. [quote name='Dzika_Figa']Dlaczego od razu kłapciate? Przecież to neiatrakcyjne dla psa !!! Uważam, że wszyscy, którzy maczali palce w adopcji Łucji, powinni teraz mojej siostrze wysłać po parze bardzo eleganckich, drogich i atrakcyjnych majtek. Z przeznaczeniem na pożarcie, rzecz jasna. :p[/quote] Eee tam, siostra. Poradzę sobie. W końcu to ja wiem, jakie majtki Łucja lubi najbardziej...
  16. no, jak tam byłam ostatnio, to zadnej Buby nie widziałam, pewnie ją trzymają w szafie zamkniętą. Ale za to wszyscy kochają Kangura...
  17. [quote name='Miśka84']o matko, tekst o majtkach...........popłakałam się :grin::grin::grin::grin::grin:[/quote] Popłakałam to się ja, oni mi wszystko zjedli i teraz jestem sierota bez butów i bez majtek...
  18. Miśka: mówisz - masz Nie tak znowu dawno temu i nie tak znowu daleko stąd żyła sobie mała, szara suczka imieniem Lucia. Lucia była bardzo biedna i nie miała własnego domku. Mieszkała z innymi nieszczęśliwymi pieskami w schronisku dla zwierząt. Często brakowało im jedzenia, często marzły, a najgorsze było to, że nie miały swoich ludzi. Nie miał kto o nie dbać, napełnić miseczki, czesać futerka, bawić się piłeczką, nie miał kto głaskać i przytulać. Lucia bardzo marzyła o własnym domku i o własnym człowieku. Pewnego dnia Lucia siedziała zmarznięta nad pustą miseczką i płakała rzewnie nad swoim gorzkim losem. I nagle...zaszumiało, zamrugało i przed Lucią pojawiła się jej matka chrzestna - dobra wróżka. "Nie płacz mała Luciu. Jesteś miłą psinką i masz dobre serduszko. Znajdę dla ciebie domek i człowieka." - powiedziała dobra wróżka. I jak powiedziała tak zrobiła. I Lucia zamieszkała w prawdziwym domku, o którym tak długo marzyła. Miała teraz własną miękką kanapę, pełną pyszności miseczkę, szczoteczkę do futerka, dużo pięknych kolorowych zabawek. I miała swoich własnych ludzi, którzy bardzo ja pokochali. Ludzie pozwalali jej spać w swoim łóżku, przytulali ją i głaskali ile tylko chciała i bawili się z nią piłeczką. Miała też duży ogród, po którym mogła biegać do woli. Któregoś dnia Lucia wygryzła dziurę w siatce i uciekła z ogrodu. Jej ludzie bardzo się martwili. Biegali, rwali włosy z głowy i szukali swojej szarej suczki. I znaleźli. Wieczorem Lucia zjadła majtki swojej pani. A potem ugryzła kota i pobiła się z koleżanką o piłeczkę. Jej ludzie mówili "Ach Luciu, przecież jesteś miłą suczką i masz dobre serduszko. Dlaczego postępujesz tak, że przez ciebie się denerwujemy i martwimy? Prosimy cię, przestań uciekać, zjadać majtki, gryźć kota i baw się ładnie z koleżanką zamiast ją bić." Drogie dzieci - gdyby to była prawdziwa bajeczka, to Lucia powinna zrozumieć swój błąd i przejść głęboką przemianę moralną, uznawszy swoje brzydkie postępki za przejaw czarnej niewdzięczności. Ale to jest bajeczka dla nieznośnych bachorów, a morał z niej jest taki, że możecie być nie wiem jak nieznośne - jak ktoś was kocha to mu nie przejdzie, nie ma obaw. Więc Lucia, zamiast wziąć sobie do serca wyrzuty i prośby swoich ludzi postanowiła sobie nic z tego nie robić - dalej od czasu do czasu uciekała, zjadała to i owo, gryzła kota i biła koleżankę. A jej ludzie, zamiast odebrać jej przywilej sypiania na kanapie, zmniejszyć racje żywnościowe i schować ulubioną piłkę z dnia na dzień kochali ją coraz bardziej...
  19. [quote name='becia66']Ło matko :crazyeye:....a gdzie to w Krakowie można napić sie kawy z psem na krześle ? :shock: A Łucja rewelacja :loveu:....cóż powiedzieć - Światowa Dama.....:B-fly::gent:[/quote] Jak to gdzie? Na Kazimierzu,w naszej ulubionej knajpce, nazywa się "les Couleurs" , a nieoficjalnie Kolory. Wszystkie nasze psy tam bywają ( ale nie naraz, w małych porcjach) i nie tylko nasze. Klimat wybitnie pro psi, i mają genialne espresso. Łucja zachowywała się bez zarzutu, ale widać było, że troszkę nerwowa - nie zjadła całej szyneczki...
  20. A dziś Łucja pojechała z nami do miasta na kawę, żeby nie była takim całkiem dzikim wiejskim psem. [IMG]http://img195.imageshack.us/img195/613/wkolorach2.jpg[/IMG] [IMG]http://img199.imageshack.us/img199/2881/wkolorach1.jpg[/IMG]
  21. Beciu - dziękujemy za propozycję, ale z butami to jest tak, że żaden szanujący się pies nie tknie niepotrzebnego obuwia. Musi to być obuwie użytkowe i najlepiej lubiane. Ideałem jest zjedzenie jednego buta z każdej pary, wtedy człowiek ma ten drugi, żeby rozpamiętywać co stracił na rzecz swojego ulubieńca. Majuska - one dostają różne żujki i gryzaki, ale po pierwsze z dwojga złego wolę się budzić wśród strzępów buta niż sprasowanych jelit, a po drugie buty zżera tylko Gjalpo, suki nie są zainteresowane więc nie dochodzi do konfliktów, w przeciwieństwie do sytuacji kiedy w robocie są oficjalne psie gryzaki - wtedy odbywają się podchody, kradzierze, wojny podjazdowe, brutalne zabory i kłapanie paszczami. Majka50 - no pewnie, moje psy to najlepszy serial świata, godzinami mogę się na nie gapić!
  22. Sonia jeszcze ogłupiała po zabiegu, ale już dzielnie łazi, była na spacerku nawet i obsikała sobie kaftanik, ale mamy na zmianę drugi, turkusowy...
  23. Ja wiem, że to jest wątek Łucji. Ale Łucja żyje w stadzie i nie mogę jej wyrywać z kontekstu. Moje psy chyba się na mnie uwzięły ostatnio. Łucja jakby chwilowo grzeczna, więc drżę co kombinuje. Ostatnio była ucieczka w środku nocy. No bo tak. Gjalpo jest psem stróżującym, szczególnie w nocy. Jak to robi w domu, to się spać nie da, nic się nie da, bo on ma głosik potężny. To się jemu zostawia otwarte drzwi do ogrodu. No i miał te drzwi otwarte, a Łucja sobie spała na górze koło komputera ( Adam ją wyrzucił z sypialni bo siedziała mu na głowie i gadała). No i Gjalpo się rozdarł, Łucja pognała na dół drzeć się z nim, ja za nią, usłyszałam, jak szczekanie się oddala w głąb ogrodu, no więc wróciłam na górę po buty. I tu będzie dygresja długa , w sprawie butów. Zjedzono mi wszystko. Systematycznie, noc w noc upiorny Gjalpo przychodzi do sypialni, wyciąga jakiś but z garderoby i mlaskając żuje do rana. Więc kupiłam sobie sandałki i trzymam je na półce nieosiągalnej dla psa, a dla mnie osiągalnej po wspięciu się na taboret. No więc znalazłam taboret, wspięłam sie po buty i pognałam do ogrodu. Po drodze przytomnie wzięłam czołówkę. Łucji juz w ogrodzie nie było, przeszukałam wszystkie chaszcze...nic. No to wróciłam do domu, obudziłam Adama, zamknęłam Gjalpona i Flo w domu i ruszyliśmy na poszukiwanie Łucji, znaczy tak mniej więcej na cmentarz. Wyobraźcie to sobie. Ciemno i straszno, półprzytomny i zaspany Adam mamrocząc przekleństwa czolga się po krzakach z lampką na czole, ja truchtam w kółko nawołując pokrakę i gwiżdżąc, nietoperze krążą zdezorientowane, przerywamy milosne uniesienia kilku parom kotów, co chwilę oślepia mnie blask halogena z lampy, ktorą Adam nie wiedziec czemu blyska mi po oczach. Łucji nie ma. Postanawiamy sprawdzić nasz ogród raz jeszcze, a potem ja mam dalej krążyć na piechotę, a Adam ma wziąć samochód i jeździć. Wpadam do domu, na balkon, zwisam przez barierkę z tą kretyńską lampką na czole i kręcę łbem,żeby oświetlić okolicę. I nagle widzę Łucję, na środku trawnika, żwawym truchtem zmierzającą do domu... Łucja zostaje zapakowana do sypialni i do rana jest spokój (względny). Rano budzi mnie pomstujący Adam, bo wypuszczone rano psy rozwlokły śmieci i po całym domu, między innymi zawlokły na kanapę pudełko ze skisłym mlekiem i wlały zaśmierdłą serwatkę w kanapę. Piorący odkurzacz został pożarty już dawno, więc wybebeszamy kanapę i klnąc pierzemy ręcznie. Potem jest normalnie, to znaczy usiłuję pracować, co pięć minut zrywając się żeby sprawdzić gdzie jest Łucja. Dorota przywozi Lucka, który się ślicznie bawi z Gjalpem, szkoda tylko, że w pracowni. Co chwilę coś sie przewraca, coś się wylewa, ktoś wdeptuje w farbę i trzeba lecieć myć łapkę, ktoś porywa jakieś narzędzie i wynosi. Łucja zabiera Luckowi zabawkę - piszcząca gumową kość - instaluje się z nią na kanapie i monotonnie głośno piszczy. Po godzinie tracę cierpliwość, zabieram kość i odkładam na półkę z książkami - Łucja przejawia talenty alpinistyczne, próbuje po oparciu kanapy, po stole i po półkach dostać się do zabawki. Biorę parówę pod pachę i wynoszę do pracowni, zamykając drzwi, do których zaraz zaczynają się dobijać Gjalpo z Luckiem. W tle wyje Flo, a york drze mordę, bo coś się dzieje. Wieczorem robi się trochę spokojniej. Postanawiamy pogapić się na jakiś film - nie mogę usiąść na kanapie, bo zaścielają ją szczątki mojego kolejnego buta. Sprzątając mocno rozdrobnione szczątki pokazuję Adamowi co zostało z buta - obcas i pasek wokół kostki. "Co on biedak będzie żuł tej nocy?" słyszę "masz drugi z tej pary?". Tak mniej więcej z drobnymi wariacjami wygląda nasz normalny dzień. A teraz idę posprzątać, bo Gjalpo ukradł torbę bułki tartej i opanierował sobie legowisko i nie tylko...
  24. Sonieczka po zabiegu: [IMG]http://img268.imageshack.us/img268/605/posterylce.jpg[/IMG]
×
×
  • Create New...