-
Posts
2783 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by marako
-
Dziś kolejny miły mail od "domku" Bravy. Bardzo ucieszyli się, że wkrótce będą mogli już być razem z malutką. Teraz jakoś spróbuję skontaktować się z osobą z Jarocina w sprawie wizyty (państwo jak najbardziej akceptują, a nawet są zadowoleni, że są takie procedury, bo wtedy wiadomo, że psiaki trafiają w dobre ręce). Obie sunie już coraz mniej mają zgrzytów z resztą sfory, zazdrość po obu stronach maleje. Maluchy są nieco większe od naszych yorczek i śmiało sobie poczynają - Costa śpi w najlepsze w legowisku jednej z yorczek. Mam w tych dniach nieprzewidziane zajęcia, bo wczoraj ktoś rąbnął mi tablice rejestracyjne. Musiałam dziś posiedzieć na policji, żeby to zgłosić, a jutro wydział komunikacji i wyrabianie nowych. Nie wiem, ile już zdążyli nakraść paliwa w moim imieniu - ale jak mi powiedział policjant, jest to bardzo częsty proceder - mają kilka zgłoszeń dziennie od stacji benzynowych o kradzieży paliwa na kradzione tablice. No i kłopot, bo nie powinnam jeździć teraz takim autem bez numerów. A tak czekałam na czwartek, kiedy miałam szansę być w domu przez zmrokiem i pójść z psami na długi spacer. Kolejny dzień, gdy są tego pozbawione i po prostu nieszczęśliwe, a Hondę roznosi energia.
-
Sznupkowy Oddział Psychiatryczny vs Geriatria i koty... no i ja
marako replied to malawaszka's topic in Foto Blogi
Ach, takie jasne noce ze skrzypiącym pod nogami śniegiem... Cudnie wygląda taki domek na odludziu ze światełkiem w oknie. Ale nie martwcie się - jutro wszyscy będziemy mieli śnieżek! (tyle, że noce mogą być już bezksiężycowe).- 49449 replies
-
- czarcie kopytko
- malawaszka
- (and 5 more)
-
Zjrzałam na konto - wpłynęły te 322 zł, malawaszko. Faktura będzie pod koniec tyg.
-
[quote name='Poker'] Jak przyszły DS chce tylko zdrowego psa dostać , to znaczy ,że to nie jest ten dom. [/QUOTE] Wcale nie uważam, że dom, który boi się wziąć psa chorego, to nie ten dom, do którego powinno się oddawać psa. Ludzie zwykle (zwłaszcza przy pierwszym psie) nie chcą od razu mieć kłopotu z psem, którego jeszcze nie znają, z którym nie zbudowali jeszcze więzi. Nic do tego psa nie czują jeszcze, trudno się dziwić, że wolą rozejrzeć się i znaleźć psa, z którym będzie im łatwiej organizacyjnie i finansowo. Ludzie, które biorą psa szczególnie biednego, chorego, bez szans, to wyjątkowo rzadkie przypadki, widocznie ci ludzie przeżyli już kiedyś satysfakcję, jaką się ma pomagając tym najbiedniejszym. Jak ktoś tego nie przeżył, jeszcze nie poczuł i boi się takiego wyzwania, to nie znaczy, że trzeba go traktować jako nie ten dom. Do wszystkiego się dojrzewa (albo i nie, niestety).
-
[quote name='Nikaragua']bazarek się skończył, rozliczam, będzie 68zł z niego[/QUOTE] To, z czystym sumieniem zamówię w necie karmę (kupowanie w sklepie po kilogramie okropnie nieekonomiczne, przepłacone prawie dwukrotnie) - w końcu jedna sunia zostanie na dłużej, a i druga na jakiś czas też. Dzięki.
-
No tak, ale co z tą cystą/ropniem? Miałam poczekać kilka dni, żeby zobaczyć co to takiego. No i wykończyć lamblie. Ale to będzie ten dom, dam wkrótce znać co i jak i będę prosić kogoś stamtąd o wizytę. Malawaszka pisała, kto tam mieszka.
-
Oczywiście zawsze zanim napiszę, wywala mnie z dogo (zawsze mi ktoś w domu truje nad uchem o swoich problemach i nie daje się skupić na pisaniu, więc idzie to 3x wolniej), muszę się znów logować i pisać drugi raz i tak w koło Macieju. A net mam wolny jak ślimak.
-
Mam miłą wiadomość. Ten domek z Jarocina na 100% podjął decyzję o tym, że chce wziąć Bravę. Ponieważ przedstawiałam im rozterki, jak jej mama zniesie rozłąkę, pisałam szczerze, że czekają ją dwie operacje i że nie chcialłabym podwoić jej stresu, są gotowi poczekać na stosowny moment do adopcji, żeby jak najmniej zaszkodzić mamie, ale już uważają ją za swoją i do tej myśli się przywiązali, patrzą na zdjęcia już jako na swoją sunię. Nawet tak sądziłam, że może Państwo dojrzeją do myśli o obu suniach (jeszcze nie straciłam tej nadziei), dlatego zaznaczyłam, ze Bravę jeszcze przez jakiś czas będę chciała zatrzymać dla Costy. Ale w zasadzie po wyjaśnieniu, co z tym guzkiem, czy się wchłonie, czy nie, będę ją chyba tam oddawać.
-
Dzięki wielkie. Ale niepotrzebnie się pospieszyłaś, bo do weta w ciągu najbliższych 3 dni nie zajdę - do czwartku od rana do wieczora jestem w pracy. Najwyżej zadzwonię, żeby przygotowali, a odbiorę w piątek lub nawet w weekendzie. Mój tz wciąż w stolicy ostatnio, a ja teraz jeżdżę pociągami do pracy, bo auto dogorywa i kupiłyśmy z córką aglomeracyjne bilety, PKP + komunikacja miejska. Jestem mało mobilna, żeby wieczorem jeszcze w te mrozy jeździć po wrocku, zamiast od razu na PKP i do domku. Jakby co, to z psami jest mój syn (zdał!!!, teraz tylko obrona). Ale to leniwiec i nawet na spacer nie wyjdzie z psami - głównie wypuszcza na ogród. Dobre i to, bo mogę trochę zaplusować w pracy i dłużej posiedzieć. Ale wypuszczanie nie jest bezpieczne, bo te małe szelmy przechodzą przez szpary pomiędzy prętami. Raz mnie wystraszyły bo zniknęły po 3 minutach z ogrodu (zwykle siedzą pod sosnami przy kompostowniku) i jak w panice pobiegłam ich szukać widząc oczami wyobraźni przeczesywanie lasu przez całą rodzinkę, to okazało się, że tak jak wyszly ode mnie, to weszły do sąsiada i musiałam je wyjmować między prętami. Obszczekały mnie, a mała chciała mnie pogryźć, bo wtedy jeszcze nie lubiła na ręce wchodzić, a ja nie chciałam sąsiada wzywać, by mnie wpuścił na posesję, tylko cichcem je wyjąć, żeby nie zauważył.
-
To już sama nie wiem, Kora pisze, że Nikaragua, Ty, malawaszko, że ja mam podawać. Bo chyba nie zwrócili wetowi, a ja nic o tym nie wiem???
-
Przejrzałam wątek sterylkowy. Ja zupełnie nie wiem nadal, jak to jest ze zwrotem za sterylkę Heidi, bo nie znalazłam w postach wśród suk zgłoszonych do sterylek żadnej informacji o Heidi (a Nikaragua zgłaszała ją, jak wyczytałam na tym wątku). Nie wiem też nadal, kto powinien podać dane (nr konta itp.), skoro nie ja zgłaszałam ją tam. Chcę żeby była zgodność, bo jak podam swoje dane, to może ktoś mi zarzucić, że nie ja zgłaszałam i nie zwrócić poniesionych kosztów lub tylko 50%. Help! Ja ostatnio naprawdę duże koszty mam z moimi dwiema tymczaskami i martwi mnie, że jeszcze nie wyszłam z długów za Heidi. W końcu 265 zł to dla mnie duży wydatek był, a wygląda to jakby już na mało realne, że dostanę zwrot (bo są podana jako zgłoszone już suki z roku 2012, a mojej z 2011 nie ma), a chyba tu już jakby na tym wątku wydaje się zakończoną sprawą. Wiem, że błędem było, że nic nie napisałam przy fakturze (ale to mój pierwszy raz, gdy sterylizuję i nawet nie miałam pojęcia, że jakikolwiek wątek sterylkowy istnieje i jakie są procedury, a nie zrozumiałam na początku o co chodzi z tymi fundacjami, która za co i komu może zwrócić). Nadal nie wiem, czy tam pisać i podawać moje dane. Tym niemniej naprawdę zależy mi na odzyskaniu kasy, bo już nie mam z czego zakładać na weta maluchów, a wydatki idą już w setki zł.
-
[quote name='kora78'] a jak sie kamien sciaga na zywca? czym? [/QUOTE] Ona z kła to ściągnął paznokciem! Jak zobaczył, że schodzi (tak z kła kamyk odskoczył), to później z innych takim skrobaczkiem jakimś dentystycznym. Podziwiam wprawę i precyzję. Mojej Hondzie też tak zdejmował, ale ona ma zęby o wiele większe, a nawet razzahaczył o dziąsło i poszła krew. A tej malizny żadnej krwi, jestem pod wrażeniem. On nie lubi niepotrzebnie psa usypiać i choć narzeka, jak ktoś chce usuwać na żywca, że to nie takie proste, ale znam więcej psów, którym tak usuwał.
-
Nie wiedziałam, na kogo faktura, na siebie? Więc tylko powiedziałam, że będę chciała, bo jest szansa, że część kosztów będzie mi zwrócona z takich lub innych źródeł. Oczywiście wet powiedział, że wszystko ma w komputerze, co było aplikowane i wystawi, jak będę chciała. Co do poniesionych kosztów, to: Pierwszy raz to było 84 zł - na zatrzymanie laktacji, antbiotyk - zastrzyki, bo tamten ze schronu działa dwa dni (w tym sensie ma przedłużone działanie), maść do uszu (na świerzbowiec), krople do oczu bo u Costy te przebarwienia są od wycieku z oczu (nie wykorzystałam wprawdzie tabletek na odrobaczanie i je mam, na kiedyś, może będą potrzebne). Drugi raz (wczoraj) -te badania kału, krwi Costy i zastrzyki dla obu na biegunkę - aż 150 zł, bo to na lamblie jest na zewnątrz robione i jest droższe. Trzeci raz (dziś) 88 zł (10 jednych tabletek, 6 innych i 2 zastrzyki, usg). Zęby już poza opłatą, bo na koniec jak już miałam wyjść zapytałam wetki, a ona powiedziała, że on może usunie mechanicznie od razu, zawołała go, usunął i już nie wziął kasy.
-
Obie mają lamblie (padła wcześniej ta inna nazwa, hah i się niezorientowałam). Dostały na to tabletki. A na zatrzymanie biegunki jeszcze po zastrzyku. Z tym nie ma kłopotu, mam tylko obserwować, czy moje duże się nie pozarażały. U Bravy wet sprawdził na usg ten hipotetyczny otorbiony ropień. I tu nie ma pewności, czy to ropień, bo jest wypełniony czymś mazistym, ale wkłucie pokazało, że ten płyn jest niewyodrębniony z taknki, może więc to być cysta - zawartość w strzykawce trochę na to wskazuje. Mam poczekać, czy sie może jednak wchłonie, jak to odczyn po szwach, a nie cysta. Jak cysta, to będzie musiała być wycięta. Wet ściągnął kamień Bravie na żywca - on jest w tym bardzo dobry, nie kaleczy zwierzaka, robi to sprawnie. Kamień nie był aż taki straszny, więc nie trwało to dłużej niż 5 minut. Teraz tylko będziemy myły ząbki i zapaszek zniknie. Na jakąś chwilę wstrzymamy się z ogłaszaniem, bo poczekamy, czy to zgrubienie się wchłonie, czy jest to coś do usunięcia. No i te lamblie trzeba wyeliminować. Tak z tydzień-dwa upłyną zanim będzie mogła wyfrunąć (o ile nie będzie konieczności wycięcia tego). U Costy pierwszy zabieg usunięcia listwy będziemy umawiać dopiero po całkowitym wygojeniu ranki sterylkowej i zatrzymaniu biegunki, tak za około 2-3 tygodnie. Wyniki krwi wątrobowe i nerek są niezłe. Kolejny zabieg - po wygojeniu pierwszego, czyli kolejny miesiąc. Później ze 2-3 tygodnie gojenia. Ewentualność, że gruczolaki dały przerzuty istnieje, ale wet mówił, że najpierw najczęściej atakują płuca i zaczyna się kaszel, a ona nie kaszle, więc miejmy nadzieję, że jest jeszcze dobrze z tym. Tak, że Costa na pewno zostanie przez 2-3 miesiące co najmniej.
-
[quote name='kora78']nie wiem wlasnie. albo oddac brave, jak costa po 1szej operacji wydobrzeje. po 2 tyg przykladowo. a druga operacje robic juz w ds, jak sie znajdzie, za pol roku, lub 3mce najmniej. tak jakos pokombinowac... [/QUOTE] Nie jestem taką optymistką, że domki będą chciały brać sunię wymagającą operacji. Raczej będzie szansa na znalezienie domu dopiero po obu operacjach. Takich altruistów jest mało na świecie, co by chcieli brać niemłodego psa na leczenie, reknwalescencję itp. Za godzinę będę u weta, więc zobaczę, jaki mógłby być odstęp pomiędzy zabiegami. Mój wet jest bardzo dobry i sprawny jako lekarz i chirurg, jako człowiek - ciepły, dla zwierząt litościwy, wierzę, że podejmie najwłaściwsze decyzje.
-
Sznaucery w schroniskach - informacje bieżące - ZAJRZYJ i pomóż!!!
marako replied to malawaszka's topic in Sznaucer
Cudny, wygląda na przemiłego młodziaka. -
[quote name='kora78']a mi zal bardzo costy, tyle zmian i tyle jeszcze przed nia :([/QUOTE] Kora, mi też jej żal, ona jest bardzo łagodna, chyba głucha, zgadza się na wszystko, ufna, ale trochę wycofana - dopiero kilka dni temu się po raz pierwszy położyła na chwilę na plecach i dała brzuch do głaskania. Ma zrównoważony charakter. Najczęściej wpatruje się nieruchomo w człowieka i chce być blisko. Nie ma wielkich wymagań, lubi leżeć na kanapie i patrzeć na człowieka. Lubi być głaskana, ale przyjmuje to spokojnie. Na spacerze nie szczeka, grzecznie chodzi, ale też lubi czasem jakiś patyk podnieść, ponosić, pogryźć. Człowiek mniej dynamiczny, może starszy miałby z niej dużą pociechę. Brava jest na spacerach szalona, szczeka bardzo dużo (przy zabawie patykami), ma w ogóle o wiele żywszy temperament i może bardziej zmęczyć swoją "osobą". Nawet pieszczoty przyjmuje z szaleńczą radością, wije się, przemieszcza, piszczy itp. Ja osobiście wolałabym Costę dla siebie. Ale ludzie patrza na wiek.
-
Pani jest z Jarocina. Costa jest wiele milsza dla moich suk, więc rzeczywiście może jakoś by z nimi się dogadała i nie czuła samotnie.
-
Ta Pani, która wczoraj dzwoniła (ta, która miała sznaucerka 14 lat), dziś przysłała maila. Wygląda to na dobry dom, oczywiście wizytę trzeba będzie zrobić, jak sprawy zajdą do tego etapu. Ale ona chce Bravę, samą. Na razie zadała kilka pytań szczegółowych przybliżających charakter suni, co jada, czy daje podejść do miski, ale też i o stan zdrowia (np. o kamień nazębny też). Jak sądzicie, czy Costa nie przeżyje rozłąki z córką tak, że gorzej będzie jej znieść operacje? Czy czekać, aż Costa będzie po wszystkim, a wtedy dopiero oddawać Bravę? Czy oddać jak tylko dobry dom się dla niej znajdzie?
-
Dziewczyny zaczynają pomalutku odrastać, Costa będzie miała bardziej sznaucerową okrywę, włos okrywowy rośnie konkretniejszy, a Bravie odrasta taki lichutki puszek. Jak biegunki się skończą to odetchnę, bo jednak w nocy są dwie kupki w domu, w dzień też się zdarza. Smrodek niemiłosierny panuje, więcej czasu potrzebuję do ogarnięcia wszystkiego przed pracą, a muszę już o 6:54 być w pociągu, do którego 15-20 minut trzeba jechać. Dobrze, że syn zdał egzamin (a odsiew był znaczny), bo teraz tylko obrona mu została i ma więcej czasu, to może zadba o całą piątkę pod moją nieobecność w domu, bo teraz u nas mieszka. Przez miesiąc będzie na pewno, a później może już Costa będzie po zabiegach mogła być ogłaszana i znajdzie dom. Jak radzicie, zostawić na razie obie i nie szukać domków dla Bravy, a później spróbować znaleźć dla obu? Czy są szanse na znalezienie domów dla dwupaków? Czy jednak wyadoptować Bravę samą? Żal mi jednak je rozdzielać, jak z każdym dniem dochodzą nowe przejawy ich wzajemnych ciepłych relacji.
-
[IMG]http://img839.imageshack.us/img839/7034/miniob2.jpg[/IMG] [IMG]http://img839.imageshack.us/img839/5925/miniob3.jpg[/IMG] [IMG]http://img193.imageshack.us/img193/8297/miniob4.jpg[/IMG]
-
[IMG]http://img221.imageshack.us/img221/4929/minicos1.jpg[/IMG] [IMG]http://img580.imageshack.us/img580/4986/minicos2.jpg[/IMG] [IMG]http://img210.imageshack.us/img210/6885/minicos3.jpg[/IMG] Grace dziś chyba zaprzyjaźniła się z Costą - chodziły wokół siebie, wąchały się, ocierały - wyglądało to jak taniec godowy. Fotek mam więcej z tej akcji, ale nie załadowałam ich jeszcze. A to obie: [IMG]http://img851.imageshack.us/img851/992/miniob1.jpg[/IMG]
-
Nareszcie ogarnęłam się ze wszystkim, u weta zeszły 2 godz., bo lekarz operował, a był sam. Spacer, zabawa ze zdjęciami i zrobił się wieczór. Niestety złe wieści - Costa ma gruczolaki i to całkiem sporo. Wet nie wierzy, że ich nie było widać tydzień temu, może obrzęk był po sterylce i wetka nie zauważyła. Ale mówi, że na pewno gruczolaki były podczas sterylki i można było jedna stronę wyciąć, a tak niestety dwie narkozy dodatkowe, bo potrzebna jest obustronna całkowita mastektomia, a robi się to stronami. Jestem załamana. Biedna sunia, taka jest kochana i łagodna. Wyniki kału jutro. Dostały obie zastrzyk na tę biegunkę (bo mała od wczoraj (może dłużej) też ma, a dziś nawet też podbarwiona krwią). Uszy już czyste. Brava ma zgrubienie pod szwem, gdzieś w brzuchu. Może to być otorbiony ropień, bo nie jest to związane z listwą mleczną. Jutro wet popatrzy na USG, bo jutro jedziemy z obiema znowu. Dziś miał okropną kolejkę ze wzgędu na to, że 1,5 godziny operował, a ludzie czekali. Dlatego zostawił to na jutro. Załamana jestem też tym, że one jednak pokazują, jak bardzo się lubią - od czasu do czasu się bawią ze sobą, a młoda choć jest zaborcza i skacze do dużych suk i im zabiera zabawki, to matce podtyka zabawki, żeby się z nią poprzeciągać i okazuje jej wyraźną sympatię. Tak bardzo bym chciała, żeby mogły znaleźć dom razem. Ale to długa droga, bo jak dwie operacje czekają Costę, to nie tak szybko będzie gotowa. W sumie nawet nie przeraża mnie czekanie - ja te maluchy lubię, moje suki jakoś na razie nie uszkodziły żadnej i dajemy radę. Ale niestety kosztów leczenia nie dam rady ponieść. Dlatego, jak można, to proszę, malawaszko oceń, na ile mogę liczyć tu na wsparcie. Oczywiście faktury będą. Coscie przy okazji mastektomii można usunąć kamień z zębów. Oto dzisiejsze foty: [IMG]http://img35.imageshack.us/img35/7339/minibr1.jpg[/IMG] [IMG]http://img823.imageshack.us/img823/9081/minibr2.jpg[/IMG] [IMG]http://img802.imageshack.us/img802/5585/minibr3.jpg[/IMG] To oczywiście Brava. Costa w kolejnym poście.
-
W sumie nie wiem, może nie zauważyłam (ale wetka też oglądała brzuch i ja patrzyłam). Jutro zobaczymy. W poradniku niczego nie znalazłam podobnego. Bo skórka jest śliczna, ma kolor wzędzie taki sam. Ten "kamyczek" jest pod skórką. Zaraz cyknę fotkę.
-
Ale czemu ich nie było tydzień temu (tych guzków?) One są i przy sutkach i daleko od nich. Oczywiście na brzuchu malutkim wszystko jest względnie blisko. Poczytałam o lambliozie - nie ma w niej krwi w kale. A ten pasożyt właśnie, o którym wet mówiła powoduje, że od czasu do czasu w kale jest śluzowaty dodatek z krwią. Zaraz zajrze do poradnika weterynaryjnego, bo sobie o nim przypomniałam.