-
Posts
2783 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by marako
-
Wrzucam parę fot z dzisiejszego spaceru. Trochę nieostre, ale coś widać. [IMG]http://img23.imageshack.us/img23/4270/co1gf.jpg[/IMG] [IMG]http://img828.imageshack.us/img828/4304/co2j.jpg[/IMG] [IMG]http://img46.imageshack.us/img46/918/co3i.jpg[/IMG]
-
[quote name='kora78']i zazdroszcze wszystkim tzow, ktorzy chca dawac dt [B]i sami to inicjuja[/B] :D[/QUOTE] U mnie to nie jest tak. Z początku trochę się burzył, później milczał i wzdychał, teraz jest w miarę OK, a nawet ślady zadowolenia się pojawiają. Inicjowanie to dopiero w następnym wcieleniu.
-
Jutro muszę wytworzyć zaległe sprawozdanie do pracy, niestety. Ale w niedzielę poprawię tę moją stronkę (już ją mam na kompie zaktualizowaną, ale parę drobiazgów mi zostało, bo niestety równocześnie wpisuję trochę do wersji ang., a nie czuję się tu swobodnie i to mnie blokuje).
-
A mój TZ tak się przejął rolą, że zaproponował, żebym na naszej stronce hodowli (dawno nie aktualizowanej, niestety) zamieściła oddzielny dział pod roboczym tytułem "psie pogotowie", czy coś w tym rodzaju, co by może jacyś hodowcy albo amatorzy szczeniąt sznaucerzych też zapragnęli pogościć u siebie jakieś tymczaski. Nie spodziewałam sie, że tak się chłopak rozwinie - to po tej wspólnej naszej wyprawie z Polą, czytaniu maili o Heidi i o Poli chyba nareszcie poczuł, że to miało sens. Dobrze to rokuje na przyszłość.
-
No i wczoraj jednak nie dzwoniłam, ale wysłałam maila z pytaniem, co u Poli. Dziś był telefon już w tonie zupełnie innym. Żadnych, najmniejszych wątpliwości, żadnej paniki, sama radość i duma, że Pola jest właśnie taka, jaka jest. Mała otworzyła do nich swoje wrażliwe i kochające serduszko, już chyba nie tęskni i jest jej dobrze. Uwielbiają jej charakter i lgnięcie do człowieka. Ich sznaucerek był kochany, ale bardzo niezależny i nie zawsze miał ochotę na pieszczoty, a ona to uwielbia - czesanie, głaskanie, zabawy, jeżdżenie autem, wszystko, co jej się zaproponuje. Pani opisała mi kilka sytuacji naprawdę świadczących, że już całkiem obie strony są do siebie przekonane. Jedyne, co mogą popsuć, to ją okropnie rozpieścić. Ale moje przeczucia, że poniedziałkowy telefon był niepokojący jednak były słuszne. Pani sama wróciła do tamtej rozmowy, bo chyba ją gryzło sumienie i przyznała, że była wtedy zdezorientowana i nie do końca przekonana, że podjęła właściwą decyzję adoptując psa. Że przyszło jej na myśl, że sunia może jest chora, znerwicowana, po przejściach i nie podołają i nie poradzą sobie z nią. Ale te kolejne dni przełamały ten kryzys. Po niedzieli, jak wróci z ferii koleżanka z aparatem fotograficznym, to porobią zdjęcia i podeślą. W niedzielę przyjeżdżają do nich tamci ludzie, którzy ewentualnie mogliby być domem dla Costy. Jak Pola zakręci im głowie, to kto wie... Fotki jej zostawiłam, a jutro porobię nowe, z dłuższym już futerkiem i im wyślę. Kościk już ma o wiele lepszy humor, jak zdejmujemy kubrak do smarowania tego krwiaka, to wykłada brzuchol z lubością do góry - ile dajemy radę jej pilnować, tyle zostaje bez kubraka bo to jej sprawia przyjemność. No, idzie ku dobremu. Szkoda, że będzie musiała przetrwać jeszcze jeden taki ciężki okres pooperacyjny.
-
Zaraz sprawdzę pocztę, ale do 13:00 nic nie było od Poli. Wieczorem zadzwonię i zapytam (ale chyba dziś dadzą znać, po wizycie u weta). Costa już dziś lepiej się czuje, ale tupta tylko na siku i kupę. Ona uwielbia zajadać glinę, więc wolę jej na dworze nie trzymać za długo,, żeby się nie przejadła i nie zwracała lekarstwa. O mało nie padłam, jak zobaczyłam ostatni, hurtowy zakup. Super, bo nie będzie trzeba obciążać wszystkimi kosztami leczenia ubogiej już skarpety (przynajmniej jeden zabieg z głowy, bo przecież też już dostałam wpływy z bazarków poprzednio).
-
Sznupkowy Oddział Psychiatryczny vs Geriatria i koty... no i ja
marako replied to malawaszka's topic in Foto Blogi
Mrówka jest rozkoszna. Wszystkie Twoje Potwory są fotogeniczne, ale ona wymiata. Ona składa się głównie z oczu. A głos jak po helu ma też Costa. Brava niestety miała dość nie do zniesienia, bo wyższe partie i taki czysty, donośny.- 49449 replies
-
- czarcie kopytko
- malawaszka
- (and 5 more)
-
Jak dziś u weta zobaczyłam jak długa jest ta rana, to naprawdę podziwiam, że Costa jeszcze potrafi zamachać kikucikiem, jak podchodzę do niej. Rana super wygląda, nie paprze się (na razie), ale na całym brzuchu jest krwiak, z jakieś naczyńka wysączyło się sporo krwi. Wygląda, jakby nie tylko ją ktoś rozciął, ale zdrowo pokopał po brzuchu. Bedziemy smarować żelem (wyciąg z kasztanowca), żeby się wchłonęło. Ja dziś wracam sporo po 21:00, więc opiekuje się nią Przemek (będę kontrolować go telefonicznie, czy smaruje). Musi też wyprać i wysuszyć suszarką kaftanik, jednocześnie pilnując Costy, żeby nie dobrała się do szwów, a to dla faceta duże wyzwanie. Ja jej nie rozbierałam, żeby nie męczyć tuż po zabiegu, a tam okropna plama z zaschniętej krwi. Pani weterynarz (żona naszego weta) spytała, czy ona będzie do adopcji. Ma jakąś miłą, spokojną, niemłodą, panią, która straciła psa, ale nie ma odwagi jeszcze szukać jakiegoś nowego. Opowie jej o Coście, pokaże zdjęcia - mam wysłać jej. Byłaby bardzo dobrą opiekunką, bo swoją sunią zajmowała się wspaniale, do końca, gdy chorowała. Może coś z tego wyniknie. A my po domowej naradzie uznaliśmy, że jak coś nie będzie pasowało, to w sobotę jesteśmy gotowi po nią (Bravę/Polę) pojechać. Oczywiście to ostateczność, najpierw cierpliwie poczekamy,a jak coś nie tak, to dobrze zbadamy jak sprawy się mają.
-
Ludzie na żywo, w telefonach sprzed adopcji, w mailach naprawdę robili bardzo dobre wrażenie (choć Pani była w sobotę tak zestresowana, że trudno było wejść w jej słowotok i spokojnie rozmawiać). Oni chyba bardzo przejmują się opinią innych i boją się, że ktoś wyśmieje ich, że wzięli jakiegoś felernego psa. Mają też fobię na punkcie zarazków i chorób. Pani mi wprost powiedziała, że nie może pojąć, jak ja się nie boję brać takich niepewnych zwierząt, może jakichś zarażonych, niebezpiecznych, pod swój dach i się nimi nie boję zajmować. Nie zadzwonili, to może już ochłonęli trochę i czekają na efekt kuracji. Poprzednio zaraz następnego dnia po podaniu leku te kupy się poprawiły, więc może i teraz jest już poprawa i zobaczyli, że panika była niepotrzebna.
-
Costa jest już w lepszej formie fizycznej (zjadła kolację, wyszła na siku razem z psami, nie musiałam jej namawiać). Jednak teraz jakaś smutna i przygaszona leży, uszka po sobie złożone. Jakaś chudziutka mi się wydaje i mizerna teraz. Nawet Mrówkę jakoś mi dziś przypomina. Wylizała dokładnie moją rękę, jak ją głaskałam. Wiem, że to dopiero druga doba po zabiegu, więc nie może czuć się dobrze, biedactwo. Ale za to jakie ma białe ząbki! A za chwilę spodziewam się telefonu od Poli (mówili, że będą w kontakcie, a wczoraj dzwonili o 21:00, więc jakoś czuję, że mogą zadzwonić i dziś).
-
Oj, wczorajszy telefon po wizycie z Polą u weta - 40 minut słuchania i mam mieszane uczucia. Jakoś oni panikują, że ta lamblioza zaraźliwa dla ludzi, że nikomu ani mru-mru nie mówią, żeby nie wytykali ludzie, że chorego psa dostali, żeby ta choroba nie zaszkodziła domownikom (mąż po zawale i przychodzi do nich czasem małe dziecko sąsiadów, którym się kilka godzin dziennie pani zajmuje poza domem). Już niestety zauważyli, że mała to trochę nerwusek jest (u weta obszczekiwała okropnie wszystkie psy, ma też na spacerze chwile amoku - wyrywa trawy, grzebie jak szalona w ziemi, szczeka jak oopętana przy aportach itp.). Mówią, że musiała być bita, bo czasem piszczy, jak ktoś zrobi nagły ruch lub podniesie rękę. Ja to wszystko wiem i im dokładnie w sobotę mówiłam o jej lękowych zachowaniach, które wyciszają się już stopniowo. Mówiłam, że taka psinka, wymaga okresu kilku tygodni, żeby się zaadaptowała, musi zaufać i się uspokoi wtedy. Ale ludzie są niestety trochę niecierpliwi i chcieliby, żeby w ciągu dwóch dni pies stał się ideałem. Oczywiście cały ten monolog był przeplatany zdaniami o tym, jak ona kochana, jaka miła, jak już na łóżku sie kładzie przy nich, jak chodzi za nimi. Ale odniosłam wrażenie, że ich niepokój o to, że mogłaby być uciążliwa (poprzez kłopoty ze zdrowiem i nerwowymi reakcjami) jest bardzo silny i w tej chwili przeważa. Mam nadzieję, że weterynarz tę ich panikę poskromi (nawet mówiła Pani, że uspokajał ją, że to nagminne, że psy mają pasożyty, w tym lamblie, że była prawidłowo leczona, ale czasem nie do końca się je wybije i trzeba zabieg powtórzyć). Kontrola w czwartek. Ale liczę na to, że kupki unormuja się już nawet i dziś, najpóźniej jutro. Costa biedniusia. Wczoraj miała chyba lepszy dzień- przywitała mnie wieczorem bardzo ciepło. Dziś nie chciała na spacer ranny, wyniosłam ją tylko na siku. W domu będę za jakieś trzy godziny. Może już jest lepiej. Jutro rano kontrola i antybiotyk u weta.
-
Tak, ja też to mam w nosie, co mówią na wsi, zresztą raczej pozytywne mam relacje z tutejszymi, a mam obecnie w domu 6 psów, 3 moje, 2 rodzinne i Costę. Ale ja jestem przyjezdna, mieszkam od 5 lat. Jak ktoś żył tam od lat i na miejscu pracował (w zespole szkół, a mieszkanie nauczycielskie przy szkole), to nie ma w nosie, co o nim myślą, bo to jego cały świat, ci ludzie. A o szczeniaka po mojej suce pytalo już kilka osób (
-
Nie tylko lifting. Mam nadzieję, że nie zapomniał i wyczyścił zęby z kamienia. Bo odór walił jej z pyszczka (i tak nie protestowałam jak mnie ciumkała, ale czasem wydechu brakowało). Nie, tej faktury nie brałam jeszcze. Mówił coś o ok. 250 zł. Ale może coś doliczył za kamień, bo to przypomniałam mu dopiero na koniec, jak wychodziłam. A po liftingu będzie całkiem, całkiem, bo okropnie jej wisiało wszystko.
-
Faktura wysłana dziś priorytetem. Do niej paragony z dokładną specyfikacją oddzielnie na suczkę 1 i na suczkę 2. Dobrze, że miałam skan paragonów, bo mogłam podać przez telefon, co brały na te lamblie, bo pani pytała, żeby wiedzieć u weta. Wet pokazał mi, jak będzie ciął, żeby tamten dziwny szew z jakimiś pętelkami i zgrubieniami też przy okazji wyciąć. Ona ma taki nadmiar skóry, że da się to zrobić, no i zostawić na kolejną operację.
-
Costa już po zabiegu, podobno wszystko wg planu. Ja jeszcze w pracy dłuuugo. Ale mam kiepskie wieści od Poli - okazało sie, że kupek zrobiła dużo wczoraj i dziś, a jedna z plamką krwi. Czyli ta przeklęta lamblioza chyba wróciła. Bo nie było zmiany karmy - ja zostawiłam zapas na 5 dni, a Pani miała zostać na tej samej (RC). Dziś jadą do weterynarza i dadzą znać wieczorem. Za to też dobra wiadomość. Jak tej rodzince, o której pisałam powiedzieli o Coście, to tamta osoba od razu zapytała, czemu nie wzięli obu suczek. I rzeczywiście powodem głównym odstąpienia od pomysłu wzięcia obu chyba był lekki stres związany zsąsiadami - żeby nie okręślili jej jako wariatki, co chodzi z dwoma psami na smyczy. Tego u nich w wiosce nie było, a już jeden pies, o którego się zbyt mocno dba, to jest lekkie przegięcie. Ale może i Costa dojedzie kiedyś do tej osoby z rodziny. Szkoda tylko, że zaczęło się od sraczuszki. Dobrze, że wspominałam o tej lamblii, że była leczona ona i mama i że już są po leczeniu, a kupy są już dobre. Dobrze, że Coście nie wróciło, bo zabieg by się opóźnił. Obserwowałam jej kupy od kilku dni - były dobre.
-
Sznaucery w schroniskach - informacje bieżące - ZAJRZYJ i pomóż!!!
marako replied to malawaszka's topic in Sznaucer
Cybis ma nos bardzo sznaucerowy, piękny i ogromny. -
[quote name='malawaszka']Marzyciel chyba ma uszka zaplastrowane bo pewnie niesforne się robią? [/QUOTE] Teraz zauważyłam, że ma plaster na obu. Ja jestem otoczona uszami gryzionymi, bo to tak się u nas odbywa przy zatargach w rodzinie - Bravę oddałam z poszarpanym właśnie.
-
[quote name='malawaszka']Marzyciel chyba ma uszka zaplastrowane bo pewnie niesforne się robią? [/QUOTE] Teraz zauważyłam, że ma plaster na obu. Ja jestem otoczona uszami gryzionymi, bo to tak się u nas odbywa przy zatargach w rodzinie - Bravę oddałam z poszarpanym właśnie.
-
Olo z mamusią to wygląda jak tatuś z córeczką - ogromny jest! A Marzyciel co ma na uchu? (zaciął się przy goleniu? czy może brat mu rozciął?)
-
[quote name='kora78']mam nadzieje,ze moze ten ktos z rodziny sie zgodzi na coste, dziewczyny mialbyby kontakt ze soba, super by bylo! [/QUOTE] Ja też mam taką nadzieję. My nie rozmawialiśmy wprost o opcjach "obie sunie u nich", itp., bo z kontekstu było jasne, że wezmą jedną. Powodów kilka (1. to zabita wieś, oni liczą się też ze zdaniem innych, a dwa psy, z zabawkami, spacerami itp. to społecznie już jest jakieś przegięcie, 2. akcja szukania w necie psa do adpocji /Heidi/ była szykowana trochę w tajemnicy przed mężem, on oczywiście pozytywny bardzo, ale na dwa to już niekoniecznie, 3. koszt leczenia tego sznupka, który chorował przeaz kilka lat, a na koniec jakiś czas żył na kroplówkach chyba był ogromnym obciązeniem, a jednak gdyby 2 psy wymagały takich nakładów, to klapa, a rozmowa o tym, że my pomożemy w sytuacji ciężkiej nie była w tym momencie możliwa). Otrzymaliśmy przed chwilą maila, bardzo dokładny opis, jak idzie im z Polą. W każdym słowie widać, że to dom z tych najlepszych. Zresztą jutro Costa idzie pod nóż, trochę czasu upłynie, zanim będzie gotowa do adopcji. Może sytuacja ulegnie zmianie, najważniejsze, że ją widzieli i dobrze zapamiętali. Jak znajomość się zacieśni, a zacieśnia się, to może będzie możliwe rozmawienie na innych falach. Ten ktoś z rodziny, to ludzie bardzo psiolubni, ale niemłodzi i dlatego po śmierci swojego psa już nie chcą brać nowego, bo liczą się z możliwością, że mógłby ich przeżyć (15-20 lat to dla nich zbyt długi okres, liczą się z tym, że tyle mogą nie dożyć, choć są sprawni na ten moment). Jedynie wspominali, że jakiegoś starszego, nawet i bez łapki, ślepego itp to może by wzięli, ale żeby nie był agresywny (ich był!). Jakby zobaczyliby oczyska Costy, jak się wpatruje i wyciąga łapkę, żeby ją głaskać, to wymiękliby i właśnie jej wiek i niedosłuch byłyby atutem.
-
Sznupkowy Oddział Psychiatryczny vs Geriatria i koty... no i ja
marako replied to malawaszka's topic in Foto Blogi
[quote name='malawaszka']Mrówka to będzie male diablę :lol: dziś warkoliła na Dropsa bo chciałsię obok niej na kapanie położyć! :mad:[/QUOTE] Małe są najgorsze - u nas Certa - mikrusowata yorczka zawsze jak chcę ją zatrzymać, żeby nie wychodziła za mną na zewnątrz, to mnie probuje dziabnąć (każdego, nie tylko mnie). Listonoszowi się uczepiła kiedyś do nogawki (przecisnęła się przez szparę między sztachetami). Zadziera z moimi dużymi sukami, ale jak na nią ostrzej któraś w końcu spojrzy, to chowa się i wrzeszczy.- 49449 replies
-
- czarcie kopytko
- malawaszka
- (and 5 more)
-
No i już mamy tylko jedną sunię. Brava/Pola trafiła bardzo dobrze - będą dbały o nią aż trzy osoby, w tym dwie niepracujące. Miałam już telefon o tym, że trochę popłakiwała przez pierwszą godzinę, ale później poszła na spacer, pobawiła się, pojadła i zasnęła. Przysłali też zdjęcie, jak się bawi z nimi piszczącą świnką. Ludzie nic na siłę nie próbują, dają jej czas, żeby sama się ośmieliła i już po paru godzinach zaczęła podchodzić, układać się w nogach do spania, nastawiać do głaskania. Początek był taki, że biegała i poszczekiwała przez kilkanaście minut. Bardzo była zaniepokojona i poruszona. Natomiast Costa od razu oczyska skierowała na nową panią, usiadła i łapką prosiła o głaskanie. Chodziła za nią krok w krok. Gdyby nie fakt, że już umówione było, że zostaje Brava, to chyba woleliby Costę. Niestety dwa psy nie wchodzą w rachubę (jak przypuszczałam, chyba boją się, że w przypadku jakichś zawirowań, chorób nie podołaliby udźwignąć - ich sznaucerek bardzo chorował przez ostatnie lata i długo leciał na kroplówkach, zanim odszedł). Na pewno Pola będzie miała dobrze, dobra karma, zabawki, opieka, miłość, długie spacery, w razie chorób leczenie. Ludzie odpowiedzialni i ciepli. Mają w rodzinie kogoś bardzo psiolubnego, kto stracił niedawno psa (oni też pół roku temu stracili 15-letniego sznaucerka mini) i przypuszczają, że gdyby ta osoba zobaczyła Costę, to ona ujęłaby ją tym swoim miłym i spokojnym charakterem i potrzebą kontaktu z człowiekiem i jakimś takim trochę żałosnym spojrzeniem. Wiedzą, że niedosłyszy i że nie jest młoda, a powiedzieli, że tym bardziej tamtą osobę by to skłoniło do jej wzięcia. Kto wie, może jak wydobrzeje, to będzie dla niej już wtedy domek... Ale teraz jednak boję się o nią, co będzie z jej zdrowiem, czy zdążymy powycinać wszystko na czas, jak zniesie kolejne narkozy. Teraz wygląda o wiele lepiej niż miesiąc temu, lepiej chodzi, jest silniejsza i żwawa. Apetyt jej dopisuje. Mamy więc nadzieję, że poradzi sobie i wszystko przebiegnie pomyślnie.
-
I co z Dżordżem, tj. ropniem robiliście?
-
Te 3 zgrubienia na szwie zewnętrznym są takie mikroskopijne - kilka mm średnicy, że nawet, jakby coś wychodziło (tj. ropa), to symbolicznie, jak z małego strupeczka i nie ze środka jamy brzusznej. Nawet wet powiedział, że jakby to pękło, może być widać nitkę, wtedy żeby delikatnie ją wyjąć i zdezynfekować, to się zasklepi, bo tę nitkę właśnie chce (skóra?) wyrzucić na zewnątrz.
-
Wpłynęło 70 zł od Poker, z bazarku i dalsze 20 zł od Nikaragui, też z bazarku. Dziękuję za wsparcie. (czekam na decyzję modów, i pewne ustalenia u mnie w pracy - może będę miała trochę fantów na bazarek - na pewno kilka kudłaczy by skorzystało, bo fantów byłoby trochę...) Dzięki, stonka za tę informację. Z przyjemnością skorzystam kiedyś z wizyty poadopcyjnej. Może ludzie dojrzeją do Costy... Byłam dziś u weta z Grace (pazur najechany krzesłem) i Bravą (ten niby-guz, a właściwie tak naprawdę twarde wybrzuszenia w okolicy szwów). Chciałam zawieźć tam sunię zdiagnozowaną, o której wszystko wiadomo, żeby nie było niespodzianek. Po kolejnych dokładnych oględzinach i kolejnym usg lekarz stwierdził, że na 99% wygląda to jednak na odczyn na szwy, ale nie te, które szyły skórkę, ale te, które zszywały powłokę brzuszną lub nawet te najgłębsze, bo są tam 3 warstwy szwów! Powiedział, że tak niektóre psy mają, że są wrażliwsze i dopiero po 2 miesiącach, kiedy następuje całkowite rozpuszczenie szwów tych wewnętrznych to znika. Nawet być może w kilku miejscach tych szwów zewnętrznych nastapi w ciągu kilku dni wyciek, a może i kawałeczek szwa wyjdzie, bo tak są jakby wybrzuszone w 3 miejscach, jakby miało coś pęknąć i wydostać się na zewnątrz. No i decyzja bardzo ważna - przełożyliśmy operację Costy na poniedziałek, żeby się z nią przejechać do domku dla Bravy. Nie będzie mnie wtedy męczyło, że tego nie zrobiłam i z tego powodu zmarnowała się jakaś szansa na wspólny dla nich domek.