Jump to content
Dogomania

marako

Members
  • Posts

    2783
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by marako

  1. Dziś czekamy na przyjazd ludzi po łaciatego. Franek, mój wnuk pomaga mi w ogarnięciu mieszkania przed ich przyjazdem. Pyta: "Czy jacyś goście przyjedżają do szczeniaków?" ja odpowiadam, że tak. A on na to taki tekst: "Te dwie babcie?" Zatkało mnie. Przecież miał na myśli Was, Margi. Żadne dwie osoby płci żeńskiej nie odwiedziły nas już daaawno. A przecież Wy to młódki w porównaniu do mnie, a ja się wcale aż tak babciowato nie czuję. Co Ty na takie potraktowanie, Margi?
  2. [quote name='Pysia']Ta jego postawa jest dość zastanawiająca. Nie da sie jakiegoś filmiki z nim wstawic? Jak idzie?[/QUOTE] Wysklepiony mocno w lędźwiach, ale może go coś ciągnie (jakieś kołtuny i tak się broni, bo nie może swobodnie się wyciągnąć), tak sobie próbuję tłumaczyć, że to nie jakaś wada postawy.
  3. [quote name='jovi']w mojej rasie na przykład ,zamiast 16tyś , 6 tyś zysku na takim samym miocie na czysto bo poniosło się inne nakłady zwłaszcza na ambitne krycie[/QUOTE] Naprawdę chyba hodujesz jakąś nadzwyczaj modną rasę, jak operujesz takimi liczbami. Ja mając miot po naprawdę wybitnych rodzicach (dziadkach, pradziadkach też), dość liczebny, mogę pomarzyć o przychodzie 16 tys., a koszty krycia i odchowu dużych psów, badań, chipów, szczepień, środków czystości itp. są 4-cyfrowe i mocno do tej kwoty się zbliżają. A nie liczę szkód wyrządzonych przez szczeniaki i kosztów ukrytych (np. korzystania z auta przy dojazdach do pracy, żeby skrócić czas pobytu poza domem, a nie dojazdy PKP, dojazdy do weta itp.) . Możesz zamącić w głowach ludziom czytającym Twój post, wyobrażającym sobie takie kwoty dochodu na czysto z miotu jako normę.
  4. No, byli, fajni ludzie (ale zdziwieni, że Grace wpakowała się na sofę - u nich nie będzie takich przywilejów dla suni ...). Na pewno zapewnią dużo ruchu, sportu. Z tym, że dali sobie czas (parę dni) do podjęcia decyzji, bo jeszcze nie są na swoim (budują się), a rodzina nic nie wie. Tyle, że oni mają samodzielne mieszkanie w domku rodzinnym. Więc tak nie do końca są zależni. Wybrali zieloną, to ta u Margi na rękach. (klonik Hondy, jak sądzę) No i może mój łaciaty zielonik odjedzie w sobotę. Mówię "może", bo choć nawet chcieli dziś ludziska przelać zaliczkę, to wolę, żeby go obejrzeli na żywo, żeby nie mieli później żalu, że nie spodziewali się takiego czegoś (mimo, że mówiłam, jaki on jest). Jednak ma on być niewystawowy, a cena (sporo poniżej kosztów odchowu) jednak zdecydowała o wyborze tego, a nie innego.
  5. Ja chcialabym suszone piersi kaczki miękkie 0,5 kg (ok. 100 sztuk) = 40 zł, suszoną pierś z kaczki 0,5 kg (90 szt.) = 43 zł oraz pałeczki z piersi kaczki 0,25 kg (48 sztuk) = 13,50. Jaka dzielnica (odbiór?). Najchętniej zapłacę przy odbiorze, ale też mogę przelać (wtedy dane do przelewu proszę na pw).
  6. No to już wielkimi krokami pójdzie. Sex w piątek? Sobotę? Dajcie znać, co planujecie (jutro badacie poziom?)
  7. One są szalone, Margi, ale bardzo dziecinne i chodzą za mamą i babcią jak po sznurku (po nowym terenie). Duże je zresztą popasają, pilnują ich. A wyszłam przez drugą furtkę, wprost w puste pole, żadnego zagrożenia z strony ludzi, czy aut. Furtką z przodu domu bym się nie odważyła ich wypuścić bez smyczy. Ja uwielbiam je wypieszczać, są słodziutkie, takie puszyste, ciepłe, ufne. I nawet posłuszne - jak się nie pozwala gryźć, to przechodzą na lizanie i tylko czasem troszkę podgryzają tak bardzo delikatnie. Najgorzej, jak głodne i na widok misek dostają małpiego rozumku - podskakują, biegają w kółko, próbują wytrącić mi miskę z ręki. Albo biegną całą falą za mną, jak idę z trzema miskami dużych psów dać im jeść w drugim pokoju, muszę jednocześnie czwartą ręką otwierać drzwi i piątą oraz nogami tarasować drogę maluchom, a wpuścić nabuzowane staruchy, które też na widok jedzenia robią się nienormalne.
  8. Dziś były tak stęsknione (bo ja dziś w pracy, a one same), że jak weszłam i wypuściłam z kojca, to wpadły w amok. Duże oczywiście otworzyły drzwi wyjściowe, a szarańcza szczęśliwa za nimi na ogród. Serce mi zmiękło, jak zobaczyłam radość w małych oczkach, że je wszystkie wzięłam na pole na krótki spacerek, bez smyczy. Pilnują się dużych, więc na działkę weszły bez problemu z powrotem. Ale już zagonić się do domu nie chciały. Jak już zwabiłam jedzeniem, to weszły, ale nabłociły (36 łap!), a następnie powskakiwały na moje wyjściowe spodnie (nie zdążyłam przebrać, bo nie było mnie 8 godzin i myślałam tylko o tym, żeby wypuścić duże na siku a małe z kojca i ponakarmiać). Zaraz piorę, suszę, bo mam deficyt odzieżowy (same tylko tzw. "spacerowe" ciuchy mi jakoś pozostawały, nie mam czasu odwiedzić ulubionych sklepów, żeby się zaopatrzyć) Ale ....( nie wiem, czy cieszyć się, czy smucić) jutro przyjedzie ktoś w sprawie suczki. Żal się rozstawać, ale 5 łatwiej ogarnąć, niż 6, więc wolałabym, żeby domek okazał się dobry i konkretny.
  9. Życzę Lunce szybkiego powrotu do formy, żeby się pozbyła tego, co utrudnia jej oddychanie, cokolwiek to jest. W końcu to mocna sunia, nie z chorowitych.
  10. Andis, ja sobie chwalę (i zwróciła mi się już parę razy, jak i reszta sprzętu, włączając stolik). Też mi ktoś polecił właśnie taką.
  11. Niestety nadal jest ich sześć. Więc żadnego nie ubyło. Pojadły właśnie i brykają. A ja muszę przygotować się do pracy, bo jest prąd. A jak już pobrykają i pozałatwiają się po jedzeniu, to zaścielę kojec i je zagonię na noc. Jutro pobudka o 5:00, bo wyjeżdżam do pracy o 7:15, a przecież zostawić je muszę w wyczyszczonym po nocy kojcu, najedzone, wypróżnione. Duże też muszą zaliczyć choćby minimalny spacerek i śniadanko. No i ja się muszę ogarnąć na koniec. Jutro mam w pracy kontrolę jakąś, więc niewesoło się dzień zapowiada.
  12. No Bryzelda poczuła dziś nowe smaki życia! Ale miała frajdę! U nas tak wiało, że wywiało prąd na 4 godziny. Musiałam skorzystać z juwelka i zagotować na nim wodę na kawę (miałam gości... może Margi wklei jakieś foty, choć ciemnica dziś i pewnie nic nie wyszło).
  13. Mi pomaga magnez, bez niego słaniam się na nogach i odjeżdża mi świadomość ("urywa się film" na jawie przy monotonnych czynnościach, a z takich składa się głównie moje życie).
  14. My też na najbliższe lata odpuścimy sobie szczenięta, bo niestety nawet jak te się sprzedadzą kiedyś (w co zaczynam wątpić), to i tak wyjdziemy na minus, nie licząc zrujnowanego mieszkania, no i paru miesięcy wyjętych z życiorysu. (przyjemności też jest wiele, ale niepewność, czy nie zostanie się ze zgrają psów niestety odbija się na zdrowiu) Też uważam, ze zabawy w szkolenie są pożyteczniejsze, niż ładowanie pieniędzy w wystawy. Np. fakt, że się ma szczenięta po rodzicach, dziadkach itd. z wybitnymi osiągnięciami, nie ma się nijak do ich powodzenia przy ich sprzedaży, a przynajmniej w moim przypadku tak jest i będzie. Jak się ma piękną sukę, to i bez jeżdżenia po Interchampionaty i championaty różnych krajów szczenięta będą równie piękne, jeśli zechce się ją kiedyś pokryć. Zawieszki super! Liczę na fotki z treningów (i relacje, jak się podoba dziewczynom).
  15. [quote name='furciaczek']Mi tak zamula net ze nie mogę obejrzeć:placz::placz:[/QUOTE] Mam tak samo (jestem na łączu radiowym). Aż mnie skręca, jak ściąga mi się po kawałeczku wszystko.
  16. [quote name='Saththa']nicz nie dała same sobie z pola wzieły :)[/QUOTE] Hmm, z pola można wziąć parę różnistych smakołyków! Ostatnio Honda nakarmiła srajki sarnimi kupami (tak sądzę po zapachu i kolorku) - po spacerze polnym, na którym mocno coś pałaszowała bardzo zapragnęła przywitać się z dzieciakami, więc ją wpuściłam do nich. A ona rzyg. No to one pędem pożywiać się smakołykiem od mamuśki. Nawet nie zdążyłam ich odgonić i tylko resztki zebrałam z ziemi. Ale nic im nie było.
  17. Margi - mam dla Ciebie kilka sadzonek fiołków, bo u mnie wszystkie listki szaleją i niektóre wypuszczają po dwie. 17, 50, 71, 86, 100. Aż zajrzałam sprawdzić fotki tych "numerków" - piękne, prawda? Mam nadzieję, że do niedzieli nie zwiędną.
  18. My mieliśmy wczoraj rzyganko, bo posłuchałam pana w sklepie, że takie jakieś białe coś można podawać nawet szczeniaczkom yorka, więc kupiłam moim maluchom, żeby miały radochę. Owszem miały 5 minut zabawy, a później 4 godziny rzyganka. Po pomnożeniu przez 6 łatwo sobie wyobrazić, jak to wyglądało. Ale na szczęście jak wszystko wydaliły, to chętnie zjadły kolację i dziś już brykają zdrowe i całe. Czekam jeszcze na "drugą stronę", bo na razie normalna konsystencja kupali, ale spodziewam się rozrzedzenia. Tak, że współczuję sensacji Fixowo-Tazzowych.
  19. [quote name='malawaszka']molestowałam dziś owczarka dzikuska... [/QUOTE] Sądząc po ziewaniu chyba rzeczywiście czuł się ździebko molestowany. Ale się z tym pogodził, jak widać, a nawet nie było to takie niemiłe...
  20. Galerii dorobię się na emeryturze, bo teraz praca+dojazdy = 10 godzin. Futra trzeba ogarnąć, wyspacerować, rośliny na ogrodzie czasem podlać i przyciąć, no i 99% remontów, napraw itp. w domu. Doba za krótka, żeby dokładać coś, co wymaga jakiej takiej systematyczności. Dlatego korzystam z doskoku z gościnności sznauceromaniaków. A niestety telefony zamilkły (a wyglądały na bardzo sensowne i zdecydowane). Więc nadal jestśmy z szóstką. (no i 3 dużymi)
  21. Ale bomba, dopiero na filmiku widać, jaki z Kusz jeszcze szczylek, bo na fotach wygląda poważnie prawie jak mama i babcia. Wskakiwanie na sofę i tył wyżej przodu - super!
  22. [quote name='malawaszka']i wszystkie mają IGŁY w paszczy :eek2: te igły to najgorszy wynalazek natury! ktoś wie - PO CO one takie ostre są?[/QUOTE] I igły na paluszkach. Bo obcięcie im pazurów w tej chwili graniczy z cudem.
  23. [quote name='Saththa']Ahhhhh jak słodko <loveu: Tylko czemu je przenosisz? nie przeleca same?:)[/QUOTE] Niestety nie załapałam się na obróżki batmanowe. (tzn. na jedną, ale to mało). Wolę zresztą, żeby nie latały.
  24. [quote name='malawaszka']duże już są? ile ważą?[/QUOTE] Nie ważyłam dawno, ale myślę, że 8-10, sunie mniej, chłopaki więcej. Kręgołup już mi nawala od noszenia ich, jak trzeba po jednym na wybieg wynosić albo do kojca wkładać. A wczorajsza akcja ze szczepieniem to już w ogóle koszmar - jeden rzygał, drugi się posr..., aż sześć woziłam, 30 km jedną stronę. W czterech transporterach po jednym, dwa na kolanach, a jedna nie wiem jak wylazła z kontenerka i dołączyła do nich. Wierciły się jak głupie. W domu każdy mój krok do innego pokoju, a mam za sobą dziką hordę i nie sposób zamknąć drzwi jak wychodzę.
×
×
  • Create New...