-
Posts
2783 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by marako
-
Aaa już widzę w podpisie. OK.
-
Nawet są rodzice małego chłopca (dziadkowie w zasadzie), pięcioletniego co prawda, ale czyta. Pokaż te książki. My startujemy do weta z Heidi. Już po spacerze i na koniec zdążyłam na ogródku zrobić parę zdjęć, w tym ufociłam ulubione czynności małej: quupanie (około 8-10 dziennie, ale dobrze uformowane), zagrzebywanie quu, zabawa patykiem (jest nakręcona na to i baaaardzo zawzięta), darcie japy. Ale fotami się nimi po powrocie (czyli za minimum kilka godzin), zresztą muszę najpierw opanować sztukę ich publikowania na tym forum, bo jak pisałam na imageshack nieaktywny mam direct link.
-
[quote name='kizimizi']marako a jakie ty masz psy tak w ogole? Ten na avatarze -zapewne prywatny- wyglada na sznaucera olbrzyma. Hyyyyy???????[/QUOTE] Ten na avatarze to młodziutka sznaucerka olbrzymka (aktualnie Mł.ChPl), córka drugiej olbrzymki nie tak pięknej, ale o złotym sercu, która jest z nami od 7 lat. Oprócz tego prawie 3 lata jest z nami Tajga - mix "olbrzymka" ze schronu ze smutną przeszłością. Tylko trzy i aż trzy. I pomieszkiwały przez kilka miesięcy 2 yorki, ale od jakiegoś czasu już we Wrocławiu, a tylko odwiedzają nas czasem. A Ty, sądząc po avatarze masz jakieś mieszańce psów i ptactwa?
-
Sznaucery w schroniskach - informacje bieżące - ZAJRZYJ i pomóż!!!
marako replied to malawaszka's topic in Sznaucer
[quote name='malawaszka'] Ja podaję spryciarzom tak, że najpierw podobnej wielkości kawałek bez tabletki, potem szybciutko podtykam ten z tabletką i jeszcze szybciej kolejny bez tabletki :lol: a najlepiej jak obok stoi drugi pies - wtedy delikwent nie bawi się w rozgryzanie tylko raz dwa połyka co trzeba ;) ([/QUOTE] Haha, ja robię to samo (muszę teraz podawać Grace 16 tabletek dziennie. Gdyby 4-5, to jej piękniue można podać do gardziołka wprost, ale jak jest ich tyle, to nie mam cierpliwości i stosuję taktykę, że wszystkie 8 upycham w serku żółtym i daję właśnie naprzemian bez, z, i szybko bez tabletek. -
Niunia startuje do jedzenia z szybkością światła. Wyrwała dziś (po trzech obfitych posiłkach) mężowi z ręki kromkę, którą trzymał nawet dość wysoko, prawie przy twarzy. Jadła dziś 4 duże posiłki. Trzy w odosobnieniu, a czwarty - wymyśliłam, żeby jadła jednak w pomieszczeniu z sukami, coby się uczyć, że można jeść spokojniej (na początek na smyczy). Swoją porcję połknęła bez jakiegokolwiek gryzienia w 10 sekund (moje suki jadły od minuty do 2 minut. Jej musiałam dwie dokładki kulek zrobić, bo szczekała okropnie i rwała się do ich misek. Heidi jak gdzieś w zasięgu ma jedzenie, gdziekolwiek, przestaje w ogóle myśleć, obserwować otoczenie, wyłącza jej się instynkt samozachowawczy i atakuje duże psy. Ugryzła dziś w pysk Grace, która jej nie oddała, tylko z żalem popatrzyła na mojego męża. Grace jest naprawdę niebezpiecznym psem jeśli trzeba bronić czegoś ważnego, ale bardzo nie lubi bić słabszych (od yorków też obrywała czasem), tylko z równymi sobie w ogóle nawiązuje walkę, jak musi i wygrywa bez trudu. Ale mam nadzieję, że Heidi w końcu zrobi się spokojniejsza i nie będzie zatargów (które w sumie ona prowokuje).
-
Haha, u mnie sporo rzeczy jest już (po pięciu latach mieszkania) obdrapanych. Tak już jest, jak się ma, to co się lubi, czyli stado dzikusów. One są bardzo grzeczne i karne, ale jak słyszą, że ja już wchodzę, niestety skaczą jedna przez drugą i wejściowe drzwi są w strzępach. Innych rzeczy nie niszczą. Po szczeniakach pamiątka, to obgryzione krzesła. Po Tajdze, jak przysżła ze schronu szafka, Marko = tymczas podrasował schody. Nic mnie już aż tak nie rusza, ale tylko lekko zakłuje kolejna dewastacja. Jak już na coś się składać, to na karmę, bo ona je tyle, co moje trzy czarnuchy łącznie i chyba pójdę z torbami.
-
Syn póbował ją wziąć ze sobą jak jechał po swojego synka do przedszkola, tak było w planie, ale tak biegała po aucie (nie mamy transporterka, nasze suki leżą plackiem, więc nie zakupiliśmy nigdy), że musiał ją zostawić w domu. Ale zamknął w osobnym pokoju (na klucz, bo wszystkie umieją otwierać sobie, ona też), więc jestem spokojna (o psy, nie o drzwi i sprzęty). Już zaraz dojedzie do suczydeł. 60 km w obie strony, więc to nie tylko mała chwila niestety, zapewne wydzierają się do siebie, albo i drzwi obdrapane są już z lakieru.
-
[quote name='Nikaragua']Tylko błagam: nie zostawiajcie suk samych z Heidi skoro na nią warczą , żeby nieszczęścia jakiegoś nie było (mam stale w głowie sprawę Kseni i Nuki w bdt we Wrocławiu)[/QUOTE] Nikaraua, mój syn był już u nas o 6:00 rano, żeby nie zostawała z nimi sama. Jak pojedzie do przedszkola po swojego synka, to z nią. Kora, czy ona w schronisku dostała odrobaczanie i odpchlanie? Bo kupiłam dziś, ale nie wiem, czy zakrapiać, bo może powtórne zaszkodzić tak zaraz zaaplikowane. Może w papierach wyczytam, ale nie wiem, czy są takie informacje. Dzięki za wstawienie fot.
-
Cieszę się, że Bajkowa znalazła bajkowy domek i że zostanie przy swoim imieniu. A ona sama jeszcze na tyle młoda, że szybciutko się przestawi na inną sforę. (co prawda moje niegdyś rozjechały się jako ciut młodsze, ale zabolało mnie parę razy, że tak skwapliwie wsiadały do obcego auta i sprawiały wrażenie zadowolonych). To raczej te, które zostaną mogą bardziej przez chwilę odczuwać jej brak. A Ty weszko, najbardziej mam wrażenie (niezależnie od tego, że odczujesz ulgę zmniejszając pogłowie do opieki).
-
Wysłałam 2 minuty temu.
-
Odwagi to tu nie widzę żadnej, a serce to tu wszyscy mają. Oj właśnie była rozróba kolejna między Heidi a Hondą. Chyba będę spała na dole (psy nie mają prawa na górę wchodzić, a mała zechce). Może być gorąco. Przyszły foty (słaba jakość okropnie). Jedno zdjęcie pokazałabym chętnie - z kąpieli, bo widać jaki to szkielecik biedny. Ale coś nie mam aktywnego direct lik na imageshack, a inaczej nigdy nie umieszczałam tu zdjęć. Musiałabym popróbować się pobawić w coś innego, a nie czuję się na siłach. Jutro poproszę o to mojego chłopaka, może też będąc w domu w dzień porobi zdjęcia jakieś już stąd i umieści. Wyślę Ci Kora na maila kilka fotek.
-
[quote name='malawaszka']u mnie nowy zawsze je na początku osobno żeby nie było powodów do awantury jak któreś zjedzą pierwsze[/QUOTE] Na razie jadła w oddzielnym pokoju. Jednak tak strasznie na jedzenie jest nakręcona, że każdą następną porcję też by połknęła (najwyżej zwróciła).
-
My na nią też tak wołamy póki co, ale nie wiem, jak ma w papierach, bo oczywiście zapomieli mi przekazać. Jutro będą miała, jak ich syn nie zapomni przywieźć. Właśnie mnie ugryzła - ma ząbki ostre jak mleczaki, krew mi sikała (chciała złapać zębami węzeł, który trzymałam ja i Honda, a trochę nie wcelowała w węzeł, tylko w mój palec).
-
W aucie bardzo grzeczna, ale gdyby syn jechał bez obstawy, miałby ją na kolanach chyba przez cały czas, więc dobrze, że wziął dziewczyny (i 2 yorczki). Właśnie obierałam skrzydła i przygotowywałam posiłek, kilka razy była akcja z rzuceniem się i warkami - raz Honda, raz Heidi (to imię to nie mój pomysł, jak coś wymyślimy innego, to zmienimy, ale takie ponoć miała). Brały się za siebie, bo obie szaleją na punkcie jedzenia. To musi wystygnąć, więc teraz zamknięte wszystkie ze mną i tz w pokoju, żeby nie kusiło do bitki. Honda popiskuje z żalu, a mała od czasu do czasu wtóruje. Za 10 minut będą jeść, to im ulży.
-
Sznaucery w schroniskach - informacje bieżące - ZAJRZYJ i pomóż!!!
marako replied to malawaszka's topic in Sznaucer
Wygląda zdecydowanie na sznaucerkę (jakieś takie proporcje sznaucerowe ma na mój gust). Zresztą to i tak nie ma znaczenia. Biedna - tak na koniec życia wyrzucona na bruk. -
No! Nareszcie ogarnęliśmy sytuację. Nakarmiliśmy i wykąpaliśmy smrodka. A przede wszystkim jakoś udało nam się pokazać ją sukom tak, że pozwoliły jej wejść i zachowują się w miarę spokojnie. Najbardziej rozjuszona była Tajga - schroniskowiec, bałam się je zbliżyć do siebie bo pieniła się i warczała jak wściekła. Honda i Grace (matka i córka) przywitały ją w miarę spokojnie, ale oczywiście wyczekując na nasze reakcje z napiętą uwagą. W mieszkaniu Grace traktuje ją najmilej, Tajga powarkuje, gdy mała wyda jakiś dźwięk, a Honda - zazdrośnica próbowała ją ustawiać, tzn. stawać na drodze do jedzenia (oczywiście hipotetycznego, bo mała przez cały czas szuka, co by tu jeszcze wypatrzeć do jedzenia mimo, że na tę chwilę nic nie ma w planie i skacze na dużą wysokość w tym celu). To jej poszukiwanie żarcia nie podobało się Hondzie, która też jest nienasycona w tym względzie i obawia się, że tamtej uda się coś zdobyć, no i uważa że na wiele sobie pozwala (co jest akurat prawdą, bo mała nie wie jeszcze jakie zachowania psów są niemile widziane przez nas, czego trzeba przestrzegać i robi wiele zakazanych rzeczy. Teraz uspokoiły się wszystkie, leżą. Chyba dotarło do małej, że coś ma już w żołądku. Nie chcę przesadzać z tempem dokarmiania w pierwszym dniu, ale stopniowo dojść do większych ilości. Na razie dostała RC z olejem (kubek, czyli tyle, ile moje o wiele większe burki), na deser pół parówki (nigdy psom nie daję, ale złamałam się dziś), za chwilę kilka kęsów białego sera, sporo też popijała. Z ręki nie da się jej dawać, bo mało palca nie zje. Łapczywa okropnie, ale nie ma się co dziwić. Tajga też taka była przez pierwszy tydzień. Później pojęła, że jedzenie jeszcze kiedyś BĘDZIE. Patrzy też na rezydentki, że ona spokojnie podchodzą do tematu, więc może pojmie to szybko. Jej chudość spowodowała, że tz nawet nie pisnął, jak został zaznajomiony z sytuacją. To SZKIELET! Aż dziwne, że ma tyle energii i radości w sobie taki zbiór kości powleczony skórą! Jak dostanę zdjęcia z kąpieli to będzie widać każdą kość (zdjęcia z podróży, z kąpieli i parę innych robione były nie moim aparatem i dopiero mi je wyślą, jak wrzucą na kompa (niedawno pojechali do domu). W lesie od razu chwyciła w zęby patyk, który chcieliśmy rzucić Grace, żeby ją odstresować i przychylnie nastawić do nowej. Lubi zabawy, bo jak Hnda zaczęła ze mną przeciągać z lekka, zabawowo węzeł, zaraz przybiegła i chwyciła końcówkę, żeby poprzeciągać z Hondą (ale tamta pociągnęła silnie, bo jest 3x silniejsza i mała puściła. JEST CUDNA! Sorry, ze piszę tyle, ale jestem bardzo szczęśliwa i adrenalina tak działa. Wkrótce wrzucę zdjęcia (tamte, które dostanę). Zrobić sama na razie nie mogę, bo mała depcze mi po piętach i skacze do aparatu. W czwartek wet (jutro pracuję 12 h). Wyniki, wymaz, pokażę guzek na żebrach (guzki?), bardzo marną skórę przy ogonie (pewnie wynik kołtunów i niedoborów pokarmowych, ale też może ślady pogryzień - po ciemku słabo widzę). Kupię odrobaczanie (chyba, że dostała w schronie) i jakiś advantix. Popytam wstepnie o przyszłą sterylkę. Jutro raniutko przyjedzie i zostanie na parę dni mój syn, bo boimy się spuścić na razie z oka ją z naszymi sukami (jedyny plus, że on teraz znów nie ma pracy). Aaa, wyszliśmy na parę minut (nie na dłużej, bo ciemno, no i dopiero 2h po kąpieli) - było sii i qpa (pierwszy raz żałowałam, że nie wzięłam latarki, bo bym oglądnęła). Sii na terenie ogródka i moje 2 suki były chyba zdziwione, że nie dostała reprymendy, tylko pochwałę (one też traktują ogród jako miejce tylko awaryjne do tych rzeczy, tylko Tajga lubi po spacerze odlać się na klombiku z barwinkiem). Teraz gotuję skrzydła indycze z warzywami i ryżem, dostaną za godzinkę (i zostawię trochę na jutro). Generalnie karmię suchym (RC), coś najwyżej dla smaku dorzucam, polewam nieco nieoczyszczonym olejem. Ale jej bedę urozmaicać trochę bardziej na razie, zeby szybko nabrała ciała. To tyle, nie zanudzam (zresztą jeszcze i tak będę, czy chcecie, czy nie).
-
Za chwilę będą na miejscu, wszystko załatwione przez Korę, ale ja jestem w pracy i zobaczę sunię dopiero za 2 godziny najwcześniej. Boję się, jak damy radę (i co powie mój TZ). Ale sunia już będzie bezpieczna /o ile je moje suki nie zjedzą/.
-
Wszystko się zgadza. Co do cen sterylek nie mam bladego pojęcia, bo nasze dwie suki były ciachane, ale dawno i z innych wskazań. Tę cieczkę postaram się sprawdzić bo jak w ciąży np., to sterylka aborcyjna musiałaby być i to wtedy szybka i w określonym terminie. Jak nie, to poczekamy, nie spieszy się. Odkarmimy ją szybko. Wyniki krwi oczywiście przed sterylką obowiązkowo. W ogóle ją zaraz pokażę wetowi /po wstępnym doprowadzeniu do porządku/. Mój wet jest bardzo dobry, ludzki i nie zdziera kasy, przychodnia wyposażona (ma o wiele taniej niż u poprzedniego, którego też lubiłam). Sprawdzę tę Głogowską (usg), popytam o akcje sterylkowe. Sprawdziłam w google trasę do schronu, jest prosta jak strzelił. Trafić łatwo. To idę już sobie, bo rano wstaję sporo przed piątą. Do usłyszenia jutro. Czekam na sygnał /sms/ zarówno na tak, jak i na nie po godzinie 10:00 /odbiorę o 10:40 i odpowiem/.
-
Jasne, pytaj zaraz o 10:00, następnie gdyby nie było jej albo co, to sms 603569417, wtedy powiadomię go najwyżej, że ma zawracać. Tak o 10:00 będzie startował, zahaczy o psi sklep tylko po drodze, ale ja mam przerwę 10:35-10:45 i mogę mu dać dopiero wtedy znać, jeśli plany ulegną zmianie. Teraz wersja aktualna: JEDZIE. No i dokąd ma jechać? pod schron? Muszę znaleźć, gdzie to jest z trasy (nie mamy GPS-a). Ja nie odbieram telefonów w pracy, ani sms-ów, tylko na przerwach mogę.
-
Dzięki też [B]Satrina[/B], za chęć dowiezienia suni aż do nas. Jednak ta sobota tak odległa, a sunia biedna, więc czas się liczy. [B]farmerka63[/B], też dzięki za wsparcie. Jakbym nie wyrobiła z kosztami, bo rzeczywiście zwłaszcza na początek są wydatki, a mogą zajść jakieś nieprzewidziane wydarzenia - będę prosić na forum o pomoc. Z góry dziękuję.
-
Jutro syn pojedzie, rozmawiałam z nim przed chwilą będzie najpóźniej na 12:00 , będzie celował na 11:30. Może nawet z obstawą, żeby sunia miała kogoś blisko w czasie podróży. Na wypadek, jakby nie zdążył kupić, będzie miał obrożę i smycz którejś z naszych suczek. Weźmie mój dowód osobisty też ze sobą w razie czego. Ręczniki papierowe, worki foliowe, kilka nakrywek na siedzenie (choroba lokomocyjna?).
-
Obawiam się, że nadziei dla tej cywilizacji nie ma, ale to nie powinno niczego zmieniać w naszych decyzjach. Dobra, biorę auto jutro tak, czy tak. Zaraz dzwonię do syna, żeby był zwarty i gotowy, bo może będzie jechał. Zlecę mu też kupienie odrobaczenia i odpchlenia, no i może trzeba coś dla średniego psa do jedzenia (moje jedzą rozmiar maxi). A nawet coś na początek wyjątkowo ugotuję (dla wszystkich - niech i stare zobaczą, że święto jakieś w domu i dobrze niunię kojarzą). Jakaś obróżka, po drodze, bo smycz się znajdzie w domu. Boję się trochę jak to będzie. W razie czego, jakby co to nie opuszczajcie nas w potrzebie.
-
Kora, weź ją. Zeskanowałam, zaraz wyślę mailem mój DO. Jak Ci się uda ją wziąć choćby jutro - bierz. Mój syn przyjedzie po nią jak ją będziesz miała. Nam najbardziej pasowałby czwartek ok. 10:00 - 11:00 do odbioru w Wałbrzychu (może nawet moim autem, to w końcu poniżej 100 km, może damy radę). Ale jest też taka opcja, że będzie logistycznie dało się z naszej strony wcześniej. Nie wykluczam nawet jutra. Musiałabym jednak wiedzieć [B]dziś[/B], czy są szanse wyciągnięcia jej [B]jutro do południa[/B] (syn tak przed 12:00 może do Wałbrzycha dojechałby po nią). Bo ja jeżdżę do Wrocka pkp, nie biorę auta, a tak musiałabym wziąć auto, bo syn mieszka we Wrocku. A auto musiałabym wziąć w tajemnicy przed tz, bo on jutro może mnie zawieżź na PKP i odebrać, więc nie mam potrzeby brać auta. On na razie nic nie wie. Dowie się w trakcie akcji. Trudno. Nie chę tego robić PO usłyszeniu NIE. Wolę usłyszeć NIE, jak już nie będzie miało mocy. On kocha zwierzaki, ma dobre serducho, ale jest realistą i zawsze mówi NIE na moje pomysły. Bo rzeczywiście pomysł karkołomny: 30 km od weta, 3 duże psy i gromadka ludzi na garnuszku, psy zostają same w domu, bo praca 30 km od domu. Ale już mieliśmy tymczasa, mamy sunię ze schroniska i jakoś świat się nie zawalił.
-
Ja czwartek mam taki sam "krótki" jak wtorek. Tak, że jeśli syn nie mógłby jutro jechać (ma gościa do środy, upewniałam się, czy w środę będzie wolny, ale nie pytałam, czy jutro może zostawić gościa na pół dnia, a sądzę, że nie). W czwartek raczej mółby. Zobaczymy. Dam znać. A jak jest z poprzednią właścicielką? Zrzekła się praw? Odebrano jej? Pytam, żeby nie było niespodzianek. Gdybyś ją mogła zabrać wcześniej i przechować, to byłoby najlepiej. Najpóźniej do czwartku, najwyżej zostałaby do piątku u syna, gdyby to był wieczór i nie dałoby się dojechać przed wieczorem do mnie i wprowadzić do moich suk. A gdybyś ją pozbawiła zapaszku, to już w ogóle pełnia szczęścia - ja nie jestem wrażliwa, ale on bałby się pociągiem ją tak wieźć.
-
Porozmawiam zaraz z synem, zastanowimy się, jak będzie najlepiej. Około 18:00 będę w domu, wyślę wtedy skan dowodu na tamten mail, i zadzwonię na tamten numer. Czy jak wybiera się psa to zostawia swoje dane jako adoptującego, czy z zaznaczeniem, że na dt? Bo nie wiem, jak jest z późniejszym wyadoptowaniem? Czy nie ma kłopotów z umowami z nowym domem, tym stałym?