-
Posts
2783 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by marako
-
[quote name='kizimizi']a propos kolejki, moze by inne psy im przedstawic jak Hidi juz by miala dom? [/QUOTE] Też tak myślałam, a nawet pisałam, ale najpierw czekam na wyprawienie Heidi, bo choć nie apowiadają się nagłe zmiany sytuacji, ale wolę poczekać na finał, bo w tym świecie nie można być pewnym niczego.
-
Dzięki malawaszko, za radę, tak najlepiej mówić.
-
A mój mąż tak czule się znią dziś żegnał, że aż byłam zdziwiona, że tak okazuje uczucia (zwykle jest dość skryty). Heidi go polizała kilka razy i ja też się wzruszyłam tym pożegnaniem...
-
[quote name='kora78']to ile tych domow w sumie bylo? z 5, wiecej? woow a mnie az sie snilo w nocy koszmary z adopcja heidi, jej...[/QUOTE] Chyba tylko 4. Ale konkretnie zainteresowane i dobre - choć dla pierwszych za duża, to jednak dobrzy ludzie i psa by nie skrzywdzili. Sprawy jednak się nieco skomplikowały. Właśnie pani z Chorzowa zadzwoniła, że mąż (lekarz!) w tym stanie jej nie zawiezie (sądząc po głosie nieźle ją jakaś infekcja rozłożyła). Przyjadą w piątek. Już kupiła nawet legowisko, miskę, obrożę, smycz i worek Royala. Strasznie przepraszała i zapewniała, że jest osobą poważną i gdyby sama mogła jechać przyjechałaby w tym stanie, bo bardzo się nastawiła, że będzie miała ten okres aklimatyzacji przez cały dzień z sunią wydłużony o 2 dni. Wizyta u niej w czwartek aktualna. To plus, że odbędzie się przed, jak ma być. A ja już przed pracą zaliczyłam cukiernię (najlepszą w mieście mamy obok mojej pracy) i będziemy teraz opychać się do nieprzytomności sami, bo do piątku nie dotrzymają te pyszności. Załatwiłam wcześniejszy wypad z pracy. Po drodze zgarniam 2 osoby (więc nie bardzo mam jak odkręcić to wcześniejsze wyjście, a wcale nie jest mi na rękę, bo teraz robię 2 kursy do Wrocka i z powrotem w ciągu dnia, a tak pojechałabym tylko raz i to pociągiem, więc o 50 zł taniej). Nie wiem też, co mówić innym pytającym o Heidi, ale może właśnie to, że w piątek ktoś po sunię przyjeżdża. (ja już tak mam, że nigdy nie wiem do końca, co robić).
-
Jak już ochłonę, to zrobię rozeznanie w kudłaczach (kudłatkach) i może kolejne telefony jakby jeszcze były, wykorzystam dla kogoś innego.
-
Nie martwcie się, jak oni spękają, to mam super osobę kolejną (tylko, że w tygodniu nie może przyjechać). Zapowiedziała, że jak Heidi będzie w weekendzie, to podjedzie. Ale z maili wynika, że wrażliwa i ciepła osoba i też zauroczona sunią. I jeszcze jedna czeka na decyzję tych wczorajszych, którzy jak czułam zrezygnują, a nie dałam jej jeszcze znać (dam jutro).
-
[quote name='kasjas']Zaraz Ci coś [B]maławaszka[/B] załatwi, nie martw się ;) Dla odmiany dostaniesz coś malutkiego może, zebyś poczuła jak fajnie mieć takie na kolankach, rączkach hehe[/QUOTE] Co do załatwiania, to powiedzieliśmy mężowi, że jak ogarniemy się, to coś znowu weźmiemy, a ona na to "czyście poszaleli?, mało Wam jeszcze?". Na to my: "no, jak się ogarniemy, ale to nie znaczy, że za tydzień, ale za dwa, trzy niewykluczone zwłaszcza coś, co mało je". Jakoś musimy go troszkę pozmiękczać i przygotować na jeszcze. A co do małych jasnych, to właśnie była interwencja w hodowli (i to zarejestrowanej w ZK ponoć) pod Wrocławiem, z grzywkami, wielka ilość. Widziałam zdjęcia, okropność. Mojej zajomej z pracy synowa była tam na interwencji, oni sami na święta mieli dwa stamtąd (do 2 swoich psów). Właśnie w pracy mnie pytała, czy nie chcę grzywacza na przechowanie (albo raczej nawet w ogóle na zawsze). Jakby ktoś chciał takiego, to są do wzięcia.
-
Nic mi nie wiadomo o przekładaniu, jutro cały dzień poprzekładałam pod to, więc lepiej dla mnie już byłoby nie zmieniać. Choć już zaczynam patrzeć na Niunię z czułością niespotykaną (lubię ją od zawsze, ale dziś to po prostu brakuje skali, tak bardzo i smutno mi, że zrobi się znowu u nas tak czarno jakoś).
-
Około 14:15 wyjeżdżam spod szkoły, po drodze gdzieś w okolicach Kromera kazałam czekać Adze, bo nie mam czasu pod jej szkołę jechać, więc pojadę tak, by i Tobie i mnie było optymalnie. Mogę przez Most Milenijny, Obornicką, Kasprowicza, Kromera. Mogę też Długą, Dubois, Bema, Jedności i tam Agę łapać, jeśli byś Ty też gdzieś tam mogła być. Czy po ośrodku jedziesz do Certy i Abi?
-
[quote name='kasia-online']rano muszę być w ośrodku, a dopiero co wróciłam do domu, więc się pewnie już z Heidi nie zobaczę : ( [/QUOTE] Kasiu, a kiedy wychodzisz z ośrodka? Może to da się zgrać, żebyś była na trasie mojego przejazdu ok. 14:30. Bo ja później na dyżur i tak do Wrocka wracam, to mogłabym Cię zawieźć, jakbyś chciała.
-
A tak w ogóle, to wybieramy się do Będzina za 2 tygodnie, a stamtąd tylko 15 km do Chorzowa, więc będę mogła być może też zobaczyć na własne oczy, jak sunia się ma (no i spotkanie Heidi z Hondą to byłoby przeżycie!)
-
[quote name='kasjas']Heidi raczej byłaby zadowolona mogąc poganiać bażanty hehe.[/QUOTE] Oj byłaby, była.
-
Siostra tej Pani ma psa, druga też, ona też kiedyś miała (bardzo dawno). To też dobrze wróży, skoro cała rodzina psiolubna.
-
Dopiero zjechałam z pracy do domu. Wysyłam z moment dane ludzi na pm do Kory, dzwoniłam do nich i czekają na tel. od kogoś od PA.
-
Będę na necie za jakiś 3 godziny, teraz praca, wet i podróżdo domu. Mam nadzieję, że ktoś tu zaglądnie.
-
[B]Ludzie z Chorzowa[/B] jutro biorą urlop i przyjeżdżają, bo baardzo im zależy, żeby ją wziąć przed świętem i mieć klika dni na przyzwyczajenie jej do siebie i miejsca (od poniedziałku pracują i będą ją na ok. 5 godzin zostawiać samą, a w czwartek się wymieniają z pracą). Boją się, że ją ktoś im sprzątnie, bo tak mieli jakiś czas temu, że się zastanawiali nad sunią z Kielc o dzień za długo. Rozmawiałam z nimi od kilku dni kilkakrotnie przez telefon, w mailach napisałam wszystko - że trzeba z psem popracować, nawiązać więź, że jest chętny, aktywny, ale też ale też i niezależny. Że nie możemy nigdy niczego przewidzieć, np. jak zareaguje na samotność, choć tu, z psami nie niszczyła. Nawet odpowiedzieli, że poczytali, że w razie czego można na czas nieobecności przyzwyczaić do kenelu, jako bezpiecznego schronienia, z zabawkami itp., gdyby zaczęła rzeczywiście rozrabiać. Podkreślałam, że nie jest taka mała, jaka może się wydaje, podałam wzrost i zdjęcia przy krześle i stole i w ogóle więcej zdjęć. Nawet powiedziałam, że na ogródek (a mają malutki, wypieszczony) bez nadzoru się nie nadaje, bo jak coś w ziemi wywęszy, to lubi pogrzebać, albo wyrwać roślinę, jak się jej spodoba, bo mi poniszczyła. Nie odstraszyłam ich. Chcą, by była psem domowym, wcale nie takim tylko kanapowym, ale łażącym na długie spacery, zabawy, jakiś sport (tereny wokół domu wymarzone, zielone, trochę psiarzy, ogrodzony wybieg dla psów/psiarzy gdzieś w pobliskim parku. Tak, jak inne domki też brzmią nieźle, tak ten od razu jakoś mi pasuje, od pierwszej rozmowy. Ludzie tuż po wyprawieniu dzieci z domu, ale aktywni, kulturalni, dobrze się z nimi rozmawia. Proszę Was, doświadczonych o radę, co robić. Na ich propozycję wzięcia od razu suni zareagowałam ze zdziwieniem, opowiedziałam o procedurach (PA). Czasu jest mało, bo jutro około południa (bliżej13:00) wyjeżdżają do Wrocławia po Heidi. Nie wierzę więc, że znajdzie się tak dyspozycyjna osoba z Chorzowa, która mogłaby wspomóc nas i uskutecznić wizytę PA. Ale są gotowi poddać się i wizycie i przed i po, twierdzą, że naprawdę mają i warunki i serce do tego, żeby zaopiekować się psem. Co robić? Wydawać bez PA? (Jechać z nimi nie mogę, jutro mam wieczorem zajęcia, na których muszę być. Z pracy załatwiłam, że urwę się 2 godzinki wcześniej, za to przyjadę wcześniej, żeby być dla nich przez 2,5 godziny do dyspozycji. Pozostały czas, gdyby mieli być dłużej - będzie mój syn. Na Śląsku będę za 2,5 tygodnia, wtedy mogę odwiedzić już po. Proszę o doradzenie, co robić. Serce podpowiada mi, że tak, dać Heidi, chyba, że ludzie na żywo okażą się nie tacy, jak na odległość. Wtedy zawsze mogę ją obrzydzić, sprowokować jakąś bójkę z moimi sukami, żeby jej nie brali. Czekam na odpowiedź (mogę to ostatecznie odwołać, ale urlop już ta pani wzięła, więc głupio,bo sie zgodziłam, tylko mówiąc, ze procedura jest taka, że jest najpierw PA, a tak mało czasu jest na to).
-
Tak, wiem, sprawdziłam sobie (młoda, a nie mała). Nieduża przecież ona jest, bo nie jest przecież dużym psem, ale ktoś może rozumieć, że mała. W samym tekście jest opis, że jest średniej wielkości, więc to wyjaśnia wszystko. Może jak ktoś ma na myśli yorki, to ona jest w takim porównaniu naprawdę duża. Ale we wzorcach ras psy o jej wielkości określane są jako średnie. Dlatego myślę, że ogłoszenia są OK. Co do dalszego ciągu ogłoszeń, zobaczymy, bo na razie są chętni i może z tego coś wyjdzie. Ja ludziom podaję w mailach dokładny wzrost i inne szczegóły, więc zainteresowani wiedzą dużo.
-
Telefon dziś miałam b. obiecujący jeszcze jeden - ze Śląska. To zostawiło najlepsze wrażenie, bo ludzie chyba aktywni, sprawia im radośc myśl o zabawie z psem i zamierzają szkolić go, mają domek, duże tereny zielone, dużo czasu (dzieci usamodzielnione, ale po głosie osoba energiczna. Boją się tylko o dewastowanie podczas nieobecności (max 5-6 godzin, bo pracują o nieco różnych porach, więc nie musi pies być sam 8h + czas dojazdów). Muszę zrobić jakąś próbę choćby na 2 godziny. Niektóre moje wcześniejsze psy nawet będąc w gromadzie z moją Grace, a później z Tajgą wyjmowały z szafy rzeczy, podgryzały buty i chodziły po blatach, a Heidi mimo wszystko nie. Ale nie wiem tego na pewno. Jeszcze jedna osoba koresponduje mailowo - też nieźle początek wygląda, ale bliżej nic nie wiem na razie. Wysyłam dodatkowe foty, szczerze odpowiadam, niczego nie ukrywam, bo tak jest chyba lepiej. Zainteresowanie jest w każdym razie. Przestałam przez chwilę ogarniać telefony i SMS-y, bo po stracie komórki nawet znajomi są jeszcze niewprowadzeni do kontaktów, więc mam niezły bajzel. W dodatku przerywa mi rozmowy, taki mam beznadziejny zasięg, oddzwaniam, oni w tym czasie też itp., znowy zrywa. Jak tel. dzwoni, to biegnę po 3 schody na górę łapać zasięg, nie wiem, kto dzwoni, czy ci, czy tamci. Horror. Ale lepsze to, niż cisza w eterze. Coś mi się gdzieś obiło w jakimś ogłoszeniu, że w tytule jest słowo "mała" (a chyba takiego tekstu nie dawałam), ale może się mylę (zaraz sprawdzę, co dawałam, a co jest). Większość chętnych jest z tablicy.
-
Już po wizycie. Ludzie wyglądali na bardzo odpowiedzialnych, ale troszkę jakoś zaskoczonych w ogóle psami jako takimi (mimo, że mieli psa, raczej nie wyglądali na obytych z psami). I zakoczeni wielkością Heidi. Niestety sfora pokazała się okropnie - rzucały się sobie do gardeł z zazdrości, Heidi szczekała jak opętana nie mogąc porządzić Hondą, na co miała ochotę. Jak wywaliłam moje suki na dwór, niczym nie interesowała się, tylko biegała przy drzwiach tarasowych żeby je wypatrzeć i darła się, a one nie były dłużne. Więc je wpuściłam, bo to też było nie do wytrzymania. Były jednakowoż duże szanse na spokój, bo zaraz po po pierwszym ataku na obcego duże suki zaczęły łasić się do nich, podtykać mordy do głaskania i byłam pewna, że zrobi się miła, sielska atmosfera, jaką zwykle mamy, jak ktoś obcy nas odwiedza. Niestety nie przewidziałam, że ci ludzie będą się ich bali, sztywnieli, wzdrygali się itp. (miałam wrażenie, że nie tylko się boją, ale też i brzydzą, ale może się mylę). Poczułam się odpowiedzialna za ich strach i wstręt, miałam do siebie żal, że nie powycierałam pysków i nie zdążyłam przeczesać bród. Ale przecież wystarczyło sprzedać 3 głaski każdej, a poszłyby na legowisko, a tak, wciąż musiałam je odwoływać, więc kręciły się wokół jak głupie, nie chciały się wyciszyć, Heidi próbowała wskakiwać łapami na Hondę, a nawet na Tajgę, jak te nie pozwalały sobie, to Heidi bez końca szczekała na nie z oddali. Fakt, że nie mam psów "dobrze wychowanych", które po jednym moim słowie oddaliłyby się cichutko i nie nagabywały gości. Na tyle rzadko nas ktoś odwiedza, że nie chciało mi się tego ich nauczyć. Nie są zresztą zwyle nahalne, wystarczy pogłaskać i powiedzieć, "no już, wystarczy, idź sobie" i odchodzą, ale tak bez obwąchania i śladów akceptacji czemuś nie chcą się oddalić. Nie wiem, jak na przyszłość mam robić - czy je gdzieś wyprawiać? (nie miałam dziś z kim, ciemność, córka z bólem brzucha w łóżku zapewne nie pałałaby chęcią spacerów po ciemku). Heidi okazała się chyba większa, niż sobie wyobrażali. Mieli kiedyś małego pieska (przez 17 lat, a odszedł 10 lat temu). Do jutra dadzą odpowiedź mailem, czy się decydują, ale ja raczej czuję, że nie. Martwię się, że wyszła na szczekacza, a sądzę, że mieszkając tylko z ludźmi nie będzie miała powodów, by się wydzierać i się wyciszy. Zwykle nie mam problemów z jej szczekaniem, ale dziś przeszła samą siebie. Teraz wszystkie grzecznie śpią. Anioły.
-
Są jakieś pierwsze telefony o Heidi (głównie SMS-y, bo mam do bani zasięg tu w tym grajdołku, a SMS jakoś dochodzi) . To pocieszające, bo po serii katastrof jakieś światełko w tunelu. Dziś/jutro może będą odwiedziny. Mam więc pytanie - czy ktoś ma jakiś [B]wzór umowy[/B] i mógłby przysłać? Też na [email]mr.sznaucer@gmail.com[/email] . Co z [B]wizytą przedadopcyjną[/B]? Nigdy nie oddawałam psa sama, co mam mówić o formalnościach, jak ludzie przyjadą? Wyglądają z rozmowy tel. na miłych i odpowiedzialnych, ale mieszkają w bloku i nie wiem, jak Heidi sama zostawałaby. W ogóle wszystko się jakoś sypie. Wczoraj uszkodzony laptop. Dziś o 6:00 już byłam w pociągu, bo miałam na 7:10 wizytę u lekarza specjalisty, na którą czekałam kilka miesięcy. Okazało się, że nie może mnie przyjąć, bo dowód ubezpieczenia nie jest z grudnia. W końcu przyjęła, ale musiałam błagać bardzo długo, a po recepty i skierowania muszę wrócić ze świeżym papierem. Tyle było ceregieli, że uciekł mi pociąg powrotny i w efekcie wyprowadziłm psy na 5 minut, zamiast na ponad godzinę, jak było w planie. Teraz na dodatek z zapasówki schodzi powietrze. Jak dzwoniłam w sprawie faktury, to lekarz operował. Zaraz kończy dyżur i nie wiem, czy się "wstrzelę", żeby mi go dali do telefonu. Wolałabym go dopaść osobiście, choćby na słuchawce, a najlepiej na żywo, a jechać strach na kiepskiej zapasówce; zresztą już nie zdążę, bo zaraz wychodzi. Gdzieś mam numer tel. kom. jego (ale muszę poszukać na świstkach, bo straciłam numery po awarii komórki).
-
Wciąż mnie wywala, jak za długo piszę posta. Wydawało mi się, że pisałam już, ale sprawdziłam, że nie (pewnie wyautowało mnie wtedy), więc poprawiam się. Wpłynęło mi na koto od farmerki 50 zł, od Magdaleny 100 zł. Jutro, jak pisałam, spróbuję skontaktować się z wetem w sprawie przepisania faktury. Sylwek u nas zakończył się jakoś tak niewesoło - połowa psów (te 3 wystraszone) schowała się pod biurko mojego męża. A któreś wybiegając spod biurka pociągnęło kabel i zrzuciło laptopa. Niestety twardziel chyba poszedł, bo wyskakuje komunikat, że nie widzi dysku. Najbardziej tz nie może odżałować danych, bo dawno nie robił żadnych kopii bezpieczeństwa, a chyba przepadły, bo to raczej wygląda na mechaniczne uszkodzenie samego dysku - podłączenie sprawdzaliśmy.
-
[quote name='kora78']wlasnie, czy mozna jakos sprawdzic, jak heidi sama w dom usie zachowuje? ale naprawde sama, bez psow.[/QUOTE] Nie jest to możliwe na 8 godzin, co najwyżej na 1-2 godziny (spacer z pozostałymi psami) [quote name='kora78'] marako, do sterylkowej skarbonki usi byc faktura z sama cena za cieczke. [/QUOTE] Jutro zadzwonię (albo i podjadę, jak zdążę złapać właściwego weta na jego zmianie). Trochę się martwię, że zaczął się nowy rok rozliczeniowy i przepisanie może nie być możliwe, ale zobaczymy. Trochę nie bardzo rozumiałam z postów jak to jest, która skarbonka na co itp., jakoś się pogubiłam, nie jestem zbyt mocna w tych tematach. A w dodatku mój wet (od sterylki) jest nie zawsze, robi się "głuchy telefon", bo mówię jednej osobie, ona przekazuje jemu, itp. Mam dokładną specyfikację (ale już nie na fakturze, co ile kosztowało, łącznie z igłami, strzykawkami, każdym użutym środkiem), ładnie wydrukowaną. Ale faktura jedna na "zabiegi weterynaryjne".
-
[quote name='AgnieszkaO'] zalezy im, aby zabierać psa wszędzie gdzie tylko mogą:) ...................... Ile ona waży? I właśnie dokąd sięga? [/QUOTE] Jest nieco powyżej kolana - w kłębie ok. 55 cm, ale nie wygląda na tyle, bo jest smukła i nie chodzi mocno wyprostowana w górę. Waży aktualnie 20 kg i nie sądzę, żeby wiele jeszcze przytyła, może do 22-24 kg. Na fotkach (poprzedna strona wątku) widać, jaka jest w stosunku do sznaucerek olbrzymek i mix sznaucerki takiej 58-60 cm w kłębie Przez pierwsze 2 dni bałam się zostawiać ją z moimi sukami, więc zostawała w zamkniętym pokoju sama. Nic wtedy nie zniszczyła. Nie bardzo mam jak zrobić próbę zostawiania, bo co najwyżej mogę pójść z samymi dużymi sukami na długi spacer (2 godziny?), ale 8 godzin raczej nie spędzę z nimi poza domem. Heidi w domu jest aniołem, nie widać jej i nie słychać, ożywia się na sygnały świadczące o możliwości jedzenia. Za to na dworze zmienia się całkowicie - biega i mocuje się z sukami, tropi ślady, lata za piłką, czy patykiem, zaczepia do zabawy, niestety jak wpada w amok, wyrywa też roślinki ogrodowe. Można ją zabierać wszędzie, bo jest śmiała i przyjacielsko usposobiona do wszystkich ludzi, nie ma też śladów choroby lokomocyjnej. Szczekliwa bywała tuż przed spacerem (napędzały się wszystkie), ale już udało mi się to prawie wygasić (miałam wolne i nie czułam presji czasu). Jak szczekają, wracam do domowych zajęć, przerywam wychodzenie. Skutkuje. Tylko od jutra zacznie się pośpiech przed pracą i mogą wrócić stare nawyki. Petard wczoraj się troszkę bała (tzn. udawała, że chce przegonić strzelających, ale tylko raz wyskoczyła na ogród ze szczekaniem, a później już tylko z domu popisywała się bohaterstwem)... Trzeba by ją nauczyć przede wszystkim przywołania, podstawowych komend; coś tam umie, ale jak złapie trop, to głuchnie. Wie, co to "na miejsce", wie co to "psy zostają, pani idzie", siada, podaje łapę, ale to drobiazgi. Ma niespożytą energię, więc trzeba jej zapewnić nie tylko spacer (=chodzenie na smyczy), ale zabawy, skoki, bieganie itp. Wtedy na pewno będzie spokojna w domu. Raczej jest sunią dla ludzi aktywnych, bo sama tej aktywności pragnie. Uczy się od moich pilnować terytorium i zaczyna szczekać na obcych, ale nie szczeka na nikogo, kto wchodzi do domu i ma z nią/nami bezpośredni kontakt, a tylko przez płot, dla towarzystwa, bo moje tak już niestety mają, że korzystają z rzadkiej okazji, gdy przejeżdża auto lub ktoś idzie naszą drogą. Na spacerach też raczej nie szczeka.
-
Dzięki jeszcze raz. Trzymam telefon w jedynym miejscu, w którym jest 100% zasięg i liczę na to, że zdążę dobiec po schodach, jak zadzwoni. Ale cisza. Wczoraj był jeden mail z zapytaniem o wzrost. Ale po mojej odpowiedzi już nic. Sprawdzam teraz maile co godzinę (wczorajszy odebrałam po kilku godzinach i wyrzucałam sobie, że nie zajrzałam od razu po przyjeździe od weta, tylko poszłam z psami na spacer, ale to i tak chyba nie miało znaczenia w tym przypadku). Aha, zapomniałam wspomnieć, że ten kaszak na boku też został usunięty przy okazji sterylki.
-
Sznupkowy Oddział Psychiatryczny vs Geriatria i koty... no i ja
marako replied to malawaszka's topic in Foto Blogi
A my z Hondą Ii tz-em dostaliśmy zaproszenie na bal u właścicieli brata Hondy - bagatela 600 km stąd, w Niemczech. Jeszcze wczoraj wieczorem, mimo, że podziękowaliśmy grzecznie, ponowili zaproszenie licząc na naszą spontaniczność (w zasadzie bylibyśmy zdolni to tego, by te 1200 km zrobić i to z Hondą, ale nie mam kreacji wieczorowej jakoś i czasu, by ją wypatrzeć w odpowiednim sklepie). Więc my też jak część z Was - w domku i bez ekscesów, jakkolwiek by to rozumieć. Życzenia wszelako przyjmij, Waszko i inni też - oby domki ustawiały się w kolejce, pociechy nie chorowały, a grono dogomaniaków rosło w siłę i zdrowo się przez ten rok trrzymało.- 49449 replies
-
- czarcie kopytko
- malawaszka
- (and 5 more)