-
Posts
2783 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by marako
-
Heidi już bez kaftanika fruwa. Wydusiliśmy dziś gruczoły wokółodbytowe, bo wydawało mi się, że jej przeszkadzają (i słusznie, bo pełne po brzegi). Na spacerku dłuugim była już bez pancerza. W 6 psów, bo przyjechały "nasze" yorki. We wsi (jakieś 300 m stąd) zaczęli już strzelanki, ale na Heidi zdaje się nie robi to większego wrażenia. Może jak dojdą w nocy efekty wizualne, albo bliscy sąsiedzi się włączą w fajerwerki, to zareaguje, ale na razie tylko Grace jest lekko niespokojna i jedna z małych yorczek. Ale też bez wielkich sensacji - po prostu trzymają się blisko mnie, ale bez drżenia i ślinienia. Sąsiedzi mają miesięczne dziecko, więc może w tym roku sobie odpuszczą, choć raczej wyjdą dalej od domu, bo mają też 8-latka. Dostałam fakturę (bez wyszczególnienia) i rozpiskę szczegółową oddzielnie, co było aplikowane i robione. Wet zsumował wszystko jak leci do wpisu na fakturze (czyli sterylke, szczepienia, antybiotyk na zapalenie skóry na początku i lek na kulejącą łapkę), więc wyszło dużo, bo 422 zł (razem z 8% VAT-em). Ale sama sterylka łącznie z kaftanikiem 300 zł, tak jak wcześniej obiecał, później 2 x Betamox po sterylce, a wcześniej szczepienia, a na samym początku początku Enroxil 20 sztuk, Caprodyl 10 sztuk).
-
Sznaucery w schroniskach - informacje bieżące - ZAJRZYJ i pomóż!!!
marako replied to malawaszka's topic in Sznaucer
Okropnie ich wciąż przybywa, a teraz w zimie chyba dwa razy więcej. Dobrze, że choć Kora znalazła dom. Ta jej cierpliwość w obcej wannie mnie wzruszyła - mądra sunia, one wiedzą, że to szansa. Ja zawsze w tych biednych, niemłodych olbrzymkach widzę moją Grace. Nie mogłam spokojnie myśleć o tym, że ona po tych zabiegach wróciła do schroniska. -
Nika , wrocławianka z konińskiego schroniska za Tęczowym Mostem
marako replied to NikaEla's topic in Już w nowym domu
Pooglądałam foty z Trzebnicy, Obornik i Parku Szczytnickiego. Net mi działa tak słabo, że każda fotka ładowała się kilkanaście sekund, ale myślałam, że znajdę siebie, albo choć kogoś z mojej pracy, więc przejrzałam wszystkie. Oprócz organizatorów nikogo znajomego nie wypatrzyłam. Ale pamiętam, jak zazdrościłam wygrywającym patrolom w Obornikach (więc i Tobie, haha). Zapewne dlatego jesteś na fotach, że wybiegaliście I miejsce. Super przeżycie! -
Sznupkowy Oddział Psychiatryczny vs Geriatria i koty... no i ja
marako replied to malawaszka's topic in Foto Blogi
Ja też często wychodzę jak skazaniec, dla dobra psów, a jak pochodzę, to nie chce się wracać, tak jakoś pięknie na tych łąkach, polach, obrzeżach lasu. I uwielbiam spacerować w księżycowe noce. Ale błoto to rzeczywiście mamy w nadmiarze ostatnio, a później zamienia się w tonę brudu na podłodze. (nie cierpię mycia łap, mam ich 16, czekam więc, aż się z psów wykruszy i po prostu zamiatam i myję podłogę, niestety wielokrotnie).- 49449 replies
-
- czarcie kopytko
- malawaszka
- (and 5 more)
-
Nika , wrocławianka z konińskiego schroniska za Tęczowym Mostem
marako replied to NikaEla's topic in Już w nowym domu
[quote name='Nikaragua']:) jak miło :) ja startowałam w Obornikach z rodziną :) i wygraliśmy wtedy :Cool!: ale już nie startuję[/QUOTE] W Obornikach startowałyśmy z koleżankami jako n-le i byłyśmy chyba najstarszym patrolem, ale całkiem nieźle nam poszło (a byłoby jeszcze lepiej, gdybyśmy nie musiały nadrabiać chyba z 2 kilometrów przy mecie, bo coś się nam meta przywidziała nie tam, gdzie trzeba. A jeden z naszych patroli wrócił godzinę po limicie czasu, bo zebrało im się na wspominki na cmentarzu (na szczęście inne patrole super, więc był dalszy ciąg w Łodzi). Trzeba przyznać, że teren w Obornikach był wymarzony do takich imprez. -
Nika , wrocławianka z konińskiego schroniska za Tęczowym Mostem
marako replied to NikaEla's topic in Już w nowym domu
Poczytałam trochę o Nice. Fajna mała. Wyczytałam też, że robimy w tym samym fachu (kiedyś też jeździłam na MMnO, a nawet raz startowałam, hehe, ale w ostatnich latach już nie, bo się nieco przekwalifikowałam). Miło mi. -
Musiałam odebrać telefon, bo dzwonią co chwilę z życzeniami (mam dziś ur., nie powiem, które, brrr!). To dalej, jak się Wam nie znudziło: [attachment=1214:7521.attach] [attachment=1215:7522.attach] [attachment=1216:7523.attach] [attachment=1217:7524.attach] [attachment=1218:7525.attach]
-
Wysłałam Kasjas zdjęcia i tekst ogłoszenia, naprawdę mocno mi pomogła i doradziła, mam nadzieję, że teraz sprawy nabiorą tempa. Dzięki też Waszko za pomoc. Dziś sesje zdjęciowe na ogródku (skutek: zdemolowany skalniak, do którego roślinki kompletowałam dłuugo - ulubiona zabawa Heidi to wyrywanie trawek z korzeniami i wesołe podrzucanie ich, ale dotychczas ograniczała się do roślinek na łące, a tym razem w szale radości, że interesuję się nią i łażę za nią z aparatem odbiło jej i jak podbiegłam z drugiego końca działki, już było po wszystkim). Ale za będziecie mogli podziwiać, jak jest śliczna! [attachment=1210:7517.attach] [attachment=1211:7518.attach] [attachment=1213:7520.attach] a tu zabawy z rezydentkami: [attachment=1212:7519.attach]
-
Dzięki, Kasjas, dzięki Wam wszystkim. Zaraz się zabieram, żeby sklecić wszystkie informacje zwięźle do kupy i zebrać zdjęcia. Wyślę też wtedy nr konta. Muszę teraz jednak na jakąś chwilę zejść z dogo, bo mam do dokończenia i wysłania wypociny związane z pracą zawodową, które męczyłam po trochę przez całe święta , ale kończę jak zwykle na ostatnią chwilę.
-
Teraz Heidi nosi kubrak, więc robienie fotek raczej odpada. Starych mam kilka, ale wolałabym wybierać z większej ilości i porobić nowe. Gdyby było sucho, mogę zdjęć kubraczek na jakiś czas i na ogrodzie pocykać trochę fotek, ale na razie mokro, a nie chcę, żeby zabłociła ranę. Zobaczymy, jaka pogoda będzie jutro.
-
Heidi już 5 dni po sterylce. Tylko pierwszego dnia i rano drugiego była nieswoja, a później, jak tylko odyskała apetyt, zaczęła szaleć. Ma prowadzić "oszczędny tryb życia", ale to w jej przypadku niemożliwe. Na smyczy ciągnie, bez smyczy pędzi, szaleją Hondą w różnych pozycjach, podgryzają się, wskakują na siebie i trzeba by było przez 24 godziny ją trzymać na kolanach, żeby zlecenie weta mogło być zrealizowane (i to nie na pewno). Ale szwy wyglądają dobrze, nic się nie paprze; mała chodzi w kubraku (próbuje się drapać, ale pazury tylko ślizgają się po wierzchu kubraka). Byliśmy dwa razy na zastrzyku, ostatni raz wczoraj. Teraz tylko czekamy na termin zdjęcia szwów. Wtedy też odbiorę fakturę. Trzeba by było ją już ogłaszać. Gdzieś mignęła mi tu na którymś watku długa lista ogłoszeń jakiegoś pieska, które jakaś dobra dusza mu zamieściła (do podglądnięcia miejsc, w których można ogłaszać). Jak ktoś pamięta, gdzie możnaby takie coś znaleźć, to coś popróbuję sklecić jakiś tekst i popróbować zamieszczać (ale chyba lepiej by było, żeby ktoś mi pomógł naskrobać jakiś tekst, który przywabia dobre domki, bo nie mam w tym zakresie doświadczenia - pomóżcie, mądre głowy). W ogóle proszę o radę, jak się do tego zabrać (nigdy nie ogłaszałam nikogo). Heidi jest przymilnym psiakiem, wygląda na szczeniaka i zachowuje się jak szczeniak (żaden z wetów nie chciał wierzyć, że ma te swoje 3 lata). Okazuje miłość każdemu, nawet po raz pierwszy widzianemu człowiekowi - łasi się, ociera bokiem, szaleńczo merda ogonem i śmieje całym pyskiem. Do weterynarza pędzi od samego auta (już 5 razy była i za każdym razem to samo - żadnych lęków). Jest odważna i nieustraszona (trochę nawet za bardzo, bo nie czuje respektu przed psami - raczej chciałaby porządzić), otwarta, kontaktowa. Zero jakiejkolwiek agresji do ludzi (też dzieci), jedynie do psa może się postawić z zazdrości o człowieka. Jest trochę niecierpliwa i przed spacerem, przed jedzeniem, czy w innych w sytuacjach pobudzenia lubi poszczekać, ale słucha, jak ją poprosić o ciszę (niestety, jak już włączy do szczekania Hondę, to koncertu na dwie paszcze już tak łatwo nie jest mi wyciszyć, bo jak jedna przestaje, to druga zaczyna, a Grace i Tajga próbują towarzystwo uspokoić po swojemu i robi się zadyma). Mieszkam na odludziu, więc jakoś to się da wytrzymać, ale myślę, że jak Heidi będzie w DS sama lub z jakimś spokojnym psem, to nie będzie sama w sobie szczekliwa i śmiało może mieszkać w bloku. Potrzebuje dużo ruchu,uwielbia patyki, piłkę, łatwo można ją będzie nauczyć różnych sztuczek, bo jest chętna do zabawy, bardzo pojętna i łakoma - za smakołyk zrobi wszystko. Ale wymagać będzie treningu posłuszeństwa (nie zawsze daje się przywołać - jak ma lepszy pomysł, niż przybiegnięcie do Pani, to realizuje swój scenariusz, mimo, że pozostałe psy wracają na przywołanie i ona realizuje swoje pomysły w pojedynkę). Napisałam tyle, żeby przybliżyć jej osobowość. Co do urody, to zachwyca wszystkich, których spotka. To wyjątkowo udana mieszanka owczarka z jakimś małym terierem lub sznaucerem, więc o wiele drobniejsza i mniejsza niż ON, z piękną kudłatą mordką i ciekawym umaszczeniem. Sprawi radość swoim istnieniem każdemu człowiekowi, który okaże jej zainteresowanie.
-
Ja mieszkam pomiędzy Wrocławiem, a Oleśnicą. Ale nigdy nie byłam na wizycie PO, więc wolałabym pierwszy raz z kimś. Jutro jadę pociągiem na tej trasie i wracam po 21:00, ale np. w czwartek będę tę trasę pokonywać do i z pracy autem; mogę wracając zahaczyć o Szczodre (ew. jak ktoś niezmotoryzowany chciałby się wybrać na PO, mogę umówić się na zabranie go, najlepiej z Psiaka, a później podrzucenie na PKP Długołęka - tam często pociągi kursują - lub ew. też na Psiaka). Piątek też jest OK, o każdej porze.
-
Dziś rano przyjechał kurier z karmą - przy ogłuszającym wrzasku 4 mord, bez okularów na oczach podpisałam odbiór, a jak auto ruszyło, zauważyłam, że jest tylko pojedynczy worek 15 kg (zawsze pakują w jedną całość dwa, bo zamawiamy 30 kg). Na liście przewozowym 30 kg w jednej przesyłce, więc wpadłam w panikę, że 15 kg przepadło. Ale pani w Krakvecie zapewniła, że doślą, więc kamień spadł mi z serca. Zwykle szybko się uwijali, ale to już drugi raz, jak mają opóźnienie - 3 tygodnie temu też czekałam 5 czy 6 dni. Jutro spodziewam się protestów, bo Heidi będzie musiała obejść się bez wieczornego posiłku, no i w środę rano też pogłoduje. Pewnie pomyśli, że skończyły się dobre czasy dla niej. Aż mam stracha, jak to będzie z tą sterylką. W dodatku będzie musiała spędzić środę beze mnie (mam dyżur do 20:00) i przez 2-3 godziny bez syna (wigilia w przedszkolu wnuka). Oczywiście córce to na rękę, bo po jednej-dwóch lekcjach zwolnię ją ze szkoły, żeby była w domu przy Heidi w tych najtrudniejszych chwilach po wybudzeniu. (pełnoletnia, więc da radę). Też wyedytowałam wiadomy post i lepiej się z tym czuję. (choć nie wiem co mod na taką edycję...)
-
Do piątku wieczorem byłam w pracy prawie przez cały tydzień nie licząc godzin późnonocnych, kiedy ściągałam do domu na 3-4 godziny. Skończyło się to kompletnym rozregulowaniem wszelkich funkcji życiowych - w sobotę i niedzielę walczyłam z migreną naprzemian nadrabiając zaległości w prowadzeniu domu i zaległości zawodowe z całego tygodnia, kiedy to w pracy musiałam robić coś zupełnie innego niż zwykle. Przez chwilę nawet zajrzałam na dogomanię, ale zupełnie nie miałam siły wczytywać się i odnosić do wcześniejszych wypowiedzi - przy pękającej głowie trudno o obiektywne spojrzenie. [B]Magdaleno[/B], teraz widzę, że rzeczywiście odniosłam Twój post niepotrzebnie do siebie. Oczywiste jest dla mnie, że każdy rozlicza się z otrzymanych środków, uczciwością kieruję się przez całe życie, psom też na bieżąco pomagam, jak tylko mogę i finansowo i nie tylko (mam u siebie od trzech lat Tajgę, której już dawno by nie było, bo z ropomaciczem i wielkim guzem nie miała przed sobą już dużo czasu). Dlatego jakoś mnie dotknęło, że ktoś tego może się tego nie domyśleć choćby tylko po wpisach z tego wątku i w ogóle wspominać o tak oczywistych rzeczach w dodatku używając (nawet i nie bezpośrednio do mnie) słowa oszust. Usunięcie tego fragmentu mojego postu jednak nic nie zmieni, jesli Ty nie usuniesz zacytowanego mojego fragmentu kilka postów dalej. Więc po prostu usuńmy to jednocześnie, jeśli to miałoby oczyścić tę naszą relację i wątek. Ja ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że powodowało mną rozgoryczenie i bardzo duży stres (czy podołam temu wyzwaniu z Heidi, bo naprawdę mamy w domu niewesołą sytuację) i chętnie wyciągam rękę na zgodę. U Heidi wszystko w normie poza tym, że w końcu trochę oberwała od Grace (na własne życzenie - pchała się do jej miski i całkiem zlekceważyła sygnały ostrzegawcze. Ale na szczęście nie odniosła żadnych widocznych obrażeń, trochę tylko posapywała przez jakiś czas. Teraz czuje respekt i jest ostrożniejsza, więc nie przewidujemy dalszych tego typu akcji. Ma dużo ruchu, bo chodzi z synem sporo na spacery z sukami, puszczamy ją wolno, choć lubi dość mocno się oddalić . Jednak chcemy, by zbudowała jakieś mięśnie i się wzmocniła, a ona na smyczy jest bardzo nieszczęśliwa (a Honda próbuje ją uwolnić i gryzie z zapamiętaniem jej smycz). Mamy tereny bez ruchu kołowego, chodzimy raczej po polach, a nie po lesie, żeby jednak mieć ją na oku, a ona po prostu uwielbia przemierzać wielkie przestrzenie i czuć powiew wiatru w uszach. Nie potrafimy jej tego odmówić. Co chwilę przybiega, więc uznaliśmy, że jednak tak jest lepiej. Ostatnio co chwilę psy jedzą coś innego, ale jakoś to znoszą (Krakvet opóźnia się mocno z przysłaniem karmy -czekamy już tydzień na przesyłkę kurierską). Muszę się nagimnastykować, żeby coś tu zorganizować, po co nie trzeba jeździć autem 30 km. Na te moje kundle schodzi mi codziennie 2 kg, a czekając na kuriera nie kupowałam doraźnie dużych ilości, bo raz, że jeżdżę pociągiem i mam inne bagaże do noszenia, a dwa, że w sklepach ceny z kosmosu. [B]Malawaszko[/B], Twoja wiadomość rzeczywiście przyszła już dawno, ale jakoś ostatnio poprzychodziło trochę wiadomości w sprawach jakichś bazarków i innych takich i tę jakoś przeoczyłam. Nie wiem, jak dokładnie będą zapisane dane przychodni na fakturze, ale to Przychodnia Weterynaryjna Provet, ul. Trwała 7, 53-335 Wrocław. Mamy termin w środę na 9:00. [B]Kora78[/B], nie znaleźliśmy wzmianki o wściekliźnie na tych papierach ze schroniska, choć się wpatrywaliśmy z wetem (po fakcie, jak się zorientowałam, że zaszczepił na wszystko, to zrobiłam alarm, więc przeglądnęliśmy tamte papiery i nic nie znaleźliśmy). Heidi jest w dobrej formie, szczepionki nie spowodowały żadnych niekorzystnych objawów.
-
Jak przeżyję ten tydzień, to już będzie z górki (po 14 godzin poza domem - w pracy niebawem kontrola w dość trudnej materii, więc muszę jakoś stawić temu czoła). Heidi ma się dobrze (zamówiłam na ten tydzień mojego syna, więc psy nie są same). W niedzielę została zaszczepiona, a 21 grudnia o 9:00 sterylka. Koszt 300 zł (chyba ze wszystkim, czyli antybiotykiem itp.). Szczepienia kosztowały 65 zł (wścieklizna i pakiet przeciw wirusówkom). Mój wkład (odrobaczenie, odpchlenie, antybiotyk na zapalenie skóry, dowozy, przewozy, karma) i tak jest większy, a odkąd syn stracił pracę, nie jest wesoło. Dlatego jeśli uda się Wam zdobyć kasę na te dwie pozycje, to nie będzie źle, bo przyznam, że lecę na debetach i nie wiem, jak dociągnę do wypłaty. Nie żałuję, że porwałam się na wzięcie małej, bo miło patrzeć na szczęśliwego psa, który był na skraju zagłodzenia, ale zdecydowanie przeliczyłam się z możliwościami. .......
-
[quote name='wilczy zew']Inę najpierw zaszczepiłam na wirusówki a za 2tygodnie sterylka.[/QUOTE] Dokładnie to powiedziała mi wet (mój wet w tym czasie operował, ale oni są zawsze zgodni, więc to tak, jakby jego głos). Dziś nie zaszczepiliśmy, bo ma sr..., którą w dodatku narobiła na środku legowiska krótko po spacerze /kołdra poprzesiąkana/. Szczepić będę w piątek/sobotę. A sterylka za jakieś kolejne 10 dni. Rzadka qpa pewnie po obżarstwie z kompostownika, bo od paru dni jak jestem w pracy opiekuje się nimi chłopak córki, chodzi na spacery do lasu, ale też wypuszcza czasem na ogród, jak bardzo się upierają (czyt.: chcą podjeść sobie). Więc jednak będziemy jeszcze jakiś czas razem, no i zbankrutuję, bo ona je 900 g RC dziennie, czyli niemal tyle, ile moje trzy olbrzymki łącznie. Zapewne do świąt będzie już po zabiegu, podgojona, bo pierwsze dni po steryce muszą wypaść tak, żeby przychodnia była czynna jakby coś się pokomplikowało. W ogóle wizyta u weta to był horror. Zrobiłam błąd i zabrałam jeszcze Hondę, żeby za jednym kursem załatwić też jej gruczoły okołoodbytowe. Jeździłam już nawet i z trzema psami naraz, a z dwoma to norma. Tym razem jednak za sprawą tego ADHD-owca jednak spociłam się jak mysz. W przychodni plątała się pod Hondą, pod krzesłami, wiązała węzły na smyczy, darła japę. W aucie albo dusiła się wisząc na smyczy albo oplątywała smyczą Hondę, a ta próbowała jej wytłumaczyć, że to się jej nie podoba. Jak ją w końcu uwolniłam z tej smyczy, zapragnęła kierować autem i wpychała mi się na drążek od biegów albo na kolana. Nie wiedziałam, czy dowiozę to towarzystwo całe do domu... W stronę do weta miałam pomocników, ale zostali w city, więc u weta i z powrotem już byłam sama. Nigdy więcej nie jadę z nią bez obstawy.
-
Sznupkowy Oddział Psychiatryczny vs Geriatria i koty... no i ja
marako replied to malawaszka's topic in Foto Blogi
Olbrzymy mają z tym kłopoty bardzo często. O miniaturach nie słyszałam, ale może w ogóle sznaucery mają jakieś tenddencje do łamania pazurów?Grace jest po amputacji palca z tego powodu, bo zakażenie poszło dalej. Miała już z 5 razy złamany tak, że rdzeń na wierzchu. Co więcej, Honda też raz już tak miała mimo młodego wieku. Preparat z keratyną też podawałam, ale odkąd podaję dermafit dog, jest z tym dobrze. Pazury są jędrne, a były takie z tendencją do próchnienia. Od czasu do czasu - np. przy obcinaniu stosuję też dermafit zewnętrznie.- 49449 replies
-
- czarcie kopytko
- malawaszka
- (and 5 more)
-
W sobotę mój ulubiony wet nie miał dyżuru, dziś był na I zmianie, a ja wtedy w pracy. Jutro wieczorem się tam wybieram, wypytam, czy najpierw się szczepi na wirusówki, czy najpierw sterylka, niech ją poogląda już podkarmioną i ustalimy termin (wczoraj ważyła 19 i trochę, więc jutro przekroczy pewnie 20kg). W pracy mam młyn, bo za tydzień kontrola, więc przygotowania idą pełną parą. W domu też godzinami przy kompie coś dłubię. Psy biedne, bo szybko robi się ciemno i w tygodniu spacery tylko w ciemności, więc niezbyt długie i atrakcyjne. Wynagradzam im to zaniedbanie spacerowe tym, że śpię blisko nich, w warunkach polowych, a nie na górze w wygodnym łóżku. Każda jest wyczochrana i poprzytulana przed snem i rano na powitanie. Tyle tylko mogę w tych dniach, żeby wyprzeć wyrzuty sumienia. Heidi świetnie już czuje się w sforze, ale z jedzeniem nadal cyrk - krztusi się, dławi, tak łyka szybko swoją porcję. Malawaszko (i inni też), poradźcie mi - zastanawiam się nad jej fryzurą. Można ją zrobić bardziej sznaucerowo, ale nie wiem, czy to jej nie zepsuje. Jest urocza przypominając pikardyjczyka, brodę ma nie taką jak sznupy, brwi też niedługie, więc sznaucer dobry z tego nie wyjdzie. Może tylko podgolić szyję (tak na kilka mm) i troszkę coś jeszcze. Uszka takie ma fajne z tymi włoskami, więc nie wiem, czy je golić. Jak to widzicie? Nie zabieram się za to i tak w tych dniach, ale w weekend chciałabym popróbować, teaz tylko planuję jak to zrobić.
-
Z tym rzucaniem się do ręki z jedzeniem można sobie poradzić (unikać). Ona jest bardzo kochana, a jednak aż 2 lata głodowania muszą zostać zatarte, więc to łapczywe jedzenie trochę jeszcze na pewno potrwa. Je nadal 4 x dziennie i przed czwartym posiłkiem, który jest drugi dla pozostałych suk tak histeryzuje, jakby to ona nie jadła od rana. A one choć okropnie głodne, cierpliwie czekają. Dziś dostała reprymendę od dotychczas najcierpliwszej najstarszej olbrzymki za to kręcenie się i skakanie do blatu, na którym nakładam jedzenie do misek. W sobotę wybieram się do weta z Hondą, to umówię się na sterylkę Heidi. Ona już dochodzi do 20 kg, jest w super formie, okłada pole z wielką szybkością i wytrzymałością, z Hondą bawią się już na całego. Aż miło popatrzeć na ich zapasy, podgryzanie łap, leżenie jedna na drugiej, na zmianę, na miłe, radosne mruczenie i powarkiwanie. Coraz bardziej jest też przymilna w stosunku do ludzi - tak lubi głaskanie, że aż ociera się o człowieka, mruży oczy i śmiesznie rusza żuchwą z rozkoszy. Dobrze, jakby jak najszybciej znalazła się w docelowym domu, bo się za bardzo przywiąże (i my też). No i przyznam, że finansowo wtedy odetchnę, bo sporo kosztuje. Myślę, że nie ma na co dłużej czekać z tą sterylką, i szukaniem domu; zresztą zdecyduje wet.
-
Sznupkowy Oddział Psychiatryczny vs Geriatria i koty... no i ja
marako replied to malawaszka's topic in Foto Blogi
[quote name='malawaszka']- bez gryzienia tylko łapami go trzymał - oj jak Dżordżyk kwilił jak ptaszyna płakał :mdleje:[/QUOTE] Jakbym widziała i słyszała Heidi - jak już przedobrzy i któraś ją trochę przestraszy, to zaraz w pisk jak biedny szczeniaczek i jak ją puści wolno po tym kwileniu, chowa sią za nas i pod naszą ochroną wrzeszczy groźnie, aż uszy pękają. Co nie przeszkadza jej z pół godziny zaczynać poważnie ustawiać tę sukę, co przedtem.- 49449 replies
-
- czarcie kopytko
- malawaszka
- (and 5 more)
-
Akurat rzeczywiście myślałam o kątowaniu tylnych kończyn, dobrze kojarzysz, Kora. Donoszę, ze jestem zaplastrowana już na trzech palcach. Heidi nie bierze smakołyków z ręki, bo gryzie, więc je rzucam i pięknie łapie. Ale niestety kawałaek indyka obranego z kości, którym zamierzałam rzucić, przykleił mi się i migiem przy nim była z zębami. Moje olbrzymki są tak łagodnie do niej usposobione, że dziś rano pozwoliła sobie np. nie wpuścić Grace do pokoju, w którym ja byłam, na co ta z żalem się wycofała. Nie zdzierżyłam i przytrzymałam małą, żeby Grace weszła. Nawet jestem zła, że takie ciapy są z nich, bo trochę powinny warknąć czasem, jak ona przesadza z rządzeniem. Mimo, że chwilami atmosfera jest luźna i zabawowa, to Heidi co jakiś czas próbuje sobie je ustawiać na poważnie, a jedyny przejaw sprzeciwu to wywinięcie się Hondy tak, by łapy Heidi spadły z jej karku i wstawiennictwo Grace, która próbuje ją lekko spychać bokiem, ustawiać nad nią głowę, ale na pierwszy szczek (okropnie świdrujący w głowie głos!) odchodzi (wygląda, jakby się bała, ale akurat tego jestem pewna, że Grace umie poradzić sobie z psem dużym i silnym, a z takim chuchrem tym bardziej). Heidi liczy się tylko z Tajgą, bo ta trzyma dystans i nie jest nią zainteresowana. Nie pozwala nawet skrócić dystansu poniżej metra. Cichutko zawarczy wtedy i Heidi się wycofuje. A Honda bardzo chciałaby się z nią bawić, dąży do kontaktu, mama Hondy z kolei zawsze była opiekuńcza w stosunku do mniejszych psów i uwielbiała się z nimi bawić, jak ze szczeniakami.
-
Dziś coś się dzieje albo z moim kompem, albo z Dogo. Wiele razy wyskakuje błąd i trzeba odświeżać kilkakrotnie. Czy Wy tez tak macie?
-
Dziś Honda wzmocniona psychicznie (bo spała w ramach wyróżnienia z synem) nie pozwalała już Heidi na położenie głowy lub łap na sobie. Ale tylko wywijała się, bez walki, z ogonem podniesionym i wysoko podniesioną głową. A najlepsze jest to, że parę chwil po tym Honda zaczęła przykucać zapraszając Heidi do zabawy, a nawet 2 razy położyła się na plecy, co Heidi chciała wykorzystać, żeby położyć głowę mając tak nisko Hondę, a wówczas Honda wstawała w ułamku sekundy na równe nogi na to nie pozwalając. Tych zaproszeń do zabawy było z 10. Heidi co prawda nie wykorzystała tego i nie pobawiła się, ale dała sobie spokój z dominowaniem... ... a po paru godzinach, po spacerze, już na ogrodzie obie wspaniale się pobawiły - w podgryzanie łap, skakanie, bieganie - nie zdążyłam z aparatem, zresztą nie chciałam tracić ani chwili tego widowiska. Dziś też [B]pierwszy sukces w temacie jedzenia[/B] - Heidi nie wskakiwała na blat, jak nakładaliśmy sobie obiad na talerze. Leżała spokojnie i sobie na to patrzyła! Dotychczas próbowała zdobyć wszystko, co wyglądało na jedzonko. Zważyliśmy też ją: [B]17 kg[/B] (+/- 200g, waga takie ma wahania), więc za parę dni popytam weta, ile ma ważyć do sterylki (no i nie wiem, kiedy wirusówki).
-
Mieszkałam na tej ulicy i pracowałam przed wielu laty, darzę sentymentem iu znałam trochę rodzin. Ale nigdy nie byłam na wizycie PO, no i nie mieszkam teraz we Wro. Jakby nikogo nie było, to jednak ew. może mogłabym się nadać (ale to tylko bardzo awaryjnie).
-
Spacer tuż przed zachodem słońca, więc trochę słabe światło do zdjęć, ale przynajmniej udało mi się je wstawić. [IMG]http://img17.imageshack.us/img17/2466/minispacer8.jpg[/IMG] [IMG]http://img805.imageshack.us/img805/4663/minispacer4.jpg[/IMG]