Jump to content
Dogomania

filodendron

Members
  • Posts

    7523
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Everything posted by filodendron

  1. No pewnie, że nie chciał zabić. Posądzanie 4-latka o mordercze zamiary pachnie "Egzorcystą" ;) I jeszcze powiedzmy sobie szczerze - ilu naszych rodaków w takiej sytuacji wezwałoby odpowiednią ekipę (przecież nie za darmo) i walczyło o życie szczeniaka zamiast machnąć ręką? Jakoś nie wydaje mi się, żeby wszyscy...
  2. [quote name='Martens']Inna bajka to goście. Ja psa nauczyłam, że jak robi się uciążliwy, to poczęstunku z mojego posiłku nie dostanie, ale jak siedzi grzecznie i czeka to może dostanie odrobinę na koniec albo talerz do wylizania. Goście odwrotnie, im bardziej pies żebrze tym bardziej uradowani by go podkarmiali. Prośby nie skutkowały, więc przestałam psa odwoływać w takich sytuacjach, za to zaczęłam ze złośliwą satysfakcją przyglądać się jak mój pies niemal wchodzi im do talerza i koniec końców mają problem z dokończeniem posiłku :diabloti:[/quote] Martens, dzięki :) Ja chyba zacznę podawać kolację gościom po "japońsku" czyli prawie na podłodze, bo pies za mały żeby wleźć do talerza postawionego na stole. Słowo daję, że następnym razem podam kolację na stoliku kawowym i wreszcie przestanę walić grochem o ścianę - jak tak chcą dokarmiać biednego, niedożywionego pieska, to niech mu - kurna chata - odstąpią cały talerz! Może przestaną wtedy uznawać, że moje odesłanie psa na miejsce, kiedy jemy kolację, jest bezduszne i okrutne :evil_lol:
  3. [quote name='Sylwia K']a tak na marginesie czy odpowiedzialne jest wyprowadzanie psa przez dziecko?:roll:[/quote] Ha, oto jest pytanie Hamletowskie ;) Może wyprowadzać, czy nie może? Kiedy przymierzaliśmy się do psa (startując ze stanu, żeby niepowiedzieć błogostanu, kompletnej nieświadomości i nieznajomości tematu) to mówiłam - aby był mały, żeby córka mogła go utrzymać. Córka miała wtedy 10 lat. Pierwszy tydzień spacerów z psem był jak kubeł zimnej wody. Co z tego, że mały i że córka może go utrzymać, skoro właściciele innych psów zachowują się tak, jakby nie byli właścicielami? Co z tego, skoro nasz pies działa na inne jak czerwona płachta na byka, albo przynajmniej - jak wabik? Dookoła jest tyle chamstwa i nieodpowiedzialności psiarzy, że nie wypuszczam dziecka z psem dalej niż pod balkon, na którym stoję, choć teraz ma już 13 lat i bardzo chciałaby wybrać się gdzieś dalej, sama, bez towarzystwa mamusi, za to ze swoim psem. Więc uważam tak, jak Zerduszko - kary, kary i jeszcze raz kary. Im wyższe, boleśniejsze, tym lepiej. Może z czasem zrobi się normalniej. Bo normalniej będzie wtedy, gdy 12-latka będzie mogła wyjść z maltańczykiem na spacer. Spacery z psem to nie powinien być sport ekstremalny.
  4. :) I Tom&Jerry. Matko, co ta mysz robiła temu kotu ;) Spłukanie w sedesie to przy tym pryszcz ;)
  5. [quote name='Goldek']Jest mi bardzo trudno wyobrazić sobie sytuację kiedy pies bardzo fajny, łagodny do ludzi, do dzieci, który kocha wszystkich zabija maltańczyka... [quote] Mnie też było kiedyś bardzo trudno wyobrazić sobie, że przemiły, przyjazny do ludzi pies, który daje się miziać, drapać po brzuchu i ogólnie garnie się do człowieka, może pewnego dnia zaatakować. Dwa razy już miałam do czynienia z takim przypadkiem (pitbull i seter) i w obu doszło do ataku na człowieka, który skończył się hospitalizacją i szyciem. Niestety zdarza się. Dlatego niech nasza wyobraźnia nie zna granic.
  6. [quote name='Goldek'] Ad.2 - z postów wynika że pies wcześniej nie był agresywny do innych psów, również sama kell46 nie mówiła że wcześniej pies się rzucał...[/quote] Moim zdaniem to nie ma nic do rzeczy. Pies zagryzł, w myśl kodeksu winni są właściciele. Należy się rekompensata za straty oraz przewidziana przez prawo "kara" - im wyższa, tym lepiej dla nas wszystkich. Tylko w ten sposób z czasem poprawi się bezpieczeństwo nasze, naszych dzieci i naszych psów.
  7. [quote name='Bura']Foty są w wątku w galerii. Zapraszamy.[/quote] Już znalazłam :) Cudeńko :loveu: Gratulacje :)
  8. Małe dzieci miewają takie pomysły (empatia to pewien stan emocjonalny, z którym człowiek nie przychodzi na świat - rozwija się powoli i równie powoli generalizuje - najpierw na bliskich, potem "dalszych", dopiero potem na zwierzęta - zależy od warunków). I takie pomysły czasem przerastają wyobraźnię dorosłych (zwłaszcza jeśli są "urodzonymi" optymistami :razz:). Dobrze, że malucha udało się uratować.
  9. Przepraszam, coś mi nie wyszło z cytatem :oops: To było a'propos pytania o cenę
  10. Lepiej nie zaczynaj rozmowy z hodowcą od takiego pytania, bo nie sprzeda Ci psa za żadną cenę ;) Serio mówiąc, warto przymierzyć się do większego wydatku - jeśli się dogadasz, to hodowca i na jakieś raty pójdzie (o ile przekonasz go, że warto sprzedać Ci psa). Tak naprawdę to nie są wydane, ale ZAOSZCZĘDZONE pieniądze. Kupując pseudorasowca jest bardzo duże ryzyko, że trafisz psa chorego, po słabo odżywionej suce, źle albo wcale nieodrobaczonego, nieszczepionego i będziesz z nim ganiać do weta przez parę miesięcy bardzo szybko dobijając do ceny wyjściowej psa z rodowodem. Ja ganiałam do 5 miesiąca życia psa. Nigdy więcej, bo uczę się na błędach i dostałam w skórę za swoją głupotę wystarczająco. Znajomi kupili pseudomaltańczyka - miał podrobioną książeczkę zdrowia, szczepionka - o ile w ogóle była - była dla psów dorosłych. Pies w ciągu kilku pierwszych miesięcy życia zaliczył źle leczoną przepuklinę, zapaść po szczepieniu, obce ciało w uchu (wszystko po poprzednim właścicielu). Na skutek tych wszystkich komplikacji kwarantanna się przedłużyła, socjalizacja położona. Psina wyrosła na rozszczekane, nerwowe stworzenie, które nijak się ma do innego, rodowodowego maltańczyka innych znajomych. Biegając po wetach dowiedzieli się wielu ciekawych rzeczy - jak na przykład odstępowanie pseudohodowcom naklejek po szczepionkach za kratę piwa, albo i sześciopak :mad:
  11. Nasz pies miał potężny uraz po tym, jak go groomerka pokaleczyła tak, że wylądował na antybiotykach :mad: Po tym wypadku inni groomerzy nie chcieli go strzyc bez "głupiego jasia". Zakasałam rękawy, nagotowałam kurczaka i najpierw nożyczkami, na spokojnie, małe cięcie, smakol, drugie cięcie, smakol, małymi kroczkami, zaczynając od najmniej "nerwowych" partii ciała. Stopniowo (ale nie w jednej sesji) pies się uspokajał czekając na smakołyki, więc wydłużałam czas pomiędzy jednym a drugim smakołykiem aż doszliśmy do tego, że w jakieś 3-4 godziny można było ostrzyc całego psa bez nerwówki (trwało to parę miesięcy). Potem zdecydowałam się kupić maszynkę, trochę się bałam, że zareaguje gorzej niż na nożyczki, ale wszystko było ok, tylko na początku ilość smakołyków znów była ogromna. W tej chwili strzyżenie pies znosi prawie całkiem spokojnie (przy strzyżeniu okolic genitaliów jeszcze trochę się denerwuje, bo tam też był najbardziej pokaleczony), a przy rozczesywaniu po prostu zasypia :). Myślę, że to jest właśnie odwrażliwianie na zabiegi pielęgnacyjnie (obfite nagradzanie za spokojne zachowanie się psa). U nas to trwało ponad rok, ale przy częstszych podejściach myślę, że można uzyskać dużo lepszy czas :) Po tym wypadku z groomerką u nas jest zasadą, że grzebieniowi i maszynce zawsze towarzyszy ugotowane mięsko i pies już się cieszy, gdy tylko widzi, że ściągam z półki przybory do pielęgnacji.
  12. [quote name='Bura']Tak, to ten pro plan, jadą na nim czesi i słowacy.[/quote] Bardzo dziękuję. Chyba spróbuję, bo już nie mam innych pomysłów. Od dwóch-trzech miesięcy dawałam RC poodle ale przyplątały się jakieś alergiczne historie (choć nie ma pewności, czy to po tym). Acana, która wcześniej sprawdzała się dobrze, teraz - po zmianie na nowe linie niby tych samych produktów - mojemu psu nie smakuje w żadnej ze swoich nowych odmian. Orijen też nie, Hills też nie, Arion owszem, ale sierść się po nim kiepści. Może Purina pro plan zaskoczy. A kiedy będą zdjęcia mieszkańca tej wypasionej klaty? :)
  13. [B]Bura[/B], czy ta karma pro plan, o której wspominałaś parę(naście) postów wcześniej to Purina pro plan, czy jakiś inny Pro plan?
  14. A co to za schronisko na drugim zdjęciu? Chyba nas tam nie było :) Mieszkałam w BB jako młoda dziewczyna i wtedy nigdy nie doceniałam, że pod nosem mam takie piękne miejsca. Trzeba było wyjechać 400 km na równiny, żeby pokochać Beskidy. Teraz wyrywamy się tam w każdej wolnej chwili. Początkowo kręciliśmy się w bardziej znanych (ze szkolnych lat) miejscach, ale córka zaczęła zbierać odznaki GOT i z czasem trzeba było ruszyć na mniej oblegane szlaki, żeby tych punktów trochę nabić ;) No i za każdym razem tak ugrzęźniemy w tych górkach, że na samo Bielsko czasu nie wystarczy. Tym razem tylko zahaczyłam o nowy Gemini Park, żeby kupić dziecku jakiś ciuch na zakończenie roku szkolnego. No i przejechałam się przelotem parę razy podziwiając rozmach prac budowlanych nad Białką :)
  15. Jakież cudne te psy :loveu: Super! *** Alfa1, mniej więcej tak właśnie szliśmy - Dębowiec, Szyndzielnia, Klimczok, Błatnia, tam nocleg. W planach mieliśmy zejście do Mesznej przez Klimoczok, ale pogoda się popsuła, dopadł nas deszcz i grad i ostatecznie zeszliśmy do Szczyrku. Ale i tak było super. Byłoby jeszcze fajniej, gdyby pundla nie dopadła jakaś dziwna alergia - po noclegu w schronisku obudził się opuchnięty - fafle i powieki. Trochę się wystraszyliśmy, na szczęście na dole szybko dostał leki antyhistaminowe, wapno i wszystko przeszło. Wet mówil, że w tym roku w górach jest sporo meszek i że może one go przyatakowały. Kleszczy za to mało - znaleźliśmy tylko dwa, zabite przez Fiprex. Dla wielbicieli górskich wędrówek polecam szlak Salmopol, Grabowa, zejście Starym Groniem do Brennej. Z Brennej można wrócić do Szczyrku przez przełęcz Karkoszczonkę. Przepiękny, widokowy szlak, o ile pogoda dopisze i jest dobra widoczność.
  16. Serdecznie dziękuję za namiar :) Pozdrowienia z górek. Miało dziś w ciągu dnia padać, ale skończyło się pokropywaniem. Myknęliśmy z pundlem ze Szczyrku do Brennej przez przełęcz Karkoszczonke. Teraz leje. Może jutro znów będzie ładnie, marzy nam się Błatnia :)
  17. Mam pytanie i pomyślałam, że tu znajdę odpowiedź :) Jadę do BB, kończy nam się karma, sklep internetowy się spóźnił i nie dowiózł zamówienia na czas. Gdzie w Bielsku jest jakiś lepiej zaopatrzony sklep zoo, z większym wyborem karm? (chodzi o RC poodle albo Acanę pacificę). Kiedyś zajrzałam do zoologicznego w Sferze, ale jakoś tak cienko było, jeśli chodzi o karmy. Z góry dziękuję za podopowiedź :)
  18. [quote name='joanna83']Rozpatrując sprawę w tych kategoriach nie można też psa zostawiać w pokoju zastawionym bramką, bo skojarzy obecność dziecka z ograniczeniem wolności, więc znowu z sytuacją nieprzyjemną...[/quote] Nie, jeśli mu się pozytywnie bramkę uwarunkuje. Wystarczy wrzucać psu jakieś pyszności, gdy jest zamknięty za bramką. Nasz psiak, gdy tylko zaczynam szykować kolację, automatycznie maszeruje na swoje legowisko - po prostu wie, że jeśli będzie się plątał pod nogami, to nie dostanie nic, a jeśli posiedzi grzecznie u siebie, to mu coś skapnie z pańskiego stołu ;)
  19. Jeszcze jedno - nie pozwól dziecku dotykać tych szelek. Najlepiej je wyrzuć, kup inne i nie pozwól, żeby pies uznał je za własne. Pies chroniąc swoje zasoby, może się zachować wobec dziecka tak, jak zachowałby się wobec innego psa, ale dziecko nie ma futra, które go ochroni przed karcącym kłapnięciem
  20. [quote name='joanna83']Generalnie ZAWSZE reagujemy karcąc psa za burczenie na córkę, aż czasem mam wyrzuty sumienia,bo wina leży ewidentnie po stronie Ady.Dlatego pytałam, bo nie byłam pewna,czy dobrze robię.[/quote] Moim zdaniem karcenie za warczenie mija się z celem, wręcz może zaszkodzić. Warczenie jest ważnym dla nas, ludzi, sygnałem ostrzegawczym. Jeśli pies będzie za to karcony to owszem - przestanie warczeć, ale gdy stres w jakiejś sytuacji przekroczy granice jego wytrzymałosci - zaatakuje bez ostrzeżenia, bo przecież warczeć mu nie wolno. Więc to trochę takie podcinanie gałęzi, na której się siedzi i na dodatek to, o czym pisała Badmasi - pies skojarzy dziecko z nieprzyjemnymi doznaniami. Myślę, że współżycie psa z dzieckiem trzeba tak aranżować, żeby nie dochodziło do konfrontacji, żeby po prostu nie było okazji do warczenia. 14-miesięczne dziecko to jeszcze maleństwo, mało rozumie, a pomysły może mieć całkiem dzikie z punktu widzenia psa. Jestem nudna, ale za dużo przeżyłam, za dużo widziałam, i bardzo chciałabym, żeby inni uczyli się na cudzych, i nie musieli nigdy uczyć się na własnych błędach.
  21. Joanna, nie chciałabym się znowu czepiać, ale nie wygląda to różowo :shake: Z tego, co pamiętam, to duży pies, a córka ma 14 miesięcy. Zostawiasz ją samą z psem (masz więcej luzu), który potrafi na dziecko warknąć i złapać za rękę? Wiesz, co się może zdarzyć, jak córcia przeholuje i pies postanowi skarcić ją "po psiemu" (nawet bez szczególnie złych intencji)? Jak go będzie bolało ucho, a ona akurat będzie chciała go za nim podrapać? Błagam, widziałam już zmasakrowaną twarz dziecka i to nie jedną. To się dzieje w sekundę! I nie pomoże nawet jak będziesz 3 metry dalej. Poczytaj o tych płotkach, o których pisała Rauni. Nie możesz dopuszczać do takich sytuacji, że pies warczy na dziecko, naprawdę - proszę. Mamy w kraju podobno 10 tysięcy pogryzień rocznie - i to są tylko udokumentowane przypadki, takie które wymagały przynajmniej ambulatoryjnego opatrzenia rany. Dzieci najczęściej są gryzione w twarz, bo jest na wysokości pyska psa.
  22. [quote name='IraKa']Wiesz, zawsze lepiej być przygotowanym na najgorsze i miło się rozczarować niż na odwrót;)[/quote] Święte słowa. Wręcz wydawało mi się, że jeśli zadaje się pytania o konkretną rasę, to właśnie po to, żeby dowiedzieć się o potencjalnych problemach, których nie widać na pierwszy rzut oka. Bo radości to każdy sam sobie może łatwo wyobrazić ;)
  23. Fajny artykulik, choć dla mnie na tym jednym końcu skali stoi kilkuletni niekastrowany samiec, nigdy nie szkolony, z dużym zapotrzebowaniem na ruch, którego właściciele nie zapewniają, z silnym instynktem terytorialnym, który uważany jest przez właścicieli za zupełnie naturalne zachowanie psa, którego nie ma powodu korygować, i który ma nieźle namieszane w głowie, choć właściciele sobie zupełnie nie zdają z tego sprawy. Dużo się pisze o relacji pies-dziecko w jednej wspólnej rodzinie. W realu zmorą, która mnie straszy, są odwiedziny u kolegów/koleżanek, które mają psy, a ja nie wiemy o nich nic. Wiem tylko, że dzieci chodzą do tej samej klasy/klubu/kółka zainteresowań, rodzice są tzw. szanowanymi obywatelami, którzy dopełniają rodzicielskich obowiązków i niczego nie można im zarzucić. A co za zwierz siedzi w ich domu i jakie instynkty nim szarpią, wychodzi dopiero w praniu. To jest chyba nie do przeskoczenia :roll:
  24. Śniegowe kulki to temat rzeka - można by zrobić osobną galerię :evil_lol: [URL]http://i42.tinypic.com/210fzva.jpg[/URL]
×
×
  • Create New...