-
Posts
3854 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Agmarek
-
Matko jedyna!!! Czy Ty piszesz o moim psie??? :oops: Toż to wypisz-wymaluj moja Szansunia :roll: Moja sunia na dzień dobry dostała opiernicz bo kota pogoniła. Więcej tego nie zrobiła, ale buty i tak wynosi. Liże, ślini i obgryza :angryy: a jak dostaje reprymendę to patrzy z miną niewiniątka "Sory. To nie ja, a poza tym przepraszam że żyję" No i mi mięknie serce :roll: Kurcze...najgorsze jest chyba to że bite psy tego nie zapominają, ale Korcia jest jeszcze młoda, to może z czasem...
-
I jak poszło? :happy1:
-
[quote name='ANETTTA']drugie imie mojego psa pierwsze Dragon [B]drugie Masz:evil_lol::evil_lol::evil_lol::evil_lol:[/B][/QUOTE] O rany !!! Moje jedno psisko ma Corso, drugie Szansa, ale...rzeczywiście! Oba na drugie mają [B]chodź masz!!! :crazyeye: [/B]A spróbuj niczego nie dać jak już zawołasz :roll: Jedno szczeka, drugie skomle...dom wariatów :evil_lol:
-
Wiesz co Bonsai? Szansa ma takie "zrywy" że raz łazi za mną i patrzy z uwielbieniem, a za chwilę się mnie boi i kiedy TZ daje jej smakołyki to wtedy wredna łazi za nim :mad: ale potem wszystko wraca do normy :-( Idzie zima, mniej czasu na spacery i zabawy... Od dwóch dni wstają o 6 rano i latają na grzyby (TZ z Szansą oczywiście) ale jak dzisiaj pytałam małpę gdzie znaleźli takie piękne prawusy, to wiesz gdzie mnie zaprowadziła??? Na maślaki !!! :angryy: Oj czekaj Ty ruda gadzino jak jutro rano jeść dostaniesz :mad: A mały? W poniedziałek cyrk odstawił i do przedszkola nie poszedł, a teraz mamy "grafik" przedszkolny i jak na razie idzie nam dość dobrze, tzn. bez porannych wrzasków :multi:
-
[quote name='dota&koka']Agmarek kochana,ja także jestem za kastracją Welsha.jest wielka szansa,że wraz z jego klejnotami znikną brzydko pachnące kłopoty.to jest bardzo uciążliwy kłopot,zwłaszcza przy dzieciach.ale na dzień dzisiejszy,Welsh z żebrami na wierzchu absolutnie nie nadaje się do żadnych zabiegów :-( A sam zainteresowany odwinął dziś taki numer,że hoho jak gdyby nigdy nic,wszedł sobie do pokoju i patrząc na mnie,obsikał komodę.nie wytrzymałam i rzuciłam w niego kapciem.mięciutkim kapciem :) diabeł wcielony :diabloti:[/QUOTE] Wiesz? Ja mam wrażenie że moja Onka też teraz schudła, ale to pewnie przez to futro które na kilogramy spada z jej grzbietu :evil_lol: Rozumiem że wet zdyskwalifikował Welsha do kastracji? Bo jeśli mi powiesz że tylko Ty, to jest to dla mnie absolutnie niewiarygodne :evil_lol: Ty Dota kierujesz się uczuciami do gada, a tu trzeba trochę mniej uczuć jak widać po komodzie :mad: Coś wiem o wyższości uczuć nad rozsądkiem, bo ja też sterylkę swojej diablicy odciągałam w czasie ile się dało. W końcu jej cieczka mnie przekonała (a raczej kawalerka pod moją bramą) :roll: A czemu Ty rzucasz w Welsha kapciem? Bułek nie miałaś pod ręką? :evil_lol: Współczuję Ci gagatka :roll:
-
To rzeczywiście mieszkasz w fajnym miejscu. Ja mieszkałam w typowym blokowisku. Teraz mimo własnego domu mam niewiele lepiej, bo sąsiad nawiedzony mi się trafił co mu wszystko przeszkadza. Łącznie z moimi kotami :angryy: a z drugiej strony istna sielanka. Ja do sąsiadki na kawę przez płot skaczę, a ona mi ciasta piecze :evil_lol: Kochana istota :loveu: Weź sobie nospę, ciepły okład na brzuszek i do łóżeczka żeby jutro wyglądać jak zmartwychwstała a nie upadła :evil_lol:
-
Ja tak czy inaczej byłabym za wykastrowaniem Welsha.
-
[B]Bonsai [/B]z tego co piszesz mam wrażenie że mieszkasz w bloku. Ja też tam kiedyś mieszkałam. Koty nie były zbyt mile widziane (psy zresztą też bo srały pod oknami). W związku z tym jedni dokarmiali koty i zostawiali im otwarte okienka piwniczne, a drudzy wystawiali trutki (że niby na szczury których nigdy tam nie było) i zabijali okna gwoździami, bo zimą im podobno wiało (zupełnie jakby mieszkali w piwnicy). Koty są nieprzewidywalne. Może Niunia zjadła jakąś taką niespodziankę, albo myszkę która zatruła się tym świństwem :-( Nie doczytałam. To była młoda koteczka?
-
[quote name='bonsai_88']Agmarek zrob zdjęcie wiszącego TZa... mój też mnie dzisiaj wkurza, a nie mam na czym go powiesić, więc przynajmniej na twojego sobie popatrzę... humor poprawię...[/QUOTE] Nie powiesiłam, ale jak wróciłam do domu, to TZ siedział w garażu, a Szansa michę miała podsuniętą pod sam nos i wcinała smakołyki :crazyeye: a mój biedny mały piesek wziął sobie jednego jak ja się pojawiłam, bo TZ powiedział że wcześniej Szansa na niego warczała jak zaglądał do michy :mad: Byłam tak zaskoczona że szczęka mi opadła, a jeszcze kiedy pochyliłam się do michy i zapytałam Szansunię co tam ma, to najpierw wsadziła mordę i próbowała "zaciągnąć" miskę do łóżka, a potem wystawiła głowę zasłaniając zawartość miski. Rozbroiła mnie tym :roll: No i oczywiście dziś od rana miska stoi pełna suchej karmy :mad: nietknięta :mad: a ich znajomość kwitnie, bo rano pan i jego suczydło poszli sobie na grzybki i wracali w podskokach (mam tu na myśli Szansę) :evil_lol: Och jak go obskakiwała, ogonkiem merdała i nastawiała się na głaski. Normalnie jak nie ten sam pies. I pomyśleć że za chwilę wszystko wróci do starego rytmu i Szansa znów sie będzie go bała. Ech...szkoda...:-(
-
A ja znów miałam okazję spotkać lisa. Piękny, puchaty, błyszczący...normalnie jak pers !!! Wyglądał jakby go ktoś codziennie czesał :p Miałam okazję przyjrzeć mu się bliżej, bo tym razem jechałam samochodem :razz: No i...pochwalone-przechwalone :angryy: Od soboty Szansunia dziwnie się zachowuje. Kiedy siedzi na tarasie i wołam ją na spacer leci z nosem przy ziemi jakby się mnie bała, a dzisiaj odkryłam dlaczego :mad: !!! Moje piękne klapki :mad: które stały na tarasie :mad: już nie są takie piękne :mad: Jak pannie podstawiłam je pod nos, to odwróciła głowę z miną "to nie ja" AKURAT :angryy: Małpa jedna! No i zastanawiałam się czemu przedwczoraj nie zjadła groszków i dzisiaj też nic nie tknęła. Myślałam już że się rozchorowała, albo co, ale dziwiło mnie że koopki robi normalne, a przecież jakby nic nie jadła to by nie miała czym. Prawda? Po bliższych oględzinach garażu znalazłam cielęce kostki wiszące na haku :angryy: Aha !!! Niech no tylko TZ wróci z pracy to będzie wisiał zamiast tych kostek :angryy: Mówiłam: N I E D O K A R M I A Ć :mad:
-
Miszka, Miszeńka, Kochany Rudasek - odeszła...
Agmarek replied to kosu32's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Heloł Miszeczkowe towarzystwo !!! Wyurlopowaliście sie wreszcie? To może jakieś foteczki opalonej Miszeczki? :cool3: -
O matko !!! :crazyeye: Jakie piękne !!! Mnie najbardziej się podoba Big Tease, a w domu mam chyba Mermaid. Pisze "chyba" bo jak stał u mojej mamy to tak właśnie wyglądał, a u mnie ma tylko zielone liście :roll: Bonsai ja na swojego kota kopiącego w kwiatkach miałam taki patent że do doniczek na sam wierzch sypałam takie małe ogrodowe kamyczki. W ziemi chciało mu się kopać, ale w kamieniach już nie koniecznie i dał sobie spokój :p Niezliczoną ilość razy przychodziłam do domu a moje kwiaty co dzień systematycznie były zestawiane przez kota na podłogę. W końcu zrozumiał że parapet nie jest dla niego :mad:
-
[quote name='ANETTTA']przesuwasz psa z jego poduszki - :angryy::angryy::angryy::angryy::angryy:bezserca jesteś[/QUOTE] Ups...:nerwy:
-
[B]Monia [/B]czekam z niecierpliwością na zupę z krzakami :evil_lol: [B]Bonsai [/B]ja z kwiatów najbardziej lubię kaktusy i wszystkie kwiaty tak traktuję. Podlewam raz w tygodniu. Te co to przetrzymają będą żyły :cool3: I po wczorajszym cyrku mamy dziś pierwszy mały sukcesik :multi: Wczoraj mój histeriusz nie chciał się rozebrać, wejść do grupy i w ogóle nic nie chciał, tylko do domciu i do mamusi. Dziwi mnie to bo nigdy nie był takim pieszczochem :roll: Zostawiłam go więc w szatni i Pani powiedziała że go zabierze. Ona została skopana, pomoc też została skopana i kucharka która przyleciała do pomocy również została skopana :oops: Podobno po godzinie się uspokoił. Obiecałam że jak będzie grzeczny to pójdziemy na rurki z kremem i kiedy po niego przyszłam bezczelnie powiedział że on nie płakał !!! :mad: Powiedziałam że kiedy Pani zabierała go z szatni ja stałam za drzwiami i słyszałam jak się drze, płacze i w związku z tym żadnych rurek nie będzie :mad: Dzisiaj rano obiecałam że pójdziemy jutro zobaczyć wilki do leśniczówki JEŚLI będzie grzeczny. Opowiadałam mu w szatni jak wyją wilki i takie tam pierdoły jednocześnie go rozbierając, a potem buziak, klaps na szczęście i jazda do grupy, a ja w nogi :eviltong: Pani jak go zobaczyła że idzie do niej z uśmiechem to z wrażenia mało nie spadła z krzesła :evil_lol: Chyba będą jutro te wilki :evil_lol:
-
[B]Luna123 [/B]w moim domu już tyle razy wył alarm że zaczęłam się przyzwyczajać :evil_lol: zazwyczaj to kot został gdzieś w domu, albo ściągnął pilota anty-napadowego bo mu fajne czerwone światełko mrugało i zapraszało do zabawy :roll: [B]Bonsai [/B]nie będę ukrywać że wolałabym spotkać tego lisa jadąc samochodem, a nie idąc piechotą...po ciemku...sama...(bo kundle uciekły) :angryy: Potem już po fakcie zastanawiałam się nad tym lisem. Nigdy nie byłam tak blisko i rzeczywiście był piękny. Taki jak z bajki. Rudy i puchaty :loveu: Istne cudo niewściekłe na szczęście. Kiedyś wracając od mamy (było już ciemno) prosto przed samochód wylazł mi chyba jeleń. Ledwo zdążyłam wyhamować. Myślałam że to sarna, ale miał rogi. Zaznaczam że to nie diabeł, bo byłam trzeźwa :evil_lol: Stał tak i patrzył na mnie, a ja na niego. Był przecudny i taaaaki wielki... Zgasiłam światła samochodu, a on sobie po prostu poszedł. Teraz jak mieszkam na wsi, to jelenie i sarny prawie że plączą mi się pod nogami, ale lisów to ja tu raczej nie widuję :roll:
-
Chciałabym Wam powiedzieć że jesteśmy obrażone z Szansą. To znaczy ja jestem obrażona, bo Szansa 2 dni temu (nie wiem czemu to zrobiła) wytarzała mi sie na spacerze w gooownie :angryy: Zła byłam jak pies, bo to było hmmm...luźne kupsko (bynajmniej nie nasze) :oops: No takiego numeru jeszcze mi nie odstawiła, a najwięcej tego miała w uchu, bo od tej części ciała zaczęła "posuwać" po trawie. Dzisiaj natomiast dostałam ataku śmiechu, bo przy wlocie do naszej ulicy jest tablica "UWAGA! Teren zagrożony wścieklizną" No rzeczywiście. Puki ja tam mieszkam :evil_lol: Zadzwoniłam do kolegi -weta- i zapytałam czy nie dałoby rady postawić tego znaku bliżej sąsiada, a on mi na to że można. Wyjścia są dwa. Albo zadzwonię do urzędu i o to poproszę, albo w nocy go wykopię i sama to zrobię :lol: O rany. Ja chyba nigdy nie spoważnieję :diabloti: Kilka dni temu spotkałam na ulicy lisa (w środku nocy oczywiście) i kiedy biegł do mnie świeciłam na niego latarką wielce przekonana że to któryś z moich kotów tak do mnie z tęsknoty zasuwa, ale kiedy lis obrócił sie bokiem pomyślałam: co jest?! mój kot nie ma takiego puchatego ogona! :crazyeye: Po czym tak wrzasnęłam że lis uciekł w jedną stronę, ja w drugą, a psy w stronę domu. Chociaż one rozsądne :evil_lol:
-
To ja może powiem coś od siebie w tym temacie. Jako że Graynew pomagała mi przy problemach mojej Onki a o ElzieMilicz nie wspomnę tylko od razu rzucę się u stóp O PANI ! DZIĘKI CI ! :evil_lol: brałabym ten domek w ciemno. Proszę Was dziewczyny nie zmarnujcie tej szansy. WIEM że to będzie wspaniały domek dla Kory.
-
Moja Onka teraz też trochę schudła (albo mi się tylko tak wydaje) a sierść wyłazi jej "reklamówkami". Poszłam z nią do wetki która zaleciła [B]Omega naf oil[/B] po którym jest znaczna poprawa. Sierść dalej wyłazi tak jak dawniej, ale -no właśnie- nie jest już matowa. [quote name='dota&koka']apetyt ma za dwóch,albo i trzech więc gdzie to idzie?w kosmos?[/QUOTE] Na Twój dywan? :roll: Ja myślę że jednak powinno się z nim pójść do weta. Powie co robić i pewnie przy okazji dowiecie się jak jest z tym kastrowaniem. Nie może być tak że Ty po powrocie do domu zastanawiasz się co koleżka tym razem zmajstrował ! To na dłuższą metę nie jest możliwe ! Bez względu na to Dota czy Welsh zostanie z Wami czy też nie trzeba coś z tym zrobić !!! [quote name='anawa']Ja nie jestem wprawdzie osobą decydującą o losach Welsha ale ponieważ z Pasją nie ma kontaktu ani telefonicznego, ani mailowego, to chyba muszę sobie uzurpować takie prawo.[/QUOTE] Jak najbardziej powinnaś mieć takie prawo !!! [quote name='anawa']Przykro mi tylko, że zostałam pozostawiona sama z problemem Welsha. Dobrze, że Was mam :) Dzięki, że jesteście.[/QUOTE] Nam też jest z tego powodu bardzo przykro.:angryy:
-
[quote name='evl']Bo jak mama histeryzuje razem z dzieckiem, to uwierz mi, że paniom przedszkolankom jest pięć razy trudniej uspokoic malucha ;) Bierz przykład z bonsai'owej - twardym trza być a nie "mientkim", przynajmniej przy małoletnich :cool3:[/QUOTE] Przegapiłam Twój post, ale już naprawiam :evil_lol: Staram się być twarda. Z uśmiechem na twarzy zaprowadzam go do przedszkola, obiecuję że przyjdę po obiedzie i pójdziemy na rurki z kremem i mały sie na wszystko zgadza, ale jak wchodzimy do przedszkola to zaczyna wyć, nie daje sie rozebrać, a ja mu nadal spokojnie tłumaczę że przyjdę, że będę (tak było np. dzisiaj) no i horror się zaczął po wejściu do sali. Zobaczył Panią, więc uczepił się mojej nogi i dosłownie wlazł po mnie jak małpka !!! Pani do nas podeszła i we dwie próbowałyśmy go odczepić. W końcu się udało, ale jego wycie rozchodziło się jeszcze do obiadu (podobno bo ja sie ulotniłam) Tłumaczyłam mu potem żeby nie płakał, bo mi będzie przykro. Obiecał że nie będzie. Zobaczymy jutro.
-
Ja to się zastanawiam czy Twój Smoku to nie chodzi z moim do grupy, bo jest u nas taki maleńki 3-latek o dwie głowy prawie większy od mojego 4-latka :roll: (Popadłam w kompleksy) poza tym gratuluję zimnej krwi, bo u mnie z dnia na dzień coraz gorzej. Dzisiaj np. Pani siłą oderwała MOJEGO syna od MOJEGO rękawa, a ja potem stałam za drzwiami z histerią wymalowaną na twarzy i słuchałam jak moje dziecko wrzeszczy !!! JA CHCĘ DO MAMY !!! :placz: i zastanawiałam się "Wejść czy nie wejść?" Oto jest pytanie...a jak przyszłam po niego to powiedział "Mamusiu ja cię wołałem, a ty nie przychodziłaś" Serce mi pęka :-(
-
[quote name='magda222']A mamy fundusze na kastrację czy zbieramy?[/QUOTE] No właśnie dobre pytanie. Czy mamy kasę? Czy w ogóle go kastrujemy? Ile to kosztuje? Coś trzeba z tym zrobić bo szkoda i Doty i dzieci. [B]Dota [/B]wiesz co? Tak mi to teraz przyszło do głowy...może próbowałaś, ale napisać nie zaszkodzi... Moja Onka święty pies. Spojrzenie typu "przepraszam że żyję" a kiedy zamykały się za nami drzwi...uch...zmieniała się w demona :angryy: Niszczyła wszystko, gryzła i takie tam ekscesy które wolałabym wywalić z pamięci, bo się zdenerwuję :evil_lol: Kupiliśmy jej kaganiec i za każdym razem kiedy my za drzwi kaganiec na pysiol. Nic już nie niszczyła. Potem małymi kroczkami...zostawała bez kagańca-wracaliśmy-porządek=nagroda, bałagan=brak nagrody+3 dni w kagańcu. I tak w koło. 1,5 roku minęło. Nie chce sobie krakać, ale...:happy1: O siet !!! Właśnie zwaliła kwiatek machając ogonem :evil_lol:
-
[quote name='Isadora7']Ja mam informacje, że Pani się znęca nad nimi i wygania z ICH POSŁANIA[/QUOTE] No rzeczywiście wyglądają jak maltretowane ;) [quote name='a.piurek']Z tym wyganianiem jest jeden mały problem psy cudownie głuchną jak je próbuję "wyprosić" z ich łóżeczka.[/QUOTE] No popatrz...to dobrze że tylko głuchną, bo jak ja próbuję tylko "przesunąć" swojego psa z hmmm..."jego poduszki" to jeszcze na mnie werczy wredzioch :evil_lol: