Jump to content
Dogomania

mmlasowice

Members
  • Posts

    988
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by mmlasowice

  1. Oskarek został wczoraj definitywnie wyadoptowany-umowa podpisana! Pani oznajmiła mi ,że piesek śpi z nimi w łóżkach t.zn.,że zmienia 7 łóżek co noc!!! Olał nowe legowisko - woli przytulać się "policzek w policzek" trzymając łebek na poduszce. Rodzina mówi,że takiego pieska jeszcze nie mieli. Poprzednie spały "w nogach". Oskarek woli ludzkie buzie, a że jest sprawiedliwy - więc zmienia łoża ,by przytulić się do wszystkich członków rodziny. Szczepienia rodzinka wykona we własnym zakresie. Fotki Oskarka z "wstydliwym psim stomatologiem" wysyłam Gosi , z prośbą o wklejenie na wątek. P.S. Korzystam z zaproszenia do częstych odwiedzin, więc dzisiaj przespacerowałam pieski w stronę nowego domku Oskarka. Ale się pieski witały!!!!!!!!!!!!!!!!
  2. Dziękuję za pokrzepiające słowa!!!. Dzisiaj wysłałam mailem do Justynki i Małgosi skan dokumentacji medycznej psiaków. Poprosiłam u umieszczenie na wątku. Obecnie dług w lecznicy wynosi: 180,00zł. Następna wizyta dopiero w piątek - jeżeli wszystko będzie okey z pieskami. W tej chwili mój mąż spaceruje po lesie z Kastorkiem. On już mniej kaszle - jednak nie chce dalekich spacerów. Kontroluje odległość od domu. Maszeruje pokormie przy noce - ze spuszczonym łebkiem i ogonkiem. Nie daje ciałem oznak radości. Jedynie w suterynie wspina się po naszych nogach i kładzie na plecach prosząc o pieszczoty. Za 30 minut zacznie sam zawrać do domu. Wczoraj nie było wiatru, więc wyszłam z nim jeszcze o godz 21,00. Spacerowaliśmy 40 minut. Wrócił, zjadł , popieścił się i poszedł spać. Nie robię mu fotek - bo są bardzo smutne.
  3. Dingo coraz lepiej znosi długie spacery! Jak wszystkim wiadomo mamę odebraliśmy ze szpitala. Postanowiliśmy ,że będzie przebywała u siebie w domu. Teraz biegamy " na dyżury". Dingo idzie "tam i z powrotem" ochoczo. W Jej domu czuje się jak u siebie. Idąc drogą wycofuje się na widok innych psów. Nawet maluchy go przerażają. Muszę uważać ,żeby się nie wysmyczył. W tej chwili zmęczony śpi w sypialni. Dingo bardzo zabawnie okazuje radość. Tańczy całym ciałem tak jak szczeniak i śmieje się przy tym z wywalonym językiem. Zauważyłam również, że NIE AKCEPTUJE MĘSKICH PERFUM !!! Złapał Tomka za nogę ,gdy wszedł do jego pokoju. Tyle razy tłumaczyłam Mu,że ma się perfumować delikatnie. Nasiąka cały pokój. Ja po Jego wyjściu długo muszę wietrzyć. Nawet klatka schodowa wchłania te męskie perfumy. Wystarczy ,że tylko chłopak po niej przejdzie. Liczę na to, że Dingo skutecznie Go tego oduczył. Kastorek nadal jeszcze jest bardzo słaby. Je nieco lepiej. Wybiera samo mięsko. Gdy głód przyciśnie zje nawet ryż z sosem lub rosołkiem. Podwórko go nie interesuje. Woli pomieszczenie cieplutkie. Kaszle nadal!!! P.S. Pech nas nie opuszcza. Dzisiaj mieliśmy w rodzinie pogrzeb krewnego w wieku 56 lat. To jeszcze nie wiek na umieranie - a jednak... Nie mogłam jechać z powodu psów. Za mało czasu na zorganizowanie opieki dla nich. No i następny krewniak pochorował się tak,że prosi mnie o pomoc..."Nieszczęścia chodzą parami"
  4. BoUnTy - pytasz, czy to ten sam Bąbel co wcześniej. Otóż - nie. Jego historia jest inna. Inny ma też charakter. Jest mniejszy od poprzedniego - jednak z umaszczenia bardzo podobny. Dlatego dałam mu to imię. Bardzo przypomina mi poprzedniego.Muszę zaangażować rodzinkę do pomocy przy zdjęciach. Aparat profesjonalny - więc duży - a psiaki ruchliwe. Wychodzą mi same tęcze. Dzisiaj rozesłałam fotki Dinga. Wątek "BąblaII" założy "Lu_Gosiak". Będzie oddzielny, ponieważ ludziom już mieszają się moi podopieczni. Nie wiedzą gdzie ich szukać.
  5. LECZENIE WETERYNARYJNE : --------------------------------- 30.01.2009R - "D" - 120,00 zł / kredytowe/ 4 zastrzyki: -------------- *antybiotyk o przedłużonym działaniu / na 2 tygodnie/ *lek podźcowy *lek sterydowy *zespół witamin z grupy "B" 30.01.2009r - "K" - 60,00 zł /kredytowe/ 3 zastrzyki + 2 rodz antyb. w tabl. ------------ *lek bodźcowy *lek sterydowy *zespół witamin z grupy "B" * 2 rodz. antyb. w tabl do podania na 7 dni DO ZAPŁATY : 180,00 zł -------------------------- -------------------------- Dokumentacja med. zostanie zeskanowana przez mojego syna/ ja tego nie potrafię/
  6. Kastorek jest smutniejszy. Na mój widok kładzie się na plecy i wyciąga łapki w górę. Pragnie pieszczot!!! Pomieszkuje sam w suterynie ,żeby mieć swobodę ruchu. Całe 75m2 ma dla siebie. Już nie wyleguje się nieustannie na wersalce. Spaceruje ze spuszczonym łebkiem i prostuje kości. Co jakiś czas się kładzie zmieniając legowiska. On jeszcze nie szczeka!!! Obrzęk krtani jest tak silny, że przy podniesieniu łba DUSI SIĘ. Nadal kaszle!!! Jest cały obolały. Staje na dwóch łapkach i prosi...prosi...prosi... tylko,że ja nie wiem o co? W przeciwieństwie do Dinga je wspaniale. Przyjmuje te końskie dawki antybioli ukryte w pasztetce , bez wypluwania!!! Dwa rodzaje :3xdz + Tchocodin 1/2 tebl. na noc. Jego z ręki karmić nie muszę - lubi mięsko. Suchej karmy psiaki sie nie łapią i ja to rozumiem. W tym stanie chorobowym najlepszy jest ciepły posiłek. Łatwiej przechodzi przez chore gardło. Spacerek Kastorka zmęczył. Sam zaprowadził mnie do domu. Jak na razie nie reaguje na swoje imię. Mówiłam do niego dużo, a on szedł przed siebie jak głuchy. Wiem ,że od "Gentamycyny " można utracić słuch lub na wskutek urazu - albo hałasu. Jednak stan zapalny też potrafi słuch przytępić. Zobaczymy - jak go wyleczymy. Spotkaliśmy małe pieski - na ich widok Kastorek wycofywał się do tyłu. Musiałam uważać ,żeby się nie wysmyczył. Raz zareagował na strasznie głośne szczekanie - więc aż tak głuchy nie jest. W sumie Kastorek woli leczyć się w ciepłym pomieszczeniu. Rano wyjdzie na siku - i go nie zrobi. Zaciągnie się zimnym powietrzem i ucieka "do siebie". Robi kilka podejść. Nie dziwię się. Ludziom z zapaleniem krtani i tchawicy też łatwiej oddycha się w cieple. Zimno drażni i prowokuje kaszel.
  7. Dingo - już nie chce przyjmować doustnych antybiotyków. Ma czerwony, szklisty , suchy język - co świadczy o wyjałowieniu organizmu z flory bakteryjnej na wskutek antybiotykoterapii. Traci apetyt do jedzenia. Karmię go ryżem z sosem i pieczonym mięsem / karczek, szynka, łopatka/ lub gotowanym /kurczak/. Niestety muszę podawać mu na dłoni, bo inaczej nie zje. Obwącha miskę i odchodzi. Je w pokoju syna , więc wszelkie obawy związane z Kastorem odpadają. Może jeść spokojnie - a nie chce. Leczenie dało cudowne owoce. Leki działają na cały organizm, więc i rany po pogryzieniu lepiej się goją. Są bladoróżowe , pokryte lekkim meszkiem. Świadczy to o tym, że sierść odrasta. Dinguś zaczyna nawoływać nas szczekaniem i delikatnym wyciem - gdy zostaje sam w pokoju lub w ogrodzie. Widać ,że już lepiej się czuje. Zaobserwowałam znikomy kaszel / jednorazowo/ po godz 16,00. Dzisiaj wet. pozwolił na spacery. Zaliczyliśmy aż dwa. Niestety w pojedynkę - bez Kastora /dla bezpieczeństwa/.Dinguś nie musiał juz męczyć się z wypinaniem pupy na przęsła,żeby załatwić się *przez płot poza płot*. To jest sztuczka! On nie zabrudzi swojego terytorium!!!Wysłałam dzisiaj mailem fotki Jusstynie i Gosi. Może któraś wstawi na wątek?
  8. Konto internetowe założyłam- w środę otrzymam hasło. WPŁYWY NA WETERYNARZA: ------------------------------------ 27.01.2009 - "Jusstyna85" : 80,00 zł 28.01.2009 - "MARYSIA55" : 20,00 zł 28.01.2009 - "Jusstyna85" : 35,00 zł ----------------- Razem:135,00 zł KOSZTY LECZENIA: ---------------------------------- 26.01.2009 - "D" : 55,00zł "K" : 60,00zł 28.01.2009 - "D" : 20,00zł "K" : gratis ------------------------------- Razem: 135,00zł Przelane środki na leczenie zostały wydane - skanowanie dokumentów wykona syn / ja nie potrafię/
  9. Dzisiaj otrzymałam sms-a od nowej rodzinki Oskarka, w którym piszą że cyt."ujął wszystkich za serce "i proszą o spisanie UMOWY ADOPCYJNEJ. UMÓWIłAM SIĘ NA JUTRO - NA GODZ 13,00, PONIEWAż DZISIAJ dwukrotnie kursowałam z Dingiem i Kastorem do weta + spacery+ karmienie z ręki = brak czasu. Mam pewien dylemat: zawsze oddaję do adopcji psy z kompletem szczepień. Oskarek po kastracji załapał się / w odstępach czasowych/ tylko na szczep. p/wściekliźnie. Widząc gromadę dzieci w nowej rodzinie - urodnych, zadbanych, inteligentnych - zastanawiam się nad ew. "targiem" co do kosztów dalszych szczepień: I p/ch. zakaźnym =58zł, II p/ch.zakaźnym do 70,00zł. Za tą kwotę Pani domu upiecze sporo mięsiwa , które i Oskarek podje. Już go w mojej obecności tak karmili. Jeżeli poproszą o dofinansowanie będę musiała się zgodzić.
  10. Jak na razie rodzinka zapowiada się obiecująco - oby tak dalej... 40,00zł na potrzeby Oskarka rozliczam tak: 20,00zł szczepienie p/wściekliźnie, pozostałe 20,00 jedzonko, paliwko, ogłoszenia prasowe itd. Może być?
  11. Mika i Uszatek wyadoptowani w niedzielę w "BARDZO DOBRE RĘCE". Rozpisałam się o nich na innym wątku poświęconym moim tymczasowiczom /"2 sterroryzowane ,zdominowane, już pogryzione - w DT czekają na DS"/ Lubliniecki Oskarek jest w trakcie "przymiarki do nowej rodzinki". Jamnikopodobny Bąbel - w oczekiwaniu na lepszy los.... Dingo i Kastor w trakcie intensywnego leczenia. Nela - sterylizowana ,roczna mix jamniczka - nadal broni się przed adopcją. ------------------------------------------------------------------------ Taki jest bilans moich podopiecznych na dzien dzisiejszy.
  12. Za Dinga zapłaciłam dzisiaj w lecznicy = 20,00 zł/ wyłącznie za zastrzyki/ Leki, które psy dostają działają na cały organizm - więc rany po pogryzieniu goją się w przyspieszonym tempie. Dingo już nawet uszy nosi znowu wysoko. Żal mi go - nawet Bąbel nie chciał Dinga przepuścić pierwszego przez drzwi! Pierwszy raz słyszałam Dinga szczekającego. Zobaczył obok mnie rottka i zaszczekał! Rottek podszedł do płotu - spojrzał na Dinga - zaciagnął nosem - i wycofał się........ Coś chyba wyczuł....On nie atakuje małych i słabych....Odreaguje wtedy gdy "tego już za wiele"/ przykład Oskarka/ Dingo miał dzisiaj ochotę na zabawę! Biegał za Nelą i Bąblem ,gdy wieczorem ganiali w ogrodzie. Niestety - zakończyło się moją interwencją. Bąbel chciał zabawić się z Dingiem łapiąc go w okolice pyska / tak jak bawią się szczeniaki - tak bawi się z Nelą/ - Dingo ruszył na Bąbla!!!!!!!!!!!! Oddzieliłam miotłą i krzykiem "DINGO- NIE WOLNO!!!!" Dingo odstąpił i grzecznie poszedł do domu. W domu trzepał łbem i walił łapami po uszach- chyba go bolą?. Dokładnie tak jak po pierwszej wizycie u weta . Tylko,że wtedy jeszcze tarzał się po oblodzonej części ogrodu. Do pogryzienia nie doszło!!!. Rany goją się wspaniale.Niestety u Dinga wystąpił jeszcze jeden niepokojący objaw - rozpylanie dużej ilości wody z nosa przy wydechu!!! Może to świadczyć o zaleganiu płynu w płucach na wskutek silnego stanu zapalnego. Osłuchowo :"na dwoje babka wróżyła" Trzeba by zrobić RTG - tylko ,że stan zdrowia nie pozwala na premedykację tak jak u Kastora. Cieszy mnie bardzo, że kaszel już tak bardzo nie męczy Dinga . To ostre leczenie daje efekty!!! Nawet jeżeli "postawimy Dinga na nogi" - transport do Niemiec może być wykonany jedynie bez uśpienia. Dingo ma chorobową niewydolność oddechową i jest nafaszerowany medykamentami - należy mieć na uwadze idiosynchrazję / osobniczą reakcję na leki/ Podając "SEDALIN" może wystapić synergizm addycyjny lub hiperaddycyjny. Wtedy go już nie wybudzimy.Dingo w samochodzie jedzie pięknie-jest spokojny, zainteresowany tym co za oknem, nie lata po aucie. P.S. Dingo nie lubi załatwiać się na posesji. Dzisiaj chciał zrobić kupkę za ogrodzeniem, a że z nim nie wyszłam - to przystawił pupę do przęsła i narobił na nie! Dlatego miałam miotłę w ręce gdy się złapał z Bąblem, bo sprzątałam tą "dekorację" zanim przymarznie.
  13. Kastor zaatakował ponownie Dinga z powodu WALKI O TERYTORIUM. Dingo od dnia przyjazdu więcej był na podwórku niż w domu. Wchodził do budy. Zauważyłam to i wprowadzałam go do ciepłej suteryny.Z ich chorobą potrzebne jest ciepłe powietrze. Podzieliłam na legowiska i spały gdzie wskazałam. Po kilku dniach zaobserwowałam zmianę. Kastor leżał na legowisku Dinga , Dingo na legowisku Kastora. Myślałam,że duszący się Kastor wybrał cieplejsze miejsce?. Teraz , gdy intensywne leczenie daje efekty oni wracają do sił. Mają więcej sił fizycznych i zaczynają siebie ustawiać.A więc: stałam w suterynie - Kastor leżał na wersalce za moimi plecami- widział,że się schylam i wołam przez otwarte drzwi Dinga- Dingo zbliża się do mnie i chce wejść- Kastor zeskakuje z wersalki podchodzi do drzwi i lekko pomrukuje-ostrzegam go,że nie wolno-krąży w progu blokując wejście Dinga- zganiłam Kastora - wpuścił Dinga- gdy Dingo szedł na swoje legowisko Kastor go zaatakował - wylałam na nich całe wiadro wody- odstąpili od siebie- Kastor ponownie próbował ataku- oberwał pustym plastikowym wiadrem po łbie z krzykiem "NIE WOLNO"!!! DO POGRYZIENIA NIE DOSZŁO!!!JEDYNIE DINGO LEKKO UTYKA NA PRZEDNIĄ ŁAPĘ-SKRĘCENIE KTÓRE USTAPIŁO. WETERYNARZ DZISIAJ POW. ŻE TO RACZEJ ZŁE UŁOŻENIE ŁAPY NA WSKUTEK WALKI. Gdy Dingo się "rozchodzi" to mu mija. Umieściłam Kastora w pokoju z przetworami i kompotami. Drzwi są zamykane na klucz- nie spotkają sie bez mojego udziału. Dzisiaj potórzyliśmy wszystkie zastrzyki - Kastor nadal ma duszący kaszel choć o dużo mniejszym natężeniu!!!. Potrzebne jest RTG płuc.Nie ma szans na wykonanie. Przy dusznościach nie wolno podawać "głupiego Jasia" - więc jak go unieruchomić do zdjęcia? W piątek powtórka zastrzyków.Podleczymy - prześwietlimy. Bronchoskopia też na razie odpada - bo nie znieczulimy/ jak uśpimy to na wieki/ Weterynarze mówią o nim - "FAJNY PIES. WIDZI PANI JAK DAJE SIĘ POGŁASKAĆ.PRZY ZASTRZYKACH STOI ŁAGODNIE. TYLKO PRZY BOLESNYM SIE WZDRYGNĄŁ.SZUKAĆ MU LUDZI - BO DO RODZINY SIĘ NADAJE. ON BARDZO PRAGNIE PIESZCZOT - I GŁÓWNIE O TO WALCZY!!! DLATEGO DINGA NIE WPUSZCZA , PRZEGANIA ITD. Byle nie dom z innymi psami" Po powrocie z lecznicy /jeżdżę z nimi osobno/Kastor wysmyczył się z obroży i wparował do suteryny. Nie zaatakował Dinga , pomimo że mieli porozkładane gotowane golonka. Może dlatego,że Kastor był po powrocie odrazu na leśnym spacerze a Dingo jeszcze nie? Bo ja to wiem??? Dzisiejsza wizyta kosztowała "O" zł- na koszt lecznicy - prezent. P.S. Serce Kastora jest zdrowe - więc przy dobrym leczeniu pies wyjdzie z choroby.
  14. Poczekajmy 3 dni....tyle dałam tej rodzinie.
  15. Nowa Pani Miki była z nią w poniedziałek u weterynarza. Przyznała,że nadal kaszle. Nawet odpluła gęstą białą wydzielinę. Podaje jej te leki , które przekazałam. Weterynarz nic nie zmienił w leczeniu. Rozpisał potrzebne badania : bad. kału / na pasożyty i krew utajoną/ Mika jest przeszczęśliwa. Przychodzą do niej tabuny ludzi, żeby ją ogladać i podziwiać. W marcu dołączy do rodzinki kotek. Pani Miki jest zawodowym fotografem / obecnie wdową ,młodą emerytką: 50 lat/ - widziałam fotki poprzednich zwierzątek. Super!!! Mika zapewne też takie będzie miała. No i oczywiście stały problem - Mika nie chce jeść. Podobnie jak z Uszatkiem. Pani goni ją z jedzeniem...
  16. Rodzina z Gliwic telefonuje codziennie zdając sprawozdanie z przebiegu aklimatyzacji Uszatka. 11 letni Marcin pochwalił się ,że Uszatek pięknie się bawi z Nim i z innymi pieskami. Babcia Marcina martwi się ,że Uszatek - PIESEK SPECJALNEJ TROSKI / tak go nazwała z powodu jego przeszłości/ mało je. Kupiła mu smycz samoregulującą długość i ciągle pilnuje jak niemowlaka. Konsultuje z sąsiadkami co robić ,żeby jadł? Tłumaczyłam,że pierwsze 3 dni ma prawo nie jeść po zmianie środowiska. Schudnąć ma z czego. Po kastracji lepiej nie przekarmiać. Napewno nie zdechnie z głodu. Dzisiaj znowu gonili go z jedzeniem..........
  17. Oskarek ostatnią szaloną zabawę " W PIĘCIU WSPANIAŁYCH" przeżył w niedzielne południe. Szaleli w słonecznej części ogrodu goniąc się wokół budy i pni drzew. Oj było głośno!!! Potem bawili się w chowanego - jeden wskakiwał do budy a reszta go szukała. Gdy łeb wystawił - piszczeli z radości na znak,że go znaleźli. Podbiegali do mnie po pochwały. A pyski im się śmiały od ucha do ucha.Po zabawie spały z wywalonymi językami. Niestety o godz 15,00 wyruszyliśmy w trasę adopcyjną: Katowice Ochojec - Gliwice. Do domu wróciliśmy o godz 20,00. Oskarkowi "czegoś brakowało". Chodził i szukał...Zmienił się w zachowaniu...Całą noc spał ze mną pod moją kołdrą. W poniedziałek razem z Nelą i Bąblem penetrowali miejsce niedzielnych uciech w poszukiwaniu Miki i Uszatka. Byli smutni. Nie bawili się. Telefony adopcyjne nadal dzwonią. W poniedziałek obiecałam ludziom, że ruszę do nich z Oskarkiem i Nelą. Trzykrotnie zwizytowałam rodzinę z Tarn.Gór i raz ze Strzebinia. W ofercie Strzebinia był dom z ogrodem, dużo jedzenia, doświadczenie z psami. Mnie zwrot typu "dom z ogrodem" nie przekonuje. Mam przykre doświadczenia. Widziałam na takich posesjach pseudo-kojce o wymiarach 1,5m/1,5m. Usytuowane na końcu posesji, w rogu pomiędzy stertami cegieł, nie osłonięte ani od wiatru ani od słońca. Psa nie wypuszczają , bo "szkoda ogrodu". Krzewy drogie posadzone, drzewka też ważniejsze, kupek zbierać po całym ogrodzie też nie będą i.t.d - a pies wyje dzień i noc... Strzebiń odpadł z innego powodu - z powodu osobowości kandydata na nowego właściciela. Boże niech Mu nikt nie da psa - szkoda zwierzęcia! W Tarn.Górach - obiecująco zapowiada się adopcja. Psia rodzina wieeeeeeloosobowa pragnie Oskarka a on Ich. Gdy odjeżdżałam od Nich / pierwsze spotkanie na neutralnym terenie: na chodniku/ Oskarek chciał wydrapać tylną szybę w samochodzie. Piszczał przy tym okropnie.Chciał się do Nich wydostać. Jego ujęły dzieci. Bardzo się do Nich przytulał. Rodzina ciągle za nim wydzwaniała , więc dla świętego spokoju dzisiaj rano zaszczepiłam go p/wściekliźnie / zawsze zaczynam od ch.zakaźnych/ = koszt 20,00zł.. Wczoraj wieczorem byłam u Nich drugi raz. Rozmawiałam z "głową rodziny" /z mężem i ojcem dzieci/. Wypowiadał się zgodnie ze stanowiskiem żony. Pokazałm Im zdjęcia Oskarka w starciu z rottkiem. Proponowałam pieszczotliwego Bąbla. Przywiozłam Bąbla na oględziny. Podobał się - ale wolą Oskarka. Dzieci w przedziale wieku od 5-14 lat..... najmłodsze lubi zabawę w PSIEGO STOMATOLOGA! ZAGLĄDA PSOM W ZĘBY! Rodzice jednak proszą o Oskarka. Mają również doświadczenie przykre. Jamniczka zazdrosna o uczucia wczepiła zęby dziecku w klatkę piersiową i wygryzła. Napiszę jak ta batalia się zakończy.
  18. Trudny dzień- więc skrótowo: Kastor tylko raz wystartował ostro do Dinga / z powodu zapachu posiłku/ Sytuacja nie powtórzyła się. Weterynarz w dniu dzisiejszym kosztował 115,00 zł. Chłopcy chorują na ostre wirusowe zapalenie krtani i tchawicy z dusznościami. Dingo - 2 zastrzyki + zwiększona dawka antybiotyku doustnego. Kontrola w czwartek. Kastor - 4 zastrzyki + Tchiocodin / blokuje ośrodek kaszlu/+ 2 rodzaje antybiotyku doustnego. Powtórka zastrzyków w środę.Jeżeli nie będzie poprawy nawet o 20% - bronchoscopia w znieczuleniu ogólnym. Tak silny obrzęk krtani, że nawet przyłożenie słuchawki do osłuchania wywołało odruch kaszlowo-wymiotny. Zakaz spacerów. Nakaz przebywania w pomieszczeniu ciepłym o stałej względnej wilgotności. Dużo snu! Mąż nie potrafił słuchać tych męczarni nocami - gdy dusili się tak silnie-że przez ściany słyszeliśmy ich kaszel sypialni. Dzisiaj karetka wywiozła Go z pracy do szpitala- częstoskurcz napadowy serca. Mamę odbieram jutro. Zażyłam śr. uspokajajaco-nasenny. Dobranoc
  19. Plakaty Oskarka są SUPER! Takich profesjonalnych jeszcze nie widziałam! Ponaglam potrzebę szerokich ogłoszeń m.in. ze względu na nowych tymczasowiczów. Dowieziono mi psy schroniskowe - pogryzione boroki. Biedne bardzo a przy tym jeszcze i CHORE!!! Znam to choróbsko ! Jest zakaźne. Przenosi sie tak jak grypa u ludzi - drogą kropelkową."Nowi" mają włączone antybiotyki....... Infekcja u Oskarka i Uszatka oraz Bąbla - w tej sytuacji jest tylko kwestią czasu! Odbieram telefony w sprawie adopcji - jednak LUDZIE NIE ZGADZAJĄ SIĘ NA WIZYTY PRZEDADOPCYJNE. Skrzywdzonych psów nie można wydać w ciemno! Żadnego psa nie powinno się wydawać bez kontroli nowego środowiska! P.S. Moją mamę szpital planuje do dalszego leczenia w domu. Sąsiadka leżąca obok juz odeszła do RAJU.Tak starych ludzi zabija grypa. Tylko jak ja teraz pogodzę moje obowiązki z opieką nad mamą?
  20. Uszatek jest mix jamnikiem-kundelkowatym o bardzo krótkich nóżkach. Waży 8,400kg. Wiekowo pomiędzy 2-3 rokiem życia. Sierść ma puszystą w odcieniach brązu podpalaną na czarno. Prawe uszko ma klapnięte tak jak w bajkach na DOBRANOC. Oskarek przeciwnie - klapnięte ma lewe. Uszatka przygarnęłam po alarmowym telefonie. Dzwoniła Pani z Os. Jana w Tarn.Górach informując ,że udało Jej się uchronić małego pieska od zagryzienia. Zdążyła wpuścić go do garażu ,gdy uciekał przed wilczurami. Wymyła ze krwi i zadwoniła do mnie. Faktycznie był okrutnie pogryziony. Jechałam z nim prosto do lecznicy. Weterynarz powiedział, że piesek był bardzo długo bezdomny i nieustannie gryziony! Poznał to po ropnych ranach rozrywanych na nowo co jakis czas. Udzielił p/pomocy + podjął leczenie.Uszatek pozwolił sobie zrobić każdy zabieg. Nie buntował się.Przy zastrzykach stał spokojnie. Gdy mu podałam tabl. na odrobaczenie - pierwszy raz w życiu zobaczyłam taką masową ilość nicieni o metrowej długości!!!!! Wyszły mu pyskiem. Sądzimy z wetem ,że Uszatek z głodu zjadał odchody innych psów!!!!! Dlatego był tak masakrycznie zarobaczony. Po leczeniu rozpoczęliśmy systemowe szczepienia p/wszystkim chorobom! Jego uległy charakter i wesoła osobowość+ bezwzględne zaufanie do ludzi są wielkim atutem adopcyjnym. Utrzymuje czystość w domu , nie znaczy terenu mieszkania. Jest wykastrowany więc problem wyskoków "na panienki" odpada. Można z nim odwiedzać znajomych mających suczki i nie będzie problemu! Je wszystko! Stróżuje czujnie. Alarmuje , gdy ktoś stoi za drzwiami. Obszczekuje płoty. Ponadto on jako jedyny zgadza się z Oskarkiem i potrafi się z nim bawić. Pozostałe psy bawią się z Oskarkiem do czasu - gdy chcą przejąć przewodnictwo w zabawie. Oskarek na to nie pozwala. Uszatek najwyżej go obszczeka i bawią się dalej. Nie warczy wtedy na Oskarka i nie przegania go tak jak Nela.Mój mąż mówi o nim " ON JEST NAPRAWDĘ FAJNY. TEN PIES MI SIE PODOBA. MUSI JEDNAK IŚĆ DO LUDZI Z OSKARKIEM . INACZEJ DEPRESJA" To samo mówią weterynarze : to "bliźniacy ". Dla ich zdrowia prosimy nie rozdzielać".
  21. Dziękuję Ci Justynko. Boga proszę,żeby przysłał mi normalnych ludzi.Więcej tych co wyrzucają zwierzęta - niż tych co adoptują.
  22. Uszatkowi i Oskarkowi zdjęłam dzisiaj szwy u weta . Oskarek ma bezśladową bliznę - Uszatek " na dogojeniu" / leków juz nie dostaje/. Zrodziła sie prawna awantura o Oskarka. Nesca wyslę Ci na PW informację . Musiałam 3 dni to przegryźć ,żeby nie wpaść w szał. Jak znam lublinieckie pro zwierzęce dobre serca, wściekną sie gdy poznają sprawę. Na dodatek ten stek kłamstw w "Gwarku" pt "Batalia o psy"/ kup sobie i przeczytaj- to nie jedyna gazeta , która mnie atakuje/. W tej chwili osoba , która powinna świecić przykładem w trosce o zwierzęta wymyśla,ze mój rottek zżera szczeniaki i inne psy -dlatego jest u mnie tak duża rotacja!!! Mój mąż już tego nie wytrzymuje........... Szkoda mi Oskarka . Chciałabym żeby znalazł domek z Uszatkiem.Obserwuję go gdy jest w pokoju sam - jest bardso smutny. Wręcz płaczliwy! Sam w nowym domu - nie widzę tego . Może ponownie uciekać. z Uszatkiem jest szczęsliwszy. Oni naprawdę się zgadzają.Bawią się ze sobą w te swoje psie zabawy z popiskiwaniem.Przypuszczam ,że jakiś wilekolud typu rottek dał mu popalić i dlatego tak ostro reaguje na mojego. Wielkim atutem Oskarka i Uszatka jest utrzymywanie czystości w domu!!!.
  23. Witajcie- odzyskałam internet. Dingo i Kastor potrzebują ŚWIĘTEGO SPOKOJU! Widać ,że nadal fizycznie cierpią! Oboje spragnieni są pieszczot i snu!. Nie są skorzy do zabawy. Nela i Mika denerwują ich . Chłopcy uciekają od nich. Nie interesuje ich wejście do domu. Odpowiada im pokój w suterynie z wyjściem do ogrodu. Nawet buda została tylko pooglądana. Siedzieli chwilę w przedsionku- chyba nie wiedzą ,że mają wejść głębiej przez kolejne wejście. Czy w schronie nie ma bud z wiatrołapami i przegrodami? Dingo próbował wczoraj wydostać się za odjeżdżającym samochodem Jagody. Nawet wył za Nią. Do północy chodził przy płocie. Potem poszedł spać do pościeli taka jak Kastor. Przyniosła mi dzisiaj pewna Pani mix jamnika -samczyka. Obwąchali go i tyle. Muszę gdzieś go ulokować , ponieważ moja sytuacja rodzinna jest bardzo zła. Mam moja lat 78 ciężko choruje. Leży w szpitalu. Dołączaja się kolejne niebezpieczne powikłania. MUSIMY BYĆ PRZYGOTOWANI NA WSZYSTKO..............ONA W TEJ CHWILI BARDZO MNIE POTRZEBUJE.Kastor i Dingo są u mnie "bezszelestni". Gorzej z Oskarkiem - prowokuje rottweielra bardzo niebezpiecznie. Oddzielanie to nie wszystko. Rottek nie wytrzymał i wysadził metalową furtkę z zawiasów!!! Musimy przyspieszyć adopcje Uszatka i Oskarka. Nela pomimo że gryzie rottka ma u niego większe względy. P.S. Nie dziwcie się ,że Kastor wymiotywał! Podano mu leki na odrobaczenie w dniu wyjazdu!!!+ szczepienia. Reakcja prawidłowa - wydalić tyłem i przodem!!! Niestety Kastorek kaszle podobnie jak Mika gdy do mnie przyjechała. Trzeba będzie leczyć.
  24. Oskarek prowokuje rottweilera!!!!!!!!!!!!!!!! Wyślę e-mailem fotki skutów tych prowokacji. Metalowa furtka nie wytrzymała ataku i wyskoczyła z zawiasów!!! Oskar bohater-prowokator schował się za moimi plecami!!! Szczęście w nieszczęściu ,że rottek skupił uwagę na zdemolowanym płocie!Dzisiaj kontrola szwów - ew. zdjęcie. Oskarek jest super psem do domu z ogrodem. Jest bardzo czujny. Stróżuje przy płocie - sygnalizuje obecność człowieka za drzwiami mieszkania. Lubi być obecny przy człowieku swoim Panu(i) - przytulać się ,spać z nim. Lubi też psie zabawy z mix jamnikami - tymi , które uznają jego zwierzchność. Moja sytuacja rodzinna mocno komplikuje się! POWINNAM SIEDZIĘ PRZY ŁÓŻKU MATKI W SZPITALU!!! DOŁĄCZAJĄ SIĘ KOLEJNE NIEBEZPIECZNE POWIKŁANIA. MUSIMY BYĆ PRZYGOTOWANI NA WSZYSTKO........................... W tej sytuacji proszę o wzmożenie działań adopcyjnych Oskarka - ew. zorganizowanie innego tymczasu. Moja prośba dotyczy wszystkich tymczasowiczów. W pierwszej kolejności tych , których charaktery komplikują wspólny pobyt. Zawiadamiam z wiadomych powodów... wiek mojej mamy to 78 lat+ ciężki stan zdrowotny. Nawet Jeżeli ją wypiszą - muszę zabrać Ją do siebie. W tym stanie potrzebna jest cisza i ja wyłącznie dla Niej. Nowe pieski Dingo i Kastor przebywają w suterynie i na podwórku. Nie odczuwamy ich obecności. Nie szczekają , spacerują i dużo śpią. Widać,że nadal cierpią całe obolałe. Dingo pojedzie za kilka dni do nowego domku. Oględziny adopcyjne Kastorka odbędą się dzisiaj.
  25. Nie eksperymentowałam sama. Objawy wskazywały na konieczność działań weta. Konsultowałam wczoraj telefonicznie sytuację Uszatka. Z racji kolejnego wstrzyknięcia" Betamoxu" - wizyta miała sens dzisiaj. Otrzymał kolejną porcję zastrzyków, bo niestety szwy rozpuszczają się / jak na rozpuszczalne przystaje/ . Tylko, że założone zewnętrznie grożą rozejściem się szwów.Krwawienie ustało. Stosowana miejscowo "Neomycyna" nieco rozjaśniła sińce. Doustnie otrzymuje 3xdz1/3 "Pyralginy" /p/bólowo, p/gorączkowo, p/zapalnie/. W czwartek podaję kolejny "Betamox". W piątek wizyta u weta- kontrola stanu szwów. Dzięki Bogu z Oskarkiem wszystko w porządku. Nie mam nastroju. Od tygodnia moja mama lat 78 leczy zapalenie płuc w szpitalu. Z powodu niewydolności serca /1/2 tylko pracuje/ i innych .......sytuacja pogarsza się.
×
×
  • Create New...