-
Posts
44210 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
13
Everything posted by Nutusia
-
[quote name='AMIGA']Jak to dobrze, że mamy takich cudownych panów doktorów. Czapki z głów dla nich (mój też przyjmuje mojego Bonusika chyba ambicjonalnie. Czapki z głów dla Nutusi i jej walki :loveu: No i posyłam Wam nadal wielkie, wielkie fale dobrych mysli i nadziei, że w końcu nastapi poprawa Hej, Amigo, nie przesadzaj z tymi czapkami z głów, bo nam się Wielbiciele poprzeziębiają! :eviltong: A fale dobrych myśli i nadziei najwyraźniej dotarły, bo mamy się nieco lepiej. Wczoraj Pan Doktor nawet coś wspominał, że jeszcze dziś wizyta, a potem może przejdziemy na pastylkowanie zamiat walić w żyłę... USG wykazało, że serce panna ma w całkiem niezłej formie jak na jej wiek i to, co przeszła. Wątroba też nie wykazuje wielkich zniszczeń po trutce na gronkowca. No i w sumie po wczorajszym konsylium w szerokim doktorskim gronie, najbardziej prawdopodobna diagnoza, jaką się udało postawić to śródmiąższowe zapalenie płuc (wtórne, jako powikłanie). Dziś śniadanie już miało sporo większą objętość, z dokładką. Na razie jeszcze spożywane na leżąco... Ze wstawaniem gorzej, bo kosteczki zastałe i siły jeszcze marniutkie, ale na automatycznego pilota w postaci obroży udało się wyjść na małe siusiu. Ziąb u nas straszny był rano - minus 5 stopni! :placz: Wiosno, czekamy!!!!! Dobrze, że choć słoneczko świeci...
-
Do naszego Pana Doktora oczywiście! W środy przyjeżdża do jego lecznicy lekarz ze sprzętem, ale Pan Doktor chce na własne oczy zobaczyć co jego ulubiona pacjentka kryje we wnętrzu i specjalnie w tym celu przyjedzie wieczorem do lecznicy. Gdy mu dziękowałam za pomoc finansową w postaci "liczenia po łebkach", odpowiedział: "Pani Magdo, tę pacjentkę traktuję AMBICJONALNIE" :loveu: Jutro dam znać co zobaczyliśmy...
-
Kochani nasi Wspieracze, Dłonie bolące od zaciskania kciuków to nic wobec wątlutkiego promyczka nadziei, który nas dziś rano powitał w postaci spodeczka ryżu i kurczakiem wymlaskanego powolutku... Od razu uprzedzam - ZABRANIAM SIĘ CIESZYĆ!!!! Wczorajszy ogląd Doktorowy: 1. zrobione 2 zdjęcia RTG płuc: coś tam siedzi niepokojącego, bo doszło do rozedmy - stąd tak ciężki oddech, sapanie i rzężenie; dziś jedziemy na USG serca głównie, ale przyjrzymy się całej "zawartości"; hipotez jest kilka - od nadkażenia bakteryjnego po płyn w osierdziu przez powiększenie mięśnia sercowego; zobaczymy co wykaże USG - jeśli nic, co rozwieje wątpliwości, trzeba będzie biedulkę ponakłuwać przynajmniej w 6 miejscach :placz: i spróbować wyciągnąć choć kilka kropel płynu do badania, a potem... czekać na wyniki; to czekanie jest najgorsze! 2. temperatura nie rośnie (i chwała jej za to), ale leukocyty znowu spadły; może to być związane z krwotocznym zapaleniem żołądka, do którego doszło na skutek stosowania tak silnych leków; nasza psina ma chorobę lokomocyjną i niestety, każda wyprawa do Doktora to malowniczy haft (jak była zdrowsza, wytrzymywała tę kilkunastominutową podróż...); od kilku dni wymiotuje właśnie krwotocznie; 3. Doktor widzi lekką poprawę "ogólną" (czego "normalny" człowiek z tzw. boku by nie dostrzegł) i uważa, że choć rokowania są nadal trudne, to jednak walczyć warto 4. dostała znowu zestaw kroplówek z antybiotykiem, wzmacniających i osłonowych na żołądek; dostaliśmy też "pracę domową" na wczorajszy wieczór i dzisiejszy ranek 5. Doktor zrobił też wstępne podsumowanie kosztów: po podliczeniu, odliczeniu, przeliczeniu i rabatach wszelkich na dzień wczorajszy otrzymaliśmy kwotę 562 zł :placz::placz::placz: I wszyscy wiemy, że to jeszcze nie koniec... :placz::placz::placz: Rano niestety poszła tylko jedna kroplówka + lek ze strzykawki. Potem usiłowała wstać, więc ją odłączyłam, żeby się nie niecierpliwiła, pomogliśmy jej wstać i podreptała na... śnieg :placz: Zrobiła siusiu i szukała mojego męża, który poszedł po węgiel. Doczłapała za dom i tam... stanęła bez ruchu. Musieliśmy ją delikatniutko popchnąć i ruszyła w stronę domu. Po czym zaległa na posłaniu zmęczona, jakby co najmniej Giewont zdobyła... Chciałam podłączyć drugą kroplówkę i... doopa! Nie kapało. Kombinowaliśmy na różne sposoby, wenflon był drożny, ale się wysunął. Ona ma tak słabiutkie żyły, jest tak potwornie skłuta, że się ta żyłeczka nie utrzymała. Miała dostać drugą porcję kroplówek około południa - specjalnie zostawiliśmy " wykwalifikowaną straż" w domu, a tu taki pech... Dzwoniłam do Doktora i powiedział "trudno". Ucieszył się natomiast, że kilka łyżeczek tego ryżu zjadła i że poszła ta pierwsza kroplówka, bo ona na osłonę żołądka była. Wieczorem pojedziemy wcześniej niż byliśmy umówieni, to dokroplówkujemy dziewuszkę. Doktor jest wściekły jak chrzan, że nie może postawić jednoznacznej diagnozy. Ale taka ta nasza krakowska lalka już jest - ze skórą było przecież tak samo... dziesięć ślepaków i dopiero jedenasta trafna! Dziś rano mnie poinformował, że w nocy wymyślił - analizując wszystko to, co się wydarzyło od soboty, że najprawdopodobniejsze jest... zapalenie płuc, będące powikłaniem całego osłabienia, wycieńczenia, które były jej udziałem od tak długiego czasu. Przy okazji na zdjęciu RTG uzyskaliśmy obraz kataklizmu w postaci stanów zwyrodnieniowych kręgosłupa. Fakt, że ona się teraz praktycznie nie rusza jest dla niej bardzo niekorzystny. Nie dość, że jest bardzo osłabiona, to w dodatku ruch sprawia jej ból ze strony zastałych stawów i kręgosłupa właśnie. No cóż... tak to z grubsza wygląda na dzień dzisiejszy i oby kolejne przyniosły nie tylko poprawę... pogody... Pozdrawiamy i dziękujemy Darczyńcom Kochanym
-
Bardzo, bardzo dziękuję. Jesteście wszyscy przekochani, że dajecie nam szansę na cud! Doktor zgodził się oczywiście ratować na kreskę, bo wiadomo... A tak na marginesie, Myszko, to ja nie jestem żadna pani - bo na panią to trzeba mieć wygląd i pieniądze, a ja ani jedno, ani drugie... Wczoraj wieczorem poszła kroplówka i leki. Ponieważ żadną miarą nie mogłam nie być dziś rano w pracy, Doktor kazał podać ranigast i porządnie napoić. Dziś wzięłam pół dnia urlopu i zaraz wypadam z roboty i pędzę po nią, żeby jechać do Doktora. Wczoraj wieczorem nawet sama próbowała chłeptać wodę... Ja usiłowałam ją napoić strzykawką... Chyba przesadziłyśmy obie, bo się panna pohaftowała... Ale potem znowu się napiła i jeszcze mąż przed snem jej wodę podstawił, bo ja już padłam. Rano wzięła ranigast rozgnieciony z wodą na papkę i dała sobie wetknąć 3 tableteczki hormonu. Tylko jak mnie widzi z czymkolwiek w ręku - odwraca wzrok, bo głowy nie ma siły. Rano mieliśmy podłą pogodę - snieg z deszczem i silny wiatr, ale ubrałam ją w kubraczek i powolutku wyszłyśmy za próg - udało się zrobić siusiu! Ale potem stała jakby nieobecna i bała się zrobić krok w którąkolwiek stronę. Podreptała do domu i od razu na posłanie. Przez chwilą dzwoniła sąsiadka, że u niej była. Nawet podniosła łepetynkę jak usłyszała, że ktoś wchodzi do domu, ale potem zero kontaktu. Ula ją napoiła trochę ze strzykawki. Aaaa... ważna rzecz chyba - temperatura nadal normalna (chociaż to). Spróbuję się odezwać wieczorem, zaloguję się u sąsiadki i dam znać jak ją dziś Doktorzy ocenili... Jeszcze raz dziękuję za wsparcie wszelakie. Pozdrawiam Magda
-
Jestem. Dopiero teraz i na chwilkę, bo o szóstej kolejna kroplówka. Ja już sama nie wiem - mam stany od kompletnej rozpaczy po euforyczną nadzieję. Patrzę na nią, ona na mnie - z błaganiem w oczach, a ja co... nie mogę jej pomóc. Mogę tylko ją przytulic, okryc, podłożyc podusie pod lepek, bo wtedy jej sie lepiej oddycha. Juz dwoch wetow zachodzi w glowe niemalze dzien i noc co jest grane. Pierwsze objawy byly typowe dla babeszjozy - wymioty, wysoka goraczka i bardzo marna morfologia (szczegolnie leukocyty), ale poniewaz ona jest podwojnie zabezpieczona, szukalismy gdzie indziej. Doktor wymacal powiekszona sledzione i bal sie, ze to guz. Frotko, u nas kleszcze zaczely zbierac zniwo juz w polowie lutego! Dzis w lecznicy byl tlum nieprzebrany i z wyjatkiem jednego sznaucerka z zatruciem pokarmowym, reszta z babeszja! Z roku na rok bedzie coraz gorzej, a najgorsze jest to, ze zadne zabezpieczenia nie sa 100 procentowe. Toska miala i obrozke i wtarty preparat. Reszta moich zwierzat tez zabezpieczona. Ona praktycznie wychodzi tylko przed drzwi na siusiu - prawdopodobnie ktores z pozostalych przynioslo na sobie i zrzucilo w domu (moj kot dwa lata temu sprzedal mi kleszcza w... lozku - 21 dni bralam antybiotyk)... Od soboty Tosinek mial 3 morfologie - kazda kolejna gorsza, anemia galopujaca. Pozostale parametry - normy poprzekraczane trzykrotnie. W dodatku te pluca... Jest na zdjeciu mleko zamiast pluc, serca nie widac. Pan Doktor dzis ja naklul z nadzieja, ze moze jest jakis plyn, ktory by sie dalo zidentyfikowac - niczego nie znalazl. Po pierwszej kroplowce mialo byc lepiej - gucio - nadal goraczka 40 st. - pies bez zycia. Za drugim razem dostala 2 kroplowki, jedna silnie wzmacniajaca, pyralgine na obnizenie goraczki - nic! W domu kolejna. Wieczorem pojechalam znowu - kolejne kroplowki, zastrzyki, lek rozszerzajacy pecherzyki w plucach, zeby jej sie lepiej oddychalo. Pani Doktor mowila, ze powinna byc widoczna poprawa - nic!!!!! Rano prawie ja wynioslam do samochodu, bo nie byla w stanie sie na lapach utrzymac. Przeryczalam caly okres oczekiwania na wizyte w lecznicy. Dopiero wiesc, ze goraczka spadla i jest normalna tchnal we mnie z powrotem nadzieje. Probuje pic, ale nie ma sily jezorkiem mlaskac. Dzis lezala pod kroplowka od 11 do 13.30. Dostala porzadna oslone na watrobe, bo albuminy (cokolwiek to znaczy) wyszly slabe. Do domu dostalismy jakis lek do podawania przez wenflon co 6 godzin plus kroplowke i pyralgine, gdyby temperatura powrocila. Doktorowie twierdza, ze ustapienie goraczki mozemy postrzegac w kategoriach "poprawa", choc ponoc sie zdarza, ze moze tez byc objawem kompletnej kapitulacji organizmu. Pani Doktor twierdzi jednak, ze nie nastepuje to w 3 dobie... Jedna z hipotez jest tez taka, ze na skutek tak dlugotrwalego podawania antybiotykow (od pazdziernika do teraz bez przerwy!!!!), moglo dojsc do grzybiczego zapalenia pluc. Bakterie wytlukly antybiotyki, to grzyby zatarly raczki, ze nie maja konkurencji i fru... Nie wiem, wszystko to domysly i hipotezy - kazda trzeba sprawdzic, zeby potwierdzic albo wykluczyc. Gdy przyjechalysmy do domu, nawet sama powolutku wysiadla z samochodu i doszla do drzwi. Ale od tamtej pory lezy bez zycia na poslanku i ciezko oddycha, czasami zakaszle. Doktor zadzwonil jeszcze potem, zeby jej jednak podac hormon tarczycy, ktory odstawilismy ze wszystkimi innymi lekami, ktore brala, bo go okreslil z krwi i wyszlo, ze praktycznie... zanikl! Nie mozemy zniweczyc tej calej kuracji, dzieki ktorej wtedy powrocilo dobre samopoczucie, a przede wszystkim siersc odrosla... Wetknelam do gardla na sile, bo nie ma szans, zeby cokolwiek do pycholka wziela. Zdaniem Pani Doktor na razie musimy sie zadowolic poprawa polegajaca na tym, ze nie powroci goraczka, ze bedziej jej latwiej oddychac. O wstawaniu, piciu czy jedzeniu - nie mamy jeszcze co marzyc. Jutro jedziemy do lecznicy i prawdopodobnie bedzie miala kolejny rtg pluc, a w srode usg. Kochani, ja juz sie nawet boje zapytac ile to wszystko bedzie kosztowalo. Za poranna wizyte sobotnia wyszlo 183 zl... Ale blagam Was - pomozcie Jej. Nie zostawiajcie nas teraz... Dopoki jest jeszcze jakakolwiek nadzieja... Tak czekalysmy na te wiosne. A ta "kalendarzowa" nam takie nieszczescie zgotowala... Lece do Niuni, bo musze przygotowac oprzyrzadowanie do kroplowki. Jesli dam rade - jutro sie odezwe. Magda cialem i Tosia duchem...
-
[quote name='gusia0106']Jak się nie da to weźmiemy ją siłą :evil_lol: Aha, zapomniałam dopisać, że ściskać się oczywiście dam - nawet sprasować - jeśli tylko wreszcie się doczekam Szanownych Wielbicielek na naszych włościach! :diabloti: A siłą nie trzeba mnie będzie brać, bo wszelkiej przemocy mówię stanowcze NIE! :mad:
-
Przekaż Madziu:loveu: mojej ulubienicy, że ciotka z Krakowa nie przyjmuje do wiadomości żadnych "numerów" z pogarszaniem się zdrówka.:mad:;-) Mogę przekazać, ale wiesz, Irenko, Tośka raczej nie jest z tych "bojących" i bywa, że można do niej mówić dłuuuugo i namiętnie! No, chiba, że do przykazań Ciotki z Krakowa odniesie się z większym szacunkiem! :eviltong: Nie żeby w hotelu była zła opieka, ale to nie to co domowe poczucie bezpieczeństwa, zajmowanie sie diablicą 24/dobe gdy tego wymagała, mozliwośc obserwowania reakcji na leki itd Fakt, baczna obserwacja w przypadku naszej księżniczki miała bardzo duże znaczenie i zostanie to opisane na str. 1589 wiekopomnego dzieła naukowego autorstwa naszego Pana Doktora :lol: Oj dała Tosica popalić "mamusi " dała, ale ciii ... bo jak Magda przeczyta to jeszcze sobie uswiadomi ile na nią zwaliłam obowiąków, i juz sie ni odezwie domnie:oops: Chciałabyś! :mad: A tak na marginesie, to niczego na mnie nie zwalałaś - sama chciałam! Jestem w końcu pełnoletnia (niestety, już od dłuższego czasu... :cool3:) a za życie Tosi Magda ma we mnie ogroooomnego dłuznika:loveu: .. TEGO NIE SPOSÓB SPŁACIĆ Jeszcze by tego brakowało! Wystarczy, że pannica nie pozwala nic zaoszczędzić i coraz to nowe "atrakcje finansowe" funduje dobroczyńcom :placz: Przy najlepszych chęciach i moich i Doktora, pieniążki znikają jak zaklęte... Już pisałam, że strach pomyśleć jakiego by trzeba było napadu na bank się dopuścić, żeby leczyć Tośkę w Wwie - dowód? Wczoraj poszliśmy do bardzo podrzędnej lecznicy z prośbą o wypisanie recepty, żebyśmy nie musieli jechać specjalnie 20 km do Doktora (bo skleroza nas w sobotę dopadła i enzym nam się skończył...) i nie dość, że pani doktor zeznała, że za wypisanie recepty należy się... 10 zł!!! to jeszcze nie wypisała, bo... pies nie u niej leczony!!!!! A niech ją... Nie było zmiłuj, pojechaliśmy do Doktora po 3 recepty za friko, ale niestety w aptece sobie odbili i zainkasowali 79 zł :placz: Za to dziś z rana odebraliśmy 2 paki żarełka wyproszonego przez Ciocię Gusię i będziemy znowu się tuczyć, bo przez trutkę na gronkowca waga Panny Toskanki spadła poniżej 30 kg... "boksery" dały wtedy d** oj dały - no nie Nutusiu ? :razz: Ano dały - ale widać tak było zapisane "w górze"... Co nie zmienia faktu, że bokser to bokser i jeszcze kiedyś przyjdzie czas na fafluniastą pannę! :loveu:
-
[quote name='irenaka']Madziu!:loveu: Michy znikają, to dobrze. Pan doktor -złoty człowiek. Ale chociaż tego pewnie nie oczekujesz, to Wy jesteście numer jeden dla mnie i dla Tosi. Takich ludzi już nie ma ( a właściwie są na wymarciu:shake:). Nawet nie wiem, jakich słów użyć, bo moja wdzięczność i radość, że jesteście jest ogromna. Tosia żyje dzięki Wam.:loveu: O mamusiu, poczułam się jak... DINOZAUR! :evil_lol: Bardzo dziękuję za miłe słowa, choć pochwały należą się nie tylko mnie, ale wszystkim Ludkom, którzy stanęli na Tosinej drodze... Gdyby nie ich poświęcenie i determinacja, gdyby nie hojność - spórzmy prawie w oczy - nawet u nas nie miałaby szans... A teraz do rzeczy. Jak to w życiu - są wieści i te lepsze i te gorsze. Najlepsza wiadomość jest taka, że praktycznie nowotwór kości został wykluczony! :multi: Na zdjęciu z soboty kosteczki i to, co wokół nich , wyglądają lepiej, czyli antybiotyk działa i zapalenie powoli ustępuje (choć antybiotyk niestety został jeszcze utrzymany na co najmniej jedno opakowanie). Dobra wiadomość to też taka, że samopoczucie jest dobre, wciąganie michy nosem utrzymane, a powolne powłóczenie łapami coraz częściej przechodzi w radosny truchcik. Pogodowo weekend bardzo nam sprzyjał, więc większość czasu spędziliśmy włócząc się po obejściu i przeganiając zimowy bałaganik. Gorsza wiadomość to taka, że przez stan zapalny, szczeliny w tych najmniejszych stawach na końcu palców się praktycznie zacisnęły, przez co nie ma w łapie amortyzacji i stąd kulawizna może się utrzymywać praktycznie na zawsze (na szczęście po wyleczeniu stanu zapalnego do końca, nie będzie ona musiała być związana z bólem). Póki co raz bywa gorzej, raz lepiej z tym chodzeniem. Sprzyja nam również to, że idzie na wiosnę i lato, a ciepełko i kąpiele słoneczne mają kojąco wpłynąć na zdeformowane stawy. Gdyby Tosca była młodsza i gdyby nie gigantyczne stany zwyrodnieniowe w kręgosłupie, prawdopodobnie Doktor by jej usunął 2 paluszki i po sprawie, ale taka amputacja powoduje, że pies zupełnie inaczej stawia łapę, a co za tym idzie inaczej obciąża kręgosłup, więc w przypadku naszej Toscanki mogłoby to zrobić o wiele więcej złego niż dobrego. Reasumując, dobre wieści są w przewadze i tylko trzeba trzymać kciuki, żeby taki stan trwał jak najdłużej. Pozdrawiamy serdecznie naszych Przyjaciół
-
[quote name='irenaka'] Pan doktor pomoże, musi:shake:. Też tak uważam. W końcu rozpoczął drugi tom pracy naukowej na temat przypadku naszej Tośki :razz: Ostatnio przemówił do niej w te słowa: "Dziewczyno, gdybym nie znał twojej historii choroby, powiedziałbym, że jesteś zdrowa panna, tylko troszkę za chuda... Ale niestety, historię znam". Tośka to osobnik, po którym od razu widać jak się czuje. Dzięki temu możemy natychmiast reagować. I wczoraj i dziś na szczęście pokazuje dobrą formę. Najważniejsze, że znów zaczęła wciągać michy nosem. A do tego bystre oczka, żwawszy krok i zainteresowanie otoczeniem. Tak więc z nadzieją na lepsze jutro, pozdrawiamy piąteczkowo, wierząc, że 13 przyniesie nam szczęście, czego i Wam życzymy!:lol:
-
Kochani, Przedwczoraj byliśmy u Pana Doktora, bo tak dłużej być nie mogło! Suczydło traciło apetyt, zaczęła wymiotować leki, zrobiła się apatyczna. Pan Doktor się poddał, choć twierdzi, że postępuje "nie po lekarsku" i kazał odstawić trutkę na gronkowca, nie czekając na wyniki zeskrobiny skóry. Po prostu organizm postawił VETO i nie było zmiłuj... Zeskrobinę na wszelki pobraliśmy, żeby się na 100% przekonać, że drań gronkowiec poszedł sobie precz - wyniki będą w przyszłym tygodniu. Wczoraj jeszcze panna nie miała apetytu ani humorku, ale dziś rano wtryniała nos do wszystkich możliwych misek, z kocimi włącznie, więc chiba jest nieco lepiej... W sobotę jedziemy prześwietlić łapinę i sprawdzić na ile ten drugi antybiotyk zatrzymał zapalenie kości. Jeśli się uda, może przynajmniej na jakiś czas uda się odstawić i ten drugi antybiotyk, żeby organizm mógł się choć trochę "odtruć". Tak to już jest z tymi lekami, że na jedno pomagają, na drugie szkodzą... Patrzę na tę naszą psinę i tak mi jej żal, że aż się łza w oku kręci - ona jest po prostu umęczona tymi wszystkimi choróbskami i lekami do granic wytrzymałości. Ale co robić - zaczęliśmy walkę, więc musimy ją prowadzić do zwycięstwa. Strach się bać co by było, gdyby Toscanka została w schronisku... już pewnie dawno by jej nie było na tym podłym świecie. Trzymajcie kciuki, żebyśmy w sobotę mogły przekazać same dobre informacje! Pozdrawiamy Magda
-
Bardzo dziękujemy i czekamy! :loveu: Suczydło znowu czuje się gorzej :placz: Straciła apetyt i na moje (już dość wprawne oko...) po raz kolejny odzywa się umęczona antybiotykiem wątroba. Zaraz dzwonię do Pana Doktora bo mi się widzi, że do przyszłego weekendu nie wytrzymamy na tym szatańskim antybiotyku na gronkowca, bo nam psidło zniknie... Łapa boli, więc rusza się niewiele - tyle co do miski z wodą, rundka po mieszkaniu, na dwór po kilku namowach... Ech, wiosno, gdzie jesteś?! :mad:
-
Przepraszam, czy oferta jest nadal aktualna, bo żarełko się skończyło i nie wiem czy kupować czy "przetrzymać" na gotowanym?... :oops: Pamiętaj proszę, że my także możemy gdzieś podjechać, a nie tylko niecnie wykorzystywać uprzejmość :loveu: Poza tym u nas różnie - kwadratowo i podłużnie... Łapina boli, wczoraj znowu podkrwawiała :placz: Leki bierzemy (kończą się w zawrotnym tempie, ale przy dawce 6, 3 czy nawet 2 tabletek po 2 razy dziennie dziennie nie ma się co dziwić). Jutro jedziemy do Pana Doktora tylko po recepty, a za tydzień na kontrolę. Na szczęście apetycik, homorek i porastające włosie nam dopisują i ratują resztki optymizmu... Pozdrowienia weekendowe przesyłamy :lol:
-
[quote name='irenaka']Nutusia!!:loveu: Trzymajcie się. To tylko mogę napisać, bo ręce mi opadają. Nam na szczęście - jeszcze nie! :eviltong: Tym bardziej, że Panna czuje się dużo lepiej - antybiotyk na zapalenie kości, który został podany dożylnie zadziałał cudownie - ona właściwie przestała kuleć - łapina przestała być spuchnięta. Samopoczucie też lepsze, apetycik wrócił, oczka bystrzachy! Wiem, że to niewiele, ale sercem jestem z Wami:loveu:. Takie serce z nami, to baaaaaaaaaaardzo wiele! :loveu: Może to nie jest dobry moment na poruszanie tego tematu, ale przy takich wydatkach i leczeniu muszę zapytać o finanse. Stoicie czy leżycie? Raczej... leżymy :placz: Doktor za wizyty nic nie bierze, ale reszta kosztuje - rtg, badania krwi, leki... I tak mamy szczęście, że mamy Doktora, bo w Warszawie kwota za leczenie Tośki dawno szłaby w tysiące! Ostatnio zrobiłam statystyki - jeszcze nie do końca, ale jak skończę - przedstawię publicznie :razz: Kolejne wydatki też już niebawem, bo trzeba ją będzie bardzo porządnie zabezpieczyć na kleszcze (obróżka), a dodatkowo Doktor chce jeszcze raz dać preparat przeciwko nużeńcowi - żeby nam drań nie wyskoczył z ukrycia. No i trzeba będzie łapinę ponownie prześwietlić... A wynik wczorajszej wizyty u naszego Ulubionego Doktora jest następujący: 1. niestety, wątroba nosi wyraźne ślady działania rifampicyny, czyli leku, który tłucze gronkowca; 2. niestety, Pan Doktor boi się jeszcze odstawić rifampicynę, żeby ten drań gronkowiec nie zaczął znowu rządzić (musimy wytrzymać jeszcze 2 tygodnie); 3. na razie dał silny lek osłonowy i regenerujący na wątrobę + witaminę B complex 4. doszedł antybiotyk na zapalenie kości 5. za 2 tygodnie jedziemy poskrobać szpatułką po skórze, damy do badania i może się uda odstawić zabójcę gronkowca, który tak obciąża wątrobę 6. przy okazji tej wizyty zrobimy też ponowny rtg łapiny i zobaczymy co tam... widać 7. wyniki poziomu hormonu tarczycy są niższe niż poprzednio, mimo zwiększenia dawki leku - ona po prostu ten hormon chłonie jak gąbka, co oznacza, że miała gigantyczne niedobory 8. dostałyśmy nowy szampon, w którym mamy Pannę wykąpać 2 razy, żeby odświeżyć skórę i wzmocnić potężne futro, które nam już wyrosło :multi: 9. na szczęście wątroba jest narządem, który w cudowny sposób potrafi się zregenerować, gdy się o nią dba - a dbać będziemy bardzo! O, tyle z frontu na dziś. Pozdrawiamy i życzymy miłego weekendu - my się będziemy oszczędzać, bo pogoda "pod psem" :evil_lol: Buziaki
-
[quote name='Nutusia']Panu Doktorowi na razie głowy nie zawracamy - tym bardziej, że za 2 tygodnie jedziemy do niego z kurtuazyjną wizytą :eviltong: No niestety, musieliśmy wczoraj pilnie głowę Panu Doktorowi zawrócić, bo bo Panna przestała jeść, stała się osowiała i okropnie zaczęła kuleć na tę nieszczęsną łapinkę. Doktor pobrał krew (podstawowe parametry w normie, cukier też - dziś będą wyniki prób wątrobowych i hormonu tarczycy), prześwietlił łapinę i podłączył kroplówkę wzmacniającą z mnóstwem witamin. Niestety, pomimo że nasza psinka nabrała trochę ciałka, mięśnie nadal słabiutkie, bo ruchu mało (nienawidzimy zimy!!!!!), więc jak tylko apetycik przestaje dopisywać - waga leci w dół - od ostatniego ważenia -2 kg, a raptem 1,5 dnia odmowa poboru żarełka była... Z łapą gorzej - powstała cysta, która połączyła dwa paluszki, a pod nią powstał stan zapalny... kości!!!!! :placz: Nawet nie chcę i nie powinnam pisać, że 10% wskazań może być na nowotwór kości - TFU, TFU, na psa urok!!!!! Jeśli próby wątrobowe okażą się ok (nie będzie śladów znacznego obciążenia branymi od października bez przerwy antybiotykami), podamy kolejny antybiotyk na to zapalenie kości. Jeśli wyjdą źle - będziemy mieli duuuuuży problem :placz: Ech, ręce opadają! Co się polepszy, to się po...przy. Że też się te wszystkie ścierwa nie mogą odczepić od tej biedniej psinki... Teraz właściwie może nas uratować tylko wiosna - jakieś takie mam głębokie wewnętrze przekonanie, że jak wyjdzie słonko, trawka się zazieleni, to wszystkie nasze problemy pójdą ze śniegiem do Wisły! Po wczorajszej kroplówce i powrocie do domu Tosinka zjadła kolację, ale "z ręki". Dziś z rana czuła się chyba lepiej, bo i mniej utykała i jakaś ogólnie taka "raźniejsza" była. Śniadanko zjadła już samodzielnie. Wieczorem znowu jedziemy z wizytą do Pana Doktora i ustalamy dalszy gry plan...
-
Wspaniała nowina! :multi: Dziękujemy, dziękujemy, dziękujemy!:loveu: U nas wszystko w porządeczku. Sierść coraz gęściejsza, na grzbiecie nawet długa - na boczkach gęsty puszek. Strupy w totalnym zaniku. Leczenie nadal to samo. Tylko łapka wciąż nie chce się zagoić na stałe i czasami bańka się odnawia utrudniając chodzenie. Robimy przymoczki, ale chyba trzeba będzie bardziej "osobiście" zabrać do tej cholery. W sobotę i w niedzielę suczydło zaliczyło rzyganko, ale nie wiem czy z powodu nadmiaru hormonu czy zmiany kefiru, który dostaje na odnowienie flory bakteryjnej przy antybiotyku. Wczoraj Pan Mąż wykonał numer stulecia - mordy psie mu się pokiełbasiły i dawkę hormonu i antybiotyku pożarł... Oskar zamiast Tośki! Ech... :diabloti: W każdym razie, wczoraj rano panna hormonu nie dostała i nie wymiotowała. Wieczorem dostała i też nie wymiotowała, więc stawiamy bardziej na kefir... Panu Doktorowi na razie głowy nie zawracamy - tym bardziej, że za 2 tygodnie jedziemy do niego z kurtuazyjną wizytą :eviltong: Pozdrawiamy serdecznie
-
[quote name='APSA']Potem jeszcze zrobiliśmy jej to :diabloti: (tu już przytyła kilogram) [IMG]http://i68.photobucket.com/albums/i28/punia/PSice/Tora/IMG_6072.jpg[/IMG] ... ale praktycznie na wszystkich zdjęciach z domu wygląda mniej więcej tak: [IMG]http://i68.photobucket.com/albums/i28/punia/PSice/Tora/DSCN0054.jpg[/IMG][/quote] Ze strzyżeniem ponoć trzeba uważać, bo gdy mojej Przyjaciółki mama ostrzygła zdredziałego Wojtka - tak się wstydził, że przez tydzień spod stołu nie wychodził! :evil_lol: Na drugim zdjęciu - przepiękna filozoficzna nostalgia. Tosca, która jest u mnie na DT rozrabia w najlepsze, a minkę ma nieustająco taką "smutno-nostalgiczno-zamyśloną". Po prostu... CICHA WODA! :loveu:
-
[quote name='agamika']noo, mi tez częściej wychodzi Tobisia :oops: , ale to dlatego ze My tego używałyśmy ... ehhh...nie mogę się doczekać zdjęć Toski po ustąpieniu wszelkich objawów :loveu: W sumie żadna różnica - Tobisia, Tosca, Tośka czy... Łysa Śpiewaczka! :loveu: To znaczy łysa coraz mniej, za to śpiewaczka coraz więcej :evil_lol: Jeśli chodzi o zdjęcia, to z powodu odcięcia od świata będziecie mogli, Drodzy Wielbiciele, bardziej docenić ogrom zmian! :lol: Teraz to już tylko pozostaje nam wypatrywać wiosny i ciepełka, bo wszyscy mieszkańcy naszej chałupki to właśnie lubią najbardziej! Teraz niby też się na pola da chodzić, ale chłodno, mokro i zdecydowanie za rzadko i za krótko... Aha, Toscanka zdobyła nową umiejętność: wciąganie suchej karmy nosem! :mad: Od Ciociu Gusi miała zapas karmy dla... spanieli, więc dość małe "kuleczki". Zrobiła się tak żarłoczna, że nie mam jak do miski wsypać - wciąga w locie! :diabloti: Na szczęście owo wciąganie przekłada się na wygląd "boczków" :eviltong: Buziaki przesyłamy!
-
[quote name='AMIGA']I ja nieśmiało zaczynam się cieszyć :multi: Rozmawiałam dziś z Doktorem - można się cieszyć coraz bardziej śmiało! :multi: Wyniki krwi pokazały, że cholesterol mamy bardzo w normie, a hormon tarczycy podskoczył jedynie o 0,1 od momentu wprowadzenia leku, co oznacza, że organizm ma ogromne zapotrzebowanie na ten hormon "z zewnątrz". Przyjmuje 5 tabletek dziennie (od dziś zwiększamy dawkę do 6), a wynik podskoczył z 1,9 zaledwie do 2,0. Czyli, reasumując, wstępna diagnoza Doktora, że mamy do czynienia z niedoczynnością tarczycy okazała się być słuszna (i będzie się mógł doktoryzować na przypadku naszej Toscanki :evil_lol:). Niestety oznacza to, że hormon będzie musiała przyjmować do końca swoich dni, ale trzeba to traktować w kategoriach "taka jej uroda" :loveu: Doktor prosi o uzbrojenie się w jeszcze trochę cierpliwości, gdyż ostatnim symptomem niedoczynności tarczycy, który ustępuje są... zmiany skórne :mad: Jednak podawanie hormonu i wygrana walka z intermediusem doprowadzą nas do PEŁNEGO ZWYCIĘSTWA, którym będziemy się wspólnie cieszyć :multi:
-
Agamiko Kochana! Toć my nieustająco na Ciebie czekamy! :loveu: Niedługo wiosna to i nasza wiocha z dnia na dzień będzie coraz fajniejsza :eviltong: Zresztą zapraszamy wszystkich, którzy chcieliby uścisnąć łapę (lewą!) naszej Toskankowej Jędzy. Na zdjęcia będziecie niestety musieli trochę poczekać, bo jeszcze grosików nie uzbierałam na zaległy rachunek za telefon :oops: i dalej odcięta od cywilizacji wirtualnej pozostaję. Ale jak już mnie przywrócą - obiecuję dłuuuuugą sesję ;) Pozdrowienia i ściskanki przesyłamy :lol:
-
Witamy w... lutym i donosimy, co następuje: W sobotę odbyła się kontrolna wizyta u Pana Doktora i dostałyśmy z Toscanką pozwolenie, by na razie cichutko, w gronie najbliższych kibiców i wielbicieli... odtrąbić ZWYCIĘSTWO! Po pierwsze zwycięstwo nad zmutowaną francą marki gronkowiec, który jeszcze usiłuje trwać na posterunku, ale kategorycznie i systemowo jest zmuszany do odwrotu - małe strupki utrzymują się jeszcze tylko wzdłuż kręgosłupa - reszta zniknęła. Panna z dnia na dzień coraz bardziej "ubrana" we własne futro. Humorek dopisuje, apetyt wilczy. Waga 31.25! :multi: Po drugie najwyraźniej diagnoza pt. niedoczynność tarczycy była trafiona. Pan Doktor pobrał w sobotę krew na hormon tarczycy i cholesterol - dziś powinny być wyniki. Kolejna wizyta... dopiero za miesiąc! I to w zasadzie tak tylko "żeby się pokazać". Pan Doktor zachwycony bowiem obecnym stanem. Mówi, że jeszcze 2-3 tygodnie i będzie całkiem dobrze! Wszyscy w lecznicy, którzy znają naszą pannicę nie mogli się nadziwić, że to ten sam pies :multi: Dla "laika" wygląda co prawda jeszcze dość "dziwacznie", ale dla nas z dnia na dzień coraz bardziej przypomina psa w typie rasy :eviltong: Pochwalę się jeszcze (a co!), że zostaliśmy z Panem Mężem pochwaleni przez Pana Doktora za opiekę i było nam niezwykle miło :oops:. Wczoraj byliśmy w trójkę (ja, Tosca i Oskar) na polach - fajnie było. Oskar się wybiegał z wywieszonym ozorem, Tosca dostojnie przespacerowała w swojej wyjściowej kreacji :lol: Wieczorem urządzili awanturę o... piszczącą zabawkę :mad: Tak ją sobie wyrywali, tak podkradali... Takie odchodziły warkoty, podchody, zmyłki... Tośka w końcu ją... przegryzła, a Oskar dokończył dzieła, bo po co komu zabawka, która... nie piszczy! :evil_lol: Buziaki przesyłamy
-
To nasza Tośka przynajmniej wcięła garnek z psim żarełkiem. Obok stał garnek z ludzkim żurkiem na białej kiełbasce - pozostał nietknięty! :eviltong: A Dianka - przecudnej urody szelma! :loveu: Za takie zaśmiecanie toscowego wątku wcale się nie gniewamy - pokażę naszej łysej jędzy jak ma wyglądać najdalej na wiosne! :evil_lol:
-
O matko i córko, ale się panna popisała!!!! W dodatku w zmowie z Nocką (kocicą). One się, kurczę, niby nie lubią, niby wyniośle się omijają, a wczorajszej nocy weszły w niezłą komitywę! :mad: Mój gapcio mężuś nie zamknął na noc drzwi z kotłowni do garażu na zasuwkę, ani tych z kuchni do kotłowni na klucz... Kocica - nocny marek - skoczyła na klamkę, otworzyła drzwi do kotłowni, żeby sprawdzić czy w jej miseczce nic nie zostało, ale co ją napadło, żeby też drzwi do garażu otwierać???!!!!!:shake: A w garażu stał sobie w chłodzie... garnek z psim żarełkiem - spory, taki na 2 dni dla całej trójki... Jakież było moje zdziwienie, gdy rano napierw natknęłam się na 3 koopska w holu i łazience, a następnie na... pusty garnek w garażu! :crazyeye: Ile kto zjadł - nie wiem - żadne się nie przyznało, ale faktem jest, że Tośka nie bardzo była zainteresowana śniadaniem (profilaktycznie żadne nie dostało!), a po powrocie z pracy... OJOJOJ ILE BYŁO SPRZĄTANIA (z praniem dywanu włącznie). Złożeczyłam sobie pod nosem i pomyślałam, że jak czytam, że jakiś "człowiek" psa do schroniska z adopcji oddaje, bo ten mu nasikał na dywan, to ja powinnam była wczoraj cały wieczór i noc lecieć kurcgalopkiem z Tośką na sznurku do... samego KRAKOWA! ;) Zadzwoniłam do Pana Doktora, kazał dać 2 stoperany i dużo wody. Na szczęście do rana już nie było żadnej awarii, ale profilaktycznie główna winowajczyni oraz dwóch podejrzanych współwinnych zostało bez śniadania :diabloti: Uprzedając Wasze protesty - Pańcio już ugotował kolejny gar i kolacja będzie! :loveu:
-
Gwiazdeczka na zadku jest de bomba! Szczególnie jak modelka zadkiem kręci :loveu: Wczoraj się wystroiła, jak to we wsi przy niedzieli, i pomaszerowałyśmy w pola. Niestety, musiałyśmy ogłosić odwrót, bo błoto po kolana! Przelazłyśmy więc na łąki, przeszłyśmy przez ściernisko (oj, nie podobało się!!!!:mad:), a jak już panna się zorientowała w którą stronę chałupka i posłanko, to... szpula i już była pod furtką :evil_lol: Ale dzień był u nas piękny, ciepły, słoneczny... Nawet ptaki zaczynają już śpiewać! Poszłyśmy samotnie, bo te dwa łapserdaki mają przeterminowane zabezpieczenie przeciw kleszczom, tośmy nie ryzykowali, bo u nas prawdziwe zagłębie tego ścierwa (Puszcza Kampinoska). W najbliższą sobotę jedziemy się pokazać Panu Doktorowi, zakupimy co trza i wyruszymy wtedy całą bandą. Właściwie dopiero wczoraj odważyłam się spuścić Toscę ze smyczy na polach (najpierw jej pokazałam, że mam kieszeń pełną smaczków:razz:). Najpierw szła za mną grzecznie krok w krok po miedzy, a jak już dotarłyśmy na łąki, to sobie odbiegała tu i tam powęszyć, ale przychodziła od razu na wołanie i ogólnie bardzo się pilnowała :multi: Wypatrujemy więc wiosny z utęsknieniem, by chadzać na długie i fajowe spacerki. Szczecinka rośnie powoli, ale rośnie. Strupki jeszcze się utrzymują, ale tylko przy kręgosłupie i malutkie są. Niestety, nadal się drapiemy :placz: Za to humor szczenięcy wrócił, zapał do zabawy i ruchu oraz do "policjantowania" w domu :diabloti: Jesteśmy dobrej myśli, bo Pan Doktor uprzedzał, że ostatnie co ustąpi, to będą problemy skórne. Zobaczymy co powie w sobotę... Ściskanki Wieśniaczki :loveu: