-
Posts
44210 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
13
Everything posted by Nutusia
-
Absolutnie nie było moim zamiarem "zjeżdżanie"! :loveu: Wiem jak to jest być dzieckiem i marzyć o psie. Sama długo wierciłam mamie dziurę w brzuchu o czworonoga... Chwała naszej Młodej Forumowiczce za to, że kocha zwierki, że nie ulega modzie na rasowca, że chce dać szansę biedce ze schronu. Ale trochę już zyję na tym świecie i z własnego doświadczenia wiem, że tak naprawdę dopiero od chwili, gdy na moim utrzymaniu i na mojej własnej "odpowiedzialności" znalazła się moja boksia Nutka-demolka co to znaczy mieć psa na dobre i na złe... Mój syn miał to szczęście, że pojawił się na świecie, gdy nasza boksia królowała w domu od 2 lat. On nie wie co to znaczy żyć bez psa. Bardzo współczuję dzieciom, których rodzice nie zgadzają się na psa, bo wiem co pies może dać dziecku i odwrotnie. Życzę naszej Młodej Dogomaniaczce, by spełniło się jej marzenie i życzę tej psinie, którą sobie wybrała, żeby zaktowiczyła w tym domku do końca swoich dni - i niech to będą moje życzena świąteczne dla obojga :loveu:
-
Po odczytaniu czipa,okazało się , że ma właściciela."Właściciel "już go nie chce!!!!:-(:-(:-( Co za podła kreatura!!!!!!!!!!!!!!!! Jak to "już nie chce"?! Żeby ci się tak co noc śniło wycie twojego przyjaciela z tęsknoty! O żeby ci tak życie w plagach wszelkich odpłaciło! Boksery to najcudowniejsze psy na świecie. Moja niunia dożyła z nami 13 latek i choć minęło już 8 od kiedy nie ma jej z nami, nadal jest honorowym członkiem naszej rodziny. Jedno nie daje mi spokoju... czy ten "pan" nie wziął sobie szczeniaczka, który za 10 lat znajdzie się na ulicy...
-
Moja propozycja jest taka: Najpierw przeczytaj kilkanaście, ba... nawet może kilkadziesiąt wątków psów, dla których dogomaniacy szukają domu. Najlepiej tych psów, które zostały wzięte w przypływie emocji (bo malutki, bo śliczny, bo biedniutki...) a potem trafiły na ulicę, do lasu lub w najlepszym razie do schronu, bo zsikały się na dywan, pogryzły buty, zarzygały wykładzinę albo... za często szczekały. Sama znam historię, gdy jeden z członków rodziny był mocno przeciwny pojawieniu się jamniczego szczeniaka w domu, a miesiąc później jedli z jednego talerza, spali na tej samej poduszce i nie wyobrażali sobie życia bez siebie. Ale niestety, takie historie to nie jest norma. Jak napisał to już ktoś wyżej, jesteś młodziutką osobą, mieszkasz z rodzicami, jesteś od nich uzależniona finansowo. Jeśli rodzice mają jakiekolwiek wątpliwości i chcą, byś miała tego psa "dla świętego spokoju", jestem mocno niespokojna o jego los. Pies (podobnie jak każde inne zwierzę) to dożywotni obowiązek. Nie może się znudzić, nie można sobie odpuścić, nie można machnąć ręką. To znaczy można, ale wtedy dogomaniacy zyskują kolejną biedę do ratowania. I jeszcze pół biedy, jeśli zdążą na czas... Jestem pewna, że kiedyś będziesz miała WŁASNEGO PSA, któremu będziesz się potrafiła odwdzięczyć za jego bezinteresowną miłość, przyjaźń i przywiązanie. I tego Ci życzę, bo sama nie wyobrażam sobie życia bez włażącego mi w drogę czterołapa :loveu:
-
A ja powiem tak: Jeśli obdarzenie miłością psa jest Twoim marzeniem "od zawsze", jeśli tyle lat czekałaś, jeśli jest to do końca przemyślana i odpowiedzialna decyzja (pamiętaj, że z "dobytkiem" o wiele ciężej wynająć mieszkanie!!!!), to bierz biedkę ze schronu jako prezent gwiazdkowy dla Was obojga! Od razu zaznaczam, że jestem wielkim przeciwnikiem "żywych prezentów", ale ten przypadek jest szczególny :loveu: Ja podróżowałam (co prawda nie co tydzień, ale zawsze...) z dwoma psami (bokserka i jamniczka) oraz z klatką z królikiem i też się dało - bilety towarzystwo miało i kropka. Regulamin regulaminem, życie życiem, ale zawsze skargę można złożyć, że regulamin nie jest respektowany. W końcu jakiś pan od regulaminu nie może być decydentem w sprawie przytulenia do serca psa! :evil_lol: A taki psinek - jak już Cię pokocha - to wszystko zniesie, byle być blisko Ciebie. A, i jeszcze powiem, że też od dziecka marzyłam o wielkim psie (np. dogu niemieckim... śnił mi się po nocach). Tzw. "warunki" pozwoliły najpierw na kundelaska w typie szpica, potem na jamniora... Gdy poszłam "na swoje" dostałam prezent od losu w postaci cudownej boksinki, do niej dołączyła jamniorka... Od 8 lat mieszkam na wsi, więc teraz hulaj dusza: aktualnie 2 ONki (w tym jedna bieda z dogo na tymczasie), york olbrzym mazowiecki i 2 koty. Mówię Ci - warto zasłużyć na psią miłość, oj warto...
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
[quote name='agamika']Myślę ze koty Tosce chętnie by rózgę sprezentowały :evil_lol::diabloti: ... Powiem tak: one są ponad to! szczególnie Nocka :lol: Dzionek profilaktycznie syczy i warczy na widok hipnotycznego wzroku Toskanki. No i on jest mniej atrakcyjny, bo nie biega i rzadko skacze... A teraz do rzeczy: W sobotę byliśmy u naszego Ulubionego Pana Doktora :loveu: Rana pooperacyjna zagoiła się jak na przysłowiowym psie do tego stopnia, że część nici będzie się musiała rozpuścić sama (ma na to aż 90 dni!), bo tak skutecznie wrosła w pięknie zagojoną bliznę, że nie dała się usunąć i już, a Pan Doktor uznał, że psa z powrotem rozpruwać nie zamierza :lol: Po rozprawieniu się z opornym zacerowaniem, przeszliśmy do dalszych oględzin i tu... UWAGA... same ochy i achy! :multi: Pan Doktor zachwycony postępami w gojeniu się skóry (NARESZCIE!!!!!). Skóra sucha, zaczyna zmieniać kolor z sino-szarego na jaśniejszy, strupy odpadają (kilka usunął, a ta mała maupa nawet nie protestowała!!!!!). Włoski zaczynają sterczeć tu i tam na grzbiecie (coraz dłuższe). Teraz czekamy aż zaczną porastać miejsca, z których odpadłu strupy giganty. Niestety, antybiotyk musimy przedłużyć, więc wyskoczyliśmy z kaski na kolejne opakowanie...:placz: No, ale skoro są efekty, to i mniej żal :razz: Teraz jedziemy na kolejną wizytę 20 grudnia, a potem... zobaczymy (w każdym razie dopiero po Nowym Roku). Panna bryka jak sarenka, galopem pokonuje dystans między furtką a drzwiami. Niestety, na dworze potrzebuje ludzkiego towarzystwa (psie jest za mało atrakcyjne), a ja utonęłam w remoncie, bo mnie napadło na samodzielne malowanie ścian! Za to już od 20-go grudnia będę na urlopie i wtedy sobie do woli pobrykamy razem :loveu: Wtedy też obiecuję przysiąść do zdjęć - słowo harcerza! A na razie pozdrawiamy i uśmiechamy się do Agamiki o przeklejenie na owczarka :eviltong:
-
melduję wykonanie zadania ;) Ech, ta nasza Toska to musiała być grzeczniutka przez caaaały rok - tylu Mikołajów się pcha z prezentami! :loveu: Bardzo, bardzo dziękujemy :multi: Mąż na razie zabrał tylko połowę wałówki, bo całej nie dał rady na raz :lol: Ja wczoraj późno wróciłam do domku, bo wysłuchiwałam w szkole jakie to moje dziecko zdolne, ale... leniwe :diabloti:, więc jeszcze nie widziałam ogromu dobrości :lol: Jutro jedziemy na zdjęcie szwów, więc przy okazji zważymy pannicę, żeby było wiadomo od czego znowu startujemy...:razz: Mimo głodu, jaki musiała znosić przez długi czas, zachowała klasę i godność. Je powoli, dostojnie i jak już nie może - odchodzi. Zdarzyło nam się ostatnio, że mąż wychodził gdy jeszcze spałam. Dał jej śniadanie, ale nie zostawił mi kartki, że to zrobił (a zazwyczaj ja rano karmicielką jestem), więc nasypałam porcję śniadaniową. Od razu widziałam, że jakoś tak bez entuzjazmu do tej miski podchodzi... Podgryzła kilka chrupeczków i... odeszła. Oczywiście przerażona wykonałam telefon do męża, żeby się upewnić, że pies nie zachorzał! Wspomniałam o tym Panu Doktorowi - był pod wrażeniem, bo zazwyczaj takie psy mają syndrom oświęcimski i prędzej pękną i zwrócą z przeżarcia niż odejdą od miski, w której jeszcze coś jest. A nasza Toska nie! Czy to nie wyjaśnia paru kwestii dotyczących kochania naszej psinki?... ;)
-
[quote name='gusia0106']To wiesz co...:) Mam taki plan: w czwartek rano jadę z moim Variem do weta, więc w pracy będę póxniej i tak i tak. Noooo i, jeśli by Wam pasowało, mogłabym podrzucić do szkoły tak ze 20 kilo. Co Ty na to?;) My na to jak na lato, DOBRODZIEJKO NASZA! :loveu: Ej, będzie czym tuczyć naszą pannicę! :multi: Do tego Pańcio krzywdy zrobić nie da i ugotuje taaaakie dobre... Jeszcze chwila i sama Tośki nie poznam (już mi się czasami nochal Tośkowy z Oskarowym mylą... :eviltong: - raz o mały włos panna nie zjadła dwóch kolacji, bo się z nochalem do Oskarowej michy wtryniła - ja nie zauważyłam, że to ona, a nie on, a on - gentelmelon - ustąpił kobiecie :lol:). Aaaaa.... i mam takie spostrzeżenie: wiecie co jest fajniejsze od jednego ONka?... ?????? ONki DWA! :loveu: (oczywiście plus york olbrzym i dwa mruczące sierściuchy :evil_lol:)
-
[quote name='gusia0106']To wiesz co...to jesli taka pomoc też Was jakoś ratuje to chętnie podrzucę drugą porcję. Co Ty na to? ;) Będzie nam bardzo miło i... smacznie! :lol: Tym bardziej, że Tosieńka coraz intensywniej zgląda za żarełkiem, a my delikatnie zwiększamy porcje przepisane przez mądrych ludzi na opakowaniach (i dopychamy gotowanym), bo się nie możemy doczekać kiedy się boczki psince wypełnią. A ma co nadrabiać, biedulka, oj ma!
-
[quote name='gusia0106']Natusiu, Judo nie żyje.....A dla Was wykombinujemy jakies wsparcie finansowe.Nie mówię, że dożywotnie ale doraźnie na pewno.A tak swoją drogą to nie Twojemu Teściowo zawoziłam karbę dla Toski do szkoły na Mokotów?:) Wiem, że nie żyje... Nie znalazł domu, bo był za stary?... Bo wszyscy chcą puchate, wdzięczniutkie szczeniaczki? Bo niewielu się decyduje na "wyprowadzenie" psa z choroby, depresji, kłopotów?... Ech... w sumie znam odpowiedzi na wszystkie te pytania :placz: Za deklaracje pomocy NAJSERDECZNIEJ DZIĘKUJĘ. Bez Was "akcja Tobia" nie miałaby najmniejszych szans powodzenia od samego początku. Jeśłi o mnie chodzi, z pewnością nie podejmę żadnej pochopnej decyzji. Wiem co to znaczy oddać zwierzę, bo podejmowałam już takie decyzje wielokrotnie. Co prawda za każdym razem zwierek był u mnie króciutko - tylko na czas intensywnego szukania domku, ale zawsze było to przeżycie, nie obchodziło się bez łez i miliona telefonów. Potem uwaga się skupiała na następnym dniu i jakoś przechodziło. Tak, Gusiu, podrzucałaś karmę dla Tośki do szkoły na Mokotowie, a ten fiśnięty facet, który ją odbierał to mój mąż :diabloti: I to w nim Tośka zakochana na zabój jest (z wzajemnością, choć facet twardziela udaje i głośno się do tego nie przyznaje :evil_lol:) Jeszcze raz dziękuję za wszystko Magda
-
[quote name='wilczyca']a ja - ja mam taką cichą nadzieję, że któregoś pięknego dnia Nutusia powie że nikomu nie odda Tobinki-Toscy że sunieczka zostaje u Nutusi :oops::oops: Ech... co by tu napisać?... Powiem tak: zdecydowałam się na "akcję Tobia" i ani przez chwilę nie żałowałam tej decyzji. Sunia jest niesamowita, moja satysfakcja budująca, efekty zadowalające, wasze wsparcie bezcenne, nowe znajomości twórcze. Podejmując tę decyzję właściwie byliśmy przygotowani na to, że Tosca przyjedzie do nas tylko po to, by nie zakończyć swego żywota samotnie i anonimowo - tak zły był jej stan. Agamika uprzedzała mnie lojalnie, że znalezienie jej DS może się okazać niemożliwe (choćby ze względu na wiek) i ten "tymczas" okaże się dożywociem - byliśmy i jestesmy na to przygotowani. Nasze stanowisko jest takie: na razie nakłady finansowe, których Tosca wymaga (głównie leczenie) przewyższają nasze możliwości, więc nie porwiemy się z motyką na słońce, bo moglibyśmy stanąć pod ścianą. Przy ostatniej wizycie u weterynarza okazało się, że na przestrzeni roku będę musiała zoperować mojego Lesia (jedno, a może nawet oba kolana) :placz: I tak - jeśli Tosca znalazłaby DOM, z wielkim żalem i rozdartym sercem bym się z nią rozstała, ale wtedy TU I TERAZ składam obietnicę zapewnienia bezterminowego DT kolejnej bidzie w nagłej potrzebie. Jeśli jednak tego domu nie znajdzie... zostanie u nas i mam nadzieję, że jej "normalne" utrzymanie nas nie przerośnie. Czytuję różne wątki i tu i na owczarku i widzę jak trudno jest znaleźć dom dla "leciwych" psiątek (przykład JUDO mnie rozwalił dokumentnie). Z mojej strony nie ma absolutnie żadnego nacisku na pilne szukanie domu. Po prostu róbcie, co uważacie za stosowne, dobre i dla psa i dla Waszej działalności. A psina nabiera sił, apetycik dopisuje, oczka błyszczą, ruchy szybkie, strupy odpadają (z sierścią niestety), aniołek bezproblemowy... Tylko nadal jest chuuuudziutka :placz: aż strach ją zważyć. Pozdrawiam
-
Ojejku! A czym ja sobie na tyle komplementów zasłużyłam?! Chiba się zaczerwienię :oops: Bardzo dziękuję, jest mi bardzo miło, ale absolutnie nie czuję się wyjątkową osobą (szczególnie na tle ludzi wielkiego, ponadludzkiego serca - a może właśnie PSIEGO SERCA, którzy wykonują tytaniczną pracę na rzecz zwierząt, a których dzięki naszej Tosieńce dane mi było poznać). Nasza psineczka z każdym dniem coraz silniejsza, weselsza i... "namolna" :loveu: Teraz to ją już trzeba kochać bez przerwy! :evil_lol: Zaniedbałam trochę robienie zdjęć, bo inne rzeczy na głowie (i rekonwalescentka i mały remoncik w domku), ale nadrobię to zaniedbanie, a może nawet mi się uda jakiś filmik machnąć, żeby pokazać jakim galopkiem panna się porusza. No i koniecznie musicie zobaczyć to trendy ubranko! :lol: Dziś została z Pańciem w domku i pomaga panom hydraulikom przy montażu instalacji C.O. :eviltong: Miłego dzionka wszystkim życzymy!
-
U naszego Pana Doktora jest jak na Arce Noego, w gabinecie dr. Doolittle albo u św. Franciszka :loveu::lol: Koty się moszczą różnie - jeden zaleguje pomiędzy klawiaturą a ekranem komputera, inny na klatce z labradorką-rekonwalescentką... W każdym razie, gdyby ktoś chciał kociaka oswojonego ze wszystkim, co się porusza na 4 łapach - POLECAM! Toscanka patrzy na to całe kocie towarzystwo i usiłuje zahipnotyzować wzrokiem :diabloti: A tak na poważnie, to ona jest NIESAMOWITA! Fundujemy jej tyle stresów, zadajemy ból, a ona ma do nas bezgraniczne zaufanie. Bez cienia skragi znosi wszystko, jakby wiedziała, że tak być musi, że inaczej się nie da. Patrzy tymi swoimi mądrymi ślepiami jakby mówiła: "rozumiem, ufam ci, wierzę, że mnie nie skrzywdzisz, że pomożesz". I jak tu jej nie KOCHAĆ?! Pięknie jeździ samochodem - sama wchodzi i wysiada (ale nie wyskakuje - czeka na zaproszenie). Ale najbardziej niesamowita jest jej reakcja na obróżkę! W życiu czegoś podobnego nie widziałam! Np. taka sytuacja: chcemy zabrać psa do łazienki na pranie albo chcemy zapuścić kropelki - wołamy, wabimy - nie ma psa. Leży na posłaniu, a gdy podchodzimy, przywiera do ziemi każdym centymetrem swojego ciałka. Na siłę podnosimy makówkę, zakładamy obóżkę i jakby się włączał automatyczny pilot - pies wstaje i jest gotów iść z nami na koniec świata! :lol: Nie chciałabym jej tu za bardzo chwalić, bo...;), ale po prostu inaczej się NIE DA! A co do zaufania po prostu mamy taką umowę: ja jej obiecałam, że będzie zdrowym, pięknym i szczęśliwym psem, a ona obiecała mnie, że będzie cierpliwa :razz: Jest psi ogryzek z przodozgryzem - Pikuś rezydent oraz zawsze po kilka kotów "szukających domu". Łazi to sobie wszystko "luzem" i za nic ma przybyszów z zewnątrz! Pikuś rządzi i warczeniem okazuje swą wyższość nawet psim olbrzymom i jedynie padające z ust Pana Doktora "zamilcz!" skłania go do ostentacyjnego zajęcia miejsca w doktorowym... fotelu
-
Info z ostatniej chwili, głównie dla tych, co siedzą kamieniem przed ekranem! :loveu: Zgodnie z obietnicą uprzejmie donoszę, że jesteśmy po kontrolnej wizycie. Pan Doktor zachwycony. Psina miała pewne obawy przed wysiadaniem z samochodu, ale jak już się odważyła powolutku, do gabinetu... pognała kłusem. Jutro ostatnia porcja antybiotyku dożylnie, wyjmujemy wenflon i przechodzimy na tabletkowy antybiotyk podawany w ulubionym domowym pasztecie! Kontynuujemy też kropelki do oczu i uszu, żeby się pozbyć pozostałości infekcji zapalnych. Po dawce antybiotyku dożylnie, strupy na skórze dostały turbo doładowania w gojeniu się i odpadają na wyścigi! Niestety, niektóre są tak wielkie, że podrażnione np. troczkiem od kreacji posterylkowej... podkrwawiają. Ale już mamy z górki! Po powrocie wcięła kolację. Teraz jesteśmy po ostatniej rundce ogrodowej i zbieramy się do spania. Dobrej nocki wszystkim życzymy
-
[quote name='irenaka']To siedzę kamieniem przed tym paskudnym monitorem:comp26: i czekam na relację z wizyty kontrolnej. O MATKO! ŻEBYM SIĘ NOSEM MIAŁA PODPIERAĆ - NAPISAĆ TERAZ BĘDĘ MUSIAŁA... :cool3: A co do żarełka, to coś mi się wydaje Madziu, że po prostu fatalnie gotujesz;) a pańcio cudownie. I stąd nasza dziewczynka ma taki apetyt:loveu:. ECH, KOBIETO... ROZGRYZŁAŚ MNIE BEZ DWÓCH ZDAŃ! :evil_lol: DLA DOMOWNIKÓW TO JESZCZE JAK CIĘ MOGĘ, ALE DLA ZWIERKÓW NIKT LEPIEJ NIŻ PAŃCIO NIE GOTUJE! JAK CHCĘ POMÓC, TO SŁYSZĘ, ŻE MAKARONU NIE TYLE, ALBO ZA BARDZO ROZGOTOWANY... ECH... :mad: A tak na poważnie, to strasznie się cieszę, że ma taki apetyt, bo znaczy to tylko i wyłącznie, że wraca do zdrowia:multi:. NORMALNIE PROROK Z CIEBIE JEST! :loveu: WIELKIE DZIĘKI I DO USŁYSZENIA
-
Dziękujemy za wszystkie mizianka i ciepłe słowa od wielbicieli i tych głośnych i tych cichych, których Toskance nie brakuje i jakoś wcale mnie to nie dziwi. :eviltong: Ostatnie wieści "z frontu" są takie, że panna calutki dzionek poleguje, zmieniając tylko boczki i że... pochłonęła już pół garnka żarełka (ach zdolny ten Pańcio, takie dobre ugotował :lol:). Dostaje co 2 godzinki małą porcyjkę i z każdym posiłkiem coraz natarczywiej zgląda gdzie ciąg dalszy - a to chyba najlepszy dowód, że wraca do NAS na całego. Jedyne, co mnie niepokoiło to fakt, że od wczorajszego nocnego, niekontrolowanego oddania moczu nie siuśkała, ale przed chwilą dzwoniłam do Pana Doktora, a ten mnie zapewnił, że nie ma się czym martwić. Brzunio ją z pewnością boli i ciągnie, więc się wzbrania przed każdym napięciem mięśni, a to jest konieczne przy sikanku. Pewnikiem jak będzie maszerować do samochodu, zaliczy przystanek na trawce. Pan Doktor zachwycony, że apetycik wrócił! Miłego popołudnia. Następna relacja po wieczornej wizycie kontrolnej - ZAPRASZAMY :loveu:
-
Przepraszam, że dopiero teraz, ale po nocy przespanej jak zając na miedzy musiałam się zerwać do pracy, w pracy kołowrotek i dopiero teraz mogłam napisać. Żeby było szybciej, przeklejam to, co napisałam na OwP, dopisując się do wypowiedzi Agamiki :razz: Ale Tosia miała ogromne torbiele na jajnikach Torbiele były wielkości... UWAGA... nerki!!!!! ropa się zbierała :-( , ale nie miała ujścia :-( , dopiero cieczka spowodowała lekkie od czopowanie , dzieki czemu można było zauważyć ze coś jest nie tak :-( To był rodzaj ropomacicza "do wewnątrz", kiedy ujście macicy się zamyka. Dlatego nie było np. żadnych śladów na posłaniu. Podejrzane się wydawały małe postępy w gojeniu się skóry i ciągłe nawroty sączenia. Stąd badanie krwi i USG. To właśnie torbiele spowodowały kolosalne zaburzenia gospodarki hormonalnej, co m.in. odbija się na stanie skóry i pokrywy włosowej. maleństwo biedne Oj biedna ona była wczoraj... Ale zabieg przeszedł pomyślnie, bez żadnych komplikacji, choć były już ropne przecieki do otrzewnej. Pan doktor bardzo zadowolony, psinka dzielnie się spisała i MAMY BYĆ DOBREJ MYŚLI :sad: Noc była w miarę spokojna. Parę razy się pannica przemieszczała - szczególnie jak poczuła... mokro :-D Zmieniałam prześcieradełka i budziłam się na każdy szmer. Jak już wstała, miała problemy z "usiąściem", a potem z położeniem się, ale bardzo powoli, powoli, w końcu zalegała. O 5.30 wypiła pół miski wody i na widok mnie na równych nogach... ZAMACHAŁA KITKĄ :-x Potem znów się położyła i do naszego wyjścia z domu już nie wstawała. Ale jest kontaktowa, oczka bystre, makóweczka się przytula do głaszczącej ręki. Kinolek juz nie taki suchy... Została z nią dziś moja sąsiadka. O 8-ej podała przez wenflon środek przeciwbólowy (w końcu po coś tę zootechnikę studiowała!!!!) i zapodała 2 łyżki ryżu z warzywami i mięskiem drobiowym, które Pańcio wczoraj z poświęceniem gotował w nocy, bo ja padłam jak betka z gigantycznym bólem głowy. Zjadła ze smakiem!!!! Wylizała miseczkę i wszystko, co z niej wypadło! :-x Przed chwilką zjadła drugie śniadanko, troszkę większą porcję. Moim zdaniem kryzys minął :happy1: Teraz może być już tylko lepiej. Wieczorem jedziemy na kontrolę rany (modelka jest wystrojona w gustowne wdzianko w kolorze butelkowej zieleni :lol:), dostanie kolejną dawkę antybiotyku, jutro ostatnią dożylną i będziemy mogli się pozbyć wenflonu. Dalej będziemy zażywać antybiotyk w tabletkach w ukochanym domowym paszteciku! (PS. dziękuje :loveu: Aniołowi Strózowi Tosi ... za usg ... Oj tak, Tosiowy Anioł Stróż, Święty Mikołaj, czyli Ciotka Ewka jest przekochana, podtrzymywała mnie wczoraj na duchu jak mogła - dzwoniła i odciągała czarne myśli. A na dodatek zapowiedziała inspekcję na nabliższą sobotę, z czego bardzo się cieszymy i nie możemy doczekać! A wracając do USG, to inne narządy wewnętrzne są w normie. Jedynie wątroba trochę otłuszczona, ale to są zaniedbania żywieniowe. Teraz po prostu trzeba pilnować. a Pan wet ma wielkiego buziaka, odemnie ... Tosia miała sczzęscie ze trafiła na weta z sercem a nie "zarobkowicza " :loveu: Przekażę buziaka! Fajny ten nasz Pan Doktor jest - taki... zwierkowy. Wczoraj chciał nam dać "w pakiecie" ślicznościowego kociaka! :lol: Jak już Tosinka leżała na stole na kocyku, kitek sobie tam skoczył, przytulił się do niej, zwinął w kłębek i zasnął :happy1: Gdyby nie to, że mamy w domu kocie sierściuchy sztuk dwie, kto wie... bo kocinek jak najbardziej domku poszukuje... :loveu: dziś jeszcze bardziej sie cieszę ( o ile to możliwe :oops:) ze taki DT się Tobisi trafił .... dziękuje Madziu za opiekę ... wiem ile to nerwów i stresu Was kosztuje :oops: A za co tu dziękować?! Owszem, nerwów i stresu sporo, bo żal patrzeć na to psinkowe cierpienie, ale cała reszta to rzecz normalna jak się ktoś zobowiązuje cztery łapki do domu wziąć. Kończąc tę moją przydługą relację mogę chyba stwierdzić, że możemy powoli odetchnąć z ulgą. Oczywiście będę pisać o postępach w rekonwalescencji w miarę na bieżąco. Pozdrawiam i dziękuję wszystkim za słowa wsparcia i dobre myśli
-
Dziękujemy za wsparcie. Cały czas trzymam się myśli, że może zabieg nie będzie potrzebny... Jeszcze nie teraz :placz: Chociaż z drugiej strony, obyśmy jak naszybciej pozbyły się wszystkiego, co nie pozwala albo znacznie opóźnia powrót Toski do "normalności' i pełnego zdrowia. To taka kochana sunieczka, radosna, wdzięczna, milusia przytulanka. Jedyne normalne, stateczne, przewidywalne zwierko w moim zwariowanym "stadzie" :loveu: Nie zasługuje na tyle cierpienia. Pozostaje mi wiara w lekarzy, w nieprawdopodobną chęć życia tej znękanej istotki i cuda, które potraficie sprawiać WY. Dziękuję.
-
Tak było jeszcze do soboty... Utyła kolejne pół kilograma. Teraz mogę jedynie prosić wszystkich o mocne zaciśnięcie kciuków, pozytywne myśli... Na skórze, która już już się zaczynała goić, znowu pojawiły się sączące strupy. Pan doktor powiedział, że skóra bardzo chce się goić, ale wyraźnie coś jej przeszkadza. W wynikach krwi norma leukocytów jest przekroczona niemal podwójnie (norma 10 tys. w Toski 28 tys) :placz: Dopiero co skończyła rujke, a u ujścia narządu rodnego pojawiła się ropa... Co to oznacza nie trudno się domyślić. Jedyne szczęście w nieszczęściu, że ta rujka się pojawiła, bo ją "odetkała". W sobotę jeszcze wszystko było z psem OK, nie wyglądała na chorą. Jadła normalnie, wpychała łepetynę pod rękę, kłusowała na spacerkach. Spokojnie umówiliśmy się na USG na najbliższą środę, żeby mieć pewność co tam w środku nie gra, bo nadal zabieg sterylizacji w jej stanie jest niezwykle ryzykowny. Mogło się np. okazać, że to "zwykłe" zapalenie pochwy i obeszłoby się bez operacji. Niestety, wczoraj jej stan się dramatycznie pogorszył. Przestała jeść, praktycznie nie wstaje z posłania, z "łaski" wychodzi na króciutkie siusiu do ogrodu. Rano jakby było lepiej (od soboty wieczór bierze silniejszy antybiotyk), ale to nadal nie jest stan normalny. Nadal nie je, pije wodę jak smok wawelski. Dzwoniłam wczoraj do lekarza - z mojego opisu zyskał właściwie 100% pewność, że najgorsze przypuszczenia się potwierdzą. Jednak na wszelki wypadek jedziemy dziś na USG na 20-tą, dzięki uprzejmości pewnej pani doktor - znajomej owczarkowej wielbicielki z Legionowa. Gdy tylko będę miała wynik w garści - dzwonię do naszego pana doktora, który będzie w pełnej gotowości i w razie czego przeprowadzi zabieg jeszcze dziś w nocy. Nie ma na co czekać, bo z każdym dniem suczynka będzie tracić siły, a przecież jeszcze w pełni ich nie odzyskała. Umieram z niepokoju, ryczę gdy na nią patrzę i przy całym moim życiowym optymiźmie straaaaasznie się boję. Jeśli dojdzie do zabiegu, pan doktor wykorzysta stan narkozy do porządnego, głębokiego oczyszczenia uszu, bo pomimo zapuszczanych kropli, nadal głęboko tkwi potężny stan zapalny... Tak więc jeszcze raz proszę o pozytywne myśli. Dam znać jak tylko będę cokolwiek wiedziała. Magda
-
I my DZIĘKUJEMY! Jesteście wszyscy WSPANIALI, KOCHANI i NIEZASTĄPIENI :loveu: W ramach "wdzięczności" uprzejmie donoszę, że przedwczoraj byliśmy świadkami toscowego... GALOPU!!!! :multi: Wypuszczona do ogrodu z domowego aresztu spowodowanego rujką, galopkowała ode mnie do męża i z powrotem! Wypróbowałyśmy też zabaweczkę pożyczoną od Oskara. Pobiegła za rzuconą piszczałką, chwyciła w ząbki, nie chciała oddać... ale szybko się znudziła. Może dlatego, że było już ciemno. Niedługo ponowimy próbę :eviltong: Poza tym jest coraz bardziej kontaktowa, przytulińska, ale subtelna i delikatna. Z niezwykłą cierpliwością, bez cienia oburzenia czy złości znosi wszystkie niemiłe zabiegi (kąpiele i zapuszczanie kropli do ucha). W pozostałych sprawach rutyna: kąpiółki co 3 dzień, garść tabletek 2 x dziennie i kropelki do ucha. Rezultaty tych działań pan doktor oceni w sobotę za tydzień... Rujka w stadium końcowym - spray znów poszedł w ruch i ponownie zaczął spełniać swoje zadanie :razz: Z kotami panna zawarła pokój, choć przyjaźni to z tego nie będzie...:cool3: O, i to by było na tyle. Jeszcze raz dziękujemy wszystkim życzliwym miłośnikom naszej dziewuszki i pozdrawiamy w ten chłodny, jesienny dzionek.
-
Wrzucony do STUDNI W NYLONOWYM WORKU, MA DOM
Nutusia replied to Justyna_wolontariat's topic in Już w nowym domu
[quote name='jusstyna85']Czy grzechem jest sprawiedliwość? ja nie miałabym wyrzutow sumienia robiąc to samo temu "człowiekowi",lub "ludziom"...miałabym jednak niezłą zabawe,robiłabym wszystko powoli i udokładnie....słowem zniżyłabym sie do ich poziomu[/quote] Droga Justynko, Zapewniam Cię, że nie byłabyś w stanie się zniżyć do ich poziomu. Gdyby tak było, nie byłoby Cię tutaj i nie robiłabyś tego, co robisz dla tych wszystkich biedek... I CHWAŁA CI ZA TO! Pozdrawiam serdecznie i życzę wielu szczęśliwych zakończeń... -
[COLOR=Purple]Za nami kolejna wizyta u weta. Za każdym razem spodziewam się, że to już będzie ostatnia i koniec dramatycznych kosztów, ale niestety :placz: Są wieści złe i dobre. Zacznę może od tych złych, co by to już mieć za sobą. Wycieńczony, wyniszczony organizm jest kompletnie bezbronny. Ponieważ z problemami skórnymi walczy antybiotyk (coraz skutecznej) i szampon, franca zaatakowała ucho :angryy: Syf i bagno totalne: odstające kawałeczki martwej skóry, lejąca się ropa... :shake: Pan doktor bardzo się starał jak najlepiej oczyścić małżowinę przed zapuszczeniem leku, ale do końca mu się nie udało, bo boli i psinka bardzo płakała i się wyrywała. Dostaliśmy zawiesinę o nazwie Aurizon do stosowanie przez 2 tygodnie i potem jedziemy na kontrolę. Jeśli pan doktor uzna za stosowne, trzeba będzie suńkę znieczulić i pod narkozą porządnie wyczyścić ucho z tego całego syfu. Dał też osłonowo 2 zastrzyki. Kolejna wiadomość jest taka zło-dobra. Skóra w sumie nieźle się goi, ale najgorsze strupy nadal siedzą tam, gdzie sierść jest najgęściejsza, czyli na łopatkach i na kołnierzu. Nadal mamy kąpać co 3 dzień, skupiając się głównie na tych miejscach, ale jeśli przez 2 tygodnie strupy nie odpadną, pan doktor będzie musiał te miejsca wygolić, żeby przyśpieszyć proces gojenia. Antybiotyk, kapsułki z wiesiołkiem i ascorutical przedłużył na kolejne 2 tygodnie... No a teraz te dobre! :eviltong: Panna Tosca przytyła 2 kg!!!!!!:loveu: Pan doktor powiedział, że już zdecydowanie czuć różnicę przy robieniu zastrzyków, bo... jest się w co wkłuwać i można przestać drżeć, że się złamie igłę o kość :multi: Rujka jest w apogeum :mad: Od wczoraj mamy w domu istny cyrk :diabloti: Spałyśmy dziś z Toscą w oddzielnym pokoju, ale straż pod drzwiami koczowała, piszczała, drapała oraz warczała na siebie złowrogo :cool3: Dziś dopiero 8 dzień - jeszcze 2 tygodnie przed nami:placz: Oskar jako tako znosi ten stan z godnością, ale Lesiowi kompletnie palma odbiła. Odmawia jedzenia i chodzi jak w amoku :oops: Dostaliśmy od pana doktora jakieś tabletki na uspokojenie, ale on sam powiedział, że na niewiele się zdadzą... No trudno - nie mamy wyjścia - musimy jakoś to przetrwać, choć nerwy mam w strzępach :crazyeye: Pozdrawiamy weekendowo[/COLOR]
-
A Nutusia/Dumka(na owczarku ) /Magda spadła Nam jak z nieba:loveu: dziekuje dziekuje dziekuję :loveu: Hi, hi... z nieba spadłam, bo mnie tam nie chcieli! :diabloti: Agamiko, nie ma sensu myśleć co by było gdyby... najważniejsze, że jest jak jest ;) I w sumie już dawno Ci darowałam, że mi psa podmieniłaś i zamiast przywieźć bidę, co to miała tylko dożyć u mnie ostatnich swych dni przywiozłaś cud urody Panieneczkę, co biega już szybciej niż ja :mad: Co do wizyt, to ZAPRASZAMY wszystkich chętnych do poznania Toski i reszty "rodziny". Prowadzimy dom otwarty i uwielbiamy psiolubnych gości :lol: I jeszcze słówko w sprawie relacji Mańki - baaaardzo proszę Św. Mikołaja, żeby mi też takie "drobne souveniry" przyniósł pod choinę - grzeczna byłam - słowo harcerza! :evil_lol: Bo jeśli drobnym souvenirem nazwać 15 kg wór karmy specjalnej na problemy skórne, 2 butle szamponu lecznicznego, 400 tabletek witamin i torbę smaczków, to strach się bać jak u Mańki wygląda souvenir bez przymiotnika "drobny" :crazyeye: Ja też odniosłam wymierną korzyść, bo zyskałam przefajnościową Kumpelę :loveu: Na koniec dodam, że od wczoraj psikamy zadek specjalnym sprayem niwelującym zapach rujki (biedny Lesio powąchał i kichał chłopak dobre 2 minuty :evil_lol:) i obmyślamy rozmieszczenie miejsc noclegowych na "krytyczne dni". Od wczoraj panna ma areszt domowy, napoczęła więc drzwi wejściowe...:mad: Od dziś wzmocniliśmy zasieki, zostawiliśmy kostkę cielęcą dla zabicia dręczącej nudy i liczymy, że wieczorem będziemy mieli do czego wrócić :roll: Miłego dzionka życzymy naszym Wielbicielom :loveu:
-
[quote name='irenaka']Nutusia czytam i beczę, ale z radości.:multi: Przeczytałam cały wątek i aż nie mogę uwierzyć, że na tym świecie są tacy ludzie jak TY:loveu::loveu:!! Tyle pracy, serca i miłości dałaś tej suni, że aż żal serce ściska, że to tylko DT!! Proszę mnie tu nie zawstydzać :oops: Ludzi takich jak ja są caaaałe zastępy, co widać na tym forum i jemu podobnych. To ja nie mogę wyjść z podziwu dla wolontariuszy i wszystkich ludzi ogromnego serca, którzy się nie poddają i nie ustają w wysiłach, żeby zmieniać ten podły świat, żeby nadzieja nie zgasła, choć wokół nas coraz więcej okrucieństwa, znieczulicy i obojętności w nieustającym wyścigu szczurów, którego jedynym celem jest kasa :angryy: Opieka nad Toscą to dla nas wielka przyjemność. Na razie tylko tak możemy pomóc. Powiem wręcz egoistycznie (o czym pewnie większość z Was wie), że w dużej mierze robimy to wszystko dla siebie :eviltong:, bo nie znam większej przyjemności niż patrzeć jak zwierzę z zaszczutego, zabiedzonego kłębuszka nieszczęścia przeradza się w Przyjaciela Prawdziwego Człowieka. Po prostu tym sposobem mamy w domu piąty z rzędu kłębuszek, który z dnia na dzień się rozplątuje i rozkwita :loveu: A jeśli chodzi o DT, to mamy cichą nadzieję, że DS tak szybciutko się nie znajdzie :razz: i do tego czasu zdołamy z mężem wyjść na prostą i podjąć tę jedynie słuszną decyzję ;) Pozdrawiam serdecznie