-
Posts
44210 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
13
Everything posted by Nutusia
-
W cywilizowanym kraju żyjecie - zazdroszczę ;)
-
Zabierz ze sobą na parapetówę ;) I fanty i głowę :D
-
Elżbieto, ona jak na psa po takich "przejściach" zachowuje się fenomenalnie! Wczoraj włożyłam jej obróżkę feromonową (połówkę, która została po Imce), ale chyba nawet niepotrzebnie, bo gdyby nie liczba psów i bałagan remontowy w naszym domu, już by się czuła jak u siebie ;) Nasza Szyszka spędziła u tej pani dzień. I już wtedy powinna mi się była czerwona lampka zapalić, gdy zadzwoniła do mnie z pytaniem co pies miał na myśli, gdy fuknął na dziecko (w nosie ją coś zakręciło). Szyszka była dla pan za duża i ja to w pełni zrozumiałam. Ale jak widać, nie o rozmiar tu chodzi, ale o kompletny, wręcz żenujący brak wiedzy. Chyba za bardzo chciałam i... straciłam czujność :( Marysiu, to czwarte imię od piątku (lecznicowe było jeszcze, więc właściwie piąte). Obstawiam, ze do jutra załapie, że Taszka to ona, choć rzeczywiście po drugim zawołaniu nie dotarło! :D
-
Bieda z nędzą czyli Karmel już w najcudowniejszym DS.
Nutusia replied to Poker's topic in Już w nowym domu
Pokerkom się udało odtymczasić, a u mnie - wręcz przeciwnie! :( Dwa stare zapuściły korzenie, przybył następny, a kolejny już czeka... :( http://www.dogomania.com/forum/topic/148566-taszka-psa-jakby-p%C3%B3%C5%82-albo-%C4%87wier%C4%87/ -
~ Wiejska zaniedbana Amisia zamieszkała w Ostródzie :)
Nutusia replied to malagos's topic in Już w nowym domu
A ja zaproszę na wątek "mojej" Taszki, ech... http://www.dogomania.com/forum/topic/148566-taszka-psa-jakby-p%C3%B3%C5%82-albo-%C4%87wier%C4%87/ -
Fanta - nasza celebrytka - zamieszkała w Łomiankach :)
Nutusia replied to Kejciu's topic in Już w nowym domu
Nawet nie oglądam kto czeka w kolejce, bo u mnie prawdziwy zator w adopcjach :( Zapraszam na wątek "mojej" Taszki: http://www.dogomania.com/forum/topic/148566-taszka-psa-jakby-p%C3%B3%C5%82-albo-%C4%87wier%C4%87/ -
Całą drogę do domu Taszka spała mi na kolanach jak zabita. Po przyjeździe była oczywiście podenerwowana, powarkiwała na psiaki, ale w normie ;) Nie chciała spać, wolała iść zwiedzać dom, ale patrzyła czy idę za nią. Musiałam się zająć obiadem i kolejną warstwą lakieru na stole, więc siadała sobie koło mojej nogi i niestety często musiała zmieniać miejsce ;) Gdy tylko na chwilę siadałam, tryniła mi się na kolana i próbowała podsypiać, co nie było proste, bo bez przerwy coś się działo! A to psy wypadały na zewnątrz, a to pies sąsiadów zaszczekał, a to Sławek przechodził... Próbowała podgryzać fraczek, który po rozszarpaniu "firmowego" pani jej zrobiła z jakichś śpioszków dla lalek, ale dwukrotnie "nie" poskutkowało! Można z nią zrobić wszystko! Układałam ją sobie na rękach jak niemowlę, na pleckach i odpływała, mrużąc oczka. Wieczorem pojechałam z nią do lecznicy po drugi fraczek oraz po kołnierz - na wszelki wypadek, a także by Doktor zerknął na tylną nóżkę, na którą zdarza jej się utykać (a właściwie "omykać" kroki). Na mój widok Doktor się załamał, bo myślał, że przyjechałam zwrócić Taszkę. Szybko wyprowadziłam go z błędu, ale też powiedziałam, że pomimo obietnicy, nie mogę teraz wziąć tej drugiej suni na tymczas :( Dostałyśmy fraczek "na kota" - rozm. 2! :) Doktor, badając kolana i bioderka, zadał Taszce ból, a pomimo to, nawet nie próbowała się bronić - szarpać, czy użyć zębów! Gdy ją przebieraliśmy, łapała mnie ząbkami za ręce, ale tak, jak w zabawie - delikatnie i na niby. Po powrocie do domu, była tak wykończona, że zasnęła jak dziecko. Agresor w moich objęciach, na tle koszulki do prac malarskich ;) Wieczorem już w miarę swobodnie się przemieszczała po domu, na dworze zrobiła co do niej należy (jeszcze wczoraj na symczce). Próbują się z Imką przymierzyć do zabawy, ale jeszcze im nie wychodzi ;) A Imka przy niej wygląda jak mega baleroniasty bulterier! :D W nocy Taszka spała wtulona we mnie, potem na mojej głowie, potem na szyi. A gdy otworzyłam oczy, wyciągnęła łapkę i tak mnie szturchnęła w oko, że funkcjonuję dziś jako ten Cyklop (chyba ją jednak oddam, bo normalnie strach się bać! ;)) Rano radośnie wybiegła do ogrodu (już bez smyczy). Zostawiłam ją w sypialni razem z Gapcią...
-
Post rozliczeniowy: Stan konta: 0,00 zł Wpływy: - 100 zł od Mattilu (pieniądze od Filonka) Wydatki: - 11,98 - wyróżnienie ogłoszeń na olx (na Warszawę i Katowice) - 88,02 zł - przeniesione do rozliczeń Imki, w oczekiwaniu na kolejną tymczasowiczkę ;) - wątek Imki: http://www.dogomania.com/forum/topic/142833-w-ma%C5%82ym-cia%C5%82ku-wielki-strach/
-
Taszka przez dłuższy czas "mieszkała" pod sklepem w pewnej podwarszawskiej miejscowości. Potem jakimś CUDEM przetrwała ruję, choć nie mam pojęcia jak, bo chyba każdy pies jest od niej większy! Taszka waży 4 kg i wygląda bardziej jak tchórzofretka niż jak pies! Oczywiście zaciążyła... :( Wtedy została przyniesiona do naszej lecznicy, bo ponoć ktoś miał dać jej dom, ale tylko jeśli będzie wysterylizowana. Naszym Doktorom 2 razy powtarzać nie trzeba - wysterylizowali już następnego dnia. Tyle, że ten ktoś się ponoć rozmyślił i tak Taszka została rezydentką lecznicy. Dowiedziałam się o niej w piątek. Miałam w zanadrzu fajnie zapowiadający się domek, szukający właśnie takiej malizny. I pomimo, że poleciłam inną sunię, z zaprzyjaźnionego DT, przedstawiłam domkowi i Taszkę, wychodząc z założenia, że jest jednak w większej potrzebie... Dom się zainteresował na tyle poważnie, że pani pojechała ze mną do lecznicy jeszcze w piątek i po oględzinach i wspólnym mini spacerku zdecydowała się na adopcję (czym miała wreszcie uszczęśliwić swoją 9-letnią córeczkę). Sunieczka przesłodka, tuli się do każdego, pcha na kolana, liże po rękach, po twarzy. Na spacerku co chwila wywala się na plecki. Ponieważ bałam się podróży pociągiem, odwiozłam całą trójkę do Warszawy... Po wejściu do mieszkania, wszystko obwąchała, napiła się wody i... przystąpiła do zabawy pluszakiem, z przerwami na rozdawania buziaków! Jechałam do domu przekonana, że uszczęśliwiłam i psa i ludzi... I że wezmę na tymczas kolejną sunię, która w cieczce trafiła do lecznicy właśnie w piątek i uprosiłam, żeby jej nie zgłaszali do schroniska... W sobotę z rana odebrałam telefon pełen ochów, achów i zachwytów. Taszka była po wycieczce do sklepu zoologicznego, celem dobrania szeleczek. Dostała też posłanko, miseczki, smycz i inne "duperele". Noc przespała częściowo na kocyku, częściowo z panią. Potrzeby załatwiała na dworze, apetyt dopisywał. No i fajnie! Mogłam spokojnie oddać się dalszemu skręcaniu się z bólu z powodu niestrawności po tym, jak wygłodniała wpadłam w piątek do domu o 22giej i rzuciłam się na jedzenie, zagryzając ogórkami z octu, które się wyraźnie nie spodobały pustemu żołądkowi :( Po może 2-3 godzinach kolejny telefon - sielanka się skończyła. Taszka siedzi na narożniku, rwie posterylkową sukienkę, a gdy pani chce ją powstrzymać, łapie ząbkami. Pokazuje również ząbki córce, a ta płacze - uwaga - przerażona! Taszka biega po mieszkaniu swobodnie, jak bomba wskakuje na narożnik i nie chce z niego zejść. Dominantka! Wyszło na to, że 4-kilogramowy pies STERRORYZOWAŁ dorosłą kobietę i w sumie dużą dziewczynkę. Dobra, dwa oddechy i tłumaczę spokojnie, że muszą ją zrozumieć, że w ciągu ostatnich dni psina nie miała żadnego punktu zaczepienia, ciągłe zmiany, że dopiero co zafundowały jej jazdę bez trzymanki wyprawą po szelki (autobusem miejskim), że psa trzeba głaskać z przerwami, że musi mieć swoją przestrzeń, że trzeba ją zmusić, żeby zlazła z rzekomo okupowanego narożnika (podałam sposoby), że trzeba przestać zwracać na nią uwagę i poczekać aż sama zacznie szukać kontaktu... Zanim zadzwoniłam po raz kolejny, już wiedziałam, że bez względu na to, co usłyszę, jadę po psa! Bo jakoś przeoczyłam, że egzaltacja u ludzi nie wróży nic dobrego. Zadzwoniłam mówiąc, że przyjadę w niedzielę, bo w sobotę krążyłam głównie pomiędzy łóżkiem a toaletą... Wczoraj pojechałam po psa. Okazało się, że po zastosowaniu moich rad (nie zwracania uwagi na psa), pies zrobił się... lękowy! Córka ułożyła ją w pokoju w posłanku, a Taszka tam leżeć nie chciała i poszła do kuchni (a pluszak by leżał!!!). Pani mi też pokazała co Taszka robiła z prasowaną kostką. Otóż zaniosła ją do legowiska, trącała noskiem i w końcu przykryła zabawkami. Więc pani jej kostkę zabrała w obawie, że ma na nią... alergię! :( Aha, i od piątku sunia miała już... trzecie imię, bo na żadne nie reagowała po dwukrotnej próbie wołania ją tym imieniem! Cycki z majtkami mi opadły:( I co ciekawe - od kiedy weszłam i usiadłam, Taszka usadowiła się koło mojej stopy i ani drgnęła! Wołana i nagabywana przez panią, nie ruszyła się z miejsca... Ciąg dalszy w kolejnych postach ;) A oto agresor i terrorysta we własnej osobie (trzeba wziąć poprawkę, że zdjęcia ją powiększają co najmniej dwukrotnie!):
-
Złamany kręgosłup, zdarte do krwi tylne łapy. Diego-wielka wola życia
Nutusia replied to DoPi's topic in Już w nowym domu
DoPi jest odcięta od netu - padł jej laptop - zdaje się, że na amen :( -
Hopka już wie jak wygląda prawdziwe psie życie w cudownej Rodzinie
Nutusia replied to Nutusia's topic in Już w nowym domu
Zawsze coś ;) Szaleństwo to chyba moje trzecie imię... Najgorzej jest, gdy się już psa zobaczy i nie można zapomnieć tych oczu :( Dlatego tak bardzo podziwiam osoby, które jeżdżą do schronisk i są w stanie wytrzymać ten wzrok i wrócić do domu bez setki psów... -
Przegubowa Szyszka - cud, że choć jedno auto się zatrzymało...
Nutusia replied to Nutusia's topic in Już w nowym domu
Marycha - obrażam się na śmierć!!!!! :D Ech, Szychol niech już idzie na swoje, bo tłok się robi, naprawdę. Pomyślałam, że trzeba ją ogłosić też na inne województwa, to akurat ten egzemplarz powinien się sprawdzić wszędzie ;) Np. na małopolskie, bo tam najłatwiej byłoby dowieźć, kontrolerów znaleźć i się zorganizować ;) Może też być śląskie, bo fajne domki mają :) -
>>> BOGUŚ odszedł... MA JUŻ SWÓJ DOM - HOTELIK , W KTÓRYM JEST<<<
Nutusia replied to Olena84's topic in Już w nowym domu
Bogusiu - jest lepiej, a będzie jeszcze lepiej! -
Warto wygolić, żeby normalna zdrowa sierść odrosła. Umęczona kołtunami skóra odetchnie i znikną ewentualne odparzenia. I teraz dobry czas, bo jeszcze ciepło! A i tak trzeba mieć w odwodzie jakiś kubraczek, bo początkowo będzie Hugusiowi zimno...
-
Nasz Lesio ma. Ma wręcz taką zaschniętą obwódkę wokół noska :( A ja kapsułki daję do dzielenia w aptece. Pakują je w takie płatki skrobiowe - pytałam weta, jak najbardziej można - i po problemie ;) Lesio dostaje 30 mg dawkę, kupuję 120 mg (bo wychodzi najtaniej) i dzielą mi na 4 części z aptekarską dokładnością :D
-
Tymczasy wcale nie tymczasowe czyli gromadka psiaków szuka domków
Nutusia replied to mari23's topic in Psy do adopcji
Śliczny ten Twój "kijek", Marysiu :D A ludźmi się nie przejmuj - sami zadka nie ruszą, a jak tylko sąsiadowi się "polepszy", to od razu pretensja, dlaczego nie im :( Przecież chyba też mogli wystąpić o dzierżawę, prawda?!?!!?