Jump to content
Dogomania

behemotka

Members
  • Posts

    578
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by behemotka

  1. Jakie okropne, wielkie radary, ależ brzydactwo! ;) Przy okazji: Dowiedziałam się, że Morkowi trzeba często... myć uszy. Nie, nie czyścić od środka. Tylko myć zewnętrzną stronę, bo się ciągle kurzą. Widział ktoś kiedyś takie dziwo? Poza tym mój nietoperz, jak słusznie APSA zaznaczyła, jest niby jeden, a występuje w dwóch postaciach. aMorek kocha przytulanie, bieganie, bawienie się, spanie (koniecznie na miękkim! przecież nie będzie na gołej podłodze leżał!), bycie głaskanym przez dowolnego ludzia i w dowolnym miejscu. zMorek zjada szczotki, włamuje się do śmietnika i ogólnie szuka okazji, żeby się wreszcie najeść, skoro biedne zwierzątko ciągle głodzą :eviltong: Mina przy zgrabnej nóżce jest wprost przecudna! I niejako reklamuje poziom inteligencji :diabloti:
  2. [quote name='Itske']On ma w nosie jachty (tzn. sprawdzałam tylko z łódki :-), trudno, nie jestem z domu Rockefeler, jachtu nie budiet :-) On chce pływać, PŁYWAĆ :-) i ciągle próbuje, rozpacz byla, jak i sunie i pańcia poszly plywać, musiałam w te pędy wracać, boby się chłopisko utopiło, zawziął sie, i coś mi się widzi, że wykombinuje jak to zrobic, to uparte bydlątko, ja na razie bez skutku szukam jakiegoś psiego kapoczka Czy gdzies można kupic kapok dla psa???[/QUOTE]Super, że chce pływać, to świetne na stawy, co dla trójłapka szczególnie ważne. Jeśli nie znajdziesz, to może np. to? [URL]http://www.canineconcepts.co.uk/item--Dog-Life-Jacket--lifejacket[/URL] Jakby co, to mój brat się niedługo wybiera to Polski, a nawet do Trójmiasta :p Trampek widzę ma nie tylko urodę, grację oraz brązowy nos (przyzwyczaiłaś się już? :evil_lol:), ale i prawdziwy męski charakter. A co mu tam będzie jakiś dogowaty podskakiwał! [quote name='APSA']A propos SPAMu morisowej, Itske, mogłabym Cię prosić o kontakt z jedną panią, która po pierwsze też adoptowała od nas trójłapa i też jest z trójmiasta, a po drugie chciałaby przekazać rzeczy na bazarek np. dla Jaśminka i ogólnie wywiedzieć się, jak by mogła pomóc naszym psiakom? Adres wyślę zaraz na pw :smile:[/QUOTE]A propos spamu morisowej (zalicytowałam parę fantów na bazarku :)), Jaśmin przebywa w tym samym hotelu, co Morengo, więc i o nim co nieco słyszę. Dobrze, że po latach w schronisku trafił do miejsca, gdzie może w szczęściu spędzać każdy dzień. [SIZE=1]APSA, czy ja u tej pani nie byłam przypadkiem z wizytą przedadopcyjną? Pamiętam, że przy trzech albo czterech sporych psach i jednym jamniczku chcieli do tego ostatniego dobrać towarzystwo na spacery, tylko nie kojarzę, ile to towarzystwo miało mieć łapek ;-)[/SIZE]
  3. [quote name='sugarr'](...) błędem często jest sposób karcenia/korygowania, a nie przyrząd. Jak się nie potrafi dać dobrego sygnału na obroży, to nie wiem jak można zrobić to kolczatką (...)[/QUOTE]Otóż to :) W moim przypadku naprawdę wystarczyła korekta przez szelki. Identyczna metoda przy kolczatce byłaby dla tego konkretnego psa za twarda, u innego konieczna do zastosowania, gdy słabsze sygnały nie działają. Ale masz całkowitą rację: Najpierw należy wybrać i opanować metodę, a dopiero później łapać się za narzędzie. [quote name='sabusia']a jak uwazacie?przeciez [B]lepiej zeby agresywny pies mial kolczatke[/B] i żeby wlasciciel mogl nad nim zapanowac niz zeby pies ktory chce rozszarpac innego takiej kolczatki nie mial a pan fruwal za nim bo on kocha swojego psiaczka i w d.pie ma ze on zagryzie innego?mialam taka sytuacje agresywny labrador(!!!!!!co oni mu robili???)na zwyklej obrozy jak zobaczyl moja suke rzucil sie na nia a wlascicielka nie miala sily go odciagnac bo byl na zwyklej obrozy juz wolalabym aby mial kolce[/QUOTE]Nie, nie lepiej. Lepiej, żeby agresywny pies był szkolony I pod kontrolą przytomnego ludzia. Dość dawno na tym właśnie wątku podano przykład agresywnego psa, który za pomocą kolczatki został zakotwiczony przy płocie (:roll:), po czym jednym szarpnięciem rozerwał kolce i przystąpił do ataku. Kolczatka NIE służy do odciągania/przytrzymywania psa w momencie ataku. Kolczatka służy do przekazania silnego negatywnego bodźca, który ma przerwać misję w rodzaju "złapać - zabić - zjeść". Ale w ramach procesu szkolenia, nie jako awaryjny środek kontroli. Swoją drogą, agresywny labrador to nie UFO, żeby się tak dziwić... Owszem, lab agresywny do ludzi stanowi pewnego rodzaju dziwo (nie znaczy, że niespotykane), tak samo jak agresywny do ludzi staffik albo seter. Natomiast niekoniecznie trzeba "coś mu robić", żeby wykazał się aktywną niechęcią do innych psów.
  4. [quote name='zaginiona sara']Też jestem ciekawa czy koty mają się równie kiepsko jak psy.[/QUOTE]Zależy jakie koty, zależy jakie psy ;) Na przykład foldy vs. shikoku - jakoś nie mam specjalnych wątpliwości, że u psów tu ze zdrowiem bez porównania lepiej. A cavaliery vs. europejczyki - koty biją spanielki na (bardzo, bardzo małą) głowę. Sumarycznie: W mojej opinii zdecydowanie koty są programowo zdrowsze. Żaden koci wzorzec rasy nie wymaga wprost choroby. Kocie rasy, których budowa powoduje z założenia problemy zdrowotne, można dosłownie policzyć na palcach jednej ręki, a i te nieliczne są czasem niemile widziane w środowisku. Koty w ogóle nie bywają tak zdeformowane jak psy - nawet persy wielokrotnie powoływane jako przykład wynaturzenia (poniekąd słusznie) są [U]nieco[/U] mniej zniekształcone niż mopsy, pekińczyki czy boston teriery, bo stan "wyjściowy", czyli naturalny, pierwotny kształt czaszki, był całkiem inny.
  5. [quote name='stroosia83']a dlaczego kolczatka NIE służy do nauki chodzenia przy nodze??[/QUOTE]Bo kolczatka służy do zapodania krótkiego, intensywnego bodźca w niebezpiecznej lub potencjalnie niebezpiecznej sytuacji, nie do zakotwiczenia psa przy nodze człowieka. [quote name='Aysel']Kolczatka jest narzędziem treningowym, dlatego też stroosia napisała dobrze - skoro jest to narzędzie treningowe to można przy jej użyciu nauczyć psa chodzenia przy nodze. Psa który potrafi np. niewiadomo kiedy z potężną siłą wyrwać do przodu. Natomiast nie oduczy ciagnięcia.[/QUOTE]Taaak, bardzo dobrze napisała. [quote name='stroosia83']Mój pies uczył się na kolczatce i [B]się nauczył[/B].[/QUOTE]Kolczatka służy do tego, żeby pies sam z siebie nauczył się chodzenia przy nodze. A pewnie jeszcze niejedzenia butów i zaniechania prac ziemnych w ogródku. Byle tylko przypadkiem nie trzeba było się w tę naukę angażować :roll: Owszem, jak najbardziej można za pomocą kolczatki oduczyć zrywów w konkretnym celu (to przecież podstawowy cel, wyrwać z "transu"). Z nauką chodzenia przy nodze to nie ma nic wspólnego...
  6. Odpadam. Jak poważnie dyskutować na takim poziomie? Uprzejma podpowiedź: Owszem, ironia jest cenioną figurą retoryczną, ale ma sens wyłącznie wtedy, gdy stanowi wyjście do jakiegoś argumentu, a nie tylko odwraca uwagę od braku merytorycznej odpowiedzi. A propos braku odpowiedzi, nieśmiało się przypominam ;-) [quote name='Brezyl']Wybierz 3-5 ras kotów, a z chęcią przedstawię ci najczęściej występujące w danej rasie schorzenia. Większość kocich ras wcale nie odbiega stopniem zachorowalności od psów rasowych.[/QUOTE] [quote name='behemotka']5 przykładów: - abisyński; - korat; - sokoke; - van; - europejski krótkowłosy. Bardzo chętnie zapoznam się ze schorzeniami, które najczęściej występują w tych rasach - na przykład u 99 proc. osobników w populacji. Zresztą, niech będzie, choćby u 90 proc.[/QUOTE]
  7. [quote name='Chefrenek']Czy płaskie pyski a wręcz wklęśnięte egzotyków uważasz za normalne? Nie jest to kalectwo?[/QUOTE]Ekhem... Czytanie ze zrozumieniem? :roll: [quote name='behemotka']Owszem, persy i egzotyki mają okropnie spłaszczone pyski, co powoduje multum problemów: m.in. nie mogą się normalnie myć, często mają "zapłakane" oczy. Do tego - co już niezwiązane z kształtem twarzy - mają wysoką skłonność do torbielowatości nerek. Więc tak, [B]są wynaturzone. Są przez to chore.[/B] Nie AŻ TAK jak mopsy, pekińczyki, buldogi francuskie czy angielskie (chyba nie słyszałam o żadnym persie, który miałby problemy z oddychaniem z powodu spaceru), ale są.[/QUOTE] [quote name='Chefrenek']Weci nie sprawdzaliby ilości palców (i rozszczepu podniebienia) zaraz po urodzeniu szczeniąt/kociąt, gdyby to nie było takie istotne. Ja to uważam za wadę genetyczną a wady są jak domino. Jednak najczęściej ciągnie za sobą kolejne. [URL]http://pl.wikipedia.org/wiki/Polidaktylia[/URL] [URL]http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=10&t=123442&hilit=polidaktyl[/URL] Czytając Twoje posty nie trudno odnieść wrażenia że usprawiedliwiasz hodowców kotów.[/QUOTE]Weci sprawdzają również płeć, która chyba wadą zdrowotną nie jest. Nie mówię, że polidaktylia jest fajna (mnie osobiście dążenie do tego wydaje się bez sensu, bo po co? a teza o odmiennym charakterze podpada już chyba pod ideologię sprzedaży produktu). Ale czy szkodzi? Jak? Wiadomo, co potomstwu może przekazać kot czy pies z załomkiem na ogonie. Z drugiej strony, np. podwójne ostrogi u bauceronów też nie są naturalne, zostały utrwalone jako mutacja pożądana. Jednak nie znam żadnych argumentów zdrowotnych przeciwko tej cesze. Ty chyba też nie masz nic konkretnego przeciwko polidaktylii, bo podany wątek miauowy (na którym są i zwolennicy, i przeciwnicy sześciopalczastych MCO) żegluje między historią rasy - u której podobno pierwotnie występowała polidaktylia, i to w dużej części populacji - a definicją wady genetycznej. Żaden z uczestników dyskusji nie podał najmniejszego problemu zdrowotnego związanego z dodatkowymi palcami u coona. PODOBNO - nie wiem, czy to prawda, zresztą badania genetyczne chyba wciąż trwają - gen determinujący polidaktylię u MCO nie wywołuje żadnych dalszych komplikacji. [U]Jeżeli[/U] to prawda, sześciopalczaste MCO podpadają pod etykę selekcji hodowlanej nastawionej na wygląd (razem z tłumem innych), ale nie pod rujnowanie zdrowia dla estetyki.
  8. Tylko że kolczatka NIE służy do nauki chodzenia przy nodze, więc "cierpliwość i wytrwałość w tresurze" chodzenia na luźnej smyczy to całkiem inny temat...
  9. [B]pauli_lodz[/B], nigdzie nie twierdzę, że psy na suchym [B]często[/B] są chudsze czy słabsze. Nie róbmy ze mnie oszołoma, dobrze? ;) Napisałam zgodnie z prawdą, ze znam - bezpośrednio lub ze słyszenia - sporo przypadków żyjących na przemysłowej paszy psów, które borykały się z rozmaitymi kłopotami kondycyjno-zdrowotnymi, u których te problemy przeszły po zmianie diety na BARF/gotowane. Zarazem, co znamienne, nie kojarzę ani jednego przypadku w odwrotną stronę. Sama widzisz, karmisz psa paszą komercyjną ze względu na czas, własną organizację dnia - nie z uwagi na zdrowie zwierzaka. Fakt, jeżeli futro nie przyjmuje dobrze kości, to BARF raczej niewskazany (choć czasem wystarczy zmienić rodzaj kości albo serwować je z odpowiednimi dodatkami). [quote name='pauli_lodz']jako taką stabilizację i kupek i wagi i wyglądu psa mam na suchej karmie jednego rodzaju z rygorem żadnych dodatków i resztek - mam się czuć jak potwór że karmię psa syfem i skracam mu życie?:shake:[/QUOTE]Jak się czujesz, to Twoja rzecz. Czy karmisz psa syfem - tego nie wiem, bo ani nie podajesz nazwy, ani nie piszesz, w jaki sposób kontrolujesz jej rzeczywisty skład. [quote name='pauli_lodz'][B]może dołożyć do tego teorię spiskową, że producenci karm specjalnie robią syfy, żeby psy krócej żyły[/B], to właściciel kupi se następnego i będzie dalej karmił i płacił za karmę. eh. jak dla mnie wszystkie skrajności to przesada - demonizowanie kulek jako strasznej krzywdy jaką robimy psu też - porównywanie do zupek chińskich to też dla mnie przesada.[/QUOTE]Nigdy nie twórz teorii spiskowej tam, gdzie za wyjaśnienie wystarczą pieniądze :p. Nie sądzę, by za doborem surowców "spożywczych" takich jak ciała pacjentów klinik weterynaryjnych, zwierzęce odchody, odpady produkcji rzeźnej albo zwykła kukurydza/pszenica/inszy wypełniacz stał jakiś tajemny spisek. Po prostu te produkty są TAŃSZE niż mięso z nutrii, łososia albo zająca. A nawet kurczaka. Skoro można znacząco zwiększyć dochody firmy I nic za to nie grozi (brak systemu kontroli), pytanie nie brzmi, dlaczego producenci pasz przemysłowych mieliby oszczędzać na składnikach. Tylko dlaczego nie. A nawet takiego syfu nie demonizuję. Sama niekiedy zjem chipsy, gotowy obiad albo tę nieszczęsną zupkę błyskawiczną. Ale [U]nie żywię się tym świństwem przez cały czas[/U].
  10. Trochę trudno mi tak dyskutować. Produkuję się, podaję argumenty logiczne, praktyczne, historyczne, zdrowotne, dowody poszlakowe, myśl przewodnią przykładowego producenta, opinie ludzi, którzy na przemyśle żywieniowym zjedli zęby... A w odpowiedzi słyszę głównie, że nie ma badań. No nie ma. Tak samo jak nie ma badań dowodzących, że karma wegetariańska nie jest najgenialniejszym z pomysłów na żywienie psa; że bicie psa wpływa źle na więź z przewodnikiem; że pies zamknięty 24/7 w kojcu odczuwa jakikolwiek dyskomfort. Argumenty poza oficjalnymi badaniami na dużą skalę też się w tych kwestiach nie liczą? :roll: Podajcie może jakieś przesłanki przemawiające ZA tym, że karmy komercyjne są lepsze dla zwierza, bo na razie to głównie ja się staram ;) [quote name='Dobert']zaintrygowało mnie stwierdzenie o krótszym życiu na suchym w Twoim pierwszym poście. porównywanie do chińskich zupek suplementowanych witaminami jest gdzieś w pobliżu ale to nie to samo. Jednak zróżnicowanie składnikowe zupek jest trochę inne niż takiego na przykład TotW. Trafiałem parę razy na sugestie, że pies nie musi mieć tak zróżnicowanego jedzenia jak człowiek. Dlatego psa na nowy rodzaj jedzenia trzeba przestawiać stopniowo. Chyba, że to dotyczy tylko chrupek :lol:[/QUOTE]Zgadza się, to nie to samo. Porównanie do chińskich zupek jest umyślnie trochę przesadzone. [U]Trochę[/U]. Znam argument, że pies nie musi mieć tak zróżnicowanego jedzenia. Po mojemu służy on głównie uśpieniu sumienia opiekuna, że daje zwierzakowi codziennie to samo, bez żadnych urozmaiceń. [SIZE=1]Tak samo zwolennicy kopiowania przekonują, że szczeniak, któremu się na żywca odcina ogon, nie czuje żadnego bólu :roll:.[/SIZE] Moja wetka też próbowała mi wyjaśnić, że pies nie odczuwa potrzeby zróżnicowania diety. A kiedy zapytałam, dlaczego w takim razie mój pies (koty zresztą też) chrupki wcina od niechcenia, podczas gdy na kawał mięsa rzuca się z szalonym entuzjazmem, odpowiedziała, że jemu nie chodzi o zmianę smaku, tylko... o inną teksturę pokarmu :lol: Naprawdę, ludzie wymyślą wszystko, żeby podpiąć fakty pod wypieszczoną teorię. [quote name='Dobert']to, że chrupki mogą podrażniać przewód pokarmowy ze względu na strukturę zgoda. ale ja swoje pogryzłem (chciałem wiedzieć jak smakują) i po pobieżnym pogryzieniu niespecjalnie było to różne w konsystencji od np. pieczywa. a nawet jeśli jakimś psom jakaś karma podrażnia to z tego dalej bezpośrednio nie wynika dowód na krótsze życie mojej własnej psicy. i to jest sedno sprawy. jak przekonam się do barfu, którym karmienie zajmuje niewiele więcej czasu niż walnięcie michy chrupek, to z nimi skończę. Możesz się śmiać ale to mój pierwszy pies. Pies jeszcze rośnie (8-mcy) i naprawdę nie chciałbym, żeby za 5 lat jakiś wet powiedział mi "człowieku, puknij się w ten pusty łeb. witaminy X psu nie dawałeś w najważniejszym momencie". No i żeby to była kwestia witaminy. Tu jakieś kwasy omega na synapsy, jakieś błonniki byle nie za dużo, bo się gruczoły okołoodbytowe się nie oczyszczą, itp. Ty powiesz - "skonsultuj z wetem zanim minie 5 lat" - okay a co jak trafię na takiego, który ściągał na egzaminach? :evil_lol: powie mi cokolwiek i będzie skucha. Może kiedyś zmienimy ale jak będzie starsza i jak znajdę wiarygodne źródło wiedzy o barfie (może masz?).[/QUOTE]Nigdy nie śmieję się z procesu edukacji. Sama popełniłam już w sprawie zwierzaków wiele błędów i bez wątpienia popełnię kolejne. Moje pierwsze kociaki przez pierwsze tygodnie karmiłam (poza sparzoną piersią kurczaka) nie dość, że kaszką manną gotowaną na mleku, to jeszcze whiskasem :oops:. W świętym przekonaniu, że to jest dla nich najlepsze. Natomiast nie miałam oporów poświęcić odrobiny czasu żywieniu czworonoga... Ugotowanie dla psa (35 kg) kilkudniowej porcji jedzenia zajmuje mi ok. 20 minut stania przy garach. Wprawdzie w paru sprawach poszłam na łatwiznę, np. warzyw już nie kroję w kosteczkę, a niech se kundel sam pogryzie :eviltong:. Pokrojenie kurczaka, który wystarcza na posiłek dla psa i czterech kotów, to 10 minut. To naprawdę aż tak dużo, że się nie da wykroić z doby? A co jak trafiłeś na technika żywieniowego, co ściągał na egzaminach, a potem ustalał skład karmy? Temu anonimowemu technikowi wierzysz bez zastrzeżeń, bez najmniejszej nawet próby sprawdzenia, a wetowi nie zaufasz, nawet jeżeli możesz na bieżąco konfrontować jego zdanie z własnymi informacjami? A dlaczego nie wierzyć sobie zamiast obcemu człowiekowi? Rozumiem niepokój, czy aby na pewno dostarczamy zwierzowi wszystkiego, co mu potrzebne. Zarówno BARF, jak i sensowne gotowanie wymaga trochę planowania, rozumnego zestawiania składników i w ogóle myślenia o tym, co dajemy do michy. To najważniejsza poza czasem i wygodą przewaga chrupek, które zastanowienia nie wymagają - a nawet je potępiają, bo producenci pasz przemysłowych uparcie wyrabiają w klientach przekonanie, że przeciętny Kowalski nie ma pojęcia, jak żywić psa. Dlatego dla osób ceniących sobie elastyczność i/lub niepewnych własnej wiedzy o witaminach, minerałach etc. (do obu grup należę :)) pozostaje system kombinowany. Gotowanie, BARFowanie, smakołyki, gryzaki, czasem coś "skapniętego" z talerza, kiedyś tam chrupki...
  11. [quote name='netheter']tya.. Jest to jeden ze sklepów gdzie panie sklepowe same pilnują mi psa. Mam wielkie opory przed zostawianiem jej gdziekolwiek, tym bardziej jeśli to jest większy sklep. Ale mały osiedlowy sklepik, gdzie każdy się zna? Nevermind. Sybel, dzięki za hm.. wstawienie się za mną? Albo raczej [B]bronienie ludzkich racji[/B] ;)[/QUOTE]O, tak, zróbmy z zostawiania psa pod sklepem - dla wygody opiekuna - sprawę obrony praw człowieka :lol:. To dodaje takiego pięknego dramatyzmu. Nie denerwuj się, przecież w gestii opiekuna leży, czy wystawia psa na mniejsze lub większe ryzyko. Czy wierzy, że obok sklepu, gdzie "każdy się zna", nie przechodzą nigdy ludzie, których nikt nie zna. Oby nie przechodził nikt niemiły. Zresztą, wiele psów tak zostaje latami i nic się nie dzieje. Innym się dzieje.
  12. [quote name='Chefrenek']Piszecie że hodowcy kotów nie dążą do mutacji. A MCO Polidaktyl na ten przykład?[/QUOTE]Mowa była, że hodowcy kotów - jako ogół, wyjątki się zdarzają, choćby persy czy gigantyczne coony - nie dążą do DEFORMACJI, KALECTWA. Różnica semantyczna istotna. Zwłaszcza że mutacją jest też choćby przedłużenie włosa :roll: Po drugie [nie wiem, chętnie się dowiem]: Co akurat polidaktylia szkodzi zdrowiu? Jeśli się dobrze orientuję, Norsk Lundehund ma w standardzie co najmniej sześć palców na każdej stopie. Cierpi jakoś specjalnie z tego powodu?
  13. [quote name='nykea']Fakty dosc pospolite, a jednak sama zapytywalas dlaczego kot wciaz przypomina kota a pies ma tak skrajnie rozne rasy.[/QUOTE]Nie pytałam, stwierdzałam ;). Wiem dlaczego. [quote name='nykea']Co to znaczy nienaturalne? Nienaturalnym nazwala bym cos przeciwnego naturze danego osobnika. Pies to nie wilk. Dla posokowca naturalnym bedzie weszenie, dla czarnego teriera naturalnym bedzie olanie pracy na sladzie a za to ruszenie na intruza. Masz racje ze przez setki pokolen uzywalismy w hodowli psow selekcji, ale my nie wpajalismy im nienaturalnych zachowac, tylko podkreslalismy te ktore byly nam w danym celu potrzebne. No i nie zapominac trzeba ze glowna cecha rozniaca psa od wilka jest jego potrzeba wspolpracy z czlowiekiem. Niewazne w jakiej formie. Czy to tez jest nienaturalne?[/QUOTE]Zobacz, jak się te naturalne instynkty sprawdzą po dwutygodniowym samotnym pobycie w lesie ;). Myślisz, że ONek sobie znajdzie drzewo do pilnowania, retriever będzie aportował spadające szyszki, a border zacznie paść kaczuszki? Szybkość, z jaką zostawiony sam sobie "w dziczy" pies (jeśli przeżyje, oczywiście) wraca do swoich pierwotnych instynktów, najlepiej pokazuje, jak bardzo niezgodne z jego naturą są te narzucone przez człowieka. Ale nie oceniam, czy to moralnie dobrze, czy źle. Całkiem inny temat. Podałam tę ingerencję wyłącznie jako przykład tego, że psy modyfikujemy pod własne potrzeby i zachcianki dużo bardziej niż koty. I dopóki to były potrzeby - w porządku. Rozmaita użytkowość psów, choć mocno zmieniona w stosunku do pierwotnych zachowań, wciąż pozwalała przekierować i zaspokoić ich naturalne potrzeby. Natomiast modyfikacja pod kątem zachcianek estetycznych ma już jak najbardziej zgubny wpływ. [quote name='nykea']Rzadko kto zabiera ze soba kota na wakacje. Albo do pubu. Albo na spacer. A ci ktorzy to robia, moim zdaniem mecza zwierzaka dla wlasnego widzimisie. Co innego z psami. PIes przyzwyczajony od malego (np moj) bardzo lubi przebywac w towarzystwie. Na slowo "wycieczka" wychodzi z siebie, staje obok i leci pedem do auta. Ale niestety zeby mogl sie w towarzystwie pokazywac, nauczyc sie pewnych rzeczy musial. Nie mowie o kupkaniu na komende, jakos nigdy nie mialam na to potrzeby, ale fakt pozostaje faktem, ze zyjac w spolecznosci pies, tak samo jak czlowiek musi sie dostosowac do pewnych norm. A ze psiak niestety tych norm nigdy nie pojmie, cala odpowiedzialnosc za to spoczywa na nas. [B]I zaprawde, zadziwia mnie, ze osoba bedaca na tym forum, mieniaca sie milosniczka zwierzat tego nie widzi.[/B] Bo to nie chodzi o dobrobyt tych "uswiadomionych psiarzy" jak ich okreslasz, ale o to, jakie i czy w ogole, psy beda mialy przywileje w obecnym srodowisku. Mieszkam za granica, tutaj uczenie siusiania itd. jest dosc powszechne, a juz na pewno podstawowe posluszenstwo (przeciwne naturze....). Rezultat? Mam kilka pubow w centrum, kilka blizej mnie, gdzie kiedy wchodze z psem dostaje dla niego do razu miske wody i smakolyka (to sa nasze ulubione, ale z zadnego pubu nas nigdy nie wyproszono). Parki, gdzie dzieci lataja wspolnie z psami i nikt nigdy do mnie nic nie powiedzial na temat brudu, zarazkow czy innych szkod wyrzadzanych przez psy. Ja juz wole wyszkolic mojego psa (pozytywnie, chociaz w tym wypadku to znaczenia zadnego nie ma), wiedzac, ze nie robie mu krzywdy, a wrecz zapewniam mentalna stymulacje, niz pod haselkiem "naturalnosci" wyrzadzac tak jemu jak i calemu gronu psow, krzywde. Edit: Wlasnie teraz zobaczylam, ze sie przeprowadzilas do Glasgow, rzut kamieniem (no dobra, moze beretem ;) ) ode mni. Wiec musisz wiedziec jak wyglada nastawienie do psow, ktore sa generalnie szkolone i "naturszczykow" w Polsce.[/QUOTE]Ale o co chodzi w ogóle? Czy twierdzę, że szkolenie jest złe, niepotrzebne, że męczy psa? :crazyeye: Ja naprawdę WIEM, z czego wynika konieczność kontrolowania psa. [SIZE=1]Inna sprawa - nie myślmy stereotypowo. Przykład: Dwa z moich czterech kotów czują się w tłumie obcych ludzi znacznie lepiej niż pies.[/SIZE] Nadal jednak uważam za szkodliwy stopień tej kontroli w niektórych przypadkach (np. pies szalenie towarzyski, garnący się do innych, ale izolowany całkowicie od wszystkich psów, bo przecież przewodnik ma być jedynym sensem istnienia :roll:), jak również przeniesienie tej kontroli z zachowania psa na wygląd (skoro możemy przekierować instynkt polowania na pilnowanie stada owiec, możemy też coś skrócić, coś innego wydłużyć, obciąć, wszczepić, wygiąć...). Co NIE znaczy, że wszystkie psy rasowe są be, bo znowu do tego tematu wracasz. To NIE znaczy, że wszyscy hodowcy są źli. To znaczy, że generalna tendencja w części ras jest radykalnie sprzeczna z ideą dobrobytu zwierząt. Ponieważ jednak hodowcy często nie są chętni do edukacji w tym względzie, jak najbardziej się zgadzam, że walczyć z tymi trendami najlepiej przez edukację u podstaw - czyli uświadamianie nabywców i potencjalnych nabywców. Co z zapałem ideologa i wcale niezłym powodzeniem czynię :)
  14. [quote name='kornel']No to ja już się pogubiłam. Wkońcu pies żyje krócej czy nie?;/ Czy to tylko bajka?[/QUOTE]Badań na wielką skalę nie było z powodów, które już kilkakrotnie podałam. Tak samo jak nie było badań na dużą skalę, czy karma wegetariańska jest korzystna dla rozwoju i funkcjonowania psa. A jakoś rozsądny człowiek chyba wie, że nie jest. Mimo to rozsądny człowiek potrafi uwierzyć, że mięso (oby to było mięso!) niewiadomego, niesprawdzalnego pochodzenia, zmielone, posypane rozmaitą chemią, odparowane i sprasowane w granulki jest dla futra lepszym rozwiązaniem niż świeży lub gotowany w domu posiłek. Dlaczego? Psy żyją krócej niż kiedyś, to fakt. Oczywiście, do tego przyczynia się m.in. hodowla idąca w poronionym kierunku oraz zanieczyszczenie środowiska, ale to nie wszystko. Znam lub znałam 15-18-letnie psy, 19-20-letnie koty. ŻADNE z tych zwierząt nie było karmione suchą karmą jako podstawą. Podczas prawie trzyletniej współpracy z portalem poświęconym zwierzętom analizowałam szereg materiałów o rekordowo długowiecznych psach i kotach. ŻADNE z tych zwierząt nie było karmione suchą karmą jako podstawą. [quote name='mam psa']sucha dobra karma jest jednym z lepszych rozwiązań wg. mnie[/QUOTE]Natomiast ja będę wdzięczna za wyjaśnienie, dlaczego sucha karma ma być lepszym rozwiązaniem. CO konkretnie sprawia, że chrupki to sensowniejsza opcja od BARFu, od gotowania, od systemu kombinowanego między tymi dwoma albo urozmaiconego ogólnie?
  15. [quote name='Dobert']to, że nikt nie udowodnił długiego życia na suchej karmie nie dowodzi życia krótkiego... o gotowanym i barfie badań też nie widziałem.[/QUOTE]Bo o gotowanym i BARFie badania musieliby prowadzić producenci mięsa. A dla nich najważniejszym rynkiem zbytu są ludzie, więc nie poświęcą poważnych funduszy na udowadnianie, że mięsożerca najlepiej się ma na diecie z mięsa... Czyli argumenty, które podałam, nic wg Ciebie do sprawy nie wnoszą? Całe życie na witaminizowanych chińskich zupkach? Niwelujące się wzajemnie działanie części witamin i minerałów? Brak jakiejkolwiek kontroli nad tym, co je nasz pies (kupując całego kurczaka albo kawał wołowiny, WIEM, że jest to - przynajmniej głównie - mięso, że nie zlepiono go z mączki i odpadków rzeźnych, nie dodano odchodów ani martwych psów skupowanych od lecznic; użytkownik paszy komercyjnej może co najwyżej mieć nadzieję, że chrupki czy puszki nie zawierają takich atrakcji)? Brak nie tylko dowodów, ale choćby przesłanek, przykładów, anegdot na dłuższe życie dzięki suchej karmie - przy obecności wszystkich tych dowodów poszlakowych w przypadku jedzenia surowego/gotowanego/kombinowanego? Może więc producent rc dostarczy dowodu na krótkowieczność. Kojarzę wykres pt. "U kotów sterylizowanych wzrasta długość życia". Według słupków ciachnięte kocury mają dwukrotnie dłuższe życie, kotki - o dwie trzecie. Niby fajnie. Tylko że ten słupek "dłuższego życia" kończy się na dziesięciu latach. Dalej: ta sama firma określa koty siedmioletnie jako seniorów. Co z tym fantem? [quote name='Dobert']nie mam specjalnie problemów z karmieniem czymś innym ale zauważyłem, że w karmienie psa wszystkim byle nie suchym jest jak wegetarianizm. nagle z jedzenia robi się filozofia i zaczyna pochłaniać odczuwalną ilość czasu :( [/QUOTE]Czytałeś tekst dr Walkowicz? Właśnie ona prezentuje wspaniale trzeźwe podejście do żywienia. Trochę tego, trochę tamtego, surowe, gotowane, mięso, kości, podroby, warzywa, owoce, kawałek kotleta z obiadu, herbatnik w czekoladzie, a jak zwierz poza programem upoluje przypadkiem gołębia i wtrząchnie razem z piórami, to też tragedii dietetycznej nie będzie ;) Ponadto znowu wracamy do kwestii czasu, wygody - czyli potrzeb ludzia, nie psa. Oto sens istnienia granulatu. I nie chodzi o to, by karmić czymkolwiek, byle nie suchym. Przeciwnie: przy rozsądnym, urozmaiconym żywieniu trochę dobrych chrupek - a nawet trochę beznadziejnych chrupek - nie zawadzi. Natomiast niebezpieczny jest fanatyzm, budujący przekonanie, że chrupki są najlepsze, a w zasadzie jedyne słuszne, że szary głupi człowieczek nie potrafi przecież dla swojego konkretnego psa ułożyć tak korzystnego jadłospisu, jak zespół techników żywieniowych dla milionów psów, że najlepiej dawać to samo przez całe życie... Nie spotkałam jeszcze zwolennika gotowanego lub surowego jedzenia, który by zapalczywie potępiał chrupki jako choćby niewielki dodatek do menu. Znam natomiast tłumek ludzi gotowych przysiąc, że w zasadzie wszystko inne niż chrupki psom szkodzi. Jak sądzisz, z czego wynika ta różnica? [quote name='Dobert']chociaż może ten barf... ale to tak trochę trąci ideologią na siłę. Jeśli psy to odszczep wilków, którego bardziej niż polowanie na łosie zafascynowały śmieci wokół ludzkich osad powinny być chyba karmione resztkami... ale może kiedyś ten barf... :)[/QUOTE]Tylko zwróć uwagę, jakie to były resztki. Kości ze skrawkami mięsa, ścięgna, żyły, wnętrzności z częściowo przetrawionym pokarmem roślinożerców... I owszem, właśnie na tym BARF bazuje :)
  16. [quote name='Dobert']No dobra ale tyczy się to wszystkich obecnie dostępnych suchych karm? nawet tych, które nie zawierają ryżu, kukurydzy i mączek? Moja nie zawiera... W tych w artykułach problem polega na konserwantach i mięsie z ubojni i nie było tam nic o skróconym życiu psów. Moja karma nie zawiera konserwantów i mięsa z ubojni hiperprzemysłowych...[/QUOTE]Proporcje oraz jakość składników karmy to jeden temat i tutaj z 80 proc. firm oferuje syf (obok mączek m.in. odchody, ciała zwierząt padłych od rozmaitych chorób) w ładnym opakowaniu. Pozostałe, bardzo optymistycznie szacując, 20 proc. [U]teoretycznie[/U] mogłoby się wybronić, ale... Ale problemem jest sam fakt, że to sucha karma. Granulaty stworzono z myślą o wygodzie człowieka (sypnąć do michy i już), nie o przewodzie pokarmowym zwierzęcia. Zapytaj swojego lekarza, co powie na pomysł przejścia na całe życie na dietę złożoną wyłącznie z zupek chińskich na sucho, oczywiście posypanych odpowiednimi witaminami, by dostarczyć organizmowi niezbędnych składników odżywczych ;) Dodajmy do tego pomysł żywienia jednorodnego, pozbawionego urozmaiceń, gdzie witaminy i minerały podane w jednej porcji nieraz niwelują swoje działanie. A na deser: Skąd wiesz, że Twoja karma nie zawiera konserwantów, mięsa z ubojni przemysłowych ani zbóż? Sama analizujesz losowo wybrane próbki? Znasz wyniki badań niezależnej organizacji, która przeprowadza takie testy? Czy [U]wierzysz[/U], bo tak pisze na opakowaniu i stronie producenta? Czyli, mówiąc wprost, bo firma, która może zaoszczędzić kupę kasy na jakości surowców, obiecuje, że tego nie robi? Zwróć uwagę, że karmy przemysłowe nie podlegają żadnej zewnętrznej kontroli, poza zawartością procentową białka, tłuszczu, węglowodanów etc. [quote name='Dobert']nie chcę karmić psa syfem, więc zależy mi na dokładnym rozpoznaniu tematu. Jednak nie chciałbym też panikować z powodu badań najtańszej hipermarketowej karmy, które robiono ponad 10 lat temu... no i najważniejsze: czym Ty karmisz psa? :)[/QUOTE]W głównej mierze gotowanym/BARFem, zależnie od tego, ile mam czasu w danym tygodniu, w jakich porach pracuję, jaka jest pogoda, co pies robi i jakie mięso spodoba mi się w sklepie. Jako dodatki - gryzaki naturalne suszone, rozmaite smaki (jedne przeznaczone dla psów, inne niekoniecznie, bo jestem daleka od fanatyzmu spożywczego ;)), czasem trawa, jak ma ochotę. Raz na tydzień/dwa tygodnie/miesiąc dostaje też chrupki (orijen, acana, taste of the wild) w celu urozmaicenia i ew. uzupełnienia braków witaminowych, jeżeli z czymś nawalę w kompozycji codziennego żarcia. Zachęcam do zgłębienia tematu, pogrzebania na forum, zapoznania się z szerszymi opiniami. Ja nie jestem autorytetem, zresztą i wątek nie o tym temacie traktuje ;). Mój pies jest na naturalnym żarciu bez porównania szczęśliwszy. Znam osobiście i ze słyszenia/przeczytania sporo przypadków psów, które na przemysłowej karmie miały rozmaite problemy (alergie, słabe wyniki krwi, fatalna sierść, zbyt niska waga, brak energii itd.), a po przestawieniu na jedzenie surowe, gotowane lub kombinowane bardzo się poprawiły. W drugą stronę nie znam ani jednego podobnego przypadku. [quote name='Dobert']Sęk w tym, że tekstu o krótszym życiu psów po suchej karmie nie ma w tych linkach to Behemotka podała. Nie chcę, żeby mój pies żył krócej :-([/QUOTE]Oficjalnych badań na ten temat nie ma, bo producenci karmy (sponsorzy badań) nie zarżną przecież kury, która im znosi złote jajka :roll:. Ale ile znasz lub o ilu słyszałaś psach, które, żywione od szczenięctwa do starości wyłącznie suchą karmą, dożyły w zdrowiu i dobrej kondycji 15-18 lat? Jeżeli sucha karma jest taka cudowna i wspaniała, i stworzona specjalnie z myślą o psach, takich przykładów powinno być na pęczki.
  17. [quote name='ewunian']a co powiecie na zawzięte PROPAGOWANIE przez "zielonych oszołomów" - zwanych przez prawo Greenpeace - puszczanie psa na miasto bez smyczy, "bo to instynkt"? Więcej na ten temat: [URL]http://piekielni.pl/11118[/URL][/QUOTE]A gdzie tam w ogóle pada nazwa Greenpeace? W tym wpisie mowa o osiedlowej grupce oszołomów, nie o przedstawicielach międzynarodowej organizacji, która, jak by nie patrzeć, parę sensownych działań jednak na sumieniu ma... W ogóle myślę, że to może (nie musi) być podpucha. Jakoś mało realny mi się ten opis wydaje. No i stało się. Po raz pierwszy w tym pięknym kraju spotkałam zapłotowego niepilnowanego jazgota. Bez specjalnego zaskoczenia - marki york. Tak jak cieszyłam się, że tutaj zasadniczo ludziska ogródkowych ujadaczy pilnują i w razie czego uciszają, tak dzisiaj razem z psem zostaliśmy obwrzeszczani przez słodkiego pieseczka, który chmury i drzewa ostrzegał: "UWAGA, KTOŚ IDZE!!! UWAGA, KTOŚ IDZIE!!! UWAGA...!!!" Coby było śmieszniej, knypek darł ryja zza ogrodzenia o rzadkich prętach, zabezpieczonego siatką tylko na samym dole, więc nad tą siatką do połowy wyskakiwał między prętami na zewnątrz. Mój kundel mógłby mu odgryźć łeb, nawet nie zwalniając kroku... Taka możliwość nikomu z opiekunów nie zaświtała do czaszki?
  18. [quote name='Martens']Problem jest też taki, że dzięki działalności człowieka dysproporcje wagowe i siłowe pomiędzy osobnikami tego samego gatunku to w skrajnych przypadkach 80 deko do 80 kilo. W takiej sytuacji "uszczypnięcie zębami" może się skończyć wypadnięciem bebechów ;) więc nie jest to takie proste. Do tego choćby psy bojowe; chyba najgorsze co można zrobić, gdy wejdą w sprzeczkę, to popatrzeć i poczekać aż się dogadają. Na tyle wpłynęliśmy już i na wygląd i psychikę psów, że [B]nie da się po prostu nie ingerować w ogóle w ich relacje[/B].[/QUOTE]Toż przecież nie mówię, żeby nie reagować w ogóle - tylko tak mało, jak to możliwe bez narażania na niebezpieczeństwo lub stłamszenie :) Myślę, że największe znaczenie ma tu nie różnica rozmiarów - choć też jest bardzo istotna, to jasne - albo rasa psa, tylko znajomość reakcji własnego futra przez każdego z opiekunów. Przykładowo mojego kundla nie boję się puścić "do dogadania" ani z małymi psami o dowolnym nastawieniu (nauczył się traktować je delikatnie, a ew. jazgoty olewa sikiem parabolicznym, bo nie przejmuje się, czy mu coś szczeka koło kostek :evil_lol:), ani z jednostkami umiarkowanie społecznymi (jeżeli chcą się tylko obwąchać, nie nawiązując żadnego bliższego kontaktu, spokojnie wącha i idzie w swoją stronę), ani z agresorami (odchodzi). Natomiast wiem, że muszę uważać z lękliwymi psami porównywalnych gabarytów, bo czasem nie wiedzieć dlaczego bierze ich dystans za zaproszenie do zabawy :roll:. Wtedy rzeczywiście muszę interweniować i odwołać cymbała. Chodzi mi tylko o to, aby nie przesadzać, nie trzymać zwierzaka pod kloszem ani nie traktować go z założenia jak mordercę ;). Tym niemniej mieć go na oku trzeba, a w razie czego przywołać do porządku - co do tego się chyba zasadniczo zgadzamy.
  19. A oficjalne naukowe badania są finansowane przez... zgadza się, producentów karm przemysłowych! Zgadnij, jakie wyniki publikują :diabloti:. [SIZE=1]I, jeżeli masz wrażliwe sumienie, nie pytaj, jakimi metodami przeprowadzają swoje badania, bo nie będziesz spać po nocach...[/SIZE] Producenci wołowiny czy koniny mają podstawowy rynek zbytu wśród ludzi. Nie kwapią się zatem do wydania góry kasy na przekonanie psiarzy i kociarzy, że dla zwierzęcia mięsożernego bardziej naturalną - [I]ergo[/I] korzystniejszą z punktu widzenia zdrowia - podstawą żywienia jest prawdziwe mięso, a nie kukurydziana/ryżowa/mączna papka, ewentualnie (rzadko) mięso przetworzone. Więc nie, to nie oficjalne stanowisko naukowe. To solidnie skrócona średnia życia, odkąd upowszechniły się przemysłowe karmy. To dźwięczna cisza w odpowiedzi na prośbę o podanie przykładu średniego lub dużego psa, który, żywiony przez całe życie wyłącznie suchą karmą, we względnym zdrowiu dożył, powiedzmy, 18 lat. To geneza powstania komercyjnych karm, które najpierw służyły jako metoda utylizacji odpadków rzeźnych, a potem zyskały ogromną popularność z powodu [U]wygody, jaką oferują ludziom[/U] - nie z powodu zdrowia, jakie oferują psom. To fakt, że nikt nawet nie śmie polecać ludziom żywienia się wyłącznie granulatami. (Dlaczego? Ludzi organizm funkcjonuje na jakichś innych podstawowych zasadach niż u pozostałych ssaków?) Polecam zapoznanie się z pracami Ann Martin (jej strona: [URL]http://www.newsagepress.com/foodpetsdiefor.html#author[/URL] i omówienie niektórych badań: [URL]http://www.z-palacu-cesarza.j.com.pl/zywienie/praktyki_przemyslu.htm[/URL]), a także boski tekst "Co jedzą psy" dr Ewy Walkowicz ([URL]http://www.escobar.user.icpnet.pl/karmienie.htm[/URL]). Na szybko znalazłam też ciekawe badanie o mikrej skali, przeprowadzone na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej wrocławskiej AR ([URL]http://www.goldenretriever.pl/food.htm#STOSOWANIE%20%20%20KARMY%20%20WILGOTNEJ%20%20I%20%20SUCHEJ%20%20W%20%20%C5%BBYWIENIU%20%20PS%C3%93W[/URL]) i wnioski Moniki Segal z pracy doradcy żywieniowego ([URL]http://www.goldenretriever.pl/food.htm#Monica[/URL]). Owocnej lektury :).[SIZE=1][SIZE=2]Co prawda praktyki przemysłu żywieniowego nie są miłe do czytania. Wcale a wcale. Ale i takie rzeczy warto wiedzieć.[/SIZE] [/SIZE] [SIZE=1]PS. W poprzednim poście odnośnie usuwania kamienia nie chodziło mi oczywiście o laser, tylko o ultradźwięki. Dziwny skrót myślowy [/SIZE];)
  20. Pewnie, da się głodem przestawić na suchą karmę (tak samo jak na chleb z mlekiem albo marchewkę)... tylko po co? Zwierzaki na tym [B]dużo[/B] krócej żyją. Też myślę, że ze ścieraniem kamienia to ściema. Zresztą nawet weci z reguły przyznają, że chrupki - nie jakiekolwiek, tylko niektóre, specjalnie do tego przeznaczone (np. rc ma specjalną linię) zapobiegają co najwyżej powstawaniu płytki, na już utworzony kamień nie mają żadnego wpływu. Na solidniejszy kamień to pomaga chyba jedynie laser. A powstawaniu nowego lepiej zapobiegać, dając odpowiednie gryzaki, np. suszone żwacze, uszy czy kości. Mocno żylaste surowe mięso też nie zawadzi.
  21. [quote name='kavala']Tak się zastanawiam czy w takiej sytuacji psy same nie dadzą sobie do zrozumienia, czy chcą się przywitać czy nie, czy nawiążą kontakt czy nie. Przecież one też potrafią dać sobie wiele do zrozumienia i nie zawsze muszą ich właściciele wyręczać. Oczywiście wyjątkiem są tu psy agresywne.[/QUOTE]Myślę, że w większości przypadków psy same by sobie poradziły ;). Nawet jeśli by sobie wyrwały parę kudłów albo jeden z drugim by uszczypnął zębami, to jeszcze żadna tragedia. Czasem mam wrażenie, że traktujemy psy jak krwiożercze, niezrównoważone psychicznie bestie, które wykorzystają każdą okazję, by rozerwać gardło pobratymcowi ;) Naturalnie, w przypadku, gdyby sprzeczka miała się przerodzić w prawdziwą awanturę, kontrola i interwencja jest konieczna... ale nadmiar kontroli też chyba nie służy dobrze psim relacjom społecznym ;) PS. Nie, nie pozwalam mojemu psu dogadywać się spontanicznie ze wszystkim dookoła. Nie pozwalam gnębić i zaczepiać. Ale zawsze, gdy to możliwe (= opiekun nie zgłasza zastrzeżeń, a drugi pies jakoś mniej więcej czyta mowę ciała), zostawiam wolną łapę.
  22. Jasne, że to prywatna sprawa opiekuna psa - tak samo jak prywatną sprawą jest decyzja o tym, czy wypuszczać psa lub kota na samodzielne spacery po mniej lub bardziej sprzyjającym osiedlu. Moją prywatną sprawą jest to, czy uważam takie postępowanie za odpowiedzialne. I całkiem poważnie (nie zgryźliwie) życzę PSU, żeby nic mu się z powodu tego wyboru człowieka nie stało. EDIT: Na marginesie, zostawianie psa pod sklepem jest nielegalne (jako zostawienie zwierzęcia bez opieki na niezabezpieczonym terenie). Więc może i w sensie forumowym jest to kwestia prywatna, ale w sensie społecznym jak najbardziej publiczna.
  23. No tak, jak jest do czego psa przywiązać, to rzeczywiście boski pomysł. Miejsce na zakotwiczenie zwierzaka oczywiście absolutnie wyklucza możliwość, że ktoś go kopnie/uderzy/przestraszy/sprowokuje do agresji/ugryzie/ukradnie. Serio życzę, aby rzeczywistość sprostała temu optymizmowi.
  24. A ja trochę nie rozumiem przepraszania w takiej sytuacji. Jeżeli nasz pies podbiegnie do kogoś i rozedrze japę - jasne. Ale jeśli ktoś go zaczepia? Naprawdę nie zamierzam przepraszać za to, że w ogóle mam psa. Owszem, ma swoje za uszami, nie jest idealny, ale pilnuję, by nie zawadzał otoczeniu. Natomiast jeżeli ktoś pcha do niego ręce bez zaproszenia, to przykro mi, na własne ryzyko, i proszę nie mieć pretensji, jeżeli nie zareaguje jak pluszowa zabawka...
  25. [quote name='mina21']Niestety i ja sama spotykam się z podejściem, że kolczatka jest od tego, [B]żeby "pies się nadział porządnie na kolce, to może się uspokoi"[/B]... Ale cóż robić, można tylko takim ludziom spokojnie tłumaczyć. ale nie lubię też przeginania w drugą stronę, takich ludzi co to gotowi Cię od razu o maltretowanie zwierzęcia posądzić jak tylko zobaczą na szyi kolce ;) Moim zdaniem wszystko jest dla ludzi (i psów), jeżeli się korzysta z tego z rozsądkiem. (I wybacz moją przesadzoną reakcję, TE dni ;) )[/QUOTE]O, tak, uwielbiam to... Załóżmy psu specjalną obrożę/szelki/kaganiec/halter, a on powinien [U]się[/U] nauczyć, czego od niego oczekujemy :mad:. Kupimy każdy gadżet, byle tylko nikt nie wymagał od nas myślenia albo - brońcie bogowie! - odrobiny wysiłku przy wychowywaniu psa. To chyba [B]an1a[/B] pisała, że ludzie się na nią dziwnie patrzą, gdy najpierw szarpie psa na kolczatce, a potem rozpływa się nad nim w zachwycie, że zwrócił na nią uwagę i już nie chce zjeść upatrzonego obiektu? No niestety, ludzie naprawdę nie mają pojęcia, jak się tego narzędzia używa (chyba NIGDY nie widziałam na żywo prawidłowo założonej lub prawidłowo użytej w akcji kolczatki) i albo chcą, żeby działało samo, albo szufladkują użytkownika jako potwora i sadystę, bo przecież pieseczka to boli i jak tak można :roll: [SIZE=1]Wierzę, że używasz kolczatki z głową i życzę, byś kiedyś mogła z niej całkiem zrezygnować :). Naprawdę współczuję problemu. U mojego kundla epizod agresji był stosunkowo krótki, wyciszanie tego trwało może z dwa-trzy miesiące. Świadomość, że nawet kiedy wpadnie na innego psa, będzie chciał co najwyżej się obwąchać i ew. pobawić, naprawdę dodaje spacerom komfortu (zwłaszcza że wciąż się bujamy z brakiem pewności siebie i słabą współpracą). Tym bardziej szanuję ludzi, którzy pracują nad tym problemem długoterminowo, gdzie przecież zawsze trzeba zachować pełną czujność.[/SIZE]
×
×
  • Create New...