-
Posts
861 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Saite
-
Czy pies bez rodowodu bedzie wygladal tak jak z rodowodem ??
Saite replied to KolorowaKredka's topic in Rodowody
To pojmij wreszcie, że tu chodzi o kontrolę nad zwierzętami i ich hodowlą, a także nad ludźmi, którzy ewentualnie krzywdziliby zwierzę. W przypadku psów rodowodowych wiadomo czyj pies, skąd się wywodzi i można konkretne osoby pociągnąć do odpowiedzialności, zwierzę rodowodowe nie jest anonimowe jego właściciel i hodowca też nie. W przypadku psów z pseudo i jakichś tam przypadkowych psich istnień jest zupełnie inaczej i każdy zwyrodnialec nabywający takie zwierzę za grosze, bądź darmo może się nad nim pastwić, zakatować etc. i niewiele można zrobić, może czuć się bezkarny, bo jak takiemu coś udowodnić? Czytam Twoje wypowiedzi i nie wiem w jakim celu tak się produkujesz. Wiedzę masz na zasadzie "dzwonią, ale nie wiadomo w którym kościele", spierasz się, dyskutujesz nie mając pojęcia o realiach życia psów niczyich i co najgorsze-nie masz za grosz wrażliwości na ich los i krzywdę, bo tylko emocjonalny pustak (osoba, której brakuje inteligencji emocjonalnej) będzie dywagował w takim temacie nie biorąc pod uwagę kwestii podstawowej- POTWORNEGO CIERPIENIA OGROMU PSÓW, które z pseudo się biorą. -
Czy pies bez rodowodu bedzie wygladal tak jak z rodowodem ??
Saite replied to KolorowaKredka's topic in Rodowody
[quote name='michal_sm']Przeproszę Cię raz jeszcze naprawdę to było głupie.A teraz powiedz czy 100% jest tych psów rozmnażanych bez rodowodu źle traktowana ,bojak choćby 1 jest traktowana dobrze to nie wolno pisać,że wszystkie z pseudo mająźle.To samo tyczy kastracji jak choćby jedno zwierzę ma po tym zabiegu problemy nie można twierdzić ,że one nie występują.Nie mam zamiaru angażować się w działania jakiejkolwiek organizacji(wiem co mówię),co wcale nie znaczy ,że nie pomagam zwierzakom i to jedynie za własne pieniądze nie zbierane od ludzi,nie z procentu podatku.I jeszcze o ile mogę wpłacam na schronisko wybrane przeze mnie . Choćby tylko jeden procent psów z pseudo miał mieć źle (jaki jest ogrom tragedii takich psów widać wokoło i z całą pewnością nie jest to jeden procent), nie wolno pisać, że pseudo hodowle i masowa produkcja zwierząt są w porządku. Prawdziwy miłośnik zwierząt-człowiek myślący i zorientowany wie gdzie i jak szukać dla siebie czworonożnego towarzysza. Ludzie ograniczeni szukają w pseudo, jeśli więc ktoś jest tak niedoinformowany (bo mu się nie chce być doinformowanym) to jakim może być opiekunem psa (?) To niestety też widać zbyt często. -
[quote name='marta9494']Obejrzałam ten filmik,wreszcie się zdobyłam na odwagę i obejrzałam.I postanowiłam pozgłaszać ten film w parę miejsc,moze sie ktos tym zajmie i ukara bydlaków,bo na miano mysliwych,to oni nie zasługuja.[B]To nie jest polowanie,tylko bestialskie znęcanie się nad zwierzęciem![/B][/QUOTE] Bo polowania to bestialskie znęcanie się nad zwierzętami. Naprawdę wydaje Ci się, że to jakiś zwyrodniały, odosobniony "przypadek"?
-
[quote name='saJo'] A najbardziej jestem zwolennikiem kastracji w wieku 7-8 lat. Suka nie jest jeszcze stara, wiec nie jest zwiekszone ryzyko podania narkozy, mniejsze ryzyko niekorzystnych wplywow kastracji, gdyz nie pojawiaja sie one bezposrednio po zabiegu, wykluczamy ryzyko ropomacicza.[/QUOTE] Jednak w takim wieku czy nawet wcześniejszym przeprowadzenie zabiegu nie zmniejszy ryzyka powstania nowotworu sutka, a to nierzadkie schorzenie, na pewno o wiele powszechniejsze aniżeli nowotwór kości w przypadku którego muszą wystąpić i inne czynniki poza kastracją.
-
To już mój ostatni post w tym wątku, nie chcę go nadal zaśmiecać, ale pragnę wyrazić swoje oburzenie. [B] Karjo[/B], współczuję problemów z dzieckiem, ale to miejsce chyba nie jest stosownym do konsultacji psychologiczno-terapeutycznych. Stosujesz dalece idącą nadinterpretację w stosunku do tego, co napisałam. Nigdzie nie wspomniałam o prawie psów biegających bez kontroli do straszenia swoim zachowaniem ludzi dorosłych czy dzieci, ale o ludziach celowo wchodzących w interakcję z cudzym psem, choć właściciel tego unika i sobie nie życzy oraz takich, co w każdym szczeknięciu psa widzą powód do przemądrego komentarza czy oburzenia. Wypraszam sobie insynuowanie zarówno przez Ciebie[B] Karjo[/B], jak i przez [B]Filodendron[/B], jakobym prezentowała pogląd, że psu wolno wszystko i nie liczyła się z prawem innych do egzystowania w poczuciu bezpieczeństwa. Jestem osobą, która robi wszystko, by jej psy nie wadziły innym, ale są pewne granice tego, co wolno ludziom, a odpowiedzialność i przewidywanie musi być po obu stronach. Co do ludzi lękliwych względem psów, z traumą, w moim przypadku jak dotąd zawsze były to niestresujące i pozytywne kontakty, dla obu stron. Owocnej dalszej dyskusji życzę.
-
Nie mogę pojąć dlaczego ludzie robią wielki problem, gdy pies warczy, szczeka czy w inny sposób manifestuje swoje emocje. Dlaczego to od razu oznacza w mniemaniu i laików i nawet samych posiadaczy psów chęć mordu, agresję i brak fundamentalnego wychowania? A odnośnie przygód z ludźmi, którzy za wszelką cenę szukają "kontaktu" z cudzym psem, to miałam taką sytuację. Środek nocy, wracam z psami z treningu. Przestrzeń duża, zamknięta szeroka ulica, bez możliwości wjazdu samochodem, więc bezpiecznie. Psy swoje prowadzę od strony ogrodzeń domów nie od ulicy, do tego odgrodzone są rowerem, bo na horyzoncie idzie sobie jakiś ktoś z psiskiem. Widzi mnie doskonale, zbliżając się do nas wyczekuje do ostatniej chwili, ruchem od niechcenia zapina psu smycz i idzie dalej w naszą stronę. Będąc już na naszej wysokości nagle robi gwałtowny ruch skręcający i .... wciska siebie i swojego psa na nas (mając do dyspozycji ładnych parę metrów na szerokość i idąc tak zresztą do tego momentu), pies w rezultacie aż wpadł na mój rower, co nie uszło uwadze moich psów i zareagowały ostro, choć jeszcze chwilę wcześniej nawet nie spięły się na widok faceta z psem. Na komendę natychmiast dały spokój, ale już złe doświadczenie gotowe. Przejechałam się po facecie, ale biorąc pod uwagę to, co do mnie brzęczał, nabrałam przekonania, że zrobił to z czystą premedytacją. I cóż się okazało? Że pies nie ma prawa zareagować w podobnej sytuacji. .
-
Karjo, można się nie wiadomo jak starać psa odczulać, oswajać z pewnymi okolicznościami oraz uczyć pożądanych zachowań, robiąc jednocześnie wszystko, by pies nie stanowił dla nikogo/niczego zagrożenia, a i tak znajdą się zawsze i wszędzie ludzie (i ich psy), którzy z przekory, głupoty, wredności popsują cudzą pracę, zirytują cudzego psa i sami się narażą. Otoczenie samo chce się narażać. Tak więc nie zawsze wszystko zależy od opiekuna trudnego psa, choć on może sobie na rzęsach stawać i to on jest odpowiedzialny za zwierzę. Poza tym są psy, które choć wykazują dużą pobudliwość, nie są łatwe do opanowania w niektórych sytuacjach, to wykazują typowe dla swojej rasy zachowania. Dlaczego nazywać je trudnymi, z problemami? To, że takie psy bezwzględnie powinny trafiać tylko w ręce świadomych ludzi z odpowiednimi cechami psychicznymi i fizycznymi jest bezdyskusyjne (choć jest jak jest niestety).
-
[quote name='gremi&roki']zdrowa skóra długo nie myta tez zaczyna podśmierdywać. Człowiek też jak się długo nie myje to śmierdzi choćby był najzdrowszy. Poza tym łatwiej zachować zdrowie skóry jeśli psa kąpiesz[/QUOTE] I tu się absolutnie mylisz. Zbyt częste kąpiele osłabiają kondycję skóry i włosa oraz ogólnie pojętą odporność organizmu. Kąpiele ponad normę mogą być np. elementem terapii w przypadku schorzeń skóry, ale nie zasadą właściwego utrzymywania i pielęgnacji psa. Psia skóra ma nieco inną fizjologię. Skończ zatem z tymi porównaniami skóry ludzkiej i psiej. Skoro nie przekonuje Cię zdanie doświadczonego weta, forumowiczów, to weź się za fachową literaturę, z naciskiem na fachową. Co do ludzkiej skóry, nie wiem jakie masz kryteria węchowe, ale wg. mojego nosa człowiek nie musi się długo nie myć, by śmierdzieć.
-
Jasne, każdego psa wykazującego agresję eliminujmy, by nie trafił do adopcji, by nie było problemów. A co z tymi psami, które agresję zaczynają wykazywać dopiero, gdy poczują się pewniej, na swoim? Bo tak jest bardzo często, chyba nawet częściej i wszelkie mankamenty natury danego psa wychodzą po zaadoptowaniu. Czyli wtedy co? Odprowadzić pod igłę? Zwrócić schronisku? Czy jak? Problematyczny pies problematycznemu psu nierówny. Jeden poradzi sobie z mocno kłopotliwym psem i go wyprowadzi z problemu, drugi doprowadzi do kłopotów mając psa (pozornie) łagodnego, nie sprawiającego problemów. I jeszcze kwestia izolowania problematycznego psa od innych ludzi/zwierząt i układaniu pracy z nim tak, by nie narażać innych. Z moich obserwacji i doświadczenia niezbicie wynika, że najwięcej konfliktów bierze się właśnie z tego unikania problemów, konfrontacji i wielkiej odpowiedzialności, bo wtedy zawsze znajduje się ktoś, komu nie podoba się prośba o zabranie swojego psa, o niedotykanie cudzego zwierzęcia i wtedy krzyk, że taki agresor, że pogłaskać nie można, albo swojego rozbrykanego a nierzadko i agresywnego pieska puścić się nie da. Niektórzy idą dalej i robią na odwrót, na złość, bo przecież wiedzą lepiej. Ja w tym wszystkim widzę sprzeczność, agresywny pies jest bee, ale zdecydowana większość ludzi podnieca się psią agresją, a rasy z wrodzonymi predyspozycjami do agresywności wobec ludzi są niezmiennie popularne.
-
[quote name='gremi&roki']Jeśli pies mieszka na podwórku to rzeczywiście częste kąpiele nie są wskazane, bo potrzebuje naturalnej ochrony jaką jest wydzielany przez skórę łój. Ale jeśli mówimy o kanapowcu, który mieszka w domu to sorry, ale powinien być kąpany, chyba że ktoś lubi jak jego dom i kanapy walą jak psia buda. Jeśli kąpiemy psiaka szamponami przeznaczonymi dla psów to nie zrobimy mu krzywdy.[/QUOTE] Ale zapach psa jest kwestią osobniczą tak naprawdę. Są rasy, które nie wonieją praktycznie wcale, więc psy takie często nie muszą być kąpane, bo ten ich zapach nie jest przykry i jakoś wyczuwalny. I nie jest to kwestia subiektywnego odbioru i wrażliwości węchu.
-
[quote name='JoShiMa'] [B]Rozumiem, że Ty czytałeś w oryginale. Jeśli tak, to Ci nie podskoczę :][/B][/QUOTE] Dlaczego sprowadzasz kwestię do podskakiwania? Wg. Ciebie o to tu chodzi? Bo wg. mnie o polepszenie porozumienia w dyskusji. Jesteś widać niepotrzebnie negatywnie nastawiona... A zarzucałaś to innym. Starannie przeanalizuj choćby Księgę Rodzaju, na którą tak ochoczo się powołujesz. Może dostrzeżesz więcej i bliższy Ci się stanie jej sens. Twoja postawa jest dowodem na nadinterpretację. Widzisz tam to, co wygodnie Ci widzieć i co pokrywa się z Twoim światopoglądem, tak więc to nie powyższa treść miała wpływ na ukształtowanie się w Tobie takiej wizji, ale to Ty próbujesz tekstem wytłumaczyć swoje zdanie.
-
Szkoda, że gdy ktoś czytał lepszy lub gorszy merytorycznie przekład Pisma Św. to od razu zakłada, że tyle już wie i przyjmuje to wszystko tak dosłownie, albo gorzej, rozumie jak chce i sądzi, że jest tak, jak zrozumiał. To fundamentalny problem nie tylko wiernych, a często i księży. Dużej wiedzy i przygotowania wymaga interpretacja tekstu już przetłumaczonego, a co dopiero oryginalnego tekstu źródłowego. Dlatego wersje bywają rozbieżne i odbiór, zrozumienie także. Zresztą nie należałoby się kierować zapisami biblijnymi li tylko, ale polityką KK, masą zasad i ustanowień (mówiąc w uproszczeniu), które są o wiele bardziej współczesne i do nich odwołują się duchowni, co ma w konsekwencji wpływ na obecne oblicze i funkcjonowanie KK. Jedno jest pewne, że w temacie zwierząt, opieki, jaką ludzie mają roztaczać nad nimi (i ogólnie zasobami naszej planety) nie udało mi się nigdy wykrzesać z księży (i to zarówno tych niżej w hierarchii umiejscowionych, jak i autorytetów naukowych) więcej niż lakoniczne stwierdzenia, że nie powinno się dręczyć zwierząt bez powodu (gdy jest powód to trudno) i powinno się szanować przyrodę. Granica między dręczeniem zwierząt, a wykorzystywaniem ich obecności jest naturalnie płynna i determinuje ją cel.
-
[quote name='hecia13']I mnie się tak wydaje... W ogóle dużo tu jadowitych słów pod adresem koscioła i katolików. Niestety taka zapanowała teraz moda. Nie mozna uogólniać. Katolik czy nie katolik, prawosławny, czy anglikanin, albo nawet buddysta jest albo dobrym i prawym człowiekiem, albo kanalią i nic tego nie zmieni, a juz na pewno jego wiara czy wyznanie. Są dla psów gorsze religie, tam uważane są za zwierzęta nieczyste...[/QUOTE] Właściwie każdy tu podpiera się własnymi doświadczeniami, gdzie tu zatem krzywdzące uogólnienia i moda? Jeśli ktoś ma złe doświadczenia to ma i już i ma prawo to wyrazić. Po części masz rację, że to czy człowiek jest dobry i prawy (choć to pojęcie względne, bo ludzie dręczący zwierzęta np. ze względu na wykonywaną pracę też uważają się zapewne za prawych i dobrych) nie do końca zależy od wyznawanej religii. Zapominasz jednak, że to religia kształtuje w dużym stopniu w ludziach wartości i sposób odbierania świata, w tym postrzeganie roli zwierząt. Kościół Katolicki nadal oficjalnie utrzymuje, że zwierzę bólu fizycznego i psychicznego nie odczuwa i że dla korzyści (choćby marnej i zbędnej) człowieka wolno zwierzętom ból i śmierć zadawać, bo ich rola jest podrzędna i przedmiotowa. To przekłada się na postawę zaangażowanych praktykujących wiernych oraz duszpasterstwa. Dlatego wierni w pełni oddani Kościołowi nie zważają na dobro zwierząt i nie mają względem nich litości, nawet jeśli potrafią nieść pomoc ludziom (tak jest zdecydowanie najczęściej). Postawa KK a także jego doktryna w moim odczuciu nie może być w zgodzie z poglądami człowieka uznającego prawa zwierząt do godnego życia i traktowania. "Pogodzenie" tych dwóch "wizji" mogłoby się odbyć jedynie poprzez kompromis graniczący z dwulicowością w jedną, bądź w drugą stronę. [B]JoShima[/B], chyba faktycznie przeczytałaś wątek pobieżnie. Zarzuciłaś uczestnikom dyskusji, że pastwią się nad przypadkiem nieznajomego księdza, bohatera pierwszego postu. Zauważ, że ta przytoczona sytuacja stała się jedynie pretekstem do rozmowy o wartościach i wymiany doświadczeń z księżmi. A to zmienia postać rzeczy i nie ma nic wspólnego z oczernianiem imiennym jakiegoś konkretnego kapłana, co faktycznie byłoby nie na miejscu przynajmniej bez poinformowania go o dyskusji i zaproszenia do niej. ;)
-
[quote name='hecia13']I mnie się tak wydaje... W ogóle dużo tu jadowitych słów pod adresem koscioła i katolików. Niestety taka zapanowała teraz moda. Nie mozna uogólniać. Katolik czy nie katolik, prawosławny, czy anglikanin, albo nawet buddysta jest albo dobrym i prawym człowiekiem, albo kanalią i nic tego nie zmieni, a juz na pewno jego wiara czy wyznanie. Są dla psów gorsze religie, tam uważane są za zwierzęta nieczyste...[/QUOTE] Właściwie każdy tu podpiera się własnymi doświadczeniami, gdzie tu zatem krzywdzące uogólnienia i moda? Jeśli ktoś ma złe doświadczenia to ma i już i ma prawo to wyrazić. Po części masz rację, że to czy człowiek jest dobry i prawy (choć to pojęcie względne, bo ludzie dręczący zwierzęta np. ze względu na wykonywaną pracę też uważają się zapewne za prawych i dobrych) nie do końca zależy od wyznawanej religii. Zapominasz jednak, że to religia kształtuje w dużym stopniu w ludziach wartości i sposób odbierania świata, w tym postrzeganie roli zwierząt. Kościół Katolicki nadal oficjalnie utrzymuje, że zwierzę bólu fizycznego i psychicznego nie odczuwa i że dla korzyści (choćby marnej i zbędnej) człowieka wolno zwierzętom ból i śmierć zadawać, bo ich rola jest podrzędna i przedmiotowa. To przekłada się na postawę zaangażowanych praktykujących wiernych oraz duszpasterstwa. Dlatego wierni w pełni oddani Kościołowi nie zważają na dobro zwierząt i nie mają względem nich litości, nawet jeśli potrafią nieść pomoc ludziom (tak jest zdecydowanie najczęściej). Postawa KK a także jego doktryna w moim odczuciu nie może być w zgodzie z poglądami człowieka uznającego prawa zwierząt do godnego życia i traktowania. "Pogodzenie" tych dwóch "wizji" mogłoby się odbyć jedynie poprzez kompromis graniczący z dwulicowością w jedną, bądź w drugą stronę. [B]JoShima[/B], chyba faktycznie przeczytałaś wątek pobieżnie. Zarzuciłaś uczestnikom dyskusji, że pastwią się nad przypadkiem nieznajomego księdza, bohatera pierwszego postu. Zauważ, że ta przytoczona sytuacja stała się jedynie pretekstem do rozmowy o wartościach i wymiany doświadczeń z księżmi. A to zmienia postać rzeczy i nie ma nic wspólnego z oczernianiem imiennym jakiegoś konkretnego kapłana, co faktycznie byłoby nie na miejscu przynajmniej bez poinformowania go o dyskusji i zaproszenia do niej. ;)
-
[quote name='Greven']Nie mylimy ;) Ty piszesz o swoich doświadczeniach, ja o swoich. Cztery lata temu ksiądz po kolędzie zabłądził i zamiast do domu sąsiadków podjechał do mojego gospodarstwa (są trzy drogi gruntowe i po prostu skręcił w niewłaściwą). Ja się nikogo nie spodziewałam, psy luzem, ministranci uciekli z powrotem do auta na widok sfory, ksiądz też chciał się ewakuować z podwórka, ale poprosiłam, żeby został, psy zamknęłam i zaczęłam dręczyć go rozmową. Znaczy ja chciałam tylko pogadać o stanowisku kościoła w sprawie zwierząt, sterylizacji itd., a biedak wyglądał, jakby chciał wyparować. Młody był, myślę że świeżo po seminarium. Starał się, ale wiedzy na interesujące mnie tematy nie miał żadnej. Obiecał, że wróci w następnym roku - już dobrze przygotowany do dyskusji. Nie pokazał się nigdy więcej. Szkoda.[/QUOTE] No dobrze, nie mylimy pojęć. ;) Wybacz złą interpretację z mojej strony. Może to i lepiej, że się ów ksiądz u Ciebie już nie zjawił na dysputę ideologiczną, wiele by Ci powiedzieć nie mógł niestety. Stanowisko Kościoła jest stałe i duchowni tematu albo unikają albo tak dywagują, że i tak nic z tego nie wynika, tzn. nic co mogłoby osobę wrażliwą, miłośnika zwierząt usatysfakcjonować. Oczywiście dany ksiądz może być sobie miłośnikiem psów, kotów, czego chce- jako człowiek, ale jako urzędnik zobowiązany jest reprezentować oficjalne zdanie instytucji, którą reprezentuje. A takie sprawy jak np. nadpopulacja psów bezpańskich, zapobieganie temu, choćby poprzez właściwy przekaz, uświadamianie nie leży ani w interesach Kościoła, ani w kręgu problemów, które Kościół uważałby za poważne. Bo wszak to zwierzęta, ludzie mają tyle problemów, cierpią, więc zajmowanie się w tej sytuacji psami byłoby nie na miejscu.
-
[quote name='Greven']W życiu o czymś takim nie słyszałam. Osobiście już od lat nie mam doczynienia z księżmi (oprócz pojedyńczego przypadku - latem byłam na weselu i jeden zaczął obmacywać mojego młodszego kuzyna, więc zamieniłam z nim kilka słów na temat trzymania łap przy sobie), ale rozmawiam z ludźmi, znam praktykujących katolików i nigdy nawet o uszy mi się nie obiło, że duchowny po kolędzie miał pretensję, iż w domu - gdzieś tam, w jakimś innym pokoju, w kuchni, w łazience - znajduje się zwierzę. To, że z ambony proszą, aby podczas kolendy nie było zwierząt, nie oznacza, że chcą aby wierni masowo wywozili swoje psy do schronisk, tylko żeby w danym pomieszczeniu do którego ksiądz jest zapraszany, oprócz krzyża, kropidła i koperty, nie było psa.[/QUOTE] Widzisz, a ja napisałam z własnych doświadczeń, cytując księdza, więc nie mylmy pojęć. On po prostu nie lubił psów, nie akceptował psów trzymanych wewnątrz domu i w taki sposób, szantażując poniekąd tym, że się już nigdy na kolędzie nie zjawi, chciał wymusić na wiernych, by psy z domów usuwali. Widać uważał, że to iż w jakimś domostwie jest pies jemu uwłacza. I nie chodziło tu o odizolowanie psów, bo jak pisałam wcześniej, psy odizolowane były w tym konkretnym przypadku, a i ja przyznałam i przyznaję księżom prawo do życzenia sobie, by pies był zamknięty w innym pomieszczeniu podczas wizyty (co uwypukliłam w poprzednim poście). Co do zagorzałych katolików, tych prawdziwych-praktykujących, znałam wielu i ich podejście do zwierząt rzadko kiedy mi odpowiadało. Najczęściej pies był dla nich stróżem. Nawet jeśli psy jakichś tam ras im się podobały wizualnie, to już np. poświęcanie się dla zwierzęcia, inwestowanie w nie, roztaczanie opieki, gdy się rozchoruje było dla nich jakąś fanaberią bezsensowną. Na zasadzie, wszystko fajnie, ale w końcu TO TYLKO zwierzę! Dodam na marginesie, że Kościół Katolicki oraz społeczność tegoż jest mi raczej dobrze znana z uwagi na jeden z kierunków, w których się kształciłam, więc z powietrza nie piszę.
-
Katolicyzm jest wyznaniem jakim jest i nie ma co się spodziewać wiele względem traktowania psów z szacunkiem czy innych zwierząt. Wg. Kościoła są czymś gorszym, mają służyć człowiekowi i tyle. Ktoś kto oburza się na to, co jest tak głęboko utrwalone w tym wyznaniu, musi albo to zaakceptować mimo, że sam kocha zwierzęta i są one dla niego równie ważne, co bliźni, albo przestać identyfikować się z katolicyzmem. Proste. Ksiądz może lubić zwierzęta i akceptować ich obecność w mieszkaniu, które odwiedza i pewnie miłośnikom psów jest miło, gdy tak jest, ale NIE MA TAKIEGO OBOWIĄZKU. Ksiądz MA PRAWO zażyczyć sobie, by pies został na czas jego wizyty odizolowany ( z powodów już wymienionych). I nie ma się co obrażać. Tak samo jest w przypadku każdego innego obcego człowieka, których nas odwiedza. Gorzej jest i to faktycznie może oburzać, gdy ksiądz przychodząc i widząc, że zwierzęta są odizolowane, że mieszkanie jest w pełni przygotowane na jego przyjście, strzela potocznie mówiąc focha, że on tu już więcej nie przyjdzie, bo jak to, psy w domu?! To świadczy o braku szacunku do duchownego i o braku przygotowania na jego wizytę.Psy na czas kolędy winno się z domu usunąć.
-
A czy gilotynka jest odpowiednia dla psów ras dużych? Kiedy ja się radziłam weta, jaki sprzęt do obcinania kupić, to odradził mi stanowczo gilotynkę ze względu na grubość pazurów moich psów, podczas zakupu to samo usłyszałam od sprzedawcy. Kupiłam więc identyczne cążki, jakich używali w ówczesnym czasie weci, których znałam.
-
Ja sama przy okazji popytam moich wetów, co oni o tym sądzą, bo jakoś dotąd szkodliwości orzechów nie rozważałam, a i nie zauważyłam jakichś "skutków ubocznych" u swoich psów. Jeśli rzeczywiście uznają, że szkodliwe to smakołyki, to i na pewno uzasadnią. Sadzę jednak, że jak pies zje takiego laskowego, czy włoskiego raz na jakiś czas, to mu nie zaszkodzi.
-
Moje też gadają, warczą, sapią, wzdychają, bulgoczą groźnie-masa jest tych dźwięków przez sen. Moja suńka-seniorka biega przez sen tak intensywnie, że potrafi się przemieścić razem ze swoim sporym "pontonem", albo wywalić krzesło, jeśli się niechcący zahaczy łapą leżąc nieopodal niego. Do tego z racji wieku chrapie tak okrutnie głośno, że czasami nie da się spać spokojnie, gdy ona śpi w pobliżu.
-
Z tego co wiem to orzeszki macadamia szkodzą psom. Jeden z moich psów z zapałem łuska orzechy włoskie, robi to niczym "dziadek do orzechów", z ogromną precyzją oddziela skorupkę, nie uszkadzając zawartości, ale już mniej chętnie to zjada. Inaczej jest ze słodkimi migdałami i pistacjami, za tym moje psy przepadają zgodnie. Oczywiście dostają maleńkie ilości i staramy się jeść takie rzeczy, gdy nie widzą. ;)
-
[quote name='Abrakadabra']Mam prośbę. Jeśli znajdziesz się kiedyś w takiej sytuacji - pochwal się. Pisanie co byś zrobiła.. :"gdyby" dana sytuacja się przydarzyła (każda skądinaąd jest inna) jest śmieszne. Na ogół wydaje się nam, że ZROBILIBYŚMY "TO I TO"...[/QUOTE] Ja nie gdybam i nie snuję rozważań co by było, gdyby. Ja walczę z tym, co może sprawiać problemy mnie i moim psom, (psom utrzymywanym odpowiedzialnie, tak by nikomu i niczemu nie szkodziły). Nawet jeśli trzeba się później fatygować na Policję, do sądu, do właścicieli danego psa narażając się na niefajne reakcje. Z takim niedowierzaniem zareagowałaś na to, co piszę i co dla mnie jest oczywiste, że aż strach pomyśleć, jak mało Ty byłabyś w stanie zrobić. Nie mierz, proszę innych swoją miarą.
-
[quote name='Abrakadabra']Panie Boże spraw, żeby Saite była świadkiem takiej syuacji!!! Niech się postawi i skomentuje!! Albo nie... Szkoda yorków i małych dziewczynek....[/QUOTE] A co masz niby na myśli? Tak, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że umiem odpowiednio zareagować i to robię! Od wieeelu lat mam psy, duże i nie pojedyncze sztuki, więc okazji do użerania się z nieodpowiedzialnymi ludźmi i ich psami też miewałam trochę i miewam nadal, na szczęście dzięki temu, że reaguję w porę, coraz rzadziej mnie spotykają różne hece. Co do yorków i małych dziewczynek, chyba coś Cię ugryzło, ciekawe tylko co? Zima jest o owady trudno. A może to po prostu wrodzona złośliwość?
-
Ja tylko nie rozumiem problemu wielu osób w tym, żeby komuś zwrócić uwagę w miejscu publicznym, ile nieszczęść mniej, by było, gdyby ludzi stać było na otworzenie ust w porę. W klinice/lecznicy można też poprosić weta, by zwrócił takiej niefrasobliwej osobie uwagę, nakazał choćby nałożenie kagańca psu, co powinno być wg. mnie obowiązkiem z uwagi na to, że psy w takich miejscach zachowują się często nieprzewidywalnie, a bardzo ograniczona przestrzeń w razie złapania się dwóch psów sprawia, że zagrożeni są i inni. Co do pytania "a gdzie byli rodzice?!", ano był tatuś, obecny tylko ciałem.
-
I tak to właśnie jest, nikt nie reaguje, sankcji nie ma, to się wydaje niektórym (zbyt wielu wciąż) że mogą swoim "zwierzaczkiem" innym zagrażać.