-
Posts
314 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by hell_angel
-
Brałam pod uwagę taką teorię. Wiem, że suka została na posesji, której pilnowała, oni przez jakiś czas mieszkali w domu. Bardzo możliwe, że zostali zabrani za wcześnie. Tym bardziej, że matka niedługo po porodzie "spuchła i zdechła". Później nadeszła ich kolej do stróżowania. Sami się uczyli... Prawdopodobnie w taki właśnie nachalny sposób się bawili. Dżeki ma 12lat. Pewnych zachowań nie da się już u niego wykorzenić. Jest dominantem, nie zastanawia się, tylko atakuje jeśli pies mu się nie spodoba. Teraz ma za ścianą śmiertelnego w jego odczuciu wroga. Za każdym razem gdy wychodzi na spacer, rzuca się z zębami na drzwi, za którymi jest Buzzy. Dwa razy pogryzły się. Po ostatnim, Dżeki miał takie krwiaki, że po 2-3dniach pękła mu skóra a z dziur wylewała się ciurkiem krew z ropą. Trudno sobie wyobrazić jak bardzo musiało go boleć. Po czymś takim, szanse że odpuści są nikłe... :( Mam wciąż za małą wiedzę, żeby znaleźć sposób na ich pogodzenie. Buzziemu już powoli powinny spaść hormony po kastracji, niestety w jego przypadku chyba nie zniweluje to agresji... Przy próbach "pogodzenia" psów w obecności trenera, po prostu chciały się zagryźć... Tam już nie było żadnego ustawiania... Po prostu: zniszczyć wroga... Stąd decyzja o ponownym rozwieszaniu ogłoszeń i szukaniu mu domu. Słyszałam o różnych cudach... O psach, do których nie dało się podejść, a udało się je zsocjalizować i znaleźć im nowy dom... Wiem, że w niektórych przypadkach udaje się znaleźć rozwiązanie... Tyle, że w chwili obecnej jestem już sytuacją tak zmęczona i załamana, że nie mam już pomysłów, kto mógłby pomóc. Pytanie też jak bardzo mogę jeszcze Dżeka narażać? To mały, stary pies... Tym razem udało się go wyleczyć, uniknąć powikłań... Ale co będzie, gdy nie daj Boże znowu coś się stanie? Cały czas biję się z tymi myślami. Już na początku pracy nad nimi, dawano im bardzo małe szanse na wspólne funkcjonowanie... Wypróbowaliśmy wszystkie sposoby, które udało się obmyślić:roll: Przeczesałam mnóstwo stron, forów, trochę książek w poszukiwaniu złotego środka... Nie wyszło. Gdyby znalazł się ktoś, kto wie jak postąpić inaczej i byłoby to rozsądne, można próbować, czemu nie... Tylko mając na uwadze zdrowie i życie małego...:-( Może znacie podobne historie? Albo sami macie doświadczenia z socjalizacją nielubiejących się psów? Jeśli tak, proszę o podesłanie wątków. Jeszcze informacja z dzisiaj: Buzzy był na wybiegu. Tym razem wyszło dość pozytywnie. Ładnie się pilnował, nie zaatakował żadnego psa, mimo że był przez niektóre przeganiany. W drodze powrotnej spał z głową na moich kolanach:loveu: Jest trochę jak dziecko :p Jedynie jego zachowanie do szczeniaka Labradora mnie zaniepokoiło. Trudno określić co miał w głowie, ale nieładnie się z nim bawił. Najpierw kłapał zębami przed nim, potem przewrócił i przycisnął z impetem do ziemi. Musiałam go odciągnąć, bo mały nie miał jak się bronić... Buzzy nie ostrzega przed atakiem. Stąd moja niepewność co do tego, co zrobi za chwilę... Zdjęcia z niedzieli: [IMG]http://i42.tinypic.com/x5pboo.jpg[/IMG] [IMG]http://i39.tinypic.com/csva8.jpg[/IMG] [IMG]http://i43.tinypic.com/vfxnnr.jpg[/IMG] [IMG]http://i44.tinypic.com/wl9my1.jpg[/IMG]
-
[quote name='Bączek']Joasiu Wzięłam kiedyś taką kaukazopodobną suczkę z Olkusza. Watęk pewno gdzieś jest na Dogo. Okazało się, że jest nieobliczalna, nieprzewidywalna, agresywna nieadekwatnie do sytuacji. Psy nie wychodziły z domu, sikały w środku. W końcu okazało się, że do ludzi też jest agresywna. Nie panowała nad agresją. Oczywiście to nie wyszło na początku. Na początku jak ją wypuściłam do ogrodu, to siedziała w krzakach przez tydzień. Na każde podniesienie ręki do góry reagowała paniczną ucieczką. A potem ja sama zaorientowałam się, że z tym psem coś jest nie tak. Zaczęłam składać do kupy pewne informacje: oberwane ucho, sztylet w oczach. Takiego sztyletu nie widziałam nigdy u żadnego psa. Musisz go obserwować. Niektóre rzeczy wychodzą dopiero po dluższym pobycie w domu. Należy się zastanowić, czy to, że psy go nie akceptują to jest jednorazowy incydent, czy to jakaś prawidłowość. Może on jakoś inaczej pachnie. Może ma jakąś ukrytą chorobę. Może Dżekuś też czuje, że coś jest nie tak. Ja wprowadzałam do stada kolejne psy bez żadnego problemu. Z wyjątkiem kaukazki. A kaukazka miała cukrzycę, przynajmniej wszystko na to wskazywało.[/QUOTE] Obserwuję go cały czas. Wszyscy ostrzegają mnie, że takie psy bardzo zmieniają się w środowisku domowym. Cały czas mam oczy dookoła głowy i biorę poprawkę na to, że jego zachowanie może zaskoczyć. Póki co, nie wykazuje żadnej agresji w stosunku do ludzi dużych i małych (dzieci z osiedla głaszczą go tak nachalnie i nieostrożnie, że jestem przerażona tym jak bardzo są nieuświadomione... a on stoi spokojnie i się przytula). Nic też nie wskazuje na to by miał być na coś chory. Tym co widać na pierwszy rzut oka jest jego kiepska komunikacja z psami. Bawi się w sposób bardzo ofensywny, podgryza, szczeka, prze masą na towarzysza zabawy, czego z reguły psy nie chcą tolerować i wywiązuje się konflikt za konfliktem. Tak właśnie było w niedzielę, kiedy zabrałam go na spacer z zaprzyjaźnioną suką ON-ką. Psica jest bardzo dobrze zsocjalizowana, gdy się zdenerwuje nie gryzie a jedynie ostrzega, uwielbia się bawić, jest żywiołowa i również nieostrożna w zabawie, ale i ona szybko miała Buzziego dość... :( Był zbyt natarczywy, a gdy sunia dawała mu do zrozumienia, że przesadza puszczały mu nerwy i gdyby nie kaganiec, gryzłby na poważnie:shake: Takich kłótni było w ciągu trzech godzin około dziesięciu... Chwilami miałyśmy już dość, bałam się że w końcu zrobią sobie krzywdę, ale cierpliwość i trzeźwe myślenie dały rezultat. Psy ustawiały się, nie były rozdzielane a jedynie rozpraszane oddalaniem się człowieka. Biegnąc do przodu, zmuszałyśmy je do zakończenia sprzeczki i dogonienia nas... I tak w kółko. Chwilę im zajmowało przemyślenie, że może jednak warto byłoby pójść za panią, ale szły i przestawały toczyć pianę :) Pomiędzy sprzeczkami, szły grzecznie obok siebie. Im bliżej końca spaceru, tym kłótni było mniej... Zakończyłyśmy spacer z przemyśleniem, że Buzzy potrzebuje szkoły psiego języka... Psy podobne do niego wielkością ale zrównoważone, muszą nauczyć go jak się z innymi czworonogami dogadać. Wtedy powinno być dobrze... W wolnej chwili wkleję fotki ze spaceru:lol: Domku jak nie było tak nie ma... a my kochamy coraz bardziej:placz: Mama widząc na biurku kolejną partię ogłoszeń, pyta tylko: "dlaczego tak bardzo chcesz się pozbyć tego Bazysia?" Ech... nie chcę! Tak bardzo nie chcę..! :shake: Tylko jak podołać trudnym charakterom obydwu psów..? Po trzech miesiącach z Buzzym spędzonych, jednego jestem pewna: do schroniska go nie oddam... :roll:
-
Buzzy po raz kolejny nie został zaakceptowany przez psy na wybiegu... :shake: Co jest z nim nie tak..? :( Martwi mnie, że ciągle jest odrzucany... To bardzo źle go nastawia:( Ciężko znaleźć psa na tyle zsocjalizowanego, żeby na niego nie warczał, nie szczekał... Udało nam się dzisiaj przejechać z nim bardzo ładnie autobusem kilka przystanków, myślę że już niedługo przestanie się ich bać ;) Trzeba jeszcze pokazać mu tramwaj w "wolnej" chwili, których ciągle brak... Nadal nikt nie dzwoni... :shake:
-
Ola ma rację- psisko bardzo ładnie zachowuje się w mieszkaniu. Bączek, mieliśmy kontakt ze specjalistą, pracowaliśmy z psiakami. Niestety sytuacja się nie poprawiła, jeden drugiego chce zjeść ;( Tak, Dżek jest prowodyrem, wzbudził agresję w Buzzym, który z początku nie był do niego źle nastawiony, niestety odkąd pierwszy raz wymknęły się i pogryzły, jest wojna :( Próbowaliśmy przyzwyczaić ich na zasadzie skojarzenia: "wszystko co mnie spotyka dobrego, ma miejsce przy tym drugim psie" (pieszczoty, smakołyki, spacery), wspólnego szkolenia, zapoznania na obcym dla Dżeka terenie, bez smyczy by uniknąć agresji smyczowej... Nie ma nawet wąchania, sprawdzania... Od razu jest atak ;( Nie wiem, czy jest jakiś behawiorysta, który umiałby nam pomóc:( Włożyłam w te treningi całe serce i nie wyszło... Buzzy ma jeszcze pewien dziwny nawyk. Może ktoś z was wie co to może znaczyć... Ten pies nie lubi spacerów... :roll: Wychodzimy, prędko załatwia swoje potrzeby i ciągnie jak parowóz z powrotem do domu... Mały terminator: [IMG]http://i41.tinypic.com/16gd4ox.jpg[/IMG]
-
[SIZE=1][quote name='Bączek']Jedyne co mi przychodzi do głowy, to zainstalowanie bramek w drzwiach do pomieszczeń. Pozwoli to odizolować psy, a równocześnie będą się widzieć i może dzięki temu stopniowo ze sobą oswoją. Czy to Ty go znalazłaś i gdzie?[/QUOTE] Znalazła go mama, a może to on znalazł ją... zależy jak na to patrzeć... Mądre psisko zaczepiło ją na jezdni, wyraźnie czegoś oczekując. Zaprowadził ją do brata leżącego przy drodze, od razu zadzwoniła do mnie. Jak usłyszałam, że jeden z psów nie wstaje, byłam tam w 5min. Niestety ani ja, ani nikt nie mógł już Miśkowi pomóc. Kolejny pysk, którego nie zapomnę do końca życia... :-( Psy musiały być ze sobą bardzo związane. Nie przesadzamy pisząc, że nie chciał od brata odejść. Ciągle wracał, ciągnął nas do niego, na nowo wąchał, trącał nosem, łapami, siadał obok, wstawał, zaczepiał nas... Już myślałam, że nie uda nam się go zabrać "po dobroci". Dopiero jak usiadłam razem z nim na dłuższą chwilę, dał się przekonać. Był w dużym szoku. Przez pierwsze dni kulił się i czołgał za każdym razem gdy ktoś wchodził do niego do pokoju. Nie było z nim kontaktu, nie chodził po schodach... Dużo by opowiadać. Jest z nami ponad 2miesiące a już mogłabym napisać o nim książkę. Nie muszę chyba mówić, że kochamy go bardzo... :shake: Jeśli chodzi o bramki... Mały szczeka na Buzziego nawet przez drzwi. Wystarczy, że go usłyszy. Jest 12-letnim, poważnym panem, który ma swoje przyzwyczajenia i co tu ukrywać- skrzywienia. Czuje się zagrożony, broni swoich zasobów, jest do tego stopnia zdeterminowany, że dałby się zagryźć, zamiast odpuścić i zawrzeć rozejm, dlatego myślę, że po pierwsze mogłyby nie wytrzymać forsowania(mogę się mylić- nie wiem jaka jest ich wytrzymałość) a po drugie- sąsiedzi (którzy już przychodzą na skargi:roll:) nie wytrzymaliby ciągłego szczekania tych łobuzów. Tutaj pomógłby chyba tylko cud, za który zresztą byłabym gotowa oddać wiele... I pomyśleć, że gdyby Buzzy był sunią, zapewne spaliby teraz razem na jednym posłaniu... :( Ja to zawsze mam "szczęście"... Trafiają mi się same perełki, w których się zakochuję od zaraz, a nie mam możliwości zatrzymać. Na chwilę obecną jedynym pomysłem jaki mam, jest znalezienie lokum gdzie mogłabym zabrać Dżeka i zostawienie Buzziego z mamą... Co do tego też mam obawy, że sobie nie poradzi, że coś się stanie kiedy nie będę miała go pod kontrolą... Póki co nie ma miejsca, gdzie przyjęto by mnie z psem. Szukam dalej i myślę. Czasem od tego myślenia głowa pęka. A takie były marzenia... Szkolenia, psie sporty... Byłam przekonana, że pies zostanie z nami, mimo że nie jest pupilem bezproblemowym. Bywa z nim na prawdę trudno. Pragnie kontaktu z psami, ale gdy nie chcą się z nim bawić i próbują warczeć, rzuca się na nie. Nie na wszystkie, ale jednak. Innym razem znowu ucieka przed nimi... Ostatnio nie został zaakceptowany przez psiaki na wybiegu dla psów na Prądniku Czerwonym. Nie do końca rozumiem tamtą sytuację. Został obszczekany i przegoniony przez wszystkich obecnych. Uciekał z podkulonym ogonem, przysiadając i szukając schronienia u mnie... Co ciekawe był tam już wcześniej i relacje z psami układały mu się zupełnie inaczej... To pies bardzo pojętny. Na szkoleniach był jak plastelina... Błyskawicznie załapywał czego od niego chcemy, bardzo ładnie się skupiał w miejscach publicznych... Nauczył się podawać zabawkę w półtora tygodnia. Od zera. Widzę w nim super materiał na więcej niż domową przytulankę. Obecnie nie ćwiczymy tak intensywnie ze względu na więź jaka wytwarza się między psem a osobą, która z nim trenuje. Nie chcę bardziej krzywdzić ani siebie, ani jego. Pracować jednak z nim trzeba... Najwyższy czas, żeby nauczył się funkcjonować w świecie ludzi, psów, kotów, wind, rowerów i ciężarówek tak, aby było to bezpieczne dla niego i dla świata:) Przepraszam, że się tak potwornie rozpisałam:oops: Wiem, że czas dogomaniaków jest zawsze mocno ograniczony :) [/SIZE]
-
Dziękuję za wizytę, coś nikt nas tutaj nie chce odwiedzać:( Te plany są bardzo trudne do zrealizowania, większość właścicieli mieszkań odmawia wynajmu pokoju gdy słyszą o psie i kotce:shake: Nie mieliby nic do gadania gdybym wynajmowała całość na co mnie nie stać. Byli jedni ludzie którzy zgadzali się na psiaka, ale jak powiedziałam o kici kontakt się urwał:roll: Szukam dalej, chociaż po wielokrotnych odmowach (bo dziecko, bo alergia, bo starsi ludzie, bo sierść i Bóg wie co jeszcze) już się nie chce z ludźmi rozmawiać :/ Trochę Bazysia: [IMG]http://i42.tinypic.com/2ihuf6v.jpg[/IMG] [IMG]http://tinypic.com/r/34ni6p5/5[/IMG][IMG]http://i43.tinypic.com/34ni6p5.jpg[/IMG] [IMG]http://i40.tinypic.com/k0579z.jpg[/IMG]
-
[url]http://www.dogomania.pl/threads/218164-Buzzy-wybitny-mieszaniec-Rottweilera-i-jego-historia...-Psisko-szuka-domu-%28?p=18052691#post18052691[/url] Historia psa, który wywrócił nam życie dosłownie do góry nogami... Przeczytajcie... Pomóżcie mu pomóc...
-
[IMG]http://www.dogomania.pl/[IMG]http://i39.tinypic.com/2kndw1.jpg[/IMG][IMG]http://i39.tinypic.com/2kndw1.jpg[/IMG] [COLOR=#000000][FONT=Arial][SIZE=3] -Cześć, jestem Buzzy. [/SIZE] Moja Pani prosiła mnie, żebym Wam coś opowiedział. To smutna historia... jeszcze do końca się nie pozbierałem… zacznę od początku. Mój brat, Misiek kopał. Ja stałem na czatach. Przeszedł pierwszy na drugą stronę i zdziwiłem się, że mu się to udało, przecież jesteśmy dużymi psami, a dziureczka była rozmiaru jamnika. No ale jak on dał radę to ja też mogę! Wcisnąłem się w szczelinę i nawet nie zauważyłem kiedy byłem po drugiej stronie. Staliśmy chwilę oszołomieni tym, że nam się udało. Patrzyliśmy na tą samą ulicę co przez dwa lata naszego życia, ale tym razem nie przecinały jej pręty siatki. Radość wybuchła w nas jak ogień. Pobiegliśmy po prostu przed siebie, sami nie wiedząc gdzie idziemy, wesoło podskakując i szczekając na siebie i wszystko wokoło. Wszystko było takie wspaniałe. Ja, Misiek i cały świat do zdobycia. Wreszcie wolni. Z czasem jednak przestało nam się to tak bardzo podobać...to znaczy...nie chcieliśmy tam wrócić. Za nic w świecie! Ale doskwierał nam głód i pragnienie. Radosne bieganie zamieniło się w powolny chód. Kręciło nam się w głowach, momentami nie wiedzieliśmy co się wokół nas dzieje. I wtedy usłyszałem pisk opon i huk. Rozbudził mnie natychmiast. W strachu pobiegłem przed siebie obejrzałem się i spostrzegłem, że w miejscu gdzie przed chwilą byliśmy z Miśkiem stał samochód. Zacząłem się śmiać i wykrzyknąłem: - Haha!! Widzisz Misiek!? Jesteśmy panami śmierci! Nic nas nie powstrzyma! Haha!! Misiek? - dopiero spostrzegłem, że brata nie ma koło mnie. W tym momencie kolejny pisk opon - samochód wycofuje i pospiesznie odjeżdża. Wtedy go zobaczyłem. Leżał jakby po prostu spał, tylko oczy miał otwarte. Podbiegłem i szturchałem go łapą, żeby go obudzić, ale on nadal się nie ruszał. -Misiek, nie wygłupiaj się! Misiek wstawaj! Misiek! Wpadłem w panikę: -Niech mi ktoś pomoże! Na pomoc! Biegałem w tę i z powrotem ale w pobliżu nikogo nie było. Była noc. Ja jednak cały czas szukałem ludzi - wiedziałem, że tylko oni mogą mi pomóc. Zaczęło świtać, Robiło się coraz jaśniej, ludzie zaczęli się pojawiać na ulicy, jeździło coraz więcej samochodów. Biegałem od człowieka do człowieka, jednak większość z przerażeniem w oczach przeganiała mnie. Przecież ja tylko chciałem żeby mi pomogli... Podbiegałem do każdego i wołałem w stronę brata w nadziei, że wreszcie ktoś zrozumie moje prośby i wreszcie udało się! - Co chcesz piesku? Gdzie mnie prowadzisz? Poszła za mną, pokazałem jej Miśka i w czym tkwi problem. - Popatrz szturcham go, budzę, ale on nie wstaje. Obudź go, obudź proszę! Ale ona popatrzyła tylko na mnie ze łzami w oczach pogłaskała mnie i założyła smycz na szyję. - Chodź. Już nic nie da się zrobić. - Nie.. nie, nie mów tak. Nie...ja zostaję, ja chcę z nim zostać. Długo mnie przekonywała. Nie chciałem iść. W końcu jednak bezwiednie poddałem się...wszystko już mi było jedno. Nie obchodziło mnie gdzie mnie prowadzi ani co ze mną zrobi. Oprzytomniałem dopiero następnego dnia. Zacząłem rejestrować otoczenie. Okazało się, że byłem w jakimś pomieszczeniu. Ona była obok i głaskała mnie. To było bardzo przyjemne. Człowiek potrafi głaskać? Sprawiać przyjemność? Dziwne... Do tej pory nikogo takiego nie spotkałem. Od tego dnia nastąpiła zmiana w moim życiu. Wszystko wokół było nowe i dziwne. "Schody", "samochód", "miotła", "zabawka" - czy to nazwy jakichś potworów? Narzędzia tortur? Okropnie mnie to przerażało. Nie wiedziałem czego się spodziewać. Mimo mojego strachu, spokojny głos Pani, która zaopiekowała się mną tamtego strasznego dnia działał kojąco na mój strach i moje rany. Jestem szczęśliwy i spokojny…ciągle tylko myślę, dlaczego dopiero śmierć mojego ukochanego brata odmieniła mój los…dlaczego nie może tu być i cieszyć się razem ze mną…przecież tego oboje pragnęliśmy. Czuję się już coraz lepiej, nie boję się tak bardzo, bo wiem, że mogę ufać Pani. Czuję tylko strach przed dniem rozstania...bo wiem, że nie mogę tu zostać...Pani mówi, że jestem u niej tylko dopóki nie znajdę swojego własnego domu...u niej już mieszka pewien starszy psi pan...on się bardzo mnie boi...w jego wieku taki stres nie jest wskazany... Ale czy mój nowy Pan będzie mnie kochał? Czy będzie mnie rozumiał? Nie chcę znów zostać zapięty na łańcuch i przeżyć tak kolejnych lat swojego życia...Strasznie się boję… Proszę! Dobry człowieku! Pozwól mi żyć szczęśliwie, bez bólu i strachu o to co spotka mnie jutro, bez głodu. Otocz mnie miłością, a obiecuję, że będę Cię kochał aż do śmierci, nigdy nie opuszczę Cię, gdy będziesz mnie potrzebował. Będę przy tobie, by razem z Tobą śmiać się, by wylizywać twoje łzy i skaleczenia, by położyć Ci głowę na kolanach w smutne zimowe wieczory. By żyć. Z Tobą. Na zawsze. [/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=Arial] [B]Dane psa:[/B] Imię: Buzzy Wiek: 2lata (dane z września 2012) Maść: Brązowo-czarna podpalana Kastracja: Tak Chip: Tak Szczepienia: Tak Odrobaczenie: Tak Stan ogólny: Zdrowy Do psów: Spragniony kontaktu, nie każdy mu pasuje. Jak najbardziej, ale po wcześniejszym zapoznaniu;) Do kotów: Bardzo ciekawski- koty się boją, istnieje ryzyko, że się nie dogadają. Do dzieci: Tak- lubi, jednak z racji tego, że jest to pies po przejściach, bez odpowiedniej socjalizacji-wyłącznie pod kontrolą dorosłych!!!! Boi się: windy, podniesionego głosu, nagłych ruchów, niektórych psów, autobusów(robi postępy). Nauczył się już: "Siad", "leżeć", "łapa", podawanie miśka :loveu:, chodzenie na smyczy, nie żebranie gdy ludzie spożywają posiłek:cool3:. Uczy się błyskawicznie, chętnie, jest bardzo pojętny. Nadaje się idealnie do szkolenia w zakresie podstawowego posłuszeństwa jak i dalszych kursów!!!!!! Buzzy szuka domu już ponad dwa miesiące. Przywiązaliśmy się do niego tak bardzo, że nie wyobrażam sobie oddania go gdziekolwiek indziej niż w troskliwe ręce rozsądnego nowego właściciela. Bez wątpienia zostałby z nami, gdyby nie wojna z drugim psim lokatorem- małym staruszkiem :-( Próbowaliśmy już chyba wszystkiego by te dwa psiska pogodzić- na marne :shake: Nie sądzę, żeby ktoś jeszcze mógł nam w tym pomóc, ale jeśli macie jakiś pomysł- chętnie wysłucham... Cały czas gdzieś w głębi serca tli się nadzieja... Dziękuję Kejsi za ubranie w piękne słowa tego, czego ja nie mogłam z siebie wydusić... Za historię oczami Buzza. Kontakt w sprawie psa: [SIZE=4]506574987[/SIZE] lub [SIZE=4][EMAIL="gadzinka14@interia.pl"]gadzinka14@interia.pl[/EMAIL][/SIZE] Prosimy o pomoc. [/FONT][/COLOR]
-
[quote name='missieek']no numer jest podany w ogloszeniu, gdzie mieszkaja dokladnie Ci ludzie?[/QUOTE] Ok, mówię tej Pani, żeby dzwoniła na ten numer i trzymam kciuki. Mieszkają na os. Oświecenia, to jest blisko multikina/ parku wodnego, albo od drugiej strony blisko pętli na Mistrzejowicach.
-
[quote name='missieek']podeslij prosze http://zwierzakidoadopcji.ekrakow.pl/?cat=2 czarna kotke kociaka mam Nihal jesli woleliby dorosla to tez takie mam np Salsa albo kotka ktora mam od niedawna, drobna z budowy, czarna, jeszcze nie ma jej na stronie bo jest przed sterylizacja Podoba im się Elegia, zależy im na tym, by otrzymać kotkę przed 1 września, czy to możliwe? Mówić im, żeby dzwonili na numer podany w ogłoszeniu, czy jeszcze mailowo coś sprawdzić/ przekazać? Będzie osoba do sprawdzenia domku?
-
missieek, szukając domu dla kotki, którą mam u siebie, złapałam ludzi, którzy stracili kotkę po 16 latach i szukają czarnej, lub prawie czarnej, młodej kici. Jestem z nimi w kontakcie, szukam dla nich kotka, mogę podesłać Twoje. Widziałam tam kotki, które mogłyby im przypaść do gustu. Domek jest oczywiście do sprawdzenia, ale wierzę, że warto próbować.
-
Zmieści się tutaj jeszcze moja bida..? [URL="http://www.dogomania.pl/threads/213202-Pani-we%C5%BAmie-albo-udusz%C4%99...-W%C4%85tek-male%C5%84kiej-kociej-pi%C4%99kno%C5%9Bci"]http://www.dogomania.pl/threads/213202-Pani-we%C5%BAmie-albo-udusz%C4%99...-W%C4%85tek-male%C5%84kiej-kociej-pi%C4%99kno%C5%9Bci[/URL]. Koteczka jest u mnie bezpieczna, jednak potrzebuję dla niej domku jak najszybciej, inaczej wypędzą mnie z domu z moim zwierzyńcem :(
-
[SIZE=4][COLOR=red][B]Kolejne kocie maleństwo szuka swojego miejsca na świecie...[/B][/COLOR][/SIZE] [IMG]http://www.dogomania.pl/%3Ca%20href=http://imageshack.us/photo/my-images/191/ogloszeniowe.jpg/%20target=_blank%3E[IMG]http://img191.imageshack.us/img191/3918/ogloszeniowe.jpg[/IMG][URL="http://imageshack.us/photo/my-images/191/ogloszeniowe.jpg/"][IMG]http://img191.imageshack.us/img191/3918/ogloszeniowe.jpg[/IMG][/URL] Została przyniesiona do sklepu przez pijanego mężczyznę, który wcisnął ją ekspedientce ze słowami "albo Pani ją weźmie, albo się pozbędę..." zaciskając przy tym łapska na jej maleńkiej szyjce :-( Kobieta wzięła koteczkę i gdy tylko spotkała mnie na ulicy prosiła, by coś wymyślić, bo wyjeżdża na wieś i jak nie znajdzie się dla niej dom to ją tam wypuści. Tak trafiła do mnie. Opiekuję się nią zaledwie tydzień, a już się zakochałam :shake: Niestety, nie może zostać ze mną, choć bardzo bym tego chciała. Nie wyobrażam sobie domu bez jej biegania... [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/269/ogloszenie2m.jpg/"][IMG]http://img269.imageshack.us/img269/3825/ogloszenie2m.jpg[/IMG][/URL] Mała ma jakieś 5 tygodni, uwielbia się bawić, jest silna i niesamowicie odważna. Widać, że będzie miała charakterek :evil_lol: Je jak smok, rośnie z każdym dniem, po niedzieli zostanie odrobaczona. Szukam dla niej [B]DOBREGO[/B] domku, u osoby, z którą będę mogła pozostać w kontakcie i dowiadywać się jak kotka się miewa. Może to być dom z dziećmi, psami, kotami, a nawet słoniem- mała jest pozytywnie nastawiona do absolutnie wszystkiego ;) Kicia będzie czekała na domek odrobaczona, zaszczepiona, z książeczką zdrowia. [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/823/ogloszenie3.jpg/"][IMG]http://img823.imageshack.us/img823/6987/ogloszenie3.jpg[/IMG][/URL] [SIZE=3] Wszelkie informacje pod nr. tel. [B]506574987[/B] lub mailem: [B]gadzinka14@interia.pl[/B] Oddam ją TYLKO po osobistej wizycie w przyszłym domku.[/SIZE]
-
Potrzebna pomoc dla pewniej Pani. Sprawa wygląda tak: Rok temu wzięła psa ze schroniska. Wszystko było ok do niedawna, bo pies zaczął atakować jej męża i dzieci. Wszyscy bardzo go kochają i nie chcą się z nim rozstawać, więc pojechała do krakowskiego schroniska z prośbą o pomoc. Tam podobno powiedziano jej, że albo psa zostawia albo zabiera i nikt jej nie pomógł. Nie wiem ile w tym prawdy, nie opowiadam się po żadnej stronie, bo mnie tam nie było. Wiem tylko, że właścicielka płacze teraz cały czas po psie, bo bojąc się o dzieci zostawiła go tam, czego bardzo nie chce. Raczej nie stać ich na opłacenie psiego psychologa, więc pytam, czy jest ktoś, kto jest w stanie udzielić jej jakichś porad, informacji? Chciałabym żeby zajął się tym ktoś z dłuższym stażem, większym doświadczeniem. Teoretycznie jestem w stanie jej COŚ doradzić. Ale nie jestem pewna, czy potrafię ją dobrze poinstruować... Wiem, że po akcji popowodziowej był udostępniony numer do psiej psycholog. Może mogła by pomóc i w tej sprawie. Byłabym wdzięczna... a chyba najbardziej właścicielka i jej czworonóg...szkoda by było, żeby pies przez niewiedzę musiał opuścić kochający go dom. Dziś o ósmej będzie do mnie dzwonić, proszę doradźcie coś, pomóżcie.
-
[quote name='Kejsi'] Wczoraj byłam u Silki odebrać leki, które podarowała maluszkom (beta gluken i TFX). Ilości były nawet większe niż pisała. Udało mi się nawet poznać jej kocura, a psiaki(mój i hell_angel) dostały od niej masę smakołyków i zostały wygłaskane od czubka noska po koniec ogonka :). [B]Silka[/B] - :loveu: [/QUOTE] Dżek właśnie wcina smakołyczek i cały świat przestaje się dla niego liczyć ;) Dziękujemy bardzo Silce za wszystkie dary i za miłe przyjęcie:loveu:
-
FRED i Baca za TM, teraz majestat rządzi a rudy dodaje kolorytu ;)
hell_angel replied to 3 x's topic in Już w nowym domu
Nie, Chiara nie jest w ciąży ;)