Jump to content
Dogomania

hell_angel

Members
  • Posts

    314
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by hell_angel

  1. Dziękuję Wam bardzo, w naszym przypadku szkolenia mogą coś zmienić. Dlatego cały czas walczę. W czwartek zabieram Buzziego na warsztaty o postępowaniu z psem agresywnym do Warszawy. Aż się boję co to będzie w pociągu... Ale damy radę i mam nadzieję, że wrócimy bogatsi o nową wiedzę, która pomoże nam się zbliżyć do rozwiązania problemów. Jestem pełna optymizmu, bo podczas nagrywania filmu z relacją Buzzy-Dżeki dla trenera, z którym mam rozmawiać psy mnie niesamowicie zaskoczyły! Nie wiem co się na to złożyło (być może krople doktora Bacha, długa przerwa w widywaniu się, która być może pozwoliła choć trochę zapomnieć o wzajemnej awersji i Bóg wie co jeszcze:) ) ale Dżekuś podszedł do Buzziego aby go POWĄCHAĆ a nie zaatakować! Psy wąchały się kilkadziesiąt sekund co w ich przypadku jest wielkim sukcesem! Możliwe, że doszło by do akceptacji ze strony Dżekusia, gdyby nie to, że chcąc pokazać kto tu rządzi, kłapnął w powietrzu ząbkami. Wtedy Buzzy położył na nim łapę- i tu właśnie pytanie: dla zabawy (co mu się często zdarza) czy dla zdominowania staruszka i pokazania, że nie ma co podskakiwać... Mam nadzieję, że bardziej doświadczeni ode mnie, dojdą do tego, co dokładnie mówią ciała moich psów :) Tak MOICH, bo jakiś tydzień temu w mojej głowie stoczyła się ostateczna walka myśli i wygrała ta, która krzyczała, że nie mogę już Buzziego nikomu oddać, nawet jeśli jakimś cudem ktoś chętny by się znalazł. Buzzy zostaje z nami. Męczymy się już 9miesięcy, bywa lepiej lub gorzej, ale kochamy Bazysia i jednogłośnie stwierdziliśmy, że byłaby to dla niego ogromna krzywda, gdyby teraz musiał odejść, więc walczymy dalej i w ostateczności po prostu wyprowadzę się z Dżekim, a Buzzy przynajmniej do czasu, kiedy Dżekuś będzie żył (oby jak najdłużej!) zostanie z mamą. Przeżywa u nas drugie dzieciństwo, zachowuje się jak szczeniak, okazuje nam wdzięczność na każdym kroku (no pomijając ataki na inne psy :D ). Teraz naszym celem jest próba nauczenia Buzziego podchodzenia do psów w sposób delikatniejszy. Żeby umiał się przywitać bez skakania i okładania łapami. Jeśli to się uda, droga do sukcesu zacznie się poszerzać. Może ktoś ma pomysł jak to zrobić? (Psiak taranuje inne swoim cielskiem) Wciąż mile widziane wszelkie rady odnośnie postępowania z psami agresywnymi do innych:) Uff. rozpisałam się, a miałam napisać króciutko co i jak:)
  2. I jak i jak? Udało się opanować sytuację? Materace okazały się dobre na dłuższą metę? Jak on się czuje?
  3. Alfik... kochanie... <3 Jak tam u Ciebie? Pańcia mówi, że starość nie radość...
  4. Dziękuję Talucha, napiszę :)
  5. Na stronie CHOPo są dwie wersje PRO - ze skórą i zwykła ze skajem (sztuczna skóra). Niestety od nich nie da się kupić, robią tylko hurtem z tego co wiem, a sklepy typu Ipo nie mają ich na stanie... Cóż, popisałam maile pozostaje mi mieć nadzieję, że któryś sklep odpisze i albo będzie miał albo jakimś cudem zamówi... No a na allegro jak dziś patrzyłam to nie było wersji dla Rottweilerów, chyba, że przeoczyłam..?
  6. Witam, przepraszam za milczenie- opieka nad psami, dodatkowa praca i zdawanie matury całkowicie mnie pochłonęły. Już niedługo postaram się coś napisać bo dużo się u nas działo od stycznia. Matury trwają do 25 maja, potem w końcu odetchnę i zasiądę do pisania. Póki co informuję, że Buzzy żyje, jest wciąż u nas i ma się dobrze. JEST CUDOWNYM PSEM! Moje serce nie zgadza się na to by go oddać (chętnych zresztą brak).Dżekuś wyzdrowiał, wciąż pyskuje i jest słabo reformowalny. Niestety psy wciąż nie osiągnęły porozumienia, a ja nieustannie poszukuję sposobów konwencjonalnych i niekonwencjonalnych na ich wyciszenie. Od 2 tygodni dostają krople doktora Bacha 4x dziennie. Dzięki Buzziemu zrozumiałam, że chcę poświęcić swoje życie psom w szerszym znaczeniu. Chciałabym by to był mój sposób na życie. Dziękuję piesku! [IMG]http://i48.tinypic.com/30w5z4p.jpg[/IMG]
  7. Witam, jestem szczęśliwą i nieszczęśliwą zarazem ( :D ) posiadaczką znalezionego na ulicy pseudo Rottweilera. Pseudo- bo jego wspaniali poprzedni właściciele postanowili stworzyć sobie super pieski stróżujące i skrzyżowali ON-ka z Rottweilerem. Wyszło duże, pierońsko silne coś, z którym słabo sobie poradzili... Pies wraz z bratem regularnie uciekał. Los chciał, że po przykrych przygodach i śmierci brata pod kołami samochodu trafił do mnie. Nieokiełznany, wystraszony i niczego nie nauczony. Niestety także poprawnych kontaktów z psami, co zmusza mnie do zakładania mu kagańca na każdy spacer... Pies cierpi, nie znosi tego, chowa się pod stołem jak tylko biorę do ręki choćby smycz czy szelki. Nie chce spacerować, robi siusiu i ucieka z powrotem do klatki schodowej... :shake: Sąsiedzi traktują go jak zło konieczne. Widzę w ich oczach zawiść i zdanie "ona sobie nie radzi z psem, to jakaś bestia". Nasłuchałam się już komentarzy typu " jak niebezpieczny to trzeba go.. " a on po prostu nie został zsocjalizowany i choć pragnie kontaktu z psami, nie potrafi nawiązać go we właściwy sposób... Ale do sedna... Myślę o fizjologicznym dla niego. Szukam już od dłuższego czasu i nie mogę zakupić... Proszę pomóżcie. Gdzie mogę kupić osobiście bądź zamówić fizjologa dla Rottweilera? Zależy mi na zapięciach NIESKÓRZANYCH. Pozdrawiam wszystkich, którzy dbają o komfort psa w kagańcu ;)
  8. Dziękuję, że zaglądasz i wspierasz. Kiedy brak już wiary, wiara innych bardzo pomaga ;) Dżekuś brał już leki psychotropowe na uspokojenie, które nie przyniosły żadnego rezultatu. Kolejnym krokiem jaki mogłabym podjąć to podawanie silnych leków uspokajająco- otępiających, które przy dłuższym stosowaniu nie pozostają bez znaczenia dla zdrowia i przeszkadzałyby w szkoleniu, na które Dżekuś uczęszcza (dzięki dobremu sercu Zuli Przybylińskiej :) ) Jeśli chodzi o spuszczenie w kagańcach to już było i wyglądało drastycznie. Mały w momencie znajduje się pod Buzzym, ale ani myśli się poddać. Nie można wykluczyć, że mógłby doznać poważnego uszczerbku na zdrowiu od samych uderzeń silnego przeciwnika :( No i kaganiec... Tego typu wydaje się najbezpieczniejszy... Niestety jednak, Buzzy nawet przez niego potrafił złapać jamnika za ucho i nie miał zamiaru puścić nawet, gdy przygwoździłam go do ziemi własnym ciałem. No i tak jak mówisz... Ryzyko zawału, mimo że Dżekuś jest bardzo witalny jak na swój wiek. Co do hotelu- przyznam, że nie wpadło mi to do głowy. Nie mówię ani tak, ani nie... Trudno mi powiedzieć czy to psom pomoże, czy zaszkodzi. Jest to jakaś myśl. Na pewno skonsultuję ją z mądrzejszymi od siebie i rozważę :) Wreszcie klatka... Kołacze mi się po głowie już jakiś czas... Jest to droga inwestycja, z tego co widzę to małe klatki (na Dżekusia) zaczynają się od ok.130zł. Pytanie czy się sprawdzi... Na pewno trzeba by było najpierw pokazać psu, że klatka jest fajnym miejscem na odpoczynek a nie karą. Tylko czy Dżekuś nie będzie traktował jej jako karę kiedy na zewnątrz będzie chodził największy wróg a on będzie unieruchomiony? Czy jego frustracja nie osiągnie najwyższego stadium :( ? W końcu: jaka jest ich wytrzymałość? Buzzy nie staranuje konstrukcji? Bardzo dziękuję za wszystkie pomysły!
  9. Witam, długo nie pisałam. Trochę z braku czasu, trochę ze zrezygnowania... :( Niestety, sytuacja nie uległa poprawie i nie ma już nadziei, że psiaki się zaakceptują:shake: Nasze życie to takie małe piekiełko... Ciągłe ataki ze strony Dżekusia, duży problem z opanowaniem go... Chwilami nie mam już sił, chciałabym gdzieś uciec:placz: Wszystko kręci się wokół nich, moje dni stały się im podporządkowane... Ale to nic. Wszystko byłoby do zniesienia gdyby nie dwa zasadnicze problemy: ogromny hałas jaki robią przeszkadzając sąsiadom :( i zagrożenie, że kiedyś ktoś zapomni, wypuści Dżeka, który sprytnie przeciska się między nogami i dojdzie do tragedii... Z dobrych wieści: Po 5-ciu miesiącach bycia u nas, Buzzy wreszcie zaczyna interesować się spacerami... Zdarza się, że już nie ucieka do klatki zaraz po załatwieniu swoich potrzeb :multi: Wczoraj też pierwszy raz wsiadł sam do samochodu, bez zachęty w postaci pańci siedzącej już w środku :lol: Udało mu się też przytyć do odpowiednich rozmiarów. Je jak smok :) Myślę gdzie by go jeszcze ogłaszać i co napisać, żeby jednak ktoś go zechciał. Przychodzi mi to niesłychanie trudno... Mogę mówić o oddaniu go, szukać mu domu, starać się o to by wypatrzył go ktoś wspaniały, a jak tylko pójdę do niego, spojrzę w te oczy serce się ściska i lęk przed rozstaniem mnie paraliżuje. Buzzy... szczęściarz czy pechowiec?:shake:
  10. No i udało się rozwiązać... Tyle kociaków już znalazło domki... :loveu: Tak mi się stare dzieje przypomniały, że musiałam tu wpaść :evil_lol:
  11. Zobaczymy, na razie trzymamy się rad Pani Ewy. Wiadomo, że nie będą wiecznie jeść tego samego, ale to tymczasowa "terapia" :) Szczerze mówiąc, na razie nie widzę poprawy w ich zachowaniu :(
  12. Dziękuję, ale mają jeść kurczaka. Błagam niech te leki zaczną działać, bo oszaleję... :placz:
  13. [quote name='Bączek'] A jakie uzasadnienie jest dla karmienia Dzekusia gotowanym?[/QUOTE] Nie tylko jego, obydwu. Ponoć psy na takim jedzeniu czują się szczęśliwsze, a przez to są bardziej stabilne i mniej zaczepne. Chodzi też o stymulowanie dopaminy, noradrenaliny i jeszcze czegoś trzeciego (nie pamiętam już) + węglowodany (ryż). Robimy co możemy i czekamy na efekty. Buzzy wciąż nie chce chodzić na spacery... :shake:
  14. Mały jest bardzo znerwicowany. Atakuje bez ostrzeżenia nawet mnie, kiedy nie pozwalam mu szczekać pod drzwiami na Buzziego :shake: Osłuchowo jego serduszko jest w porządku... Przydałoby się EKG, ale w obecnej sytuacji jest niewykonalne- pies atakuje z dziką furią przy zwykłym badaniu :( Będzie dostawał psychotropowe leki na uspokojenie i zobaczymy na ile się zmieni... Możliwe, że kiedy zadziałają, będzie można z nim coś wypracować. Mam zabraniać mu ataków na drugiego psa zwykłym "na miejsce". Wprowadzić kilka stałych zasad (bo psiak żadnych nie uznaje i wymusza na nas wszystko:oops:) No i ćwiczyć z psami tolerowanie się na wspólnych spacerach... Do tego doszła zmiana diety na samo gotowane, ćwiczenie podstawowych komend na cacy + dbanie o to by psy były jak najczęściej bardzo zmęczone... Jednym słowem apokalipsa... O ile to wszystko jest standardowe przy jednym psie(lub dwóch na raz) to staje się awykonalne przy dwóch osobno... Walczymy jak możemy:evil_lol: Najlepiej wychodzi w weekend, kiedy faktycznie jest trochę czasu na to by zmęczyć jednego, potem drugiego, później jeszcze zabrać je na wspólny "spacer" (Dżeki co kilka kroków przypomina sobie, że trzeba atakować, mimo że Buzzy idzie w sporej odległości) i jeszcze poćwiczyć komendy... Zobaczymy co będzie. W międzyczasie był Pan z Wieliczki oglądać Bazysia. Spodobał mu się. Ma się zastanowić, bo myślał też o kilku innych psach. Najgorsze jest to, że na samą myśl o oddaniu tego psiaka, serce spada mi w jakąś przepaść :placz: On już jest NASZ... 3 miesiące... :shake: Gdyby leki pomogły Dżekusiowi pokonać frustrację- Buzzy bezdyskusyjnie może z nami zostać. Natomiast jeśli nie pomogą i sytuacja nadal będzie tak patowa, trzeba będzie psy rozdzielić i wtedy oddanie Baziorka komuś innemu będzie nieuniknione:-( Tyle, że Pan da znać najdalej za kilka dni... a leki zaczną działać najwcześniej za półtora/ dwa tygodnie...
  15. Oczywiście, napiszę wszystko ale po wizycie u weterynarza z Dżekiem. Wtedy będzie jasna sytuacja. Podejrzewamy go o problemy z serduszkiem... ;(
  16. Mówicie, że one będą ratlerkowate? Swego czasu moją mamę męczyła koleżanka z pracy, żebyśmy jej namierzyły takiego maleńkiego pieska, bo na dużego nie ma warunków.
  17. [quote name='paoiii']POWODZENIA!!! :) Dasz radę, pozostaje tylko chcieć, a co do tego nie mam wątpliwości :)![/QUOTE] Szkoda tylko, że to wszystko przytrafiło mi się w nieszczęsnej klasie maturalnej... :roll: Przez to mam dla nich zdecydowanie za mało czasu... No ale... do maja już nie daleko, jeśli się uchowają do tego czasu to później już pójdzie z górki a teraz... będę zmuszona naginać czasoprzestrzeń :lol: Bazysiowe fotki: [IMG]http://i44.tinypic.com/wb29es.jpg[/IMG] [IMG]http://i42.tinypic.com/2417dhx.jpg[/IMG]
  18. [quote name='Asior']będzie dobrze ;) zobaczysz....[/QUOTE] My już po... :) DZIĘKUJĘ CI ZA KONTAKT Z PANIĄ EWĄ! :) Właśnie spisałam na kartce wszystko co mamy do zrobienia... Przydałaby się 48-godzinna doba... :shake: Przed nami Mount Everest pracy... Muszę zmienić nie tylko psy ale i siebie... a to chyba najtrudniejsze, bo już raz zwątpiłam i się poddałam...:oops: Jeśli chodzi o psiaki- bardziej będziemy "grać" Dżekusiem niż Buzzym. Pierwszy postawiony cel do osiągnięcia to uspokojenie psów poprzez zmianę diety i egzekwowanie ważnych zasad. No Dżekuś... Będziemy teraz spokojni i ułożeni..!:mad: :evil_lol: Mały musi iść na badania, trzeba sprawdzić jego serce... Niby miał już robione i nic nie wyszło, ale nie podoba nam się jego oddech... Zdecydowanie za dużo dyszy... Ekhem... pozytywne myślenie... UDA MI SIĘ.
  19. Znalazła się Pani- behawiorystka, która być może będzie wiedziała co robić... Spróbujemy, jeszcze zawalczyć o to by Buzzy nie musiał odchodzić. Ale tak jak mówiłam- nie chcę zapeszać.
  20. [quote name='masza44']A moi dziadkowie dzięki wojnie to zyskali Mirka- poniemieckiego owczarka niemieckiego, reagował tylko na niemieckie komendy ale za to bezbłędnie:) Bardzo pomagał babci chodzić po wojnie przez las- wyczuwał miny no i bali się go bandyci, babcia się czuła bezpieczna. Przeżył u nich 10 lat i słucha o nim już 4 pokolenie... Mnie tez się śnią psy jak się o nie martwię...[/QUOTE] A to ciekawa historia... :lol: Nie chcę zapeszać, ale możliwe, że Dżek i Buzzy otrzymają pomoc... Ja i tak cała w strachu, że starania pójdą na marne, ale gdzieś głęboko tli się iskierka nadziei... Trzymajcie kciuki!
  21. [quote name='Bączek']A mnie się śniło że jest wojna, wszyscy uciekają a ja nie mogę uciekać, bo mam psy i nie mogę ich samych zostawić. :lol:[/QUOTE] To już jest jakaś choroba... :D Ciągle śnią mi się psy jak się o nie martwię :P Po śmierci psa, który żył (nie najlepiej zresztą) u mojej babci i z którym się wychowałam, przez długi czas miałam bardzo realistyczne sny doprowadzające do tego, że budziłam się z płaczem. Argo wciąż do mnie wraca gdzieś w podświadomości... Nie lubię już tam jeździć.
  22. Też wydaje mi się, że to jakaś reakcja lękowa. Muszę dowiedzieć się o co na prawdę chodzi i spróbować to zmienić. Jest to bardzo kłopotliwa sytuacja, gdy próbujemy uczyć go ładnego chodzenia na smyczy i chodzi ładnie, a jak tylko widać blok to już nic się nie liczy, tylko ciągnąć do domu. Śniło mi się, że biegał samopas, próbował przejść pod jakimś ogrodzeniem i zaczepił się kagańcem o pręty... :-(
  23. [quote name='Bączek']Mieszkać sam na działce to znaczy jeść raz na trzy dni, albo jak sobie ludzie przypomną, że mają psa. Mieszkać sam na działce to perspektywa kojca jak się pańciostwo wprowadzą. Nie skazuj go na taki los, może ktoś się jeszcze trafi, a może nie będzie potrzeba.[/QUOTE] Trochę lepiej to wygląda. Są tam podobno codziennie, mieli już psy, zadbane- zdechły ze starości. Mimo wszystko nie widzę Bazysia samego w budzie. Nawet jeśli są codziennie to na kilka godzin... A co dalej? Nie ma co robić to będzie kopał. Będzie kopał, uciekał i dziczał. Albo wpadnie pod samochód jak brat. Ten pies lubi kopać. Musi mieć porządne ogrodzenie. Tym bardziej przy tym dziwnym lęku, który się u niego pokazał... Nadal wychodzi tylko na kupę, siku i ciągnie do domu. Żeby zabrać go gdzieś dalej, trzeba się trochę pomęczyć... On potrzebuje przewodnika. Nie samotności.:shake:
  24. Dzwoniłam do Pani Joli Sołek poleconej mi przez kachul... Będzie mogła się z nami spotkać w przyszłym tygodniu... Jedno spotkanie to 50zł, a wiadomo- na jednym się nie skończy... :shake: I znowu problem z pieniędzmi... Nie wiem skąd je wytrzaśniemy, ale coś mi każe spróbować... Są chętni na Buzziego, ale miałby mieszkać sam na działce... Nie jest to najlepsza perspektywa... Nie wiem co robić...
×
×
  • Create New...