Jump to content
Dogomania

Sybel

Members
  • Posts

    2501
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Sybel

  1. [QUOTE]Wolę uciąć psu uszy niż jajka[/QUOTE] - masz psa, który bez uszu się nie rozmnaża? Wybacz, ale dokładnie taki można wyciągnąć z tego wniosek.
  2. Może kundelek z DT? Jako niańki podobno sprawdzają się staffordy - nie wiem, znalazłam wielokrotnie takie określenie. Jeśli one się sprawdzają, to czemu uważacie, ze owczarek by się nie nadawał? Sama od małego byłam wychowywana z owczarkowatym kundelkiem i to był super opiekuńczy pies, choć trafił do nas z ulicy bardzo poobijany przez zycie i ludzi. Do dziecka nie nadają się raczej psy typu labrador, golden - one lubią z rozpędu staranować obiekt swych uczuć (choć oczywiscie największy wpływ ma tu wychowanie lub jego brak).
  3. Na czym prowadzacie psy? Obroża, czy szelki? Można spróbować za każdym razem kazać jej siadać, a jak nie reaguje, dotknąć ją lekko, nawet czubkiem stopy w pazurki, ale lekko!, nie kopnąć, dotknąć, żeby pojawił się bodziec, na którym musi się na sekundę skupić. Ja np. staram się w takich sytuacjach zawsze psa posadzić - słownie - a potem, jeśli dalej się spina, dotykam go np. w bok, czy głowę, żeby się skupił na mnie. Może ktoś ma lepsze rozwiązanie, ale siad na początek powinno troszkę pomóc.
  4. Może też kwestia tego, gdzie przedtem piesek spał - może na bardzo zimnej podłodze i ma zapalenie pęcherza. Ja łapałam psi mocz na wygotowaną chochlę, a potem przez wygotowany lejek do wygotowanego słoiczka/butelki. Dawało radę. U ludzi to ma być ze "środkowej częsci" strumienia, a powinien być świezy, bo pewnie ulega rozkładowi, więc najlepiej na czczo, przed wizytą (np. rano w dniu wizyty)
  5. Warto rozejrzeć się po forum, po dziale psy w potrzebie, gdzie są zakładki regionalne - może np. w Twoim regionie jest jakiś psiak w Domu Tymczasowym, który by podbił Twoje serce. Dlaczego w DT? Tam mieszka w domu lub mieszkaniu, a więc ma stały kontakt z opiekunem i mozesz mieć informacje z pierwszej ręki, jaki ma charakter, na dodatek mozesz potem mieć też "wsparcie techniczne" od tej osoby. Myślę, ze to jest pomysł wart rozważenia, a nie wiem, czy nie lepszy w tym wypadku od adopcji bezpośrednio ze schroniska. W ten sposób przy okazji pomozesz pieskowi w potrzebie, a pies rasowy ( a więc rodowodowy) to spory wydatek. Należy pamiętać, żeby nie kupowac psa "rasowego bez rodowodu", czy też z giełdy - to tak na wszelki wypadek.
  6. To wszystko zależy od człowieka, jeśli wprowadza psy umiejętnie, wszystko jest ok. Jeśli popełnia błędy, psy dostają mylne sygnały, nie dogadują się i są jatki. U mnie np. zdarzyły się moze dwie bójki przez 30 lat, obie autorstwa dalmatyńczyka - znajdy z pseudo z problemem obrony miski, agresją lękową itd. Potem, kiedy wreszcie się uspokoił, było już dobrze.
  7. Jednego puszczam, drugiego nie za często, biega na lince, bo ma problem z agresją, a mieszkamy w mieście. Puszczam go tylko na ogrodzonym terenie, np. na działce. Ja nie mam idealnego psa, mam dwa bardzo rozpuszczone psy po przejsciach, ciągle nad nimi pracuję. Oduczyły się wycia, kiedy wychodzimy do pracy. Nadal nie akceptują jednak wyjscia po południu i wyją - pracujemy nad tym. Agresor zaczyna się zaprzyjaźniac z psami - ale z niektórymi, pracujemy nad tym. Często się rzuca na inne na smyczy i wtedy nadal mam problem ze skupieniem go na sobie, najgorsze, ze reaguje tak tylko przy mnie. Wygląda to tak, jakby chciał mnie za wszelką cenę bronić, co jest kłopotliwe, ale jak już wspominałam, pracujemy nad tym :) Kiedy w domu pojawiały się nowe psy, a były nawet 4 na raz, starsze, ułożone, najpierw się boczyły, a potem cała czwórka się dogadała. Tyle, że uczyły się od siebie złych zachowań...
  8. Stwierdzenie, że jest się egoistą, bo uważa się swoje racje za właściwe jest nie na miejscu - powiedziała bym, że Ty również mozesz zostać uznana za egoistkę, bo bronisz swojego zdania. Wychodzi nam na równo, prawda? Uważam, ze to cenna umiejętność - trzymać się swoich racji i nie dać się przegadać, ale brac pod uwagę inne argumenty. Mnie naprawdę nie przekonują argumenty o wspaniałych zaletach kopiowania. Mam porównanie - znam psy iluś tam ras w wersji full i kopiowanej i nie widzę po prostu żadnego - poza estetycznym - argumentu przemawiającego za tym zabiegiem. Jeśli konkretny przedstawiciel rasy się kaleczy w uszy, to ok, wtedy można rozważyć taką opcję. Jednak kopiowanie psów rasowych i kudnli, żeby "wyglądały" to jest dopiero egoizm. Wpływasz na wygląd psa, bo tak Ci się podoba, a z uszami to już by był "inny pies". Nie ważne, że charakter by pozostał, że cała fizis by pozostała taka sama, ale by miał uszy i ogon. Nie chodzi mi o sam akt zabiegu, ale o jego sens i cel. Dla mnie go nie ma. To, że nie miałam takich, czy innych psów, nie znaczy, że nie mogę mieć wyrobionego zdania. Emocje w moim przypadku są naturalne. Cóż, jestem osobą czującą, nie umiem skopiować sobie części siebie, by lepiej wypaść w czyichś oczach. Kiedy umarła moja babcia, nie umiałam o tym spokojnie rozmawiać, bo straciłam ważną, bliską osobę. Teraz, kiedy rana się zagoiła, już umiem. Mój TZ jest podobny do Ciebie, też na zimno kalkuluje i w rozmowie z nim często się wkurzam, ale uprzedzając Twoje insynuacje nie cierpi - gdyby cierpiał, droga wolna. Psy też nie cierpią, znaja moje emocje, a ja znam ich - i dobrze nam razem. Są rozpuszczone, pełne entuzjazmu, w końcu łagodne (choć jeden był agresorem, kiedy go znalazłam). Felka za to nawet z jajkami wszyscy brali za suczkę, więc ten brak nie wpłynął na jego wygląd...
  9. WildBriard, to może więcej pracy z psem zamaist bezcelowego biegania po lesie? Może nauka aportów, może trening poleceń z klikerem, może jakieś proste elementy agility, np. przeskakiwanie zwalonego pnia na komendę. Chodzi o to, żebyś z psem współpracowała, nauczyła go skupienia na sobie cały czas. Najpierw ją wychowaj, a potem myśl o drugim psie. Wyobraź sobie, że zamiast jednego nieposkromionego szczeniaka masz dwa. Collie to przecież też pies pracujący, który też będzie potrzebował właśnie pracy z człowiekiem, a nie ganiania po lesie bez konkretnego zadania. Jeśli briard będzie histerycznie reagował na inne psy, może być namolny wobec collie i jest kilka możliwych scenariuszy: 1. doprowadzi drugiego psa do stanu, w którym ten będzie pokazywał zęby na widoki Aurelii, bo będzie ją kojarzył tylko z nachalnym zmuszaniem do zabawy 2. oba zaczną szaleć i nie zostanie ci kamień na kamieniu 3. zdarzy się cud i psy będą idealne.
  10. Cóż, zapytaj mojego mena - ja jestem w gorącej wodzie kąpana, nie mogę się nigdy niczego doczekać, a dyskusje, w których trafiam głową w mur doprowadzają mnie do szału, bo nie mogę zrozumieć, jak ktoś moze nie rozumiec czegoś, co dla mnie jest oczywiste. Mam problem z silnym poczuciem mojej własnej etyki i moralności i nie umiem zrozumieć, jak ktoś może nie rozumieć, ze to jest właściwe, a tamto nie. Tak już mam :) Podobno brakuje mi tylko miotły ;)
  11. Nie mam pojęcia o kastracji chemicznej, ponieważ mam kundle, a więc psy nie do rozrodu, a więc kastrowane stale i celowo nieodwracalnie i nie interesują mnie półśrodki - psy mają się NIGDY i w żadnej okoliczności nie rozmnożyć. Miałam i mam psy kastrowane np. w wieku 7 lat - bo wtedy do mnie trafiły. Mam czternastoletniego psa, kastrowanego trzy lata temu, bo zaczął się problem z prostatą. Dwóch niezależnych weterynarzy poleciło ten zabieg. Żaden z tych psów po kastracji nie próbował pokryć suki. Moja siostra ma psa kopiowanego - znalazłyśmy go już w takim stanie niestety (niby rottweiler w jakims stopniu miał chyba wyjść). Miałam dwa razy dobermany kopiowane na DT i mam znajome boksery - dla mnie to jest kikut taki sam, jak po amputacji ręki czy nogi - kalectwo. Po odjajczeniu po prostu nie ma śladu. Wykastrowałam 6 psów, wysterylizowałam 2 suki - żadnych powikłań, zadnych dramatów, ale też żadnych raków sutka (dwie u spione jamniczki znajomej, rak się ładnie rozwijał po ciągłych ciązach urojonych), żadnego ropomacicza (znajoma suka w tydzień się przekręciła). Kastracja jest przyjętą na swiecie metodą regulacji liczby urodzeń niechcianych psów. Ilu znasz właścicieli psów (nie mówię o hodowcach, a o "zwykłych" osiedlowych psiarzach), którzy ZAWSZE upilnują swoje psy, ZAWSZE zapobiegną ich rozmnożeniu. Ja mam na osiedlu babę, której suka co cieczka ma młode, a młode są zaraz topione - bo to "po bożemu". Nie lepiej by było sukę wysterylizować? Na stałe, nie tymczasowo. O ile mi wiadomo, walki psów są zabronione, a więc obcinanie fafli nie ma uzasadnienia. Większość dobermanów, boksiów, azjatów i im podobnych żyje w tej chwili w domach, gdzie ryzyko urazu jest mikroskopijne - znów nie ma uzasadnienia kopiowania. Estetyka nie jest argumentem do ucinania psom kończyn, natomiast ogromny problem z bezdomnością i ograniczone środki finansowe na opiekę nad zwierzętami w naszym wspaniałym kraju są dobrym uzasadnieniem całkowitego i trwałego pozbawiania możliwości rozrodu tak wielu psów bez uprawnień hodowlanych, jak to mozliwe. O podcinaniu strun się nie wypowiem, bo nie mam argumentu, który dotrze. Nijak ma się do kastracji, w kastracji nie chodzi o wygodę. Przynajmniej nie mi. Nie lubię znajdować szczeniąt w rowach, a mam do tego tendencję, więc zgodne z moim sumieniem jest zabezpieczenie moich psów przed rozrodem. Kończę dyskusję, podałam moje argumenty, a zaczyna mi ciśnienie rosnąć, choć tego nie chcę. Nie nadaję się do tego typu przerzucanek :)
  12. Pies wyjący po nocy, nie dopuszczany do suk pomimo silnego popędu, napalony jak piec, zeby przelecieć cokolwiek w ogóle nie cierpi, gdzieżby tam, jest zrelaksowany do poziomu ameby. I kto by się przejmował ryzykiem raka prostaty - usypiałam już z tej okazji psa, no ubaw po pachy, pies z cewnikiem, w pielusze i kołnierzu, wypróżniany przez kogoś, bo sam nie może, a rak późno dał jakikolwiek objaw - faktycznie, humanitarne :) Do tego mało mamy kundelków w schronie. Nawet najbardziej odpowiedzialny właściciel moze raz nie upilnować psa, a pies moze narobić obcej suce szczeniaki. Ups... Szprycowanie psa chemią też jest super pomysłem :) Mniejsze zło? Jest zasadnicza różnica między obcinaniem części psa dla wyglądu (nie licząc się z psim komfortem) a obcinaniem organów produkujacych hormony i komórki rozrodcze. Wiem, żadna ze stron nie przekona drugiej. Po prostu nie rozumiem, jak można okaleczać psa TYLKO ze względów wątpliwie estetycznych.
  13. Czy według Was naprawdę pozbawienie psa uszu i ogona dodaje mu "rasowości"? Pozbawia go co prawda środków wyrazu, ale chyba w wystawach nie chodzi o martwą naturę, co? Ja się nie znam, mam tylko kundle, do tego kompletne (no obciach, wiem, ale na moje usprawiedliwienie - jajek nie mają), ale psy z ogonem i uszami to psy kompletne, a taki kopiowany dobek wyglada jak żandarm, azjata jak ofiara psychopaty z nożyczkami i wizją z serii "sztuka nowoczesna", a bokser jak kloc. I nie kumam porównywania odjajczenia do kopiowania - chyba, ze coś mi umkneło i psy mnożą się też szybciej, jeśli mają uszy i ogony, a ich brak wpływa na zmniejszenie przyrsotu naturalnego... Wybaczcie sarkazm, ale naprawdę nie łapię idei kopiowania.
  14. Suka wyszła "odpsio", tak jak krowa i byk, klacz i ogier itd. Tu chodzi o porównanie, że niby "suka" jest wredna (zawsze), gryzie, a jak ma ruję, pójdzie z każdym samcem - o takie porównanie chodzi, nie ma ono językowo chyba większego związku z pochodzeniem "zdechł-umarł"
  15. Może tak - jak sunia reaguje na inne psy? Może warto najpiperw zaprosić znajomych z psem do domu, żeby sprawdzić, jak się będzie dziewczyna zachowywała. Ja miałam na przestrzeni prawie 30 lat 5 psów i jedną sukę (tak wyszło, bo mam przybłedy) i musze przyznać, że suka była najbardziej dominująca. Nie była agresywna, po prostu nie pozwalała sobie wchodzić innym psom na głowę, choć lubia zabawy. Powiedziała bym, że wyznaczała jasne granice, których inne psy nie przekraczały. Akceptowała jednak nowych domowników, choć przez jakiś zcas chodziła naburmuszona, albo udawała, że nowego nie widzi, albo ostentacyjnie kładła się z daleka, a po najmniejszym po prostu przechodziła jak po dywanie. Po jakimś czasie (maks miesiąc) uznawała jednak nowego za swojego. I to chłopcy sami byli, choć suczkę sąsioadów w gości z radością wpuszczała. To zalezy od charakteru psa. Może być tak, że młody pies pobudzi sunię, "odmłodzi" ją. U moich starszych psów, kiedy pojawiał się w domu młodziak, natychmiast ubywało lat, zaczynały same szaleć i wygłupiać się z młodym jak szczeniaki. Widziałam to równiez u znajomych i u psów mojego TZ - do starego psa doszła młoda sunia, więc pies zaczął więcej biegać, bawic się, zachowuje się znacznie młodziej. Także niekoniecznie młode nauczy się stateczności, całkiem możliwe, że będzie wręcz odwrotnie - młode zachęci starszą koleżankę do zabawy.
  16. Kalyna, bo masa psów się rzuca na rowerzystów - wiem z autopsji, bo sama często jeżdżę. Mój pies też się rzucał, ale mu przeszło, jak kiedys na spacerze trafilismy na ciągnący się długo i dokładnie sznur rowerzystów na jakimś wyścigu - tylu ich było, że po piętnastym Filip skapitulował. Potem poznałam mojego TZ, zapalonego rowerzystę, rowery pojawiły się w domu i teraz Filip obłednie reaguje - na widok rowerów aż się trzęsie ze szczęścia. Mojego TZ, chłopa 2 metry i 100 kg kiedyś pies powalił - wypadł z boku i z impetem walnął w przednie koło. Poleciał dalej, bo gonił kota, ale mój facet miał ósemkę w przednim kole, rezerwany polar i golf termoaktywny (na łokciu), rozwalony łokieć i nogę. Często też jest tak, że jak się jedzie, to piues spojrzy i jak podłapie spojrzenie rowerzysty, w którym jest niepewność, rusza w pościg - chyba dla sportu, ale naprawdę często się zdarza. Sama nie lubie spotykac psów, jak jestem na rowerze - zawsze jest ryzyko, że ten akurat lubi ganiać rowery. Ja się boję, że albo on mnie złapie za nogę, albo - co gorsza - wyprzedzi i wpdanie pod koło - i co wtedy?
  17. Wiecie, z dwojga złego lepsze oddawanie emerytów, niż to, co robią ze "zużytymi" końmi - na mięcho. Uważam, ze oddawanie takiego psa to dziadostwo, ale z drugiej strony są naprawdę gorsze opcje.
  18. Mój pies dziś o 5 rano usłyszał mało kulturalne "spier...", jak postanowił zarządać spaceru. Westchnął i poszedł spać. Wyszedł normalnie, o 9, i wszystko było ok.
  19. Było też coś takiego, nie ma info o dalszym postępowaniu, także nie wiem, jak to faktycznie było, ale jeśli tak... Ręce opadają. [url]http://www.stopodstrzalom.pl/?page_id=530[/url] [QUOTE][B]Czy we wsi Majdanek pod Tomaszowem Lubelskim myśliwi złamali prawo?[/B] [B]Myśliwi zastrzelili we wsi pięć psów. Według świadków - niemal pod oknami domów. Sprawę bada policja, obrońcy zwierząt grożą strzelcom sądem. Okręgowe władze łowieckie nie mają sobie nic do zarzucenia - czytamy w Dzienniku Wschodnim.[/B] Do strzelaniny doszło w środę. Kilka psów nie odstępowało na krok suki, która miała cieczkę. Po południu we wsi rozległy się strzały. - Jak pobiegłam na miejsce, to nie było już kogo ratować - opowiada Krystyna Herda. - Zabili mojego Kołodkę i Piczuna. Po śmierci męża kobieta mieszkała sama z czarnymi kundelkami. - Nie miałam nikogo innego, rozmawiałam z nimi, a teraz zostałam sama - szlocha pani Krystyna. Zofia Łyczko straciła Reksia. - Mój pięcioletni wnuczek płacze, ja też płaczę. Reksio nikomu nigdy nie zrobił krzywdy. W środę wyskoczył za ogrodzenie, do suczki. Już nie wrócił do domu - opowiada pani Zofia. W sumie w Majdanku zginęło pięć psów. Wszystkie miały właścicieli. Dlaczego myśliwi je zabili? - To był ich obowiązek - twierdzi Dominik Wojtuch, zamojski łowczy okręgowy. Według niego na Zamojszczyźnie żyje około 2 tys. bezpańskich psów, które atakują drobną zwierzynę. Myśliwi z Koła Łowieckiego nr 71 “Cyranka” w Tomaszowie Lubelskim - jak informuje łowczy - zajmowali się w środę w okolicach Majdanu Górnego, Sabaudii i Majdanka dokarmianiem dzikich zwierząt i zdejmowaniem wnyków, zastawionych przez kłusowników. - W wąwozach znaleźli rozdarte sarny - kontynuuje nasz rozmówca. - Gospodarskie psy powinny być trzymane na łańcuchu albo za ogrodzeniem. Te biegały samopas. Gdyby były z właścicielami, nikt by do nich nie strzelał. Wojtuch powołuje się na znowelizowaną Ustawę o ochronie zwierząt, zezwalającą na strzelanie do zdziczałych psów i kotów przebywających bez dozoru i opieki człowieka na terenach obwodów łowieckich, w odległości większej niż 200 metrów od zabudowań mieszkalnych. Myśliwi utrzymują, że psy znajdowały się w odległości ok. 300 metrów od zabudowań, ale świadkowie mówią, że do strzelaniny doszło niemal pod ich oknami. - Mamy świadków - zapewnia Krystyna Herda. Jaka jest prawda? Wezwani na miejsce policjanci znaleźli trzy martwe czworonogi. - Jeden leżał przy płocie, a dwa w odległości ok. 50 m od zabudowań - mówi Marek Czerenko, rzecznik tomaszowskiej policji. Gdzie się podziały dwa zabite psy? Prawdopodobnie zabrali je myśliwi. Tomaszowska policja sprawdza, czy nie złamali przepisów Ustawy o ochronie zwierząt, a więc czy zasadnie i z zachowaniem wszystkich środków bezpieczeństwa użyli broni. [B]Krystyna Pomarańska z Lubelskiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt[/B] “Jestem w szoku. Jakim prawem strzelali do tych bezbronnych zwierząt? Przecież jak suka ma cieczkę, to psy z łańcuchów się urywają i za nią lecą, bo taka ich natura. Zabijać wszystkie po kolei pod opłotkami? To nie myśliwi, lecz mordercy. Tego im nie podarujemy. Sprawa znajdzie finał w sądzie.” Autor artykułu: Leszek Wójtowicz, Dziennik Wschodni [/QUOTE]
  20. [QUOTE]Dla tego że wiele z tych psów ma również wartości użytkowe.[/QUOTE] - Tak zrozumiałam to zdanie. Jesli błędnie zinterpretowałam, to przepraszam. I również przepraszam za OT, już konczymy :)
  21. A moze puchy? Animonda ma dogo carno, całkiem przyzwoite puszki. Na zooplusie dziś widziałam w niezłych cenach. Możesz spróbowac mieszać z suchym (pół porcji suchego i pół porcji puchy). Moje psy to lubią (ok, ale one lubią wszystko, wczoraj szamały z nami arbuza odpluwając pestki)
  22. Psy ze schroniska czy ulicy mają taką samą wartość użytkową, jak psy za 150 zł z giełdy, a często zyją dłużej, niż tydzień i trup na parwo. Akurat wiem, bo moje wszystkie 6 psów (na przestrzeni 27 lat) było z ulicy i były rewelacyjne. Nawet "dalmatyńczyk" się trafił i prawie "gończy polski", a na tymczasie bullterierka po walkach (mega łagodna, wywalona z tego powodu chyba). Wartośc użytkowa psa nie jest zależna od ceny, jaką płacisz, a od tego, jaki ma charakter i predyspozycje.
  23. To już cos :) Serio, bo wiele osób tego nie może pojąć. Po prostu nie rozumiem, po co produkuje się płatne kundle. I po co kupuje się kundle. Kundle się adoptuje, co jest nie tylko szlachetne, wartościowe, ale tez modne (argument dla snobów całkiem sensowny).
  24. Może pomyśl o zmianie diety całkowicie. Opcje są dwie: albo pełen BARF, bez suchego, albo inne suche. U mnie psy jedzą Joserę i jest bardzo przyzwoicie, nie zdarzają się żadne rozwolnienia, zatwardzenia, kupa taka, jak być powinna, psom nie jedzie z pysków, a cena karmy to jakieś 150 zł za 15 kg.
  25. Do wypowiedzi [B]evel[/B] dodam tylko, że psy rasowe, które się pojawiają w Polsce, po pierwsze są rozmnażane raz na rok - dwa, a nie co cieczka, a po drugie często te zwierzaki są importowane i eksportowane w obrębie całego świata, by wzbogacać pulę genów danej rasy w danym rejonie.
×
×
  • Create New...