-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Sybel
-
No Wit jest duży, ja mam schizy, czy nie gruby, ale raczej jest proporcjonalny po prostu. Jak mi się uda przerzucić fotki z dziś, to pokażę, na razie komp karty nie widzi :|
-
Moje psy dostały na działce po kosci wołowej. Filip podszedł, ostrożnie powąchał, spojrzał na mnie jak na idiotkę i poszedł obrażony, a Felek złapał obie kości, prawie się udławił, poleciał zwinąć kość Majce, położył się na tej stercie, wytarzał to w piachu i zeżarł... Potwór...
-
Ja sterylizuję, bo regularnie mi butelki upadają, bo stawiam obok stołu :| Poza tym psy latają, usiłują się częstować, więc na razie wolę sterylizować. Chyba też troszkę z przyzwyczajenia. Ubranka po prostu piorę, oszalała bym, jakbym miała co drugi dzień prasować... Wit nie żyje sterylnie, obok niego biegają psy, liżą go, pakują sie nam do łóżka i usiłują spać w nogach Młodego, także idealnie nie jest i nie będzie :)
-
Witek według centymetra krawieckiego ma jakieś 64 cm, ubranka ma na 68 i 74... Ehhh... Sterylizatora nie mam, gotujemy wodę w czajniku elektrycznym, zalewamy w wysokim garnku i tyle. Także nie wiem, ja bym stawiała na elektryczny, bo możesz go wziąć ze sobą bez oglądania się na mikrofalówki. Mamy spacerówkę x-lander move 2012 [url]http://x-lander.pl/produkty/54/xmove/[/url] (Zieloną :D ), można ją położyć prawie na płasko, szelki są dobrze regulowane i dziecię nie ma jak wypaść w ogóle. Szelki są na tej zasadzie, co w foteliku samochodowym, a tam ma pozycję bardziej siedzącą. Śpi w nim jak zarżnięty :)
-
Wiesz, mój pies złamał czubek palca idąc po chodniku, a drugi rozwalił sobie tego samego dnia łapę na śniegu. Za to suka poważnie naderwała sobie poduszeczkę w zeszły piątek przechodząc po siatce... Miałam też sukę, która nie mogła biegać po terenie choćby ledwo zadrzewionym, bo uderzała w drzewa. Pies mojej siostry za to regularnie uderza łbem w stół, aż blat podskakuje. Także wszystko może być zagrożeniem :| I dobrze wiem, co to znaczy mieć psa specjalnej troski, dlatego doceniam takie podejście, jak Twoje :)
-
Witek ma 2 miesiące i 10 dni i od wczoraj jeździ w spacerówce, bo gondola za krótka :| Klocek jeden, no... Ale z niego gaduła, cały czas guga, a jak na niego nie patrzę i nie dyskutuję z nim, to jest afera. Robimy przymiarki do czytania bajek, na razie wzięłam Mikołajka, zeby zobaczyć, ile wytrzyma mojego gadania, ale muszę kupić kilka książeczek z obrazkami, żeby było co czytać, jak zacznie bardziej kumać, w czym rzecz, Na razie tylko czytam, zeby do niego gadać jak najwiecej, bo to uwielbia :)
-
Evel, właśnie, każdy robi, jak chce. Wiadomo, ludzie różnie wychowują psy, tak samo jak różnie wychowują dzieci, czy jak sami się zachowują. To jest prywatny wybór każdego z nas, jak ktoś chce latać z piłką - niech lata. Moje psy po prostu nie lubią piłek na spacerze, próbowałam, one leciały, łapały, wypluwały i przynosiły patyk, bo to lubią. U nas jest problem z szarpakami i sznurkami, bo moje psy to od razu rozrywają i połykają, a potem rzygają. Najgorsze, że są to rzeczy, które mogę sobie chować, Felek zawsze wywęszy i wyje pod szafą, bo on wie, ze sznurek jest na szafie i on go chceeeee... Tak samo piłki - poza piszczącą, która jest w odstawce, bo Fel nią piszczał przy uchu mojego dziecka, dziecko zaczynało wyć i był cyrk - moje psy rozwalają i łykają piłki, a potem albo są tęczowe kupy, albo pawie. Przy wychowaniu dzieci też będę mojemu Witowi pozwalać na brudzenie się, bieganie z zabawkami, które wielu rodziców uważa za niebezpieczne, jak np. kijki, nieodjrzałe jabłka itd, bo wiem, jaka to frajda. Może u mnie i psy i dzieci są wychowywane "na dziko"? Sama nie wiem. A tak poza tym evel, osobiscie uważam, ze jako opiekun swojego psa jesteś super, serio, bo masz zdrowe, rozsądne podejście. Tylko teorii z patykami nie kumam tak globalnie, ale to każdy chyba ma prawo mieć swojego hyzia, prawda?
-
Wiesz co, jak mi nerki siadły, miałam stan zapalny, stosunkowo lekki na dodatek, to nie mogłam chodzić i nie poszłam do pracy, co zdarza mi się naprawdę bardzo rzadko. Popatrz sobie na anatomię psa, nerki są w takim miejscu, że każdy ruch nogą powoduje po prostu gwiazdy przed oczami. To jest bardzo wysoki poziom bólu, więc naprawdę możliwe, że pies nie moze chodzić. Pies miał badania moczu?
-
Zdaje się, że przy nerkach też powinna być odpowiednia dieta. Poczytaj tu, wielki wątek, ale może coś pomoze: [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/2009-KTO-MIA%C5%81-LUB-MA-PSA-CHOREGO-NA-NERKI[/url]
-
Moje psy biorą tylko patyki, które ja im daję, bo reszta jest nudna. Zabawa patyczkiem to u nas najpierw skakanie, żeby do niego dosięgnąć, potem fingowane rzuty, żeby się psy skupiły i zmęczyły, w końcu rzut faktyczny, potem psy się na kijku przeciągają, a jak jest suka mojego TZ i ona złapie patyk, to ucieka, żeby panów zmotywować do gonitwy. Jak już są zmęczone, to sobie rozwalają patyk - ale nie zjadają, po prostu rozłupują, obierają z kory itd. Dla mnie bomba.
-
Z tego, co wiem, w Łodzi podatek szedł na schronisko. Ostatnio w ogóle nie płacimy, bo jak się usiłowaliśmy dowiedzieć, gdzie przelać pieniądze, to się okazało, że nikt nic nie wie ani w administracji, ani w Urzędzie Miasta. Ale kosze są, jest plan postawienia nowego schroniska, na poziomie lepszym od tego na Marmurowej - zobaczymy, co z tego wyjdzie. Moje psy są zachipowane przez miasto, kastrowałam na swój koszt, bo te 6-7 lat temu nie było to tak popularne, ale obecnie mogła bym skorzystać np. z ogólnopolskiego programu zniżkowego Arka Noego (chyba tak się to nazywa).
-
Od 30 lat w moim domu są psy i jeszcze żaden nie zrobił sobie krzywdy patyczkiem. Już któryś raz na dogo słyszę teorię o zakazie bawienia się z psem kijkiem i nadal nie rozumiem... A miałam i mam psy - pierdoły, a żaden nie zdołał zrobić z siebie szaszłyka. I tak samo wszystkie znajome psy z osiedla. Dla mnie kompletna bzdura.
-
Pratchett kiedyś napisał: "[I]Osoby używające więcej niż 3 wykrzykników lub pytajników, to osoby z zaburzeniami własnej osobowości"[/I], Coś w tym jest. Jak się bierze psa, to ze swiadomością, ze są liczne koszta, jakie trzeba ponosić. A co do bogatych i ich rasowych piesków - z mężem mieścimy się w 10% ludzi zarabiających w Polsce powyzej średniej krajowej każde. I co? Mamy 3 kundle i 3 szczury. Nie dla szpanu, a dlatego, ze się walały po ulicy. Także napisz sobie te swoje teorie na kartce, wsuń do koperty i wsadź głeboko w d..., a nie obrażaj ludzi, których nie znasz. Podatek to naprawdę dbre rozwiązanie, jeśli pójdzie na chipy, schroniska i inne tego typu kwestie.
-
Tripti, ale ja się martwię, co się będzie działo w nocy, jak się teraz wyśpi :| Ja wzięłam 6w1, bo: 1. jest najnowszej generacji z tych trzech opcji 2. jest to jeden zastrzyk, a nie dwa, czy trzy, a wierz mi, ja po tym jednym miałam ochotę uciec z Młodym, tak wył 3. powoduje najmniejszy odczyn alergiczny, po pozostałych częstsze są gorączka i obrzęki wokół miejsca szczepienia 4. nie jest aż taki drogi, szczególnie, jeśli rozważasz 5w1, czy 6w1 - w każdym razie ja wolałam zapłacić o 50 zł więcej i mniej męczyć Młodego Za 2 tygodnie robimy drugą turę, również przy użyciu 6w1
-
Mam pytanie: zdarzało Wam się, że dziecko po przespanej nocy z jedną pobudką między 21 a 7.30 (od 3.40 do 4.00) przespało potem pół dnia? Wit, który ma 10 tygodni, śpi dziś jak zarżnięty. Jak się budzi, to jest zadowolony, a to coś zje, a to pogada, a to kupę zrobi, ale poza tym po prostu przespał dzień. Była burza 3 h temu, może to to, bo dotychczas był mega aktywny...
-
Oddychaj. Chcesz psa obronnego, potem nie chcesz, chcesz dla sąsiada. Plączesz się, Twoje wypowiedzi są piekielnie infantylne i zdecydowanie nie wskazują na 17 lat. Jeśli masz ze sobą taaaakie problemy, to po cholerę piszesz o tym psie obronnym? Najpierw zajmij się sobą i swoimi psami zamiast strzelać focha, że ludzie Ci wskazują luki w Twoim rozumowaniu. Nie Ty jedna masz za sobą trudne chwile, wiele osób tu jest po różnych traumach - bo takie jest już życie. W sumie nie wiem, czego oczekujesz.
-
A ja nie rozumiem jednego: najpierw pies był dla Ciebie, teraz się pojawił sąsiad? Jak dla mnie trollujesz.
-
Bepanthen jest do zwykłego przewijania tez, u nas nie uczula, nie ma odparzeń, a stosujemy od początku, czyli 2 miechy ponad. Ja się dziko cieszę, że u nas ani jednej kolki nie było, bo chyba bym siedziała obok i wyła z Mlodym :|
-
Tripti, jak mają białe czubki, to może być trądzik. Mój miał, ale jedna kobitka mówiła, ze trądzik, druga, że potówki, a w sumie mogło być wymieszane jedno z drugim, bo wyszło w okresie lipcowych upałów. Nadal się pojawia, ale znacznie mniej. Ostatnio pojawiło się na klejnotach Młodego po użyciu kremu Hipp, więc wróciliśmy do Bepanthenu.
-
Ja bym chciała zwrócić uwagę na Twoje stwierdzenie, ze lubisz wyzwania. A co, jeśli nie podołasz? Tak czysto teoretycznie piszę, bo po prostu różne cuda są na forum i chyba mam lekkie uczulenie na coś takiego. Generalnie chodzi mi o to, że nie powinnaś patrzeć na posiadanie psa jak na wyzwanie, bo jeśli Tobie nie wyjdzie, pies za to zapłaci - swoją przyszłością, życiem. Dlatego bardzo dokładnie się zastanów, czy na pewno jesteście z mamą na tyle konsekwentne, odpowiedzialne i silne, by wziąć niektóre rasy, bo źle prowadzone mogą być po prostu śmiertelnie niebezpieczne. Ja sama, choć mam teraz dwa psy, a u mnie w domu od 30 lat był 1 do 4 psów, w tym też agresory po przejściach, to wiem, że z pewnymi rasami sobie nie poradzę na dłuższą metę. Trzeba po prostu być uczciwym wobec siebie i rozważyć za i przeciw, bo to decyzja na lata i ogromna odpowiedzialność, również za życie potencjalnych intruzów, spacerowiczów itd. Czy musi być rasa? Czy rozważacie kundelka ze schroniska? W dziale Psy w Potrzebie na bank znajdziesz fajne psy stróżujące, na dodatek wychowane, ocenione przez Dom Tymczasowy, doświadczone w pilnowaniu terenu. Może rozważ taką opcję. No i kilka pytań: 1. Macie już jakieś zwierzaki? Jakie? Tylko opisz ich charaktery, miejsce przebywania itd. 2. Jakie dokładnie warunki pies by miał? Buda, kojec, legowisko w domu? Też konkretnie 3. Ile ruchu na dobę możecie zapewnić, ile czasu poświęcić na wychowanie psa? 4. Czy jesteście gotowe na ewentualną współpracę z behawiorystą, gdyby coś poszło nie tak - mam na myśli czas, chęci i finanse
-
Też popieram, śpij na zapas, bo i tak szybko się wyczerpie...
-
Behawiorystyka jako kierunek studiów ! Good news :-)
Sybel replied to e_vitka's topic in Studia i szkoły
Wiecie, ja tak z perspektywy kogoś po studiach, na dodatek dziecka wykładowcy uniwersyteckiego - albo dobre studia, które gwarantują robotę (jak np. mój TZ, informatyk mgr inż. po polibudzie), albo takie, gdzie masz dobrą zabawę, a umiejętności nabywasz innymi drogami - jestem po slawistyce, konkretnie po literaturoznawstwie słoweńskim, więc pracuję po angielsku w branży IT, bo tak dorabiałam w czasie studiów :) Studia rewelacyjne, bo przez 5 lat bawiłam się świetnie, a mam pracę z zupełnie innej beczki. Także stawiajcie na te studia, ale patrzcie też na kierunki alternatywne na zapas w kolejnym roku, jakby te się okazały ani fajne, ani przydatne. Takie drzwi awaryjne, jakby się okazało, że wykładowcy są denni, materiał do bani, tylko zachowanie wieprzków w zagrodzie, czy inne takie, które się nijak mają do psa i jego potrzeb. I inwestujcie w języki - angielski, niemiecki, rosyjski. Zawsze można znaleźć pracę za granicą, gdzie lepiej płacą. Rosjanie np. w UK to cholernie bogata grupa, więc dlatego rosyjski. -
Agresywny pies - już nie wiem, co robić, błagam o pomoc.
Sybel replied to dziewczynawpotrzebie's topic in Agresja
Moje dwie suki sterylizowane na przykład nie zmieniły charakteru w ogóle w stosunku do psów - jedna i tak nie lubiła ras niemieckich i tak (nie wiem, czemu, ale serio miała fioła na punkcie "niemców"), natomiast obie zaczęły znaczyć teren podsikując na różne krzaczki i inne, ich zawsze musiało być na wierzchu, nad siuśkiem psów z rodziny. Jedna, ta od niemców, nie tolerowała też szczeniąt, ale to i jeszcze przed sterylką miała, a druga po prostu ignoruje obce psy, dla niej istnieją tylko wiewiórki i wróble. Znam suki, które poszły w jedną lub w drugą, jak pisze Martens, różnie to bywa. -
Dzięki zmianie tytułu wreszcie wiem, jak Cyc ma oficjalnie na imię :D Jakoś mi umknęło :)
-
Akurat dla mnie ciąża, choć w sumie męcząca, stresująca, związana z wizytą w szpitalu, dająca do tej pory efekty, których nie mogę doleczyć (żylaki tu i tam...) była fajna. Poród też, ale miałam nietypowy, więc w sumie się nie liczy :) Planuję powtórkę za rok :) Natomiast opieka nad dzieckiem, nawet tak bezproblemowym, jak do tej pory jest Wit to po prostu ciężka praca fizyczna, wyczerpująca także psychicznie. W ogóle ciąża w połączeniu z okresem wczesnego macierzyństwa to według mnie moment, kiedy kobieta inwestuje bardzo dużo siebie: swoje zdrowie fizyczne, czasem też psychiczne (ja miałam po porodzie sporą depresję, że sobie nie radzę, choć radziłam sobie podobno świetnie), swój cały czas, rozwój zawodowy (Wiadomo, na różnym poziomie), często poczucie własnej wartości ("ja tu siedzę bezproduktywnie w domu, a wszyscy wokół pracują..."). To nie są kwiatki, motylki i aniołki na puszystych chmurkach. Jak dla mnie to jest to też spora próba dla związku, bo zupełnie nowy poziom współpracy między partnerami - u nas się to dociera, mąż najpierw był nieco zagubiony, tym bardziej, ze mieszkamy u mojej mamy na razie, na dodatek ja miałam różne odloty w stylu "ja wiem, co powinieneś zrobić, dlaczego nie zgadłeś?!". Wychodzimy teraz na prostą, bo oboje już się lepiej wysypiamy, niż na początku. Nie czytam żadnych książek poradnikowych, choć teściowa usiłowała mi jedną dosłownie wtłoczyć. Uznałam, że sama sobie lepiej poradzę, bo moje dziecko jest jedyne w swoim rodzaju i działa po swojemu, a ja mam na tyle intuicję, że wiem, co mu będzie potrzebne. No i tak Wit rośnie jak na drożdżach, jest sporym chłopakiem, ale równomiernie, bo wzdłuż też, nie miewa w ogóle kolek, na razie alergii też nie było, śmieje się, próbuje się bawić z nami, zwraca na siebie uwagę otoczenia, zaskarbił sobie względy wszystkich psów w rodzinie i jest generalnie nieźle. Potrafi przespać nawet 6 h w nocy, jak budzi się koło 6-7, to po karmieniu śpi ze mną/z nami do 9-10 i jest szczęśliwy. Na razie nie robi problemów z zasypianiem w łóżeczku, jeśli się jakiś problem pojawia, dziecko ląduje na leżaczku i jest bujane, po 5-10 minutach zasypia jak kamień. Jedynym problemem w ciągu doby jest to, że on sobie absolutnie nie życzy zostawać sam w pokoju, jak nie śpi - on musi widzieć i słyszeć kogoś obok siebie, inaczej jest nawoływanie, a jak nie daje efektów przez kilka minut, to jest płacz. Co do reagowania na płacz - ja rozróżniam płacz "foch, ja chcę być zauważony NATYCHMIAST" od "coś złego mi się dzieje". Na pierwszy reaguję najpierw gadając do dziecka "tu jestem, kochanie, zaraz przyjdę, poczekaj" i tak dalej, a przy drugim od razu lecę i sprawdzam, utulam, karmię, czy co tam trzeba. Wiadomo, ze różnie bywa.