-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Sybel
-
Grey, ten trudny okres mam już za sobą ;)
-
U mnie sierści dużo nie lata, ale w sumie mi to nie przeszkadza. My czeszemy psy w domu, bo Felek jest za niski, żeby się skręcać przy glebie, więc wsadzamy go na kanapę, na której jest i tak psia kapa łatwa do wyczyszczenia, jedna osoba trzyma małą piranię, druga najpierw psika odżywką, potem czesze kundliszcze, a kule sierści wywalamy. Jak byłam mała, chciałam z sierści mojej suki prząść wełnę na swetry, bo się naczytałam dziwnych ksiązek :D
-
Termin mam według OM, według USG koło 15-16.06, bo jestem w 39 tygodniu, a według gina mam bardzo krótką szyjkę, główka jest bardzo nisko i lada moment młody może się wybrać :) I mam wrażenie, ze szyjka działa coraz bardziej, bo od wczoraj przy chodzeniu coś jakby kłuje, boli, sama nie wiem (albo się wkręcam, bo już wszyscy marudzą, ze mają dość mojej ciąży i chcą Malucha zobaczyć) Ja się nie spieszę, wiem, ze płuca i te sprawy, po prostu jestem zmęczona, bo mi te nogi nieszczęsne puchną i chciała bym, zeby już przestały. Gdyby nie to, było by pięknie :) No, ale póki Młodego nie ma, możemy jeździć i szukać mieszkań, więc też ok.
-
Agaga, mam 13 dni do terminu, choć według ostatniego badania wyszło, że może być nieco szybciej. W każdym razie chodzę po ścianach :) Jesli o kwestie żołądkowe chodzi, mam wszystko jak w zegarku i nie planuję tego zmieniać czopkami, a śliwek suszonych nie cierpię. Także na razie łażę (zaraz idę z psami, bo chwilowo nie pada). Jak wprowadzałyście Maluchy do psów, a psy do Maluchów? Moje psy nigdy nie miały kontaktu z dziećmi tej wielkosci i się martwię, jak to zrobić, zeby nie namotac. Jeszcze co do terminu. Jak rozumiem, jeśli do 23.06 nie urodzę, 24.06 powinnam się stawić w szpitalu, tak? Tylko to jest niedziela, więc nie wiem, czy nie lepiej już w poniedziałek, bo w niedzielę nic się w szpitalu poza awariami nie dzieje...
-
Nie czytałam całości, co pisali poprzednicy, wiec moze coś powtórzę. U nas, jak wchodził nowy pies, od razu dostawał jeść w kuchni, psy dostawały michy w dokładnie tym samym momencie, a my po prostu staliśmy między nimi, jeśli któryś zjadł pierwszy, był pilnowany, żeby nie zakosić nic z miski drugiego (lub trzeciego, a czasem nawet czwartego... no bywa ;) ). Suche, ani zadne inne nigdy nie było dostępne non stop - jest pora na jedzenie, kto nie zje w kwadrans, czeka na następny posiłek. Jeśli smaczki między posiłkami, to tylko za coś i w tym samym momencie, np. pada komenda siad i psy dostają, jak usiądą. Zabieranie z miski - tego zupełnie nie rozumiem, po co to? Jeśli chcesz nauczyć psa zaufania przy posiłku, to karm go z ręki, ale nie zabieraj z miski, czy z pyska, bo to jest takie budowanie poczucia zagrozenia u psa - pani mi zabierze i co wtedy? Lepiej dawać, np. za wykonanie prostych poleceń, np. siad, zostaw, nie. Możesz nawet czasem cały posiłek skarmić podczas szkolenia. Co do spięć - jeśli nie są agresywne, tylko warknięcie, pukniecie łapą, ewentualnie ostrzegawcze przyduszenie, to my nie reagujemy. Psy muszą się dogadać, dopiero gdyby szło na ostro, wkraczamy. U nas taki stan, ze zdarzały się ostre spięcia, trwał tak do miesiąca, potem psy stawały sie zwykle zgrane, a bardzo je integrowały wspólne zabawy i spacery - bo to trzeba bronić razem stada, bo nie wolno bić mojej kumpeli itd. Psy się dogadają, czasem nadmierna ingerencja naprawdę szkodzi. Przez mój dom przewinęło się sporo psów, jeśli były spiecia, to właśnie na początku, ale szybko mijały i psy tworzyły bardzo spójne stadko. Nie mówię o skrajnych przypadkach agresji, bo z takimi w moim stadzie nie miałam za bardzo do czynienia - nawet psy z agresją lękową w domu były super, bardzo wyluzowane i szybko uczyły sie zachowań od starszych domowników.
-
To zadzwoń do weta i poproś o instrukcję, jak ewentualnie to zebrać, zeby nie zapaćkać próbki. Chyba tak by najsensowniej było.
-
Dziewczyny, z zakresu przedporodowego - słyszałyście o tym, zeby ktokolwiek Wam radził jeść fusy z kawy na przyspieszenie porodu? Bo mi tak w piątek ginek walnął i mnie zatkało. No na samą myśl mi się robi nieswojo, więc na razie spaceruję, ile wlezie (a nie wlezie dużo, bo nogi puchną, więc tak źle i tak niedobrze). No i ginek kazał też jeść dużo suszonych śliwek, stosować czopki glicerynowe, bo "jelita pobudzą macicę". No jakoś tak nie jestem przekonana... Mam takie skoki nastroju od kilku dni, ze masakra. Na zmianę euforia i ryk, do tego albo spać jak suseł, albo nagle atak ciężkiej potrzeby sprzątania, porządkowania. Współczuję rodzinie. No i strasznie sie zrobiłam drażliwa, każdy drobiazg powoduje, ze zaczynam chlipać, prawie, jak pierwsze dwa miesiące ciąży... Nie wiem, ile jeszcze, ale w tej chwili w głowie mam tylko kawałek Queen I want to break free :P (Tym bardziej, ze Queen zagrają w Polsce dzień przed moimi urodzinami, ich koncert był zawsze moim największym marzeniem, a oni wybrali jedyny rok, kiedy nie mogę, bo kasę bym z pod ziemi wydłubała).
-
My mamy babę, która wychodzi z dwoma psami, siada na trawniku u nas przed domem, psy latają luzem. Suka to w zasadzie się toczy, bo to taka sympatyczna zapasiona parówka na bardzo krótkich nóżkach, która rozwija zawrotną prędkość 10 m/h. Od ponad roku mieszka z nią jednak chłopaczek, taki ponizej kolan, ma koło roku właśnie. Lata luzem, nie został nauczony niczego. Jak wychodzimy z psami, on lata w kółko i drze ryja, rzuca się na moje - już raz "przypadkiem" rozpuściłam Filipowi flexi na full, Filip go pognał i uszczypnął w zad, więc młody trzyma dystans. Jednak po pierwsze wychodzę z psami z moim mega brzuchem, co nieco zmniejsza mobilność, po drugie szarpanie się z psami mnie wkurza, a po trzecie ten pies stanowi zagrożenie - głównie dla siebie, bo lata też po ulicy. Moja sąsiadka wychodzi z kotką na spacer, już kilka razy się biegiem ewakuowała, bo tamta pańcia właśnie "wyprowadza" pieseczka. Nic nie pomaga, bo kobita się tylko durnie uśmiecha, kiwa głową i odchodzi. No mam ochotę jej strzelić z buta w tę roześmianą facjatę. No i psa szkoda, bo mógłby być fajnym towarzyszem, ale jako szczeniak źle trafił.
-
Ja się boję, że sąsiadowi z wiekiem walnie w stronę szkodliwości, jak zacznie na SM wydzwaniać, czy w ramach walki z gołębiami trutki na trawnikach wykładać... U nas były już fale otruć psów na osiedlu, tylko psiarze się dowiedzieli kto to, przyszli do domu faceta z pałkami i porozmawiali nieco inaczej. Gość nie ucierpiał, został solidnie nastraszony, ale od lat jest spokój. Inna sprawa, ze wtedy poszło wiele psów, było strasznie, ginęły też koty. Tylko nie dlatego, ze przeszkadzały, bo latały luzem, szczekały. Ginęły, bo sprawca to dozorca, a wtedy nie było jeszcze sprzątania psich kup i to przez kupy psy ginęły... To dopiero chore :|
-
Ja miałam problem z sąsiadem, który uznał, ze moje psy się nudzą, jak są same, więc według relacji innych sąsiadów dzwonił wiecznie domofonem i pukał do naszych drzwi, a psy sie darły. Mamy akurat takie mieszkanie, że mozemy psy zamknąć w drugim końcu mieszkania, z dala od drzwi. Po drodze są jedne drzwi z zasuwką (specjalnie dla pieseczków) i jeszcze potem drugie. Domofon odłożony, więc nawet, jak psy sie drą, to po pierwsze nie niesie się po klatce, a po drugie nie słychać dzownienia i pukania. No kurde, ja wiem, ze to było drażnienie moich psów, ale facet jest w ogóle dramatyczny. Ma prawie 60 lat, nigdy nie pracował, żyje z wynajmowania mieszkania, które kupili mu rodzice, a mieszka z mamą. Kiedyś wyszło, ze robi nam zdjecia, jak chodzimy na spacery, ostatnio doprowadził do zamontowania znaku zakazu zatrzymywania i postoju pod moim blokiem, bo nie umie wyjeżdżać z garażu, na dachu mamy wyjca antygołębiowego, który na szczęście ostatnio się popsuł i przestał zawodzić. Ostatnio dopadł moją mamę i zaczął wypytywać, czy ja jej nie odwiedzam już w ogóle, bo widuje tylko moją młodszą siostrę. Zatkało go, jak mama mu powiedziała, ze ja teraz mało wychodzę (mam zakaz chodzenia, bo mi nogi puchną strasznie w ciąży, jestem w 39 tygodniu i jest ryzyko zatrucia ciążowego przy takiej opuchliźnie), ale mąż mnie do niej rano podwozi (sąsiad się obraził, ze go na ślub nie zaprosiliśmy...). My mu nie grozimy policją, po prostu staramy się unikać wszelkich konfrontacji i nie dawać mu okazji do drażnienia psów i innych takich. Wiem, ileż można, ale tak chyba lepiej, niż iść z nim na noże. Oczywiście nie z każdym się da, ten akurat jest starym pierdołą, ja tam się cieszę, ze na nas nie nasyła straży miejskiej, ze psy szczekają, że parkujemy na postawionym przez niego zakazie itd. Z zakazem zresztą śmieszna sprawa, cały blok się podpisał pod podaniem o jego likwidację lub adnotację, ze nie dotyczy mieszkańców. Innego dojazdu do bloku u nas nie ma.
-
Filodendron, tak dla jasności, nam się ciężko przyznać, ze moja babcia była moją babcią, wziąwszy pod uwagę, ze była też rozmnażaczką i osobą, która kompletnie nie dbała o swoje zwierzęta, nie miała problemu, zeby zarżnąć koźlęta itd. Także masakra, ale w tym wypadku chodzi mi o psa i właśnie problemy, które agresja może generować. Wiem, że w związku z jednym z zagryzionych psów, pudlem, ludzie chcieli się procesować. Gdyby do tego doszło, babcia musiała by zapłacić kupę kasy. Myślę, ze w sytuacji opisanej w pierwszym poście też mogło dojść do najgorszego i autor by odpowiadał po pierwsze finansowo, a po drugie być moze suka by poszła do uśpienia... Także o tym też trzeba pamiętać.
-
Generalnie trzeba pamiętać, że pies, jeśli nauczy się być terytorialny, może nie być w stanie przestać i przenosić te zachowania również w znany sobie teren, który nie wchodzi w obręb domu. Np. u mojej babci był owczarek niemiecki (no, w typie tak po prawdzie), który pilnował posesji bardzo ostro. Raz rozwalił dłoń mężczyźnie, który się oparł o podmurówkę płotu - facet do końca życia miał sztywne palce. Jeśli jakiś urzędnik, np. listonosz, czegoś chciał, musiał stać i czekać, aż babcia (lekko już niepełnosprawna) zamknie psa. No i musiał liczyć na to, że babcia zamknie go dobrze. Najgorsze jednak jest to, ze babcia zabrała psa nad morze. Pies zagryzł tam dwa czy trzy psy w drodze na plażę. Stanowił ogromne zagrożenie, bo był bardzo silny, wpadał w amok i nie dawało się go opanować, z wiekiem było tylko gorzej. To było wiele lat temu, znam te historie z trzeciej ręki, ale uważam, ze warto mieć je w pamięci. Tamten pies zupełnie nie był socjalizowany, nagradzano jego zachowanie o tyle, że właśnie rodzina chciała "psa stróżującego", a nie wiedziała, jak się za to zabrać. Dlatego warto teraz zacząć porządną pracę pod okiem szkoleniowca, bo za kilka lat mozesz nie być w stanie ogarnąć suki. Wyobraź sobie, ze cała rodzina chce gdzieś wyjechać, a suka ma zostać pod opieką kogoś, kogo średnio zna. Może być kiepsko, prawda? Albo po prostu ktoś mało bystry, np. nowy listonosz, włazi na teren pomimo znaczka o złym psie. Ja wiem, jego wina, bo wlazł na cudzy teren, ale nie warto chyba ryzykować okaleczenia człowieka, prawda? Dlatego warto by było już teraz na zapas zacząć pracować, socjalizować psa, uczyć go bezwarunkowego skupienia na przewodniku. Pies nie może sam podejmować decyzji o ataku, bo to jest po prostu niebezpieczne. Pamiętaj też o tym, ze jeśli sąsiedzi uznają psa za zagrożenie, po prostu mogą go otruć - różnie bywa. Pomyśl o wszelkich możliwych czarnych scenariuszach i poszukaj dobrej szkoły ;)
-
Sara, ona niestety odeszła już prawie cztery lata temu, ale byłą naprawdę niemożliwa, zupełny świr :) Pierwsze, co zrobiła, zanim ją jeszcze wzięliśmy z ulicy, to ganiała się u nas przed domem, aż wyrżnęła w drzewo. Jak ją wzięliśmy, w nocy wyszło, ze ma parwo, wiec przez kilka tygodni były nocne jazdy taryfą na kroplówki, jak jej sie pogarszało i inne cuda. Mieliśmy wtedy też Maksa, on duży był, taki wilczur (z ulicy), więc jak Fiśka dostała cieczkę, to ciotka odwołała wakacje i trzy tygodnie trzymała ją u siebie... Fifi lunatykowała, nie cierpiała niemieckich ras psów (nie wiem, czemu, moja mama jest germanistką, moze to ma związek, ale boksery, ONki, sznaucery olbrzymy, rottweilery i dobermany nie miały z nią życia), od czasu, jak na nią sąsiad naszczekał, bała się facetów łysych z brodą. Po śmierci Maksa non stop sprowadzała jakieś psy do domu, dzięki czemu uratowała np. takiego Rekiego od zamarznięcia - znaleźli się jego właściciele. W końcu znalazła Pucla, naszego dalmatyńczyka z psychozą. Poza tym lubiła wędkować, a najbardziej zjadać małe, jeszcze żywe rybki - jak się nie ruszały, nie miała na nie ochoty (to była hardkorowa wersja sushi). Jak miałyśmy w domu pisklaka kawki po wypadku, to ona robiła za mamę - darła ryja, jak tylko dziecko się robiło głodne koło 4-5 rano i potem siedziała i pilnowała, jak było karmione. Była przy tym bardzo łagodną, mądrą kobitką i naprawdę drugiego takiego psa już nie spotkam. Była niesamowita.
-
A ja z drugiej strony miałam jazdę. Jak poznałam mojego TZ, miał jednego psa, który miał wtedy jakieś 10 lat. Był już po kastracji, ale jak moi teściowie z dumą opowiadali, że pies latał po całym osiedlu samopas, jak cieczki były, znikał na nocki, to myślałam, ze mnie coś trafi. Zrobiłam im wykład pod tytułem "odpowiedzialność za swojego psa i szczenięta, które naprodukował" i chyba dotarło. Jak przygarnęli znalezioną przez nas sukę, od razu ją wysterylizowali. Pamiętam jedyną cieczkę mojej Fifi, ona strasznie świrowała, podstawiała psom tyłek. Problem w tym, że jej sie spodobało i po sterylce kiedyś wypakowała się z szelek i wróciła po kilku godzinach z mniej wiecej 10-12 amantami w przekroju rozmiarów od chihuahy do doga... I co najlepsze, próbowała ich zaprosić do domu...
-
Ania, on niby na nich poluje, ale jak u nas był i szczury stały w klatce na podłodze, Felek bohatersko wyglądał na nich zza stołka, bo na niego prychnęły. No w sumie nie wiem, czy by się odważył zaatakować, ale tak sobie wibruje. Na piłkę też wibruje. I na jeże, a potem na nie sika :|
-
No jasne :) Ja liczyłam na "o, ma pani lekkie rozwarcie", ale skrócona szyjka też może być ;) No główka jest tak nisko, że ledwo chodzę, a odejście na więcej, niż 25 m od wc jest ryzykowne :) No a chodzenie z psami, jak Mały podskakuje przy każdym kroku to masakra, ale już niedlugo :D W zeszlym tygodniu kupiliśmy nowe łóżko z mega wygodnym materacem, więc na wszelki wypadek śpię na podkładzie. Jak by wody odeszły, czy coś... W ogóle łóżko jest dość wysokie i mój Felek nie za bardzo może na nie wskoczyć, bo jest niskopodlogowcem. Ja go rano podsadziłam, bo tak płakał, że chce na górę, a ten co? Usiadł dooopą do mnie w nogach łóżka i się zaczął gapić na klatkę ze szczurami. Niestety w szczur.tv był akurat obraz kontrolny - szczury spały i po jakiejś godzinie wibrowania w nogach łózka pies się znudził. Bo on się trzęsie, jak się gapi na nie :)
-
Byłam dziś u lekarza i usłyszałam mniej więcej to, na co liczyłam :D Młody jest baaaardzo niziutko, a szyjka ma mniej, niż centymetr. Także pani doktor stwierdziła, ze w ciągu tygodnia Młody powinien być :)
-
Ja tam lubiłam mieć 3-4 psy. Mi to sprawiało zawsze dziką frajde, tak samo wyjazd z moimi dwoma i dwoma mojego TZ na weekend na działkę. Jedyną wadą był fakt, że mamy tam 3 fotele i jeden pies był zawsze poszkodowany w kwestii spania :] Ale ganianki po terenie i spacery były super, a komentarze, jak np. stałam pod sklepem otoczona psami, a TZ robił zakupy, bywały różne, od "a co to schronisko?!" (z ust kobiety posiadającej trzy psy :P ) po "ja też uwielbiam psy, ale czemu ten jeden ma obrożę, jak inne mają szelki?" (bo u Fela nie było widać szelek w sierści i pan się zbulwersował, że mu zaszkodzi obroża). Teraz jeździmy z trzema, najstarszy, Ami, został uśpiony w marcu z powodu raka, ale liczymy, ze uda się czasem zabrać na wyjazd Kaktusa mojej siostry i znów będzie mafia. O dziwo byłam w stanie sama ogarnąć karmienie czterech psów na raz, wystarczyło huknąć SIAD i czekały na swoją kolej. Także da się. Poza tym, że od dziadka mojego TZ usłyszałam, że po pierwsze jestem czarownicą, że psy mnie tak słuchają, a po drugie mój mąż ma przechlapane, skoro trafił na taka ostra babę :]
-
spróbuję, chociaż teraz ciężko, bo się od dziś przenosimy do mojej mamy (blisko szpitala, a ja niedługo bedę rodzić) i musimy wykombinować, jak puszczać ogony na spacer, skoro w domu są psy. BO szczury się stresują bardzo, może się przyzwyczają (mam nadzieję).
-
Ja nie mam od września, ale od wtedy mam tylko szczury u siebie i też jest na co popatrzeć. U mamy są psy i TV, którego nie włączam :) A muszę przyznać, że szczury uprawiające karate na środku pokoju to też rewelacyjny widok.
-
Sfora ma jeszcze jedną zaletę - ja osobiście wolę gapić się na ich szaleństwa, niż na TV, mniej to ogłupia ;)
-
No tak, widuje się np. joraski niesione pod pachą przez ośmiolatkę, ale to już kwestia rodziców, żeby nauczyli odpowiedzialnego zachowania wobec żywej istoty. Jeśli rodzice są tłukami, to nie ma siły, żeby dziecko nie było, bo skąd ma brać dobre wzorce?
-
[quote name='borys0055']Witam, słyszałem ze yorki nie lubia dzieci czy to prawda, czy tylko znowu ktoś chce wywołac szum ze wzgledu na ich popularnośc?? jak myslicie??? ja zawsze przed kupnem radze jednak troche pocyztac o tej rasie, to nie lalka choc szczególnie dzieci tak moga mysleć, dobrze że dałaś córce czas do namysłu, warto porozmawiac z kimś kto ma juz yorka i troche się zna na tej rasie a nie tylko ma bo taka moda, swoja droga jak zobaczyłem ile rasowych psów jest w schronach to az szkoda... po co brac rasowego jak wokół tyle biedneych bezdomnych pluszaków???[/QUOTE] To nie jest cecha genetyczna - "lubią/nie lubią dzieci". Psa należy wychować, jeśli jest dobrze zsocjalizowany, to za swoje dzieciaki da się pokroić. Jak każda rasa. Trzeba wychować i dzieci i psa, żeby się jedni i drudzy szanowali. Teorie tego typu, które uogólniają cechy danej rasy, np. "ttb - psy mordercy", tylko szkodzą i zapełniają schroniska. No i pies to jednak nie pluszak (sam zwracasz uwagę, że to nie lalka, troszkę konsekwencji).
-
Ja też sobie nie życzę, żeby obcy pies podchodził do moich bez pozwolenia, bo po prostu mam psa agresywnego i musze go na takie spotkanie odpowiednio nastawić. Chamskie jest krytykowanie cudzych decyzji wychowawczych. jak nie ma się po temu podstaw. I tyle.
-
No, mi od 7. miesiąca przyszło 7 kg, bo przez te puchnące nogi mniej chodzę, a jem tyle samo. Z drugiej strony w szpitalu miałam laskę, która do 7. przybrała ponad 20kg, więc chyba nie jest źle... Ale po ciąży idę do dietetyka, kupuje sobie krokomierz i zaczynam intensywne treningi z wózkiem. Zawsze miałam nadwagę, więc teraz pora zadbać o siebie, bo już mam tego dosyć. Jak raz spróbowałam Dukana, po dwóch tygodniach czułam się tak źle, że nigdy więcej diety bez nadzoru.