-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Sybel
-
Moi mają sporo zdrobnień i ksywek. Feliks reaguje na: Felek, Felicjan, Felicjański, Felicjusz, Fel, Kartofel, Ziemniak, Pyr, Pampuch, Pampuszek Filip zaś na: Filipe, Filipinek, Filipiński, Szmatek, Bambuch, Czarnuszek, Smrodek. Razem: Chłopaczki, Pasożyty, Śmierdziele, Smrodki Magiczne słowa: piłeczka, ciasteczko, chcesz, chodź, ciacho, idziemy, jedziemy Sokolinki, dom, siku, siczku, ciacho (na wszystkie reagują baaardzo entuzjastycznie i zawsze wiedzą, o co chodzi :) )
-
Widzę, że jak zwykle wywaliłam tekst nie dodając tła i kilku brakujących elementów. Tak dla jasności: nie jestem psychopatka ganiającą za ludźmi chodzącymi po chodzniku przy moim domu czy ogródku z kijem. Zawsze, kiedy ludzie idą, a mój zaczyna pyskować, jest krótkie WYJDŹ i idzie na legowisko. Teraz już szczeka tylko na ludzi z psami, choc na początklu darł pape na wszystko, co się ruszało - więc postęp jest. Jest na moim osiedlu ekipa lumpów z wielkim białym psem w łaty (jakiś miks ttb z mastifem chyba, puszczany z małymi dziećmi). Jak tatuś (?) wychodzi z psem po pijaku, staje z nim pod moim balkonem i ryczy na sowjego "bierz go ku**a, pokaż gnojowi, kto tu rządzi". W tym momencie nie da się nie zareagować. Wybaczcie, ale kto z Was się na to zgodzi? Ja wychodzę, zganiam psa i informuję pacana ostrym tonem, że dzwonię po policję. Sam ten tekst wystarczy, żeby na jakiś czas był spokój, ale potem do gościa wpadają kumple i się znowu zaczyna. Niestety, obok mojego bloku jest kamienica z pijalnią piwa, do tego siedlisko różnych lupmerii z bardzo licznymi psami. Nie dość, że co jakis czas pojawiają się i znikaja jakieś szczeniaki (raz na przykład suka husky, raz jakiś ttb, liczne kundelki, dwa dogi - brat i siostra, krzyżowane non stop), to jeszcze wielkie psy łażą po osiedlu z permanentnie narabanymi facecikami i laskami w mini, że migdałki widac. Co do działki - nie da się ich uciszyć i szczerze mówiąc nie przeszkadza mi szczekanie - cała uliczka szczeka, ciągle psy latają pod płotem, ale wszyscy sąsiedzi są na tym tle wyluzowani, maja tam po 2-4 psy na terenie i nie ma tragedii. Tragedia jest, jak dziad idzie z wielkim psem bojowym, zresztą dość obojętnym,a nawet znużonym i zaczyna go szczuc na całe towarzystwo, co więcej, złapałam go na tym, ze sprawdzał, czy da się brame otworzyć. Mam same niewielkie lub stare psy i gościu liczył chyba na małą rzeźnię. Gdyby zdarzyło się to jednokrotnie, nie było by tragedii, ale jesli on się pojawia co 2-3 weekendy, to dla mnie to jest niepokojące i nie reaguję na niego kulturalnie. Jest to ejdna z tych sytuacji, kiedy kultura nie ma sensu, bo nie dotrze. Jest tam kobitka, która ma 3 psy, przy czym jej suka uwielbia się ganiac wzdłuż płotu. Psy nic sobie nie robią, latają jak szalone, ale zaraz padają zmęczone, a odwołane wracają. Kobieta jest uprzejma, stara się odwołac swoje.
-
Akurat tego aspektu genezy dalmatyńczyków nie znałam, ale faktycznie, jak przypominam sobie szczęki Puclińskiego, to faktycznie miał takie mięśnie policzków, jak ttb, podobny łeb w ogóle. No i te mięśnie, zawsze się śmiałam, że był jak taki "koniowaty" - te mięśnie nóg, ta gracja. Rany... to już 4 lata, a mi go cały czas brakuje. Z mama się czasem śmiejemy, że pomimo dwóch psów w domu wzięły bysmy dalmatyńczyka, gdyby jakis się błąkał. Pewnie na początku by był cyrk, ale obie mamy świra na punkcie kropek. Swoją drogą czy ktoś wie, czy w Łodzi istnieje / istniała pseudohodowla? W zcasie, kiedy ja znalazłam Pucla (to jakieś 9 lat temu chyba), znajomi znajomych w tym samym tygodniu znaleźli swoją Tequilę - miała brązowe kropki i entropium, jak Pucel. No i też problemy psychiczne, ale nie aż takie. Pamiętam, że jeszcze przed Puclem usiłowałysmy pomóc młodziutkiej suce dalmatynce, ale zupełnie nie dawała się złapać, potem gdzies pognała i tyle ją widzieliśmy. No i był też łaciaty półroczny szczeniak, ale ktoś z osiedla go wziął (bo u mnie na osiedlu jest duzo dobrych ludzi z 2-3 psami lub stadem kotów i mało bezdomnych psów). Wydaje mi się, że ta "hodowla" albo zniknęła, albo zmieniła kierunek. Tyle, że nie wiem, gdzie się ona znajduje / znajdowała. Ja mieszkam w okolicy cmentarza Doły i skrzyżowania Wojska Polskiego - Palki, tam większość tych kropków była wywalana.
-
Nie czytałam całości, ale dodam coś od siebie na temat "złych dalmatynczyków". Mój ukochany pies, za którego bym zycie oddała, a który niestety w wieku 5 lat zmarł (nie wiem do tej pory, jaka była przyczyna, latałam z nim przez miesiac do weta, kroplówki, zastrzyki, miał mieć nawet operację, żeby sprawdzić, co sie w brzuchu dzieje, ale nie dożył) był dalmatyńczykiem. I to takim "najgorszego sortu", jeśli o wychowanie chodzi. Trafił do mnie z ulicy z entropium grożącym utratą wzroku. Miał wtedy rok i prawdopodobnie całe zycie mieszkał w kojcu czy klatce - o smyczy nic nie wiedział, o pieszczotach, na żarcie rzucał się jak głupi, był agresywny wobec mojej suki, wszystkich psów wokół, ludzi. Najpierw stracił nadmiar powiek, leczenie troszke trwało, doszły do tego problemy z uszami, poobijana od ucieczek i pogryziona głowa. Potem stracił jajka. Nastepnie zyskał kilkoro psich znajomych, pojechał nad morze na wakacje. No i okazał się wspaniałym psem, uwielbiałam go. Owszem, wychowanie go było trudne, bo dotychczas sam sobie był sterem, żeglarzem, okrętem, o jedzenie walczył. A tu nagle wygodna kanapa, jak w domu zimno, to kocyk na grzbiet, zawsze dobrej jakości jedzenie, piłeczki, zabawa, ganianki, trochę szkoleń na posłuszeństwo w trakcie zabawy... To był wspaniały, piekny pies, zgrabny, delikatny, choć sporawy jak na dalmata. Wiecie, to był piekny widok - patrzeć, jak się zmienia, otwiera, łagodnieje, jak dziko się cieszy, gdy odwiedzała nas sąsiadka z naprzeciwka - wtedy 16-letnia maleńka sunia o urodzie wyciora do fajki, jak podksakuje robiąc kupę, bo oblazły go gzy. Ponieważ był łapczywy, ktos poradził, żeby napchać go do oporu. Pamiętam, że zjadł tyle, że nie mógł nawet usiąść, bo miał tak brzuch wypchany - a i tak żebrał... Nie wiem, skąd się bierze teoria, że to sa dzikie, złe psy. Zakładam, że z boomu na tę rasę, który pojawił się po 101 dalmatyńczykach, kiedy to ludzie masowo je kupowali myśląc, że od szczeniaka piess będzie umiał mówić, żaglować, tańczyć na linie i serwować posiłki podczas przyjęć na 100 osób. Kiedy na początku szukałam jeszcze domu dla Pucla (szybko jednak zrezygnowałam), zgłaszali się tak kosmiczni ludzie, że brak słów. Jedna pani, pianistka, chciała psa w kropki, bo by się komponował z kanapą i dywanem. Przylazła i stwierdziła, że "bubel", bo pachnie psem i linieje... Inna chciała DOSŁOWNIE żywą zabawkę dla swoich dzieci (2 i 4 lata). Niania by sie nim i dziećmi zajmowała. Ludzie je biora dla wyglądu, bez pojęcia, że te psy są aktywne, bardzo wierne, inteligentne i wymagające. Myślą, że same sie wychowają. Piękny wygląd tych psów jest też ich przekleństwem. Kiedyś, gdy moi chłopcy juz odejdą (oby nie prędko, bo są niemozliwi), znów poszukam sobie kropka. Mój facet mnie pewnie zamorduje, bo marzy mu się coś bardziej włochatego, ale w sumie... Teraz i tak mamy razem 4 psy i zyjemy, więc dwa nie będą problemem :>
-
Niezbyt mądrze się czepiłaś. Nie masz uzasadnienia dla wezwania Straży Miejskiej. Pies szczeka? No szczeka. Nie jest to zabronione w Łodzi (choc było przez chwile). Nie szczeka między 22 a 6. Nie wydziera sie jak dziki, szczeknie kilka razy, po czym jest ochrzaniany i się uspokaja. Trafił do mnie, kiedy miał 7 lat, obecnie idzie mu 11 rok, pies był zdziczały. Po prawie 4 latach pracy zmienił sie nie do poznania - ufa ludziom, nie rzuca się na rękę, kiedy chce się go pogłaskać - a na początku na dotyk reagował agresją. Teraz jest przylepą, śpi brzuchem do góry, reaguje na komendy, powoli zwalczamy agresję wobec innych psów - zaczął się bawic z innymi psami. Rozumiem, że umiesz sprawić, że pies po przejściach w ciągu kilku minut oduczy sie szczekania na balkonie - ja nie, ale nie przeszkadza mi to. Niech sobie pyskuje, nie robi tego często, nie robi tego agresywnie, opieprza psa, który przechodzi, ale nikt na tym nie cierpi. Chodzi mi jedynie o CELOWE podprowadzanie pod same kratki balkonu, żeby duży pies był w stanie dosięgnąć pysk mojego i podpuszczanie "bierz bierz". Na to wezwiesz Straż Miejską?
-
Mnie do szału doprowadzają ludzie, którzy stają pod balkonem albo płotem ze swoim psem i się podniecają, że mój dostaje pierdziołka na widok ich psa. W domu mam 2 psy, w tym jednego psychopatę (drugi ma piłkę i wszystko w d...). Filip uwielbia siedzieć na balkonie, grzać się w słoneczku, obserwować świat (nawet przy minus 30). Ponieważ mieszkamy na parterze, każde przejście psa musi być obszczekane. No i są tacy, co jak widzą, że pies świruje, to swojego puszczają pod balkon tak, żeby psy sie po nosach gryzły. Na szczęście Filip się cofa, bo on musi straszyć, ale nie gryzie. No i wtedy wkraczam ja i niczym tornado i robię porządek i krótki wykład światopoglądowy yntelygentnemu psowyprowadzaczowi. Kiedy jeździmy z moim facetem na działkę do lasu, mamy ze sobą 4 psy, w tym 3 podpłotowe i Felka z piłką (ale on, podobnie, jak w domu, ma swój własny świat). No i tez ostatnio gjenjusz jakiś szedł z amstaffem lub pitem (niestety nie rozróżniam ich totalnie) i stanął niczym żona Lota ze swoim i sie cieszy, że psy ze skóry wyłażą. No, tym razem ruszył mój men, który spokojnym, filozoficznym tonem poinformował, co myśli o poziomie inteligencji pana zza płota. Kurcze, jak psy są luzem za płotem i się z moimi ścigają, to spoko, niech mają, ale jak stanie taki gościu i czerpie wyraźną satysfakcję z psiej agresji, to mnie krew zalewa. Misia pluszoewgo nawet nie powinien mieć, a co dopiero psa...
-
Ja filologiem jestem, a prawie 3 trzydziestokilogramowego dalmatyńczyka z totalną szajbą nie szkoliłam, a w zasadzie ustawiałam zupełnie od nowa połaczeniem pozytywki z konkretną karą za wyskok. Miałam na 6 psów 3 takie, które wielu ludzi by uśpiło po pierwszym wyskoku, a najukochańszym był najbardziej szurnięty dalmatyńczyk właśnie (umarł, jak miał 5 lat i nie wiemy, dlaczego, chyba jelito obumarło, a wet nie był w stanie pomóc :| ). Z nim to było tak, że korzystałam ze wszytskiego, o czym usłyszałam. Najpierw była kolczatka, dopasowywana do obłedu, ale i tak zawsze ją jakoś wywinął i zdjął. Potem szelki, które już zostały na dobre, kantarek na jakiś czas, aż przyniósł skutki. Przydał się, bo przedtem bywało, że ze spaceru wracałam z wielkim siniakiem na udzie, bo pies na widok innego psa wpadał w amok i gryzł co popadnie... Kastracja, ustawianie do pionu ostrym słowem, komendą, czasem szarpnięciem za kark. I bezcenne hasło - siad. Nie znoszę prowadzać psa w kagańcu, dlatego omijanie innych psów, kiedy tylko jest to mozliwe, jest świetnym wyjściem. U Pucla był zakaz spania z ludźmi w łózku, bo od razu czuł się zbyt pewnie i chciał dominować, choć inne psy z nami śpią. Dużo tego było, kiedyś, na początku, jak powiedziałam "wyjdź", kiedy chciał szukac w koszu na śmieci, skoczył mi do twarzy. Odruch bezwarunkowy - dostał w pysk dość mocno. Nigdy więcej się to nie powtórzyło. Nie jestem z tego dumna, ale z drugiej strony jak by się to dla mnie skończyło? U mnie wszyscy w domu uczą się na błędach, ale musze przyznać, że psy nie cierpią. Kiedy jeździmy z czterema psami samochodem, jest spokój, psy są zrelaksowane, w grupie szybko uczą się nowych rzeczy, w tym niestety ganiania psów za płotem z nieziemskim jazgotem. Na to nadal nie mamy ratunku, ale pracujemy nad tym, bo hasło ciasteczko o dziwo nie działa...
-
To dlaczego na przykład w UK kolczatka jest zabroniona? Osobiście nie szkolę moich psów, raczej nawiązujemy współprace polegającą na wzajemnym "czytaniu się" i stopniowo opracowujemy system omijania na przykład innych psów, które mojego straszego psa doprowadzają do szału, a młodszy ma je i tak w d..., bo nie są gumowe i okrągłe. Jednak kiedy poznawałam moje psy z psami mojego faceta, po prostu poszliśmy na żywioł - kagańce, działka, psy luzem i niech się dogadują. Przez kilka godzin były cyrki, ale bez szkód (poza dumą może), a teraz psy śpią w czwórkę koło siebie, znają swoje miejsce i jest luz. Stado jest baaardzo czytelne również dla nas. Jednak na przykład przy codziennym rytuale ciasteczka obowiązuje tylko SIAD i pyski częstowane od lewej do prawej, jak kto usiądzie. Kantarek stosowałam przy jednym psie - zdziczałym dalmatyńczyku. Działał nieźle, po kilku miesiącach został odstawiony, bo pies nauczył się doskonale chodzić na smyczy. Też był po przejściach, agresywny, więc czasem, kiedy miał atak morderczych zapędów, był łapany za skórę na karku, padało ostre SIAD i pies się wyluzowywał. Siedział, piszczał, ale nie wpadał w amok, do pyska trafiał patyk czy piłka i można było iść. Nie stosuję metod, które niektórzy uznali by za jedyne właściwe, zdarza się, ze pies dostanie w tyłek, jeśli odwinie wybitnie niewłaściwy numer, ale karzę je tylko wtedy, kiedy naprawdę przegną pałę. Zdarza się, że pies zostanie złapany za kark i usadzony, ale zanim ktoś napisze, że łamię jego psychikę, dodam, że kiedy ponad 3 i pół roku temu go znalazłam (miał 7 lat), nie umiał się bawić, nie umiał chodzić na smyczy, bał się głaskania, potrafił dotkliwie złapać za rękę. Od dwóch lat nie zdarzyło się, zeby kogoś choćby uszczypnął, włazi na kolana, radość okazuje pląsaniem z kółkiem w pysku, a jego ulubionym wydarzeniem jest wycieczka do salonu fryzjerskiego, gdzie lata luzem miedzy innymi psami (jak to pierwszy raz zobaczyłam, najpierw myślałam, ze zemdleję, a potem walczyła, żeby nie zalać się łazmi szczęścia). Pies śpi brzuchem do góry, chodzi w szlekach i na smyczy automatycznej, którą doskonale zna, nie zaczepia o drzewa, zna jej długość i impulsy, jakie nią wysyłam. Moja współpraca z nim nie zawsze ma znamiona pozytywnej, ale jak dla mnei ma sens. Bo pies to nie bardzo delikatna istotka, a stadny drapieżnik, więc nie zawsze nalezy się z nim cackać. Nie wolno jednak lać bez sensu (lać w ogóle, klaps w tyłek wystarczy), agresji wyładowywać itd. Dobra, naprodukowałam się jak dzika, pewnie nie na temat, ale własnie koncze trzecią kolejkę martini podsumowując najbardziej udany tydzien dekady :D
-
Strasznie mi przykro... Dopingowałam go od początku, potem wątek mi się zgubił, a znalazł się w taki sposób. Zawsze, kiedy odchodzi ktoś bliski - czy to zwierzę, czy człowiek, wmawiam sobie, że tak musi być, że to jedyna słuszna droga - bo jedna z nielicznych bez powrotu. Nie wiem, może się mylę, może Bóg, czy kto tam nami kieruje, wie, że to serduszko już więcej miłości nie zmieści - i je zabiera do siebie. Tyle, że tu zostaje żal i łzy. Okropnie mi przykro :(
-
FRED i Baca za TM, teraz majestat rządzi a rudy dodaje kolorytu ;)
Sybel replied to 3 x's topic in Już w nowym domu
Proszę na pw numer konta, na które teraz najlepiej i najpilniej należy przelać pieniążki, postaram się jak najszybciej wykonać przelew (wypłata przyszła... hura :D ). Biafrze kibicuję od dawna i bardzo bym chciała cokolwiek dorzucić. -
Fiodor i Sara zaginęły!Szczecin i okolice - POMOCY!
Sybel replied to polciuaa's topic in Już w nowym domu
Wiadomo cokolwiek? Jakieś ślady jeszcze się znajdują? Ciągle trzymam kciuki, bo nie ma nic cenniejszego, niż nadzieja. Oby gdzieś grzały swoje ciekawskie zadki. -
Książe Feliks już na salonach - ma kochający domek
Sybel replied to Basia1968's topic in Już w nowym domu
Bardzo dobre wieści :D Tasiemki są słodkie :] Takie charakterne psiaki. Niestety jamniki lubią poniszczyć, w ogóle psy "porzucone same w domu" lubią demolowac, u mnie szczególnie lubią gazety, a dawniej swetry dziergane przez babcię. Bo tym się można tak fajnie owinąć albo fotel umościć :D -
Książe Feliks już na salonach - ma kochający domek
Sybel replied to Basia1968's topic in Już w nowym domu
Jak tam pierwsza felusiowa noc w nowym domu? Latarenka, gratuluję doskonałego wyboru, Felek jest naprawdę super psiakiem :) -
Książe Feliks już na salonach - ma kochający domek
Sybel replied to Basia1968's topic in Już w nowym domu
O rety rety rety... Kciuki trzymam aż odpadną :D Jeśli to będzie dom, to oby Dom Idealny :) Zakładam, że fotki z nowego domu będą... :> Ja raz wyadoptowałam psa w sąsiedztwie - pies się błąkał, przybłąkał się do mnie, bo szłam z moimi dwoma. Następnego dnia pojawił się pan, który chciał psiaka adoptować, no to wiadomo, że pies do niego trafił. Człowieka znałam z widzenia, chodził ze swoją sunią, rozpieszczoną posłuszną, więc widać było, że dom ok. Następnego dnia spotkałam go, jak wybierał się z psem... do schroniska. Tak oto Filip na stałe zamieszkał z nami :D Co do zostawania samemu - moi chłopcy kompletnie nie umieją. Dawniej zostawali sami, ale od śmierci mojej Babci sfiksowali i już nie pozwalają się zostawić. Tak więc są zamykani w pokoju najdalej od klatki schodowej, po drodze kilkoro zamkniętych drzwi. Nie mają co zdemolować, więc po jakims czasie się zamykają. Mam to szczęście, że mam bardzo grube ceglane ściany, a większość sąsiadów czuje się bezpiecznie z piesami za ścianą, bo są starsi i głuchawi. Tak więc dość komfortowy układ pomimo kłopotów... -
Książe Feliks już na salonach - ma kochający domek
Sybel replied to Basia1968's topic in Już w nowym domu
Głos to on ma potężny, jak dzwon. Kurcze, ale Felki tak mają :D Mój też zlapie piłkę, a potem w nogi, pod łóżko i nie odda. Dopiero jak się zapomni, piłka nagle pojawia się pod stopą, a dwa metry dalej stoi Felini z wytrzeszczem i kwiczy, żeby rzucić. Nie sądzę, żeby nauczył się zabaw typu aport, ale może jakieś przeciąganie sznurka go zainteresuje? Przywoływanie pewnie da się załatwić nagrodami, nawet przekupnym hasłem "ciasteczko" - u mnie to jedyne, co powoduje, ze piłka wypada z pyska, ale nie przerywa niestety szczekania. Trzymam za Feluta kciuki. -
Książe Feliks już na salonach - ma kochający domek
Sybel replied to Basia1968's topic in Już w nowym domu
Rano na chybcika pisałam, bo niestety zaraz musiałam wyjść. Generalnie z Felinim było tak, że w Wielki Piątek wieczorem wychodziłam z moim facetem do jego Babci, która mieszka niedaleko mnie. Na skrzyżowaniu Wojska Polskiego - Strykowska przechodziliśmy przez pasy, kiedy jakieś 200 metrów dalej na jezdni pojawił się jamnik. Nie mam zielonego pojęcia, czy biegł przedtem wzdłuż cmentarza, ale kiedy go zobaczyliśmy, przebiegał przerażony przez czteropasmówkę. Było już po 18, mały ruch, więc przeżył - w szczycie nie została by z niego nawet mokra plama. Oczywiście ja zdębiałam, mój facet też, a Feliks co? Tuptup do nas, stanął między nami, spojrzał tymi swoimi wielkimi, załzawionymi oczami - kupa nieszczęścia, zmarznięty, głodny, mokry, zagubiony. Ponieważ każde z nas ma po 2 psy (moja ciotka z partnerem 4, to taka wada genetyczna), jesteśmy na takie sytuacje bardzo wrażliwi. Oczywiście zaraz go wymizialiśmy, rozejrzeliśmy się po okolicy, czy ktoś nie szuka, bo może wysmyknął się z obroży... Popytałam w okolicznych kioskach i zostawiłam tam informację, że jakby ktoś pytał, pies jedzie do schroniska, a kontakt u nas. Kioskarze mnie doskonale znają, więc na pewno by dali znać, gdyby ktoś pytał. Mały grzecznie poszedł z nami do domu, jak tylko poczuł, że ktoś się o niego troszczy, od razu postawił ogon i obsikał każdy ważny kąt :] Moja siostra się prawie poryczała, żeby go zostawić, ale niestety moje psy - Filip i Felek (zbieg okoliczności) nie pozwoliły bo zamieszkać u nas chłopakowi. Koleżanka nawet nie przeszła, a co dopiero facet... Tak więc zdążylismy pocykać mu fotki, wrzucić tu informację, nakarmić, wytulić, ogrzać i młody pojechał... Bałam się, że ma coś z uszkami - miał takie dziwne, suche brzegi uszu, poza tym charczał przy oddychaniu lekko. No i trząsł się jak galareta. Przez cały czas szukałam w sieci ogłoszeń o jamniku, niestety większość czasu spędzam w pracy, gdzie mam bardzo poblokowaną sieć i nie miałam jak pododawać ogłoszeń. Wrzuciłam tylko informację na stronie schroniska zakładając, że jeśli komuś zaginie pies, logiczne jest, ze pierwsze kroki kieruje się do schroniska. Felicjusz niestety nie miał chipa, tatuażu ani obroży, więc obawiam się, ze wyleciał. W tym samym czasie w mojej okolicy znaleziono jeszcze dwa czarne jamniki - chłopaka i dziewczynę. Wziąwszy pod uwagę, że mój poprzedni pies był dalmatyńczykiem znalezionym w tym samym miejscu w tych samych okolicznościach, a koleżanka dzień po nim znalazła sukę dalmatynkę, zakładam, ze ktoś w mojej okolicy może mieć hodowlę popularnych psów i co jakiś czas pozbywa się tych, które mu nie pasują... Nie może to byc zbieg okolicznosci :/ -
Książe Feliks już na salonach - ma kochający domek
Sybel replied to Basia1968's topic in Już w nowym domu
Podszedł do nas po tym, jak przeleciał przez sześciopasmówkę, Ogłaszałam go, ale nie szukano go, przynajmniej nie było żadnych ogłoszeń nigdzie. Nie miał chipa ani obroży, był głodny i zmarznięty. Dwa tygodnie siedział na kwarantannie... -
Książe Feliks już na salonach - ma kochający domek
Sybel replied to Basia1968's topic in Już w nowym domu
Ja chciałam zapytać, czy to faktycznie jest ten jamnik, którego fotka jest na pierwszej stronie? Pytam, bo robiona była w mojej kuchni, przeze mnie, ja go oddałam na Marmurową, bo nie miałam jak przechować. Kiedy został wykastrowany? Ja oddawałam pełnojajecznego, czy Marmurowa w 2 tygodnie zdążyła go ciachnąć? Oddałam go w Wielki Piątek. W ogóle jestem aktualnie w taki szoku, że zaraz chyba się przewrócę. To jest wspaniały, cudowny pies... Wiecie, co jest najgorsze? Wczoraj dzwoniła do mnie Pani chętna na jamnika, gdzieś spod Warszawy. Oczywiście numer ukryty, więc nie mam, a ja jej powiedziałam, ze wszystko super ekstra... Co gorsza w mojej firmie nie ma za bardzo zasięgu i urwało mi w połowie rozmowy. Co za... -
Zaraz, halo, co się dzieje? Jak CIERPI?
-
A jest szansa na jakieś fotki z nowego domu? Tak bardzo bym chciała, o ile to możliwe, zobaczyć uśmiechniętą mordencję w spokojnym, bezpiecznym domku :)
-
Wiadomo coś? Psiaka chyba nie ma już na stronie schronu, nie mogłam znaleźć
-
Dalmatka wyrzucona z domu- OHYDNA DECYZJA RODZINY!!!! Szok!!!!
Sybel replied to Basia1968's topic in Już w nowym domu
Skontaktuj się może z dr. Pacałowską z lecznicy Sfora - ona swego czasu ratowała kropki, może ma jakieś kontakty... Jak ja od niej brałam mojego Felicjana, miała między innymi głuchą młodą dalmatynkę, starą, ponad 12-letnią sukę oddaną przez człowieka, którego złapała bezdomność i chyba ze trzy wielkie dalmatyny też gdzieś w lecznicy. Ratowała też tego dalmatyńczyka, który jest na schronie schroniska, Lopeza. Lecznica dla Zwierząt "Sfora" Pacałowska Ewa 93-189 Łódź, ul. Przybyszewskiego 12 woj. łódzkie, powiat: Łódź TEL (42) 6831007 -
Też czekam na jakiekolwiek wieści...
-
Współczuję całej sytuacji z maluchami. Koszmarna sprawa, ale natura sama rozwiązuje pewne kwestie i nam pozostaje tylko płacz. Jeśli chodzi o nadwagę psiaków - może skoro babcia zakarmia, to kupuj karmę niskokaloryczną, np. Hill's light - ale ona jest dość droga, ostrzegam. Pomaga, psy ją lubią (moja przynajmniej lubiła). Poza tym pokazuj babci wątki o tłustych psiakach z dogo i torpeduj opowieściami, jak to psy z nadwagą cierpią - może dotrze... Ja bym sugerowała jednak wydrylować sunię, nie zawsze po tym tyją psiaki, a poza tym nawet jeśli pies dostaje dużo żarcia, dużo ruchu może zmniejszyć jego masę... Trzymam kciuki i każda decyzja, jaką podejmiesz, będzie tą właściwą, bo będzie Twoja ;)
-
Mam nadzieję... Feliński naprawdę, ale to na sto procent zasługuje na wspaniały dom. Ja go pokochałam po dwóch godzinach... Jest wielkim, chodzącym sercem z ogromnymi, głodnymi miłości oczętami.