-
Posts
2501 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Sybel
-
Horror w szydlowcu! Prosze o wyczyszczenie watku.
Sybel replied to Madallena's topic in Już w nowym domu
Anita, poza tym ludzie z większych miast mają też często większe możliwości finansowe, a o to również chodzi. Czy jest jakaś organizacja, na której konto można ewentualnie przelewać pieniądze? Myślę, że należy przygotować plakaty i porozwieszać np. na uczelniach, w szkołach średnich, w pracy. Takie, które można wydrukowac kolorowo i czarno biało, z wyjaśnieniem, w czym rzecz i na co zbiórka. Plus np. założyć fan klub na facebooku, bo to jest niesamowicie popularna strona, tam rozreklamowac na maksa. -
Horror w szydlowcu! Prosze o wyczyszczenie watku.
Sybel replied to Madallena's topic in Już w nowym domu
Napisałam do WO, zobaczymy. Może zechcą napisać i zwrócić uwagę ludzi na Was. -
Horror w szydlowcu! Prosze o wyczyszczenie watku.
Sybel replied to Madallena's topic in Już w nowym domu
Czy istnieje możliwość, by na przykład wymóc na burmistrzu jakoś sfinansowanie jakiejś akcji "antykoncepcja w Szydłowcu". Karma z jakimś srodkiem antykoncepcyjnym dla psów? No i napisać np. do premiera, że dzieje się coś takiego, no to przecież półmetek jego rządów, a jeśli nic nie zrobi, nagłośnić sprawę... Albo może do Gazety Wyborczej, w wielu miejscach pomagają zwierzakom, sama tam robiłam "wywiad" z psem, którego miałam do wydania. Myślałam też o czymś takim: Wysokie Obcasy robią różne artykuły o działających kobietach (i mężczyznach też, co by nie było :P). Czyta je masa ludzi. Może napiszę do nich, żeby zwrócili uwagę na to, co tu robicie, zrobili o Was artykuł, pojechali tam z Wami i tym samym nagłośnili sytuację. Może jak nie pomoc od państwa, to od ludzi napłynie... Tylko Wasza zgoda potrzebna. Zatkało mnie, jak zobaczyłam, co zobaczyłam i na razie wygląda to na worek bez dna, bo te psy będą się mnożyć w nieskończonosć, aż w końcu ktoś bardziej przyciśnięty każe je po cichu wyłapac i wybić i problem się rozwiąże. -
A gdzie sunia trafi po złapaniu?
-
Inna sprawa, ze nie wiadomo, jak żyła. Czy umie sie załatwiać itd. Ja akurat znam takiego starszego pana, który ma 3 psy, które leją na meble, łóżka itd. Mieszkają od lat w domu, a córka pana pracuje w domu "i nie ma czasu", więc moja ciotka się nimi zajmuje. Najgorsze, ze ten pan nie pozwala ich leczyć, jeden ma chyba entropium, a jeden coś z łapą. Nie leczy ich, "bo się zestresują", a pan świata za nimi nie widzi. Nie raz oferowałyśmy z siostrą transport do weta i pomoc przy pielęgnacji, ale nie bo nie, a na siłę nie ma sensu. Do czego zmierzam - sunia mogła być kochana, ale nie wiemy, co potrafi, a czego nie i może być niezwykle wymagającym stworzeniem. Na pewno będą problemy ze stawami po życiu w wilgoci, robaki, pewnie też nerki uszkodzone, możliwe, ze serce i wątroba, przeziębienie i ogólne wyniszczenie organizmu - gdybam i kraczę, ale leczenie i codzienna opieka nad takim psem to duże koszta. Dobrze, że mała raczej kompaktowa, niż XXL... Z dwojga złego. Potencjalny dom musi być tego świadom. Muszą pamiętać, ze panienka starsza, więc np. samo serduszko, gdyby w grę wchodził np. Vetmedin, to 2,5 zł dziennie minimum, czyli jakieś 60 - 140 zł miesięcznie.
-
A te domy są sprawdzone? Czy znajomi, którzy może wezmą, a może nie? Tej małej nie stać na wstrząsy w postaci zmiany zdania :/ Ja dziś nie dałam radę na cmentarz iść, bo miałam nadal gorączkę. Mama sunie widziała na Komunalnym (wiecie który to?) bliżej kaplicy od strony Smutnej. Tak więc wszelkie poszukiwania sugeruję zacząć od tej strony. Co prawda mała jest mobilna, ale może tam będzie. Gdzie P. Ela ją dokarmia? Przydały by się konkretne namiary na sunię. Wie ktoś, gdzie jej Pan jest pochowany? W zasadzie Jego grób powinien być takim jakby punktem zero, z którego zaczyna się poszukiwania.
-
Śliczne, wierne serduszko. Strasznie mi jej żal. Nie wiem, czy ten Pan nie miał rodziny, czy też rodzina psiaka olała, ale to straszne, że takie mądre, dobre stworzenia czeka tak niesprawiedliwy los. Wiem, są ludzie i Ludzie, ale czasem strasznie trudno się z tym pogodzić :| Ona ma szczęście, że stała się medialna, bo tak ma większe szanse na dom. Gdyby więcej psów dało się tak nagłaśniać...
-
Jeśli mnie mama wypuści z domu, to postaram się do niej dziś podejść i podrzucić nieco Boscha, albo kurczaczka z ryżem na ciepło, lepiej jej zrobi. Może fotki by sie dało zrobić. Jak nie ja, to może siostra, jak od partnera wróci. Myślę, że ode mnie 20 zł będzie co miesiąc, może uda się wyskrobać 50. Tylko proszę o info o numerze konta. Zaktualizuję pierwszy post.
-
Jeśli o uśpienie chodzi, dobrym pomysłem by było włożenie jej usypiacza w karmę. Ile ona może ważyć? 10 kg? Ma ktoś weterynarza, który by umiał doradzić? Ja na razie mogę jakieś 20 zł dorzucić, po 27.11 postaram się coś więcej, jak mi wypłata przyjdzie. Mam nadzieję, że panienka pod czułą opieką się otworzy. W sumie już takie psy w domu miałam, ze nie wiem, jak udało mi się je złapać, że o oswojeniu nie wspomnę. Gdyby nie mój Filip, moja mama by ja z chęcią ułożyła. Niestety Filip by ją pewnie swoim darciem dzioba doprowadził do zawału. Do tego Felek, który nowe psy (i ludzi) w domu traktuje jak coś, co można mu rzucić... Mała by sfiksowała.
-
Podobno na Kosodrzewiny jest ok, ale nigdy tam nie byłam, wiec nie wiem. Możliwe, że Medor by pomógł, bo sprawa medialna, a oni robią sterylki itd. Ewentualnie Straż dla Zwierząt może by pomogła, zresztą współpracują z Medorem. Medor jest ze Zgierza, ale może dadzą radę jakoś pomóc.
-
Podobno widywano ją w różnych częściach, ale z artykułu wnioskuję, że skoro aleja zasłużonych, to chyba wojskowy, obok kaplicy - ale mogę się mylić. Moja mama ją widziała chyba na komunalnym, siostra na wojskowym, więc mała się kręci - pewnie szuka jedzenia. Tak czy inaczej trzeba pomóc. Swoją drogą jak ona na ten grób trafiła...
-
Moja mama i siostra usiłowały ją "poderwać" jeszcze przed zaduszkami, ale ona ucieka, w ogóle nie ufa, na maksa zdziczała. Moje dziewczyny nie wiedziały wtedy, że siedzi tu już tak długo. Ja w tej chwili nie pomogę, bo siedzę w domu z zapaleniem oskrzeli, a w środę mam obronę magisterki, więc szczęścia po pachy. Jeśli panienka trafi do schroniska - jakie są jej szanse? Czy tam jej pomogą, czy raczej zniknie w boksach?
-
Wrzuciłam to w adopcje dla łódzkiego, może da się cos zrobić... Wiecie, ja mieszkam przy tym cmentarzu, ale mam dwa psy, a jeden nie toleruje obcych :/
-
[URL="http://wiadomosci.wp.pl/kat,9922,title,Pies-od-roku-pilnuje-grobu-swojego-pana,wid,11685875,wiadomosc_prasa.html"]Pies od roku pilnuje grobu swojego pana - Wiadomości - WP.PL[/URL] Czy ktoś może jej pomóc? Sytuacja na 15.11.09: ketunia - 20zł / mies, 300zł / jednorazaow (z bazarku) Glorien - 10zł / jednorazowo nika28 - 20zł / jednorazowo Sybel - 20 zł / miesięcznie Szukamy hoteliku lub DT. [URL="http://img195.imageshack.us/img195/5323/psina11.jpg"] [/URL]
-
Ja nie napuszczam wody, bo pies może się bać, kiedy sięga mu np. do brzucha czy połowy łap, dlatego myję pod bieżącą wodą. Jak go myję, skupiam się na masowaniu miejsc, które szczególnie lubi, czyli np. punktu nad ogonem. Jak juz jest spłukany, lekko wyciskam sierść, a następnie owijam ręcznikiem i niosę do dużego pokoju, gdzie czeka rozłożona stara poszewka od kołdry. Tu zaczyna się zabawa, czyli ganianie, szarpanie szmatek i tym podobne. Moja poprzednai suka sama dzięki temu właziła do wanny, a jak jej kumpel był myty, to ona sie na wszelki wypadek też wycierała :) Podczas mycia cały czas do niego mówię, uspokajam. Tak już nauczyłam kąpieli sześć psów. Wystarczy wyrobić rytuał, sprawić, że dobrze im się skojarzy. Czasem najpierw jest uciekanie dookoła stołu przed kapielą.
-
Moje na kolanach też są bardzo terytorialne - jak ktoś siada obok, zajmują terytorium jego kolan i siedzą pół na pól :] I niezwykle dziko i agresywnie liżą.
-
Mój zjadł piankę do uszczelniania okien (prawdopodobnie). Nie wiemy do końca, pies się miesiąc męczył, w końcu umarł. Miał robione USG, RTG - jak się potem okazało, pianki na tym nie widać, bo przechodzą przez nia promienie. Badania krwi w normie, miał mieć otwieraną jamę brzuszną, żeby zobaczyć, czemu tak koszmarnie cierpi, ale akurat tamtego dnia umarł o świcie. Najgorsze, że przez całe wymienianie okien byłam przy nim, miałam go na smyczy i nie wiem, jak i kiedy mógł to zrobić. Miał tylko 5 lat i był najsłodszym dalmatyńczykiem, jakiego spotkałam. Do tego był akurat do mnie szczególnie przywiązany i u mnie szukał ratunku, a ja jeździłam do weta, usiłowałam go ratować, ale nie dalo rady. 9 listopada będą pełne 3 lata od tamtego koszmarnego dnia.
-
Wiem, jak to jest oddać psa i ryczeć, a jak nie oddać, bo się nie chciało, nie umiało, więc DS nie pasował, chocby był idealny. W szczytowym momencie miałam trzy psy. Gdybym była na miejscu kandydatów na psa, szlag na miejscu by mnie trafił, ale pewnie natychmiast bym ruszyła szukac innego psa zamiast stwierdzić, że zostałam tak zraniona, że musze ochłonąć i pomyśleć. Rozumiem Pati, choć rozumiem też Capricę i Jej Partnera. Niefajna sytuacja, nieco toksyczna, budząca niesmak, wstyd i niechęć, ale trzeba ochłonąć i działać dalej. [B]Caprico[/B], nie zastanawiajcie się długo, tylko ruszcie na poszukiwania. Mokry nosek na policzku o 5 rano potrafi szybko zagłuszyć żal i irytację. Na utrate psa w taki czy inny sposób najlepiej robi inny pies. Naprawdę. [B]Pati[/B], wiem, że było trudno, decyzje nalezy podejmować mimo wszystko tak, by nikt nie ucierpiał (wiem, łatwo powiedzieć, sama tego nie potrafię w 100%) lub minimalizować "straty w ludziach". Tak czy inaczej gratuluję Zumi ;)
-
Grey, mam trzy kastrowane psy i nie występuje u nich nietrzymanie moczu. I sukę sterylizowaną. I dwa moje zmarłe psy były kastrowane. I jeszcze kilkanaście znajomych. Dodam, że wszystkie z ulicy, na początku były bardzo agresywne wobec obcych, ale po kastracji się wyciszyły i łatwiej się z nimi pracuje, gdy są skupione na opiekunie, a nie na dominacji, cieczce czy zagrożeniu terenu. Dodam, że kastracja jest również wskazana zapobiegawczo dla psów nieprzeznaczonych do rozrodu, jeśli chce się uniknąc problemów z prostatą. Często zalecany przez weterynarzy zabieg. Oczywiscie kastracja nie rozwiązuje problemu agresji, ale zauważyłam, że bardzo dobrze robi oswajanie psa z duża iloscią ludzi i wyłażenie z nim w mocno zaludnione miejsca. My chodzimy na spacery do Manufaktury, co działa na mojego Filipa genialnie. Oczywiscie nie za często, bo co to za atrakcja dla psa, ale np. ilekroć musimy kupić mu karmę czy jakieś akcesoria, idziemy z nim do duzego zoosklepu :)
-
Jest przyjęte, ale osoba, która tego nie robi, np. z przekonania, ma prawo protestować. Protestowano też przeciwko "artyście", który wykończył psa i przeciwko aktorce, która prezentowała bicie serca umierajacego homara na scenie. Zawsze są dwie opcje: zgadzam się - nie zgadzam się. Za nimi zaś podążają następne: robię coś w tym kierunku - mam to w d*** i grzeję się w ciepłym wygodnym domku. Oczywiscie, że cos jeśc trzeba. Kwestia tylko, jak to coś do jedzenia zostało potraktowane. Jeśli zostało skatowane przed śmiercią, a ja o tym WIEM, robię to, co jestem w stanie uczynić, by na przyszłość zapobiec katowaniu posiłku. Inna sprawa, że są narody lubujące się w brutalnym przygotowaniu jedzenia, np. smażące żywe ryby w gorącym oleju tak, by głowa była na wierzchu i ryba jak najdłużej oddychała... Bo tak jest smaczniej :| Polacy traktują koszmarnie karpie - taka kultura, świąteczny zwyczaj. Ja karpia nie kupię nigdy, natomiast staram się co roku walczyć z tym zwyczajem. Wielu ludzi uwielbia karpie, co nie znaczy, że te zwierzaki MUSZĄ cierpieć. Można kupić karpia, który był traktowany dobrze i nie szalał ze strachu, niedotlenienia, bólu. Tylko trzeba być tego świadomym. Dla Koreańczyków psy są jak karpie - bez uczuć, bez emocji. Można ich uświadomić chocby takim protestem, że mozna zmienić warunki zycia i smierci psów, bo w sumie człowiek jest ich bogiem - decyduje o narodzinach i odejsciu, karmi, daje dach nad głową i podejmuje wszelkie decyzje...
-
Ja się podpisałam, juz raz tego typu akcja dała efekt, na dodatek w Chinach. Był tam zwyczaj łapania młodych niedźwiedzi himalajskich, rozmanażania ich w hodowlach. Takie niedźwiedzie trzymano w klatkach metr na półtora ze stalowym cewnikiem wprowadzonym do woreczka żółciowego, gdyż żółć niedźwiedzi uznawano za wspaniały lek. "Lek" zlewano z niedźwiedzia dwa razy dziennie. Co więcej, cewnik bywał instalowany na wielkiej stalowej konstrukcji okalającej pas niedźwiedzia i powodującej permanenty ból. Znaleźli się jednak ludzie, którzy załozyli schronisko dla takich niedźwiedzi, zadziałali też tak, że rząd chiński (!) wprowadził zasadę - żadnych nowych licencji na hodowle niedźwiedzi, a za zamykanie starych całkiem przyzwoita suma "zadośćuczynienia", by opłaciło się zamknięcie biznesu. Dało radę. Są teraz azyle, gdzie te zwierzęta uczą sie być niedźwiedziami, bywają zwracane naturze, jesli jest to mozliwe. Co do różnic kulturowych - nie zgadzam się z wieloma zjawiskami społecznymi, w tym obrzezaniem kobiet, zaszyciem im wejścia do pochwy, by były węższe dla swojego "pana i władcy", wydawaniem dziewczynek za mąż za mężczyzn znacznie starszych od nich, prowadzaniem kobiet (również w Londynie, bo tolerancja) na smyczach przypiętych do maski na twarzy. Nie podoba mi się masowe zabijanie delfinów w Japonii dla mięsa, rekinów dla płetw, młodziutkich fok dla futra, koni dla mięsa. Nie podoba mi się SPOSÓB, w który jest to wykonywane, bo jest sprzeczne z moimi wartościami. I da się to zmienić tak samo, jak dało się znieść komunizm, zlikwidować w wielu krajach seksizm, rasizm, homofobię. Tylko trzeba CHCIEĆ zamiast stwierdzić "nie no, to siedzi w kulturze, nie wolno zmieniać". Otóż wolno, kultura jest elastyczna, plastyczna i ulega setkom wpływów. Jeździ się samochodem, a dawniej była riksza? Można też nie jeść psów lub przynajmniej mordować je tak, by nie cierpiały. Jesli z jednej strony korzysta się z kultury europejskiej garściami, a z drugiej upiera się, że "nasza kultura to nasza kultura i jest niezmienna", to wykazuje się ogromną ignorancją. Albo w lewo, albo w prawo, a nie taniec na cienkiej linii zwanej "jak komu wygodniej". Dlatego uważam, że nalezy PRÓBOWAĆ. Bo jak się nie próbuje, to nie należy narzekać, że nic sie nie zmienia.
-
Zapomniałam dodać, że był to skok na znajomych, którzy znali moje świry, pomarudzili, że "mam schronisko", ale potem pomagali psy wyadoptować lub przyprowadzali mi znajdy do adopcji. Jedna sprawa, że pieszy świętym nie jest, w myślach psa czy właściciela nie czyta, wiec nie wie, że pies MOŻE skoczyć, jeśli się przestraszy. No bo teoretycznie psy powinny funkcjonować w społeczeństwie i tak dalej. Jesli jednak się widzi, że człowiek usiłuje psa odciągnąć jak najdalej od nogi osoby mijającej, to (uzywając wyobraźni) można wywnioskować, że opiekun chce uniknąc bliskiego kontaktu między psem i przechodniem. Niektórzy wręcz do tego dążą. Raz mój Felek dostał dosłownie kopa w bok (na szczęscie uskoczył), bo facet lazł na nas chcąc przejść między mna i psem, widząc, że miedzy nami jest smycz. I wiem, że zrobił to celowo, bo nie raz atakował ludzi z psami. Inna rzecz, że na przykład raz mój Filip o mały włos by pogryzł pijaka (boi sie mężczyzn pachnących alkoholem), który postanowił się z psem "przywitać". Na moja uwagę, żeby tego nie robił, zwyzywał mnie od najgorszych, bo ta k... mu się nie pozwala z pieskiem witac. Czy istnieje możliwość, by porozmawiać z sąsiadami czy mieszkańcami osiedla i dowiedzieć się czegoś więcej o tej babie? Możliwe, że jest typową pieniaczką, która już narobiła sporo problemów innym ludziom, którzy mogą wystąpić w roli świadków dodatkowych czy coś w tym stylu... Można spróbowac zawsze.
-
Trzymam kciuki. Sama miałam psy, które czasem bardzo trudno było prowadzić tak, by nie ugryzły. Nigdy chyba nie udało im się nic więcej, niż skok na człowieka i przestraszenie go, a ludzie też pomarudzili i poszli, więc wiem, jak to jest. Wszystko będzie dobrze, tylko trzeba na spokojnie przedstawić swoje racje, darować sobie prezentowanie przed sądem domysłów i wierzyć, że babsztyl się odczepi... Swoja drogą okropni są tacy ludzie, takie pasożyty, które jak juz znajdą ofiarę, to się kurczowo trzymają.
-
[MLB] Alfik - Mały, śliczny, dobrze wychowany kudłacz:)
Sybel replied to Hotel KADIF's topic in Już w nowym domu
Ja chętnie, ale mama by mnie z domu wyprowadziła. Tzn ona sama już Filipa nam sprowadziła, jak w domu dwa psy były (sunia Fifi nam umarła rok temu na serce w wieku 13 lat). Sęk w tym, że Filip nie toleruje innych poza swoją sforą, więc mógłby Alfikowi krzywdę narobić. Swoją drogą idzie zima i jak znam zycie coś się u nas pojawi, bo mieszkam w punkcie, gdzie skurczybyki nawet nie zwlaniają, kiedy psy z samochodów wykopuja. Słychac tylko skowyt, trzask drzwi i pisk opon... Alf jest piękny, pasuje idealnie do poduszki pod głową i łapek na kołdrze. Jeszcze powinien spać na grzbiecie, brzucholem do góry. Jak ja żałuję... eh... -
[MLB] Alfik - Mały, śliczny, dobrze wychowany kudłacz:)
Sybel replied to Hotel KADIF's topic in Już w nowym domu
On jest jak miks moich chłopaków - wygląd jak Felicjan, wiek i brak wychowania Filipa :) Tak naprawde dojrzały pies nie jest aż takim wyzwaniem, mój Filip miał chyba 7 lat, jak go znalazłam, do tego był psem totalnie zdziczałym - nawet nie wiedział, do czego służy piłka, głaskany atakował ze strachu. Teraz śpi brzuchem do góry, lgnie do ludzi, zna kilka podstawowych komend, nauczył się bardzo dobrze chodzić na smyczy automatycznej. Alfik to pies, którego bym z radością wzięła, gdybym nie miała dwóch swoich psów i dwóch mojego partnera pod opieką...