Jump to content
Dogomania

Sybel

Members
  • Posts

    2501
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Sybel

  1. Zapraszam na wątek Tyfusa, który o mały włos wczoraj wylądował by na Marmurowej, ale na szczęscie na razie udaje nam się uniknąć tej opcji: [url]http://www.dogomania.pl/threads/192612-M%C5%82ody-Tyfus-Kaktu-szuka-domu-i-prosi-o-pomoc-w-og%C5%82oszeniach[/url]
  2. Ponieważ nie umiem wsadzać zdjęć, podaję linki do małego: [URL="http://img508.imageshack.us/i/100912144548.jpg/"]zdjęcie 1[/URL] [URL="http://img716.imageshack.us/i/100912144418.jpg/"]zdjęcie 2[/URL] [URL="http://img688.imageshack.us/i/100912133637.jpg/"]zdjęcie 3[/URL] [URL="http://img214.imageshack.us/i/100912133702.jpg/"]zdjęcie 4[/URL] [URL="http://img201.imageshack.us/i/100912133900.jpg/"]zdjęcie 5[/URL] [URL="http://img827.imageshack.us/i/100912144309.jpg/"]zdjęcie 6[/URL] [URL="http://img340.imageshack.us/i/100912144500.jpg/"]zdjęcie 7[/URL]
  3. [url]http://www.dogomania.pl/threads/192612-By%C5%82o-nas-sze%C5%9Bcioro-zosta%C5%82em-sam[/url] Wczoraj na adopcjach załozyłam. Tylko fotek jeszcze nie mam, bo nam w sobote komputer padł i przez weekend z nim wojowaliśmy (ku uciesze Kaktusa)
  4. Dobry pomysł, w Polsce marnuje sie masę ekologicznych żródeł energii... Przy okazji, mam do oddania czteromiesięcznego szczeniaka, może jacyś chętni? Poprzedni własciciel przerzucił 3 szczeniory przez płot działek robotniczych na Limanowskiego, dwa zniknęły, Kaktus został no i trafił do mojej siostry. Potrzebuje pilnie nowego domu, mamy już 2 psy i nie za bardzo mogę pozwolic sobie na kolejnego...
  5. Troszkę nowych informacji na temat malca: widzi się w lustrze, strasznie sie cieszy, jak sie do niego w lustrze macha. Jest niesmiały, wstydzi się zaczepiać, choc próbuje powoli. Bardzo boi sie spacerów, ale uczy sie powolutku. Cały czas wychodzą z niego jeszcze robale, ale już niedługo powinien być z tym spokój. Roboczo nazywa się Kaktus i jest uroczy :] Wszystkie zabaweczki zanosi na legowisko i z nimi spi. Bardzo prosi o domek...
  6. Przypominam, maluch w pilnej potrzebie
  7. Tyfus, znany również jako Glutek lub Kaktus jest czteromiesięcznym uroczym szczeniakiem, którego odległym przodkiem mogli być rottweiler i owczarek, a potem wszystko, co przebiegało obok. Maluch nie ma ogona, podobno taki się urodził. Został wyrzucony wraz z dwojgiem rodzeństwa, ale tamte malce zniknęły, a Tyfek został z moją ciotką, przez którą trafił do mnie. Miałam go odwieźć do schroniska, bo naprawdę nie mam gdzie go trzymać, ale zlitowała się moja siostra. Tak więc Tyfus ma dom tymczasowy, ma opiekę, socjalizację, gwarantujemy też opiekę finansową na czas opieki tymczasowej, dobrą karmę, zabawki i - jeśli to tyle potrwa - kastrację. Tyle, że nie jesteśmy w stanie dać mu domu stałego. Siostra z chłopakiem pracują, ja z moim również, u mnie są dwa psy w domu. Tyfek potrzebuje czułej opieki non stop, bo jest nieśmiałym chłopcem. Jest bardzo pojętny - w ciągu doby załapał, o co chodzi z proszeniem o spacer w razie kupy i siku. Jest w trakcie odrobaczania, uczy się powoli reagować na proste komendy, jak chodź, zostaw, siku, nie. Zostaje sam w domu bez większych dramatów, bardzo potrzebuje czułosci - najchętniej zamieszkał by pod bluzką. Myślimy, że osiagnie mniej więcej 20 kg wagi, będzie dośc zgrabnym psem, raczej nie za bardzo masywnym. Bardzo proszę o pomoc w ogłoszeniach, bo się na tym kompletnie nie znam. No i o promocję Tyfuskowych wdzięków. Kontakt ze mną: 601 318 544, z siostrą 693636323, ale proszę o cierpliwość, u nas w pracy zasięg bywa przelotnie...
  8. Co do legowiska - stara poducha plus flanelowa poszewka uszyta przez kogoś, kto umie szyć, zapinana na rzepy też się sprawdza, moje psy mają takie legowisko. Na bank u rodziny cz znajomych znajdziesz poduchę czy dwie, które złożone jedna na drugą i opakowane w coś staną się wspaniałym, mięciutkim łożem (pod które można niecnie schować zwyczajną piłeczkę tenisową ]:>, co by pies miał szukanie ). Jak masz gdzieś w okolicy korty tenisowe, sugeruję wycieczkę w te rejony od czasu do czasu - trafiają się bardzo dobrej jakości zapomniane piłeczki :]. Miska - można kupić pojemniki do przechowywania żywności, wtedy od razu służą za wycieczkowe z odmierzonym posiłkiem. W tesco takie są już chyba poniżej 10 zł. Jeśli zamierzasz kupić 15 kg karmy, to dobrze się sprawdza taki pojemnik plastikowy z uchem i klapką do przechowywania proszku do prania - ja w realu kupiłam za chyba 12 zl. Pchasz do pełna karmy i potem tylko takie pudełko masz w kuchni.
  9. Bardzo fajnie :) Trzymam kciuki. To nie jest łatwe, bo one nie zawsze dają radę, ale mam ogromną nadzieję, że się uda.
  10. Mnie dobija taka scenka: idę sobie do Manufaktury na zakupy, obok idzie Pańcia. Pańcia ma na sobie obcisłą panterkę, bardzo platynowe gniazdo na głowie, na ramieniu torebke, a z torebki wystaję bardzo zmęczony łeb grzywacza. W manufakturze jest dośc duszno, niby klima, ale wiadomo, jak to w Polsce wygląda. Pies w torbie szmacianej, pikowanej, torba trzyma fason, więc wnioskuję, że jakas pianka się kryje pod różowym pokryciem. Jak obstawiacie, jest tam powietrze? Sądząc po tym, ze pies wygląda, jakby zaraz miał wykorokować - powietrza brak. Pańcię widzę pierwszy raz, kiedy wchodze do manufaktury. Widac, ze od pewnego czasu juz tam jest - dwie torebeczki z zakupami juz są. Kiedy wychodzę 2 godziny później ząłatwiwszy zakupy na tydzień w spozywczaku, orientację przedremontową, uzupełnianie braku butów i spodni, Pańcia znów się nawija. Pies zwisa jeszcze bardziej spośród innych toreb z zakupami. I nie zanosi się na finisz. To jest upupianie, nie ma wytłumaczenia "bo on nie lubi zostawać sam" - mozna go tego nauczyć i już, to Pańcia nie chce go zostawiac samego. Z drugiej strony moja siostra jak była mała, ubrała naszą (sporawą) sukę w różowy kostium kąpielowy, różowy czepek i zabrała na plażę. Dla smiechu i raz - tez upupianie, ale potem psu wynagrodzone zabawą - BEZ KOSTIUMU. Jka ktos psa na zimę ubierze w ładne wdzianko - nie mam nic przeciwko. Jak założy fikusne galty na cieczkę - czemu nie, przecież Polsce potrzeba kolorów. Ale jak ktos psa traktuje jak gadzecik, męczy bez sensu, zeby "wyglądać" nie zważając przy tym na dobro psa, nóż mi sie w kieszeni otwiera. Dopóki upupianie nie odbiera psu psiejskości, niech juz będzie, ale jeśli zabiera to psu zdrowie, ruch, równowage psychiczną - powinno być karalne jako znęcanie się.
  11. Nie wiem, ale moze warto skoczyć do weta, żeby suke obejrzał, ocenił stan, zobaczył, czy po bezdomności nie powinna dostać jakiegos suplementu diety, żeby siebie i małe wzmocnic. No i ocenił, ile małych może być, żeby juz zacząć "propagandę" na własciwą skale.
  12. Bardzo prawdopodobne. Na osiedlu jest kilka takich, więc miała duze szanse.
  13. Teraz w czasie wakacji nad morzem (bez psów) łaziłam dużo po Pomorzu i zazdrościłam psów, które bawiły się w duzym stadzie, nie rzucały się na siebie. Może kiedyś trafi mi się jeszcze taki fajny, towarzyski pies, chociaż nie ma się co czarować - mam niebywały talent do wzbudzania sympatii u psów zdziczałych, zwichrowanych (złośliwi pewnie powiedzą, że swój do swego). A ze ja się z miejsca w takich psach zakochuję i od razu postanawiam zmienić je, o ile to tylko mozliwe... Fakt, ze każdy agresor ma hopla na innym punkcie, nie wiem, jak można właśnie generalizować, że WSZYSTKIE psy reaguja tak samo, wysyłają takie same sygnały. Znam takiego, którego ciało mówi "chodź, pobawimy się", a pies jednocześnie warczy. To zbija z tropu i psy w jego obecności głupieją - poza tymi, które go znają i wiedzą, że Ami sam nie wie, czego chce i lepiej go podpuszczac łapiąc za ogon w nogi. Staram się nie byc chamska wobec innych psiarzy, ale rozwaliła mnie kiedyś taka sytuacja (a raczej szereg sytuacji): Miałam dalmatyńczyka, baaaardzo szurnietego, więc wiadomo, spacer wężykiem. W wiezowcu obok mnie mieszka baba, która ma (miała? dawno nie widziałam) pinczera, sukę, wredną małpę, która iles tam razy uwiesiła mi sie na nogawce, zawsze z japą leciała na wszystkie psy. Kiedys wyskoczyła na mnie z Puclem i drze mordę, ja Pucla wycofuję, usiłuje skupic na czymś innym, w końcu nie wytrzymałam i wrzeszczę "prosze ją zabrać!". A co baba na to? "Ale ona nic nie zrobi...." Patrzę na suke, która jest wielkości łba mojego psa, patrzę na babę, chwila na zrozumienie, co ona powiedziała, po czym" To znaczy, że chce pani miec psa przerobionego na mielone?" Wtedy zabrała. Kilka tygodni później widziałam tą suke z łapą w gipsie - rzuciła się na zaprzyjaźniona amstaffkę, dziewczynkę starszą, łagodną, po przejściach, ale na wszelki wypadek zawsze w kagańcu. Jak pinczer zaczął się rzucać amstaffce na pysk, to ta tylko rabnęła małą kagańcem... No i łapa w gipsie. Ostatnio znowu, mama szła z Filipem, tamta się rzuciła na Filipa, mama prosiła, żeby baba psa zabrała. Tamta, że "nic nie zrobi". W takim razie mama lekko popuściła smycz. Filip NIGDY nie gryzie, tylko tłamsi soba, nie jest duży, suce krzywdy nie zrobił, ale wiecie? Po tym pierwszy raz widziałam ją na smyczy. Ostatnio chyba ktoś tego psa zagryzł... Teraz tak, ta kobita narobiła psu krzywdy na maksa, bo mały, to musi nadrobic szczekaniem. Doprowadzała do tego, że cięzka praca nad uspokojeniem psów moich i innych mieszkańców osiedla spalała na panewce. Jej pies miał ileś tam obrażeń spowodowanych swoja agresją - kiedy grzyła ludzi po kostkach, niektórzy traktowali ją butem. To ja nakręcało jeszcze bardziej - wiadomo, agresja rodzi agresję i tworzy sie taka chora spirala. Jak dla mnie horror, ale co w takiej sytuacji zrobić? Iść na wprost ze swoim psem niczym posąg pewności siebie? Ja unikałam jak mogłam, ale jak ona lezie przez pół spaceru 50 metrów za nami, a to małe drące mordę coś tuz za nami, można cholery dostać.
  14. Plus jest taki, że mała jest mała, więc nie zje za dużo (tzn. nie wiem, ile by chciała, pewnie ze 2 razy tyle :P ). Jakieś skrzydełka kurczęce, jakis ryż... Jak dobrze skomponowac jedzonko, nie wyjdzie drogo na szczęście :) Chociaż karma wygodniejsza, bo bez mycia, gotowania, obierania...
  15. Heh, Zdrowie to dla mnie drugi koniec Łodzi :] W weekendy jexdzimy do Sokolnik na działkę z moimi dwoma i dwoma mojego faceta - tez sa niezłe jaja :> Dzis przypięłam i kupy poszły do worka :D
  16. Ja w jysk kupuję (kupowałam raczej, bo podobno przestali sprowadzać). Ale przypięcie jest zdecydowanie rozsądnym pomysłem (czemu ja na to nie wpadłam... ratatatataaaaaa.... :P )
  17. Filip to szmatek ze względu na to, jak sypia - wygląda naprawdę, jakby ktoś szmatę na kanapę rzucił. Tak już się u nas przyjęło. Jest mięciuteńki, a po strzyżeniu aksamitny, cudny :) To ten z awatara, jak klikniesz w mój login, to też jest dostęp do galerii, jest tam jeszcze na innych fotkach. Ma jeden problem - nie umie pływać, bo mu głowa tonie... Pauli - pomysł super, już kiedyś tak nosiłam, ale wypadło mi z głowy, jak zmieniłam smycz na automat. Jakoś nie pomyślałam. Moja mama ma zestawy pochowane w kieszeniach wszystkich kurtek na przykład :) Włącznie z zapasem wilgotnych chusteczek, bo ZAWSZE przypadkiem wsadza palec - nie wiem, jak to robi... Tak btw, czy aby nie chodzisz ze swoim do Parku Źródliska na spacery? Tam taka fajna ekipa bigli lata wieczorami, aż miło popatrzeć :)
  18. O, ja w krakvecie ostatnio karme kupiłam i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona - 15kg karmy, które moim wystarczy na jakies 3 miesiące (moze mniej) kosztowało 185zł, dostawa gratis. Za kilogram wychodzi niezła cena, a to Royal Canin był. Drzewka decyzyjne to fajna sprawa, ale własnie trzeba ocenić też własną dyscyplinę i siłę chartakteru - dobry trening dla przyszłego lekarza ;)
  19. U mnie kupiono kosze, a postawiono rok później, po... długich i głośnych intrwencjach mojej may i tekście dozorcy: "Paaaani, tych koszy to mamy ze 40 na składzie, ale nie postawimy, bo się zniszczą". Nie musze chyba dodawać, że prawie mnie szlag na miejscu trafił, jak to usłyszałam. Stoja już 2 miesiące i są całe. Mój wielmożny Filippe :> jest rasy "szmatek", coś w okolicy pudla i sznaucera, waży z 15 kg, sięga do kolan, może nieco powyżej i jest wspaniały :) Felek jest bardziej w kierunku jamniko-szpica.
  20. Wiecie, ja to akurat non stop na spacerze gadam, ludzie pewnie na mnie jak na wariatkę patrzą, ale to jest tak: Felicjan, wyłaź z krzaków, Filip, wstydź się, takie coś brać do buzi, Felek chodź tu, masz ślimaka na szyi, Filip, no naprawdę, musisz skakać? I tak cały spacer. Ale fajne sa takie dyskusje, tym bardziej, że chłopaczki zawsze intensywnie słuchają :) Moje psy na przykład fajnie współpracują, jak zakładam im szelki, to Felicjuszek, który jest niskopodwoziowy (i baryłkowaty, jak twierdzi moja ciotka, choć osobiście sie z tym nie zgadzam :P ), podrzuca przód, żeby trafic łapkami w oczka szelek. Przy wycieraniu też zawsze obaj się ładnie ustawiają, ja mówię tylko "lewa, prawa, tył, drugi tył", a oni elegancko podają. Ponieważ nie rozróżniam kierunków, nie powiem Wam, czy podaja mi lewą na hasło lewa, czy nie ;) Obaj są z ulicy i wzięcie takiego psa po przejściach to jest ogromna satysfakcja pączkująca latami, jak widzisz, że z takiego przerażonego, brudnego, chorego kundelka wyłania się dumny, zadowolony z siebie pies, który zasypia obok Ciebie, gdy czytasz, do tego brzuchem do góry, pysk na popielniczkę i chraaapie jak stary, wielki dziad, choć waży 11kg :] Albo sni o gonitwach minionego dnia szczekając przez sen :D
  21. U mnie są dwa psy, które przez wiele lat zostawały w domu z Babcią. Niestety, dwa lata temu Babcia zmarła, ja z siostra skończyłysmy studia, mamy obie pracę na etat, choć rózne godziny (między 9 a 20 pracujemy), mama jako wykładowca akademicki ma w ogóle plan rozstrzelony, ale dajemy radę - chłopaki też. Na początku, jak zostawali sami, był płacz, wrzask, wycie. Teraz jest telko takie "ehhhh..." dobiegające z legowiska, ale wiedzą, że na głowie staniemy, żeby do nich wrócic i bez względu na pogodę iśc na spacer. Jeśli leje, spacer jest krótki, ale potem w domu jest zabawa piłeczką, mizianie, wspólne gotowanie, wspólne siedzenie na kanapie. No i weekendy dla nich, jak tylko sie da. Musze przyznac, że taka rutyna, u mnie wpajana od pierwszego dnia życia ;) bardzo pomogła własnie, jak umarła Babcia. Ona mieszkała z nami, była cudowną, mądrą kobietą o ogromnym, sercu, wielkiej wiedzy i niebywałym poczuciu humoru, więc kiedy zmarła, przez dom przeszło załamanie. Miałysmy ochotę tylko siedzieć w półmroku i robic NIC, ale trzeba było trzy - cztery spacery zaliczyć, psy nakarmić, wykąpać, wyczesać, ukochać. Okazało się, że to doskonała psychoterapia :) Warto moze rozejrzeć się, czy jakas koleżanka, czy kolega ma inny grafik i może wpaść czasem do psa pod Twoją nieobecność - u nas za wyprowadzaczo zabawiaczy robią nasi faceci (o ile nie sa w pracy). Poza tym po tak cięzkich studiach, po upierdliwych wykładowcach fajnie wrócic do spokojnego domu, gdzie czeka na Ciebie zakochane psie serce, które autentycznie się cieszy na Twój widok. Potem spacerek, zaczerpnięcie powietrza, relaks, oderwanie się na chwilę od myśli z gatunku "muszę zrobić to i to i tamto". Mi to pomaga przebrnąć przez kolejne tygodnie, a pracę mam wybitnie monotonną...
  22. Co do kup - straszne jest to, że u mnie na osiedlu dopiero niedawno wystawili kosze na psie klocki i wiecznie zapominam o workach. Tak więc ide z chłopakami, oni robia kupę, a ja w tym momencie uświadamiam sobie: "choooleeeraaaa, znowu..." Nawet kartke mam na lustrze i co z tego, jak wychodząc z chłopakami na nie nie patrzę... Swoja drogą co do płacenia podatków, to od kilku lat nie płacę, bo nikt nie chce ode mnie przyjąc pieniędzy. Odsyłają od urzędu do urzędu i tyle :| A co do agresji - mam w bloku, w klatce obok, pięknego goldena, który mieszka z ludźmi od szczeniaka, a juz trzy razy musieli dawać zaświadczenie o szczepieniu, bo ugryzł ludzi w tyłek. Na spacer tylko w kagańcu, a jest to efekt wyprowadzania psa z dala od innych istot żywych dowlonego gatunku. Bardzo przykre, pies jest przepiekny, a panicznie boi sie ludzi, psów, gołębi... Ja moje psy prowadzam bez kagańca, tylko wieczorem Filip chodzi w kagańcu, bo polował na jeże, a tak nic im nie zrobi.
  23. Nigdy nie miałam szczeniaka, ale słyszałam, że mozna malucha wyprowadzić używając mleka zastępczego, karmiąc co 2 h pipetką, masując po posilku brzuszek delikatnie do wypróżnienia. Ja tak wyprowadziłam kociaka. Do tego koszyk, można wyłozyc poduszką elektryczną, na to kilka warstw szmatek, zeby nie tracił ciepła. Mleko znalażłam takie: [url]http://www.krakvet.pl/royal-canin-babydog-milk-400g-p-10727.html[/url] Może okoliczne sklepy zoologiczne by miały? Warto też w aptece zapytać o pipetkę, zaskakujące, jakie doświadczenie mają często farmaceuci w klwestii opieki nad psami. Powodzenia.
  24. Mój psychol jest na szczęscie na tyle poręczny, że łapię go za szelki i pod pachę, jeśli przybiega jakiś upierdliwiec. Poza tym mam "odciągacz uwagi", czyli drugiego psa, który jest zdecydowanie bardziej towarzyski - przynajmniej do momentu, kiedy nie walnie się na grzbiet, podbiegacz go wtedy obwąchuje, a Felek dostaja histerii, że jego mikrosiusiak ucierpi i wtedy jest wrzask, a potem ganianka. Jedynym problemem był niereformowalny nowofunland - jak wychodzi ze swoja panią (zresztą chyba z reprezentacji siatkarskiej), to jest ok, ale jak z mamą, to masakara - pies swoje, ona swoje.... No i mogę sobie brac Filipa pod pachę, jak tamten niedźwiedź mi do pachy dosięga. Mój facet (197 cm, 115 kg) usiłował niedźwiedzia kiedyś odholować, bo pies mega łagodny, ale tamten tylko stanął z nosem w dooopce Filipa (tu już była histeria na maksa ze strony mojego) i można pchać, ciagnąć, a ten zakorzeniony na amen. Zwykle spokojnie omijamy psy, na szczęscie ludzie na moim osiedlu juz się nauczyli, że Filip się nie umie bawić. Zresztą jak widzą, jak mój szaleje na smyczy na widok psa, to omijają. Swoją drogą bezcenna komendą jest proste jak cep "siad" - jak Filip czuje chodnik pod tyłkiem, wyluzowuje trochę.
  25. Moje obecne psy jakos się nie umieja tarzać w trawie czy sniegu, poprzednie uwielbiały. Njalepszy był maks, ogromny owczarkowaty pies, który uwielbiał, jak sie go za tylne łapy łapało i majdało nim w te i wewte po trawie czy dywanie. Potem aż skakał ze szczęścia i śmiał się całą mordą. Jakiś zcas temu rozwalił mnie mój facet. Jest ze mną prawie 2 lata, zanim mnie poznał, miał 1 psa, do tego dośc aspołecznego (z powodu "awarii sutków mamy Ami trafił do nowego roku w wieku 4 tygodni i myśli, że jest człowiekiem lub czymś innym, na pewno nie psem). Teraz w domu ma 2, a w zyciu codziennym w sumie 4 :]. Ponieważ ja non stop paplam o psach, pokazuje mu ich zachowania, czytam ich zachowanie, mój men ostatnio stwierdził, że teraz jak idzie ulicą, to na pierwszy rzut oka wie, w jakim humorze jest pies, od razu widzi, czy jest bezdomny, czy tylko poszedł na panienki, a nawet czy to pies czy suka. Dużo czasu spędzamy z całą czwórką i możemy obserwować, jak zmieniało sie ich zachowanie od pierwszego - dość napietego zresztą - spotkania. Swoją drogą moje psy też są przyzwyczajone do słowotoków. Bezcenna była mina dziadka mojego faceta, jak kiedyś całej czwórce oświadczyłam "no cóż, jeśli PSY chcą CIASTECZKO, to muszą USIĄŚĆ" i w tym momencie cała czwórka siadła przede mną w szeregu i grzecznie czekała na wmordzenie ciacha. A dziadek na to "Byniu! uważaj, z kim sie wiążesz! Toz to wiedźma, jesli psy sie jej tak słuchaja, to masz przerąbane!" :D Moje psy bardzo dużo rozumieją, moze to też przez to, ze ja, moja mama i siostra jestesmy filologami i my nie możemy nie mówić. Oni się od nas nauczyli i też gadają - szczególnie Felek robi nam "wykład", jesli zamiast rzucic mu piłkę przedrzeźniamy go. Nie wiem, czy zauważyliście, ale psy wiedzą, kiedy się o nich mówi. Kiedy obgaduje moich chłopaczków, a oni spią, zaraz widzę ucho nastawione jak peryskop w łodzi podwodnej, a po chwili pies już jest obok i zaczyna kombinowac, jak by tu zostac gwiazdą wieczoru.
×
×
  • Create New...