Jump to content
Dogomania

Ewa Marta

Members
  • Posts

    28801
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    28

Everything posted by Ewa Marta

  1. On Cię wyraźnie Gusiu poznał, mieszkanie też. W schronie za fajnie nie było, więc robi wszsytko, żeby nadrobić:-) Najważniejsze, że ma coś znajomego, teren, Ciebie..... super!!!! A jeść zacznie, jak zgłodnieje. A pije chociaż?
  2. Podrzucam Rufusa, może ktoś się ulituje i dorzuci choć grosik deklaracji? Ja jak nie deklaracji, to może choć jednorazowo kilka groszy?
  3. Kajusiu, widziałam dzisiaj Aresa.... Przysięgam, że jesteś od niego duuuużo ładniejszy, co potwierdziła nawet Gusia;-) Wrzucam Kaluchowi do koperty swoją miesięczną deklarację 20 zł:-)
  4. [quote name='3 x']fajne masz koleżanki w pracy ja jak zaczynam mówić o biednych psach to słysze tylko "w cholrę powinno się wszystkie uśpić" tyle, że ja w pracy mam w większości kolegów[/QUOTE] Ostatnio doszłam właśnie do wniosku, że dookoła mnie mam dużo fajnych ludzi:-) Od kiedy zaczęłąm rozglądać się za pomocą dla róznych psów, co i rusz ktoś mnie w tym wspiera. To bardzo optymistyczne i dające siłę do dalszej pomocy:-)
  5. [FONT=Tahoma][quote name='majqa'][FONT=Arial][SIZE=2] To znaczy, że pamiętamy zupełnie różne rzeczywistości. Byłam u państwa z mężem na kontroli poadopcyjnej i proszę pozwolić, że przypomnę, co usłyszałam, a o czym powiadomiłam zarówno Gusię [B][FONT=Tahoma]jak i Irenaka[/FONT][/B], a mianowicie... [/SIZE][/FONT][FONT=Arial][SIZE=2]Pani Lucyna użyła sformułowania, że Ares dostał lanie (dotyczyło to sytuacji, kiedy to Ares rozwłóczył po pokoju zawartość kosza - dobierał się do kości z kurczaka). Kolejno w naszej rozmowie padło określenie "dać w pupę". Pozwoliłam sobie wtedy na żart, że psiaka i to po przejściach nie można bić. Pani Lucyna powiedziała, również w tonie żartu, że można, jeśli zasłuży.[/SIZE][/FONT][/QUOTE] [quote name='irenaka']Dziękuję Marycha:loveu: za odrobinę optymizmu na tym wątku, bo dla mnie do koszmar. Zwłaszcza, że już kiedyś [B][FONT=Tahoma]Ares omal nie przepłacił życiem, braku należytej opieki.[/FONT][/B] Miał wtedy szczęście, że pod kołami samochodu nie zginął. Teraz historia się powtarza. Jeżeli możesz jeszcze dzisiaj pochodzić i sprawdzić tamte rejony, to będę wdzięczna.[/QUOTE] [quote name='irenaka']Jak to o czym? Jeżeli masz problem z przypomnieniem sobie historii którą opowiadała mi Pani Lucyna, to proponuję abyś sięgnęła do korespondencji [B][FONT=Tahoma]między Majqą, Tobą i mną [/FONT][/B]ze stycznia 2010. Tam jest czarno na białym nie tylko ta historia.[/QUOTE] [quote name='majqa']Również to proponuję. Warto odświeżyć pamięć. Drugi raz sytuacja niebezpieczna dla psa, to miała Irena na myśli. O reszcie istotnych spraw, co do których miałam poważne wątpliwości po wizycie adopcyjnej, rozmowach z behawiorystką, z pomocy której nieodpłatnie DS skorzystał i... zrezygnował , powiadomiłam Gusię [B][FONT=Tahoma]i Irenę[/FONT][/B]. Sugerowałam wtedy, w tym i w bezpośredniej rozmowie z obiema dziewczynami solidne trzymanie ręki na pulsie.[/QUOTE] [quote name='majqa']Dobra karma, wspomożenie stawów - Sugerowałam w mailu do Gusi [B][FONT=Tahoma]i Irenki[/FONT][/B], że należy wspomóc DS w tej kwestii, przynajmniej przez jakiś czas. Każdemu bowiem może się zdarzyć "cieńszy czas", byle tak się nie działo notorycznie. Czy tak się stało? Tego nie wiem. [B][FONT=Tahoma]Czemu te informacje, nie bardzo sympatyczne, nie pojawiły się zatem na wątku zaraz po wizycie? Z Gusią i z Ireną zostało uzgodnione, że nie ma co zadrażniać skoro DS jest na wątku, że takim wpisem podcięłabym gałąź ewentualnego napływu świeżych informacji, gdybym to ja na powrót miała wizytować dom za jakiś czas. Chodziło o nie zamykanie sobie takiej furtki i kontrolę nad sytuacją Aresa. O taką pomoc nie zostałam powtórnie poproszona, temat umarł śmiercią naturalną, do teraz. [/FONT][/B][/QUOTE][/FONT] [FONT=Calibri][SIZE=3]No dobrze. To jak już jesteś taka dokładna i roszczeniowa Ireno, odpowiedz proszę, dlaczego Ty, jedyna jak rozumiem strażniczka dobrego traktowania zwierząt, mając takie wiadomości, o których Majga i Ty piszecie w swoich postach, nie zrobiłaś NIC? Jedyne, na co Cie stać, to wyrazić nadzieję, że Gusia odda pod Twoją opiekę Aresa… A nie mogłaś rzucić wszystkiego, tak jak ona i jechać po niego, skoro czujesz się jego opiekunką? Dlaczego, skoro raz prosiłaś Majgę o wizytę, nie zrobiłaś tego po raz drugi? Mogłaś zrobić to raz, a drugi już Cię nie interesował? Taka z Ciebie opiekunka Aresa? Skoro według Ciebie DT źle wybrał DS, trzeba było działać. [/SIZE][/FONT] [FONT=Calibri][SIZE=3]Jakie masz prawo obrażać teraz Gusię, skoro sama (mając identyczną jak ona wiedzę) nie zrobiłaś kompletnie nic w kwestii Aresa- poza wysłaniem mu karmy od Ellig, ale Gusia też wysyłała karmę).[/SIZE][/FONT] [FONT=Calibri][SIZE=3]Czy Tobie nie zdarzały się chybione adopcję? Mam przypomnieć Ci pierwszą adopcję Patosa albo Amora? Czy ktoś Cię za to publicznie obrażał? Raczej wszyscy Cię wspierali, jak pamiętam. [/SIZE][/FONT] [FONT=Calibri][SIZE=3]A bardziej cukierkowatych wpisów, niż Twoje na wątkach podopiecznych nie znam. Te goferki, drineczki, te zdrobnienia latające dookoła.... Na wątkach, gdzie jest nasza grupa jest przyjaźnie, nie cukierkowato, to zasadnicza różnica. Bo my nie lubimy zadnym, nie lubimy awantur, które nic nie wnoszą w opiekę nad psami. Proponuję żebyś poskarżyła się swoim przyjaciołom jakie jesteśmy wredne baby i dała spokój obrażaniom Gusi, bo na to nie pozwolimy. My też potrafimy tupać nogami, tylko szkoda nam na to czasu i nerwów.[/SIZE][/FONT]
  6. [quote name='ronja']Potrzebna pomoc Wczoraj wieczorem na Białołęce(4.01) uciekł Roan (wyciągnęłam go z Ostrowi 3 lata temu). [/QUOTE] Ale ja jestem trąba... Dopiero jak Lulka napisała o Dzikim, skojarzyłam, gdzie to jest. Tam mieszka Artur Barciś, miłośnik zwierząt, do którego już napisałam z prośbą o pomoc. To człowiek, który nigdy nie odmawia pomocy, liczę więc na niego i jego znajomych. Na jego forum tez jest kilka osób z Białołęki, więc tam umieściłam zdjęcie i ogłoszenie o zaginięciu Roana. Na Białołęce działa prężnie lokalna gazetka, którą mieszkańcy ponoc czytają. Może tam wrzucić ogłoszenie?
  7. [quote name='AniaGucio']Ares się znalazł??!! To jedno zmartwienie mniej :)[/QUOTE] To prawda, nawet udało mi się łobuziaka wycałowac i wytulić:-)
  8. [quote name='gusia0106']I ode mnie! I ode mnie też!`:) A ja Tobie Ewunia BARDZO dziękuję za pomoc. Ty to zawsze mi pomagasz :buzi:[/QUOTE] Kochana, bo ja zawsze pomagam ludziom, którym ufam i którzy ponad wszystko stawiają dobro psa:-) Ale w taki mądry sposób, wiesz o co mi chodzi;-) Beatę wyściskam raz jeszcze jutro, była moją "niewykorzystaną" rezerwą, która trzymałam na taką właśnie sytuację:-)
  9. Widziałam dzisiaj Aresa juz dwa razy:-) Za pierwszym razem Gusia podjechała z nim pod mój blok, żeby wziąć karmę mojej Barsy. Ares chętnie wyszedł na smyczy z samochodu, bez problemu się załatwił, choć nie powiem, żeby był wyluzowany. Łapki drżały, ale pozwolil do siebie podejść, pogłaskać się i nawet raz machnął lekko ogonem. Drugi raz widziałam go w domu, bo podjechałam z Glukozaminą, którą Gusia chce mu zacząć dawać jak najszybciej. Ares razem z Kajakiem przywitali mnie przy wejściu, oba spokojne, oba pchające się do głaskania. W końcu Ares "wygryzł" Kajaka i usiadł obok mnie, siedzącej na podłodze, żeby się nie stresował. Co chwilę dawał łapkę i ustawiał się tak, żeby mu klatkę piersiową miziać. Nie ma w nim strachu przed człowiekiem, jest jeszcze lekko zdezorientowany, ale nie przerażony. Moim zdaniem mieszkanie Gusi poznał od razu i to jest fantastyczna wiadomość, że tu właśnie zostanie. Pobyt w schronie to musiala byc dla niego trauma, dlatego bardzo potrzebne jest terapeutyczne działanie pomarańczowego:-) Zamówiłam Areskowi po konsultacji z Gusią 15 kg Puriny Light na allegro, która powinna dojechać do Gusi w poniedziałak najpóźniej. Kupiłam też Glukozaminę - 100 tabletek. Za karmę zapłaciłam 109 zł, za glukozaminę 34,12 zł. W sumie 143,12 zł i ten koszt chce pokryć moja wspaniała koleżanka z pracy Beata W., za co mocno ją już dzisiaj wyściskałam:-) A Ares rzezcywiście jest baryłką. Jak się rusza, to tak nie widać ale jak stanie na chwilę albo usiądzie na pupie, to od razu widać te dodatkowe kilogramy, których ze względu na jego stawy nosić nie powinien. Pozwalał się całować, tulić, nie odsunął się ani na milimetr:-)
  10. [quote name='ronja']Białołeka, ul. Czeremchowa - znacie kogoś z tych rejonów?[/QUOTE] Niestety nie znam nikogo:-( A to pech, co chwilę jakiś psiak ginie:-( Ten ma przynajmniej adresówkę, więc jest nadzieja, że ktoś da znać...
  11. Ogromne podziękowania dla wszystkich osób uczestniczących w poszukiwaniach! Dziewczyny i ich TZ-ci - jesteście wspaniali!!! Najważniejsze, że już jest bezpieczny:-)
  12. [quote name='mysza 1']Ubiegłaś mnie ;) Ares jedzie z Gusią do Warszawy.[/QUOTE] I to jest rewelacyjna wiadomość!!!!!
  13. Nutusiu, w takich sytuacjach puszczaj mi choćby sygnał, a ja oddzwonię:-( Dzisiaj mogłam wziąć urlop, posiedzieć z psami w domu i zaopiekować się Lili:-( Nie byłam wczoraj na wątku dziewczynek, bo najpierw miałam gości, a potem ślęczałam na wątku Aresa... Szkoda wielka, bo miałabyś lżej, a ja poznałabym super sunieczkę!
  14. Masz rację Nutusiu, ale Ares i Yumi nie dały mi dzisiaj spać:-( Najbardziej martwię się o Aresa... tyle dni na mrozie, co on jadł:-(
  15. Wiecie cokolwiek? Miałam nadzieję że przeczytam rano o szczęśliwym znalezieniu Aresa:-( Trzymam nadal kciuki, nie chcę dzwonić do Gusi, bo może akurat w tym momencie będziełąpła psiaka, a ja go wystraszę...
  16. Dziewczyny, pozostaje mi tylko mocno trzymać kciuki za Was! Wierzę, że Ares podejdzie do Gusi!!!
  17. Dziewczyny, a gdzie jest Tora&Faro? Zaczynam się martwić, bo nigdzie jej nie ma:-(
  18. Rozmawiałam jeszcze raz z Panią Dorotą. Mówiła, że ta Pani z nią rozmawia inaczej niż z nami, może dlatego, że to ona opiekowała się Yumi. W kwestii drugiego kota powiedziała, że nie wyklucza takiej opcji, ale na dziś może powiedzieć że jest gotowa na jednego kociaka w domu. Może macie rację i wszystko będzie dobrze. Myślę o niej cały czas, czekam na jakiś sygnał od Pani Doroty. Ja obiecałam nie bombardowac dziś Pani telefonami.
  19. A może do niego wyskoczyć teraz Zbyszek i zawołać?
  20. [quote name='Nutusia']Zaraz przyjdzie Ewa i jak znam życie, skutecznie wybroni swojego Ulubieńca! :)[/QUOTE] Hmmm... Gdyby to był ranking miłości, to ufam, że Kaluch załapałby się na czołówkę. Ale jeśli chodzi o grzeczność i ogólnie pojęty ideał, to.... chyba nawet u mnie nie ma go w pierwszej dizesiątce:-) Ale kocham go bardzo;-)
  21. Ja go pamiętam jeszcze spod Reala z tej obskurnej komórki... Taki głodny i za wszelką cenę chcący iść za nami, kiedy prowadzałaś Rufusa do samochodu. A teraz proszę, pan na włościach:-) Jemu się trafiło jak śłepej kurze ziarno:-) Teraz pora na Rufusa!
  22. Nutusiu, dzięki, że zawsze jesteś. Ja sama już nie wiem, co jest dobre dla Yumi. Pani Dorota mówi, że im ufa. Za kilka dni jedzie tam na kawę sprawdzić, jak ma sie Yumi. Ma przyrzeczone, że gdyby Yumi nie zaklimatyzowala się, to wróci do niej i tylko do niej. Mówi, że Yoru - jej kot spędził pół nocy pod drzwiami w przedpokoju i płakał do Yumi, że jej serce się rozdziera. Domyślam się, że jest jej trudniej niż mi, ale nie pociesza mnie to za bardzo. Kupię w razie czego ten kontener, choć Aga mówi, że to nie jest rozwiązanie. Komuś musiałam zaufać. Pani Dorota pokochała Yumi i nie oddałaby jej komuś, do kogo nie ma zaufania. Mam nerwówkę przez najbliższe dni:-(
  23. Mam nadzieję, że jednak transporter zostanie zakupiony i wszystko się ułoży, bo właśnie dowiedziałam się, że wczoraj wieczorem Yumi pojechała do nowego domu... Przyznam, że jest mi przykro, że dowiedziałam się dopiero dzisiaj, ale prawdą równiez jest, że powiedziałyśmy Pani Dorocie, że Pani może się do niej zgłosić i po podpisaniu umowy adopcyjnej, zabrać ją do domu. Mam bardzo mieszane uczucia, ale ufam Pani Dorocie, która z Panią po naszej wizycie przegadała wiele godzin. Wyjaśniała jej nasze oczekiwania i w rezultacie powiedziała, że ten dom jej sie podoba, a na niczym jej tak nie zależy, jak na szczęściu Yumi. Dzisiaj wieczorem będą wiadomości. Wczoraj po przyjeździe do domu Yumi wyszła spokojnie z kontenerka i usiadła pod choinką. Nie uciekała rozpaczliwie, ale też nie chciała podejść do ludzi. Nie pytajcie mnie co myślę, bo narazie jestem koszmarnie zestresowana i na dzisiaj wiem, że żadnego więcej kociaka nie wezmę pod opiekę. Za mało się znam na kotach, żeby szukać im domów, za mało wiem o opiece nad nimi, żeby wiedzieć czy dom jest dobry, czy nie:-( Trzymam mocno kciuki za to, żeby Yumi było dobrze...
  24. Nie pisałam nic, bo czekałam na jakis sygnal od Pani, ale się nie odezwała. Ja miałam mieszane uczucia, ale uczciwie powiedziałyśmy Pani, że Yumi nie jest kotem przewidywalnym, że nigdy nie żyła bez innych kotów, że niekoniecznie musi sie zaprzyjaźnnić z jej królikiem. No i nie jest kotką która wdrapie się na ręce i będzie się przytulała. Ona nie do końca była zdecydowana na Yumi, mówiła uczciwie, że chciała innego kota, ale dostała telefon do Pani Doroty i pojechała zobaczyć małą. Yumi bardzo spodobala się córce, dlatego chciała ją adoptować. Pani dostała do przeczytania umowę adopcyjną, zdziwiła się, kiedy usłyszała, że coś takiego jak kontenerek musi mieć w domu, a nie pożyczać od znajomej. Nie przekreślałabym jej od razu, ale po wyjściu miałyśmy przeczucie, że nie zdecyduje się na Yumisię.
×
×
  • Create New...