-
Posts
2850 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by NaamahsChild
-
Ja napiszę maila do dr Tomka - o mailu pamiętam (jeszcze raz dziękuję, Erazm!), chcę tylko pozbierać maksimum informacji, by zawrzeć je w mailu. Absolutnie nie wyrażę zgody na żadną eksperymentalną operację, obojętnie gdzie i u kogo. Molly to nie pluszak do zabawy. Zgadzam się z Fizią - wysyłajmy maile. Jeśli nic nie dadzą - spotkam się z Maćkiem i przygotujemy dla Molly apteczkę "na wszelki wypadek, na każdą sytuację", bym mogła reagować natychmiast bez potrzeby jazdy do weta. Dzisiaj ciocia Bros i ciocia Ania przywitały Molly, poznały, wymiziały, wycałowały, wykarmiły.. coś mi się widzi, że będą foty:evil_lol: Ciocie, nowa diagnoza, nowe życie, nowy okres w życiu Molly. Co powiecie na nowy bannerek? Chętnie odpicuję:diabloti:
-
Jasne, że tak. Leki podam bez problemu, w jakiej formie będzie trzeba. (dla mnie najgorzej podaje się leki małej wijącej się dżdżownicy jaką jest kilkutygodniowy kociak) Rozmawiałam z nesscą, jutro porozmawiam z dr Fabiszem. A nagły ból może wynikać z tego, że miednica uciska na kręgosłup dość silnie i w wyniku jakiegoś mocniejszego uderzenia/upadku (a wierzcie mi, Molly to wariatka jakich mało!) może nagle się pojawić. Wierzę, że tak nie będzie, ale muszę mieć to na uwadze i się na to przygotować. Tak troszkę zmieniając tor wątku: co teraz z szukaniem domu Molly? niestety, nie będę mogła zostawić jej sobie na stałe:oops: mam przygotować jakiś tekst + sesję zdjęciową, słowem, co robić? Marzyłabym, by znalazła się jakaś dobra, doświadczona duszyczka, o odpowiednich warunkach mieszkaniowych, wecie pod ręką..:oops:
-
Rufus już w DOMU !!! :) Przy boku kochającej Pani !!! :)
NaamahsChild replied to MyrkurDagur's topic in Już w nowym domu
Absolutnie kastracja na tak! Kasiu, poproszę nr konta na PM - przeleję pieniążki z bazarku na Rufiego:loveu: -
Wiem, majqo, wiem.. Masz duże doświadczenie w ciężkich psich przypadkach.. Moje jako tymczasowiczki jest podejrzewam skromniejsze niż Twoje. Z innej perspektywy natomiast - jako weterynarza - na swoje już się napatrzyłam i asystowałam przy eutanazji wielu zwierząt. Dlatego staram się prócz swoich ludzkich uczuć mieć w sobie rozsądek lekarza, którym w przyszłości chcę być. W przypadku Molly jest to zadanie szczególnie ciężkie.. Pragnę dla niej śmierci, podczas której będzie odchodziła jako szczęśliwy, radosny a przede wszystkim kochany pies. Ciężko.
-
[quote name='majqa']Dobrze powiedziane. Naa, przecież wiesz, że objawy wstępne, o jakich piszesz, to już sygnał, że należy pędzić do weta po pomoc, poradę, nie koniecznie uśpienie, choć i tak być może. Nikt nie oczekuje, że tymczas będzie czekał do tzw. ostatniego gwizdka, aż pies zacznie się wić w cierpieniu. Posłużę się jeszcze przykładem. Atak serca, z relacji ludzkich, tych, co go przeżyli, to potworny ból. Czy wiedząc, że dany pies, poważnie chory na serce tak właśnie może umierać należy mu tego w wiadomy sposób oszczędzić? Podobnie ma się sprawa z psami chorymi na nowotwory (przykłady można mnożyć, na co szkoda czasu). Zawsze może zdarzyć się im atak bólu, niewyobrażalnego (ot, przełom choroby), kiedy zabraknie przy nich właściciela, który pospieszy z psem do weta lub ściągnie weta. I co wtedy? Czemu je ratujemy, a dopiero w wiadomym momencie (zależnie od świadomości opiekuna - mniej lub bardziej wiadomym/ oczywistym) kończymy tę nierówną walkę?[/quote] Naprawdę, cieszę się, że jesteś na tym wątku, majqo. Ale psom chorym na serce lub mającym nowotwór zazwyczaj podaje się leki i stosuje się odpowiednie postępowanie mające opóźnić owe zdarzenia w czasie. A i tak w drastycznych przypadkach usypia się zwierze przed wystąpieniem objawów. Myślę, że wszelkie wątpliwości powinien rozwiać dr Bieżyński/dr Janeczek, jeśli Fizia lub clo będą chciały z nim porozmawiać, na pewno im to umożliwię, by same podjęły decyzję.
-
Truskawo, czy byłabyś gotowa wziąć na siebie odpowiedzialność za taką sytuację? Molly jest psem, który jest zdiagnozowany, tym różni się od zdrowego psa. Na zdjęciach RTG widać to, co dzieje w jej wnętrzu. Ja nie chcę uśpić zdrowego psa i wierz mi, że dużo kosztuje mnie pisanie tych słów. Kocham Molly i chcę dla niej nic więcej jak szczęśliwego życia. Jeśli dr Fabisz powie inaczej, na pewno się z kim skontaktuje, co więcej, skontaktuję z nim weterynarzy, którzy diagnozowali Molly we Wrocławiu. Ale nie pozwolę jej cierpieć. Bo trudności napotyka w swoim życiu od samego początku, samo wypróżnianie to dla księżniczki spory wysiłek.
-
Tylko, że wtedy wyznacznikiem terminu śmierci Molly będzie jej cierpienie. To jest okrutne. Poza tym, ból może pojawiać się cichutko, tzn objawić się osowiałością, brakiem apetytu (szczególnie jeśli będzie uporczywy, niesłabnący), a potem dopiero manifestować bardziej charakterystyczne objawy. Gdzie zacznie się granica pomiędzy bólem - kierującym do eutanazji, a kiedy bólem - do niej nie kierującym?
-
Tak, też o tym myślałam. To trudne zadanie - ja niestety studiuję i nie będę mogła Molly towarzyszyć w każdej chwili, a na zajęcia też nie mogę też jej non stop zabierać, bo to dla niej duży stres. Ona jest bardzo delikatna, boi się odrobinkę mężczyzn, szuka mnie i płacze jak wychodzę. Bardzo potrzebuje mamusi. Taka osoba musi też umieć poradzić sobie ze stresem i odpowiedzialnością jaka na niej spocznie. Jedno jest pewne - ta decyzje i tak będzie musiała zostać podjęta. Tylko świadomość, że umrze już cierpiąc, krótko bo krótko, jest strasznie przygnębiająca..
-
Biedna Rotka:-( Ja wierzę, że jak się ktoś pojawi, to będzie już wyjątkowy.
-
Dzisiaj pisałam z dr Janeczkiem, pytał się co postanowiłyśmy. Odpowiedziałam, że jeszcze nic, pytałam czy kiedykolwiek słyszał o zabiegach w podobnych przypadkach, powiedział, że nie. Pytałam się, co on sądzi o terminie eutanazji, on też sugeruje, że już. Powiedział, że jeśli podejmiemy decyzję - przyjedzie do mnie do mieszkania i zrobi to w komfortowych dla Molly warunkach. Też chcę odwlekać tą chwilę. Też chcę mieć ją jak najdłużej. Tylko ta świadomość, że ból i tak czy siak przyjdzie. Że może pojawić się w takim momencie, w którym mnie przy niej nie będzie. Tego się boję.
-
Fiziu, ból będzie napewno, nie wiem, który przyjdzie pierwszy i kiedy, ale przyjdzie. Też myślę, że powinniśmy poczekać, z drugiej strony - ile? Boję się tego, że przez moją nieobecność przegapię moment, w którym ten ból się pojawi. A jedno jest pewne - chcę jej oszczędzić cierpienia. p.s. nową "zabawką" Molly są moje japonki, męczy je dzielnie od rana. Nauczyła się już, gdzie śpi, gdy wychodzę z domu, po kilkuminutowym płaczu kładzie się tam i czeka..
-
[quote name='truskawa144']Chwileczkę. Przecież w tej chwili Molly nie cierpi ( z tego co zrozumiałam) więc jaki sens ma teraz eutanazja? Dokąd mała czuje się dobrze powinna żyć.[/quote] Owszem, też o tym myślę. I chciałabym się ku temu skłonić. Jest tylko jedno ale - wtedy każdy kolejny dzień może być jej ostatnim.. aż boję się w takim wypadku ją zostawić samą, bo co, jak dopadnie ją straszliwy ból, wrócę i zastanę ją skręconą z cierpienia? Podobno zwykłe zaparcie może go spowodować..
-
Niestety, kręgosłup na tym etapie da się odkształcić, ale ślady wykrzywienia pozostaną - kręgi są zdeformowane i nie będą stabilne.. Koledze z roku przeszło średnio na myśl jedno: jest jeszcze opcja taka - prostujemy kręgosłup, miednicę, wszystko ładnie, z jednym ale - przerywamy rdzeń kręgowy, tym samym skazując Molly na paraliż i wózek inwalidzki. Ale obawiam się, że pozbawienie Molly czucia jest okrutne.. Szukaliśmy też z kolegą o podobnych przypadkach. Podobno w USA ktoś to eksperymentalnie przeprowadzał.. ale to około 5 operacji, olbrzymie cierpienie, unieruchomienie i jakieś 20 000 zł.. Nie dam Molly komuś eksperymentalnie pod nóż, nie jestem potworem.. Szukam sprawdzonych metod, nie innowacji, wobec których księżniczka miałaby być.. króliczkiem doświadczalnym.
-
Fiziu, ja też chciałabym w to wierzyć. Dr Bieżyński powiedział:[B] "Męczenie jakimikolwiek operacjami tej suni to barbarzyństwo"[/B]. Czuję się okrutnie. Fiziu, ty i Clo jesteście jej opiekunkami, to na Was spoczywa ciężar tej decyzji. Ja jestem gotowa, by to zrobić, by być przy Molly w tych chwilach. Właśnie księżniczka świruje z Blanche na kanapie.. Jest taka krucha, taka piękna.. [B] My dzisiaj na klinikach..[/B] [URL=http://img441.imageshack.us/i/img3248.jpg/][IMG]http://img441.imageshack.us/img441/1197/img3248.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://g.imageshack.us/img441/img3248.jpg/1/][IMG]http://img441.imageshack.us/img441/img3248.jpg/1/w3264.png[/IMG][/URL] [URL=http://img514.imageshack.us/i/img3250.jpg/][IMG]http://img514.imageshack.us/img514/2027/img3250.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://g.imageshack.us/img514/img3250.jpg/1/][IMG]http://img514.imageshack.us/img514/img3250.jpg/1/w3264.png[/IMG][/URL] [URL=http://img179.imageshack.us/i/img3251u.jpg/][IMG]http://img179.imageshack.us/img179/7135/img3251u.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://g.imageshack.us/img179/img3251u.jpg/1/][IMG]http://img179.imageshack.us/img179/img3251u.jpg/1/w3264.png[/IMG][/URL] [URL=http://img5.imageshack.us/i/img3252w.jpg/][IMG]http://img5.imageshack.us/img5/1264/img3252w.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://g.imageshack.us/img5/img3252w.jpg/1/][IMG]http://img5.imageshack.us/img5/img3252w.jpg/1/w3264.png[/IMG][/URL] [IMG]http://i488.photobucket.com/albums/rr247/adopcjenaa/img3253g.jpg[/IMG] [B]I portrecik:[/B] [IMG]http://i488.photobucket.com/albums/rr247/adopcjenaa/img3249x.jpg[/IMG]
-
Już w czwartek w spojrzeniu Maćka (dr Janeczka) widziałam to, czego nie wymówił. Nie pisałam tego na wątku, przepłakałam cały wieczór, wpatrując się w RTG, łudząc się, że każda z tych łez działa jak balsam na kręgosłup Molly. Potem na wpół bezsenna noc, wpatrywanie się w pustą ścianę i wsłuchiwanie w spokojny, miarowy oddech maleńkiej piękności. Dlatego, gdy usłyszałam dzisiaj słowa dr Bieżyńskiego, nie popłakałam się tym razem. Gdy zadzwoniłam po niego i przyszedł do mnie, poprosił, bym pokazała jak Molly się porusza. Usłyszałam na początek tylko jedno: "[I]o boże, maleńka[/I]", poszliśmy do gabinetu dr zaczął ją obmacywać, dotykać sprawdzać ruchomość w stawach biodrowych. Wziął ode mnie CD ze zdjęciami RTG, w tym czasie zostałam otoczona studentami z mojej uczelni - nikt z nas nigdy nie widział tak poruszającego się szczenięcia. Tak uroczego, tak dzielnego. Za chwilę dr Bieżyński zawołał mnie do siebie. Powiedział (ja uważam tak samo), że zdjęcia są jeszcze gorsze niż bezpośredni widok Molly. Potwierdził diagnozy dr Janeczka, kręgosłup Molly jest skrzywiony, skręcony, źle ułożona miednica, stąd stawy.. Oto ciąg przyczynowo-skutkowy, który przedstawił: [CENTER][B]skrzywiony i skręcony kręgosłup -> skrzywił miednicę, spowodował jej złe ustawienie -> źle ustawiona miednica spowodowała dysplazję stawu [/B][LEFT]biodrowego (ona jest najmniej istotna w tym wszystkim). [/LEFT] [/CENTER] Kręgosłup jest nieoperacyjny (każdy zabieg naprostowania grozi: a) porażeniem (przerwaniem rdzenia kręgowego); b) nawet wyprostowany nie będzie stabilny; ) Innymi słowy operacja kręgosłupa jest niemożliwa.. Bez operacji kręgosłupa nie można przeprowadzić operacji miednicy (który uciska na nią, cud, że nie powoduje jeszcze straszliwego bólu), ani zlikwidować dysplazji. Molly nie można pomóc. Najgorsze usłyszałam za chwilę, powiedział to, co dr Janeczek przekazał w swoim spojrzeniu (znamy się zbyt dobrze i zbyt długo): [COLOR=Red]Molly powinno poddać się eutanazji.[/COLOR] Bo jej śmierć nastąpi sama, i to wkrótce, w ogromnych męczarniach. Wszystko uciska, nachodzi na siebie. Zwykłe zaparcie czy wzdęcie spowoduje niesamowity ból, księżniczka będzie się męczyć i wić z bólu. Prawdopodobnie dojdzie do tego, że ucisk kręgosłupa na miednicę stanie się bolesny i będzie uniemożliwiał jakikolwiek ruch. Rozwój płciowy nie mieści mu się wręcz w głowie, może spowodować kolejne komplikacje. Powiedział, że powinniśmy zdecydować się jak najszybciej - dla dobra Molly, bo ona ufa, kocha, przyzywczaja się do mnie, ja do niej, słowem - coraz trudniej będzie podjąć tą decyzję. Zasugerował mi także przeprowadzenie pośmiertnie sekcji, bo obawia się, że istnieją także inne anomaila w jej budowie. Na 90% to wada rozwojowa.. Molly na widok lekarzy spojrzała na nich ciekawie, każdego obdarowała przyjacielskim buziakiem, a potem.. przytulała się do mnie i lizała po twarzy patrząc na nich, jakby mówiła: "to moja mamusia". Starałam się być spokojna podczas tej rozmowy, zadawałam konkretne pytania, ale przy jej wylewności było to bardzo trudne. Mój TŻ, szeptał mi do ucha: "[I]nie płacz[/I]", a ja patrzyłam w oczy tego cudnego szczeniaka i pytałam siebie: "[I]dlaczego?[/I]". Biję się ze swoimi myślami - kiedy? jak? dlaczego? Wiem jedno - za późno - kocham Molly, podbiła mnie od pierwszego wejścia na jej wątek, a spotkanie z nią przypieczętowało to uczucie. Wiem, że i ona coraz bardziej mnie kocha, coraz delikatniej bawi się z kotkami. Wiem, że czas działa na jej niekorzyść w każdej płaszczyźnie. Łudziłam się, wmawiałam sobie, że Maciek się pomylił, że ja się pomyliłam, że ktoś powie lepiej. Ale kto? Dr Bieżyński powiedział, że nie chodzi o fakt podjęcia się operacji, lecz jej bezsensowności. Nie ma szans pomóc Molly. Krzysiek powiedział, że musimy pozwolić jej odejść, że Molly należy się godna, pozbawiona bólu śmierć. Ta wypowiedź pozbawiona jest emotów. Bo nie potrafię żadnego dać, żaden nie wyrazi tego co czuję.