Dzisiaj wiedzialam ze mogę nie zdążyć do Lucka na przed 11, a okazało sie ze bylam o 12.30. Niestety musialam byc na uczelni rano, przez 2 godziny doktorantka pomagala mi w pracy po czym okazalo sie ze wirus zaatakowal komputer i cala praca zniknęła. Mam ją na swoim komputerze, ale tamta juz byla ulepszona, poprawione błędy.
Przyjechalam do Lucka a on juz wylatywal mi z wozka, az tak szarpnął ze zjeciał z wozkiem ze schodow, wyrwal klucz z szafki prawie przejezdzajac dr Asie, ktora miala termin porodu na poniedzialek (ale nic z tego jeszcze;)), wiec dobrze, ze nie była na drodze Lucka. Potem nagle przyszedł jakis Pan ktory ni z tego ni z owego głaszcze mi Lucka w lecznicy! Mysza, nie poznałam Twojego męża! Ale słabo mi sie zrobiło, ze Lucek go dziabnie.