-
Posts
22789 -
Joined
-
Days Won
10
Everything posted by rozi
-
[quote name='Ejre']To nie jest chyba tylko kwestia wielkości, jeden z moich psów jest bardzo mały i nawet kiedy idę z nią bez dużych na spacer to raczej bezpośredniego ataku nie ma. [B]Z reguły większy pies pozoruje atak[/B] a moja ustawieniem ciała zmienia jego zamiary[/QUOTE] No właśnie, ale dlaczego on ma takie zamiary?? Olka wzięłam ze schronu kiedy miał 10 lat, atakował z nawyku duże psy, kiedy się zbliżyły, ale NIGDY nie warknął na mniejszego ani w miarę równego. Równego ustawiał, jeśli ten się rzucał, ale odpuszczał natychmiast po ustawieniu. Co do yorków - Miszka ma 5 miesięcy, jest małą, rozmerdaną kulką, każdy widzi, że to szczeniak. A Kuleczka chodzi obcięta na krótko (pysk też), zajęta swoimi sprawami, tuż koło mnie, i chcą je pogryźć naprawdę prawie wszystkie mijające nas psy, niezależnie od płci. Nawet te, które z pozoru chcą się zaznajomić, po chwili atakują bez najmniejszego powodu i to nie są żarty, jak już ktoś napisał jedno chapnięcie wystarczy, znajomej mikrus chwycony RAZ zębami dużego psa miał uszkodzone płuca, więc jeśli ktoś nie przywołuje zganaszowanego psa, albo luzuje smycz i mówi "on nic nie zrooobi", to mnie się nóż w kieszeni otwiera.
-
Wieczorny spacer wyglądał następująco: Najpierw, schodząc po schodach, słyszałam szczekanie na podwórku - wiem, który pies tak szczeka (gryzie), więc wyjrzałam przez okno, czy jest na smyczy. Był na smyczy, poczekałam aż minie moją klatkę i wyszłam. Bardzo uważnie zbadałam podwórko, nikogo nie zauważyłam, postałam jeszcze chwilkę, bo może zza trawnika wyskoczy któryś z moich faworytów, i dopiero postawiłam Krasnalki na ziemi. Podwórze ma zakręt, przed tym zakrętem hamuję, bo może tam jakiś pies biega, czekam chwilę, idę dalej. Na ulicy jest łatwiej, lepsza widoczność, ale widzę, że idzie gostek z takimi psami, co jeden na smyczy a drugi nie i mądre one nie są, więc przechodzę na drugą stronę. Na drugiej stronie idzie babka z suką, która "nic nie zrobi", ale już kiedyś Kulkę zaatakowała, nie ma trzeciej strony, biorę małe pod pachę. I tak dalej. To jest męka, nie spacer. A idę z uroczymi, grzecznymi, maluśkimi pieskami i powinnam sobie gwiazdy oglądać i cieszyć się.
-
Właśnie, ja nie mogę tego zrozumieć, czemu te małe są atakowane. Żaden z moich (przeróżnych) psów nie atakował mniejszego, to znaczy dużych też nie atakowały, ale zdarzało się, że musiałam powtórzyć komendę "nie rusz" kiedy jakiś duży się sadził, a obszczekujące małe były mijane bez zainteresowania. Dopiero teraz, mając yorki, zetknęłam się z problemem atakowania małych. I to nie jest sporadyczne, [B]większość[/B] psów - od niewielkich kundelków po ONki - jeży się i próbuje chapnąć. I nie jest też tak, że dawniej nie było mikrusów, my znaliśmy i yorki, i królicze jamniki, moje psy nigdy nie były nimi poirytowane, labradorka umiała nawet bawić się z maleńką yorczką tak, żeby nie przydepnąć. Sądziłam więc, że moje spacery z małymi będą czystą przyjemnością, a skończyło się tak, że muszę mieć oczy naokoło głowy. Jestem w totalnym szoku, prawdę mówiąc.
-
Moim zdaniem on uważa, że na temat sztuczek wie przynajmniej tyle, co Ty, a jest szybszy, więc się popisuje. Musisz mu pokazać swoją jednak wyższość w tym temacie, czyli uczyć nowych, których nie zna, to powinno wytrącić go z rutyny. Nawiasem mówiąc miałam labradorkę, która sama się uczyła różnych rzeczy - na przykład w jednym, stale tym samym miejscu nagle przybiegała i przez kilkadzisiąt metrów szła przy nodze, za nic nie mogłam skojarzyć dlaczego, ani namówić do biegania. Czekanie przed drzwiami na wytarcie zabloconych łap też osiągneło monstrualny wymiar, wystarczyła lekka mżawka i pies mi nie chciał za skarby świata wejść do domu :megagrin: Teraz wiem, że za mało z nią pracowałam, miała ogromny potencjał i nudziła się, więc sama dawała sobie zadania.
-
Tak tak, teoretycznie to ja też wiem, chodzi mi o czyjeś doświadczenie. Z psem.
-
Dzisiaj trzaśnięty mix labka (co prawda w kagańcu, ale luzem) starmosił mi Miszkę. Właścicielka nawet rozmowy telefonicznej nie przerwała. Słuchajcie, kupiłam gaz, taki jakiś w żelu, co się nie rozłazi w powietrzu, i nie bardzo mocny. Czy ktoś z Was użył kiedyś takiego? Jak to wygląda w realu? Nie zrobi trwałej krzywdy?
-
W sumie najlepiej jest przeczesać codziennie. Niby to okropnie często i mało komu się chce, ale można się przyzwyczaić i cały zabieg trwa wtedy parę minut, a pies się nie wyrywa, bo nie ma kołtunów i szczotka go nie szarpie.
-
To zupełnie inny charakter, niż moja słodzizna. Natomiast moja koleżanka ma suczkę, która zachowuje się podobnie do Twojego pieska. Nie znosi innych zwierząt w domu, obraża się właśnie, ale i gnębi z zemsty, kota gnębi już trzeci rok. Yorki są specyficzne.
-
Jest zazdrosny. Kwestia jaki on w ogóle ma charakter. Martwisz się o niego, czy o to, że małej zrobi krzywdę? Edit: Pies wychodzi na spacery?
-
A ja dziś spotkałam cudownego TTB. Szedł na smyczce do pana doktora, biały taki morderca, powiedziałam do niego "cześć", a on się rozpromienił, w życiu nie widziałam tak sympatycznego psa :)
-
Moja pięcioletnie suka stanowczo nie zaakceptowała nowego pieska (4-miesięcznego), też się chowała, ale potrafiła go skarcić kiedy był zbyt natarczywy, więc specjalnie się nie martwiłam. W tej chwili już czasem bawi się z nim, są razem od miesiąca. Tydzień to za mało.
-
Pomóżcie mi proszę!! jak wychować 10dniowe szczenięta ????
rozi replied to agiii's topic in Szczeniaki
Trzeba było zobaczyć tę "renomowaną hodowlę", z której ja mam pieska. Trochę mi się sposób myślenia wyprostował, czy wykrzywił. W takiej hodowli to dopiero chodzi tylko o kasę, zwłaszcza że szczeniak kosztuje kilka tysięcy, a nie kilkaset złotych. -
[quote name='Mariusz1'] [B]jak ma sie małego psa to [/B][COLOR=#4444ff]nie[/COLOR][B] problem na [/B][COLOR=#4444ff]ręce[/COLOR][B] go [/B][COLOR=#4444ff]brać [/COLOR][/QUOTE] No właśnie. Owszem, jest problem, nie po to ja wychodzę z psami na spacer, żeby je co chwilę brać na ręce, bo podbiega duży pies, który nie wiadomo co zrobi.
-
[B]Mariusz1[/B], ja Ciebie w zasadzie rozumiem, ale Twoje stanowisko jest totalnie egoistyczne. Ten "inny właściciel" ma sobie poradzić w Tobie odpowiadający sposób z Twoim psem, który zwyczajnie się nie słucha? Poświęć czas, naucz go posłuszeństwa, wtedy będziesz sobie mógł puszczać go luzem gdzie tylko zechcesz, a póki jest niewychowany, to łap go, zanim komuś narobi kłopotu, albo prowadź na lince.
-
Ja mam w tej chwili duży problem z pięciomiesięcznym yorkiem, karmionym na przemian (niestety hodowca przyzwyczaił do suchej). Radzę dawać gotowane i koniec.
-
Z opisu wynika, że pies nie jest głodny, więc gdzie on je? I śpi?
-
A ten gaz nie zrobi psu krzywdy? Wiele razy już chciałam kupić, ale jakoś się boję.
-
Mnie nic nie pociekło, ale współczuję i znam sytuację z autopsji. To jest właśnie przykład na różnicę między psem dużym, a małym, mały nie narobi takiej szkody. Nas zaatakował golden, pani z pitem na smyczy i goldenem luzem. Szłam z Olkiem jeszcze (na smyczy) i Kulką. Zaatakował tak "do zabicia", ruszył na Olka, zdążyłam stanąć pomiędzy, krzyknęłam na niego i jakoś wyhamował, ale nie odpuszczał, mowy nie było, żebym się mogła schylić i złapać na ręce, bo by go dopadł w trakcie i nie wiem, wyrwał mu łapę na przykład, więc stałam krzycząc nie rusz, stój, nie rusz, on szalał, a Kulka odbiegła i nawet nie miałam jak zobaczyć gdzie jest. Baba nie podchodziła, bo chyba się bała, że pit się włączy i pogorszy sprawę, no horror, trwało to parę minut. I własnie chodziło o dużą różnicę wielkości, Olek nie miał szans, dlatego to było takie straszne.
-
[quote name='filodendron']Wszystko się zgadza. I to powinno zniechęcać (wprawdzie trochę per analogiam ;)) do przywiązywania psów pod sklepem :p [/QUOTE] Oraz do jazdy samochodem, dopóki choć jeden rowerzysta jest na wolności :) A na chodniku często w panice odskakuję przed rozpędzonym rowerzystą. Nie cierpię ich. Mój syn i synowa dużo jeżdżą na rowerach i też nie cierpią.
-
Ależ ja właśnie stuknęłam rowerzystę na pasach, dlatego wiem o czym mówię. Tak naprawdę rowerzysta stuknął mnie, jechał po chodniku trzy razy szybciej niż ja samochodem, ze słuchawkami na uszach (klapkami na oczach?), uderzył w moje nadkole, zdemolował mi samochód i jeszcze wyciągnął duuuże odszkodowanie, a ja jestem "karana", ponieważ złamał sobie mały palec u nogi i dostał powyżej tygodnia zwolnienia, a to podchodzi pod sprawę karną :megagrin: W dodatku sama wezwałam policję - głównie dlatego, że zleciała się banda społeczniaków i chcieli mnie zlinczować, nie mając pojęcia o przebiegu zdarzeń :megagrin: Wcześniejsze moje wypowiedzi dotyczyły logiki, nie przepisów prawnych.
-
Tak, gdyby pies był uwiązany na tyle krótko, że nie miał możliwości przemieścić się oraz pozostało miejsca wystarczająco dużo, aby minąć go w bezpiecznej odległości, to byłaby wina czternastolatka. Tak samo, jak nie winię kierowcy, jadącego zachowując ostrożność i zgodnie z przepisami, o potrącenie rowerzysty, który nagle wpakuje mu się przed maskę. Samochód może zabić, pies może pogryźć, każdy o tym wie. Z tygrysem nie możesz, bo jest silniejszy od Ciebie i nie jesteś w stanie nad nim zapanować. W żaden sposób. (:
-
[quote name='filodendron']Piszesz tak, bo w newsie jest mowa o trzylatku - i wtedy łatwo po dogomaniacku zakrzyknąć "a gdzie byli rodzice?". A o czternastolatku, który przejechał na rowerze obok amstafa już ani słowa ;) [/QUOTE] Ani słowa, bo amstaf był na zbyt długiej smyczy, czyli był "częściowo przywiązany" ;)
-
No... ja mam dziecko (teraz już dorosłe) i gdyby podeszło do [B]przywiązanego[/B] psa i zostało pogryzione, to do głowy by mi nie przyszło mieć pretensje do właściciela psa za to, że zostawił, ponieważ ja dziecko też zostawiłam, a to nie pies do niego podszedł. Moim zdaniem dzieci się nie zostawia przed sklepem, przywiązanego psa można.
-
Ale te są różne, do rozpylania w domu, do rozprowadzania na psie, trzeba poczytać dokładnie.