Jump to content
Dogomania

dreag

Members
  • Posts

    6714
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by dreag

  1. Nie przesadzajmy. Wczujcie się w jej sytuację... Niedawno odszedł kochany pies, wzięła Brutuska, 3 dni i koniec... Która nie miałby dosyć? Powiedziałam pani o instytucji dt, jakby zechciała za jakiś czas, da po prostu znać. Teraz za świeże rany.
  2. Właśnie o tej godzinie próbowałam się skontaktowac z panią Janiną, by dowiedzieć się o Brutuska. Nie odbierała... I o 22.00 ten sms: "O godz. 17.30 duszyczka Brutuska w niebie. Ciałko - na mojej działce". Ciężka to była noc... Miał byc szczęśliwy happy end. Brutus w swoim domku przy boku opiekującej się nim z oddaniem pani. Ale chociaz nie cierpi, a tam gdzie jest może już być tylko szczęśliwy.... Dzwoniłam dzisiaj do p. Janiny podziękować za te kilka dni jemu poświęconych. Pani nosiła go na rękach na dwór, woziła codziennie na antybiotyk, na kroplówkę, starała sie jak mogła. Niestety choronba okazała się silniejsza. Mocznik zaczął mocno wzrastać, kreatynina poszła w górę, psinka nie dał już rady chodzić, jeść, pić. Nie było sensu dłużej kazać mu cierpieć. Swoje już i tak przeszedł... Brutusku żegnaj... Chciałam zwrócić pani za leczenie, ale powiedziała, że w kosztach partycypował Canwet, Ładnie z ich strony:-). Płaciła tylko za leki (nie chciała zwrotu). Ma jechać do schroniska oddać resztę lekarstw i oficjalnie powiadomić o stracie... Współczuję jej, tak chciała, żeby jeszcze pożył... A tu tylko 3 doby. Z jednej strony cieszę się, że nie cierpi, a z drugiej nie mogę pogodzić się, że mogło być tak dobrze... Ale cóż ja mogę....
  3. Ciekawe, co u Brunia, ale nie będę się pani zbytnio narzucać...:oops:
  4. Przed 16.00 dzwoniła do mnie, jak się przedstawiła, nowa opiekunka Brutusa. Jest w domu, trochę oszołomiony, dyszy, ale pani jest dobrej myśli, że powoli mu przejdzie. Suczka na razie niezbyt zainteresowana nowym towarzyszem, ale to nieźle, powoli się same dogadają... Pani była od razu w Canwecie po dalsze leki, porozmawiała sobie z lekarzem, który jest dobrej myśli, co do jego zdrowia. Nic więcej się nie dowiedziałam, bo padł mi w trakcie rozmowy telefon. Ale wieści budujące. Oby innych nie było... (moje sławne trzykropki, bez których żyć nie mogę, a które bardzo lubi jedna osoba:evil_lol:) Oczywiście poprosiłam panią o kupno adresatki, co by nie było dalszych przygód.
  5. Nie mieli chyba za bardzo okazji się dogadywać, bo duża wpadła w panikę zobaczywszy to miejsce...:cool1:, a Bruti też jeszcze w nie najlepszej formie, ale myślę, że nie będzie problemu. Cieszę się cichutko na ten nowy domek, gdzie Brutus będzie mógł spokojnie dochodzić do siebie i nie będzie zamęczany na siłę. Wiadomo, że na starość to najlepiej się odpoczywa, śpi, itp. A co do tego przewodnika, to masz rację Bakteria, dla niego super. Jaanna019, wyglądaj go, wyglądaj, jak chcesz to zawężę Ci strefę tego "wyglądania", tylko jeszcze raz prześlij mi swój tel., bo niechcący skasowałam....:oops: Mówiłam Pani, że jest grupa osób, bardzo zaangażowana w jego los i mówię Wam o wszelkich nowinkach dotyczących Brunia.
  6. Pani dziś była w schronisku z mężem i swoją dużą sunią, która była totalnie przerażona miejscem:roll:. Też ją przygarnęła. Widziała Brutusa, potwierdziła mi, że jutro do 16.00 go odbierze. Powiedziała, że odkąd zobaczyła ogłoszenie, zapadł jej w serce. Jest chyba po 50-tce, mieszka na Białostoczku w wieżowcu, a więc starszy pan Brunio będzie jeździł windą na spacerki:evil_lol:. Ma też działkę za Białymstokiem, gdzie często jeżdżą. Trochę była zmartwiona wyglądem, bo skaleczył gdzieś sobie oczko, jest trochę wychudzony i apatyczny, z noska leciała mu troszkę krew, ale jak powiedziała, skoro obiecała się nim zająć, to tak będzie. Ma tylko nadzieję, że jeszcze trochę pożyje... Uprzedziłam panią o tym jak wyglądała pierwsza noc w poprzednim miejscu, że może być powtórka z rozrywki:oops:. W każdądź razie posłanie już przygotowane. Czemu mogła mu lecieć z nosa krew?:icon_roc:
  7. No właśnie ten podwższony mocznik mógłby na to wskazywać, ale niekoniecznie. Na kleszczówkę miał podawane coś profilaktycznie..., więc sama nie wiem, ale sikał bez krwi...
  8. Wiem, wiem, że na dt;), ale dla psa to już wieeeeeelkie szczęście. Teraz oby tylko mądry domek! W tym pośpiechu na ruchliwej drodze:evil_lol: drugiej pasażerki nie dojrzałam, ale psisko owszem.:lol:
  9. Nie ma co tu jeszcze mówić HOP, wiecie, ja to bywa. Ona go na żywo nie widziała itd. itp. się może jeszcze zdarzyć, ale nadzieja jest...
  10. Widziałam, że Eska wybyła... I znam jednego ze sprawców!:evil_lol: Na własne oczy widziałam pannę na tylnym siedzeniu samochodu.... Patrzę, że ostatnio sama ze soba piszę...:evil_lol: Co jest?:roll:
  11. 1. Oczywiście śniłam, że Brutus wychodzi ze schroniska... 2. Rozmawiałm z wetem, który stwierdził, że stan ogólny Brutusa jest niezły, jedyne podwyższone parametry to trochę mocznik i powinien jeszcze pocieszyć się życiem. Na razie ma podawany lek. 3. Kobita dzwoniła do schroniska rano i po południu, rozmawiała nt. adopcji z kierownikiem, jest zainteresowana, ma zabrać piesa w piątek, bo lekarz zasugerował, by dokończyć serię leczenia w schronisku. Pani (przedstawiła się, ale zapomniałam...) potwierdziła mi to telefonicznie. Teraz szukuje mu wyprawkę, więc mam nadzieję. 4. Prosiłam Zuzę911, by dostarczyła książeczkę z powrotem, co też jutro uczyni. Są tam szczepienia itp., co się pewnie pani przyda i o co mnie właśnie pytała (czy trzeba będzie zaszczepić). 5. WSZYSCY mają chuchać i dmuchać, żeby się udało!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  12. Przed chwilą dzwoniła starsza pani, która kontaktowała się ze mną dzisiaj wcześniej w sprawie Brutusa (znalazła bodajże artykuł w Porannym) i potwierdziła, że jest po rozmowie z rodziną i zaopiekowałaby się psem, jeśli nie byłby chory na pokleszczówkę, bo już jednego psa pochowała i chciałaby troszkę się jeszcze pocieszyć... Ma wilczura, ale ma nadzieję, że by się jakoś dogadały. Powiedziałam, by zadzwoniła jutro rano do schroniska, a najlepiej osobiście i porozmawiała o tym z kierownikiem. Chyba całą noc nie będę spać.
  13. Albo przynajmniej kogoś, kto umie rozmawiać z kierownikiem i go zachęci.... Mamy chętnego???
  14. Często mówię to innym, ale jak sama słyszę, to mnie jakoś nie pociesza...:cool1:
  15. Właśnie kontaktowały się ze mna 2 osoby w sprawie Brutusa, myślą o nim... :roll: Tylko co z tego... Dzisiaj dowiedziałam się od kierownika schroniska, że Brutus podupadł na zdrowiu, jego zdaniem cierpi, etc i trzeba się zastanowić, co z nim dalej. Być może ma zaawansowaną pokleszczówkę, wtedy los znany. Dzwoniłam do lekarza schroniskowego dowiedzieć się o sytuację psa, powiedział, że musi zrobić mu badania, żeby coś stwierdzić, ale wydawało mu się wczoraj, że jakby wyglądał lepiej... Zobaczymy.:cool1: W każbądź razie informuję, że ponieważ nie mamy mu dt, ani wizji szybkiej adopcji stałej (nie czarujmy się - staruszek, ślepy, niezbyt urodziwy, jak niektórzy mówią...) a psiak przebywa w schronisku, dzisiaj pisemnie rozwiązałam umowę tymczasową. Od tej pory pies z powrotem przechodzi pod opiekę schroniska. To oni będą podejmować wszelkie decyzje dot. losu psa. Niestety mimo zapewnień, że Brutus więcej się tam nie znajdzie, stało się inaczej. Nie mam na to wpływu. I chcę podkreślić po raz kolejny, że dla mnie to wielkie przeżycie i porażka, że stało się tak, a nie inaczej:shake:. I ulgi nie przynosi fakt, że tak naprawdę zostałam zaangażowana w tą sprawę przez przypadek i tylko dlatego, że na dt mogą iść psy jedynie przez nas. A że mieszkam dosyć blisko...:roll: Uległam prośbie i uwierzyłam, że to dobre wyjście i wszystko będzie ok. A nie jest!!!!! W związku z tym postanowiłam, że to ostatni pies, na którego tymczasowej umowie adopcyjnej widnieje mój podpis. Kropka. Sobie ufam, innym ludziom już nie.
  16. Mam najnowsze fotki:lol:, wykonane na moją prośbę wystosowaną do schroniska. Wkleję tutaj, najwyżej przenieś. Brutusek podobno ma się lepiej, ale odzewu z Pupili żadnego...
  17. Już wiem, to po prostu przejmująca się losem zwierząt osoba..., ma do nas wpaść w sprawie kotów.
  18. Dzwoniła dzisiaj do mnie pani, którą spotkałam na Żabiej przy poszukiwaniach Brutuska i która interesuje się jego losem. Była wczoraj w schronie i wyprowadzała go na spacer, rozmawiała z i pracownicą, a potem przeczytała o nim w "Pupilach" i myślała, że to o mnie ten kawałek o "wersji oficjalnej":evil_lol: i się zmartwiła podejrzeniami (nie wiedziała, że to mój tekst). Mówiła, że jakby co może zaświadczyć, że ja go bardzo szukałam i byłam załamana:cool1:. Wyjaśniłam jej, że to o inne osoby chodzi, też doszła do wniosku, że coś było nie tak z tą ucieczką... Podobno dosyć często zagląda do schronu i po niedzieli znowu pójdzie go wyprowadzić... To czyjaś znajoma;)?
  19. Bakteria, przesłałam Ci wczoraj wieczorem fotki od Zuzy911 na maila, wstaw je chyba na 1 stronę, dobrze myślę...? Dzisiaj Brutusek w Pupilach, JW czekała na nowe zdjątka, ale było już za późno, bo gazeta poszła do druku, ale mówiła, że jeszcze się przydadzą, bo będzie się starała pomóc dalej... Jak się dowiedziała, że Brutus się znalazł, że jest znowu w schronisku, dzwoniła do mnie, bardzo zaabsorbowana jego sprawą, chciała wiedzieć coś więcej... bardzo przeżywała jego los... Niestety telefon milczy:cool1:
  20. Poczekam na zdjęcia od Zuzy911 i dam go tam, dzięki za Mikę, widziałam już Twoją sprawkę:lol:.
  21. Bakteria zmień tytuł wątka Brutuska:razz:
  22. Dla tych, którzy mogą pomóc ogłaszać przykładowy tekst: [FONT=Times New Roman]Pies po przejściach… Samotny, stary, prawie niewidzący trafił kiedyś do schroniska… Przeżył szok, gasł, nie miał po co żyć… Ale serce nie sługa, dalej na przekór biło… Trwało to długo i nikt już nie liczył na cud, ale w końcu zabłysła dla niego iskierka nadziei. Szczęście miało się do niego uśmiechnąć. Poszedł do ludzi, myślał, że do lepszego życia… Po zaledwie kilku dniach znalazł się jednak w dalekim lesie(!). Oficjalna wersja – uciekł. Prawie ślepy, przez najruchliwsze ulice w mieście, do lasu – bo tam lepiej????!!!! Przerażony, samotny, głodny, przeraźliwie zakleszczony… Po 3 tygodniach tułaczki ktoś go znalazł. Teraz znowu wygląda zza krat. Okrucieństwo ludzkie nie zna granic…. Kto ma serce?????[/FONT] [FONT=Times New Roman]Kto pozwoli mu uwierzyć, że musiało tak być, by w końcu u schyłku życia czuć ciepły dotyk kochającego człowieka, dla którego będzie po prostu PSEM - nie zabawką, nie zużytym, niepotrzebnym przedmiotem, ale żywą, czującą, potrzebującą troski istotą…? [/FONT] [FONT=Times New Roman]Brutus ma ok.10 lat, z głową sięga do kolan. [/FONT] Tel. kontaktowy: p. Agnieszka 507764557
  23. Słuchajcie, potrzebne lepsze zdjęcia Brutuska, kto może załatwić?;) [B]Zuza911[/B], Lotos, Bakteria i inni, pomóżcie ogłaszać Brutuska...
  24. No ja byłam!!!! Widziałam biednego Brutuska na własne oczy, ale cholera dopiero przeczytałam o Barym!!! Mogłam wypytać.... Ktoś będzie? Albo może wypytać?;)
×
×
  • Create New...