Jump to content
Dogomania

dreag

Members
  • Posts

    6714
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by dreag

  1. A co do tych "niusów", dopiero doczytałm, że już była o tym mowa. Co do schroniska- to Ci się Plinka nie dziewię, wiele razy tam (dawno) byłam, żadne moje wspomnienie nie jest pozytywne, pracujące tam osoby, (niektórych już na szczęście nie ma) na zawsze pozostaną w mojej pamięci (niestety). A psy... nie jestem w stanie znieść tego widoku. Codziennie tam przejeżdżam jadąc do pracy i ZAWSZE patrzę w te stronę, ale wejść tam już chyba nie potrafię:shake:. Może mam zgorsze wspomienia niż tam jest teraz w rzeczywistości, ale to jest próg, którego boję sie przekroczyć, by mieć spokojny sen. Wiem, że z drugiej strony to tchórzostwo i zamykanie oczu, ale tak jest. Poza tym kilka bezdomnych psów, które kiedyś dokarmiałam (robiłam to chyba od zawsze) i się do nich strasznie przywiązywałam, ktoś w końcu oddawał czy zgłaszał w to miejsce i one tam zapadały się pod ziemię...
  2. Dziewczyny, mam prośbę, jeżeli gdzieś zobaczycie plakat, zerwijcie - porozklejałam ich około 40, teraz wisi ich pełno, zwłaszcza na Dojlidach i Centrum, jako, że zaczęli dzwonić ludzie, że tam być może jest. Część już zlikwidowałam, ale jeszcze sporo zostało. Z góry dziękuję!!!!
  3. Czy to ta, o której rozmawiałyśmy?
  4. Dzięki Plinka, trzymaj teraz kciuki za dobry dom. Masz jakieś zdjęcia mojej Niki z Pikniku? Jesli możesz, to wrzuć mi je. Zaglądasz do schroniska? Wiecie, że kierownik został wyrok w związku z poprzednią pracą (jakieś machlojki finansowe) i w związku z tym nie będzie mógł dłużej pracować w schronisku, na stanowisku publiczym? Słyszałam w radiu. Ciekawe kto będzie następny. Widziałam, że zrobili zadaszenia dla psów przy bramie, a już się zastanawiałam, czemu nie ma (słyszałam, że mieli dostać blachę od Pruszyńskiego).
  5. Mam nadzieję, że szybko znajdą się amatorzy na psiunie, pozdrawiam i trzymam kciuki.
  6. Wiesz Monia, tak wczoraj rozmawialam z Anią, że może ona jednak sama otworzyła tą bramkę, skoro Ci ludzie w Doktorcach mówili, że ona umie sobie radzić z ogrodzeniami? Psy, które chcą wyjść umieją różne niesamowite sztuczki. Bo z drugiej strony, kto byłby na tyle durnowaty, żeby otwierać bramkę wychodzacą wprost na ruchliwą ulicę? Trzeba być nie wiem jaką świnią, ale z drugiej strony, bywają lepsi... Ania ma ten remont i dwójkę malutkich rozrabiaków, trudno jest jej napewno wszystko to ogarnąć. Podziwiam ją, że dziewczyna jeszcze nam pomaga, bo gdyby nie tacy ludzie, to wiele byśmy nie wskórali z tymi bezdomnymi psinkami, którym trzeba znaleźć dom:loveu:. A co do naszej Mamci vel Zuzy - to naprawdę niełatwa sprawa... Też tak myślałam wczoraj dłuuuuuuuuuugo. Gdyby miała dom, taki z prawdziwego zdarzenia, kogoś kto kocha zwierzęta, a nie bierze psa, ot tak, niech będzie, kto by ją pieścił, głaskał, rozmawiał, to jestem przekonana, że byłaby wdzięczna i oddała swoje przywiązanie (nie mogę zapomnieć, jak wczoraj mnie zobaczyła i z jakim szczęściem do mnie biegła, choć przecież mało miałam z nią kontaktu-ale byłam kimś kogo znała). Nie miałaby pcheł, kleszczy, nie marzłaby, nie musiała żebrać... Czy ktoś taki się znajdzie???? Dostałam na jej punkcie bzika (to u mnie normalne, zawsze tak się angażuję z tymi zwierzakami). Moja mama zawsze mi mówi, że kiedyś się przez to wykończę. I co, Ania ją gdzieś przywiązuje? Nie chcę jej co chwila zawracać głowy i wydzwaniać. Zostawiłam tam wczoraj jeszcze to posłanie na którym jeździła u mnie w samochodzie, może przez to poczuje się troszkę lepiej, wiesz, swojskie zapachy. Pytałaś skąd dzwonili - z wieszanych ogłoszeń, czy z netu - stąd i stąd. Jeszcze wczoraj wieczorem, dzwoniła przejeta pani, kolejna osoba, która mówiła, że biegała koło Urzędu Miejskiego. Musi tam być jakaś podobna sunia (kolejne psie nieszczęście)[IMG]http://static.dogomania.pl/forum/images/icons/icon9.gif[/IMG], bo to czwarta osoba z tego terenu. Bardzo się ucieszyłam, że tyle ludzi starało się pomóc. Dzwonili, pytali, dłużej ze mną rozmawiali, żałowali, podniosło mnie to na duchu. Bo znam wielu, którym los zwierzaka jest obojętny, a nawet chętnie by któregoś przygrzmocili dla frajdy:mad:, i takie tam, a tu masz! Naprawdę jestem pod wrażeniem. Miałam dzisiaj rano miły telefon od pani AW, którą serdecznie pozdrawiam, wiem, że też się martwiła, bo wie jak wygląda sprawa z puszczonymi szwami, brr, makabra. Z tego wszystkiego nie zapytałam jak poszło w niedzielę z kotami. Powiedz coś. :smile:
  7. Cały czas drżę czy ona tam jest... Monia, dzwoniłaś do nich? Wysłałam smsa, żeby Ania jej trochę posypała zasypką skórę w okolicach szwów, bo brzuch trochę obwisa, by nie porobiły się odparzenia. Nie dostałam odpowiedzi, a boję sie dopytywać. A to, o czym pisałaś mi w mailu to możliwe, a nawet wielce prawdopodobne. To nie jest dla niej nalepsze miejsce, jesli chciałyśmy ją trochę zsocjalizować. Jest przyzwyczajona do dużej nieograniczonej przestrzeni. Żebyś widziała jak się ucieszyła, gdy mnie zobaczyła w tym samochodzie, a wiesz przecież jak było w Doktorcach. Bez żadnego "ale" dała się wziąć na ręce i włożyć do samochodu. Ani się nie odgryzała, ani wyszarpywała. Zero kagańca czy nawet potrzeby smyczy. Była nieźle wykończona. Przybiegła do mnie jeszcze, a w samochodzie zupełnie opadła z sił. Jak chciałyśmy żeby wyszła z samochodu, to nie dała rady, przelewała się przez palce. Widać, że nieziemsko zmęczona, miała przekrwione oczy. Gdyby ktoś chciał jej poświęcić dużo czasu i dać mnóstwo czułości, myślę, że byłaby szczęśliwa. W innym wypadku to nie ma sensu.
  8. Skończył się 28 godzinny koszmar. Mój i suczki. Sunia się znalazła!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Ile się najeździłam, chodziłam, ryczałam, to tylko ja wiem. Nie mogłam przeżyć, że przywiozłam ją z tych Doktorc. Tam, choć bezdomna, mieszka na spokojne wiosce, pokłada się przy krowach, żebrze u znajomych gospodarzy, a tu skazana na poniewierkę, straszny stres z nieznanym miejscem, a co najgorsze- tylko co po operacji... (na szczęście już będzie wolna od ciągłego matkowania). Oczyma wyobraźni widziałam ja jak leży gdzieś w krzakach samotna, z rozwalonym szwem i dogorywa. Koszmar. Jeździłam trzy razy do Dojlid, w tym szukałam po noocy, przeczesywałam krzaczory, ulice, posesje, wołałam, nasłuchiwałam i nic... Rano mąż zadzwonił, że podobna biega przy działkach na 27 Lica, więc byłam tam w 5 minut. Nie ta. Za chwilę ktoś zadzwonił, że widział prawdopodobnie ją na Warszawskiej przy poczcie głównej. Chodziłam, szukała, zagladałam, byłam w parku z tyłu Kościelnej, przy Białce, potem za jakiś czas znowu wróciłam na Warszawską - przeszłam całą, potem Jurowiecką, znowu park przy Piłsudckiego, Dojlidy. W międzyczasie przyjechałam wyprowadzić swoje psy. I wtedy przyszedł sms - chyba była o 11.00 na Pałacowej, gdzieś przy sklepie Bojary. Chociaż w tym czasie przeszukiwałam Warszawską, pomyślałam, ze sprawdzę to jednak, bo nie da mi spokoju. Wsiadłam w samochód i skręciłam na Dolistowską, bo pomyślałam, że z 27 Lipca tam wygodniej dojechać. Minęłam schronisko, dojechałam do skrętu na ul. Pieczurki... i ONA tam stała. Cud. Stała, jakby na mnie czekała. Zawołałam ją i podbiegła, machając ogonem choć w wiosce uciekała na widok samochodu. Nie mogłam uwierzyć (i nadal jestem w szoku) we własne szczęście. Położyła sie na środku jezdni, a ja ryczałam jak głupia. Kobieta zatrzymała się i zapytała czy coś sie stało - wytłumaczyłam jej (wszyscy przejeżdżajacy myśleli pewnie, że potrąciłam psa). Pomogła mi zapakować psinę do samochodu (nawet nie protestowała, choć wcześniej panicznie się bała) i padła jak nieżywa. Nawet sie nie poruszyła. Zawiozłam ją z powrotem do DT i poprosiłam na litość by jej bardzo pilnowali i nie spuszczali ani na chwilę. Strasznie się boję, że znowu pójdzie, a cuda nie zdarzają się co chwilę. Chyba się do tego wszystkiego nie nadaję... Tak strasznie to przeżyłam, że łzy dalej leją mi sie ciurkiem. Głupia baba ze mnie. Tak się zastanawiam czy rzeczywiście uszczęśliwiać ją na siłę i szukać jej tego domu, czy nie lepiej zawieźć z powrotem na jej znaną wieś. Z nowego domu też ucieknie, i co wtedy, znowu tułaczka? Teraz cały czas kołacze mi się po głowie myśl, żeby znowu nie uciekła i aż przeraźliwie boję się telefonu. Nie poszłam dzisiaj na dyżur, prosiłam Pana Boga o pomoc i idę podziękować. Serdeczne dzięki wszystkim, którzy starali sie pomóc, a zwłaszcza Pędzelopce, która wysłała tego smsa, o którym pisałam wyżej. Pozdrawiam wszystkich. Trzymajcie za sunię kciuki. W DT nazwali ją Zuza.
  9. Czy są jeszcze jakieś szczeniaki do adopcji? Ludzie dzwonią, więc nadal jest szansa na znalezienie kolejnych domków. Jeśli coś wiecie - dajcie znać, może dobra passa trwa!;)
  10. Wszystkie szczeniaki oddane!!!:p Mam nadzieję, że ta nowa koleżanka tym razem też znajdzie szczęście. Została duża suka, wysłałam zdjęcia do Pani z Kuźnicy Białostockiej. Ma się odezwać, gdyby była bliżej zainteresowana. Trzymajcie kciuki!!!!!!!
  11. Zostały dwa szczeniaki- czarna podpalana i jasna brązowa. Ale coś ucichło. Od kilku dni nikt nie dzwoni. Zobowiązania podstawiam pod nos, jak najbardziej! To nie takie proste dać suni zastrzyk, bo ona nie taka chętna do złapania. Jeszcze nikomu się to nie udało. Podchodzi, łasi się, ale ma niezły refleks. Podejrzewam, że będzie cała akcja ze sterylką... Słuchajcie, po jakim czasie suka ma znowu cieczkę po porodzie? Normalnie, mniej więcej pół roku po ostatniej? Zapomniałam zapytać weta.
  12. Przedwczoraj udało mi się znaleźć dom dla jednego szkraba (czarna):loveu:. Pojechała do młodego małżeństwa z dzieckiem na Zielone Wzgórza. Gdy zaczęłam mówić o sterylizacji Pan zapytał mnie "przepraszam, a co to w ogóle jest ta sterylizacja?", no ale po wytłumaczeniu i zachęceniu do jej wykonania, zgodzili się (mam nadzieję, że nie na odczepnego). Dzwoniła też jedna Pani, ale jak usłyszała, że szczeniaki pochodzą od bezdomnej suczki (mimo, że powiedziałam jej jaki ma charakter i wysłałam zdjęcia), pokręciła nosem i więcej się nie odezwała. O dużą sukę nikt ani razu nie zapytał, dalej jest na swoim terenie, czyli w Doktorcach. Dzisiaj wychodzi Kramik we Współczesnej, może ktoś zadzwoni... Pozostałe ogłoszenia też uaktualniłam. I czekam...:roll:
  13. Zgadza się, wszystkie maluszki są w budzie u dobrego pana na tymczasie. Właśnie wczoraj je odwiedziłam, by wrzucić trochę mniamka.
  14. Pozostałe dwa maluchy- jeden (piesek) został na wsi, wziął go jeden gospodarz, a malutka suczka zabrana do Białegostoku do DT, tam gdzie pozostała czwórka "dziewczynek". Kurcze, najgorzej z mamusią. Została tam. Trzeba by ją było już sterylizować, ale nie mamy nawet DT.
  15. Ogłoszenia dane na białostockich www. oraz do gazet, Monia też ofiarowała się pomóc (dzięki). Cześć Plinka, jakoś powoli uczę się różności, dobrzy ludzie pomagają. Do zobaczenia w "psiej szkole". Acha! Okazało się, że w Doktorcach są jeszcze kolejne dwie małe tej suni. Pewnie co poniektórzy wzięli się pobawić dzieciom na kilka dni, po czym... won na pole!!!!!! Koszmar :mad:. Jakoś nie mają szczęścia te psiaki. Wczoraj przyjechali jedni i chcieli wziąć hurtem -2-3 sunie, trzymać je na łańcuchu i nie sterylizować. Coś kombinowali, może myśleli, że założą jakąś hodowlę, bo w którymś ogłoszeniu napisałam, ze to coś z mieszańców wilczurów...
  16. Ona są jeszcze słodsze w rzeczywistości. Wczoraj pierwszy raz widziałam je na żywo. I okazało się, że są 4. Malutkie chudziutkie maleństwa. Kiedy daliśmy im jeść, mało nie wskoczyły do miski. Nie wiem co one tam jedzą... Nie mogliśmy ich znaleźć, bo poszły za matką i... wpadły do takiej starej, nieużywanej piwnicy wykopanej w ziemi. Gdybyśmy nie przyjechali, pewnie zostały by tam na zawsze (brrr). Ludzie z wioski mówili, żebyśmy je zabierali, bo one nikomu niepotrzebne. Przyznali, że matkę też chcieli wywieźć, ale nie dała się złapać. A ona - przecudowna. Ma takie mądre oczy, taka łagodna i ufna mimo wszystko. Pojechałam (to ok. 30 km za Białymstokiem) tam z gościem, który chciał wziąć. Owszem wybrał dla córci (4,5l.), ale... okazało się, że facet jakiś niewyraźny. Chciał trzymać maleństwo w garażu (!), nie chciał zostawić swoich namiarów, ani podpisać karty adopcyjnej. No to nie dostał psiaka. Nadal czekają.....
  17. Jak załączyć zdjęcia do wątku? Jestem początkująca i mimo prób... nici. Pomocy!!!!!!!!!!!
  18. [FONT=Times New Roman][SIZE=1]Białostocki oddział TOZ szuka człowieka z dobrym sercem, który przygarnie tą sympatyczną, spokojną i przyjacielską sunię. Suczka wałęsa się po wsi i żyje z tego, co jej ktoś rzuci. Najczęściej suchy chleb... Mało szczeka, potrafi tak się przymilać, że skruszy serce najbardziej zatwardziałego przeciwnika bezpańskich psów. Lubi pieszczoty, jest bardzo spragniona kontaktu z człowiekiem. Bardzo garnie się do ludzi, niestety nikt tam nie chce SUKI na stałe. Może gdyby to był „on”... Ma ok. 2 lat i właśnie tyle trwa jej tułaczka, doświadczanie głodu, chłodu i odrzucenia. Ale ona ma ciągle nadzieję, że spotka osobę, która odmieni jej los. W nadziei, że to TEN, potrafi długo iść nie odstępując ani na krok. Umie chodzić koło nogi. Latem pomaga gospodarzom ganiać krowy na pastwisko, a później cały dzień je pilnuje. W zamian za swoją pracę donośnie „domaga się”, aby ją wziąć na podwórko. I czasem rzeczywiście zdarza się, że ktoś ją wpuści, ale tylko na chwilę. Potem znowu leży przy drodze i czeka... Wszyscy są zgodni, że to bardzo mądry zwierzak. Apelujemy do dobrych ludzi o zaopiekowanie się tą wyjątkową sunią. Ze swej strony oferujemy pokrycie kosztów sterylizacji i szczepień. Jeśli nie masz jeszcze wiernego i oddanego przyjaciela – to właśnie na CIEBIE ona czeka. Teraz jeszcze nie wiecie, że siebie potrzebujecie, niedługo zaś nie będziecie mogli bez siebie żyć!!!!!!!!!!!! [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=1]To jeszcze nie wszystko... dziewczyna jest matką. W trakcie mrozów i śniegu wygrzebała norę w belach słomy na polu i tam się oszczeniła. Dzięki temu maluchy przetrwały. Ludzie mówią, że miała 11 szczeniąt, zostały 3 ok. 7 tygodniowe suczki. Podobno psiaki wybrali, a suczek nikt nie chce :shake:. Dzieciaki są [FONT=Times New Roman]bardzo wesołymi przylepami, lubią się tulić, uwielbiają pieszczoty. I umieją szczekać jak trzeba. Pilnie potrzebujemy adopcji, bo powoli co poniektórzy mają dość tego towarzystwa. I knują...[/FONT][/SIZE][/FONT]
×
×
  • Create New...