Jump to content
Dogomania

justynaz87

Members
  • Posts

    1030
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by justynaz87

  1. Widziałam Go w ostatnią niedzielę. Faktycznie maluszek. Widziałam też kolejnego potencjalnego podopiecznego dla KWLa lub Morisowej - Kaukaza of course. Wieźli Go w kontenerze/kliperze, smutno to wyglądało, bo psisko skulone i przestraszone.
  2. Kurczę, dla tylu psów (przede wszystkim starszych, pospolitych kundli) nie znajdzie się domu i ostatnim miejscem ich życia będzie schron. Beznadzieja. Dziś załapałam się na wychodzenie z I pawilonem (lżej niż z morisowej ;) psiskami) i dostawałąm same dziduszki. Jak siedziała z jednym z nich nie mogłam się powstrzymać od płaczu. Dziadziula - miła, grzeczna, wpychająca głowę na kolana i przyszła na Paluch w 2010 - i co Go teraz czeka? Ehh... Smutno dziś było. Suzi też taka smutna była w klatce jak odchodziłyśmy... :-(. Ale zaskoczyło mnie trochę to, że w pawilonie I są po 2, 3, 4 psy. Dziś byłyśmy z boksem w którym były dwa psy wielkości Mufki, i to starsze. Apropo starszych, dziś był jakiś dziadek w schronisku, z serii: chce koniecznie młodego pieska. Zastanawiam się po co? Jak ktoś ledwo ma siłę chodzić to jak ma zamiar biegać. Nie wspomnę już o tym, że pies może mieć więcej lat życia przed sobą, i co wtedy? Ci ludzie nie mają serca, rozumu, czy panicznie boją się starości?
  3. Na Paluchu jest Labrador - biszkopcik. Wygląda na miłego, cieszy się do ludzi :p. W schronisku oceniono go na 2 - 3 lata. Był chyba niedawno kastrowany. Zdjęcie mam tylko z kom. ale psiak wygląda po prostu jak rasowy Labrador (przynajmniej dla mnie, nie-speca). [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images45.fotosik.pl/280/acd9f63428acf267med.jpg[/IMG][/URL] Niedaleko jest jeszcze jeden labkowaty tyle że "chudszy, węższy" niż labrador, ale coś z labradora ma.
  4. Dziś Beczula wyspacerowana, cały czas nosiła badyla w pysku :). Dostała jedzonka i czeka na następną niedzielę. Ehh... Wrzuciłam tego labka obok Suzi na labradory, fota kiepska bo kom. Te dwa i wiele, wiele innych czekają na Dom na Paluchu.
  5. [quote name='KWL']Oprócz wychodzenia i wchodzenia całkiem dobrze - stres to wyjście i wejście do boxu, poza tym całkiem w porządku - korzysta ze spacerku i całkiem dobrze się na nim zachowuje :-) O szczegóły pytaj Zonię - ona ją wyprowadzała.[/QUOTE] Ja dopiero teraz trafiłam na wątek suni. W niedzielę byłam z nią na spacerze (nie Zonia ;)) i o ile na początku często się kładła to w miarę upływu czasu coraz bardziej cieszyła się otoczeniem. Jest taka śliczna i miękka że ciągle chciałam ją głaskać ale nie chcąc jej stresować powstrzymywałam się :roll:. Pies super, trochę trzeba będzie popracować nad pewnością siebie, ale później na pewno będzie ok. Tylko ta nóżka tak smutno zwisa, bo nie za bardzo chciała na niej stawać. Trzymam kciuki za szybką adopcję do super Domu. Niestety tak to jest, jak sunia nieśmiała i trzeba będzie powolutku ją wprowadzać w nowe otocznie to nie ma wielu chętnych, ale gdyby była w pełni sprawna i jeszcze do tego wesoła i otwarta to ludzie by się "bili" o ślicznotkę.
  6. Dziś Beczucha była na spacerze. Wesoła, z kijem w japce przebiegła caly spacer. Trochę się poprzytulałyśmy, później zjadła i znowu do klatki. To już dorosła/starsza sunia, powinna mieć miękkie posłanko, regularne spacery, pyszne posiłki i dużo głasków dzień w dzień. Ehh... Pomarzyć... Dziś znowu widziałam tego labka. Dla mnie wygląda bardzo rasowo, chyba był kastrowany, jego nr. 410/10 niestety nie ma zdjęcia w przybyłych psach (jest 414 i 409), także nie wiem czy wstawiać po prostu info o psie na labradorach w potrzebie. Ma ok. 2-3 lat i wygląda na sympatycznego. Niedaleko kolejny trochę mniej labkowaty też biszkopt. Zdjęcia w necie też nie znalazłam :/. Widać wpływ mody.
  7. Dzisiaj był nieźle męczący dzień w schronisku. W związku z akcją wyprowadzania psów z pawilonów każda z nas wyszła z 5 psami z pawilonu i z 5 "własnymi". Wszystkie nasze były (nawet klatka Sekwany :multi:) a dodatkowo poznałyśmy bardzo fajne psy, niestety nie miałam aparatu a po za tym wszystko odbywa się w dość szybkim tempie. Z organizacją nie było najgorzej. Zdarzyły się pogryzienia i ucieczki ale chyba bez poważniejszych konsekwencji dla psów (no może Magda psychicznie trochę ucierpiała). Ogólnie bardzo miło było widzieć jak przerażone, wbite w kąt psy, na spacerze odżywały i biegały szczęśliwe - bo przez chwilę były wolne.
  8. No i tak, że ... babka już się nie odezwała. Nie wiem dlaczego Beka ma takie szczęście ale to już nie pierwszy raz kiedy ktoś wykazuje zainteresowanie a później już się nie odzywa. A pies siedzi i czeka. Dziś był spacer, trochę biegania i powrót do klatki a tam buda i spanie. Czy ktoś odmieni życie Beki??? Dziś widziałyśmy obok klatki Suzi labradora - biszkopta. Wyglądał bardzo labradorowo (i młodo) ale mieszka na końcu schroniska.
  9. Trzymam kciuki za naszą grubaskę. Oby tym razem szczęście się do niej uśmiechnęło. W sobotę był spacer, najwiekszy patyk w okolicy w pyszczku, ale na koniec niestety powrót do klatki. Czas na zmiany, czas na DOM!
  10. [quote name='APSA']Za to [URL="http://przytulpsa.pl/pies.php?fraza=133"]Jerry[/URL] ... :angryy: :angryy: :angryy: Pies - zwyczajny, przeciętny kundelek, w schronisku już czwarty rok. Chętni ludzie, chcą jego, nie przeszkadza im, że ma padaczkę. ******* Bonicki nie puścił. Najwyraźniej w jego opinii padaczka objawiająca się jednym atakiem na parę miesięcy i pewnie niewymagająca żadnego leczenia to jest taki potworny problem, że nikt normalny sobie z tym nie poradzi. A pies ma w schronisku najlepszą możliwą opiekę. Normalnie :snipersm::chainsaw::2gunfire: oraz :plzdie:[/QUOTE] Czyli co? Teraz piesek jest w domu wyjątkowo troskliwej opieki, skazany na dożywocie. Jeżeli ludzie wiedzieli, że pies ma padaczkę i godzą się na opiekę nad takim psem, będą dbać, kochać i prowadzać do weta to jak można burzyć szanse na normalne życie. Boi się że nie będzie miał kogo leczyć? I tylko psów żal... bo na ludzi to nóż się w kieszeni otwiera.
  11. Trzymam kciuki za naszą grubaskę. Oby tym razem szczęście się do niej uśmiechnęło. W sobotę był spacer, najwiekszy patyk w okolicy w pyszczku, ale na koniec niestety powrót do klatki. Czas na zmiany, czas na DOM!
  12. Faktycznie Karinie do szczęścia jeszcze grzybów potrzeba... A jak z Karą, trochę lepiej je. Wiadomo, że parę dni po operacji można porozpieszczać - żeby nabierać siły trzeba jeść, z czegoś te kości się muszą odbudować (w sensie zrosnąć) a organizm musi mieć siły do walki z bakteriami i grzybem. Ehh... Jeden pies a tyle przypadłości i cierpienia. Trzymajcie się z Kariną. Musi być z każdym dniem lepiej!
  13. Apsa proszę o jakieś dobre wieści. Jakie pieski opuszczają schronisko :cool3:? Foto boskie :lol:. Z psami trzeba uważać jak się przechodzi obok Lestata a tu takie zaskoczenie. Siedzi ramię w ramię z kicią.
  14. [quote name='MartaiGutek']6 DNI... DO ODBIORU KRĘCIOŁA! :multi:[/QUOTE] :lol: Czekamy niecierpliwie na dzień zapoznania, adopcji i nowego życia Kręcioła :multi:!
  15. Magda pracuje od samego rana. Może wczoraj wieczorem nie miała dojścia do neta a po za tym chyba męczący był wczorajszy dzień. Pewnie dziś popołudniu będzie jakaś relacja. Ja z smsa wiem, że Kara się wybudziła. W medyczne szczegóły nie wchodzę bo Magda na pewno wie lepiej. W każdym razie Kara nie może chodzić przez najbliższe 3 dni (ma szyny, kości zostały skrócone), a co tydzień wizyta kontrolna. Oby sunia nie cierpiała po zabiegu. Mam nadzieję, że wszystko się jeszcze zrośnie i Karcia będzie śmigać na 4 łapach. Ja też z niecierpliwością czekam na wieści jak dziś czuje się Karina, no i relację jak powiódł się zabieg, wybudzanie.
  16. :multi: Świetna wiadomość. Bardzo się cieszę, że Bambi wreszcie będzie miał Dom. Powodzenia i duużo radości dla psa i opiekunów! :p
  17. Beka nadal w schronie. Była w niedzielę na spacerze, trochę pobiegała, podjadła (niezły z niej tłuścioszek się zrobił) no i tyle przyjemności. Później cały czas leży na budzie lub w budzie, bo i co ma robić. Ożywia się tylko jak inni wolontariusze dokarmiają psy, bo wtedy i jej się coś dostanie. Ogólnie to smutne życie dla wesołego i aktywnego (ja na Swoje lata) psa. Potrzebuje człowieka, domu, przywiązania, miłości i spacerów ale tyle razy już to pisałam... Ja poprawi się pogoda (w niedzielę była obrzydliwa śnieżyca), a najlepiej jak zrobi się zielono (na białym tle czarny pies nie zawsze dobrze wygląda :cool3:) porobię jakieś nowe zdjęcia, żeby ożywić wątek.
  18. Cieszę się, że po tylu latach wreszcie szczęście powraca do Kręcioła. Bardzo cieszy fakt, że Państwo są na forum. Już nie mogę doczekać się zdjęć po adopcji, z rodziną :cool3:. O śniegu nic nie napiszę bo nie chcę sobie przypominać o metrowych zaspach w całym mieście (ale pies je lubi :roll:). Co do kotów to ciężko przewidzieć wzajemną reakcję zwierząt. Ważne żeby się nie zniechęcać lub przesadnie nie denerwować w razie początkowych problemów. W większości przypadków psy i koty spokojnie żyją obok siebie a czasem nawet ze sobą. Kręcioł jest bardzo przyjazny w stosunku do ludzi. Myślę, że po paru chwilach razem, zabawie, spacerach, karmieniu nie powinno być większego problemu z skupieniem na sobie jego uwagi, gdy za bardzo będzie interesował się kociskami. Wiadomo, że na początku należy zachować pewne środki ostrożności. Nie puszczać od razu psa do kotów. Dać mu oswoić się z mieszkaniem, z ludźmi, z nowymi zapachami (również z tymi kocimi). Ja rok temu wzięłam psa ze schroniska mając już w domu kota. Myślałam, że najważniejsze żeby pies nie zwracał uwagi na kota, bo sam kot nie będzie dla niego problemem. 2 pierwsze dni pies w ogóle nie reagował na kota (była zaaferowana nowym miejscem, musiała odespać, przyzwyczaić się do nowego środowiska). Trzeciego dnia kot wszedł do pokoju z psem i niestety został pogoniony przez całe mieszkanie, w efekcie w czasie ucieczki wyrwał sobie pazura i przestraszony przez tydzień mieszkał na parapecie. Nie czułam się zbyt dobrze widząc kota w takim stanie. Po tym baardzo pilnowałam psa, przez jakiś czas były odizolowane. Emocje opadły. Później pies był karmiony/nagradzany/chwalony gdy siedział z kotem w jednym pokoju. W końcu sunia pojęła, że kot mieszka i będzie mieszkał z nią w domu. O ile nie musi się z nim przyjaźnić to musi go szanować. W tym czasie kot nabrał na nowo pewności siebie (a myślałam, że po ataku zachowa chociaż trochę respektu przed psem) i nic nie jest mu straszne. Teraz bez żadnego strachu podchodzi do psa, wącha pyszczek (nawet gdy pies protestuje), gania, rzuca się na szyję a pies musi uciekać. Czasem sunia macha do kota ogonem i nawet go poliże ale przez większość czasu, w przeciwieństwie do kota, chce zachować bezpieczny dla niej dystans. Wydaje mi się, że z czasem Kręcioł i koty przyzwyczają się do siebie a może nawet polubią (mi się marzy pies i kot leżący na jednym posłaniu ale...). Mam nadzieję, że wszystko ułoży się po Państwa myśli i koty ładnie przyjmą Kręcioła w domu (bo przecież 4 mruczki to mały gang ;), któremu lepiej nie podpadać).
  19. Masakra. Karina tyle się musiała wycierpieć (i właściwie dalej musi)... Totalne zaniedbanie a właściwie znęcanie się schroniska nad psem. Ale to prawda co mówisz Morisowa o stanie psychicznym. Ja widziałam Karinę chyba w dniu przybycia do Magdy, tyle że wieczorem i widać, że Kara bardzo dobrze się czuje przy Magdzie. Odżyła i chce zacząć nowe życie, ale do tego potrzebuje wyleczenia nogi, by móc chodzić i żyć bez bólu.
  20. Magda o ile pamiętam ona jakieś rtg miała ale chyba tylko jedno żeby stwierdzić złamanie, bo jak wiemy nikt nie trudził się nastawianiem kości czy prawidłowym zrostem. Cieszę się, że leczenie wejdzie na właściwy tor. Nie wiem jaki lekarz zostawia psa ze złamaną nogą do zrośnięcia i później ew. łamanie i operacja. Mam nadzieję, że wizyta u konkretnego lekarza powie co robić dalej żeby noga dobrze działała. Co do Hanki to mówiłaś same złe rzeczy a kocica ładnie wita Karinę w Swoim Domu. Hmm... Karina chodzi za Tobą krok w krok, tęskni, wyczekuje. Już widzę ten dt... Trzymam kciuki za weta. Mów na bieżąco co u Kariny.
  21. Przyłączam się do trzymania kciuków. Kręcioł musi wreszcie znaleźć Tych ludzi.
  22. Mogę na razie napisać, że Magda nie wróci sama. Podobno nie robiono problemów przy adopcji. Teraz najważniejsza jest wizyta u dobrego ortopedy. Karina wreszcie odetchnie. Ale Magda pewnie napisze relację jak wróci.
  23. Ja na nią mówię gruba Ibi. Ma prawie taki sam pyszczek tylko później "trochę" więcej ciała. Śliczna :loveu:. I za co wyrok pięciu lat w schronisku?
  24. Nie chcemy zapeszać, bo wyciąganie psa ze złamaną łapą to nie jest zwykła adopcja. Trzymajmy kciuki za Magdę. Jutro chyba będzie w schronie. Sytuacja Kariny jest bardzo nieciekawa żeby nie napisać fatalna.
  25. Może mogłyśmy zrobić więcej... Nie zdążyłyśmy. Mam nadzieje, że jest mu teraz dobrze i choć małym pocieszeniem będzie dla niego fakt, że nie jest tylko numerem co najmniej dla paru osób. Pamiętam dużo śmiesznych, słodkich i wzruszających momentów z jego udziałem, historyjek wymyślanych o nim i Suzi (jako małżeństwie), mam sporo jego fotek na kompie i zawsze na nim będą. Był dla mnie bardzo ważnym psem. Mam nadzieję, że choć na tych 30 minutowych spacerach czuł się wolny, chciany i kochanym. Szkoda, że odszedł sam a my nie mogłyśmy nawet Go pożegnać. Fatalny był dzisiejszych dzień...
×
×
  • Create New...