-
Posts
2390 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by jola od jadzi
-
Znowu coś się muli na dogo... Magda, Zula nie będzie w lecznicy dnia dłużej, niż będzie taka potrzeba.Myślę, że im szybciej wyjdzie, tym lepiej będzie bo rozmawiałam niedawno z dr Asią i mówiła, że mała nadal nie je, najprawdopodobniej oprócz stresu nie czuje się w klatce za dobrze.Myślę,że na początku tygodnia zabierzemy ją stamtąd, tyle, że domek do którego pójdzie jest DT, a Zuli potrzebny jest ktoś, kto ją pokocha na zawsze i u kogo zostanie do końca.Ja też siedzę i myślę,kto mógłby ją przygarnąć, kogo pytac...:-(
-
Popłakałam się...To jest niewiarygodne,jak ona lgnie do człowieka, do dotyku ludzkiej ręki,do pieszczot,do bliskości... Ile złego musiał jej ktoś wyrządzić wcześniej, że tak się nas bała? Ile złego mógł uczynić człowiek takiej maleńkiej bezbronnej suni? I co, teraz nawet nie będzie miała czasu żeby jeszcze raz komuś zaufać? Niedoczekanie!!! Staniemy na głowie, jeśli to pomoże ją uratować,zrobimy wszystko, co w naszej mocy żeby żyła jak najdłużej!!!TYlko niech ktoś ją pokocha, niech pokocha tę wspaniałą sunię!
-
[quote name='ewatonieja']baner idz za wesołkiem prosto w objęcia dobrych ludzi :razz:[/quote] Natalia, tylko gdzie są ci dobrzy ludzie którzy zechcieliby pokochać Banera, psa, który tak cierpliwie znosił głód, brak miłości od ludzi, który pomimo tego, co go spotkało nadal jest ufny i łagodny, kocha dzieci,nie ma w nim grama agresji...Gdzie są ludzie, którzy dadzą mu nowe życie?:-(
-
Mały Tofik w zdrowotnych opałach ZNALAZł DOMEK!!! !!Łódź
jola od jadzi replied to ewatonieja's topic in Już w nowym domu
Tofik mieszka w lecznicy po sąsiedzku z naszą Zulą, mimo choroby i tak jest prześliczny i jak na szczeniaka bardzo, bardzo grzeczny.Taka mała, chudziutka panda z niego... -
No właśnie, na jaki? Powinno w nim być coś o jej chorobie, o domku i o tym, że będziemy ją ratować...Nic kompletnie nie przychodzi mi do głowy...Pustka... Może zaczekaj jeszcze ze zmianą, może wieczorem dziewczyny będą miały jakiś pomysł(teraz jadą do Krzyczek i właśnie w Strykowie znalazły bezdomnego pięknego onka)
-
[quote name='Magija']O matko Jak napisałyście o zmianach, to myślałam raczej o pozostałościach po przebytym zapaleniu płuc, a tu guz, który z tego co piszesz Katya nie jest operacyjny tak? Czy mogę ja odwiedzić?[/quote] Magija, pewnie,że możesz odwiedzić malutką, w końcu jesteś jej wybawicielką, dzięki Tobie i Twoim staraniom dowiedziałyśmy się o niej. Zulka jest w CM-vecie na Rzgowskiej, gdybyś miała coś gotowanego do jedzenia dla malutkiej i spróbowała ją nakarmić to byłoby wspaniale, Zula wczoraj nic nie chciała jeść. Tak bardzo się cieszę, że ona jest wreszcie bezpieczna, że nie błąka się po Lodowej i okolicach,że nic ze strony samochodów jej nie grozi... My zrobimy wszystko, by ją ratować, będziemy próbowały skonsultować jej przypadek u specjalistów,jeśli tylko będzie można jej pomóc, to na pewno pomożemy. Tylko dobry domek jest nam potrzebny, taki, w którym ktoś otoczy ją miłością i pokaże,że nie wszyscy są okrutni, potrzebny jest nam domek,który przygarnie ją ze świadomością, że być może to są jej ostatnie miesiące życia, podczas których powinna być kochana tak, jak na to zasłużyła...Czy są jeszcze tacy ludzie, takie domki?
-
Cokolwiek miałoby być, to najważniejsze,że Zulka już bezpieczna... Wczoraj denerwowałam się bardzo( z resztą jak my wszystkie tam będące), nie chciałam być przy tym odstrzeleniu,bałam się, że sunia wbiegnie nam pod samochód, ale Pan Zbyszek jest profesjonalistą w każdym calu, po wystrzeleniu naboju błyskawicznie wjechał na jezdnię i zablokował jeden pas ruchu swoim samochodem. Mała przebiegła kilkadziesiąt metrów i usnęła...Jaka to była ulga, gdy widziałam, że jest już nasza...
-
Pojechaliśmy w piątek w kilka osób, przeszliśmy wszystkie okoliczne chaszcze, suni nie było. Rozmawialiśmy z kwiaciarkami przed cmentarzem, mówiły, że nie widziały suni od kilku dni, zostawiłam swój nr tel. z prośbą by mnie zawiadomiły, gdy sunia przyjdzie no i dzisiaj przyszła...Pojechałyśmy z Natą zaraz po telefonie, sunia biegała wzdłuż Lodowej,miałam jedzenie ale ciut za mało, podeszła niepewnie, rzucałam jej kawałki kiełbasy tak, by podchodziła coraz bliżej, zjadała i odchodziła... Myśłałam, że uda mi się ją jakoś nakłonić żeby podeszła bliżej ale niestety, kiedy ja podchodziłam, ona uciekała na drugą stronę ulicy. Przeszłyśmy za nią wzdłuż Lodowej kilka razy, zrezygnowałyśmy bo zwyczajnie wchodziła na jezdnię przechodząc przed samochodami(przechodząc, nie przebiegając). Nie wiem, co teraz będzie, sunia i tak jest szczęściarą, że jeszcze żyje, żeby ją złapać potrzebny jest Sedalin albo usypiający nabój, ale i tak wcześniej trzeba ją odciągnąć od ulicy, tam po usypiaczu może zginąc pod kołami.:-(
-
I tu ewatonieja ma rację, podnoszenie wątku Pryszczyka na dogo jak na razie efektu nie daje żadnego,jak wcześniej już pisałam trudno tu będzie znaleźć dla niego dom. Może spróbujcie rzeczywiście zrobić mu sesję fotograficzną ale taką, żeby było widać go w całej krasie, jakieś zbliżenie pyszczka i jak najmniej rzeczy w tle, tak, żeby fotka przedstawiała tylko psa. I trudno ale może dopisać mu jego historię tak, żeby było rzewnie, wzruszająco i łzawo. Jeśli to nie "chwyci" zostanie ostatnia deska ratunku- niemiecka fundacja, która współpracuje z naszymi wolontariuszkami w Łodzi od długiego czasu i znajduje domy psiakom, które u nas nie mają szans na adopcje.