-
Posts
7318 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by tamb
-
Jeden pies martwy, drugi odebrany wariatce już w nowym domu..
tamb replied to tamb's topic in Już w nowym domu
Dziękuję i mocno ściskam. -
Z Sindy sytuacja ma się inaczej.Kiedy mieszkałam w Krakowie zobaczyłam ją z małymi na śmietniku 11 lat temu. Była wynędzniała, dzika, już niemłoda. Po odłowieniu rodziny strasznych dzikusów Sindy została wysterylizowana i wypuszczona obok miejsca złapania, do mojej piwnicy. Maluchy zostały do oswojenia. Sindy od tej pory miała budkę w okienku mojej piwnicy i była codziennie dokarmiana. Przy wieczornym spacerze z psami ja nakładałam do misek a ona wąchała się z psami w odległości ode mnie na całą smycz automatyczną. Ludzi się bała i była bardzo agresywna. Trwało to 6 lat. Oczywiście maluchy się nie oswoiły i zostały u mnie. Cudownie funkcjonują z psami i kotami a ja je po tylu latach mogę pogłaskać jak złapię. Wtedy czekają aż się odczepię, nie lubią dotyku. Jedno z tych dzieci to Pawełek, który umarł kilka miesięcy temu. Reszta żyje i ma się dobrze. Wracając do Sindy, musiałam podjąć jakąś decyzję wyprowadzając się z Krakowa do Bielska. Nie znalazłam nikogo, kto karmiłby Sindy a nowi właściciele nie udostępniliby jej piwnicy. Po 2 miesiącach polowania złapałam ją do klatki łapki i stała się kotem domowym. Na początku drapała w okna, była nieszczęśliwa, potem przyzwyczaiła się. To było mniejsze zło niż zostawić starego, dzikiego kota bez dachu nad głową i dokarmiania. Zabawne jest to, że psy wręcz kocha, myśli, że przez te lata to one ją dokarmiały. Koty toleruje i ignoruje , ludzi nie znosi. Nie boi się, siedzi na stole jak ja jem, jak ktoś obcy przyjdzie nie ucieka. Nie pozwala się jednak dotykać. Na początki przeżyłam koszmar bo załatwiała się gdzie popadnie. Przez pierwsze dwa lata. Kuwety były na szafach, wszędzie gdzie wskakiwała. Teraz tylko sika raz do kuwety , raz gdzie popadnie. Zasikała książki i to co uratowałam wyniosłam na strych, sika na miękkie przedmioty. Upodobała sobie psie posłania. I tak żyjemy razem. Kiedyś jak odejdzie z tego świata bo jest bardzo, bardzo stara, urządzę normalnie mieszkanie. Lubię ją, pamiętam mój lęk jak czasem nie przyszła w porze karmienia. Pamiętam jak sprawdzałam w środku nocy, czy już zjadła. To irracjonalne ale ją bardzo lubię. Czasem jednak mając świadomość jej wieku myślę sobie "już niedługo, tyle wytrzymałam to rok, dwa jeszcze wytrzymam". Potem mi głupio, że liczę ile jej zostało. Ale przez takie decyzje zwierzęta są uratowane ale ja nie żyję normalnie. To rodzaj degradacji i skazania się na czynności, których nigdy nie musiałabym wykonywać.
-
Yoda jest zdrowy, to nie są objawy choroby pęcherza. Możliwe, że tak jak Kajtek nie był psem domowym. On nie sika za dużo, on po prostu nie ma oporów. Ja sobie z tym radzę, podłoga jest brzydka i przez najbliższe lata nie będę jej wymieniać. Ale to utrudni adopcję. Żaden z moich tymczasowiczów staruszek nie wytrzymałby 8 godzin. Rano jak trochę zaśpię muszę sprzątać.
-
Jeden pies martwy, drugi odebrany wariatce już w nowym domu..
tamb replied to tamb's topic in Już w nowym domu
Życzę powrotu do zdrowia i pozdrawiam. -
Z Agatką wszystko dobrze. Zabiegi jutro o 17, mam transport. Nie mam już siły do starej kotki Sindy, leje psom na posłania. Przychodzą straszne rachunki za wodę i pralka hula na okrągło, proszek też idzie. Kupiłam miękkie kurtki za złotówkę i potraktuję jak jednorazówki. Jak nie zasika od razu będzie bardziej ekonomicznie.
-
Ja też trzymam ale nie wierzę, że znajdzie. Dzisiaj ani raz nie nasikał ale ludzie nie chcą psów, które nie mają oporów, żeby lać w domu. Wypuszczam co jakieś 3 godziny bo pracuję w domu ale jakby ktoś poszedł na 9 godzin to wszystko byłoby zasikane. Jest bardzo miły i malutki. Lubi być noszony na rękach. Jak zaczyna monotonnie szczekać wystarczy go pogłaskać albo wziąć na ręce i od razu się uspakaja.
-
Dzisiaj przyszły te na Kraków i aktywowałam.
-
Jejku, nie wiem. Dużo przyszło, aktywowałam i usunęłam. Ale w jednym czasie przyszły, nie było dużego odstępu czasu.
-
Nie cofniemy tego. Na odległość pomoc nie zawsze jest taka jakbyśmy robiły to własnymi rękami. Cieszmy się, że nie jest na ulicy.
-
Tak, aktywowałam.
-
Dzisiaj byliśmy na spacerach z 10 psami z parteru. Z pierwszą czwórką razem bardzo daleko, żeby się wybiegały bez smyczy. Później ja sama dwójkami na takie bez puszczania ze smyczy. Yoda był w parze z Sentą i w połowie spaceru musiałam go wziąć na ręce. Dziadeczek już się nie nadaje na spacery poza ogródek. Bardzo chce, cieszy się ale idzie w zwolnionym tempie i po 10 minutach jest zmęczony. To już nie na jego siły. Ja też wysiadłam. Z Maksem, Dusią i Tusią już nie poszłam. A wyprowadzenie 10 psów zaczęło się o 12.30 a skończyło o 17. Jutro jestem umówiona z bardzo miłą, młodą osobą, która pójdzie ze mną na daleki spacer ze spuszczaniem ze smyczy. Ja wezmę 2 psy i ona też. Te co dzisiaj biegały jutro będą mieć tylko podwórko a inną czwórkę weźmiemy. Przy większej ilości zwierząt zawsze są jakieś minusy. Nie da się idealnie zaopiekować stadem 13 psów. U mnie mają za mało spacerów, mimo, że bardzo się staram.
-
Najlepiej jest zadzwonić do P. Renaty i odwiedzić sunię jakby ktoś miał blisko. Numer do Pani Renaty Cieślik 519467659. Przy okazji można by było zobaczyć warunki w jakich przebywa. Pani Renata powiedziała, że jest zbyt dzika na ogłaszanie w tym momencie. Kiedy się boi gryzie. Nie jest już na ulicy, koleżanka finansuje jej pobyt. Nic więcej na taką odległość nie da się zrobić. Bardzo trudna sytuacja polegająca tylko na zaufaniu.
-
Wiem wszystko, suczka dalej u Pani Renaty w przytulisku. Koleżanka pomaga finansowo ale ani ona ani ja nie mamy możliwości jej zabrać. Po fakcie nie komentujmy, nic nie zmienimy ale są szczeniaki.
-
Nie chcę się za bardzo cieszyć ale ta nowa karma Maksowi nie szkodzi. Tak jakby wszystko się unormowało przy RC Sensitivity i teraz może już taką:
-
Timon jest stuknięty na punkcie zabawek. Do niedawna gromadził i pilnował ale parę dni temu przeszedł samego siebie. Zauważyłam, że psy chodzą jakby nie miały się gdzie położyć a posłanka puste. Chodzą smutne i jakieś zmieszanie a Timon siedzi na kanapie i wydaje straszne dźwięki. Dodam, ze nikogo nie potrafi ugryźć, zabija dźwiękiem. Okazało się, że na każdym posłaniu ułożył jakąś zabawkę i jak któryś pies podchodził to Timon odstraszał mieszanką warkotu, skrzeczenia i wrzasku. Jak pochowałam zabawki na półkę, zdjął i powtórzył to jeszcze kilka razy. Ma ogólną zasadę, że wszystko jest jego. Agatka ma dzisiaj gorszy dzień. Widać to po zachowaniu i postawie. Zdjęcia komórką zrobiłam o 2 w nocy. Pracowałam przy czymś i zobaczyłam, że fajnie śpią. Do łóżka się nie mogły władować bo nie rozścieliłam i nie rozłożyłam kanapy tej nocy.
-
Agatce wrócił apetyt, znowu ze smakiem je swoje puszeczki. Od wtorku kombinowałam z karmieniem z ręki, żeby zaczęła jeść dawałam jakieś parówki bez konserwantów. W czwartek do puszki dodałam dorsza na parze a wczoraj wędzona makrelę. To pomagało, przełamywała się i jadła ale kombinowałam i namawiałam. Bardzo się martwiłam. Ale dzisiaj pięknie zjadła i teraz dobrze się czuje. Uff ... Przeczytałam, że przy tej chorobie prędzej czy później przestanie chodzić i kontrolować potrzeby fizjologiczne. Zabiegi i dobra opieka powinny opóźnić ten stan. Ale co z adopcją? Kolejny tymczasowicz z minimalnymi szansami, równymi w zasadzie "0".