Jump to content
Dogomania

egradska

Members
  • Posts

    4914
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by egradska

  1. Epe, pal licho moje nerwy już, ale gdybyś widziała przerażenie tych dzieciaków, sama bym się wściekła, gdyby na moje dziecko się tak rzucał "piesek":shake: A ja jestem bezradna, mogę go tylko odciągnąć gdzieś dalej, ale nie umiem uspokoić:shake: Dom z ogrodem, to jedyne rozwiązanie, jakie widzę Aniu, postaram się o zdjęcia w plenerze, brat obiecał, że wygospodaruje czas dla Maxa - tylko wtedy dam rade go uwiecznić, podczas samotnego spaceru to niemożliwe. Tak mam zdjęcia tylko z domu:oops:
  2. jeszcze jedno: Max od wczoraj stróżuje:razz: Stanowczym rykiem zaprotestował, by ktoś właził na dach (wejście jest na naszej klatce) - ryczał praktycznie cały czas, kiedy ktoś majstrował przy włazie, a od tej pory reaguje na każdy szmer - przy czym na niektóre powarkiwaniem pod nosem, na niektóre - rykiem donośnym:oops: Bardzo jest z siebie dumny wtedy...
  3. oj, ciężko z tymi fundamentami... Wczorajsze spacery troszkę mnie podbudowały (na "nocnym patrolu" był prawie idealny, ale może to dlatego, że nikt nam spokoju nie zakłócał), za to dziś rano:shake: Wróciłam na miękkich nogach, skracając spacer, rzucał się w stronę dzieci idących do szkoły:-( Byliśmy jakieś 6 m dalej, ale i tak dał popis:shake: załamałam się
  4. Jakoś pustawo na Twojej rogówce, Halbinko:cool3:, pora, żebyś troszkę odpoczęła i zadbała o siebie, wszak tylko jedną Halbinkę mamy na dogo:razz: [SIZE=1]Ps. Właśnie wróciliśmy z "nocnego patrolu", zero szczeniąt w typie Bąbla do adopcji:evil_lol: Pozdrawiamy:loveu:[/SIZE]
  5. No, to witamy się po kolejnych kilometrach spaceru;) To były bardzo ważne kilometry, bo pozwoliły Maxowi odkryć, że inne psy też są fajne;) W jednym z ogrodów, które mijaliśmy, znienacka pojawił się labek i zaczął się przymilać przez płotek. Max najpierw się wściekł, ale tylko na chwilkę,no i dał się wciągnąć w grę w machanie ogonkiem, popiskiwanie i dawanie buziaków przez ogrodzenie:loveu: Labek był cudny, a Max zaczął naśladować jego zachowanie, zachęcany moimi pochwałami - z 10 min powtarzałam "dobry Max i dobry piesek" (opinia wariatki gwarantowana - jeśli mnie ktoś słyszał:evil_lol:) i potem na pełnym luzie poszedł dalej. Kiedy za jakis czas dostrzegł psy w innym ogródku - powielił zachowanie z przywitania labka:loveu: On się na pewno zaprzyjaźni z innymi psami, jeśli tylko damy mu szansę;) Żeby tak jeszcze sąsiadów polubił (kolejną sąsiadkę oszczekał złowrogo:mad:). Acha, bez problemu można sie zbliżać do michy, kiedy je, dziś tak nią kręcił, że machinalnie poszłam ją przytrzymać (potem dopiero do mnie dotarło, że to nie było najmądrzejsze z mojej strony:oops:). Anyway - zero reakcji na takie zachowanie. Dobry Max:lol:
  6. Kiedy zaczyna namierzać "cel", natychmiast do niego zagaduję i zmieniam kierunek, pragnąc uniknąć "konfrontacji". Jest to do przeżycia, o ile tych "celów" nie widać z każdej strony jednocześnie. Obserwuję Maxa uważnie - w domu jest smutny, przygaszony, zrezygnowany jakiś. Ramuś w jego wieku wszędzie za nami łaził, we wszystkim chciał uczestniczyć, szczególnie w porządkach, wszędzie go było pełno - Max jest inny, jakby wycofany - w wyjątkiem tych chwil, kiedy na swój sposób chce zwrócić na siebie uwagę. Czasami go wołam i widzę "daj mi spokój" w jego oczyskach :( Dziś mijają dwa tygodnie naszej znajomości z Maxem
  7. W pewnym sensie jestem przyzwyczajona do tego, że pies się rzuca w stronę innego psa (mojemu Ramusiowi też się zdarzało, aż takim aniołem nie był;)), ale w stronę ludzi:shake: Teraz śpi, agresor jeden i słodko pochrapuje;) Epe, dzięki za wsparcie:loveu:
  8. Wróciliśmy z porannego spaceru, piękna pogoda, więc poszliśmy w plener;) Odważyłam się ściągnąc Maxowi kaganiec i zainstalować na długiej lince, modląc się w duchu, by się jakiś człowiek niespodziewanie nie wyłonił zza jakiego krzaka. Ku mojej radości Max przychodził na zawołanie (no, nie zawsze:oops:, ale dosyć często), ale piłeczkami nie chce się bawić za skarby świata (pewnie ja coś źle robię:oops:), interesują go wyłącznie sznurki, które z nich wystają:roll: . Bardzo lubi je pogryzać, zresztą podobnie traktuje linkę:mad:Potem poszliśmy na spacer wzdłuż torów i szedł ze mną naprawdę fajny, grzeczny psiak. Niestety, idylla się skończyła, kiedy wróciliśmy na osiedle, zupełnie jakby ktoś podmienił psa:-( uszy do góry, cel namierzony i przymiarka do skoku:shake: Na klatce schodowej mijaliśmy się z fajną starszą panią, która kiedyś też miała ONkę, zatrzymała się zagadać przyjaźnie do Maxa, myślałam, że będzie dobrze.. Ale nie, zastanowił się chwilę i jednak ryknął nieprzyjaźnie:shake: Co siedzi w tej jego psiej głowie, że tak robi, gdybym tak mogła odgadnąć
  9. [quote name='halbina']godzinny wybieg to dla takiego psa też niewiele... :roll:[/quote] godzinę byliśmy w ogrodzie, po pól godz w obie strony na dojście;) P. Jacek mówił, żeby spacerować i ćwiczyć z psem, ale nie pracować za bardzo nad jego kondycją, bo będzie jeszcze większy problem z okiełznaniem Maxa
  10. [quote name='anula1959']No to masz Ewcia "wesoło" , nie powiem :shake:... co Ty biedaczko zrobisz sama na tym wieczornym spacerze:crazyeye:[/quote] Pójdę w nocy, Aniu, mniej ludzi, no i z asekuracją (jedna smycz do haltera, druga - do obroży). Na razie Max rozczulająco chrapie, mam nadzieję, że pośpi teraz:razz:
  11. No, to poddaliśmy Maxa socjalizacji ogrodowej;) Udało nam się pożyczyć klucze od starej działki Dziadków i przy pomocy Brata poszliśmy uszczęśliwić psa, chcieliśmy też sprawdzić, czego się możemy po nim spodziewać, kiedy będzie całkowicie luzem. Pilnował nas dzielnie i raczej przychodził na wołanie, obleciał cały teren i z zainteresowaniem podziwiał kury na sąsiedniej działce, obszczekał psy za płotem, głośno sprzeciwił się obecności jakiegoś faceta na dachu budynku obok - morda mu się śmiała. P. Jacek nie byłby zachwycony postępami "piłeczkowymi", bo piłeczki budziły najmniejsze zainteresowanie, wszystko inne było ciekawsze:oops: zresztą w tej szkoleniowej piłeczce Maxa najbardziej interesują sznurki (dzielnie z nimi walczy:-o), za to patyk - to było to, kazdy był dobry (ten podpierający krzaki róż też:oops:). Z najwyższym trudem wyperswadowaliśmy mu pomysł dokonania wykopu pod wiśnią (nie wiem, co mu sie tam tak spodobało), no i po ponad godzinnym seansie ogrodowym wróciliśmy do domu. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że Max potrzebuje domu z ogrodem, którego będzie mógł pilnować , oczywisćie w zestawie z człowiekiem, któremu zaufa i który będzie z nim pracować... Niestety, okazało się, że moje obawy co do haltera nie są tak całkiem bezpodstawne, w drodze do ogrodu musieliśmy pokonać newralgiczny odcinek w wąskim tunelu i przy wejsciu pojawił się "wróg". Brat trzymał Maxa krótko i nagle spostrzegł, że ma w ręce kaganiec, halter i smycz:roll: Bogu dzięki, że w ramach asekuracji podpięlam linkę behawioralną jako drugą smycz do obroży i udało się spacyfikować Maxa... Wydaje mi się, że wszystko miał własciwie przypięte i nie było zbyt luźno:oops: Boję się kolejnego spaceru:shake:
  12. [quote name='Zbójini'][B]egradska [/B]nie chcesz spóbowac tego płynu na uspokojenie? ( dla psa oczywiście:diabloti: )[/quote] Pamiętam, pisałeś, że Juniorowi pomogło. Link się nie otwiera, musialabym chyba do weta iść... I to z draniem oczywiście, znalazł sobie nową rozrywkę - kable podgryza. A gryzaki leżą:mad:
  13. [quote name='Dorothy']dajcie mu odjesc:-([/quote] Dorotka ma rację:-( Kiedy będę sama, niesprawna, upokorzona fizjologią, niekochana - wtedy śmierć będzie najlepszym przyjacielem, wiem to na pewno, podpisalam papiery, by mnie nie ratowac przy pomocy rurek i kabli:shake: nie przedłuzać cierpienia niepotrzebnie:shake:
  14. Pierwsza noc Maxa tylko ze mną minęła spokojnie, nawet nie wiem, gdzie spał. Na spacer poszliśmy bladym świtem - dobry pomysł, zero ludzi do zaatakowania;) Niestety, zaatakowały nas pod samym blokiem dwie latające samopas średnie suki, (wredniary atakują wszyskie psy, startowały nawet do mojego poprzedniego tymczasowicza- szczeniaczka:angryy:) - miałam więc okazję sprawdzić, czy halti i obroża wytrzymają... Wytrzymały, ale pies nakręcony od rana, pobudzony, zdekoncentrowany i mam wrazenie, że znów jestem na samym początku drogi... Na każdy szmer leci pod drzwo, kręci głową i wraca, nakręcony, wierzgający, zaczepny... Cięzki to będzie dzień, na jutro mam pilne zlecenie, eh
  15. Eh, Halbinko, gdybyś widziała, jak ja chodzę z Maxem - z boku to może być superzabawne nawet: ktoś nadchodzi - to ja w drugą stronę, z drugiej idzie - to my w krzaki, w krzakach kot - więc w drugie krzaki, a stąd na srodek ulicy, jak najdalej od obu chodników, po których chodzą ludzie... Dziś zabrałam drania na łąkę, na którą chodziłam z Ramkiem, tam w miarę swobodnie pospacerował, ale dotarcie na tę łąkę przez 2 osiedla...
  16. [quote name='halbina']i jak halti?... u mnie sie sprawdza! a ja mam Platona i na drugiej smyczy dożycę Inkę, która potrafi też sie dołączyć do atakującego potwora... dzięki halti daje rady... choć Jacol pewnie nie pochwali takiego rozwiązania problemu... :oops:[/quote] Właśnie wróciliśmy z pierwszego spaceru z halti i - jeśli chodzi o ciagnięcie - rzeczywiście pomaga, Max szedł całkiem fajnie, do czasu... Kiedy zobaczył faceta nadchodzącego z przeciwka, rzucał się chyba jeszcze bardziej:shake: Halbinko, czy Ty to testowałaś w okolicznościach ekstremalnych (ja cała w strachu, że taki paseczek przegra z siłą wierzgającego ONka). eh, wyglądam jak psi komandos, po tym wczorajszym skoku na faceta, jestem cała w stresie, więc Max miał kaganiec weterynaryjny, obrózkę z jedną smyczą (awaryjnie) plus halti z drugą. Własciwie szedł fajnie na tej uzdowej do chwili ataku, wtedy trzymałąm już za obie, a i tak się wyrywał:-( Pracowałam kiedyś fizycznie przy konkretnym remoncie, kilkanaście godzin i nie byłam tak zmęczona jak dziś... Max najwyraźniej bardziej bryka po wyjeździe chłopa, bardziej próbuje narzucać swoją wolę ...
  17. koło północy poszliśmy na mniej stresujący (ilosci śladowe ludzi) spacerek. Max biegał na luźnej smyczy i lince dydaktycznej (plus kaganiec, naturalnie) i zignorował dwójkę przechodniów, co uśpiło naszą czujność na tyle, by o ułamek sekundy spóźnić się, kiedy wyskoczył do trzeciego:shake: na szczęście tylko musnął końcówkami łap, ale stracha napędził, eh. Od rana jesteśmy sami, Max głównie pod drzwiami, z klapkiem chłopa pod pyskiem:-(, do koncentracji na komendach przekonała go dopiero mysliwska:p Wciąż czekamy na kuriera z halterem, ale pani dzwoniła,że na pewno dotrze... Dziękuję niebiosom, że nie ma śniegu
  18. Dziękuję za propozycję pomocy, mrófffcia:Rose:, ale na razie hotel biorę pod uwagę tylko w sytuacji najwyższej konieczności (tj, odpukać, jeśli całkowicie sobie nie będę mogła dać rady). Max zaczyna nam ufać, poznaje reguły, uczy się komend. W domu jest naprawdę fajnym psem, któremu co jakis czas zdarzają się wpadki, z którymi sobie radzimy. Mam wrażenie, że wprowadzając psa w ten nasz rytm, jakoś go wyciszamy, uspokajamy. Zobaczymy, jak to będzie jutro, kiedy zostanie już tylko ze mną:roll: Jacku, dziękuję za wypowiedź, Twój spokojny optymizm dodaje nam sił:loveu:
  19. [quote name='maggiejan']Ewuniu, Czaruś też potrafi się rzucić z wściekłym jazgotem na przypadkową osobę. I zdarzyło mi się, że taka osoba nie przestraszona zaczęła do niego mówić i się uspokoił natychmiast. Czy on ma często do czynienia z obcymi, poza spacerami?[/quote] W pewnym sensie wszystko jest dla niego obce i nowe, stracił dom, przeszedł hotelik (b. rozpaczał po wyjsciu p. Alicji, która się nim opiekowała w hotelu), w międzyczasie był chwilę u jakichś innych ludzi, potem trafił do nas - jest skołowany na pewno. Poprzedni właściciele mówili, że rzuca się na ludzi, więc jednak nie to jest przyczyną takiego zachowania. Szczerze mówiąc - zabrakło mi wyobraźni, by sobie zobrazować, jak to może wyglądać:shake:
  20. tego wlasnie nie rozumiem do konca, pierwszy raz sie rzucil w strone człowieka w parku, podczas treningu z p. Jackiem, potem wieczorem tego samego dnia, kiedy razem z chlopem czekal na mnie pod poczta, a potem juz było tylko gorzej. Nie wydaje mi sie, by złagodniał, gdyby atakowany zwrocił sie do niego, on jest wtedy bardzo nakrecony i uspokaja się jeszcze dluższa chwilę po zajsciu... Najgorzej jest, kiedy nie da sie wymanewnorac przejscia inaczej, niz między kilkoma osobami
  21. [quote name='halbina']współczuję, mój Platon też potrafi dać pokaz... :oops:[/quote] dla mnie to kompletnie nowe doświadczenie, Ramzes był psem idealnie łagodnym, choć gabarytowo większym od Maxa. Zdarzało mu się wystartować na smyczy do duzych psów, ale do ludzi nigdy. Wiem, że powinnam ciałem stworzyć dystans między Maxem i osobą, na którą się rzuca, ale momentami to niewykonalne
  22. dzięki ćwiczeniom z klikierem w domu udaje się w miarę zapanować nad Maxem. Nie są to na razie jakieś spektakularne sukcesy, ale powolutku się uczymy. W domu jest łatwiej, nie ma rozpraszających dzwiękow, zapachów... Nie ma innych psów, nie ma ludzi. Zastanawia mnie straszna nienawisc Maxa do innych psow, moze został pogryziony kiedyś...
  23. Małgosiu, staram się jak mogę, ale przyznaję, ze koncentruję się głównie na tym, by uniemożliwić kontakt rozdrażnionego Maxa z osobą, która takie emocje w nim wywołuje, nawet w kagańcu wygląda to nieciekawie
  24. Jutro przyjedzie kurier z halterem dla Maxa, przetestujemy (żart, oczywiście). od czwartku do wtorku Max normalnie chodził wśród ludzi po ulicy, nie wiem, jaki impuls uruchomił tę lawinę:shake:
  25. [quote name='maggiejan']Ewuniu, a jak Max zachowuje się gdy obcy ludzie przychodzą do Was do domu? Czy też jest agresywny w stosunku do nich?[/quote] nie mielismy okazji tego przetestować, to my wychodzimy z Maxiem i przychodzimy w gości, jest przyjzany dla gospodarzy, ale pilnuje, czy mu z pola widzenia nie znikamy
×
×
  • Create New...