Jump to content
Dogomania

Martens

Members
  • Posts

    11174
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Martens

  1. Jak próbują zrobić poważną albo inteligentną minę, to jest jeszcze gorzej; wychodzą jak zaaferowana żaba :evil_lol: W sumie to aż przejrzałam fejsa, bo coś mi się kojarzyły jakieś "eleganckie" zdjęcia staffików, szczególnie takich czarnych lekkich, ale cóż, wszędzie jest ten żabi ryj, który psuje efekt :eviltong: Honey przez sen spierniczyła się z tapczanu na stojący obok karton, zdezorientowana zerwała się na równe nogi, po czym spojrzała na mnie z głęboką urazą... Tak, to na pewno ja zrobiłam ten brzydki kawał... Cycuś też na mnie krzywo patrzy jak pada deszcz, to na pewno ten niekompetentny personel (czyli ja albo TZ) przedziurawił niebo :diabloti:
  2. Szczerze, i pacjenci mają z weterynarzami krzyż pański, i weci z pacjentami... Przez ostatnie kilka miesięcy Baryła, przesiadywałam w lecznicy sporo na kroplówkach i w międzyczasie moja wetka przyjmowała innych pacjentów - włos mi się jeżył. Raz wpadł facet z 8-letnią mini sznaucerką z guzem sutka - naprawdę dużym. Guz musiał rosnąć dłuższy czas, zanim "kochający pan" znalazł chwilę, żeby zajrzeć z suką do lecznicy. Moja wet po badaniu zaleciła usunięcie guza i sterylizację. Pan się zmartwił, że suka już nie będzie miała szczeniaczków, dopytał ile zabieg kosztuje, stwierdził że kurde, no szkoda mu tej suki, bo to jego ulubiona, i odezwie się, jak się namyśli. Podobno już nigdy się nie pokazał ;) Domyślam się, jak by zareagował, gdyby moja wet zaproponowała mu diagnostykę i leczenie, które byłoby normą np. dla mnie. Kurczę, jest jakaś możliwość, żeby wykluczyć to, że problemy Zosi są zakaźne i wziąć drugą świnkę? Choćby na DT, nawet bez bezpośredniego kontaktu, tak żeby się widziały z oddzielnych klatek? Może ona faktycznie źle znosi brak świnkowego towarzystwa, po takim czasie z Tosią... Sama chyba pisałaś, że przy konkurencji lepiej jadła. Mój jedyny świniak, też rozetka, też nie chciał mi właśnie jeść... Niby cieszył się do żarcia, ruszał się normalnie, ale jeść - nie i już, i tak chyba z 3 tygodnie... Oglądali go miejscowi weci, zaglądali w zęby, itd. - nic nie znaleźli. Do specjalisty nie miałam szans się dostać, to było dawno, miałam jakieś 13 lat i rodzice słyszeć nie chcieli, żeby jeździć 100 km do weta ze świniakiem za 20 zł... No i to mi chyba tą rozetkę wykończyło, bo po 3 tygodniach postu doszło osłabienie, ze 2 dni świnka mi ledwo kontaktowała, i zdecydowałam się na uśpienie... Wy macie z Zosią dużo lepszą opcję, bo do tego weta gryzoniowego zawsze można podjechać, macie większą wiedzę i możecie wykorzystać wiele opcji. Mi przy moim prosiaku nikt nawet nie powiedział, że są jakieś karmy ratunkowe (choć może kilkanaście lat temu nawet ich nie było).
  3. [quote name='Kaka']To jeszcze zależy jak duże są dzieci. Jeśli małe, to myślę, że lepszą i bezpieczniejszą przytulanką będzie CAO niż bokser czy rotek. Z CAO można też się chwile ;-) pobawić, ale potem on zajmie się swoimi sprawami. CAO ma świetny instynkt jeśli chodzi o ocenę sił przeciwnika i np. przy dzieciakach są bardzo spokojne i łagodne (mówię o dzieciach w rodzinie). Właściwie wiedzą, że to jest dziecko i trzeba uważać.[/QUOTE] To powiedziałabym, że rott jest pod tym względem bardzo podobny do CAO, na pewno bardziej niż bokser ;) Boksie bywają żywiołowe, nieuważne, prędzej stratują małe dziecko niż cięższe spokojniejsze molosy - ale w dużym stopniu jest to kwestia wychowania. Jeśli bokser wychowuje się z dzieckiem i od szczeniaka ma wpajaną ostrożność w zachowaniu w obecności małego dziecka, to wszystko powinno być w porządku.
  4. [quote name='Marinn']Próbuje podzielić to sobie na kategorie. Tak więc jeżeli chodzi o stopień trudności wychowania wyglądałoby to następująco od najłatwiejszego do najtrudniejszego. bokser,biały owczarek, hovawart, rottweiler, owczarek środkowoazjatycki. POd względem tresury biały owczarek,bokser,hovawart,rottweiler, owczarek środkowoazjatycki Pod względem stróżowania od najspokojniejszego do najbardziej stróżującego: bokser,biały owczarek,rotweiller, hovawart, owczarek środkowoazjatycki: Dla dzieciaków: biały owczarek, rottweiler, bokser, hovawart, owczarek środkowoazjatycki. Zgadzacie się? Jakieś uwagi, sugestie? Która rasa byłaby najbardziej odpowiednia z tych? Bardzo podoba mi się pomysł ściągnięcia pierwszego boksera, później rota, lub hovawarta a później białego psa szwajcarskiego.[/QUOTE] Mniej więcej bym się zgodziła, tylko bokser jest bardziej pro-dziecięcy i chętny do zabaw z dziećmi niż rott. Rottek też toleruje dzieci, super się z nimi może dogadywać, ale bokser jest żywszy, bardziej chętny do zabaw z maluchami i rozrywkowy; starsze rottki często są dość leniwe i dzieciom bardziej będą się dawać przytulać i ich "pilnować" niż ganiać z nimi po ogródku. Ważna kwestia - zdrowie... I boksery, i rottweilery nie należą do ras zdrowych i długowiecznych. Białe owczarki, hovawarty i CAO chorują znacznie mniej, dłużej też żyją, choć u wszystkich trzeba zwracać uwagę na dysplazję bioder.
  5. Martens

    Brit Adult

    [quote name='Kriksus'] A kaszanka/pasztetka/mięso mielone, co sądzicie o tym jako dodatek/baza ? Martens, jak kiełbasa mogła wybuchnąć ? :P [/QUOTE] Kaszanka czy pasztetowa to produkty garmażeryjne, czyli trochę tam mięsa, a trochę różnej maści dodatków roślinnych, przypraw (nie zawsze zdrowych) i chemii. Zdrowe to nie jest. Jak pies raz zje to nie padnie, ale na pokarm kupowany specjalnie dla niego średnio się to nadaje. Natomiast mięso mielone samo w sobie jest produktem świeżym, i jest to samo mięso, bez przypraw i dodatków, i jak najbardziej można je dać. Ano mogła wybuchnąć - jak wcześniej była podśmiardnięta, poleżała na zapleczu bóg wie ile w temperaturze pokojowej (bo to przecież dla psa, to niech i zzielenieje, a co tam), mięcho w środku się spsuło, naprodukowało się gazu jak w spuchniętym trupie, i jak klientka wykładała ów "psi serdel" na taśmę przy kasie, to osłonka pierdyknęła i klientka, kasjerka i cała kasa były w śmierdzącej mięsnej mazi ;) To było z 10 lat temu, ale do tej pory widzę, że niektóre sklepy mają takie karmy dla psów w formie "kiełbasy" wyłożone na półce obok suchych karm, zamiast w chłodziarce... Skoro niektórzy potrafią wyłożyć to bez żenady w cieple na sklepie, to na magazynie pewnie w jeszcze większej ilości sklepów leży na wierzchu, żeby nie blokowało miejsca w lodówkach.
  6. [quote name='Justa'] Ah jest jeszcze druga opcja - w dniu szczepienia nie był kompletnie zdrowy. Proces zapalny w organizmie osłabił układ immunologiczny, a ten z kolei nie podołał wirusom szczepionkowym aby wytworzyć odpowiednią odporność.[/QUOTE] Tak w teorii to wet powinien przed szczepieniem psa zbadać ;) Ja nie spotkałam się z tym NIGDY - czasem tylko z pytaniem, czy zdrowy... I o ile ja uważnie obserwuję psy i szybko wyłapuję objawy, tak większość ludzi mających psy ot tak żeby mieć, albo wręcz odpinających je z łańcucha raz w roku na szczepienie, jakiekolwiek objawy choroby zauważa, jak pies już ledwo żyje... [quote name='motyleqq'] Zosia je, ale mało. muszę nadal ją dokarmiać. zastanawiam się czy w ogóle jeszcze powinnam ją tym lekiem psikać(oczywiście teraz raz na 3 dni)[/QUOTE] Może zadzwoń do weta od gryzoni i dopytaj?
  7. Martens

    Brit Adult

    Jest ogromna różnica między skrawkami ze sklepu mięsnego czy od rzeźnika, mielonymi korpusami (można dostać w hurtowniach drobiu) czy tanimi rzeczami z mięsnego takimi jak przełyki, tchawice, serca wołowe, etc. - a gotowcami w mielonce typu puszki czy kiełbasa dla psa... Do tych kiełbas czy puszek wrzuca się najgorsze g*ówno, które nie może iść nawet w parówkę, a więc pióra, dzioby, zepsute mięso, zepsute wędliny i całą garmażerkę (a więc również szkodliwe dla psa przyprawy); często jest to źle przechowywane, widywałam "psie kiełbasy" leżące na zapleczach bez chłodziarki, bo to przecież "dla psa" :p to może nawet zgnić... U mnie kilka lat temu taka "kiełbasa" wybuchła (!) klientce przy kasie :D I ten szajs jest zazwyczaj w cenie za kilogram droższy niż świeże ścinki mięsne od rzeźnika czy wołowe serca.
  8. Martens

    Brit Adult

    Uzupełniając suchą karmę świeżymi dodatkami nie musisz się ograniczać do mięsa - możesz podawać też twaróg, kefir, jogurt naturalny, warzywa z zupy (pogniecione), polewać karmę olejem... Dla mnie tylko kwestią dyskusyjną jest mieszanie suchej karmy i mięsa z kością. Żołądek psa żywionego karmą ma słabsze kwasy żołądkowe i większe jest ryzyko zaparć albo perforacji przewodu pokarmowego kością. Ja przy żywieniu suchą karmą/gotowanym (nie barfem) takich całych kości bym jednak nie dawała; lepiej dorzucić jakieś mięsne ścinki z chrząstkami, ale bez kości. Niemniej jednak są psy z na tyle "twardym żołądkiem", że funkcjonują tak latami bez szwanku.
  9. [quote name='motyleqq']no właśnie ja też mieszkam teraz na zadupiu i wielu wetów już przerobiliśmy i ciągle musimy się zmywać od jakiegoś. teraz już nikt nie został :shake: na szczepienie z psem pójść można, ale jak coś się dzieje, no to lipa... [/QUOTE] Też myślałam, że zaszczepić psa może i denny wet - aż mi taki zaszczepił Cyca w wieku 9 czy 10 tygodni szczepionką kombinowaną na milion chorób, co okazało się być za wiele dla takiego maluszka, spadła odporność i łeb mu wyłysiał :evil_lol: inna wetka złapała się aż za głowę jak zobaczyła naklejkę, a mi opadły ręce, że można schrzanić nawet szczepienie... Teraz jak jest alergikiem, na szczepienia bujam się prawie 100 km do Wawy, żeby mi pani Beatka sprawdziła przed kłuciem, czy się od poprzedniego podania na szczepionkę nie uczulił ;) bo ostra reakcja alergiczna na szczepienie u niekompetentnego weta też może się skończyć tragicznie. Łączę się w bólu, bo odkąd moja wetka zniknęła na wychowawczym, najbliższy znośny wet jest u mnie ponad 20 km od domu... A do specjalistów i tak trzeba bujać się do Warszawy.
  10. [quote name='Marinn'] Boksery z natury to raczej takie typowo przyjacielskie, rodzinne psy, prawda? Bez profesjonalnego szkolenia ciężko o takiego boksera, który będzie szczekał na przechodnia lub osobę, która zadzwoni do domu. Powiem wam szczerze, że bardziej zależy mi na podatnośći co do szkolenia niż na typowym "obrońcy". Chodziło mi raczej o psa stróżującego. Te Belgijskie spełniają moje kryteria. Z drugiej strony czytam też, że one naprawdę potrzebują olbrzymiej ilości ruchu i rozrywki.[/QUOTE] Bokser, szczególnie samiec, jak najbardziej potrafi zaszczekać ostrzegawczo na osobę, która kręci się pod płotem czy dzwoni do drzwi - to nie labrador ;) ale nie ma w nim tej zaciętości i nieufności, która jest u wspomnianych kaukazów czy CAO; dalszą rodzinę i znajomych zaakceptuje bez problemu, i nie walnie gościem o ziemię, kiedy ten nieopatrznie chciał wstać po cukier, a właściciel akurat wyszedł do wc :evil_lol: Bokser jest bystry, uczuciowy, aktywny - aczkolwiek za młodu bardzo żywiołowy ;) Jeśli chodzi o belga - ruch i rozrywka to jedno. Większym problemem jest ich ogromna pobudliwość, impulsywność, trudność przy naprawianiu jakichkolwiek błędów wychowawczych. To psy, które w momencie zaskoczenia często najpierw robią, a potem myślą; opóźnienia i potknięcia w socjalizacji czy jakiekolwiek urazy doznane za młodu u psa tej rasy bardzo łatwo przeradzają się w lęki, a później agresję ze strachu; brak ruchu i zajęcia szybko prowadzi do frustracji psa i niefajnych zachowań, w tym agresji. To rasa dla osób szukających psa typowo do pracy, sportu i szkolenia, i mających doświadczenie w tej dziedzinie. W doświadczonych rękach belg jest jak wyścigowy bolid w rękach super kierowcy - ten sam bolid w rękach osoby, która od kilku lat w weekendy prowadziła tylko volvo, jest nie do ogarnięcia.
  11. [quote name='Kaka']Pewnie, że masz rację. Ale... Wszyscy nasi znajomi, których suka poznała do około 2 roku życia i się z nimi zaprzyjaźniła, są akceptowani do dzisiaj. Z większą rezerwą, ale mogę ją puścić wolno przy nich. To cudowne, ale wygląda jakby ona sobie na nich dzienniczki pozakładała i wpisała: "ci są okej".[/QUOTE] To akurat możliwe, ale to działa bardziej na zasadzie, że zaakceptowała tych konkretnych znajomych, i nawet gdyby poznała ich więcej, nie wpłynęłoby to na jej stosunek do tych zupełnie obcych ludzi, których spotkała już jako dojrzały pies ;) I zgadzam się, że jeśli ktoś ma bujne życie towarzyskie, w domu często jest jakaś rodzina czy znajomi, a pies ma wtedy bezpiecznie z nimi przebywać, a nie siedzieć w kojcu, to CAO ani w ogóle ta grupa ras nie są dobrym wyborem ;)
  12. [quote name='Marinn']Biały owczarek szwajcarski. To też piękny pies. Chyba najbardziej mi się podoba. Może jest osoba na tym forum, która posiada takiego psa?[/QUOTE] Nie posiadam, ale zanim wsiąkłam w staffiki, miałam spore plany związane z tą rasą ;) W układaniu jest dość podobny do owczarka niemieckiego, jest też zdrowszy jako rasa, choć trzeba uważać przy zakupie szczeniaka, bo psy z niektórych linii mają problemy z lękliwością. Tyle, że mają nieco mniej zapędów stróżująco-obronnych niż owczarki niemieckie; mniej też odstraszają wyglądem. Ale poradzić na pewno byście sobie poradzili. [quote name='Kaka']Też mam CAO, więc może napiszę coś od siebie. Tylko o relacjach rodzinnych, bo zaniedbaliśmy socjalizację z obcymi i tu jest średnio- zanim zaakceptuje obcego u nas, kilka razy musi ten ktoś się pojawić. Ale to nigdy nie jest akceptacja na 100%, tylko na czas, kiedy ja patrzę... [/QUOTE] Z tego co wiem, w przypadku kaukazów, CAO, podhalanów i wszystkich wielkich psów stróżujących, jest to normalne zachowanie dojrzałego psa i lepsza socjalizacja z obcymi wiele by tu nie zmieniła ;)
  13. [quote name='motyleqq'] jestem wściekła na 'moją' wetkę. uważam, że jeśli się czegoś nie wie, to należy się do tego przyznać i wysłać do specjalisty, a nie dawać coś na oko. Zosia powinna być psikana co 3 dni, a płyn powinien być bardzo rozcieńczony. tymczasem dostała skoncentrowany płyn 2-3 razy dziennie... widać chyba, do czego to doprowadziło :shake:[/QUOTE] Oj, rozumiem... Na zadupiu, jak u mnie, często ciężko znaleźć dobrego weta, szczególnie specjalistę, ale ubóstwiałam moją ostatnią wetkę za to, że jak kończyły jej się możliwości diagnostyczne albo doświadczenie, to mówiła "jedźcie do W-wy tu i tu, np. do Marcińskiego na usg, bo ja tu nic więcej nie zobaczę" itd... Najgorzej jak ktoś zaczyna leczyć zwierzaka "w ciemno" - tyle że ja często zadawałam różne straszne pytania, typu "co właściwie psu jest" albo "a co to za zastrzyk ma być?" :diabloti: i tak skreśliłam jakieś 90% wetów w okolicy :evil_lol: Z drugiej strony z tego co zaobserwowałam, takie podejście wetów generują po części klienci :roll: których interesuje tylko cena leczenia i żeby było jak najtaniej, a co zwierzakowi jest, jakie dostał leki albo gdzie jeszcze mogliby jechać na lepszą diagnostykę to zawracanie gitary. Dobrze, że jest poprawa; już dość nieszczęść zdrowotnych u Was było, może w końcu wyjdziecie na prostą.
  14. [quote name='Marinn'] Owczarek niemiecki był moim "najlepszym psem", świetny stróż, bardzo posłuszny i przyjazny dla rodziny. Poświęcałem mu bardzo dużo czasu i rezultaty były naprawdę widoczne. Pies żywy, energiczny, chętny do zabawy i nauki komend. [/QUOTE] Szczerze - po co tak naprawdę kombinować tylko z chęci "odmiany"? Może właśnie ta sprawdzona rasa będzie najlepsza? Dla mnie to właśnie owczarek niemiecki najbardziej do Was pasuje. Chyba wszystkie rasy nadające się w ogóle na stróża i obrońcę są od niego znacznie trudniejsze w wychowaniu i nie tak chętne do współpracy; znacznie łatwiej zrobić z nich psy niebezpieczne albo błędy wychowawcze pozostawiają w nich trwałe ślady, które to błedy akurat u owczarka niemieckiego łatwo naprawić. Z wymienianych tu ras nadawałby się jeszcze ewentualnie samiec boksera albo suka rottweiler. Reszta to psy którym bardzo daleko do chęci współpracy, łatwości układania owczarka, są dużo bardziej niezależne, jak i w przypadku dużych ras stróżujących, dużo trudniej opanować ich agresję. Belgi są z kolei chętne do współpracy, ale bardzo łatwo je zepsuć, są pobudliwe; źle prowadzone, w momentach ekscytacji mają skłonności do łapania człowieka zębami, co przy dzieciach może być niebezpieczne. Naprawdę nie jest łatwo znaleźć psa, który sprawdzi się jako stróż i obrońca, a zarazem będzie z natury łatwy w wychowaniu, uległy, wpatrzony we właściciela i chętny do współpracy; tak naprawdę to w 100% jest taki tylko wzorcowy owczarek niemiecki - w reszcie ras zawsze będzie jakieś "ale", a psa wybieracie na naście lat ;) "Nowa" rasa szybko przestanie Was cieszyć swoją "nowością", natomiast problemy i niedopasowanie do wymagań mogą nie dać o sobie zapomnieć przez lata ;)
  15. U psa ze schroniska, po nieznanych przejściach, który nie raz zaznał głodu, musiał sobie szukać jedzenia w odpadkach albo walczyć o nie z innymi psami, najlepiej będzie chyba na czas nieobecności uniemożliwić psu dostęp do śmieci... Zmienić śmietnik na inny, zamknąć w szafce albo po prostu uniemożliwić psu dostęp do pomieszczenia, w którym są śmieci. Ja widzę dużo poważniejszy problem. Całkowicie niewłaściwie interpretujesz zachowanie psa... Pies ucieka z podkulonym ogonem i załatwia się ze stresu i strachu na skutek Twojej "przemowy". To nie ma nic wspólnego z rzekomą wiedzą o tym, co zrobił. Gdyby suka wiedziała, że wyciąganie śmieci wywołuje Twój gniew, to by tego nie robiła. Ona nie wie, o co Ci chodzi - grzebanie w śmieciach albo jest dla niej naturalnym zachowaniem związanym z szukaniem pożywienia, pozostałym po poprzednich warunkach życia, albo formą rozładowania stresu związanego z zostawaniem w samotności - który to stres prawdopodobnie sama nasilasz, robiąc jej "kazania" po powrocie. Suka zaczyna się bać Twoich powrotów, stresuje się czekając na Ciebie i rozwala jeszcze więcej - błędne koło. Możliwe, że poprzedni właściciel popełniał podobny błąd i bił ją za zniszczenia, które robiła pod jego nieobecność, stąd przerażenie suki jak tylko wejdziesz do domu. Załatwianie się w stresie to już naprawdę ogromny strach... I nie cieszyłabym się aż tak z tego chodzenia cały dzień koło nogi i "przyklejania" się do Ciebie non stop. Zapewne wygląda to na urocze przywiązanie i wdzięczność, ale to kolejny objaw stresu, braku poczucia bezpieczeństwa suki i koresponduje z pozostałymi problemami. Pies, który tak bardzo uzależnia się od obecności właściciela, że nie jest w stanie spokojnie leżeć w innym pomieszczeniu, kiedy właściciel jest czymś zajęty, to właśnie materiał na psa szalejącego, kiedy właściciel wychodzi z domu. Ograniczaj suce trochę to łażenie za Tobą, kiedy jesteś w mieszkaniu. Naucz ją polecenia "na miejsce" i co jakiś czas odsyłaj, żeby poleżała tam z kwadrans; początkowo tak, żeby Cię widziała, potem możesz wychodzić do innych pomieszczeń, znikać jej z oczu. Ona musi czuć się bezpiecznie nie tylko uwieszona na Tobie, ale i wtedy, kiedy po prostu jest w domu - inaczej problemy będą się nasilać.
  16. Od przywołania zaczyna się naukę szczeniaka ;) Bez siadania i targetowania można żyć; bez przywołania ciężko. Najlepszy okres do "wdrukowania" psu przywołania to właśnie 2-4 miesiące, i prowadzanie szczeniaka na lince to jednak marnowanie tego czasu. 2-3 miesięczne maluchy boją się zazwyczaj oddalać od właściciela, pilnują się, podążają za nim i trzeba z tego maksymalnie korzystać, uczyć przychodzenia do nogi, podążania za właścicielem w terenie. Drepcząc za nim w tym okresie z linką uczycie go czegoś odwrotnego - że może łazić gdzie chce, a Wy go pilnujecie... Jak pies skończy 4 miesiące i później, ciekawość świata będzie coraz silniejsza, i jak do tamtej pory nie ogarniecie kontrolowania psa bez pomocy linki, to będzie już tylko trudniej i gorzej.
  17. Martens

    Posiadanie psa

    Robisz psu porządny kojec w mieszkaniu albo przygotowujesz jedno pomieszczenie (zwijasz dywan, chowasz to, co mogłoby być zniszczone) i zostawiasz szczeniaka ;) Po powrocie sprzątasz i poświęcasz mu dużo czasu. Fajnie, jak w ciągu dnia ktoś może go raz albo kilka razy wyprowadzić czy w ogóle do niego zajrzeć, ale i bez tego nic się nie stanie. Po prostu nauka czystości zajmie więcej czasu, bo rzadko kiedy 8 godzin bez sikania potrafi wytrzymać pies młodszy niż 6-7 miesięczny. [quote name='zaklinaczkapsów']jeśli chcesz wziąć szczeniaka to musisz na początku wziąć urlop w pracy (przynajmniej 2 tygodnie),aby przyzwyczaić psa do samotnego zostawania.[/QUOTE] A według mnie takie rozwiązanie totalnie się nie sprawdza i może przysporzyć więcej kłopotu niż korzyści. Przy standardowym wieku odbioru szczeniaka w wieku 8 tygodni, 2 czy nawet 4 tygodnie urlopu nie zrobią wielkiej różnicy w nauce czystości (ani 2- ani 3-miesięczny szczeniak raczej nie wytrzyma bez sikania tych 8 godzin). Z kolei pies przyzwyczajony przez dłuższy okres do tego, że prawie cały dzień ktoś jest w domu, po Twoim powrocie do pracy przeżyje dość słuszny szok ;) i będzie protestował ze zdwojoną siłą. Moim zdaniem najlepiej od samego początku przy zmianie domu pokazać psu, jak wygląda plan dnia - tego co obserwowałam, psy dużo lepiej znoszą nieobecność właściciela, kiedy była normą od momentu wzięcia go. Pies jest w ogólnym szoku, nie ma matki, nie ma rodzeństwa, nowe są wszystkie reguły i plan dnia - i ta 8-godzinna samotność jest jednym z elementów tej wielkiej zmiany, i trochę szczeniakowi "tonie" w natłoku innych bodźców. Natomiast kiedy poczekasz kilka tygodni urlopu, aż pies się zaaklimatyzuje i przyzwyczai do nowego stanu rzeczy - jednak tylko z Twoimi krótkimi "nieobecnościami" w ciągu dnia, to kolejna zmiana, Twoje wyjścia na pół dnia, będą następnym szokiem. Wg mnie w zupełności wystarczy, jak odbierzesz szczeniaka na początku weekendu, żeby mieć czas na zapoznanie go ze sobą i otoczeniem, i w poniedziałek ruszysz normalnie do pracy, urządzając psu taki plan dnia, jaki ma obowiązywać przez najbliższe miesiące i lata ;)
  18. Martens

    Brit Adult

    Szczerze, wolałabym uzupełniać suchą karmę resztkami z własnego obiadu niż drogimi mielonkami z odpadków tak kiepskiej jakości, że nawet na parówki się nie nadają ;)
  19. [quote name='Naklejka'] Ja tam drewnianych domków po grzybie nie wyrzucałam, nawrotów nie było, u mnie chorowało jedno prosię, a reszta była zdrowa, chociaż nie były izolowane.[/QUOTE] Bo grzybica często dopada zwierzaka przy ogólnym spadku odporności - stresie, jakiejś innej chorobie, itd. i wcale nie musi to być zakażenie z zewnątrz, tylko nadmierne namnożenie normalnie bytujących na skórze grzybów czy uaktywnienie zaleczonej grzybicy z kiedyś. Może dziewczyna bardziej przeżyła śmierć towarzyszki niż się wydawało - no ale jak się świnkom podnosi odporność to już nie pomogę ;)
  20. Co tam kolor, Cyc to charakter :diabloti: On większość życia ma facjatę w stylu grumpy cat, niemniej jednak widok pożywienia sprawia, że wali minę jak dziewczynka z zapałkami do schabowego, co widać na załączonym obrazku :p stwierdziłam, że moje psy wychodzą na zdjęciach jak przygłupy :evil_lol: [IMG]http://i302.photobucket.com/albums/nn104/Blackpoint/czubki.jpg[/IMG]
  21. [quote name='a_niusia']ale ja nie mam staffikow, a moje psy nie roznosza mi chalupy. ale tak, sa rasa, ktora wymaga bardzo dlugich i intensywnych spacerow. sa takie rasy. i to nie do porownania ze staffikiem. to tak jakby pudziana porownywac z lekkoatleta.[/QUOTE] Dla mnie jedną z podstawowych różnic między rasami jest to, jaką aktywność preferują i jakiej potrzebują. Jest masa ras, które w nosie mają pracę z człowiekiem, i wystarczy je fizycznie zajechać; są takie, które można tak jak mówiłam, fizycznie "piłować" godzinami, choć to nic nie da, jeśli pies nie będzie przy tym pracował umysłowo, i długo by tak wymieniać. Jako sztandarowy już chyba przykład psa, który według powszechnej opinii wymaga mega dużo ruchu można wymienić husky - tyle, że to nadal nie jest pies, który koniecznie potrzebuje codziennie 4-5 godzin intensywnego spaceru, bo z racji swojej użytkowości jest świetnie przystosowany do nieraz bardzo długich przestojów w aktywności na przemian z aktywnością bardzo intensywną ;) Jest cała masa haszczaków, które na spacery w ogóle nie chodzą, tylko kwitną na ogródku i nie dostają z tego powodu małpiego rozumu, bo normalny psychicznie przeciętny husky w momencie kiedy nie musi pracować, będzie korzystał z odpoczynku ile wlezie. Masa problemów z tą rasą wynika albo z lęku separacyjnego, albo z silnego instynktu łowieckiego i chęci włóczenia się, ucieczek - i zajeżdżanie psa intensywnym ruchem przez wiele godzin wcale tu nie pomaga, bo jest masa husky, które po powrocie z intensywnego treningu zostawione same roznoszą mimo wszystko dom, albo szukają okazji do ucieczki i uduszenia kur sąsiadowi. Podobnie z chartami - pogoń na maksymalnej prędkości zużywa masę energii i odpowiednie wybieganie charta też nie zabiera wielu godzin dziennie. Charty na polowaniu szczuto max. kilka razy, bo później psy były zmęczone i nie miały większych szans w pościgu, a po takim dniu łowów, zawsze miały minimum jeden dzień leżenia do góry kołami. Celowo nie piszę tu o seterach, ani w ogóle o VI, VII i VIII grupie, bo te rasy nigdy nie znajdowały się w kręgu moich zainteresowań na tyle, żebym mogła pisać o nich elaboraty ;) Dlatego poleciłam [B]lindy[/B] pudla, który jest bardzo elastyczny jeśli chodzi o różne warunki życia i formę pracy, a spaniele czy beagle tylko do przemyślenia, bo nie wiem, na ile te rasy miałyby ochotę rzucać się na dekielki czy skakać przez płotki, i mają szereg cech, które dziewczynie średnio pasują, skoro to jej pierwszy pies, ma małe zwierzątka i myśli o bezstresowych spacerkach po lesie ;) Kwintesencja tego, co chciałam przekazać, to że ile pies MOŻE biegać, spacerować, pracować, a ile MUSI, to dwie zupełnie różne sprawy, i to, że ktoś nie ma minimum 3 godzin na dobę przez 365 dni w roku na pracę z psem nie znaczy, że poradzi sobie tylko z pekińczykiem czy mopsem. Jeśli ktoś deklaruje dla psa spacery, bieg przy rowerze, a do tego jeszcze sport typu agi czy frisbee, to dla ogromnej większości ras ruchowo będzie to pełnia szczęścia - pytanie bardziej, czy są do akurat takiej aktywności predysponowane i będzie im ona sprawiać przyjemność.
  22. Ooo, dobra ringówka też ważna rzecz; moja na ostatnich wystawach zaczęła odmawiać posłuszeństwa, sama się rozluźniała i odkrywałam momentami, że pies stoi mi na wielkiej pętli, aż na ostatniej wystawie zawiązałam ją w cholerę na supeł, i z klubówki mam bardzo estetyczne zdjęcia z wielkim pypciem nad głową psa :evil_lol: [URL="http://www.gophoto.it/view.php?i=https://scontent-b-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-ash4/q71/s720x720/1002476_10200246634799861_1060860739_n.jpg"]https://scontent-b-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-ash4/q71/s720x720/1002476_10200246634799861_1060860739_n.jpg[/URL] A co do Głogowa... Byliśmy w tym roku ze względu na świetnego sędziego ;) w przyszłym też zresztą staffiki sędziuje super znawca, tyle że sucza będzie tuż po laktacji, więc wątpię, by była to kondycja do wystawy ;) niemniej jednak sama wystawa mi się nie podobała, i gdyby nie to, że CACIB głogowski słynie ze świetnych sędziów stafficzych, na pewno więcej bym nie pojechała... Hala jest MEGA ciasna, zapach pozostawia wiele do życzenia, ciężko się gdzieś rozłożyć z rzeczami, o poćwiczeniu gdziekolwiek z psem nie było co marzyć :roll: z postawieniem klatki też był problem, więc do oceny pies poszedł już mega wymięty; cieszyłam się, że znalazłam miejsce, żeby walnąć gdzieś plecak i postawić Honey, bo psy stoją jeden na drugim, co nierzadko wywołuje spięcia. Tegoroczna impreza była mocno męcząca, Honey też nie pokazała się dobrze, ring był bardzo mały i za bardzo nie było jak się na nim rozbiec... W ogóle nie lubimy halówek ;) Jak masz bardzo blisko to czemu masz nie zajrzeć chociaż jako widz, ale jak nie będziecie do tamtej pory wprawieni w pokazywaniu się, to chyba nie warto zgłaszać i stresować młodego psa ;) szczególnie jeśli miałby to być dopiero jego drugi występ.
  23. [quote name='a_niusia']madrze prowadzone czyli ze co?:)) lineczka, sztuczki na dywanie i zakladanie tylka na ksiazki, zeby sie zmeczyly "psychicznie"?:))))) nie wszystko dla wszystkich. serio. ja nie mam psow, ktore na spacerkach "biegaja bez celu". wlasnie o to chodzi i to jest podstawowa roznica. wyzel NIGDY NIE BIEGA BEZ CELU.[/QUOTE] Gdzie ja napisałam coś o lineczce, sztuczkach i zakładaniu tyłka na książki? Próba wybiegania staffika na lince skończyłaby się albo urwaniem mu makówki, albo splątaniem się towarzystwa ze mną i linką w wielki wierzgający bajzel. Sztuczki można ze staffikiem robić, nawet z niezłym efektem, ale w moim odczuciu to psy, które lubią bardziej fizyczne rozrywki typu szarpanie, wiszenie, bieganie, skakanie, gonienie, łapanie; z sensem i bez sensu ;) i są na tyle emocjonalne i wpatrzone we właściciela, że można je całkiem przyzwoicie ułożyć bez wspomagania się sztuczkami - wystarczy grać na tym, czego staffik chce najbardziej, czyli zabawie, i miejscami ostro wyznaczyć granice ;) Uważam po prostu, że lekką przesadą jest stwierdzenie, że jakakolwiek rasa wymaga x godzin intensywnych spacerów dzień w dzień. Gdyby pies mi skakał po ścianach bo przez dzień czy nawet kilka nie wyszedł na kilkugodzinny spacer, i nie byłby to dojrzewający podrostek z nadmiarem energii, to mocno bym się zastanawiała, co schrzaniłam w jego wychowaniu... Przecież z takim psem się nie da żyć - zachorujesz i co, rozniesie Ci chałupę? Jak trafisz w predyspozycje rasowe psa i pracujesz z nim odpowiednio intensywnie, to zapewnienie mu potrzebnej aktywności nie zabiera Ci całego czasu, kiedy nie śpisz i nie jesteś w pracy ;) Owszem, jak ktoś ma tyle czasu i ochoty, to na miarę możliwości psa jak najbardziej można ruszać się więcej, ale gdyby rzeczywiście niezbędne wybieganie aktywnego psa było aż tak czasochłonne, to nie wiem, czy ktokolwiek wytrzymałby życie, w którym nie ma nic poza spaniem, pracą i zasuwaniem z psem, który śmiertelnie by się sfrustrował z powodu dwóch dni na kanapie.
  24. Zależy czym jest według Ciebie mega aktywność na spacerze. To, ile moje psy mogą biegać, a ile ruchu im wystarczy, żeby czuły się dobrze to wielka różnica. Spacer na którym swobodnie biegają dookoła, tarmoszą się między sobą i zwiedzają okolicę w ogóle ich nie męczy - mogą tak chodzić cały dzień. Wbrew pozorom ta godzina nieprzerwanego biegu na smyczy, wcale nie w oszałamiającym tempie, daje im bardziej w kość niż kilkugodzinny swobodny spacer czy pół godziny aportowania na pełnym speedzie czy wiszenia na gryzaku. Kiedy pies biega luzem, aportuje, bawi się, trochę popływa, cokolwiek, co chwila robi sobie chociaż sekundy bez ruchu, zwalnia tempo i jak jest cwany, to niby się nalata, ale wcale nie zmęczy się fizycznie. Widzę ogromną różnicę w formie psów i tym, na ile są wyżyte ruchowo w porównaniu do okresu kiedy z nimi nie biegałam, mimo że wtedy poświęcałam ze dwa razy więcej czasu na ich wybieganie - tyle że właśnie w formie hasania za piłką, ciągania zabawki/na sledach czy swobodnych spacerów Większość ras jest jak najbardziej zdolna odbywać takie spacery jak piszesz, ale 3-6 godzin dziennie w terenie to naprawdę dużo i aż tak długie spacery nie są im konieczne dzień w dzień do normalnego funkcjonowania. Kwestia nauczenia psa, że jest czas na zabawę, aktywność, a jest czas, kiedy idziemy spać. Piszesz, że gdyby Twoje psy miały tyle ruchu co moje, byłyby frustratami - ale myślę, że do końca nie jesteś w stanie tego stwierdzić, bo lubisz i masz czas spacerować z nimi godzinami. tak są przyzwyczajone od szczyla i nie próbowałaś w sumie inaczej. Gdyby były w domu, gdzie miałyby 1-2 h intensywnej aktywności dziennie plus wc, i byłyby mądrze prowadzone, pewnie też zachowywałyby się całkiem dobrze.
  25. Też myślałam, żeby polecić Ci springery ;) ale stwierdziłam, że może ciut za duże, no i nie wiem do końca jak z nimi jest ze sportem i latwością wychowania. Na pewno nie są to tak cięte na małe zwierzęta psy jak charty czy teriery, ale to nadal psy myśliwskie ;) [quote name='lindy'][COLOR=#000000] No, a jeśli chodzi o aktywność, to nigdy nie myślałam, że to dużo. Jak przeglądam to forum, to mam wrażenie, że niektórzy całymi dniami biegają po lasach z psami, więc uznałam, że to co ja mogę zaoferować to niewiele. [/COLOR]:lol: No i o ile latem, kiedy można pojeździć rowerem czy pobiegać, faktycznie mogę zrobić coś więcej z psem. Boję się jednak zimy, bo wtedy już ciężko o takie aktywności, którymi można pieska szybko wymęczyć (np. przed wyjściem do szkoły, kiedy czasu brakuje). Co w wtedy robić z bardzo aktywnymi pupilami? - mam nadzieję, że nie zrobię zbyt dużego offtopu[/QUOTE] Wiesz, trzeba brać poprawkę, że to internety i każdy pisze co chce :evil_lol: Psy sportowe bardzo często mają normalni ludzie, którzy poza psem mają pracę, rodzinę i normalne obowiązki. Nie ma psów, które codziennie trzeba piłować nie wiadomo jak godzinami, bo nie wiem kto by to wytrzymał :diabloti: Ja mam ponoć strasznie aktywną rasę, a ich zajęcia to bieganie ze mną 3 razy w tygodniu po godzinie, plus weekend na działce, gdzie bawią się zabawkami ze mną i ze sobą. Czasem zamiast biegania są po prostu spacery, ale też nie bóg wie jakie, tylko od 40 minut do 2 godzin max - bardzo rzadko dłużej. Jak nie mam czasu czy jestem chora to bywa, że kilka dni mają tylko wc, i wszyscy żyjemy ;) Nawet psy, które typowo trenują pod kątem zawodów, nie zarzynają się codziennie - trenuje się 2 dni i robi 2 dni offa, czasem nawet 3-4, żeby zregenerować mięśnie. Z rasą krótkowłosą zimą też nie zrobisz cudu - moje psy wychodzą zimą prawie codziennie na 30-40 min intensywnej zabawy typu aportowanie, przeciąganie zabawki - więcej zwyczajnie nie dają rady, bo marzną, więc gniją na kanapie albo bawią się czymś w domu ;) Najważniejsze to nauczyć psa, że szalejemy na spacerze, na treningu czy ogólnie kiedy jest pora, a jak nie ma treningu, to śpimy i nie roznosimy chałupy ;)
×
×
  • Create New...