Jump to content
Dogomania

Isabel

Members
  • Posts

    14993
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Isabel

  1. Naprawdę piękne te opowieści Rudiego. Cóż za talent literacki u chłopaka!
  2. Mnie też, zwłaszcza tych, które przez lata żyły sobie w domu, wylegiwały na kanapie, a potem z powodu śmierci lub wyjazdu opiekuna nagle lądują w schronie - nie wiedzą za co i dlaczego.
  3. Madam kochana, nie trać nadziei, szczęście i miłość jeszcze przyjdą, jedni znajdują je szybciutko, inni muszą trochę poczekać. Domku, kochający domku, przybiegaj prędziutko, Madam tęsknie cię wypatruje!
  4. Pitty, podaj tę wersję gołąbków, bo ja jestem wege. Nie wiem tylko czy będzie mi się chciało coś dla siebie upichcić, ale może będę miała kiedyś czas i natchnienie.
  5. Zosiu, nie martw się tymi porannymi wymiotami na żółto - to jest nadmiar soku żołądkowego wyrzucany na czczo. U psów to się zdarza. Moja Vega to miewała kiedyś dość często, teraz rzadziej, Tina też to ma. Czytałam o tym w mądrej książce, pytałam też weta, to nic niepokojącego. Te wymioty gęstą śliną mogą mieć też zabarwienie białe, ale najczęściej są właśnie zółte. Oczywiście obserwuj Micha, gdyby się to nasiliło lub dołączyło do tego coś jeszcze niepokojącego, to trzeba poradzić się weta.
  6. A wię dalej trzymamy kciuki i nie tracimy nadziei.
  7. Akuszko, relację z wizyty zdałam w poście o godz.12.26. Tinka dzisiaj odpoczywa ( oczywiści w pozycji leżącej) i odrabia zaległości w spaniu, apetyt też jej wraca. Teraz to już będzie z dnia na dzień lepiej. Mnie samej też przydałoby się parę dni odpoczynku, bo ostatnie dni były bardzo gorące - kończyłam zlecenie (pracuję w domu) i operacja Tinki i przymusowy remont łazienki (piecyk gazowy popsuł się już na amen i trzeba było zainstalować boiler) i podwójne spacery z suniami. Ale teraz to już tylko można odbić się od dna i mieć nadzieję na lepsze. t kasiek, na pewno mamy okazję spotkać się w lecznicy przy okazji zdejmowania Tinie szwów.
  8. Właśnie wróciłyśmy z Tiną do domu. t kasiek niestety nie zdążyła przyjechać, sprawy na uczelni przeciągnęły się. Ale bardzo Ci dziękuję Kasiu za dobre chęci, nieraz tak się zdarza, że bardzo chce się pomóc, ale okoliczności nie pozwalają. Do lecznicy wzięłam taxi. Mojego Doktora nie było, badał Tinę ktoś inny, ale wszystko w okolicach szwów w porządku, dostała antybiotyk i teraz tylko czekamy do 27 lutego na zdjęcie szwów. Natomiast kaszak na grzbiecie, jak mu się przyjrzałam, nie był wycinany tylko odsysany i znowu się powiększył. Widocznie Doktor zastosował najpierw metodę nieinwazyjną. Dzisiejszy lekarz powiedział, że kaszak może się jeszcze zmniejszyć, ale jeśli nie, to muszę go pokazać Doktorowi jeszcze przed zdjęciem szwów, bo on potem idzie na urlop (a więc szwy będzie zdejmował ktoś inny). Zapisałam się na 24 lutego, chyba że kaszak się zmniejszy i wizyta nie będzie potrzebna. Gdyby rósł dalej,to jednak konieczne będzie dogłębne wycięcie. Zobaczymy. Po kontroli u weta Tinka nabrała takiej werwy i na ulicy tak ciągnęła do domu, że stwierdziłam, że nie będę zamawiać taksówki. Całą drogę pięknie szła, jak zdrowy pies. Zjadła dzisiaj już dwa śniadanka, więc i siły nabrała.
  9. Ja też trzymam kciuki, bardzo mocno trzymam!!!
  10. Tinka już nie stoi - kładzie się. Wieczorem spała na legowisku pod stołem w kuchni (patrz ostatnie fotki), po wieczornym króciutkim spacerku zaanektowała miejsce Vegi w przedpokoju. Na moje prośby, aby przeszła na noc do pokoju nie reagowała, nawet warczała, w końcu, gdy ruszyłam dywanikiem, podniosła się i poszła spać do pokoju. Ale nic nie chce jeść, odwraca główkę, ucieka. Może jutro nabierze apetytu. Jutro, a właściwie dziś, jeżeli t Kasiek albo mój syn nie będą mogli przetransportować Tinę do lecznicy, to po prostu wezmę taksówkę, bo ona jednak jest za słaba, żeby iść tak daleko.
  11. Biedaczek, ale może jeszcze jakieś telefony będą, może ktoś się namyśla. W każdym razie na jednym ogłoszeniu się nie kończy, jest jeszcze Dziennik, Wyborcza, jest Kundel. Trzeba próbować, nic innego nie pozostaje.
  12. Tak, domek dla Jaguni to najlepszy dla niej prezent na welentynki!
  13. Oj, udało się Figuni, udało. Szczęście jakie ją spotkało rekompensuje całe jej wcześniejsze smutne życie. Te niemiłe wspomnienia gdzieś tam w zakamarkach umysłu jeszcze zostaną, ale z dnia na dzień będzie coraz weselsza, coraz pewniejsza siebie i ustabilizowanego już teraz życia. A taka stabilizacja jest psu bardzo potrzebna.Życzę całej rodzince wszystkiego najlepszego!
  14. Jeżeli chodzi o zmyślność zwierzaków w zdejmowaniu kubraczka, to Vega była artystką. Na noc zakładałam jej dwa kubraczki - pierwszy firmowy, a następnie spreparowany specjalnie mój podkoszulek z krótkimi rękawkami, i to wszystko obwiązywałam jeszcze sznurkiem, jak baleron. Zdjęcie tej całej kombinacji, w nocy, okazywało się dla Vegi żadnym problemem. Była wtedy sterylizowana i miała rozbijane (elektrycznie) guzki, które porobiły się jej od zalegającego mleka w sutkach (ciąże urojone). Dwa lata temu jeden z takich nie do końca rozbitych guzków powiększył się i trzeba go było wyciąć. Wtedy nosiła kołnierz hiszpański. Bardzo szybko się do niego przyzwyczaiła, spała w nim, jadła i piła, trochę obijała się o meble i nie trafiała sobie w drzwi, ale całkiem dobrze sobie radziła. Tylko na spacerach było śmiesznie, bo w zależności od pogody ludzie różnie tłumaczyli sobie celowość takiego kołnierza - jak było słońce, pytali się, czy to parasol od słońca, jak padało - pytali czy to rodzaj peleryny. Była nawet taka koncepcja, że kołnierz ma chronić psa przed zjedzeniem jakiegoś świństwa na spacerze (!?). A Vega tak przyswoiła sobie ten gadżet, że pogoniła w nim nawet, przez pół ulicy, swojego wroga nr 1 - pewną niesympatyczną, rzucającą się Vedze do gardła sukę. Tak na marginesie, Vega nigdy nikogo nie zaczepia, ale zaatakowana pięknie się broni, we wrześniu zaatakowała ją pitbulka, bez ostrzeżenia, jak to jest w zwyczaju amstafów i pitbuli, i moja staruszka dała sobie radę. Jak Vegulka miała poważnie zranioną łapę i opatrunek do połowy nogi, ściśle obwiązany bandażem i plastrami, też potrafiła sobie wszystko sciągnąć, jak nikogo nie było w domu. Milka po sterylizacji też była bardzo sprytna. Któregoś ranka budzę się i cóż widzę. Na dywanie leży kokon w postaci kaftanika - w kształcie kota, z zawiązanymi troczkami, a Milka hasa sobie po pokoju goła. Najgrzeczniejsze pod tym względem były kocurki, chociaż Teosia na wszelki wypadek zabezpieczałam jeszcze szerokimi plastrami. Operacja Tinki była dla mnie dziewiątą zwierzęcą operacją. Za każdym razem inaczej to wygląda - innego rodzaju zabieg, inna reakcja zwierząt. Tina jak na razie nie chce nic jeść, proponowane miała różne dobre rzeczy, ale nie ma ochoty. Może się jeszcze namyśli.
  15. Akuszko, próbowałam, ale ona nie chce. Wydaje mi się, że zwierzaki są na tyle mądre, że wiedzą w jakiej pozycji jest im najlepiej. Tinka się w końcu położy, bo przecież w nocy leżała.
  16. t kasiek, wizytę w lecznicy mam jutro na godz.11.20, jeżeli mogłabyś pomóc w transporcie, będę wdzięczna. Tinka ładnie przespała noc, budziłam się kilka razy i patrzyłam co robi - leżała, w różnych miejscach. Ale dzisiaj dalej stoi. Byłyśmy rano na trawniku przed domem na siusiu. Po schodach schodzi sama (wysoki parter), ale łatwiej jest jej wchodzić aniżeli schodzić. Szybko załatwiła swoje sprawy i ciągnęła do domu. Mam teraz znowu podwójne spacery - najpierw z Tiną, potem z Vegą. Koło południa Tinka może już coś zjeść, o ile będzie chciała. Wczoraj w nocy wypiła trochę wody, rano też, ale z jedzeniem miałam się wstrzymać do południa. Stoi teraz koło mnie i chucha (nie jest to napewno zapach kwiatków, ale trudno). Czuje się już z pewnością lepiej, bo macha ogonkiem. Dobrze by było, gdyby położyła się, odpoczęła, ale jak jej to wytłumaczyć.
  17. Tinusia rzeczywiście jest bardzo dzielną dziewczynką. Wieczorem czuła się już na tyle dobrze, że wyszłyśmy przed dom na siusiu.To, że stoi wynika z tego, że boi się położyć - widocznie bardzo boli ją brzuszek w środku. Stoi tak cały czas, na pewno już ją nóżki też bolą. Z początku chodziła tyłem, widocznie tak jej się kręciło w główce, że kierunki się pomieszały. Teraz już chodzi normalnie, do przodu, oby tylko chciała się położyć, bo takie stanie po operacji jest strasznie męczące. Na fotkach (robione tuż po wejściu do domu) widać Kastorka, jak zwykle pierwszy zainteresował się co się dzieje. Ale kotki są wyjątkowo spokojne cały czas - czują, że Tinka jest chora i potrzebuje spokoju. Vega obwąchała Tinę, pomachała jej ogonem i też zostawiła w spokoju. Mądre te zwierzaki! Mam nadzieję, że w czwartek Tinusia będzie już na siłach, aby dojść do lecznicy (ok. pół godziny drogi), jak nie, to będziemy coś kombinować.
  18. Tina już po operacji. Wszystko w porządku, żadnych przerzutów nie ma. Wycięte są 4 guzy na sutkach, kaszak na grzbiecie i jest wysterylizowana. Ta biała plama na grzbiecie to właśnie miejsce po wyciętym kaszaku. Jest jeszcze bardzo słabiutka, chwieje się na nóżkach i nie bardzo wie co się z nią dzieje. W czwartek idziemy na kontrolę i zastrzyk (antybiotyk), a jak będzie wszystko OK, to za dwa tygodnie zdjęcie szwów. Napiszę dziś jeszcze co słychać u Tinki.
  19. Akuszko, nie wiem co się dzieje na zapleczu, ale wszystkie moje zwierzaki były tam operowane i zawsze wszystko było w jak najlepszym porządku. Mam zaufanie do Doktora.
  20. Właśnie wróciłam do domu - sama. Tinka czeka na operację. Mam ją odebrać o godz. 15. Nie jest jedynym pacjentem, który ma być dzisiaj operowany. Zebrało się nas o godz.9 chyba z 10 osób. Doktor po kolei przyjmuje, odprowadza na zaplecze, a potem jeden po drugim kładzie na stół. Zdam relację, jak już będzie po wszystkim.
  21. Przesyłam Madam ciepłe myśli, to jedyne co w tej chwili mogę zrobić, a tak mi jej żal...
  22. Neris, jestem umówiona w lecznicy na godz. 9.00. Kciuki na pewno trzeba trzymać do południa, tak na wszelki wypadek.
  23. No właśnie, gdzie ten domek? Czy go wyskaczemy?
  24. Ja też uważam, że trzeba uczciwie powiedzieć przyszłym opiekunom o wszystkim, żeby z całą świadomością i odpowiedzialnością wzięli Pusia, żeby potem nie było pretensji, reklamacji i wielkiego psiego nieszczęścia.
×
×
  • Create New...