A my przy tej pogodzie toniemy w deszczu i błocie. Ulicą iść się w ciągu dnia nie da, bo wąska i sunie nią sznur samochodów (prace drogowe w innym miejscu i ludzie szukają objazdu), a wąziutki chodnik też w dużej części zajęty przez auta. Jestem wściekła, bo auto potrąciło jednego z gromadki kotków, które mieszkają w ogrodzie w sąsiedztwie, tego najładniejszego, rudego, Dowlókł się jeszcze do domu i tam niestety umarł.My z konieczności chodzimy po wałach i naprawdę toniemy w błocie. W rezultacie męczę się potem z Tiną, żeby ją jako tako odczyścić, a Tina męczy się ze mną - na pewno nie rozumie sensu tych moich zabiegów, skoro po następnym spacerze będzie równie brudna jak teraz. Ale nawet dość cierpliwie znosi to wycieranie, tylko dalej nie pozwala się uczesać. Już był okres, kiedy wydawało się, że mniej więcej zaakceptowała czesanie, a teraz znowu jej się odwidziało. Ale poza tym zupełnie nie sprawia kłopotu.