Jump to content
Dogomania

Talagia

Members
  • Posts

    2473
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Talagia

  1. Moje bez kagańców i też nikt z tego powodu nie umarł. Jeden jak ma kaganiec to szoruje łbem po podłodze, drapie brudnymi łapami po oczach i ewidentnie odczuwa dyskomfort. Kanar czy motorniczy, a nawet konduktor w pociągu nie czepiają się. Nylonowy kaganiec mają zawsze na szyi (rozmiar dla bernardyna :)))) ) i jeśli ktoś chce, albo widzę że jest dużo ludzi to zakładam.
  2. [quote name='a_niusia']zaraz sie okaze, ze wiecej osob nie zaklada tego kaganca niz zaklada. ja baaardzo rzadko widze w mpk sa w kagancu...dzis widzialam 3 psy i zaden nie mial.[/QUOTE] Ja już nie pamiętam kiedy widziałam psa w kagańcu w komunikacji miejskiej czy w pociągu.
  3. [quote name='Whisky1']ok, nastawiam się w takim razie na wychodzenie ze szczeniakiem w nocy, ale.... jak czytałam o klatkowaniu to wydało mi się że piesek nawet jak sie zleje do klatki to szybciej nauczy się trzymać ,,dłużeej" aby swojego posłania nie zalać... jak z tym jest? generalnie noc powinna być od spania....................[/QUOTE] Żaden pies nie chce lać do swojego łóżka, więc będzie dłużej trzymać w klatce i bardziej marudzić, że chce mu się siku. [quote name='a_niusia']ja z najstarsza suka na poczatku tylko do ogrodu, ale w przypadku dwoch mlodszych to po pierwsze byly one od razu szczepione doroslym [I]DHPPi [/I]w osmym tygodniu, wiec od razu dostaly "drugie szczepienie" z pominieciem pierwszej dawki puppy, a po drugie mialam juz inne psy, wiec kwarantanna bylaby sciema.[/QUOTE] No tak, to inna sytuacja. Ja szczeniorka odizolowałam od takich kontaktów ze starszymi psiakami na samym początku przynajmniej na tydzień :)
  4. Ja nie wychodziłam ze szczeniakiem do tygodnia po drugim szczepieniu :) Nie miałam niestety dostępu do ogrodzonej działki i przez ten czas mogła siurać tylko na maty.
  5. Ja przyznam, że nie zakładam praktycznie nigdy kagańca w komunikacji miejskiej (a jeździmy czasem nawet codziennie metrem czy autobusem) o ile wyraźnie ktoś mnie o to nie poprosi. Znam swoje psy i wiem jak zareagują, poza tym nie wpychamy się nigdy między ludzi, tylko stajemy gdzieś z boku. Jeżeli ktoś się boi psów i MUSI jechać noga w nogę z nami (co się praktycznie nie zdarza bo nie jeździmy w godzinach szczytu) to rozumiem całkowicie i staram się ograniczyć kontakt z moimi psami. Jednak denerwują mnie ludzie, którzy MUSZĄ usiąść obok psa (mimo, że miejsc jest pełno) i jeszcze marudzą i depczą mu po łapach. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego jak ogromną krzywdę może zrobić pies gdy tylko CHCE nawet posiadając kaganiec (nie daj Boże metalowy). Moja siostra została takim metalowym kagańcem zaczepiona o nogę i skończyło się na szyciu. Ja zostałam zaatakowana przez psa w kagańcu, którego pazury pozostawiły mi sporą bliznę :) Wiec ten kaganiec to żadne zbawienie i jak ktoś się boi to lepiej i tak nie deptać psu po głowie. Szanuje innych ludzi i nie pozwalam ich obwąchiwać, zaczepiać czy zwracać psom na siebie w jakiś sposób uwagę. Jak wybieramy się nad wodę czy do parku to wybieram zawsze odludne miejsca. Przyznam jednak, że nie rozumiem postępowania niektórych ludzi. Np. ktoś nienawidzi/boi się psów itp ale woli jeździć na rowerze po psiej łące i wydzierać się na psiarzy niż skorzystać z alejek i dróg rowerowych - BO TAK! Uważam, że obie strony powinny być szanowane i traktować się odpowiednio. Nie może być tak, że skoro ja mam psy to muszę być traktowana przez część społeczeństwa jako ktoś gorszy, chować się po kątach czy uciekać po chodnikach, bo ktoś się boi psów... Wydaje mi się, że wystarczające jest nie narażanie innych ludzi na kontakt z naszymi psami, a nie uciekanie ze społeczeństwa "bo może ktoś się boi" :) Inna sprawa, że 90% ludzi jakich spotykam podczas codziennego życia to osoby bardzo pozytywnie nastawione do psów (może to też kwestia rasy, bo koleżanki które mają owczarka i czarnego sznaucera olbrzyma już tego nie potwierdzają).
  6. My chwalimy się nowym komplecikiem od ohmydog :) Pasja już go upaćkała w błocie, dlatego u nas obroże po krótkim czasie wyglądają jakby ktoś je z kosza wyciągnął ;) Furkidzy i inne materiałowe są u nas prawie jak jednorazowe :diabloti: [IMG]http://imageshack.us/a/img22/3008/tqz2.jpg[/IMG] [IMG]http://imageshack.us/a/img839/1452/l7px.jpg[/IMG]
  7. Ja w środku nocy nie wychodziłam sama z siebie ze szczeniakiem nigdy, chyba że mnie o to poprosił. Zobaczysz, że taki maluszek sika w określonych momentach prawie zawsze - po spaniu (!), po jedzeniu, po zabawie :) 8 tygodniowego maluszka dobrze można przyzwyczajać do siusiania na maty w określonym miejscu w mieszkaniu, żeby uniknąć sikania byle gdzie. Moja 7 tygodniowa suczka po 24h w nowym mieszkaniu kapowała gdzie się sika i wpadki w innych miejscach mogłabym policzyć na palcach jednej ręki. Takie maty do siusiania miałam w domu awaryjnie do około 4-5 miesiąca życia (mimo, że praktycznie nie były używane).
  8. Moje psy zawsze budzą się gdy wracam do domu i zawsze się ze mną witają. Dlatego z klatki suczka była wypuszczana po moim przyjściu (z tym, że ja nie zamykam psów na noc/jak jestem w domu). Po powrocie z np. wesela dobrze wziąć psa na szybki spacer to pozwoli nam dłużej pospać na drugi dzień :D
  9. Mi klatka zwyczajnie nie podobała się wizualnie :) A mój pies posłanie z klatki traktuje identycznie i nawet komendę "na miejsce" zastąpił posłaniem zamiast klatką :))) Z przydatnych seterowych rzeczy to moim zdaniem również wpojenie gwizdka od małego jako sygnału. Gwizd przy podawaniu jedzenia, przy wychodzeniu na spacer i innych rzeczach które szalenie pozytywnie kojarzą się psu. Psie przedszkole to fajna sprawa, o ile służy socjalizacji i uczy właściciela postępowania. Psie przedszkola gdzie pieski tłuką komendy przez całą godzinę to moim zdaniem strata czasu. Na szkolenia chodziłam tylko z najstarszym psem i zdecydowanie nie polecam dla setera kursów typu standardowe PT ;)
  10. U mnie z klatką najlepiej sprawdzało się mega wybieganie + 10 min na wyciszenie w klatce w mojej obecności. Pies zasypiał, a ja wychodziłam - wtedy praktycznie nigdy nie było problemów. W wieku około roku klatka została złożona i schowana za szafę, a w jej miejscu pozostało posłanie :) A z moich obserwacji suczki są nieco łatwiejsze w prowadzeniu niż psy (pomijając cieczkę). Nie ganiają za babami i nie myślą o niebieskich migdałach gdy w otoczeniu są inne suczki (łatwiej im się skupić niż dojrzewającemu samcowi). Pozdrawiam i pochwal się co to za maleństwo? :)
  11. Inka1994 a skąd jesteś? Ja na 1 i 2 roku jeździłam do domu średnio co 2 tygodnie (czasem bywałam w Wawie tylko na 5 dni), ponieważ miałam w rodzinnej miejscowości faceta, do tego jeździłam z psami na wystawy :) Teraz również mam czas jeździć jak często trzeba na weekendy i bywa tak, że w piątek jadę do Katowic, wieczorem wyjazd do innego kraju, niedziela wieczorem powrót i o 4 rano pociąg do Warszawy :D Nigdy nie przeszkodziło mi to w studiowaniu, bo uczyłam się w pociągu czy przygotowywałam się przed wyjazdem (wiedząc, że trace cały weekend - bo nauka w domu/na wystawie jest niemożliwa dla mnie). Wystawa w środku sesji to również żaden problem :D Moja rada to mądrze wykorzystywać nieobecności. Na większości przedmiotów (na 1 i 2 roku chyba na każdym) możesz mieć 20% nieobecności. Więc to daje 2-3 zajęcia :) Jeśli nie będziesz olewać sobie zajęć z lenistwa to baaardzo łatwo zaplanować dłuższe wolne. Mimo, że zajęcia są rzeczywiście do 23 grudnia, to ja robię sobie wolne (o ile nie ma tam zaliczeń) już cały tydzień wcześniej :D
  12. [quote name='Inka1994']No już mnóstwo osób mi radzi to SGGW, a mnie przeraża miasto i to, ze będę tam praktycznie całkiem sama ;/ bo większość znajomych jednak zdecydowała się na Lublin ;/ [/QUOTE] Większość osób, która wybiera studia w innym mieście również jest zupełnie sama :) Głowa do góry. Ja również nie znałam nikogo wyjeżdżając do Warszawy.
  13. micra ogromne gratulacje :) Teraz powinnaś całkowicie odciąć się od wszystkich zmartwień i biadolenia "co to będzie" i cieszyć się z wakacji! :)))
  14. [quote name='micra']ze stresem to będzie duży problem, zawaliłam przez niego maturę i właśnie mam obawy jak to będzie na studiach jak z tym walczyć?[/QUOTE] Dobre opanowanie materiału, wyspanie się i Persen FORTE na 1 roku :D Później uświadamiasz sobie, że nie ma się czym tak przejmować. Stres to element, który jest powiązany z tym zawodem i trzeba nauczyć się go wykorzystywać w pobudzającym i motywującym celu.
  15. [quote name='micra']Talagia jak sądzisz powyższy post nie tyczy się tylko SGGW? Nie wiem jak myślisz osoby które zostały wyrzucone zawsze udają takich pokrzywdzonych i mówią że łatwo jest wylecieć?[/QUOTE] Myślę, że wszędzie są podobni wykładowcy/doktoranci/prowadzący. Tzn. na jednym przedmiocie są bardzo pro studenccy, na innym im przeszkadzamy, a jeszcze inni mają ludzi w tyłkach. Dlatego będę się trzymać opinii, że to mało prawdopodobne żeby ktoś wyleciał "bo tak". Jasne, że czasami prowadzący chcą nam BARDZO uprzykrzyć życie, ale wszystko jest do przejścia. Nie znam ani jednej osoby, która wyleciała bo ktoś się na nią uwziął bez powodu (za to znam takie przypadki, że ktoś nie przychodził na umówione terminy popraw, olewał zajęcia, na kolosach zero punktów i potem zdziwienie, że nie dostał jeszcze jednej szansy). Jeśli się uczysz, starasz i nie podpadasz to nie ma powodu, żeby cię uwalać. Nie twierdzę, że każdy kto wyleciał udaje pokrzywdzonego. Bo poza chęciami trzeba jeszcze mieć pewne predyspozycje (niezbyt wymagające, ale jednak przydaje się pewność siebie, umiejętność swobodnego odpowiadania, umiejętność skutecznego opanowania stresu podczas egzaminów na czas i uporządkowania myśli) Do dziś pamiętam każdą chwile z pierwszych kolosów z anatomii, które były na czas i prowadzący krzyczeli abyśmy zmieniali stoły :))) Bicie serca zagłuszało myśli... Ale jeśli jesteś świetnie przygotowana to znasz odpowiedzi na pytania i stres znacznie spada po wejściu na sale. Inna sprawa, że dla jednej osoby wystarczające ogarnięcie materiału to przeczytanie wieczór przed zaliczeniem pytań z poprzednich lat i będzie twierdzić, że umiała świetnie, a prowadzący się czepia. Do wszystkiego potrzeba oczywiście zawszę odrobinę szczęścia. [quote name='Bansheefication']no to mogiła o.O a dużo jest tych ustnych egzaminów????[/QUOTE] Ogromna część zaliczeń dzieli się na część teoretyczną (zwykle pisemna) i praktyczną, która chyba zawsze jest ustna (poza anatomią) typu rozpoznanie preparatu na histologii i odpytka z danego działu, albo praktyka na chirurgii czy badanie na internie. Inny rodzaj ustnych to siadanie na przeciw prowadzącego i maglowanie (jest tego moim zdaniem całkiem sporo od 3 roku). Oczywiście na SGGW.
  16. [quote name='Inka1994']ciągle mi się to tłucze w głowie, że wykładowcy czy tam jak ich tam zwać ;) nie będą zbyt przychylnie nastawieni do studentów, bo wiadomo Warszawa musi trzymac poziom, a jak ktoś nie wyrabia to po prostu jest za słaby na te studia. Ta wizja mnie przeraża ;/[/QUOTE] Bzdura. Nie spotkałam się nigdy z uwalaniem niewinnych studentów :) To raczej taka legenda wymyślona przez ludzi, którzy olewają sobie zajęcia, mają wszystko w tyłku a potem mają pretensje, że ktoś ich nie chce puścić czy dać kolejny termin. Jeśli się nauczysz i nie masz olewackiego podejścia (chamskie teksty do prowadzących, wymądrzanie się czy jakiś brak kultury - co się zdarza) to szanse na zaliczenie są ogromne ;) Jak zabraknie szczęścia, to są od tego 2 i często 3 terminy. NAJWAŻNIEJSZE moim zdaniem to się nie przejmować drobnymi porażkami, bo to prowadzi do łańcucha negatywnych wydarzeń. Nie zdasz jednego egzaminu i zamiast uczyć się do następnego to biadolisz nad swoją głupotą/nieuctwem/zastanawiasz się czy się nadajesz i inne cuda, co prowadzi do niezdania następnego egzaminu i tak dalej ;) Dlatego nie ma się co przejmować, a czasem warto sobie odpuścić jakieś kolokwium i nauczyć się lepiej na inny przedmiot. No i warto pracować nad nieśmiałością/pewnością siebie. Znam osoby, które przychodziły świetnie przygotowane na ustny egzamin, znały odpowiedz na każde nasze pytanie a podczas egzaminu nie były wstanie wydusić z siebie słowa, albo co gorsza rezygnowały z odpowiedzi całkowicie. vetches - praktyki w inspekcji nie brzmią za dobrze... Jakiego rodzaju?
  17. Ja teraz będę zaczynać 5 rok na SGGW i na pewno wybrałabym ponownie tak samo :)
  18. My też będziemy - niestety wystawiam tylko jednego psa. Brak zniżek dla interów to logika związków, której nie mogę zrozumieć ;)
  19. Ja swoją maturę oglądałam i potem tego żałowałam. Zrobiłam tak durne "błędy" (np źle przepisana cyfra z zadania do obliczeń), że po nocach mi się śniły ;)
  20. [quote name='Aysel']Ale chyba będę musiała poprawić maturę :/[/QUOTE] Nic nie musisz poprawiać ;) Przenosisz się na 2 rok do Wawy i tyle.
  21. [quote name='Aysel'] Inna sprawa, ze nie chcę. Mój chłopak ma zapewnioną pracę w Warszawie. Nie uśmiecha mi się jeżdżenie co jakiś czas z Olsztyna do Wawy tym bardziej że połączenie chyba niekoniecznie ok... [/QUOTE] Po roku możesz spokojnie się przenieść do Warszawy :)
  22. [quote name='dominika405']Talagia,a masz takie zwykłe teczki na gumkę?Czy chowasz kartki w koszulki,aby się nie zniszczyły i potem do specjalnej teczki na koszulki?[/QUOTE] Najzwyklejsze teczki ;) Wykorzystuje te, które dostaje na wystawach z kartą oceny. Gdybym miała wszystkie notatki wkładać do koszulek to by mi życia zabrakło :D Dla ułatwienia jak przychodzi czas kolosa/zaliczenia/egzaminu i mam powyrywać notatki z danego przedmiotu to je numeruje - wtedy nawet gdy pies porozwala je po mieszkaniu to pełnią swoją funkcje ;) Bywa i tak, że na jeden przedmiot mam napchane po 2 nabite teczki, z których aż wysypują się kartki (oczywiście nie od moich notatek :D ale w takiej przedmiotowej teczce trzymam sobie kserówki, materiały z zajęć, wydrukowane pytania czy to co z biblioteki kopiuje). To baaardzo wygodne serio :) Potem taki komplet tony makulatury daje komuś z roku niżej :D
  23. Ja używam właśnie notesów kołowych (nosze tylko jeden) a potem wyrywam kartki i wsadzam do teczek z danego przedmiotu ;) Co do gazetek to jest trochę tego na rynku np.Weterynaria w Praktyce/w Terenie czy Magazyn Weterynaryjny (oba mają fajne oferty dla studentów :) )
  24. [quote name='dominika405']Talagia przeglądałam już trochę książki,ale są w bardzo wysokich cenach.Coś pewnie kupię,ale takiego co przyda mi się później konkretnie w pracy w klinice. [/QUOTE] Z pewnością nie będzie to biochemia czy biofizyka :D A poważnie to warto korzystać z bycia studentem i np. prenumerować czasopismo weterynaryjne za pół ceny (wtedy kalendarz dostajecie za darmo ;)), kupować książki czy brać udział w konferencjach.
  25. [quote name='dominika405']Pewnie,ale to jak się oficjalnie dostaniemy. Ja nie mogę się doczekać kupowania fartucha,stetoskopu(ale to w późniejszych latach) i samych książek :)[/QUOTE] Z tymi książkami to lepiej uważać ;) Na 1 roku pełno osób rzucało się i kupowało wszystkie możliwe książki, a potem nawet do nich nie zaglądało i zdesperowani próbowali posprzedawać je rok później młodszym desperatom :))) Najgorszy błąd to chyba kupno atlasu Popeski (jakieś 400 zł) ;) Ja również kupiłam książki na 1 roku (trylogie Krysiaka - czego nie żałuje, bo po książkach uwielbiam mazać gdy się uczę, a tam było sporo kolorowanek) i nigdy później nie kupowałam podręcznika. Lepiej kupować książki przydatne w klinice, które są często w super cenach dla studentów niż podręczniki itp ;) Biblioteki są zwykle dobrze wyposażone. [quote name='micra'] Ja was zaskoczę nie mogę się doczekać kupowania artykułów papierniczych tj notatników, flamastrów, długopisów, i obowiązkowo kalendarz studencki z Oxfordu. [/QUOTE] Mam identycznie ;) Kolekcją zakreślaczy, kolorowych cienkopisów itp mogłabym zagiąć wyposażenie niejednej podstawówki :diabloti: A przyszło mi to dopiero na studiach.
×
×
  • Create New...